niedziela, 31 maja 2015

Podsumowanie maja

Witam,
już prawie pół 2015 roku za nami. Maj był dość intensywnym dla mnie miesiącem, niestety jednak nie w kwestii czytelniczej. Zebrało się kilka rodzinnych uroczystości, do tego wyjechałam na targi książki, więc wszystkie weekendu tego miesiąca miałam zajęte. Nie było niestety czasu a czytanie. Wciąż powtarzam, że kolejny miesiąc będzie w tej kwestii obfitszy, więc może tym razem będę miała rację i będzie to czerwiec.

Poza wspomnianymi sprawami rodzinnymi, raz wybrałam się również do kina, tak tylko raz. :( Był to film Avengers, o którym czytaliście tutaj. Na blogu umieściłam 13 postów, łącznie z tym. W tym 7 recenzji książek, jeden post z cyklu Ciekawość pierwszym krokiem do...,  mix mangowy, stosik i wrażenia z targów. Jak zwykle jednak nie dotrzymywałam terminu z postami, co dwa dni. Muszę coś z tym zrobić!

Przejdę teraz do liczby odwiedzających, których w tym miesiącu było ponad 5800. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! :D Tendencja wzrostowa z każdym miesiącem jest widoczna! ;)

Kompletnie nic nie zdradzające momenty z ekranizacji książki miesiąca!

W zeszłym miesiącu mój czytelniczy wynik był zadowalający, ale w tym znów wypadam słabiutko... Jest to tym bardziej zauważalne w ilościach pozycji na stosiku, a w ilościach książek przeczytanych. Muszę to zmieniać, naprawdę, bo niedługo będę miała więcej książek nieprzeczytanych niż przeczytanych na półce... Nie rozpisując się już przeczytałam zaledwie 6 książek, 1 opowiadanie i 1 mangę.

Lista przeczytanych pozycji:
1. "Duma i uprzedzenie" Jane Austen
2. "Will Grayson, Will Grayson" John Green, David Levithan
3. "Mushishi" Yuki Urushibara (manga)
4. "Hellheaven" Raven Stark
5. "FNiN oraz Koszmarna podróż" Rafał Kosik (opowiadanie)
6. "Język Trolli" Musierewicz
7. "Mag niezależny. Tom I" Kira Izmaiłowa
8. "Swobodna" S.C.Stephens

Z całej tej listy spodobała mi się większość książek. Dwie z nich szczególnie mnie urzekły, ale to ta przeczytana na początku miesiąca, wywołała wielką euforię doznań. Jestem nią oczarowana, zachwycona i co tam jeszcze możecie wymyślić...

Ach te ostatnie momenty... Czy to też Wasza ulubiona ekranizacja?
Przed przeczytaniem oglądałam ją wielokrotnie!

Co do listy seriali to jest ona dość imponująca. ;) Nie obejrzałam jednak zatrważająco wiele(a przynajmniej ja tak sądzę). Rozpoczęłam oglądanie White Collar(ale jak na razie na dwóch poprzestałam), nadrobiłam jeden zaległy odcinek AHS. Asylum, rozpoczęłam mangę Fate zero, prawie skończyłam oglądanie Hannibala(jeszcze 1 odcinek 2 sezonu), do tego Gra o tron(do nadrobienia 2 ostatnie), Agentka Carter(obejrzane 2), Miasteczko Wayrward Pines(do nadrobienia 1). W moim serialowym świecie wciąż króluje Bones(dwa odcinki dziennie to już rytuał). Kończę 4 sezon!  Znacie, któryś z tych tytułów? Oglądacie? 

Chciałam Was przeprosić, znów nie dodam tutaj fragmentu z zapowiedziami na ten miesiąc, ale postaram się to zrobić dość szybko w kolejnym miesiącu. Dziś jestem naprawdę padnięta... Dwie imprezy w weekend potrafią wymęczyć każdego. Spodziewajcie się posta w ciągu najbliższego tygodnia. :)

Mam nadzieję, że Wasz maj był równie kwiecisty jak poniższa okładka. ;) Jakie lektury przeczytaliście, które najmocniej utkwiły Wam w pamięci? ;) A są może takie, które odradzacie? 

UWAGA! UWAGA! 
Najlepszą książką miesiąca zostaje:
"Duma i uprzedzenie"

sobota, 30 maja 2015

Hellheaven

Witam Was serdecznie. Przygotowałam już jakiś czas temu recenzje książki "Hallheaven", którą otrzymałam od zwanej Wam pewnie Raven Stark(jej blog). Nie ukrywam, że było mi dość ciężko napisać w pełni obiektywną recenzje, bo odwiedzam jej bloga i czytam wpisy. Starałam się jednak to zrobić, a tu są tego efekty.


Ukryte pochodzenie


Camille jest całkowicie normalną, trochę zbuntowaną szesnastolatką. Chodzi do szkoły, ma najlepszą przyjaciółkę Stef, która spędza prawie cały wolny czas, szczęśliwy dom... Sielanka jednak szybko się kończy, najpierw zniknięciem jej koleżanki, a potem przeniesieniem do nowej szkoły z dość dziwnymi zasadami... To w Hellheaven dziewczyna odkrywa prawdę(a przynajmniej jej część) na temat swojego pochodzenia. Nic nie jest tam w pełni takie, jakie można by sądzić, Camille wie jedno, że nie może nikomu zaufać.

"Hellheaven" to debiut literacki Raven Stark(dla niewtajemniczonych pseudonim Sylwii Niemiec), autorki bloga My books My life. Recenzentka i blogerka, którą teraz muszę podziwiać. Ukończenie powieści to wyzwanie, a ona mu podołała, już samo to jest niezwykłe(wiem z doświadczenia, bo nigdy nie dawałam rady). Przejdę teraz do recenzji.

