piątek, 28 listopada 2014

Królewski wygnaniec

"Cel uświęca środki", tak mówi powiedzenie, jednak nie jestem pewna, czy opisywana przeze mnie powieść będzie tego dowodem. Jeżeli mamy wymierzony punkt, często zapominamy lub zagłuszamy sumienie, by szybciej i łatwiejszymi środkami osiągnąć to samo. Droga, która mogłaby być usłana cierniami, dzięki naszym skrótom i wykrętom zdecydowanie się łagodzi i staje się przyjemną ścieżką. Ale jakie ma to konsekwencje dla ludzi wokół?

Niektóre książki nie są rozgłaszane tak jak inne, a jednak i tak trafią do odbiorcy, który znajdzie w niej to, co do niego trafia. Tak też było z tą pozycją, od kiedy na stronie wydawnictwa Galeria Książki dostrzegłam ciekawie zapowiadającą się historię, nie mogłam nie spróbować się z nią zapoznać. Trochę czasu mi to jednak zajęło. Ale o czym piszę? Mowa tu o powieści rozpoczynającej trylogię Valisarów brytyjskiej pisarki Fiony McIntosh. "Królewski wygnaniec" to książka, która w pewnym stopniu mnie urzekła, nie była jednak idealna, sami dowiedzie się, dlaczego.

Można by go uznać za barbarzyńcę, człowieka bez skrupułów, bezmyślną bestię. Jego jedynym celem jest objęcie władzy, a co za tym idzie przejęcie tajemnego daru Valisarów. Obrana przez niego droga to najszybsza z możliwych ścieżek, nie licząca się z życiem mieszkańców Koalicji, a nawet z własnymi podwładnymi. Loethar nie liczy się z niczym, ważny jest jedynie jego cel, a dzięki niemu posunie się do wszystkiego.

Władca Stepów jest bezwzględny, krwiożerczy i nie liczy się ze zdaniem innych, jednak nie można zarzucić mu bezmyślności. Zimne serce doskonale kalkuluje wszelkie zadania. Zna swoich ludzi, wie, czym kierują się będąc blisko niego. Walcząc z wrogiem ukazuje najokrutniejszą maskę, jednak wciąż odkrywa swoje nowe oblicza. Nie mogłam przez całą książkę dokładnie określić jego zachowań. Na pewno nie był przyjacielem dzieci i staruszków, ale próbowałam dostrzec za wystudiowaną pozą pewną dozę silniejszych i cieplejszych emocji. Jaki był tego skutek?

Dlaczego też największą część recenzji poświęciłam despotycznemu władcy, okupującymi Koalicję, karzącemu nazywać siebie Imperatorem tych ziem? Otóż była to jedna z najlepiej wykreowanych postaci, jakich można doszukać się w powieści. Loethar to postać, która budzi pytania, jest nieokreślona, dwuznaczna, trudna do połączenia z jakimkolwiek schematem.
Za kolejną taką postać mogę uznać pojawiające się z rzadka postacie Kruka i Sergiusza, które niosą za sobą obraz tajemnicy. Dają inne spojrzenie na historie, pozwalają stwarzać jej filary przez swoją długowieczność.
Największym minusem zaś była dla mnie kreacja reszty bohaterów. Byli naiwni, nie przez swoje czyny, a bardziej kreacje. Czułam jakby byli papierowi, jednowymiarowi, biła od nich sztuczność. Dorośli, dzieci wszyscy zachowywali się tak samo, nie mogłam darzyć ich jakimś mocniejszym uczuciem, przez co prawie w ogóle nie wczułam się w zamęt, jaki nastał w ich życiu, nie mogłam im współczuć. Ich uczuć było za mało, a właściwie było wiele, ale autorka w zły sposób je mi przekazywała.

Historia sama w sobie jest pełna przemocy, akcji i wielkiej ilości zwrotów akcji. Postacie wciąż zmieniają fronty, po jakich stają w walce, a może dokładniej odkrywają swoje dotychczasowe postanowienie i aspiracje. Cała otoczka intryg, szantaży wiele daje powieści i pozwala jej porzucić.

Wielość bohaterów zmuszała mnie, przynajmniej w  podświadomości, do porównywania książki z cyklem "Pieśń lodu i ognia". W starciu tych powieści, a przynajmniej rozbudowy treści, tajemnic, rozgrywek politycznych i okrucieństwa, książka ta odpada po pierwszym uderzeniu. Patrząc jednak na obecne powieści fantasy dla młodzieży nie mogę być już taka surowa.
Autorka skupiała się na detalach, stworzyła królestwo, które po części poznajemy, jego sąsiadów, walutę, wiarę, drzewo założycieli rodów, historię. Ważną kwestią jest również to, że autorka nie boi się uśmiercać swoich postaci, czasem nawet tych, które są ważne dla treści, rzadko spotyka się to w tego typu lekturach. Ta powieść ma potencjał na naprawdę dobrą opowieść, nie tylko dla młodego czytelnika, ale również starszego odbiorcy doskonale zapoznanemu z gatunkiem, brak tu jednak bohaterów "z krwi i kości", a bez nich całość niestety sporo traci.

Wrócę na krótki czas do całości powieści, gdyż narracja rozkładana jest na wielu bohaterów, więc nie skupia się jedynie wokół Loethara. Z drugiej strony pojawiają się bohaterowie, którzy stracili bliskich, przyjaciół, czy rodziny poprzez jego działania. W szczególnej mirze mam tu na myśli młodego króla, rządnego zemsty, jak również jego towarzysza. Wraz z nimi doświadczamy drugiej strony działań barbarzyńcy. Ukrywając się i uciekając wciąż dostarczają nowych wiadomości, na temat rodu Valisarów, na temat króla Brennusa, jego planów, jak również poznają nowych bohaterów. Jak więc widzicie, książka ta ukazuje nam wszystkie strony konfliktu, naświetla różne fakty i nie pozwala na jednoznaczne określenie charakteru postaci, gdyż każdy postrzega siebie inaczej niż ludzie wokół. Wszystko więc może być złudne.

