czwartek, 30 kwietnia 2015

Podsumowanie kwietnia

Witam,
ale się rozleniwiłam znów. Kolejny raz muszę Wam przeprosić za brak postów, miałam je dodawać co dwa dni, ale niestety ostatnio dość często coś mi wypada. Liczę, że zmieni się to od maja. W końcu to taki pogodny miesiąc. Zaczynają się matury, więc ja jako drugoklasistka mam teraz trochę wolnego(pierwsze sześć dni miesiąca), ale dobre i to. Można w końcu więcej poczytać. ;)

W tym miesiącu poza normalną codziennością, czyli zwykłym trybem miesiąca, odwiedziłam również teatr "Roma", byłam na spektaklu "Mamia Mia" oraz na ostatnim meczu siatkarskim w sezonie. W kinie natomiast nie byłam, okazało się, że w moim mieście nie grają "The DUFF", a miałam wielką ochotę, by wybrać się na tę komedię.

Cykl obrazków kojarzących się z najlepszą książką miesiąca,
zgadniecie? 
Kończę już jednak dygresję na temat mojej osoby(na razie) i serdecznie dziękuję wszystkim obserwującym i komentującym za poświęcony czas i czytanie moich tekstów. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do jakichś lektur. ;) W tym miesiącu zawitało do mnie aż 5500 osób, Wam również dziękuję. ;)

Na blogu mogliście czytać 6 postów z recenzjami książek(w tym jeden Piątek z Jeżycjadą), dwa posty z cyklu "Chwila dla widza" (I i II), stosik, mix mangowy oraz wyniki rozdawajki. ;) Postów ukazało się w sumie 12(wliczając dzisiejszy), co nie jest złym wynikiem zważając na moją niepunktualność. ;)

Pamiętacie jak w zeszłym miesiącu narzekałam na moje wyniki czytelnicze, ten miesiąc wypadł już lepiej, więc nie mam się, czego wstydzić. Przeczytałam 10 książek, 1 nowelkę(lekturę szkolną) i 2 mangi. Szczęśliwe 13 pozycji! Jestem prawie z siebie dumna, dlaczego prawie, otóż ostatnie kilka dni nie czytałam prawie wcale, to zdecydowanie umniejsza dokonania w moich oczach.

Oto lista przeczytanych pozycji:
Gitara musi być...

1. "Opal" Jennifer L. Armenstrout
2. "Wolność urojona" Edward Strun
3. "Książę i Gwardzista" Kiera Cass
4. "Złodzieje snów" Maggie Stefvater
5. "This side of the grave" (Po tej stronie śmierci) Jeaniene Frost (ebook) 
6. "Time killers" Kazue Kato (manga) 
7. "Ostatnia spowiedź" Nina Reichter
8. "Ao No Exorcist" #10 Kazue Kato (manga)
9. "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" Jessica Brody
10. "Krew elfów" Andrzej Sapkowski
11. "Gloria victis" Eliza Orzeszkowa (lektura, nowelka)
12. "Ostatnia spowiedź tom II" Nina Reichter
13."Bezmyślna" S.C. Stephens

W tym miesiącu liczba mang spadła, muszę zabrać się za ich czytanie, bo w moim pokoju leży 4 własne, których nie mogę ruszyć. Kolejny raz, wyjątkowo, czytam większość książek z mojej biblioteczki, aż 7 z nich pochodzi właśnie z tych zbiorów, 2 to egzemplarze wypożyczone z biblioteki, 1 zaś to ebook. W tym miesiącu wiele książek skradło moje serce, miały fantastyczny styl, klimat, kocham ich autorów, humor, postaci, ale jedna z nich wzruszyła mnie najbardziej, co zobaczycie na końcu postu. ;)

W tym miejscu zwykle dodawałam post z premierami, ale tym razem wyszło ich tak wiele, że nie mogłam wstawić ich tutaj. Jutro lub kolejnego dnia dodam dla Was to, co napisałam. ;) Oby miło Wam się czytało. :D

Już blisko... 

Zwierzę Wam się. W kwietniu całkowicie popadłam w manię serialową. Zaczęłam w telewizji na TVN7 oglądać Castle, zobaczyłam już dwa sezony (niestety to koniec emisji, a codzienne o 17 oglądałam ;( Będę musiała obejrzeć w internecie), dodatkowo wciągnął mnie serial Bones (fascynuje mnie ta praca, może kiedyś...) i oczywiście zaczęłam oglądanie "The game of thrones"! Uwielbiam, mimo że coraz mocniej mija się z książkami, jak na razie za mną trzy odcinki, oglądam równo z telewizyjnymi premierami. Co sądzicie o ostatnim? 
W moich planach na maj jest dalsze oglądanie tych seriali, dodatkowo na pewno zobaczę krótki serial "Trafny wybór", obczaję o co chodzi z serialem "Miasteczko Wayward Pines"(nowy serial) i obejrzę drugi sezon Hannibala(tak wciąż tego nie zrobiłam!), do tego może wreszcie zakończę drugi sezon Lost, bo jakoś z nim zastopowałam. Przyjaciółka ma mi przynieść też kilka anime na próbę, więc pewnie w nie też się wciągnę. Sama zadaję sobie pytanie, kiedy w tym wszystkim znajdę czas na książki, a jeszcze jedno pytanie, kiedy na naukę i szkołę...?

Mimo że nie dodałam już części z zapowiedziami post wyszedł dość długi mam nadzieję, że mi wybaczycie, a dodatkowo napiszecie, jakie pozycje Wy przeczytaliście w tym miesiącu(lub co obejrzeliście) i jak to na Was wpłynęło? Możecie się żalić, ale z wielką chęcią poczytałabym o jakichś cudownych książkach. W wielkich skrócie: jak Wam minął kwiecień? 


UWAGA! UWAGA! 
Najlepszą książką miesiąca zostaje:
"Ostatnia spowiedź tom I"

Życzę udanego długiego weekendu
i pozdrawiam,
Patrycja.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Chwila dla widza: serial "LOST"

W paszczy tajemnic

Pewnie większość z Was podczas pierwszej długiej podróży samolotem obawiała sie katastrofy, może nieświadomie, ale takie myśli zawsze gdzieś tam w głowie się ukrywają. Turbulencje, zawirowania, które spowodują, że samolot będzie musiał awaryjnie lądować, awaria silnika, która nawet na to nie pozwoli... Scenariuszy jest mnóstwo.

A jeden z nich wykorzystany został w jednym z moich ulubionych seriali, czyli w Zagubionych. Lost opowiada o rozbitkach, który poprzez upadek samolotu trafiają na bezludną(?) wyspę. Sądzę, że jednostki ratunkowe już ich szukają, jednak za bardzo zboczyli z kursu. Coraz dłuższy pobyt na wyspie skutkuje odkrywaniem jej tajemnic, okazuje się, że miejsce to nie jest wcale bezludne, a dodatkowo skrywa wiele tajemnic, które stopniowo wraz z postaciami odkrywamy.

W filmie trudno wyróżnić główne postaci, bo wydarzenia skupiają się na wszystkich bohaterach i na pokazaniu ich przeszłości, dzięki czemu zyskujemy szerszy obraz. Mimo wszystko to Jack, który dzięki temu, że był lekarzem, zyskał popularność jako zawsze obecny i skory do pomocy i to on przewodzi zdarzeniom. Duży w nich udział ma również Kate, której tajemniczą przeszłość poznajemy trochę później, jak również Johna.

Tym razem nie koniec, a początek... 

Uważam, że kreacja postaci jest znakomita. Twórcy stworzyli obraz całkowicie obcych sobie ludzi, różniących się od siebie na wszystkich polach. Mamy tu byłego więźnia, lekarza, policjanta, biznesmenów, muzyka, młodą ciężarną kobietę, krętacza... Różnorodność charakterów idealnie ukazuje to jak inni ludzie wsiadają do samolotów.

Jak już wspominałam każdy odcinek ukazuje nam przeszłość pewnych postaci, najczęściej skupiając się na jednej. Właśnie ona ma wtedy największy udział w akcji i ona musi zmierzyć się z problemami, nie tylko teraźniejszości, ale i przeszłości. Czasem wydarzenia te pozwalają poznać drugie oblicze danej postaci, zupełnie inne niż sama kreuje na wyspie.

Każdy odcinek obfituje w wiele akcji, sporą dozę humoru i ogromną dawkę tajemnic. Właśnie te ostatnie są największym plusem serialu. Wyspa skrywa niesamowicie wiele sekretów, a każdy z nich ciekawi pod innym względem, gdyż postaci często inaczej patrzą na ten sam punkt wydarzeń.