Początek książki niezwykle mnie oczarował. Powieść bowiem rozpoczęła się od snu dręczącego główną bohaterkę już od wielu nocy. Jego klimat był niezwykle tajemniczy, lekko rozmyty i niejasny, przecież kompletnie nie znaliśmy treści. Był jednak doskonałym wprowadzeniem, które zachęciło do dalszego poznawania treści. Ubolewam jednak nad tym, że autorka należycie go nie wykorzystała. Sądziłam, że będzie miał znaczący udział w wydarzeniach, skoro Raven Stark umieściła go na pierwszych stronach utworu. Niestety był on mało ważny, jego kwestia prawie wcale nie była poruszana. Spadł na boczny tor. Liczę jednak, że kontynuacja(?) rozwinie ten niezwykle ciekawy temat, który po skończeniu książki wydaje mi się idealnym materiałem na większe starcie.

 ''Dlaczego akurat ta nazwa?
– Bo to miejsce, gdzie spotykają się piekło i niebo''.


Dalsza część powieści może już się Wam nie wydać taka oryginalna, gdyż tajemnicza szkoła jako miejsce zdarzeń pojawiała się w książkach dość często. Tu jednak motyw ten był dość dobrze wykorzystany. Nie wyobrażam sobie umieszczenia akcji, gdzieś indziej. Widać, że to miejsce z tradycją, pełne tajemnic i zagadek, które Camille musi sama odkryć, by dowiedzieć się prawdy o miejscu, jak również o samej sobie. Świetnym zabiegiem było mieszanie w głowie czytelnika, w niektórych momentach już sama nie wiedziałam, komu może ufać główna bohaterka, więc dlatego napisałam, ze musi radzić sobie sama.

Camille opisałabym jaką silną, niezależną, impulsywną bohaterkę. Niekiedy denerwował mnie jej brak jakichkolwiek zahamowań, czy przemyśleń przed zrobieniem czegoś, na co właśnie wpadła. Wiele razy miało to przykre konsekwencje, których z łatwością dałoby się uniknąć. Z radością czytałam jednak jej wypowiedzi, gdyż wyrażała się tak, jak można by oczekiwać po nastolatce, a że była pyskata to często było to dość dosadne.

Plejada bohaterów znajdujących się gdzieś w tle była nieźle skonstruowana, choć niekiedy dość schematycznie. Za przykład mógłby mi posłużyć szkolny podrywacz Max. Gdy rozpoczynałam przygodę z gatunkiem byłabym zachwycona jego charakterem, teraz jednak wydawał mi się lekko przesłodzony, bo jego przemiana była tak nagła... Zapamiętałam go tak dobrze, nie tylko, bo był chłopakiem głównej bohaterki, jak również dlatego, że wyróżniał się na tle reszty.

Przykro mi to jednak napisać, ale obecnie poza dwójką głównych nikt więcej nie zapadł mi w pamięć, nie wyróżnił się na tyle, bym go polubiła. Przyjaciele z nowej szkoły byli różnorodni, ale to wynika z ich pochodzenia. Autorka postanowiła, że uczniami szkoły będzie młodzież z różnych krajów. Dokładnie po dwie osoby z każdego narodu, chłopak i dziewczyna.

Jednak nie to jest takie niezwykłe, a sekret jaki skrywają. Nie będę Wam nic zdradzać, ale pochodzą oni z różnych nacji(nie wiem, czy to dobre określenie) i wciąż do końca nie wiem, kim są. Niby  w książce pojawiło się ich pochodzenie, wyjaśnienie kim są, ale ja nie czuję, ale ja nie mogę ich do końca sobie wyobrazić. Pomysł jak najbardziej oryginalny, jednak czegoś mi zabrakło, bym lepiej mogła sobie uzmysłowić, jaki jest ich cel, co chcą osiągnąć, dlaczego tacy są.

Zbliżając się już ku końcowy chciałam poruszyć jeszcze jeden temat. Ważną kwestią, którą odebrałam jednak negatywnie, było zakończenie. Ostatnie strony, które miały być zapowiedzią dość dużego starcia okazały się przegadane, więcej czasu Raven Stark poświęciła przygotowaniom, a mniej samej walce. Liczyłam na epickie starcie, ale jak na razie chyba będę musiała jeszcze zaczekać. Ostatnie słowa pewnej bohaterki jednak dały nadzieję, wzbudziły wiele pytań. Znów nie byłam pewna, komu zaufać, kto jest tym dobrym, a byłam prawie pewna, że mam rację. Niezwykle mnie to zaintrygowały, a jednocześnie podniosło poziom zakończenia i obraz całej powieści w moich oczach.

"Hellheaven" mi się spodobało. Odkrywanie tajemnic pewnej zadziornej nastolatki było doskonałą przygodą. Debiut, jak to debiut, miał pewne minusy, ale czytałam powieść z lekkością i podczas lektury, aż tak nie rzucały się one w oczy. Mam nadzieję, że Sylwia Niemiec nie poprzestanie na tej pozycji i będzie tworzyć dalej.
Ocena: dobry- [4-/6]


Dziękuję autorce za możliwość recenzji jej książki!