"Królewski wygnaniec" to powieść, po której nie wiedziałam, czego się spodziewać. Patrząc jednak na nią w bibliotece liczyłam na dobry kawałek fantasy. Patrząc juz przyszłościowo, sądzę, że autorka ma szansę na dobre rozwinięcie rozpoczętej historii, może nawet poprawienie mankamentów, na co mam szczególną nadzieję. Fiona McIntosh zostanie przeze mnie zapamiętana, dzięki temu tytułowi, jednak nie jako wybitna autorka, a jako obiecująca pisarka. Liczę, że moja opinia jeszcze bardziej się poprawi.
Ocena: dobra [4/6]


Autor: Fiona McIntosh
Tom: I
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 576
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-11-27
Skąd: biblioteka publiczna

Trylogia Valisarów:
Królewski wygnaniec  ---  Krew tytana  ---  Gniew króla


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

sobota, 22 listopada 2014

Więzy krwi

Czasem trudno jest powiedzieć nie. Niekiedy nawet nie można tego zrobić. Jednym z takich przypadków jest prośba przyjaciela, nawet wampira. Zwłaszcza wtedy kiedy obiecało mu się przysługę. Mercedes Thomson zostaje obudzona o niewyobrażalnie wczesnej porze, bo właśnie wtedy postanowił odwiedzin ją jej nieumarły kolega. Razem z nim ma udać się, by sprawdzić nowego nadnaturalnego, który grasuje w okolicy. Stefan obawia się, że nawet jego silna moc może nie wytrzymać w starciu z hipnozą "gościa". Mercedes, dzięki jej umiejętnościom zmiennokształtnej, ma szanse wytrwać z nim konfrontacje, tym bardziej, że pojawi się tam w postaci kojota. Kim okaże się nowy mieszkaniec miasta? Jak bardzo jest niebezpieczny?

Właśnie tak rozpoczyna się druga z książek Patricii Brigss "Więzy krwi". Seria o Mercedes Thomson jest zbiorem książek, które treścią nie łączą się ze sobą, nie mają wątku głównego, a każdy jest oddzielną historią, która scalają ci sami bohaterowie i ich problemy. Tak więc wątek główny powieści jest całkowicie inny niż ten, o którym czytałam w tomie numer jeden. Ta opowieść, dzięki której miałam okazje lepiej poznać wersję wampirów, jaką zaserwowała nam autorka.

Podczas recenzowania pierwszej części cyklu narzekałam na humor i na spowolnienie akcji. Skupię się więc najpierw na tych aspektach. Pisarka nie rzuca żartami na prawo i lewo, nie ma tu scen, które wciąż by bawiły, ale lepiej poznając bohaterów, ich charaktery można dobrze się bawić czytając o ich zachowaniach, czy przekomarzaniach. Kontynuując moją przygodę z cyklem pewnie z jeszcze większą łatwością będę wychwytywać pokłady humoru, jakie serwuje autorka.

Tom ten w większym stopniu obfituje też w akcje, nie ma powrotów do przeszłości, zbyt wielu scen, w których na siłę przekazywane są nam informacje o dawnym życiu Mercedes. Seria nabrała tempa. Autorka wciąż zarzuca nas nawałem zajęć bohaterów, wciąż planują, walczą, szukają wrogów. W skrócie - nie ma miejsca na nudę.

Urban fantasy jest gatunkiem, w którym dość często pojawiają się sceny łóżkowe, nie wiem, czy tylko ja tak do tej pory trafiałam, ale pojawiały się one.  Tutaj nie ma się, czego obawiać, główna bohaterka rozważnie dobiera przyjaciół, nie wskakuje do łóżka niedawno poznanemu bohaterowi. Wątek miłosny, jakikolwiek, został zepchnięty na drugi plan. Mercedes nie chcę ulec, nie chcę być zależna, a jeśli pozwoli na afiszowanie związku będzie musiała pogodzić się z tym, że Adam lub Samuel będą mieli nad nią władzę.

Zdecydowanie za wielki pozytyw mogę również uznać kreację bohaterów. Są tacy normalni. Nie w złym sensie, ale potrafiłabym ich sobie wyobrazić w życiu, niekiedy lekko tajemniczych, innym razem lekko szalonych, niebezpiecznych. Ale tacy ludzie też sie zdarzają. Jedyną postać, która wydawała mi się aż za bardzo przerysowana była postać  "tego złego". Przez co nie wydawał się groźny w większości sytuacji.

Często musiałam przymykać oko na zdarzenia, jakie spotykały bohaterów. Szczególnie mam tu na myśli to, że Mercedes może pokonać w pojedynkę naprawdę złą postać, a trzech wilkołaków już nie. Rozumiem, że ma silniejsze umiejętności, może oprzeć się sile umysłu, ale jednak trochę to wszystko podkoloryzowane. Jednak bez tego nie byłoby zabawy.

Coraz rzadziej zwracam uwagę na okładkę, czy oprawę graficzną książki, przynajmniej w recenzji, ale w tym przypadku jednak poruszę tę kwestię. Wydawnictwo naprawdę sie postarało. Okładka pierwszego wydania nie była najlepsza, jednak zmieniona szata graficzna doskonale pasuje do klimatu powieści. Mnie najbardziej zauroczyły łapki znajdujące na drugiej stronie okładki i dzielące akapity, świetny zabieg.

Podsumowując, "Więzy krwi" okazały się dobrą kontynuacją, książka nie jest wybitna, ale nawet pisząc recenzje po miesiącu pamiętam z niej bardzo wiele scen i wydarzeń, nie mam problemu z ich przypomnieniem, więc to musi coś znaczyć. Chętnie będę dalej podążała za losami Mercedes, bo to po prostu wciąga.
Ocena: bardzo dobra- [5-/6]

Autor: Patricia Briggs
Tom: II
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 456
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-10-22
Skąd: własna biblioteczka

Seria z Mercedes Thomspon:
Zew księżyca  ---  Więzy krwi  ---  Pocałunek żelaza  ---  Znak kości  ---  Zrodzony ze srebra  --- River marked  ---  Frost burned  ---  Night broken


Książka bierze udział w wyzwaniach:

środa, 19 listopada 2014

Julia. Trzy tajemnice

1 recenzja, 482 wyrazy, 2604 znaki 

2 ręce, 5 palców zaciśniętych na długopisie, para wciąż mrugających oczu wpatrzonych w kartkę i jedne usta, które układają się w niemy krzyk, gdyż nie mogą wydać głosu.  Chcą wypowiedzieć tak wiele, chcą przemówić, ukazać swoją siłę, lecz nie mogą. 2 ręce, 5 palców, 2 oczu, 1 usta... 2 ręce, 5 palców, 2 oczu, 1 usta... 2 ręce, 5 palców, 2 oczu, 1 usta... Czyli JA. CAŁA JA. Julia.

"Julia. Trzy tajemnice" to zbiór trzech opowiadań łączących się z wykreowaną przez Tehereh Mafi bajeczną, wspaniałą, cudowną serią o Julii. Dziewczyna z morderczymi dłońmi, w kontakcie z inną skórą - gotowymi zabić. Cykl urzekł mnie, zawładnął moim sercem, nie mogłam więc, nie zagłębić się jeszcze raz w psychikę postaci, tym razem nie tylko Julki.