Zawsze rozbawiał, taki biedny...
Oglądając niektóre odcinki zastanawiam się, czy twórcy nie dodali do serialu trochę fantasy. Niektóre zjawiska trudno wyjaśnić racjonalnie i to właśnie jest intrygujące. Jedna odpowiedź daje milion kolejnych pytań, często jeszcze bardziej pokręconych. Czasem trudno zrozumieć, jak to możliwe, że bohaterowie jeszcze nie zwariowali. Znaleźli się w końcu w całkowicie nowym środowisku, często nie mając w ogóle styczności z dziką naturą, żyją w ciągłym strachu przed nieznanym zagrożeniem i całkowicie tracą nadzieję na powrót do domu. A jednak dalej z uporem przeciwstawiają się przeciwnościom i twardo wierzą, że wyspa to całkowicie normalne miejsce, choć niebezpieczne.

Im w odcinkach posuwamy się dalej tym poznajemy nowych bohaterów i to nie tylko rozbitków. W sumie w pierwszym sezonie pojawiała się w początkowej fazie jedna postać, potem kolejne, następnie poznajemy jeszcze więcej. O ich zamiarach i tym, co planowali często dowiadywałam się po fakcie dokonanym, niekiedy wciąż nie wiem(a zaczęłam już kolejny sezon), co chcieli zrobić lub co zrobili. To frapujące... Chciałabym się dowiedzieć, a jednocześnie uwielbiam to ciągłe trzymanie w napięciu.

Ten uśmiech mówi wszystko :D
Ale przecież nie tylko sekrety wyspy się tu liczą. Serial nie byłby tak wspaniały, gdyby nie bohaterowie. Postaram się przybliżyć tu sylwetki postaci, które najbardziej mnie zainteresowały. Od kiedy dawno, dawno obejrzałam w telewizji kilka odcinków byłam zafascynowana Sawyerem. Tajemniczy, arogancki, przystojny, jak tu się w takim nie zakochać?! Poznając jego przeszłość dowiadywałam się, że jego zachowanie to nie tylko styl, a również zbroja. Jego historia, mimo że poważna(po części), dzięki jego charakterowi potrafiła mnie również rozbawić, dzięki czemu zawsze jeszcze bardziej przyciągała do oglądania.

Ten cytat doskonale go opisuje
Kolejną postacią, którą doceniłam oglądając serial teraz jest John. Ma on bardzo duży udział w akcji, bo jako jedyny widzi więcej, próbuje zrozumieć, wie, ze ta wyspa to coś więcej niż myśli reszta. Dodatkowo jego historia z przeszłości wciąż się rozwija i pokazuje nowe aspekty jego postaci. Jest niezwykły dzięki zupełnie innemu spojrzeniu na wydarzenia.

"Lost" to serial, który pozwoli Wam na wiele godzin zabawy, odkrywania tajemnic i poznawania psychiki ludzkiej i historii z przeszłości. Uwielbiam włączać nowy odcinek i dowiadywać się czegoś nowego, a nawet poznawać nowe pytania, by później szukać na nie odpowiedzi. Nie jest to kino wymagające, ale jako rozrywka nada się znakomicie.
Ocena: świetna [6/6]

Reżyseria: wielu [odsyłam do filmwebu]
Scenariusz: wielu
Część: I

Produkcja: USA
Czas trwania odcinka: ok. 45 min 
Emisja: 2004-2010 
Data obejrzenia: 2014 i wcześniej

Bohaterowie:
Matthew Fox Jack Shephard
Evangeline Lilly "Kate"Anne Austen
Josh Holloway James "Sawyer" Ford
Naveen Andrews Sayid Hassan Jarrah
Terry O'Quinn John Locke
Jorge Garcia Hugo "Hurley" Reyes
Daniel Dae Kim  Jin-Soo Kwon
Yunjin Kim Sun-Hwa Kwon
Emilie de Ravin Claire Littleton
Dominic Monaghan Charlie Hieronymus Pace
Harold Perrineau Michael Dawson / Kevin Johnson
Michael Emerson Ben Linus / Henry Gale
Henry Ian Cusick  Desmond David Hume
Elizabeth Mitchell Dr Juliet Burke
Maggie Grace Shannon Rutherford
Malcolm David Kelley Walter "Walt"Lloyd

piątek, 24 kwietnia 2015

Złodzieje snów

Zasypiasz. Śnisz. Marzysz.

Zamykasz oczy i nawet nie musisz się męczyć. Od razu zapadasz w głęboki i obezwładniający sen. Nie myślisz o tym. Powoli zaczynasz śnić. Widzisz obrazy, których w życiu nigdy byś nie zobaczył. Patrzysz w oczy swojej duszy. Wyciągasz rękę, by zabrać ze sobą część tego, czego doświadczyłeś. Już prawie masz to w ręce... I nagle się budzisz. Wstajesz i chwilę zastanawiasz się, gdzie jesteś. Widzisz swój pokój, swoje łóżko. Patrzysz na rękę, a na niej widzisz malutki przedmiot. Przecierasz oczy. To nie może być prawda, myślisz, to nie dzieje się naprawdę. Coś, co znalazło się w Twojej dłoni na pewno nie trafiło tam ze snu. Prawda, prawda? 

"Złodzieje snów" są drugim tomem "Króla kruków". Na kontynuacje książki Maggie Stiefvater musiałam czekać długo, naprawdę długo. Wiadomość wydawnictwa o jej wydaniu ucieszyła mnie niesamowicie, gdyż część pierwsza była wspaniała, czarująca... Tak właśnie ją zapamiętałam.

Tym razem na pierwszy plan w książce wychodzi wcześniej niezwykle tajemniczy Ronan. Okazuje się, że skrywa on niesamowitą tajemnicę. Chłopak otrzymał po ojcu dar wynoszenia przedmiotów ze snu. Z jednego z nich przyniósł dziwne pudełko, przyjaciele zastanawiają się, czy może ono pomóc im w znalezieniu Glendowera. Na dar Ronana poluje niebezpieczny Szary Mężczyzna, który sądzi, że umiejętność ta łączy się z jakimś przedmiotem. Czy dowie sie prawdy? Czy przyjaciele odnajdą legendarnego władcę?

W "Królu kruków" zauroczyła mnie oryginalność pomysłu. Motyw poszukiwań mitycznych istot przewijał się już w literaturze, jednak tu nie był tak oczywisty. Bohaterowie nie mieli prawie żadnych poszlak, a opierali się na swoich przeczuciach i magii. Nienaturalne aspekty, bajkowe, trochę jakby wyśnione były podstawą, do wszystkiego, co tworzyła autorka. Czar i wspaniały klimat, jak również oryginalni bohaterowie byli dla mnie podstawą do pokochania historii. 

"Nie śmierć, lecz jej brat, sen."
(cudowny cytat)

Tom drugi rozpoczynał się równie tajemniczo. Została nam zdradzona największa tajemnica Ronana, co wcale nie umniejszyło zagadkowości książki, Autorka potrafi tak manewrować faktami, że wciąż liczymy na więcej, a nie zatrzymujemy się, na tym, co już mamy. Ukazanie jego daru było najbardziej widowiskową częścią książki. Chłopak przenosił się do magicznego lasu, spotykał tam tajemnicze istoty, a niektóre z nich podążały za nim do naszego świata. Wszystko mimo sennej atmosfery wydawało się niezwykle realne i czułam jakbym tam była. Jego umiejętność wykraczała poza wszelkie ramy, jakie wcześniej poznałam. Wykraczał poza granice magii, pokrywał się z rzeczywistością, przenikał ją. Szczególnie było to widoczne w scenie, gdzie uczył się pełni swoich możliwości. Samochody teraz wydają mi się najdziwniejszym, o czym można śnić...

Niestety nie zawsze czułam taką realność. Niektóre zdarzenia, które przedstawiła autorka były dla mnie niezrozumiała, jakby lekko rozmyte. Czasem nie mogłam czegoś zrozumieć, gdyż autorka zbyt szybko zmieniała temat, czasem zdawało mi się, że coś porzucała. Momentami było to niezwykle trudne. Z jednej strony nadawało powieści tajemniczości, z drugiej jednak niekiedy utrudniało odbiór. W skrócie, niekiedy autorka zbyt mgliście zarysowywała wydarzenia, przez co nie mogłam ich w pełni zrozumieć.

"Mądrzy spotykają się z mądrymi. Bowiem ich duchy są podobne."

