Ukryte miasto

Miasteczko okryte legendą...

O Wenecji części mówi się, że to miasto z innej epoki, dalekie od zgiełku, pośpiechu wielkich metropolii, oni wciąż jest takie samo, niezmienne, magiczne. Podobnie jest z niesamowitym miasteczkiem gdzieś w Kornwalii, o którym nie słyszało wiele osób, a nawet jeśli to wzięło je za wytwór wyobraźni, czy słusznie?

P. Baccalario to włoski pisarz, który specjalizuję się w tworzeniu książek dla dzieci i młodzieży. Do tej pory miałam okazję czytać jedynie kilka książek z dwunastotomowej serii Ulysses Moore, lecz autor napisał również cykl Century, Agencję duchów i wiele pojedynczych powieści. Tym razem jednak chciałabym więcej napisać o siódmej części jednej z moich ulubionych serii, czyli „Ukrytym mieście”. Książka ta rozpoczyna drugi sześciotomowy cykl w serii Ulisses Moore, znani bohaterowie podejmują nową przygodę.

Anita mieszka na stałe w Londynie, jednak dzięki pracy mamy wyjechała z nią do Wenecji. Jej mama jest konserwatorką i dostała zadanie odnowienia zabytkowym malowideł w domu pełnego weneckiego ekscentryka. Dziewczynkę lekko przeraża niezwykły budynek, ale przez swoją kotkę musiała dogłębniej go poznać. Podczas poszukiwań zwierzaka trafia na pewną zagadkową niespodziankę, która doprowadza ją do serii książek niezwykłego autora. Podobno są to dzienniki Ulissesa Moore’a, w którym opisano historię trójki przyjaciół. Dziewczynka postanawia znaleźć ukryte miasto i poznać jego sekrety.
  
„Ukryte miasta” są książką, którą czytam już drugi raz, poprzednie sześć tomów pamiętałam zdecydowanie lepiej, choć je również czytałam ponownie, lecz ten prawie całkowicie rozmył się w mej pamięci. Wiedziałam, co działo się najpierw, ale co miało miejsce potem, raczej słabiej. Od razu muszę zaznaczyć, że porównując poziom sześciu pierwszym książek i ten, czyli siódmej, tu jest słabiej. Czytałam, ale historia tak nie interesowała, dało się wyczuć, że to nie to samo, klimat się zmienił. Mimo wszystko powtórzyłam sobie te tomy, by zapoznać się z kolejnymi, od ósmego, których nie miałam jeszcze okazji czytać.

Ale wróćmy do opisywania „Ukrytego miasta”. Książkę czytało się szybko, choć sądzę, że nie przez porywającą akcję, początek nawet mnie nudził, a przecież poprzednie tomy niesamowicie wciągały, mimo że były przeznaczone dla młodszych czytelników. Ten nie ma w sobie tej specyficznej magii, tego przyciągania. Historia jest ciekawa, ale na pewno nie jest nadzwyczajna.

Czytelników serii, którzy uwielbiają tomy z podróżami w czasie muszę zasmucić, ale w tym tomie nie miały one miejsce, na szczęście jest już zapowiedź podróży, o której dowiecie się czytając ten tom. Za to pojawia się nowy motyw, sprawa z lekko podchodząca pod kryminalną, zagadkową. Jest to powiązanie z tajemnicza grupą Podpalaczy, którą na razie jedynie poznajemy. Są to panowie, którzy walczą z wszelką oryginalności i przejawami wyobraźni, ale czy to nie jest walka z wiatrakami?

Czas na chwilę dla bohaterów. Pojawiło się kilku nowych, oczywiście Anita, która jest teraz główną bohaterką i jej wenecki przyjaciel. Czy polubiłam owe postaci? Chłopaka raczej tak, był raczej przyjemny, miły, taki normalny, ale Anity nie obdarzyłam sympatią i sama nie wiem z czego to wynika, nie była denerwują, ale jakoś tak mnie nie zafascynowała. Wolałabym wrócić do „starych” bohaterów, którzy co prawda pojawiali się w historii, ale zeszli na drugi plan, co dla mnie było naprawdę okropne. Cieszę się, że chociaż oi nie zmienili swojego charakteru i nadal są tą wspaniałą, cudowną paczką przyjaciół, którą zapamiętałam.