Autor: Raven Stark
Tom: I
Wydawnictwo: Novae res
Ilość stron: 292
Cena: 32zł
Data przeczytania: 2015-05-17
Skąd: własna biblioteczka

czwartek, 28 maja 2015

Krew elfów

Historia pewnej niespodzianki

Pewnie już zapomnieliście, ale w zeszłe wakacje miałam okazje czytać zbiory opowiadań naszego rodzimego autora Andrzeja Sapkowskiego. Nie spodziewałam się, że wywołają one u mnie tak pozytywne emocje i po prostu mnie zainteresują. Nie mam pojęcia, dlaczego tak długo zwlekałam z rozpoczęciem prawidłowej wersji cyklu o "Wiedźminie", naprawdę nie mam pojęcia. Ważne jest, że udało mi się to właśnie teraz. I oto przed Wami recenzja książki "Krew elfów".

Wydarzenia, które było mi dane poznawać w opowiadaniach teraz zaczynają nabierać istotnego znaczenia. W jednym z nich mieliśmy okazje dowiedzieć się, że poprzez przeznaczenia Geralt miał otrzymać Dziecko Niespodzienkę. Była nim księżniczka Cintry - Ciri. Tam zostały nam przybliżone okoliczności całego zajścia, tu zaś mamy już obraz szkolenia i nowego życia małej księżniczki. Jej losem jednak nie jest zostanie wiedźminem, a uczestnictwo w czymś większym.

Jednak postaci to nie tylko Geralt, Ciri, czytający opowiadania wiedzą, że już w nich autor przedstawił nam dużą liczbę ważnych dla późniejszych wydarzeń osób. Są więc czarodziejka Yennefer, trubadur Jaskier oraz wiele bardziej pobocznych postaci, które tu znów powracają, by odegrać swoje role w całym wydarzeniu. Wielość postaci lekko utrudnia ich zapamiętanie, szczególnie przez oryginalne imiona.

Sposób poznawanie zdarzeń również tego nie ułatwia. Narracja bowiem jest trzecioosobowa. Nie skupia się jednak na jednej postaci, a przemieszcza, ukazuje spojrzenia wielu postaci, często nawet tych rzadko wspominanych, choć znaczących dla spraw ogólnokrajowych, czy ukazania innego spojrzenia. Trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić, co wbrew pozorom nie jest trudne.

Wrócę znów do bohaterów. Sapkowski stworzył świat, w którym wykreował charakterne postaci, których postawy, nawet rycerstwa, można nazwać różnie, ale na pewno nie honorowe. Nie ma tu ludzi bez wad, czy postaci, które można uznawać za wzorce. Są to bohaterowie z krwi i kości, obsadzeni w fantastycznych realiach, ale ludzie, których można spotkać na ulicy. Czasem nawet aż o zbyt wyszczególnionych negatywnych, czy niezbyt chwalebnych cechach.

Te nieidealne postaci przyjęły jednak dość różne postaci. Mamy tu krasnoludy, elfy, ludzi, smoki, wiedźmy... I oczywiście wiedźminów. W skrócie są tu wszyscy znani nam z innych powieści fantastycznych ziomkowie. Jak pewnie się domyślacie nie panuje tam ciągła zgoda. Obecnie potęguje się konflikt pomiędzy elfami, a ludźmi i właśnie to jest głównym motorem intryg i zdarzeń w książce.

 Świat nie opiera się jednak jedynie na bohaterach, ale również na miejscach, tu tych fantastycznych nie brakuje. Jest wyżej wymieniona Cintry, która teraz jest pod władzą realnego zagrożenia dla państwa, które pochodzi ze strony Nilfgaardu. Władcy jednak nie mogą dojść do porozumienia, co w tej sprawie zrobić. Miejsc wspomnianych w książce jest dość wiele, ubolewam, że wydawnictwo nie dodała żadnej mapki, by ułatwić odbiór.

"Krew elfów" okazało się jednocześnie interesującą kontynuacją losów bohaterów poznawanych w opowiadaniach, jak również intrygującym i zachęcającym do dalszego czytania rozpoczęciem cyklu. Wiedźmin fascynuje swoją złożonością, wielością postaci i mocną kreacją ich bohaterów. Niedługo sięgam po więcej.
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Autor: Andrzej Sapkowski
Tom: III
Wydawnictwo: superNOWA
Ilość stron: 340
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-04-19
Skąd: biblioteka publiczna


Cykl Wiedźmin:
Ostatnie życzenie  ---  Miecz przeznaczenia  --- Krew elfów  ---  Czas pogardy  --- Chrzest ognia  ---  Wieża jaskółki  ---  Pani Jeziora 

poniedziałek, 25 maja 2015

Ostatnia spowiedź tom II

Szepcz, co skrywa twoje serce,
Szepcz, co skrywa twoja dusza.
Powiedz, co skrywają słowa,
Powiedz, co skrywają myśli.
Ja cię wysłucham... 

Niektóre książki rozrywają naszą dusze na małe kawałeczki, powoli, acz dobitnie lub szybko, byśmy musieli krzyknąć z ogromnego bólu. Rzadko mam takie uczucie po przeczytaniu jakiejkolwiek pozycji, ale po spotkaniu z powieścią Niny Reichter byłam wstrząśnięta. Jej powieść mnie oczarowała, a potem zmusiła do sięgnięcia po drugi tom, po prostu nie mogłam inaczej.