To jednak byłby mój jedyny minus, jaki mogłabym postawić autorce. Bohaterowie byli wykreowani doskonale, nawet poboczni, którzy pojawiali się rzadko byli nakreśleni tak, że z łatwością można było zapamiętać ich charaktery. Szczególnie mowa tu o dużej rodzinie Blue. A skoro mowa o dziewczynie, mimo niezwykłej rodziny, wydaje mi się ona jedną z najbardziej zwyczajnych z wszystkich bohaterów. Nie nijaka, ale zwyczajna. Nie ma w sobie żadnej manii, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest i niestety miesza. Miesza w życiu uczuciowych głównych bohaterów. Boję się, że może doprowadzić do zwady między starymi przyjaciółmi. Odrzuca Adama, bo nic do niego nie czuję, przyciąga ją do Ganseya, choć i tak wie, że nie może z nim być(pamiętacie jej przepowiednie?). Mam nadzieję, że nie namąci zbytnio w sferze uczuciowej. Bo książka już bez tego (na razie miłość zeszła na daleki plan) jest niezwykle wielowątkowa.

"Miecz nie jest zabójcą, jest jedynie narzędziem w dłoni zabójcy."

Jednym z bardziej intrygujących wątków był temat z Szarym Mężczyzną.  Bohater ten od pierwszych rozdziałów stał się narratorem, jednak był niezwykle tajemniczy. Mimo to rzucił światło na to, jak ludzie pożądają odnalezienia Króla Kruków. Nie był jedynym, który miał odnaleźć pewien przedmiot... Było ich wielu, jednak on był najlepszy...

Narracja tego tomu, jak akcja, dzieli się na wiele części. Przepływa ona między czwórką głównym bohaterów, zahacza o postacie drugoplanowe, a czasem nawet poboczne. Autorka tak nią manewruje, że mimo że ukazuje nam wydarzenia z perspektywy ważnych dla dalszych wydarzeń postaci, to nie zdradza w pełni ich celów. Czasem po prostu wiemy odrobinę więcej niż bohaterowie. Odrobinę.

"Tajemnica to dziwna rzecz. [...] W życiu każdego z nas są tajemnice. Albo ich dochowujemy albo ktoś dochowuje ich przed nami. Posługujemy się nimi albo ktoś posługuje się nimi przeciwko nam. Tajemnice i karaluchy - oto co pozostanie, gdy wszystko się już skończy."

Prawie zapomniałam, a kiedy tylko skończyłam książkę wiedziałam, że muszę to tu umieścić. Niezwykle podoba mi się początek i koniec książki. Prolog i epilog rozpoczynają się od tych samym zdań i dają niesamowity efekt. Słowa opowiadające o tajemnicy idealnie wpisują się w całą powieść i są doskonałą klamrą kompozycją. Od pierwszej do ostatniej strony widać więc, że autorka miała plan i wykonała go tak jak zamierzała. To czuć.

Zbliżam się ku zakończeniu recenzji, ale chciałam poruszyć jeszcze jedna kwestię. Rzadko spotykam się z sytuacją, kiedy mimo że druga część ma mniej stron to tak naprawdę ma więcej tekstu. Wszystko już wyjaśniam. Książka numer dwa ma odrobinę mniejszą czcionkę, jak również odstępy między każdą z linijek są mniejsze. Cieszę się, że wydawnictwo wykonało ten zabieg, gdyby nie on książka miałaby z 700, a nie prawie 500 stron jak obecnie. Dodam, że nie utrudnia to czytania, ale rzuca się w oczy porównując obie książki.

                                  "Milczenie nigdy nie było złą odpowiedzią."

Podstawą książki zawsze jest pomysł. Bez niego nie można by pisać o czymkolwiek. Maggie Stiefvater ma wiele błyskotliwych pomysłów na książki. Jednak ten przebija wszystkie poprzednie. Ta historia trwa i trudno czekać na dalsze jej rozwinięcie bez niecierpliwości. Magia bije z każdej ze stron, wystarczy ją otworzyć. Ja to zrobiłam.

Zamykam oczy, zapadam w sen bez snów. Bez snów... Sny nie zawsze są tak kolorowe jak mogłoby się wydawać... Nie wszystko, co się z nich wydostaje sprawia radość. Niekiedy po prostu wzbudza strach. 

Ocena: bardzo dobra[5/6]


Autor: Maggie Stiefvater
Tom: II
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 496
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-04-06
Skąd: domowa biblioteczka

Seria Król Kruków:
Król kruków  ---  Złodzieje snów  ---  Blue Lily, Lily Blue  ---  ???

środa, 22 kwietnia 2015

Misja 100

Nowa Ziemia? 

Ludzie po katastrofie, która sprawiła, że Ziemia przestałaby być odpowiednim miejscem do życia, przenieśli się w przestrzeń kosmiczną. Stacja kosmiczna z licznymi zapasami miała dać czas na to, by życie na błękitnej planecie było znów możliwe, czas jednak właśnie się kończy. Pożywienie i zapasy tlenu są na wyczerpaniu, o czym wiedzą nieliczni. Populacja jest ściśle kontrolowana, a w więzieniach są obsadzani jedynie nieletni, gdyż dorośli przestępcy są każde przestępstwo zabijani. Władze postanowiły, że by pozbyć się na raz kilku problemów, wyślą na Ziemię setkę młodych osadzonych. Czy przeżyją na długo niezamieszkanej planecie? Co ich tam czeka?

Pewnie wielokrotnie obił się Wam o uszy tytuł "The 100". Jest to serial o fabule opisanej powyżej. Kilka razy napotykałam się na jego recenzje, ale nie spodziewałam się, że był on nakręcony na podstawie książki, a przynajmniej nie od razu. Zwlekałam z jego oglądaniem, a właściwie wciąż zwlekam. Ale udało mi się zapoznać z książką, która jest pierwowzorem do niego. "Misja 100" Kass Morgan właśnie wyruszyła.

Powieść pani Morgan wyróżniała się w moich oczach od pierwszych stron, a wszystko dzięki narracji. Jest ona rozdzielona pomiędzy czterech bohaterów. Dwie dziewczyny, dwóch chłopaków. Trójką uprzywilejowana, z bogatszej części statku, jeden nie. Trójka, która trafia na Ziemię, jedna, która ucieka ze statku. Dwóch miało ukryty cel, by trafić na statek, one dostały się tam przez swoje czyny. Ich losy splatają się, rozciągają perspektywę książki i niezwykle ją rozróżniają. Każdy z tych bohaterów ma inny charakter i to oni przewodzą w akcji.

Jeśli jednak miałabym mówić o innych bohaterach to miałabym problem. Czwórka narratorów została przeze mnie poznana dogłębnie, znam ich myśli, a dzięki retrospekcjom miałam szanse poznać motywy ich działania i jak kształtowały się ich charaktery, jak żyli na statkach. Nie wszystkie ich wybory szanował, czasem zachowywali się na zdecydowanie młodszych, ale ważniejsze jest, że ich znam. Reszta postaci, niestety, była zdecydowanie słabiej nakreślona, nikt się nie wyróżniał. Jakby tylko oni odgrywali jakąkolwiek rolę w całym zdarzeniu. Reszta się nie liczyła, a tak nie powinno być.

"Setka kryminalistów dostanie szansę stworzenia nowej historii."

Za co na pewno mogę pochwalić autorkę? Oryginalność pomysłu to coś, czym mnie urzekła. Jestem zachwycona jest pomysłowością. Ponowne zaludnienie ziemi, z tym się jeszcze nie spotkałam, to stworzyło w mojej głowie intrygująca wizję przyszłości, oczywiście niekolorowej. Ta autorki dała mi się poznać jedynie po części. Wszystko nakreślały mi wspomnienia bohaterów, jak również jedna z postaci, która pozostała na stacji. To dzięki niej dowiadywałam się jak funkcjonuje miejsca, w jakim żyli, jak się dzieli. Nowa ziemia jak na razie jest mi prawie nieznana, ale zmutowane zwierzęta, które już zaserwowała nam autorka dają nadzieję, że w drugim tomie aspekt ten się rozwinie.

Nieletni (w większości) przestępcy na wyspie muszą stworzyć nową cywilizacje. Nie dochodzi tu jednak do anarchicznych działań, czego można by się spodziewać po recydywistach. W gruncie rzeczy to są tylko dzieci, większość została obsadzona w więzieniu za kradzież lub inne drobne przewinienia. Kilkoro z nich, dzięki swojej stanowczości nie pozwoliło na to. Nie sądźcie jednak, że wszystko będzie układało się tak wspaniale. Nie nastąpią momenty trudne, nie będzie to jednak świat niczym z "Władcy much". Czasem jednak zdawało mi się, że wszystko jest zbyt łagodne, bo spodziewałam się większych wrażeń i no cóż w niektórych przypadkach sadyzmu. Ale dowiecie się wszystkiego sami.

"Dobrzy ludzie mogą się mylić(...). To nie znaczy, że przestaje ci na nich zależeć."

Okładka książki wypada w moich oczach fenomenalnie. Cieszę się, że wydawnictwo zachowało wzór zagraniczny, a jedynie zmieniło tytuł. Prostota wykonania sprawdza się tu fenomenalnie. Jestem tez mile zaskoczona dopracowaniem sfery tekstowej. Część tekstu rozdziałów zawierająca retrospekcje jest odznaczona kursywą, dzięki czemu doskonale zostały wyróżnione zmiany zdarzeń.