Na wstępie zaznaczę, że całą trylogię miałam już za sobą przed przeczytaniem tych historii, jednak to właśnie dla zapoznania się z wewnętrznym portretem bohaterów chciałam przeczytać ten zbiór.  Książeczka, gdyż nie jest liczy ona zbyt wiele stron, zawiera w sobie nowele "Destroy me" opowiadaną przez Warnera tak, tak, tak!, "Fracture me" z punktu widzenia Adama oraz na dokładkę "Dziennik Julii", który materialnie wielokrotnie przewijał się w całej serii.


"Nie potrzebuję do życia niczego oprócz liter. Ale bez nich by mnie nie było. 
Bo słowa, które zapisuję, są jedynym dowodem na moje istnienie."


Chronologicznie powinnam zacząć od pamiętnika, gdyż to w nim zostały opisane uczucia Julii, z czasu który spędziła w odosobnieniu. Tekst jest niezwykle przejmujący, wypływają z niego silne wibracje, jest pełen emocji. Z każdej strony wypływa strach, ból, smutek oraz wszelkie inne uczucia, jakie gromadziły się w głównej bohaterce, które chciała wykrzyczeć. Czytając to najkrótsze z trzech opowiadanie przypomniałam sobie, jaka była Julia na samym początku opowieści. Zmiana jest ogromna.

„ Ona i ja w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami. 
Mamy znacznie więcej wspólnego, niż mógłbym się spodziewać."

Jako drugi, a właściwie pierwszy w zbiorze, zobaczyłam fragment z Aaronem. Są w nim opisane wydarzenia z czasu, kiedy Julia uciekła wraz z Adamem i postrzeliła Warnera. Nie ukrywam, że w głównej mierze właśnie dla Warnera zaledwie 110 stron musiałam mieć tę książkę. Od kiedy tylko poznałam Aarona wiedziałam, że coś ukrywa, wiedziałam, że nie jest tym,  na kogo się pozoruje. Teraz mogłam dostrzec wszelkie fazy jego fascynacji Julią, tego w jakim stanie się przez nią znalazł. Przewracając kartki wszystkie te silne emocje odczuwałam wraz z nim, wraz z nim kartkowałam notes dziewczyny, która tak wiele w nim zmieniła. Byłam urzeczona. Wciąż jestem.

Na ostatni ogień opiszę "Fracture me", gdzie zdarzenia toczą się najpierw w trakcie drugiego, a potem gdzieś w trzecim tomie, kiedy Julka przebywała z Warnerem. Sądzę, że tą nowelką autorka chciała usprawiedliwić zachowanie Adama z trzeciego tomu. Zyskał on w moich oczach, jednak wciąż uważam, że to co robił, wcale nie było dobre. Niedobry Adam. Adam kochał brata, chronił Julię, tego nie można zaprzeczyć. Jednak co do słuszności jego zachowań już tak.

"Ludzie rzadko zdają sobie sprawę, że kiedy ich usta kłamią, 
ich oczy cały czas mówią prawdę."

"Julia. Trzy tajemnice" to zbiór tajemnic tajemnic tajemnic. 200 stron, 3 opowiadania, 1000000 słów utworzyły opowieści, które nie tylko dopełniają serię Tehereh Mafi, ale również pozwalają spojrzeć na bohaterów z zupełnie innej strony. Poznać ich wnętrze,  a chyba o to w tym chodziło?
Ocena: świetna [6/6]

Autor: Tahereh Mafi
Tom: -
Wydawnictwo: mooondrive
Ilość stron: 200
Cena: 34,90 zł
Data przeczytania: 2014-11-18
Skąd: własna biblioteczka



Seria o Julii:
Dotyk Julii ---  --- Sekret Julii ---  ---  Dar Julii  


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

wtorek, 18 listopada 2014

Ao no exorcist #5

Rin Okumura jest szkolącym się egzorcystą i synem samego Szatana. Jeszcze do niedawna cała sprawa była ukryta przed jego przyjaciółki jak i przed większością Kościoła Prawdziwego Krzyża, jednak kiedy na wycieczce jego Błękitne płomienie zapłonęły pełnym blaskiem dłużej nie dało się tego ukrywać. Zarząd nakazał mu szkolenie oraz zapanowanie nad jego darem, jeśli nie może to być jego koniec.

Obecnie jednak organizacja ma dużo większy problem. Ktoś wykradł Lewe Oko Nieczystego Króla, które było dowodem pokonania ogromnej siły demona. Mimo zabicia bestii oczy wciąż wydzielają trujące opary. Ktoś, kto je wykradł na pewno ma niezbyt przyjemne intencje.

Opisane powyżej wydarzenia są rozpoczęciem nowego cyklu w "Ao no exorcist". Kazue Kato w tomiku piątym rozpoczęła dłuższy, bardziej złożony i rozbudowany wątek, w którym bohaterowie mają odnaleźć wspomniane wyżej oko, a zwłaszcza dowiedzieć się, po co zostało wykradzione.

Początkowo byłam odrobinę zawiedziona, że tak świetna historia została, czyli w sumie zwykle szkolenie zostało przerwane. Dopiero poznałam bohaterów, a tu już muszę się pożegnać z Akademią i porywać się nie wiadomo na co. Ale teraz wiem, że jest to dobre rozwiązanie. Akcja nabiera tempa, manga ma jakiś temat główny, oś fabularną, której wszystko dotyczy i wiadomo, czego mam się trzymać.

Bohaterowie tym razem ruszają do Kioto, miejscowości, gdzie mieszkali przez większość swojego życia przyjaciele Rina. Tomik w głównej mierze poświęcony jest Suguro. Chłopak miał niemałe problemy podczas opuszczania tego miejsca, jak również wciąż pomiędzy nim a ojcem nie jest za ciekawie. Do tego dzięki niemu możemy poznać problemy, z jakimi boryka się ich zakon, jak również zarysy wydarzeń z przed lat.

Każda ze stron tomika zachęca do dalszej lektury. Nadal pojawia się sporo humoru, Rin i Shura wymiatają w tym względzie, ale i inni też nie wypadają najgorzej. Cała opowieść nie opiera się już tylko na prostych szkolnych standardach, ale zdecydowanie powiększa horyzonty. Klimat zaczyna robić się trochę mroczniejszy. Pojawia się więcej akcji i niebezpieczeństw. Wyczuwalne jest napięcie panujące w postaciach, jak również wyczuwalna jest pewna doza tajemniczości i niepewności. Rodzi się wiele pytań, po prostu jest coraz ciekawiej.