UWAGA SPOILER W OPISIE
Tom zakończył się oskarżeniem Brandina względem jego brata i Ally oraz postrzałem z rąk młodej fanki. Najwięcej pytań wzbudziło to, czy Brandin dojdzie do siebie. Ally siedziała przy nim dzień i noc. Wszyscy bali się o jego życie. Nie spodziewali się jednak, że po obudzeniu się chłopak będzie wciąż pamiętał słowa wypowiedziane przez zazdrosnego kolegę. Tom nie może całkowicie odeprzeć argumentów młodszego brata mówiących o ich miłości, gdyż kocha dziewczynę i zdecydowanie trudno mu przestać o niej myśleć. Czy miłość do jednej kobiety jest wstanie rozdzielić braci, którzy zawsze byli sobie tak bliscy? Czy Ally będzie musiała podjąć decyzje i zranić któregoś z rodzeństwa Rothfeld?
                                                                                KONIEC SPOILERA

Muszę Wam powiedzieć, że nie spodziewałam się, że drugi tom "Ostatniej spowiedzi" równie mocno na mnie wpłynie, co poprzedni. Ten również wywoływałam u mnie gamę emocji, od irytacji głupotą bohaterów,  żal, gdy nie rozumieli swojej sytuacji, smutek, gdy musiałam patrzeć na cierpienie postaci, radość, gdy wreszcie któreś z nich zaznało szczęścia. Najdziwniejsze jest jednak to, że odczuwałam to wszystko razem, w tym samym momencie mogłam czuć dwie przeciwstawne emocje, inaczej nie mogłam. Czym było to spowodowane?

"Jeśli on nie ma siły, ty musisz stać się jego siłą, bo na tym właśnie polega miłość!"

Otóż czyny jednych bohaterów pociągały za sobą ciąg zdarzeń i motywów kierujących innymi postaciami. Było to nierozerwalnie połączone, tego nie dało się obejść. Jeśli więc, drogi czytelniku, zżyłeś się z bohaterami, musisz przygotować się na ogrom doznań, które trudno zrozumieć, a które w jednej sekundzie przepływają przez swoją głowę.

Zwykle po tak wychwalających akapitach postanawiam ostudzić trochę nastrój i podać braki, które odnalazłam w lekturze, zwykle gdyż tym razem nie mogę tego zrobić. To tak emanująca emocjami powieść, że trudno skupić się na jej jakichkolwiek mankamentach. Tego się nie dostrzega. Przejdę więc do opisu innych wyróżniających powieść atrybutów.

"Wierzę, że wszystko, co się dzieje, ma swoją przyczynę i swój powód. Wszystko jest potrzebne, byśmy mogli coś zrozumieć lub czegoś się nauczyć. Byśmy mogli wybrać tę właściwą drogę, chociaż chcemy z niej zboczyć."


W tomie tym, jak i w poprzednim, autorka rozpoczyna wiele rozdziałów od opisu emocji. Pozycja ta jest więc równie bezdenną studnią cytatów, co poprzedni tom, do samej recenzji zaznaczyłam ich zbyt wiele, więc ich wszystkich tu nie umieszczę. Język dzięki nim nabiera głębi, nie jest jednak wysublimowany, czy trudny w odbiorze, nabiera sporej dozy poetyckości, czy nawet muzykalności. Warto zauważyć, ze w tekście niekiedy pojawiają się wstawki piosenek, czy odniesienia do nich.

Co jeszcze wyróżnia tę powieść? Tym razem są to nowi bohaterowie i nowe postaci przejmujące narracje. Pojawiają się wpisy z pamiętnika, dość obłąkańczo zakochanej w Brandinie piosenkarki, jego byłej dziewczyny. Mamy więcej okazji do spojrzeń oczami pobocznych postaci, by poszerzyć skalę dzieła, jak również dają one nam szansę na zapoznanie się z intrygują, którą kreują bohaterowie wcześniej nawet nie znani.

"Kiedyś, jest bezludną wyspą, zawsze bliższą niż "nigdy" i zawsze zbyt daleką, od "teraz". Czekając na dzień, odliczasz godziny. Czekając na "kiedyś" śledzisz zapamiętane myśli i niespełnione sny."

Kolejnym wyróżnieniem jest rozwinięcie trójkąta miłosnego, który dotychczas był jedynie gdzieś w tle. Tom nie odkrywał wtedy tak znaczącej roli jak tutaj, nie miał tak wiele szans na osobiste rozmowy z Ally, nie ukazywał również tak dosadnie swoich uczuć. Jego postawa pokazała jego drugie, głębsze oblicze. Chciałabym by był szczęśliwy. Ally i Brandin zaś mają swoje wzloty i upadki, kłótnie i dni, kiedy aż rozpiera ich szczęście. To wciąż ich historia, oni grają pierwsze skrzypce.

Okładka tego tomu niezwykle mnie urzekła, jest delikatna, zdecydowanie bardziej pasująca do książki niż ta tomu pierwszego, który była dla mnie za ostra. Uwielbiam patrzeć na napisy i kwiaty ja wypełniające, tworzą niebywały klimat.

"Teraz wiedziała, że miłość nie jest frazą lub melodią. Jest lawiną słów i dźwięków, jest poematem barw i odcieni. Jest tym, co czuł, kiedy nie chciał zasypiać, by móc na nią patrzeć."

Wiem i rozumiem, że ilość słodyczy jaką wylałam podczas pisania tych słów jest zatrważająca, ale ja wprost rozpływam się dzięki historii. Nie spodziewałam się, że również kontynuacja tak silnie na mnie wpłynie, ale widzicie, co się ze mną dzieje. Nigdy nie wierzyłam w podobne cytaty w recenzjach na okładkach książek, ale teraz biję się w pierś, bo wiem, że choć część z nich musi być prawdziwa.
Ocena: świetna [6/6] 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję (naprawdę, naprawdę!) Lustro Rzeczywistości


Autor: Nina Reichter
Tom: II
Wydawnictwo: Novaeres
Ilość stron: 370
Cena: 32 zł
Data przeczytania: 2015-04-23
Skąd: własna biblioteczka

sobota, 23 maja 2015

Chwila dla widza: film - "Avengers. Czas Ultrona"


Lubicie filmy o superbohaterach? Jest ich masa, zaczynając od Supermana, przez Batmana, po Ironmana na Capitanie Ameryka kończąc. Nie ukrywam, że większości z filmów o wyżej wymienionych postaciach nie znam, jednak z przyjemnością oglądam te o ich połączonych siłach, choć może nie dokładnie w tym zestawie.