"Misja 100" przeniosła mnie wiele lat w przyszłość, w tereny nieznanej Ziemi, którą trzeba dopiero odkryć. Głównym plusem książki jest oryginalny pomysł, jednak reszta aspektów wymaga dopracowania, każdy jest dobry, jednak zawsze muszę dodać do tego jakieś "ale"... Mimo to na pewno przeczytam kolejny tom, czuję się również zachęcona do serialu. Może wreszcie uda mi się go obejrzeć.
Ocena: dobra[4/6]



Autor: Kass Morgan
Tom: I
Wydawnictwo: Bukowy lad
Ilość stron: 264
Cena: 34,9ozł
Data przeczytania: 2015-03-17
Skąd: własna biblioteczka

niedziela, 19 kwietnia 2015

Mix mangowy #3

Cześć,
serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z trzecią częścią mangowego cyklu. Znów przedstawiam Wam trzy mangi, które w ostatnim czasie udało mi się przeczytać, mam nadzieję, że któraś z nich Was zainteresuje. Zapraszam do lektury.



Poznaj swoją przyszłość
Jako ostatnią mangę dzisiaj chciałam Wam przedstawić pierwszy tom cyklu Mirai Nikki. "Pamiętnik przyszłości" poznałam wcześniej jako anime, ale gdy dowiedziałam się, że wychodzi również manga chciałam ją zdobyć.

Głównym bohaterem cyklu jest młody chłopak Yuki, który jest obserwatorem, zawsze stoi z boku, nie ma przyjaciół i wszystko zapisuje w swoim pamiętniku. Wyobraża sobie postać Zeusa, wtedy ten oznajmia mu swój plan. Chcę powołać swojego następne w niezwykłym konkursie.

Tematem cyklu jest starcie pomiędzy dwunastką wybranych przez Dzeusa, boga czasu i przestrzeni, do zdobycia władzy po nim. Zawodnicy(w większości) są sobie obcy, każdy z nich został zaopatrzony w pamiętnik, który pokazuje przyszłość z różną dokładnością. Pamiętniki mają różną formę i działają inaczej. Oglądając anime poznałam je wszystkie, teraz jednak miałam możliwość bliższego dowiedzenia się na temat 5 z nich.

Pierwszy tom to jedynie wprowadzenia, poznajemy cały mechanizm działania konkursu, część bohaterów. Jednak nawet w tym tomie nie brakuje wiele akcji, niektórzy z dwunastki już odsłonili swoje twarze i sprawiają niemałe kłopoty głównym bohaterom. Kreska trzyma poziom, zachęca do czytania. Postacie, sceny walki są doskonale oddane i nie można mieć do nich wiele zarzutów.
Jestem usatysfakcjonowana lekturą pierwszego tomiku. Zakupiłam już sobie drugi, więc niedługo zabiorę się i za jego lekturę.
Treść: bardzo dobra[5/6]
Oryginalność: świetna [6/6]
Kreska:  dobra[4/6] 
Ocena ogólna: bardzo dobra[5/6]

Kolejne starcie
Tom ten kontynuuję rozgrywkę pomiędzy inteligentnym Lightem, który chcę zostać bogiem oraz najlepszym detektywem swoich czasów L'em. Panowie nie znają swoich tożsamości i obaj próbują dowiedzieć się, kim jest przeciwnik. L pragnie, by zwyciężyła sprawiedliwość i Kira trafił do więzienia, zaś drugi chcę zabić konkurenta, gdyż wie, że tylko on stoi mu na przeszkodzie zawładnięciu światem.
 
Uwierzcie mi, historia jest fenomenalna. W tym tomie autor skupił się na rozwinięciu zależności między bohaterami, jak również na kilku taktycznych ruchach bohaterów. Najważniejszym wydarzeniem było jednak ukazanie twarzy L'a. Do tej pory jego postać była zagadką, tu odsłonił swoje oblicze, co niestety zostało zdradzone już na obwolucie.

Tempo zdarzeń lekko zwalnia, choć to może zasługa tego, że doskonale pamiętam, co dalej się wydarzy i nie czuję zaskoczenia. Niezwykle podobała mi się sprawa rozmowy Kiry z kobietą agenta z USA. Ciekawie było go oglądać w sytuacji podbramkowej.

Zabawnego tonu całej opowieści dodaje Ryuk. Bóg śmierci wcale nie jest tak straszny jak by się mogło wydawać, ale wciąż mnie rozbawia. Uwielbiam jego zamiłowanie do jabłek, choć chyba nie panuje on nad tym uzależnieniem. Sam mówił, że to dla niego jak alkohol, czy papierosy...

Kreska zdecydowanie się poprawiła, szczególnie w kreacji Kiry. Jego twarz lekko się zmieniła, dzięki czemu nie jest już tak dziecinna. Wciąż jednak można nad nim popracować. I na reszcie poznałam L, świetnie stworzona postać.
 Drugi tomik mangi okazał się równie dobry, co pierwszy, jeśli nawet nie lepszy. Oby historia dalej szła w tym rytmie do przodu, będę zadowolona.
Treść: świetna [6/6]
Oryginalność: świetna [6/6]
Kreska:  dobra+ [4+/6] 
Ocena ogólna: bardzo dobra+[5+/6]

Rozstrzygnięcie i nowa misja
Na rozwiązanie sprawy z nieczystym królem czekałam długo. Autorka rozdzieliła wydarzenia na kilka tomików, w tym zakończenie rozgrywało się na łamach dwóch. Pierwszy rozdział zakończył już tę kwestię. Nieczysty król został pokonany. I niestety to by było na tyle mocniejszych emocji, jakie zaznałam czytając 9 tom "Ao no exorcist" Kazue Kato.

Kolejne 2 rozdziały mają spokojny przebieg i mówią o kwestiach po bitwie. Jedna scena jednak na długo zostanie w mojej pamięci. Shiemi i jej rozmowa z Rinem, jakie to było słodkie, jakie to było urocze. Na zawsze przyjaciele, mina Rina bezcenna. ;)

Później znów wydarzenia ruszyły, gdyż rozpoczęła się kolejna misja. Ciekawy pomysł z wielkim krakenem i starciem między Egzorcystami, ale odbiór psuła mi postawa między braćmi. Nie podoba mi się, że w ogóle nie mogą się dogadać. I wciąż nie mogę uwierzyć, że mają tyle samo lat. W części tej znalazłam kolejną przezabawną sceną. Główne role grali w niej Yukio, Shura i olejek do opalania.
Podsumowując tomik był niezły, ale nie wywołał większych emocji. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe i autorka wróci do swojego dawnego poziomu.
Treść: dobra [4/6]
Oryginalność: bardzo dobra [5/6]
Kreska:  dobra+ [4+/6] 
Ocena ogólna: dobra+[4+/6]

wtorek, 14 kwietnia 2015

Ostatnia spowiedź

"Za miłość złożoną z setek zdań i tysięcy słów..."

Muzyk i przypadkowo spotkana dziewczyna, wszystko wiedzą jak mogłoby się to skończyć. Pojedyncze spotkanie, może również zakończone, jednak doprowadzające do że już nigdy więcej się nie spotkają. Nigdy. On o niej zapomni, a ona będzie wzdychać do artysty, z którym dane jej było spędzić kilka godzin...

Ally utknęła na lotnisku na kilka godzin, czeka na lot do Francji, gdzie ma zacząć poukładane życie z mężczyzną wybranym przez jej matkę, którego nawet nie kocha i nawet nie chcę pokochać. Jej serce wciąż pamięta jej dawny związek, który skończył się dla niej tragicznie. Wciąż ma lęk przed pełnym oddaniem się komuś.
Bradin jest bożyszczem nastolatek, właśnie wraca z trasy koncertowej i nawet w samolocie jedna z jego fanek próbuję go lepiej poznać. On nienawidzi braku anonimowości, który wciąż czuję. Dowiaduje się, że na kolejny lot musi czekać kilka godzin.
Ich drogi stykają się właśnie na lotnisku. On jest rozbawiony tym, że tak siarczyście przeklina zgubienie zapalniczki, a ją rozbawia jego dziwaczny wygląd. Co jednak najdziwniejsze w ogóle nie kojarzy jego postaci, początkowo nieufnie rozpoczynają rozmowę. Kilka godzin na lotnisku jednak nie może zmienić ich życia. Każde z nich wyrusza w innym kierunku. Czy ta historia będzie jedną z wielu podobnych? Czy już nigdy się nie spotkają?

"Jak się czujesz, gdy wiesz, że coś stracisz? Uciekasz od tego biegiem, czy stąpasz powoli?"

