Nikt nie idzie - Jakub Małecki (recenzja)

Wznieść się 

Gdy człowiek czuję, że nic mu nie przeszkadza często oznajmia, "ale mi lekko". A gdyby tak móc unieść się wysoko, wnieść się w stronę nieba z tej lekkości? Człowiek marzył, by być blisko chmur, latawce puszczane przez dzieci, balony napełnione helem czy lampiony puszczane ku niebu. Wznieść się, wznieść się, wznieść się. 

"Nikt nie idzie" to kolejna książka Jakuba Małeckiego, którą miałam okazję przeczytać. Nie ukrywam, że cały czas mój zestrój czytelniczy jest ogromny, ale to była właśnie jedna z tych nielicznych książek, które skończyłam w tym roku. Cieszę się, że trafiło właśnie na ten tytuł. 

Mamy tutaj wiele, wydawać by się mogło na początku, nie połączonych ze sobą opowieści, które jednak w jakichś sposób się przeplatają. Okładka i tytuł również mają znaczenie dla fabuły, o czym przekonuje się człowiek dopiero, gdy skończy, bo wątki te również przewijają w historiach. Nie chce robić skrótu tego, co znaleźć można w książce, sam opis z tyłu też niewiele zdradza i myślę, że to dobrze.

To jedna z tych książek, która po skończeniu nabiera innego wydźwięku niż kiedy czyta się każdą z jej części osobno. Jest jednocześnie połączona i składająca się z opowiadań, a przynajmniej ja ją tak odbieram. Drugim powodem, dlaczego nie chce jej opisywać jest również to, że ciężko ma zarysować, co chciałabym zaznaczyć jako główny wątek. Ta książka jest jak puzzle, które na początku zdawały się do siebie nie pasować. 

Cenię naturalność bohaterów tu ukazanych. Czułam się trochę jakbym znała jej bohaterów. Nie utożsamiałam się z nimi, byłam obok, jak znajomy, który wie, co się dzieje, jednak nie miesza się, przygląda się i nawet nie chce doradzać. Można powiedzieć, że z częścią z nich dorastałam i obserwowałam ich wybory na przestrzeni lat. Czy się zgadzałam z nimi i popierałam? Nie zawsze, ale to było ich życie. 

Dlaczego nadałam recenzji tytuł wznieść się? Po części tak odbierałam tę historię, by wznieść się metaforycznie, ale także fizycznie. Pojawiający się wątek samolotu, balonów z helem, wyniosłości muzyki, wznoszenia się ponad sferę komfortu i takiego obranego, pewnego planu dla siebie na życie, wszystko to krzyczało do mnie: wznieś się. Dlatego właśnie taki wybór. 

Nie myślcie jednak, że historia jest podniosła. Nie, tu znajdziecie proste słowa, które opisują ludzkie życie, naprawdę codzienne życie, nieidealne. Ale niezwykłe są zbiegi wypadków i to jak na życie wpływa coś niespodziewanego, czego nie dało się uwzględnić wcześniej. 


Do posłuchania:

Komentarze

  1. Świetna książka. Proza Małeckiego dotyka najczulszych strun duszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam okazji czytać, ale może kiedyś to zmienię.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Chwila dla widza: Bridgertonowie (recenzja)

Drama time: Color Rush (recenzja)

2020 z kpopem: lipiec