"Avengers. Czas Ultrona" opowiada bowiem o trochę innej drużynie herosów. Mamy tu wspomnianego Ironmana, Kapitana Amerykę, ale również półboga Thora, Czarną Wdowę, Sokole Oko, Hulka... Ogólnie ujmując kwestię bohaterów jest ich masa, a większość z nich ma jakieś niezwykłe umiejętności, które muszą wykorzystać, by uratować świat. Tym razem przed "dzieckiem" Ironmana, czyli tytułowym Ultronem. Jest on sztuczną inteligencją, która wkroczyła do internetu i chcę zabić superbohaterów, a przy okazji również całą ludzkość. Często cytuje Biblię i chcę się tym upodobnić do Boga zsyłającego na ludzkość potop...

Skupię się na fabule filmu. Wykorzystano w nim znany schemat o ratowaniu świata, akcje ze sztuczną inteligencją również już się pojawiały... Jednak tutaj to zagrało. Jedynie początkowo wydarzenia były lekko nie do zrozumienia, akcja w lesie kompletnie nie łączyły się z tym, co widziałam w pierwszym filmie. Zostałam wpuszczona na głęboką wodę.

I tak to się właśnie zaczęło... 


Irytujące były niekiedy zbyt natrętne nawiązania do innych produkcji Marvela, szczególnie do Agentów Tarczy, nie oglądając serialu, kompletnie nie wiedziałam, co to wszystko ma znaczyć. Kilka scen nawiązywało do przeszłości postaci, wtedy również nie dało się nie zauważyć nawiązań... Znając jedynie kilka filmów (i oczywiście pierwszą część Avengers) dawałam radę, ale naprawdę denerwowało mnie takie postawienie sprawy.  Im dalej jednak oglądałam przestawało mieć to znaczenia, bo wciągałam się w przygodę i z przyjemnością oglądałam starcia bohaterów.

Wątków było naprawdę wiele, więc powyższe kwestie w trakcie oglądania schodziły szybko na bok. Ultron był oczywiście głównym motywem, ale pojawiła się również parka bliźniaków z niebywale rozwiniętymi umiejętnościami, którym pozazdrościć mogli im nawet bohaterowie. Do tego wspomniane już wątki z przeszłości, nawiązania do wcześniejszych i przyszłych produkcji... Mimo natłoku wszystkiego nie można się było pogubić, a nawet podczas oglądania wszystko to wydawało się potrzebne. Dopiero później odczuwałam pewne zgrzyty i to nawet nie od razu po wyjściu z kina, bardziej teraz pisząc te słowa...
Próba numer I
Próba numer II
Poprosimy kolejnego zawodnika...  
Ups...
Po opuszczeniu kina odczuwałam natomiast niemałą ekscytacje i radość, bo film mnie zafascynował. Zmusił do obejrzeniu kilku innych produkcji Marvela, nawet teraz mam na to ochotę, choć czasu brak na podobne czynności. Humor, który niektórzy z oglądających jak się potem dowiedziałam uznali za wymuszony, mi niezwykle przypadł do gustu. Akcja z młotem Thora była świetna, ubawiłam się z koleżanką niebywale, dodatkowo sytuacja ze słownictwem Kapitana. Obie kwestie pojawiały się w nawiązaniach przez cały film i to niebywale mnie cieszyło.

"Avengers. Czas Ultrona" to film, na który szłam ze świadomością, że nie będzie to kino wysokich lotów, a doskonała zabawa i rozrywka. Ukazało się, że tak właśnie było. Z seansu wyszłam w dobrym nastroju i z myślą, że chcę więcej, to chyba jak najlepiej świadczy o filmie, tak sądzę.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Reżyseria: Joss Whedon
Scenariusz: Joss WhedonCzęść: II
Produkcja: USA
Czas trwania: 2h 21min
Data premiery: 13 kwietnia 2015 (świat), 
7 maja 2015 (Polska) 
Data obejrzenia: 2015-03-21

Bohaterowie:
Robert Downey Jr. - Tony Stark / Iron Man
Chris Hemsworth - Thor
Mark Ruffalo - Bruce Banner / Hulk
Chris Evans - Steve Rogers / Kapitan Ameryka
Scarlett Johansson - Natasha Romanoff / Czarna Wdowa
Jeremy Renner - Clint Barton / Sokole Oko
James Spader - Ultron (głos)
Samuel L. Jackson - Nick Fury
Don Cheadle - James Rhodes / War Machine
Aaron Taylor-Johnson - Pietro Maximoff / Quicksilver
Elizabeth Olsen - Wanda Maximoff / Scarlet Witch

wtorek, 19 maja 2015

Mix mangowy #4

Witam serdecznie, 
to już czwarta część cyklu mangowego. Poznaliście już wiele tytułów, ale czas na kolejne. Takie krótkie pytanko jeszcze przed mini recenzjami, czy zachęciłam Was do któregoś tytułu? Przeczytaliście jakąś mangę?

Pomoc z różnych stron
Tym razem na pierwszy ogień przedstawiam Wam trzeci tom niesamowitej mangi "Orange". Takano Ichigo zaprezentowała niezwykłą oryginalność pomysłu i niezwykle pozytywnie zaskoczyła mnie swoją interpretacją tematu podróży w czasie. Choć tak naprawdę nie ma tu tego wątku, bohaterowie nie przemieszczają się przestrzeni. My jedynie jako odbiorcy możemy odbierać historie z teraźniejszości i przyszłości, jak również wraz z bohaterami, czytając listy, dowiadujemy się, co może się zdarzyć.