Niektóre książki potrafią u mnie leżakować niemożliwie długi czas. Tak było z tą. Nie spodziewałam się, że "Ostatnia spowiedź" będzie hitem, ale dzięki wygranej w konkursie trafiła w moje ręce. Motywacją do przeczytania pierwszej części serii Niny Reichter była kolejna wygrana, tym razem w postaci tomu drugiego. Nie spodziewałam się, że ta książka tak odwróci moje życie. Nie spodziewałam się, że na kilak godzin naprawdę odpłynę. Kompletnie się tego nie spodziewałam.

Historia zapowiadania się schematycznie, jednak czym dalej zagłębiałam się w treść tym autorka coraz mocniej mnie zaskakiwała. Opowieść uciekała od utartych szlaków i wywoływała przeróżne emocje. Smutek, rozbawienie, strach, niepokój, lęk, rozanielenie, szczęście. To wszystko i znacznie więcej mogłam wraz z bohaterami poczuć przekręcając kolejne strony książki.

"Spokój. Spokój jest jak ulotna mgła, zbyt rzadko przebiegająca przez pasmo życiowych zmagań. [...] Spokój to chwilowa niezmienność i niezmącona wiara, nieoceniona możliwość zyskanie perspektywy"

A wszystko zaczęło się od przepięknych wtrąceń, występujących w różnych miejscach powieści, oddzielonych od niej. W innych książkach mogłoby się to wydać tandetne, jednak nic tu takie nie było. Najczęściej pod tytułami rozdziałów trafiały się niezwykle realne opisy emocji: STRACH, SPOKÓJ, to tylko jedne z nich. To już od początku pomagało wczuć się w emocje, jakie zawładnęły bohaterami.

Wielkiej emocjonalności książki dopełniała również narracja. Początkowo zaskakująca, później ją pokochałam. W każdym rozdziale przeplatały się spojrzenia głównych bohaterów, niektórych pobocznych postaci(rzadziej, ale były niekiedy bardzo znaczące). Doskonale mogłam dowiedzieć się, co Ally myślała, o całej sytuacji jak również prawie w tym samym momencie spoglądać na wszystko oczami Brade'a. Nigdy sie z takim zabiegiem nie spotkałam, bo choć w wielu młodzieżówkach narracja rozdzielona jest pomiędzy główne postaci, ich punkty widzenia są rozdzielone bardzo znaczący, czasem nawet rozdziałami. Już teraz nie mogę doczekać się dalszej lektury, nawet nie uwierzycie jak za tym tęsknię.

"Nasz jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie..."

Tęsknię, bo czuję się jakbym ich znała. Pochodzą z zupełnie odmiennych mi światów (show-bisnes też jest Al zupełnie obcy), jednak nie mogłam nie odczuwać jakbym tam z niby nie była, jakbym nie obserwowała ich z boku. Ja wciąż czuję ich gdzieś obok. Nie myślcie jednak, ze bohaterowie to anioły bez skazy. Nie, często popełniali głupoty, chciałam walić głową czytając jak są głupi w swoim decyzjach, braku zaufania, jak komplikują sobie życie.  Czasem wręcz ich nienawidziłam, bo ja na ich miejscu zrobiłabym zupełnie inaczej. Ale takie też jest życie. Wciąż ktoś popełnia błędy, a potem musi za nie płacić. A uwierzcie mi autorka nie szczędzi swoich bohaterów.

Zakończenie było niezwykle emocjonujące. Spodziewałam się czegoś wielkiego, ale na pewno nie tego. Zachowanie Sebastiana, który wcześniej stał jedynie w tle, kompletnie wszystko zniszczyło. CAŁKOWICIE. Doszczętnie i bez skrupułów wszystko pomieszał, ale skutek tych zdarzeń był niewyobrażalny, wciąż go przeżywam. Sądzę, że i tak nie oddałam wszystkiego, co czuli bohaterowie, co czuję ja, "bo nie można opowiedzieć gestów i spojrzeń", tak jak i nie można w pełni oddać wszystkich emocji.

Na koniec chciałabym dodać pewną fascynującą informację(choć może tylko w moim odczuciu). Zakochałam się w bohaterze, który nie jest postacią główną, właściwie pojawia się od połowy książki, do tego rzadko. Fenomenem jest jednak, że wcale nie kibicuje mu w drodze do serca głównej bohaterki. Widzę jej szczęście z innym, widzę szczęście Bradina i nie chcę, by cierpieli. Jednocześnie wdycham głośno do starszego z braci, Toma. Chcę w kolejnych tomach poznać go bliżej, sądzę, że ma jeszcze wiele do przekazania.

Dawno żadna historia aż tak mnie nie pochłonęła. chciałam płakać, śmiać się, a jednocześnie godzinami rozmawiać wraz z kimś równie zakochanym w książce. Czuję się jednocześnie okropnie, że jeszcze nie mogę zabrać się za drugi tom(właściwie mogę, dotarł już!), a z drugiej strony wiem, że muszę sobie tę przyjemność dawkować, gdyż może to się dla mnie źle skończyć. Moje małe serducho mogłoby nie wytrzymać takiej gamy emocji.

Nie będę Wam jej rekomendować, jeśli przeczytaliście te słowa wiecie, że żadna z ostatnio przeczytanych historii tak mocno na mnie nie wpłynęła. Wiedzcie jednak, że nie żałuję, że poznałam ją tak późno. Teraz mogę bez problemu kupić kolejne tomy i nie martwić się, że wyczekując na kolejny padnę wyczerpana.
Ocena: świetna [6/6]

Autor: Nina Reichter
Tom: I
Wydawnictwo: Novaeres
Ilość stron: 
Cena: 32 zł
Data przeczytania: 2015-04-11
Skąd: własna biblioteczka

niedziela, 12 kwietnia 2015

Stosik #32

Witam,
dwa poprzednie stosiki, które okazały się na blogu zawierały jedynie moje własne pozycje, gdyż z biblioteki nie wypożyczałam nic(dumna). Dzięki temu, moje zbiory może się nie uszczupliły, ale sięgałam od razu po pozycje, które zakupiłam. Wciąż kilka tegorocznych jest nieprzeczytanych, ale to nic w porównaniu z wcześniejszymi stosami i moimi zaległościami. W tym miesiącu jednak wybrałam się do ulubionego(zaraz po księgarniach i antykwariatach) miejsca i coś sobie znalazłam, czego dowody widzicie poniżej. Oczywiście nie wszystkie książki pochodzą z biblioteki, ale zaraz się przekonacie.


Zacznę od góry, pozycji leżących:
1. "Morze potworów" to pozycja z wymiany. Kocham ksiażki Riordana i aż dziwne, że dwie z serii jeszcze nie zagościły na mojej półce. Tutaj traficie do recenzji, a mam jeszcze drobne pytanie, czy nie macie tomu 4 w ramach wymiany?
2. "Wolność urojona" książka, którą otrzymałam od autora, za co serdecznie dziękuję. Niedawno ukazała się jej recenzja, z której możecie się więcej o niej dowiedzieć, o tu. To niezwykle realna wizja przyszłego społeczeństwa.
3. "Opal" książka przeczytana, sprezentowana mi przez siostrę, ale wciąż czeka na recenzje, nie mogę się zdecydować jak ją ocenić. Podobała mi się, ale nie oczarowała tak jak poprzednie tomy. No może poza zakończeniem, które wbijało w fotel... Kto czytał ten wie.
4.  "Złodzieje snów" (kupiona na dzień kobiet przez tatę, zrecenzowana) to magiczna opowieść, ale czegoś mi w niej zabrakło, czasem zdawało mi się, że jej nie rozumiem. Obym na tom trzeci nie musiała czekać AŻ tak długo, bo chyba nie wytrzymam.
5. "Inferno" - kupione w baaardzo okazyjnej cenie u pewnej dziewczyny, czytałam już jakiś czas temu, ale uwielbiam książki Dana Browna, więc sobie powtórzę, a przy okazji napiszę recenzję, której jeszcze u mnie brakuje.