Nie zauważyłam dużej różnicy w kresce pomiędzy tomikami, ale nie przeszkadza mi to, iż bardzo podoba mi się to, jak ona jest tu wprowadzana. W scenach bardziej "na luzie" kreska również bywa mniej dokładna, zaś w scenkach poważnych wszystko jest wypunktowane i doskonale przedstawione.

Podsumowując, kolejny raz jestem zadowolona z lektury Egzorcysty. Jak na razie to dopiero wprowadzenie do nowego wątku, ale wszystko zapowiada się na ciekawy motyw. Oby to wytrwało jak najdłużej.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Kazue Kato
Tom: V
Wydawnictwo: Waneko
Ilość stron: ok. 200
Cena: 18,00 zł
Data przeczytania: 2014
Skąd: pożyczone od znajomych 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Ciekawość pierwszym krokiem do...

...książek. Część pierwsza. 


Cześć,
dziś z wielką radością chciałabym Wam zaprezentować moje pierwsze zapowiedzi i nowości, czyli cykl, który wprowadziłam, by informować Was o planach wydawniczych wydawnictw, szczególnie Papierowego Księżyca, z którym niedawno rozpoczęłam współpracę. Na pierwszy ogień pójdzie książka, którą swoją premierę będzie miała za dwa dni.

Tytuł: Splątany warkocz Bereniki
Autor: Anna Gruszka
Format: 143x205
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-61386-53-7
Liczba stron: 600
Cena: 39,90 zł

Premiera: 19.11.2014

Berenika ma 28 lat, mieszka w Krakowie, jest prawnikiem w prywatnej firmie, no i może trochę tęskni za miłością. Gdyby to była bajka dla grzecznych dziewczynek, pojawiłby się teraz książę na białym koniu i żyliby długo i szczęśliwie.

Ale to nie jest bajka dla grzecznych dziewczynek, bo rycerz jest… no właśnie, kim on dla niej jest? I jak ich kontrowersyjny związek wytłumaczyć innym? Przyjaciołom, rodzinie... A przede wszystkim sobie.

Wydaje się, że w takiej sytuacji półtoraroczny kontrakt Piotra w Australii jest wybawieniem albo odroczeniem kary.

Berenika zostaje sama w wielkim mieszkaniu ukochanego i jakoś musi wypełnić samotne miesiące. Gdyby kierowała się rozsądkiem, nigdy w jej domu nie pojawiliby się dwaj lokatorzy i może nie zrobiłaby tylu głupstw.

Ale Berenika nigdy nie była rozsądna, dlatego plącze nici swojego życia w wyjątkowo skomplikowaną materię. Kocha, tęskni i próbuje przeczekać. A czeka wyjątkowo nerwowo i niekonsekwentnie...

...................................................

„Splątany warkocz Bereniki” to debiutancka powieść Anny Gruszki, która ma szansę okazać się jedną z najgorętszych polskich powieści ostatnich lat. 
Mimo dużej intensywności scen erotycznych „Splątany warkocz Bereniki” nie jest kolejną kopią „Pięćdziesięciu twarzy Greya”.
Historia Bereniki – choć również skrząca się zmysłowością i nieokiełznaną erotyką – to opowieść rozpięta na dużej palecie emocji, nasycona tęsknotą, żarem uczuć i trudnymi życiowymi wyborami. 
Ale to także powieść o samotności i desperackiej próbie otwarcia się na głos swojego serca, choć przez wiele lat starało się ten głos ignorować. 
Książka, którą będziesz czytać z wypiekami na twarzy, która uwiedzie Cię niezapomnianą historią miłości tyleż pięknej, co kontrowersyjnej. 
„Splątany warkocz Bereniki” to rozpalająca zmysły historia dziejąca się we współczesnym Krakowie i po części w Australii. 
Opowieść o pragnieniu prawdziwego uczucia skrywanego za zasłoną pracoholizmu, imprezowania, szybkiego seksu i przypadkowych relacji.
Odważna opowieść dla odważnych kobiet. 
Najgorętsza książka na zimowe wieczory!

____________________________________

Tytuł: Na ostrzu noża
Tytuł oryginału: The Knife of Never Letting Go
Autor: Patrick Ness
Seria: Trylogia Ruchomy Chaos, tom I
Format: 143x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 500
Tłumaczenie: Agnieszka Hałas
ISBN: 978-83-61386-50-6


Już w księgarniach

Na ostrzu noża to pierwszy tom bestsellerowej i wielokrotnie nagradzanej trylogii Ruchomy Chaos, autorstwa Patricka Nessa, znanego polskim czytelnikom z wyjątkowej powieści Siedem minut po północy. Poruszone w serii zagadnienia i literacki kunszt autora sprawiają, że jest idealną lekturą dla dorosłego czytelnika. Prawa do jej sfilmowania zostały nabyte przez wytwórnię Lionsgate, która przeniosła na ekran filmowy między innymi "Igrzyska Śmierci". 

*

Todd Hewitt jest jedynym chłopcem w osadzie pełnej mężczyzn. Odkąd osadnicy zostali zarażeni Szumem, Todd słyszy wszystko, co mężczyźni myślą, a oni słyszą wszystko, co myśli on.

Za miesiąc Todd ma stać się mężczyzną, ale wśród otaczającej go kakofonii orientuje się, że mieszkańcy osady coś przed nim ukrywa – coś tak strasznego, że Todd zmuszony jest uciec wraz ze swoim psem, którego prosty, lojalny głos również słyszy.

Ścigani przez wrogo nastawionych osadników, natrafiają na dziwną, milczącą istotę: dziewczynę. Kim ona jest? Dlaczego nie została zabita przez chorobę, tak jak wszystkie inne kobiety w Nowym Świecie?

Chropowata narracja Todda wciąga czytelników zapierającą dech podroż, w toku której chłopiec stojący u progu dorosłości musi się oduczyć wszystkiego, co zna, aby pojąć, kim naprawdę jest.


Wielka inwencja i emocje... Niezapomniane otwarcie trylogii Ruchomy Chaos jest wnikliwym świadectwem tego, co znaczy być człowiekiem w społeczeństwie, które obrało złą drogę.
Booklist (recenzja z gwiazdką)


Opowieść pełna emocjonalnej, fizycznej oraz intelektualnej dramaturgii, bezwzględna i dobrze napisana.

