Chwila dla widza: Community (sezon I)

Grupa do nauki hiszpańskiego

Kiedy w życiu Ci nie wychodzi, wtedy trafiasz do najgorszej uczelni w Stanach. Greendale to szkoła niemająca dobrej renomy. Jeff trafił tu, bo odkryli, że podrobił dokumenty i był prawnikiem nielegalnie. Chce łatwo się prześlizgnąć i wrócić do swojej pracy. Pierwszego dnia spotyka Brittę, która jest całkowicie odporna na jego zaloty. Postanawia stworzyć grupę do nauki hiszpańskiego. Myśli, że uda mi się być z nią sam na sam, jednak ona zaprasza kilka innych osób, które mimo że całkiem różne zaczynają pomagać sobie przez cały rok. 

Pierwszy sezon Community to pierwszy rok na uniwerku. Sitcom ma 25 odcinków, które włączyłam w zeszłym tygodniu, a w tym skończyłam. Chyba każdy zna memy, które w popkulturze przewijały się w tym serialu, ale ja jakoś nigdy nie zebrałam się, by włączyć od początku. Ale jakimś dziwnym trafem Netflix mi to polecił, więc skorzystałam. 

Humor to główny punkt całej historii. Każdy odcinek łączy się ze sobą, a jednocześnie opowiada coś innego. Bardzo podoba mi się różnorodność bohaterów, ich charakterów, osobowości, pochodzenia, ras i wieku. To serial żartujący o poprawności politycznej, a jednocześnie potrafiący pokazać, że można być całkowicie różnym i akceptować się wzajemnie. 

To serial o manipulowaniu ludźmi, szukaniu kogoś, kto pokierowałby naszym życiem, dobieraniem ról w życiu i uciekaniem od utartego schematu siebie. Serial to taka wariancja na temat relacji ludzkim, podszyta dużą ilością groteski i nierealności, bo to co spotyka bohaterów często jest na dużym pograniczu tego, co się dzieje naprawdę. 

Moim ulubionym bohaterem jest Abed, który według mnie jest jednym z najciekawszych bohaterów, wyłamuje się schematom, nie wiadomo, czego się po nim spodziewać, co zaserwuje w następnym odcinku. Nawet kiedy odcinek nie opowiada o nim jako o głównym bohaterze i tak moim zdaniem potrafi skraść uwagę. Ogółem polubiłam tych dziwaków oglądając 25 odcinków. Każdy z nich mógłby być irytujący, ale w jakichś sposób się równoważą i sprawiają, że zaczynamy kibicować całej paczce. 

Uwielbiam końcowe scenki z każdego odcinka. Jest to wariacja na temat tego, co działo się w odcinku, ale z takim zabawnym sznytem i zdecydowanie bardziej przewrotnie niż sama opowieść w odcinku. Jedyne, co mnie trochę zdenerwowało to zakończenie, które wybiło z roli dwie bohaterki kobiece, które zachowywały się całkowicie inaczej podczas sezonu i inaczej podczas ostatniego odcinka. Taka niekonsekwencja w ich charakterze. Może to naprawią... 

Moim zdaniem serial mimo że wyszedł na przełomie 2009/2010 to się nie zestarzał. Mnie niesamowicie przyjemnie się go oglądało. Niedługo zacznę kolejny sezon. 

Do posłuchania:

Komentarze

  1. Skoro jest na Netflixie to tym bardziej może się skuszę. Możliwe, że mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej o tym serialu. Wydaje się bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Chwila dla widza: Bridgertonowie (recenzja)

Drama time: Color Rush (recenzja)

2020 z kpopem: lipiec