Z boku zaś widzicie książki z biblioteki, od lewej:
6. "Drużyna pierścienia" to moje drugie podejście do trylogii Tolkiena, może uda mi się przeczytać ją tym razem w całości, tutaj recenzja pierwszego tomu.
7. "Zbrodnia i kara" moja szkolną lekturą, z którą na razie mi nie po drodze, choć wiem, jak ważne to dzieło. Na pewno kiedyś skończę, ale nie czuję, by była to najbliższa przyszłość.
8. "Książę i gwardzista" - miałam nie czytać, ale w końcu to zrobiłam, by wyrazić moje zdanie na temat całej publikacji, nie tylko opowiadań, które w moim odczuciu miały podobny poziom do serii i były dobre, za to niektóre dodatki...
9. "Krew elfów" jakiś czas temu czytałam opowiadanka i teraz postanowiłam zapoznać się z serią. Początek niezły, choć nie porywa, ale wiem, że dalej będzie lepiej i się wciągnę. [Przeczucie mola książkowego]



Czas na drugie zdjęcia, które przedstawia już nieksiążkowe zakupy i pożyczone dzieła. 
Zacznę od dołu:
10. "The social network" film kupiony w biedronkowej promocji, obejrzany, ale naprawdę teraz żałuję, że go wybrałam, więcej dowiecie się czytając któryś z najbliższych mixów filmowych(planuje 1 dodać w tym miesiącu).
11. "Cosmopolis" duet zakupowy z wcześniej wymienym filmem, tego jeszcze nie widziałam, więc może Wy powiecie mi, jaki on jest?
12. "Time killers" to zbiór mang Kato, autorki Egzorcysty(wyżej), spodziewałam się, że mnie oczaruje jak swoimi długimi tworami, ale niestety tak się nie stało, jedynie ostatnie opowiadanie wywołało u mnie pozytywne emocje, ale o tym wkrótce.
13. "Orange" kocham, kocham, kocham, ta historia z każdym tomikiem staje się jeszcze ciekawsza, nie mogę doczekać się 4 części. Już niedługo, pocieszam się. ;)
14. "Ao no Exorcist" zakończenie wątku z Nieczystym królem, doczekałam się. Tomik niezły, czasem uroczy, czasem nudnawy, a czasem pełen akcji, wrażenia jednak jak zawsze z Egzorcystą pozytywne.
15-16. "Death Note" dwa tomiki, które dokupiłam po 3 i 4, oba już przeczytane i oba równie niesamowite. Ale ja kocham podobne historie, więc nie wiem, kto mógłby się dziwić.

Jak widzicie po raz kolejny kilka książek wpadło w moje łapki i już ich raczej nie opuszczą, bo to naprawdę świetne tytuły. Cieszę się, że pierwszy raz wszystkie książki, które kupiłam już przeczytałam. Teraz czas na te z biblioteki. Opinie również pojawią się o nich za jakiś czas. :)
Co czytaliście? Na co macie ochotę? Jak wrażenia?

Pozdrawiam,
Patrycja. 

piątek, 10 kwietnia 2015

Piątek z Jeżycjadą: Kalamburka

65 lat na 286 stronach

Czy przeszłość niektórych bohaterów zawsze musi pozostawać zagadką? Pewnie niejednokrotnie zastanawialiście się, czy pisarz przekaże wam historie jednej z dawniejszych postaci, dorosłej, seniorki, czy seniora rodu, którzy teraz kojarzą się ze stałością i ciepłem. Pozostaje zawsze jednak pytanie, jak było kiedyś?

Jeżycjada to seria rodzimej pisarki Małgorzaty Musierewicz, którą może nie systematycznie, acz stale staram się nadrabiać. Poznawałam losy młodych sióstr, ich znajomych, przyjaciół, dzieci, jednak wciąż w tle historii pojawiali się seniorzy Borejko. Mila i Ignacy zawsze byli gdzieś w tle, mama Borejko była podporą, kobietą nie go zdarcia, a jej mąż stale zajętym lekturą, lekko szalonym uczonym, który wciąż zagłębiał się w działa antycznych twórców. Gdzieś głęboko w mojej głowie zawsze kołatało się pytanie: a jaka była ich historia? To właśnie "Kalamburka" miała dać na nie odpowiedź.

Noc Sylwestrowa, koniec XX w., wydarzenie epokowe, które nielicznym udało się oglądać na własne oczy. Właśnie ta noc miała być dla Ignacego i Mili niezwykła. Mąż, który zawsze zapominał o rocznicach, tym razem zajął się wszystkim i urządził żonie niezapomniane urodziny. Właśnie ta noc stała się początkiem wspomnień dwójki wciąż zakochanych, ich wspólnych lat, czasu kiedy się poznali, ale w głównej mierze historii Kalamburki, która wcale nie jest usłana różami.

Pewnie nie tylko ja czytając historie Mili zastanawiałam się, dlaczegóż to jej przeszłość była zawsze odkrywana przed nami oczami innych ludzi. Cała książka to obraz, który ukazują nam bliscy jej ludzie, a nie sama główna bohaterka. Tak więc życie teraźniejszej mamy Borejko poznajemy z obserwacji, a nie z wrażeń postaci, nie było dane poznać nam jej odczuć, własnych refleksji. Właśnie tego teraz żałuję, nawet bardzo.

Nie będę ukrywać, że momentami i to sporymi książka mnie nudziła. Nie miała ona wątku wspólnego, poza postaciami i oczywiście Milą. Historia nie ukazywała się chronologicznie, a cofaliśmy się w przeszłość, jakbyś my się zagłębiali coraz mocniej we wspomnienia i dokopywali się do ich sedna. Historyjki były więc krótkie, tu poznanie kogoś, tu kogoś, tam relacja tej postaci, żadnego nakręcającego akcję wydarzenia. Pierwszy raz Jeżycjada mi się dłużyła, a do tej pory zawsze po skończeniu jakiegoś tomu, żałowałam, że wszystko tak szybko minęło. Najdłuższy, a zarazem najbardziej monotonny tom.

Patrząc jednak nie na okładkę nie mogę się nią nie zachwycać. Jest urokliwa, kojarzy mi się z ciepłem, nawet gorącem, latem i słońcem, może pokazuje Milę podczas letnich wakacji? Sądzę, że taka opalenizna i rumieńce świadczą o upale. Śliczna i chyba nawet najładniejsza jak do tej pory.

"Kalamburka" mnie zawiodła, nie czytało się jej źle, ale nudno. Nie czułam przymusu dalszej lektury, choć chciałam poznawać losy seniorki rodu. W moim odczucia był to taki zbiór luźnych historii z życia. Rozdziały odpowiadały jednemu roku, a autorka opisała jakieś wydarzenie, które wtedy umiejscowiła w życiorysie Mili. Po skończeniu miałam mieszane uczucia i wciąż je mam.
Ocena: dobra- [4-/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: XIV
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 286
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2015-01-06
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B. ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

środa, 8 kwietnia 2015

Tak krucho...

Nowe spojrzenie

Kiedy skończyć? To pytanie zadają sobie pewnie pisarze, jak również czytelnicy. Czy dodanie kilku książek do trylogii jest dobrym pomysłem, czy napisania książki z innej perspektywy jest po prostu brakiem innego pomysłu, a książka jako dodatek jak ją potraktować?
Na wszystkie pytania mogłabym odpowiedzieć, że to zależy. Zwłaszcza od autora. Są tacy, którym kończą się pomysły i tworzą, by wyciągnąć jeszcze trochę od fanów, a są tacy, którzy po prostu chcą pokazać, co siedzi w ich w głowie i podzielić się tym z czytelnikami.

Skąd ten wstęp? Refleksja nasunęła mi się po przeczytaniu drugiej książki Tammary Webber "tak krucho...", która jest nie kontynuacją losów bohaterów, a drugą perspektywą tej samej historii. W "tak blisko..." to Jacqueline przedstawiała nam swoją wersję zdarzeń, tym razem zrobił to Lucas, czyli ukochany głównej bohaterki.

Pewnie zastanawiacie się, po co czytać ponownie tę samą historię? Pierwsza lektura bardzo mi się spodobała, to po pierwsze. Po drugie jednak i chyba ważniejsze, chciałam dowiedzieć się więcej o przeszłości Lucasa, który był dość dużą zagadką w książce. Niby dowiedziałam się, co przydarzyło się jego matce, co go spotkało, ale czułam, że to tylko wierzchołek góry lodowej.

"Cisza nie jest nigdy całkowitym brakiem dźwięków."

Było tak jak sądziłam. Lucas skrywał wiele sekretów, młodzieńczych problemów, które wraz z nim poznawałam. Retrospekcje nie były jedynie wspomnieniami. Każdy rozdział został podzielony na dwie części, pierwszą Lucasa, a drugą Landona. Czasem czułam jakbym czytała o dwóch różnych ludziach, choć bohater nie był szalony i nie miał rozdwojenia jaźni.

Nie będę już wracać do części, którą można poznać w pierwszym tomie, gdyż tylko bym się powtarzała. Wspomnę jednak, że ucieszyłam się poznając jak czuł się Landon we wszystkich wspomnianych sytuacjach, a szczególnie wtedy, kiedy musiał łączyć w sobie dwie osobowości. Był jednocześnie młodym studentem, którego Jacqueline odbierała jako luzaka i imprezowicza pracującego w kawiarni, jak również Langona, czyli jej tutora, z którym wymieniała maile. Komiczna była jego częściowa zazdrość o samego siebie.