School Library Journal

__________________________________

Tytuł: Narodziny Imperium
Tytuł oryginału: Genghis: Birth of an Empire
Seria: Zdobywca, tom 1
Autor: Conn Iggulden
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Anna i Jarosław Fejdych

ISBN: 978-83-61386-48-3

Już w księgarniach

Zdobywca to znakomity 5-tomowy cykl historyczny opowiadający historię powstawania jednego z największych imperiów w historii – imperium mongolskiego stworzonego przez Dżyngis-chana i jego potomków.

Autorem cyklu jest Conn Iggulden, obok Bernarda Cornwella najlepszy aktualnie autor powieści historycznych. Jego poprzednia seria książek o życiu Juliusza Cezara trafiła na listy bestsellerów, jednak światową sławę zapewnił mu szczególnie cykl Zdobywca, który został przetłumaczony na ponad 20 języków.

Pierwszy tom cyklu Zdobywca pod tytułem Narodziny Imperium to historia losów Dżyngis-chana jeszcze jako Temudżyna na drodze do jednoczenia zwaśnionych plemion i tworzenia podwalin imperium.


Temudżyn, syn chana z plemienia Wilków, ma zaledwie jedenaście lat, gdy jego ojciec zostaje śmiertelnie raniony podczas tatarskiej zasadzki. Po śmierci Jesugeja plemię porzuca rodzinę chłopca na mongolskim stepie bez pożywienia i jurty, skazując ich na pewną śmierć. 

Aby przeżyć, chłopak musi szybko dorosnąć, zmierzyć się z okrutną rzeczywistością i stawi czoła zarówno bezlitosnym wrogom, jak i okrutnej przyrodzie. Samotny człowiek lub rodzina mają nikłe szanse na przetrwanie bez wsparcia plemienia. 

Temudżynowi udaje się jednak zgromadzić wokół siebie innych wyrzutków i stworzyć z nich klan. W chwilach rozpaczy, w głowie chłopca rodzi się wizja zjednoczenia wszystkich zwaśnionych plemion. 

Wkrótce zapanuje nad nimi i przybierze imię chana morza traw – Dżyngis-chana.

Iggulden jest klasą dla siebie w gatunku powieści historycznej o epickim rozmachu.
Daily Mirror

Epicka powieść historyczna w najlepszym wydaniu: ekscytująca, trzymająca w napięciu, barwnie napisana i dobrze osadzona w faktach.

Publishers Weekly

______________________

Która pozycja Was zainteresowała? Mnie najbardziej zaciekawiła środkowa pozycja, czyli "Na ostrzu noża". Tyle dobrego naczytałam się o powieści "Siedem minut po północy", że nie sposób nie mieć oczekiwań, że i ta książka będzie równie dobra, co sądzicie? A do tego ten pomysł, zapowiada się ciekawie... :)

sobota, 15 listopada 2014

Chwila dla widza - "Bogowie"

"Człowiek bez serca"

Dziś, a właściwie już wczoraj, miałam okazję wraz z koleżankami oglądać jeden z najnowszych polskich filmów, czyli "Bogowie". Nie ukrywam, że nie spodziewałam się wiele, do rodzimych produkcji zwykle podchodzę z dużym dystansem i wolę nie oczekiwać zbyt wiele. Do tej pory większość szkolnych wypadów na najbardziej okrzykiwane produkcje okazywało się, albo totalną klapą, albo sporym niewypałem. Polskie filmy mają potencjał, ale często jest on niewykorzystywany.

Za przykład przytoczę tu tytuł "Miasto 44". Realia drugiej wojny światowej, sytuacja w Polsce, okupacja. Film miał ukazać prawdziwe życie mieszkańców Warszawy i ich drogę do buntu. Wszystko ładnie, pięknie. Początek zapowiadał naprawdę dobry film, bez zbytniego patosu, ale również z uczczeniem pamięci powstańców. Większość aktorów była postaciami nowymi, nieznanymi, co dawało produkcji świeżości, zagrali dobrze, jednak to nie gra aktorska okazała się dla mnie głównym minusem. Do gustu nie przypadła mi sfera efektów specjalnych, wszystko było zbyt kolorowe, zbyt jaskrawe, zbyt krwawe, zbyt romantyczne. Aż chciało się krzyczeć, wszystkiego było za dużo.  Kule przelatujące wokół całujących się, ucieczka przez postrzałami z karabinów, zbyt dużo widowiska, a gdzie tu realizm? Do tego muzyka dobrana bez żadnego ładu i składu. Niektórzy z moich znajomych (na filmie byłam ze szkoły) narzekali też na zbyt wiele krwi, zbyt brutalny obraz powstania. Akurat ten aspekt bardzo przypadł mi do gustu, według mnie, tu ta przesadza była wskazana, by mocniej uderzyć w młodego odbiorcę spragnionego mocnych wrażeń.

Miałam krótko napisać o ekranizacji Powstania Warszawskiego, lecz również na temat powyższego tytułu musiałam opisać swoje wrażenia. Wracam do głównego wątku moich rozważań. "Bogowie" mogli być kolejną historią, która przewinię się przez mój dorobek widza bez większego echa, jednak na pewno tak się nie stanie. 

Już pierwsza scena, kiedy to Zbigniew Religa, a właściwie wcielający się w niego Tomasz Kot, przechodzi ze zgarbionymi plecami przez szpitalny korytarz ciekawiła oglądającego. W mojej głowie kołatało mi się pytanie, czy to scena wyrwana z ostatnich scen, czy może jedynie początek? Czy już nastąpił epokowy dla polskiej kardiochirurgii zabieg, czy też może już podąża w stronę sali operacyjnej?

Dalej było już tylko lepiej. Obawiałam się, że film będzie zbyt poważny, że aktorzy będą sztywni, bez jakichś charakterystycznych cech, bezosobowi... W skrócie miałam wiele obaw. Ale z każdą nową sceną sceną pozbawiałam się ich.


Jednym z pierwszych punktów, które tworzą tło historii jest odtworzenie realiów epoki. W wielu polskich filmach, a przynajmniej tych ostatnich, jest to zauważalne. Tutaj od razu czuć było, że to akcja ma miejsce dobre kilka lat temu. Nie było to widoczne jedynie w ubiorze postaci, czy w wystroju wnętrz, ale również aparaturze medycznej, jej wyglądzie i funkcjonowaniu. Dawało to obraz, w jakich czasach wybitny chirurg musiał się zmagać podczas operacji.