To naprawdę piękna historia, bo nie chodzi w niej jedynie o uczucie pomiędzy dwoma osobami, ale o uratowanie chłopaka przed samobójstwem. Temat trudny, gdyż wciąż mimo lekkości opowieści, gdzieś tam przewija się widmo tej strasznej możliwości.

Manga wciąż zaskakuje, gdyż ostatni tomik, a właściwie ostatnie jego strony sporo namieszały, okazała się, że nie tylko główna bohaterka, ale też jej przyjaciel otrzymują listy. Dzięki temu, że wreszcie się tego dowiedzieli połączą siły. Listy coraz bardziej różnią się od rzeczywistości.

Znów została zahipnotyzowana i z wielką radością przewracałam każdą stronę. Delikatna kreska i miłe dla oka postaci zdecydowanie ułatwiają i tak przyjemny odbiór. Bohaterowie są niesamowicie uroczy i to nie w negatywnych sensie. Zakończenie budzi wiele pytań, autorka wciąż zaskakuje. Z niecierpliwością wyczekuje kolejnego tomu, a to chyba świadczy o pozycji jak najlepiej. Nie widzę minusów.
Treść: świetna[6/6]
Oryginalność: świetna [6/6]
Kreska:  bardzo dobra[5/6] 
Ocena ogólna: świetna-[6-/6]


"Zabijacze czasu"?
Tak właśnie autorka - Kazue Kato określiła swój pierwszy zbiór krótkich historii, czyli "Time killers". Uwielbiam jej Ao No Exorcist, więc z wielką chęcią chciałam przeczytać wszystko, co stworzyła. Jednak już przy pierwszym z 11 opowiadań, zauważyłam, że krótkie formy w mandze chyba nie są dla mnie.

Dodatkowym problemem była też kreska. Prace są ustawione od najstarszych do najmłodszych, więc widać w nich dokładnie, że lata praktyki robią swoje. W pierwszym z nich kreska była okropna i długo zwlekałam z dalszym czytaniem. Nie podobało mi się, dalej było już lepiej, ale wciąż nie był to znany mi poziom.
Wszystko zmieniło się, gdy doszłam do ostatniego z dłuższych opowiadań. Było najlepsze, romantyczne, ale pełne akcji, idealna historia, a do tego opowiadała o dobrze mi znanych egzorcystach.  Może nie niesamowite, ale naprawdę mnie oczarowało, a do tego bohaterowie byli żywcem wyjęci z wielotomowej mangi autorki.

Do gustu przypadło mi też kilka krótszych prac, ale reszta dłuższych form juz nie. Czuć było, ze autorka miała pomysł, ale on nie przypadł mi do gustu i po prostu nie chciałam go poznawać.

W ogólnym rozrachunku nie było źle, jednak spodziewałam się czegoś lepszego. Historie(nie wszystkie) były niezłe, ale niedopracowane, niekiedy ze słabą kreską. Cieszę się, że nie był to mój zakup, bo bym go żałowała.
Treść: średnia[3/6]
Oryginalność: dobra [4/6]
Kreska:  średnia[3/6] 
Ocena ogólna: średnia+[3+/6]

Nowy początek?
9 tomik "Ao no exorcist" ostatecznie zakończył sprawę z nieczystym królem i ukazał krótką walkę z morskim demonem. Część 10 zaś rozpoczyna się dość odmiennie od reszty. Rin rozmawia z kolegą, który zauważa dziwne rzeczy, zaczyna widzieć demony. Boi się, że jest z nim coś nie tak. Rin wyjaśnia mu kwestię i szuka sposobu, jak odwrócić ten precedens.

Jednocześnie w wielu miejscach na ziemi pojawiają się wielkie chmary demonów. Okazuje się, że ktoś odtworzył wejście do gehenny i nawet Mefisto nie jest wstanie go zablokować.

Jak widzicie Kazue Kato znów przenosi nas na swój normalny poziom po odrobinę słabszym poprzednim tomie. Fakt początek może nie jest porywający, ale starcie pomiędzy Rinem, a jego demonicznym bratem - Amaimonem, zdecydowanie rozkręca akcję. Do tego wywołuje dużo uśmiechu. Dom Mefisto wciąż wywołuje wielki uśmiech na mojej twarzy, zaskoczył mnie całkowicie. Cute...

Napływ demonów wróży, że kolejne tomiki będą obfitować w wiele walk, strać i potyczek, a co najważniejsze autorka doda nowe demony, a zawsze przyjemnie poznawać jej nowe pomysły. Przyznacie, że demon-pociąg to istne szaleństwo? Podobnych dziwactw jest więcej.

"Ao no exorcist 10" uznaje za wprowadzenie do nowego rozdziału historii. Zapowiada się naprawdę intrygująca opowieść i na pewno będę ją poznawać dalej. Oby jak najdłużej.
Treść: dobra[4/6]
Oryginalność: bardzo dobra [5/6]
Kreska:  bardzo dobra [5/6] 
Ocena ogólna: bardzo dobra- [5-/6]

niedziela, 17 maja 2015

Potargowe wrażenia

Witam,
dziś przygotowałam dla Was wpis na temat mojej pierwszej wyprawy na targi książki w Warszawie(niestety będzie mało zdjęć, bo nie wzięłam aparatu:( Wielki, wielki błąd). Trwały one, jak doskonale wiecie, cztery dni, ja jednak mogłam pojechać jedynie na jeden, sobotni. Wrażenia mam pozytywne, choć kilka spraw budziło niezadowolenie, napiszę o nich za jakiś czas.