Czas teraz na część, o której wcześniej mogłam jedynie poznać z mało obszernych relacji Lucasa, kiedy to zdradzał swojej dziewczynie swoje tajemnice. Teraz cofnęłam się w przeszłość. Wszystko zaczęło się od brutalnego morderstwa matki, później brak kontaktu z ojcem, przeprowadzka do dziadka, pierwsze miłości... Wszytko to, co przeżył i przez co stał właśnie sobą.

Dzięki tej książce zdecydowanie lepiej poznałam Lucasa, z czego się niezwykle cieszę. W poprzedniej książce wydał mi się, szczególnie jako sam Lucas, płytki i trochę nijaki. Prawie się nie odzywał, był tajemniczy. Tu nie mógł ukrywać swoich myśli, więc dowiedziałam się, jak wiele emocji kłębiło się w jego głowie. Kompletnie go o to nie podejrzewałam. Jego osobowość stała się zdecydowanie bardziej wyrazista.

Co mogłabym uznać za minus? Niekiedy nużące wydawało mi się czytanie tych samych zdarzeń z innej perspektywy, miesiąc przed lekturą powtórzyłam sobie tom pierwszy, co było błędem, zdecydowanie mogłabym tego nie robić. Kolejnym negatywem była kreacja bohaterów pobocznych, prawie w ogóle nie zwracałam na nich uwagi, również Jacqueline jedynie migała mi w tle w tym tomie. Wszystko przytłaczała osoba Lucasa.

Okładka powieści doskonale komponuję się z poprzedniczką. Postaci wyglądają dobrze, mogłabym ich połączyć ze swoim wyobrażeniem na temat głównych bohaterów. Podoba mi się ich spójność, koncepcja obu doskonale się dopełnia.

"Tak krucho..." było wędrówką przez teraźniejszość i przeszłość Lucasa. Poznałam jego największe sekrety i zdecydowanie zyskał on w moich oczach. Nie była więc to tylko inne spojrzenie na te same wydarzenia, ale też wycieczka przez wspomnienia bohatera.
Ocena: dobra [4/6]

Autor: Tammara Webber
Tom: I (inna perspektywa)
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 336
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2015-03-07
Skąd: własna biblioteczka

Tak blisko...  ---  Tak krucho...

wtorek, 7 kwietnia 2015

Wyniki rozdawajki!

Witam serdecznie,
jak minął czas w święta? Najedliście się do syta? Ja wciąż czuję te wszystkie cista, które ze smakiem zjadałam. ;) Uwierzcie mi były pyszne!
Ale do rzeczy, bo pewnie moje objadanie Was nie interesuje. ;(

Konkurs miał niebywałe powodzenia, ale w końcu wystarczyło się jedynie zgłosić, prawda?
W rozdawajce wzięło udział aż 48 osób! Poniżej przedstawię listę uczestników, właśnie na jej podstawie losowałam zwycięzców.


Nie spodziewałam się takiej liczby, dużo osób, naprawdę dużo. ;)

Obiecałam, że jeśli zgłosi powyżej 25 wybiorę dwie osoby.

Oto one:
Zostawię Wam ostatnie chwilę nadziei na łut szczęścia... 
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Pierwszą wylosowaną została:
Zosia Samosia :) 
z numerem 26,


drugą zaś:
JoAnna Polska 
z numerem 20!



 Wielkie gratulacje! 
Wysyłam do Was wiadomości. ;)

_________________________

Niedługo szykuje się kolejny (tym razem konkurs) z okazji 100 000 wejść! Dziękuję!

Nie złapałam równej, ale 9 ma brzuszek prawie jak zero! ;)


Zapraszam częściej i jeszcze raz dziękuję za odwiedziny! ;)

sobota, 4 kwietnia 2015

Wolność urojona

Czym jest wolność? 

Czym jest podążanie za tą diametralną, jak mogłoby się wydawać, własnością człowieka? Czy czujesz się wolny? W jakim zakresie? Czy coś Cię zniewala? Czy nie odczuwasz czasem jak mały trybik większej całości, choć tak naprawdę niepotrzebny do działania maszyny?

Alan początkowo nie zastanawiał się nad sensem swojego życia. Jego czas na świecie można by uznać za monotonną egzystencję, do której został przygotowywany od najmłodszych lat. Praca, jaką wykonuje została mu odgórnie wybrana, a on codziennie posłusznie ją wykonywał. Jednak od zawsze wydawał się inny, niedopasowany i niekompletny. Nie kwestionował zasad swojego systemu, jednak nie mógł utożsamiać się ze swoimi współpracownikami. Jego odmienność była jednym z czynników, które ukazały mu, że świat, w jakim żyje sprawia tylko pozory wolności. Czy odnajdzie wreszcie to, o czym marzy? Czy dowie się, czym naprawdę jest wolność?

Wspomniany wyżej Alan jest bohaterem książki duetu twórców ukrywającego się pod pseudonimem Edward Strun. "Wolność urojona" jest antyutopią, która w dosadny sposób zmusza nas do zadania sobie podstawowego pytania, które znajdziecie w tytule tej recenzji. Książka ukazuje społeczeństwo przyszłości, patrząc jednak na współczesne realia, może nawet nie tak odległej, w której społeczeństwo kieruje się zasadą, by mieć i móc to pokazać. 

"Świat tam się kończy,
Gdzie kończy się człowiek."

System, o jakim było mi dane czytać, opiera się na systemie klasowym. Wyróżniana jest klasa najwyższa, jak również pośrednia i niższa. Najlepiej ukazana została środkowa z nich, gdyż to właśnie do niej przynależy główny bohater. Są to dobrze wykształceni pracownicy, mogący pozwolić sobie na najnowsze nowinki techniczne, najczęściej pracujący w biurach na dość wysokich piętrach.
 Resztę społeczeństwa poznajemy przez obserwacje i wrażenia Alana, często również przez propagandę, jaką był karmiony od najmłodszych lat. Tak więc w jego oczach na litość i pewną dozę pogardy mogą liczyć znajdujący się niżej od niego Szóstacy, czy Piatacy, wykonujący zwykle prace fizyczne.  Nie są oni tak dobrze wykształceni, co nie da się nie zauważyć, wciąż przeklinają i uważają się za wyzyskiwanych. Ostatnią grubą, są stojący u władzy, tajemniczy, niedostępni dla zwykłych ludzi. Wiemy o nich niewiele, ich klasa jako jedyna ma otwarte oczy na to, jak działa ich społeczeństwo, mają świadomość, że inne klasy pracują na nich.

Świat Alana jest ograniczony, jeden budynek, którego lepiej nie opuszczać, o czym często przypominają wszechobecne media. Propaganda kierowana do ludzi ma szeroki zasięg. Codzienna porcja reklam serwowana wtedy, gdy człowiek dopiero otwiera oczy, wyświetlana na nieodłącznych soczewkach. Wiadomości, które docierają z każdej możliwej strony. A dodatkowo telewizja całkowicie ogłupiająca widza, która stawia jedynie na pozyskanie nowych kupujących, zachwalająca nowe gadżety, jak również wszechobecny seks i ukazywanie intymnych sekretów gwiazd. Wszystko to zalewa odbiorcę, trudno się od tego uwolnić. Wszechobecne kamery i inteligentne maszyny wyłapią każde odchylenie od normy.  

"Nie każdy, kto szuka, znajdzie.
Znajdzie tylko ten, kto chce znaleźć.
A nie ten, kto chce tylko szukać."

Zastosowana w książce konstrukcja świata i systemu kierującego człowiekiem niezwykle mi się spodobała. Wciąż w głowie kołatało mi się pytanie, czy tak naprawdę jesteśmy wolni. Dopracowanie  tego aspektu było fenomenalne i z wielką ciekawością dowiadywałam się, jakie nowe pomysły wpadną autorom do głowy, co dalej będzie działo się z niepokornym bohaterem wykraczającym poza ramy "doskonałego" świata. Powieść powiem nie zamyka się jedynie na ukazanym przeze mnie systemie, ale wkracza dalej, gdy władze wiedzą już, że Alan nie potrafi dopasować się do ogólnie przyjętych reguł.

Źródło
Negatywnych aspektów książki jest niewiele. Jednak jeden z nich dla mnie był dość znaczący. Nie byłam wstanie polubić głównego bohatera. Nie mogłam, coś nie tylko od początku, ale również przez cały przebieg książki wydawało mi się w nim sztuczne. Nie był papierowy i jednowymiarowy, to na pewno nie, jednak zdawało mi się, że kontury jego postaci są za słabo zarysowane i nie mogłam w pełni wyobrazić sobie  jego postaci, co odbierało mi możliwość pełnego odbioru.