Skoro mowa o wybitnym chirurgu, nie sposób nie pochylić się nad postacią Pana Religii. Nie będę ukrywać, że nie wiedziałam wiele o jego postaci, jedynie te najważniejsze fakty i nigdy nie zagłębiałam się w jego życiorys. Teraz jednak z wielką chęcią bym to zrobiła, w głównej mierze dzięki odtworzeniu postaci doktora przez Tomasza Kota. Aktor do tej pory kojarzył mi się głównie z rolami komediowymi, a teraz poznałam inną jego stronę, a właściwie wiele jego wcieleń. Jego postać byłą niezwykle barwna, różnorodna. Religa w jego wykonaniu był sarkastyczny, pewny siebie, niekiedy aż arogancki, często skrajny, popadający w różne stany szaleństwa, raz zabawny, a raz śmiertelnie poważny. Ta kreacja była tak dobra, że podświadomie porównywałam ją ze znanym doktorem Housem. Tomasz Kot mnie oczarował, stworzył postać, która na długo pozostanie w mojej pamięci, bo właśnie taka jest, godna zapamiętania. 

Nie będę zagłębiać się nad grą innych aktorów, ale ich role również wypadły pozytywnie. Odebrałam ich dobrze, nie byli przerysowani, zbyt nadęci(no może poza "Paździochem"), a do tego często zabawni. Byli dopełnieniem wyśmienitej gry pana Kota. A skoro mowa o komizmie, to nie mogę nie wspomnieć, o mojej ulubionej scenie ze świnią, myślałam, że popłaczę się ze śmiechu. Zetknięcie dramaturgicznej, pełnej napięcia sceny z przezabawną próbą znalezienia prosiaka, było lekko groteskowe, jednak nie mogłam powstrzymać dość donośnego chichotu.

Warto zagłębić się choć na chwilę w główny temat filmu, a mianowicie pierwsze próby wykonania transplantacji serca w Polsce.  Patrząc na postać Religii nie można nie zauważyć, że jest on fanatykiem, że jego głównym celem jest wykonanie tego zabiegu, wbrew wszystkim konserwatywnym chirurgom, z jakimi do tej pory miał do czynienia. Lekarz chcę podążać za śladami swoich kolegów zza oceanu, wierzy w swój sukces i się nie poddaje. Jak więc widzicie, ogólny zarys historii mógłby być zbyt ciężki dla widza w moim wieku, czy niewiele starszego, jednak wstawki komiczne, rozładowywały skumulowane podczas zabiegów, a szczególnie po nich, napięcie. Jedne z pierwszych ujęć filmu przenoszą nas na stół operacyjny, pan Kot, rozcina ciało człowieka, wyjmuje serce i mierzy czas, w jakim tego dokona. Widz, po tym pierwszym szoku, powoli przyzwyczaja się do takich obrazów. Pojawiają się one często, widać pracujące serce, widać wiele krwi, tak jak podczas prawdziwych operacji, bez złudzeń i upiększeń. Tak jak powinno być.


Być prekursorem nigdy nie było łatwo, tworzenie nowych idei, okupowane jest niezrozumieniem, potępieniem. Ludzie boją się tego, co nowe, co nieznane. "Serce jest w naszym kraju święte", jak powiedział jeden z aktorów w filmie, więc tym bardziej trudno było doktorowi Relidze wdrażać zagraniczne pomysły. Jego historia była drogą z licznymi przeciwnościami, gdyby nie jego upór, waleczność i chęć dokonania czegoś przełomowego, mógłby nie osiągnąć celu.
Ocena: świetna [6/6]

Reżyseria: 
Scenariusz: Krzysztof Rak
Część: -
Produkcja: Polska
Czas trwania: 112 min
Data premiery: 18 września 2014 (świat), 10 października 2014 (Polska)
Data obejrzenia: 2014-11-14
Bohaterowie:
Tomasz Kot    Zbigniew Religa 
Piotr Głowacki    Marian Zembala 
Szymon Piotr Warszawski Andrzej Bochenek 
Magdalena Czerwińska  Anna Religa  
Rafał Zawierucha   Romuald Cichoń 
Marta Ścisłowicz   Pielęgniarka Magda 
Karolina Piechota    Pielęgniarka Krysia  
Wojciech Solarz Anestezjolog

Trailer:

wtorek, 11 listopada 2014

Szukając Alaski

Bomba z opóźnionym zapłonem

Każdy ma w życiu coś do czego dąży. Dla niektórych będą to wielkie osiągnięcia, dla innych mniejsze codzienne cuda. Jedno będą chcieli zwyciężyć olimpiadę, inni znaleźć szczęście w życiu. Kolejni marzą o cudownym domu, inni o zawodzie marzeń. Ktoś chcę wynaleźć lek na raka, ktoś inny przebiec jeszcze trzysta metrów. Cel jest ważny, bez niego nie rozwijamy się, stoimy w miejscu. Niektóre cele jednak odbiegają daleko od dążeń innych ludzi, są inne, wyróżniające się, odmienne. A jakie jest cel bohaterów powieści Johna Greena "Szukając Alaski"?

Miles jest chłopakiem, który przez całe swoje życie był samotnikiem, stał na uboczu, nie miał przyjaciół, a jego pasją było zapamiętywanie ostatnich słów sławnych ludzi. Liczył, że studia go zmienią, że szkoła, w której uczył się jego ojciec pomoże mu znaleźć przyjaciół. Tak trafił do Culver Creek, szkoły z internatem. Poznał tam Alaskę, Pułkownika... I nic już nie było takie jak dawniej.

Jedna książka coś mi odebrała, coś mi dostarczyła, coś we mnie poruszyła i była to właśnie powieść Johna Greena. Dzięki "GNW" i emocjach, jakie wypłynęły ze mnie podczas jej czytania. Po takiej książce oczekiwania są ogromne. Liczyłam na przynajmniej w przybliżeniu tak duże ilości pytań i niewiadomych...

Ta książka wpłynęła na mnie inaczej. Nie mówię od razu, że była zła. Jedynie nie wywołała takiej gamy Jej konstrukcja przypominała mi drogę do wybuchu bomby jądrowej. Najpierw długie przygotowania, opracowywanie planów, założeń, poznanie różnych rozwiązań. Następnie szybki, niebezpieczny, lekko niezrozumiały wybuch. A potem lot w drogą stronę szybszy, gwałtowniejszy, z powolnym spadaniem. Pomysł znakomity, jednak mam pewne ale...


Mowa tu w głównej mierze o bohaterach, byli prawdziwi, ale równocześnie sztuczni. To nie byli superbohaterowie, ludzie idealni, mieli wady, byli irytujący, ale z drugiej strony wyczuwałam jakby w ciała w młodych ludzi autor zamknął dorosłych z wieloletnim doświadczeniem życiowych. Ich postaci były sprzeczne. Nie mogłam przez to ich polubić, zrozumieć, poznać. Czytałam o zdarzeniach z ich udziałem, ale nie miałam z tego żadnej radości. Przez całą książkę nie miałam ochoty na ich poznawanie. Żadnego, czy to głównego Milesa, czy też jego ukochanej Alaski, czy przyjaciela Pułkownika. Wciąż są dla mnie obcy.