Już sama podróż była dość stresująca, byłam tam z młodszą o rok siostrą cioteczną, wszystko organizowałyśmy same. Najwięcej problemów zabrało nam znalezienie odpowiedniego przystanku, z którego mogłybyśmy pojechać prosto na stadion... Przez nie zdążyłam na losowanie organizowane dla blogerów.

Kiedy w końcu dotarłyśmy na targi naszym oczom ukazały się liczne stoiska z tanią książką i niekiedy z filmem, gdybym pozostała tam dłużej pewnie wydałabym większość pieniędzy właśnie tam, gdyż ceny było niezwykle korzystne. ;) Skusiłam się na zaledwie dwie książki, ale miałam ochotę na zdecydowanie więcej!

Promocyjny egzemplarz FNiN zapraszający na spotkanie z autorem, na dole FNiN z podpisem, FEED ze stoiska wydawnictwa za 25zł, Kamyk za 12zł, dwie pozostałe za 10. Mangi to zakup sprzed stadionu, umówiłam się z pewną dziewczyną i w ten dzień mi je dostarczyła. Jeszcze dwa tomiki i zbiorę wszystkie!
Tłumy, jednak dzięki dostępnemu powietrzu na zewnątrz nie odczuwało się tego aż tak silnie. Można było tam dostać książki w naprawdę atrakcyjnych cenach. 
Kiedy spojrzałam na kolejki do kas biletowych byłam szczęśliwa, że zamówiłam sobie je wcześniej, tak samo jak Agnieszka. Weszłyśmy bez większych problemów i już na starcie dostałyśmy po torbie z empika, by umieszczać tam swoje zdobycze. Okazało się, że w środku jest zdecydowanie drożej niż na zewnątrz. Ceny książek nie były powalające, ale niektóre wręcz musiałam kupić, nie było innej opcji.

Miłe spotkanie i to uczucie, gdy chciałoby się porozmawiać,
a tak naprawdę nie ma się czasu.
No i trochę też nie wie się, co powiedzieć... 
Najmniej pozytywnie zapamiętam ogromne tłumy i niezobaczenie blogerów. Miałam udać się na spotkanie, ale okazało się, że muszę być wcześniej w domu i niestety, nie udało się. Nie spotkałam nikogo albo nawet o tym nie wiedziałam. Niezwykle tego żałuję, bo kolejna okazja dopiero za rok(wątpię bym pojechała w tym roku do Krakowa...).


Przypinka, malutka, ale śliczna, przypomniała mi o tych,
które zapomniałam kupić z innych stoisk,
szczególnie tych z anime i mangą, jak również przypominające
o plakacie, który zgubiłam już w moim mieście,
choć nosiłam go całą Warszawę ze sobą... 
Co najmocniej utkwiło mi w pamięci? Niebotyczne kolejki do Flanagana, wielki tłum czekający na podpisy, chciałam również stanąć w kolejce, bo uwielbiam jego książki, ale nie zobaczyłabym nic więcej poza ludźmi przede mną. Zamiast tego mam kilka zdjęć z ukrycia Flanagana i przypinkę Zwiadowcy! Stanęłam w zdecydowanie krótszej kolejce do Kosika (mam podpis!). Więcej podpisów nie zbierałam, bo po prostu nie miałam czasu. Jeden dzień, a właściwie kilka godzin to zdecydowanie za mało, by przejść i zobaczyć wszystkie stoiska  i ogarnąć, gdzie dany autor jest. Przynajmniej ja tego nie potrafiłam. Tłumy też były zatrważające, kolejki do kas i autorów ogromne, trzeba było się dość mocno przepychać.

A to książki Agnieszki, może któreś z nich i mi uda się przeczytać,
wyczekujcie na blogu...
Powrót do domu również był dość stresujący, dobrze że wyszłyśmy wcześniej na pociąg, bo okazało się, że odjeżdżał o 8 minut wcześniej niż miałyśmy napisane na bilecie... Dzięki obcemu miastu byłyśmy zdecydowanie bardziej zapobiegliwe.

To my, już lekko zmęczone i niewyraźne, wracające wieczorem
do domu, z pociągu do kolejnego autobusu się przesiadające.
Cały wyjazd uważam za niezwykle udany. Tłumy na targach, przepychanki przy stoiskach lekko zniechęcały, ale wszechobecne książki nie pozwalały na negatywne myśli, no może poza tym, jak to bolą nogi, czy jak ciężkie mam torby... Na lekki smutek pozwoliłam sobie już w pociągu, kiedy to wciąż trwające spotkanie blogerów przypomniało o sobie... Postanowiłam już, że o ile matury pozwolą wybieram się za rok, oby na dłużej, by Was spotkać.


To już na zakończenie. Wszystkie moje zdobycze z targów.
Dwie torby, kubek, książki, mangi, masa różnych innych rzeczy,
a co najważniejsze plakietka, szkoda, że z oznaczeniem media, ale pamiątka świetna.


Pozdrawiam,
Patrycja. 

czwartek, 14 maja 2015

Książę i Gwardzista

 Powrót do pałacu

Obiecywałam sobie, że nie zapoznam się już ze światem Rywalek Kiery Cass. Pierwszy tom, jak wiecie doskonale, mnie oczarował, ale im podążałam dalej tym mniej pomysł mi się podobał. Moja młodsza siostra wypożyczyła sobie jednak niedawno z biblioteki opowiadania do serii i z ciekawości zobaczyłam, co też sie w nich znajduje.