Uciążliwe było to również dlatego, że to Alan w większości rozdziałów przedstawiał wydarzenia, narracja trzeciosobowa, jednak wgląd w uczucia postaci był duży. Kolejnymi narratorami byli Lenina i Fred. Kobieta była doskonałym przykładem osoby, która całkowicie oddała się ustrojowi i nie widzi żadnych negatywnych stron swojej egzystencji. Intrygujące było również wejście do umysłu Freda, który był KSOP-em Alana, czyli sztuczną inteligencją, jednocześnie jego przyjacielem.


"Dlaczego małpa ta 
Nie mogła nadal tylko małpą pozostać?
Co sprawiło, że człowiekiem
dumnie się nazwała?
I wyruszył ów człowiek w podróż daleką,
By odnaleźć samego siebie,
Lecz wnet drogę zgubił,
I zapomniał, czego ma szukać."

"Wolność urojoną" odebrałam pozytywnie, uwielbiam czytać antyutopie, które ukazują wizję świata przyszłości i tego, co może nam grozić, Zatrważające jest tu jednak to, że ta wizja może się ziścić. Uwierzcie mi na pewno nie chcecie żyć w miejscu, jakim dorastał główny bohater. Jeśli nie wierzycie przekonajcie się sami.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Za książkę serdecznie dziękuję autorom!

Autor:  Edward Strun
Tom: -
Wydawnictwo: Novaeres
Ilość stron:  290
Cena: 29zł
Data przeczytania: 2015-04-02
Skąd: własna biblioteczka


 Kochani, chciałam złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Smacznego jajka, czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółki, także książkowymi, jak również mokrego poniedziałku(chyba, że macie śnieg za oknem, wtedy bitwy na śnieżki) oraz jak zawsze uśmiechu! ;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Chwila dla widza - "Kopciuszek"

Być dobrym i odważnym 

Czy można odświeżyć coś, co każdy dobrze zna? Czy lepiej stworzyć wersje, która ukaże oryginalną historię, czy może lepiej dostosować ją do ram obecnej epoki? A może całkowicie zmienić jej konwencje? Zachować jedynie część elementów?

Sądzę, że właśnie na takie pytania napotykają twórcy filmów na podstawie bajek, czy baśni. Kto nie zna historii Królewny Śnieżki? Śpiącej Królewny? Calineczki? A zwłaszcza Kopciuszka. Najtrudniej chyba jednak stworzyć coś, co zachęci odbiorców do oglądania i czymś się wyróżni. Zadania trudnego, ale nie niemożliwego znów chciał dokonać Disney. Czy wytwórni się udało?

Wersja została zatytułowana po prostu "Kopciuszek". Nie będę przytaczać tu fabuły filmu, wszyscy wiedzą jak to się zaczęło i znają cały plan filmu. Twórcy doskonale odwzorowali baśniowość historii i wszystkie najważniejsze aspekty, a ponad to jeszcze poszerzyli obraz o kilka aspektów.

Niezwykle spodobało mi się, że scenarzyści doskonale oddali dzieciństwo Elli(tak ma tu na imię Kopciuszek) jak również jej etapy dojrzewania. Dziewczynka obiecała matce, że zawsze będzie dobra i odważna i tych zasad starała się trzymać w życiu, nie ważne, co by się nie działo. Nadal była to prosta postać, jednak został jej dodany zalążek charakteru, więc nie była tylko biedną, ciapowatą dziewczynką.

Jakiż on przystojny, nie sądzicie? 
Matka Kopciuszka również zyskała swoją historię. Była chyba najlepiej wykreowaną postacią, powiedziałabym, że nawet współczesną. Ważne jednak, że nie była zniewieściała od samego początku. Poznajemy jej osobistą historię nieszczęśliwej miłości. Już jako macochę wiemy, że jest perfidna i zrobi wszystko, by jej córki wyszły dobrze za mąż. Jej upór i determinacja mogą budzić podziw. Cechy te jednak ukryte są za wielką wrogością do pasierbicy. Do tego nie mała z niej intrygantka.

Opowieść została poszerzona o wątek polityczny. Mamy okazję dowiedzieć się, że bal wcale nie miał dać księciu szansy na poznanie Kopciuszka, a jedynie był pretekstem do poznania księżniczki, z którą mieli wspólnie rządzić ich państwami. Kolejnym czarnym charakterem okazał się Wielki książę, szczęściu zakochanych nie przeszkadzała więc jedynie macocha.


Właśnie zakochani. Najważniejsze, co zmieniono w filmie to pierwsze spotkanie młodych. Otóż nie spotkali się na balu, a podczas polowania w lesie. Książę nie ukazał jednak dziewczynie swojej tożsamości, a przedstawił się jako czeladnik. Na bal zaproszono wszystkie panny właśnie dlatego, że książę nie znał statusu Kopciuszka, a chciał ją znów zobaczyć.

Opowieść nabrała przez to trochę większej realności. Wciąż jednak była to miłość jak z bajki, bez bliższego poznania, silne zauroczenie, które połączyło dwoje ludzi. Najzabawniejsze, że choć mieli okazje lepiej się poznać(scena na balu, huśtawka) nie zrobili tego, a zwlekali, nie zadawali sobie pytań.  Gdyby ich relacje trochę pogłębić mogłabym uznać wersję za naprawdę niesamowitą.

Wystąpił tu też jeden z moich ulubionych motywów, a mianowicie karoca. Dobra wróżka była niezwykle zabawna, twórcy zabawili się jej postacią, najpierw wcielając ja w stara kobietę, następnie w młodą, szaloną dziewczynę. Scena z dynią w szklarni była świetna. Kaczor odegrał dla mnie niezwykle ważna rolę w całym przedsięwzięciu. Niesamowicie podobały mi się przemiany zwierząt w stangretów, lokajów i konie.

Film był prawdziwą opowieścią o Kopciuszku nie tylko poprzez ukazanie losów, ale również przez głos, który opowiadał zdarzenia w tle, wszechobecny i nienachlany. Opowiadający to, co sie teraz działo i skracający, przynajmniej na początku wydarzenia z życia Elli.


Gra aktorka była naprawdę dobra. Było tak jak być powinno. Choć nie ukrywam, ze niektóre aspekty postaci niemożliwie nie mnie irytowały. Ni jestem już małą dziewczynką, a to dla nich był ten film, ale postaci były zbyt proste i niekiedy wręcz głupie. Kopciuszek nie domyślił, że to spotkany w lesie chłopak to książę, choć zwracali się do niego tak jego słudzy, były również inne kwestie. Ale zrzucam to po części na garb dobroci, zbyt wielkiej dobroci i wiary w ludzi. Jednak jej postać to nic w porównaniu z jej przyrodnimi siostrami. Były one tak puste, tak głupie, tak nienaturalne. Zostały przerysowane i nie mogłam wręcz ich słuchać. Książę mnie zachwycił, fakt szalał z miłości, ale całkowicie różnił się on płytkich i szablonowych wersji, które wcześniej poznawałam.

Cały film był zabawny, oglądałam go z przymrużeniem oka, a jednocześnie powróciłam do czasów, kiedy jeszcze sama chciałam być księżniczką i tańczyć w pięknej sukni. Komicznym pomysłem twórców było imię księcia, gdy tylko je słyszałam miałam uśmiech na ustach, a gdy pierwszy raz je usłyszałam naprawdę zaśmiałam się na głos, było komiczne, nie zdradzę go jednak, miejcie te radość.

"Kopciuszek" to film doskonale oddający opowieść o biednej dziewczynie do której los się uśmiechnął. Nie żałuję, że wybrałam się do kina i ponownie poznałam znaną historię. Cieszę się, że scenarzyści nie zmienili za wiele i główna myśl historii została zachowana.
Ocena: bardzo dobra[5/6]



PS. Pewnie słyszeliście, że przed filmem została pokazana krótka historia z "Krainy lodu". Była to pełna humoru i śpiewu historia na temat przygotować do urodzin Anny, jak również samego przyjęcia. Ostatnie momenty historii były naprawdę śliczne, rozmowa Elsy z Anną ukazała siłę siostrzanej więzi. Za część komiczną odpowiadał Sven i bałwanki, szczególnie jeden, dobrze nam znany, Olaf po prostu wymiatał. Walka o tort była komiczna. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć tę historię, bo "Krainę losu" uwielbiam, a teraz miałam okazję znów przebywać z bohaterami.


Reżyseria: Kenneth Branagh
Scenariusz: Chris Weitz

Część: -
Produkcja: USA
Czas trwania: 1h 53min
Data premiery: 13 lutego 2015 (świat), 
13 marca 2015 (Polska) 
Data obejrzenia: 2015-03-21

Bohaterowie:
Kopciuszek - Lily James
Książę - Richard Madden
Macocha - Cate Blanchett
Wróżka - Helena Carter