Podobały mi się jedynie ich idee, cele, to że nie chcieli być szarym punktem w społeczeństwie, kolejną komórką ludzką. To że szukali wyjścia z labiryntu, czasem nawet sami tego nie pojmując było wielkie. Nie każda jednak z obranych przez nich dróg była słuszna. Ale jak powszechnie wiadomo labirynty są pełne pułapek i niebezpieczeństw.

Tykająca bomba wybuchła gdzieś w środku książki. Odliczanie do niej trwało, więc odczuwałam wyczekiwanie, co też może się stać. Jednak nawet mimo zmniejszającej się ilości dni trudno było podejrzewać taki zwrot zdarzeń. Dla mnie to był jednak też punkt najmocniejszy, taka wyżyna w książce otoczona depresjami.

"Szukając Alaski" to książka, którą wymęczyłam. Czytałam ją długo, jednak nie miała w moich oczach jedynie słabych stron. Zbyt duże wymagania mogą niszczyć radość z czytania. Jednak chyba nie tylko one zaważyły o mojej ocenie.
Ocena: średnia-[3-/6]

Autor: John Green
Tom: -
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 320
Cena:  34,90 zł
Data przeczytania: 2014-09-08
Skąd: własna biblioteczka

Inne książki autora na blogu:


piątek, 7 listopada 2014

Córka Robrojka

Jeżycjada to cykl, który jeśli zaczynam czytać to nie mogę skończyć. Tomy wypożyczam hurtowo, przynajmniej dwa, bo gdy skończę jeden od razu mam ochotę na kolejny. Tym razem zabrałam się za jedenasty tom, czyli "Córkę Robrojka". Małgorzata Musierewicz tym razem wróciła do losów Robrojka, czyli przyjaciela Anielki znanej z "Kłamczuchy", ale w głównej mierze skupia się na jego córce, czyli Arabelli.

Po wakacyjnym wyjeździe dziewczyna przyjeżdża do nowego domu, gdzie jej ojciec przeprowadza już remont. Niedawno stracił pracę, musiał wyprowadzić się z Łodzi i przenieść do Poznania, który wspomina z niemałym rozrzewnieniem. Robrojek liczy na spotkanie swojej dawnej miłości, czyli Anielki oraz dawnych przyjaciół z młodzieńczych lat. Jego córka zaś chcę się na nowa odnaleźć. Zamieszkali oni w domku ogrodnika, który Robert Rojek musiał wyremontować. Jest to dom jego pracodawcy, pana Majchrzaka. Bella dzięki swojemu żywemu charakterowi szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu i poznaje znajomych, jednym z nich jest syn pana Majchrzaka, zwany Przeszczepem. Czy znajdą wreszcie miejsce, gdzie będą szczęśliwi?

Autorka za główny motyw książki uznała romantyczną historię zaczerpniętą niczym z "Pięknej i Bestii". Bella i Przeszczep mieli tworzyć parę niczym z bajki, jednak ich sytuacja nie była wcale tak romantyczna, a przynajmniej nie cały czas. Ich relacja mi się nie podobała, była jakby wrzucona na siłę, trochę z "Pięknej i Bestii", trochę z "Romea i Julii", opieranie się na starych opowieściach często się udaje, ale jednak tu nie pasowało do reszty historii.

Skoro zaczęłam od sfery miłosnej, to przejdę do drugiej pary, która zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Piszę tu o Robrojku i Nutrii. Po poprzedniej książce sądziłam, że dziewczyna znalazła już miłość swojego życia, jednak się pomyliłam. Ich związek zaczął przypominać ten, który prowadziła z jego bratem. Relacja Robrojka i Nutrii była tak delikatna, tak przyjemna, że wciąż chciałam o niej czytać.

Pierwszy raz od wielu tomów, Gabrysia nie przejęła narracji jako postać poboczna, a zrobiła to jej młodsza siostra Ida. Podczas jej długich rozmów z jej synem, Józinkiem, wciąż się uśmiechałam, a czasem nawet śmiałam na głos. Szczególnie, gdy wyszło na jaw, że matka zagaduje swoje dziecko. Ida czasem mnie irytowała, ale jako matka jest prześmieszna, bardzo ją polubiłam dzięki jej nowej roli.

Choć Aniela była dawną miłością Robrojka, nie pojawia się często, a jeśli już to na krótko. Jestem zadowolona z tego powodu, bo przez jej zachowanie w "Brulionie Bebe B." zaczynała mnie irytować. Kłamczucha odeszła w niepamięć, niewinne kłamstwa już nie bawiły, a bardziej prosiły o powiedzenia prawdy i zaprzestanie oszustw.

Bella też mnie denerwowała, niestety, zdecydowanie różniła się od ojca. Robrojek robił wszystko dla niej, a ona nie potrafiła tego docenić. Do tego tak demonstracyjnie pokazała, co myśli o liście Przeszczepa, że aż mi sie go żal zrobiło, choć nie kibicowałam tej relacji. Bisia, jak nazywał ją ojciec, cały czas wytykała mu błędy i to, że nie potrafi się postawić ludziom. Czy ona nie widziała tego, co wszyscy, nie widziała, jaki Robrojek jest dla niej dobry?

Może trochę za wiele narzekałam podczas pisania tej opinii, ale spodziewałam się trochę więcej po tym tomie. Historia mi się spodobała, a przynajmniej jej większa część, ale nie zapałałam sympatią do głównej postaci. Kolejny tom "Imieniny" został przeze mnie juz zrecenzowany jakiś czas temu, więc opinii szukajcie w spisie książek serii poniżej. Czas na kolejne spotkanie, tym bardziej, że premiera "Wnuczki do orzechów", czyli najnowszej części coraz bliżej.
Ocena: dobra- [4-/6]


Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: XI
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 170
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2014-09-09
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B. ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

wtorek, 4 listopada 2014

Deadman wonderland#2 (manga)

 "Deadman Wonderland" to nie jest zwykłe więzienie. Jeśli do niego trafisz wiec, że nie ma z niego ucieczki, jedynym wyjściem jest śmierć. Jeśli nie chcesz zginąć musisz walczyć. Walka równa się uczestniczeniu w pokazach dla nieświadomej widowni. Śmiertelne piły latające nad głową, wyścigi przez krwiożercze tory przeszkód, a może po prostu starcia więźniów w pojedynkach, nie ma znaczenia ryzyko, ważna jest zabawa publiczności.

