Recenzja: "Wschód słońca w dniu dożynek" - Suzanne Collins
Niespodzianka Urodziny w dniu dożynek, największej tragedii mieszkańców dystryktów, jest samo w sobie okropne, zdecydowanie jednak człowiek może się czuć jeszcze gorzej, gdy ma podwójne szanse na wylosowanie. 25 igrzyska mają być bardziej widowiskowe niż poprzednie, ma wziąć w nich udział dwa razy więcej trybutów, więc zamiast zwykłej liczby 24, tym razem ma się zebrać 48. Kiedy Haymitch i jego dziewczyna nie zostają wylosowani wie, że wreszcie może odetchnąć. Na placu jednak rozpoczyna się szamotanina, ginie wybrany nieszczęśnik, a na jego następstwo zostaje oddelegowany właśnie Haymitch. Chłopak jest załamany, ale wie, że jedyne co teraz może zrobić to po prostu wygrać i wrócić do domu. "Wchód słońca w dniu dożynek" to historia, którą niezwykle mocno chciałam przeczytać z tego względu, że igrzyska Haymitcha były jednymi z najciekawszych, o jakich pojawiała się wzmianka w książkach. Nie dziwię się, że autorka zdecydowała się je opisać, a jednocześnie wyszły też informacje ...