Jak zawsze dużym plusem książek jest oprawa graficzna. Mimo że seria jest z lekka oderwana od pierwotnej to jej grafika przedstawia podobny schemat. Twarda oprawa stylizowana na stary zeszyt oraz obwoluta, tym razem z grą. Po jej rozłożeniu możemy zagrać w zwykłą grę planszową z lekka podobną do „Węży i drabin”. Do tego przed niektórymi rozdziałami pojawiają się pewne kartki z danymi personalnymi bohaterów, znajdziemy w nich dobrze z znane postaci, ale również nowych bohaterów. Niestety ie jest to najbardziej rozwinięte.

Podsumowując moje siódme(albo jeszcze dalsze jeśli liczyć powtórzenia) spotkanie z Pierdomenico Baccalario i jestem lekko zaskoczona, niestety negatywnie. Spodziewałam się większej ilości rozrywki i przygód, większej ilości akcji, ale niestety tego nie otrzymałam. Mam tylko nadzieje, że kolejne tomy okażą się lepiej wykonane i ciekawsze, bo na pewno sięgnę po kolejne części opowieści.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: Pierdomenico Baccalario
Tom: VII
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Ilość stron: 306
Cena: 22zł
Data przeczytania: pierwszy raz dawno, 2014-02-23
Skąd: własna biblioteczka

Seria Ulysses Moore:
Wrota Czasu --- Antykwariat ze starymi mapami --- Dom Luster --- Wyspa masek ---Kamienni strażnicy --- Pierwszy klucz --- Ukryte miasto --- Mistrz piorunów --- Labirynt cienia --- Lodowa Kraina --- Ogród popiołu --- Klub podróżników w wyobraźni


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

Komentarze

  1. Myślę, że raczej odpuszczę zapoznanie się z tą serią, bo wydaje mi się, że mogłam kilka lat temu, a teraz to chyba by mi się nie spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już kiedyś miałem okazję spotkać się z tym autorem. Jednak nie polubiliśmy się za bardzo i już nigdy więcej nie sięgnąłem po jego książkę xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam że miałam ochotę na tą serię. Dalej jestem jej ciekawa, ale czy aby na pewno by mi się ona spodobała? Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze raczej nie. Ale kto wie, może nie mam racji. Może jeśli wpadnę na pierwszy tom, to po niego sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wenecja coraz częściej pojawia się chyba w książkach, jako miejsce akcji. Wiele razy już się z tym spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za takimi książkami, a skoro Ciebie nie porwała aż tak, to nie będę jej czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, zgadzam się z Tobą, do szóstego tomu seria bardzo mi się podobała, potem było już różnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest to jedna z moich ulubionych serii i akurat wracam do niej po raz kolejny. Ciekawe czy i tym razem spodoba mi się tak bardzo, jak wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej nie zapoznam się z tą serią, niezbyt trafia w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  9. Za dużo tomów ma ta seria, a ja teraz nie mam czasu na rozpoczynanie nowych cykli. Najpierw muszę uporać się z zaległymi seriami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie te najnowsze tomy serii 'Ulysses Moore" nie są tak dobre, jak sześć pierwszych, ale mimo tego mają w sobie pewien urok. Mi na przykład spodobały się pomysły pana Bacalario- zdecydowanie autor ten wyobraźnię ma bujną i bogatą, a barwnych konceptów mu nie brakuje. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Konkurs na Mikołajki!

Cuda i dziwy, czyli Marvel i jego ekranizacje: "Logan"

Jak Cię zabić, kochanie? - Alek Rogoziński