Ganta niesłusznie oskarżony musi walczyć o przetrwanie. Już niedługo po dostaniu się do więzienia musiał stanąć do pierwszej rywalizacji. Ledwo uszedł z życiem, a wszystko dzięki pomocy swojej przyjaciółki Shiro. Teraz znów musi stanąć do walki, jego przeciwnikiem będzie Kruk, wielokrotny zwycięzca walk, jednak ta walka to bitwa na śmierć i życie, czy Ganta odnajdzie w sobie pokłady niespodziewanie użytej wcześniej mocy?

W drugim tomie opowieści poznajemy coraz więcej faktów dotyczących niezwykłego i tajemniczego więzienia. Poznajemy jego głębsze rejony i bardziej niebezpiecznych więźniów. Coraz lepiej wiemy, na czym polega życie w tym miejscu, jak również jaka polityka rządzi miejscem, z którego nie ma wyjścia. Wciąż pozostaje jednak ogromna liczba pytań i wciąż rodzące się nowe, gdy pozna się pewne fakty.

W poprzedniej recenzji za główny minus uznawałam zbyt dużą ilość przekleństw, zbytnią ich wulgarność, jak się potem dowiedziałam większość czytelników była tego samego zdania i w tym tomie tłumacz lekko zmniejszył swoje zapędy i jestem mu wdzięczna. Historia bardzo mi się spodobała, ale obawiałam się, że z taką dozą ulicznej łaciny nie byłabym wstanie dojść do końca serii. Teraz jednak sądzę, że będzie mi to dane.

W "DW2" spodobało mi się opisanie i narysowanie starcia między Dzięciołkiem(Gantą), a Krukiem. Starcie miało w sobie pewną dozę fantastyki, pojedynek pełen mocy. Zajście było dynamiczne, ale jednocześnie obrazki nie zlewały mi się ze sobą i były czytelne. Uważam, że kreska w tomie również uległa poprawie. Wcześniejsze dynamiczne sceny nie były dla mnie jasne, teraz mogę je dużo łatwiej odczytać.

Zdecydowanie na plus podziałało również wprowadzenie nowych postaci, które pojawiły się pod koniec tomiku. Barwne grono, które przyniosło równie intrygujące zdarzenia. Krwawe zakończenie starcia, które opisałam w drugim akapicie, jak również to, co działo się z bohaterem po jego zakończeniu było okrutne, ale dało mocny obraz miejsca, w jakim wraz z bohaterami się znalazłam.

"Deadman wonderland" to okrutna wizja więzienia, która nie pozostawia złudzeń, że bohaterowie mogą wyjść dobrze z opresji, w jakich się znajdą. Z jednej strony okropne, z drugiej intrygujące. Tylko czytać dalej...

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Tom: II
Wydawnictwo: Waneko
Ilość stron: 196
Cena: 19,99 zł
Data przeczytania: 01-09-2014
Skąd: własna biblioteczka

niedziela, 2 listopada 2014

stosik #26

Cześć,
dziś chciałam Wam przedstawić mały stosik, który pojawił się u mnie w ubiegłym miesiącu. Niestety nie byłam na targach książki, więc nie mam żadnych nowości z tego wydarzenia, bardzo żałuję, że nie pojechałam, patrząc na wpisy innych, pojechało tam bardzo wiele znanych mi osób. Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie, a ja pojadę za rok... Może czas już na stosik:


Stosik tym razem jest bardzo zróżnicowany, są pozycje z biblioteki, jedna moja własna jak również pożyczone od znajomych. Mam nadzieję, że do czegoś, po co jeszcze nie sięgnęłam mnie zachęcicie. :)
Od dołu:
1. "Pan Tadeusz" - nie mam pojęcia, czy podołam tej lekturze, będę się starała, ale jak wyjdzie, nie mam pojęcia, biblioteka
2. "Imieniny" - wypożyczyłam, bo miałam czytać tomy po kolei, ale okazało, że pamiętam go dość dobrze i nie będę(czytałam dwa lata temu) do niego wracać, czas na kolejny, tym bardziej, że recenzja już się pojawiła o tu, też z biblioteki,
3. "Mara Dyer. Tajemnica" - przeczytana, z biblioteki, recenzja tutaj,
4. "Papierowe miasta" - ciekawi mnie, John Green raz mnie zachwycił, a raz rozczarował, nie wiem, jak będzie teraz, biblioteka
5. "Ostatnie ostrzeżenie. Globalne ocieplenie" - ostatni z dostępnych tomów, seria to nic wybitnego, ale czyta się przyjemnie, mam nadzieję, że tom okaże się przyjemny, z biblioteki, 
6. "Czas żniw" - wypatrzone w promocji w lokalnej księgarni za pół ceny, nie mogłam nie kupić, tym bardziej, że na LC miałam na liście "chcę kupić",
7. "Ao no Exorcist" - pożyczona od przyjaciółki, manga bardzo mnie wciągnęła, więc każdy tomik cieszy, teraz czeka jedynie na recenzje,
8-12. "Opowieść panny młodej" - kilka mang, które zachwycają kreską, to nic, że historia jest o niczym, ale wystarczy na nie popatrzeć, by ją pokochać, nie zapominajmy o bliźniaczkach, kocham, kocham, kocham :D

  Ilość mang i książek jest równa, powoli popadam też w manię mangową, nie dość, że czytam i to jeszcze kupuję, ale jak się tu powstrzymać. Nie wiem, czy Wy też, piszę tu do czytających te japońskie twory, zauważyliście, że ich autorzy mają niesamowicie oryginalne pomysły, które w książkach w ogóle mogłyby się nie przyjąć? Jakie jest Wasze zdanie?
  Chciałam jeszcze poruszyć drugą kwestię. Oglądaliście może wczoraj "Szkołę uczuć"? Ja uwielbiam ten film i zawsze, gdy go leci w telewizji muszę zobaczyć, nie ważne, co się dzieje, a potem ryczę jak głupia. Tak samo z "Nietykalnymi" też niedawno widziałam w TV. :)
  Co do stosika uważam, że nie jest może ogromny, ale widzę w nim potencjał. Kilka pozycji, w tym wszystkie mangi, już za mną i jestem z nich zadowolona. Moje wątpliwości krążą wokół "Papierowych miast", "Pana Tadeusza" i "Czasu Żniw", w każdej pozycji z innego powodu. Jak Wasze wrażenia po tych książkach?
Pozdrawiam,
Patrycja