"Książę i Gwardzista" to książeczka, w której znaleźć można dwa opowiadania, których narratorami są wymienione w tytule postaci, jak również kilka innych dodatków. Najpierw skupię się właśnie na nich, gdyż to one zachęciły mnie choć spojrzenia na powieść.

Pierwszym ich punktem są pytania do autorki, w którym jedna rzecz niezwykle mnie zirytowała. Autorka powiedziała, że pisząc jest jak America i że to jej oczami odbiera zdarzenia. Każdy ma swój sposób na tworzenie książki, to rozumiem. Dlaczego jednak pani Cass tak mało nam o niej ukazuje. Napisała, że ona zna wszystkie fakty z życia Ameriki, a my to co mamy się domyślać? Reszta wywiadu była nawet ciekawa i kilka informacji nawet mnie zaintrygowało.

Kolejnym jest lista kandydatek, tego kompletnie nie rozumiałam, po co mi ona? Przecież nic o tych dziewczynach tam nie ma, jedynie ich dane personalne, czy to naprawdę konieczne? NAPRAWDĘ? Za równie irracjonalne uważam, dodanie do tego zbiory playlisty, dodatkowo rozwleczonej na dokładnie 11 stron. Serio!?

Drzewa genealogiczne głównych bohaterów zaś mi się spodobały. Dzięki nim lepiej poznałam rodzinę królewską i ich zależności, bo trochę to pokręcone było, a jak wiadomo wizualny odbiór, gdy widzi się wszystko poukładane jest zdecydowanie łatwiejszy w odbiorze. Można też było wyczytać, jak zmieniają się klasy w zależności od ślubów, jak również pierwsze kroki systemu klasowego. To naprawdę mnie zainteresowało.

Przejdę teraz do opowiadań, a właściwie do jednego z nich. Zaraz dowiecie się, z jakiego powodu.
Otóż pierwsze z nich opowiadające o księciu Maxonie jakiś czas temu już czytałam, jako ebook. Było to chyba zaraz po przeczytaniu przeze mnie pierwszej części, więc recenzje już dodawałam. Podeślę Wam link, nie będę się tu powtarzać. [link]

"Gwardzista" to historia Aspena, byłej szóstki, obecnie strażnika pałacowego. Chłopak był, jest zakochany w Americe i sam namówił ją do wzięcia udziały w rywalizacji. Teraz tego żałuję i próbuję naprawić ich relacje, co jest dość trudne zważając na to, w jakiej sytuacji się znaleźli. Jako strażnik Aspen nie ma zbyt wiele szans na osobistą rozmowę ze swoją ukochaną, nad jego główną zawisła też pewna groźba. Perspektywa chłopaka rozpoczyna się od  ukarania Marlee- jednej z kandydatek oraz pewnego gwardzisty, kolegi Aspena, z powodu ich potajemnego związku, czyli wydarzeń z drugiego tomu serii.

Obawiałam się tej historii, gdyż Aspena nieszczególnie polubiłam, wydawał mi się nijaki i żal mi go było, gdyż sam sprowadził na swoją ukochaną taki los. Zastanawiałam się, jak on mógł tak postąpić. Teraz dowiedziałam się, że wcale nie jest takim głupcem, za jakiego go brałam. Jego zachowanie nabrało lekkiego wyrazu, choć uważam, że autorka aż nadto chciała uczynić go dobrym, pomocnym, wręcz idealnym. Zero wad, to naprawdę mnie irytowało, czy tu wszyscy muszą być idealni?

Trochę trudno mi jednoznacznie ocenić ten zbiór. Opowiadania odebrałam pozytywnie, nie były wspaniałe, ale pozwoliły zagłębić się w uczucia innych stron i poznać ich myśli, zawsze to doceniam. Nie były niestety rozbudowane i właściwie to za wiele do całego odbioru nie wniosły. Autorka stworzyła je pewnie, by uszczęśliwić swoje fanki. Opowiadania są po prostu przyjemne.
Dodatki oceniłam powyżej dość skrupulatnie. Wiecie, że niektóre po prostu marnują papier, ale kilka z nich mi się spodobało. Co do tej pozycji, sami musicie ocenić, czy chcecie przeczytać. Mogę dodać jedynie tyle, cieszę się, że wypożyczyłam, a nie kupiłam, bo cena jest zatrważająca.
Ocena: średnia- [3-/6]

Autor: Kiera Cass
Tom: 0.5, 2.5
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 220
Cena: 32,90 zł
Data przeczytania: 2015-04-02
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Rywalki:
Rywalki ---  Elita  ---  Jedyna  ---  Następczyni
 The Prince  +  Książę i Gwardzista

piątek, 8 maja 2015

Stosik #33

Witam,
dziś planowałam dodać post z kolejnym serialem, którego tytułu na razie nie zdradzę. Jednak we wtorek wybieram się na "Avengers. Czas Ultona" i nie chcę dodawać aż tyle postów serialowych w niewielkiej odległości czasu. Pochwalę się, więc moimi nabytkami, mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie. ;)


Na pierwszy ogień wybrałam stosik, który niedawno sama sobie sprawiłam, są to różnorodne pozycje, kupione na dużych promocjach, czyli takich, na które musiałam się skusić. Zacznę od góry:
1. "Duma i uprzedzenie" - pewnie nie uwierzycie(sarkazm), ale książka mnie oczarowała, zachwyciła, wciąż nie mogę wyjść z podziwu, a przecież znałam, dzięki ekranizacjom(ta 5-godzinna to naprawdę doskonałe odwzorowanie książki). Pokochałam wspaniały język, charaktery postaci i całą otoczkę... A i zapomniałabym wydanie! [biedronka]
 2. "Opactwo Northanger" - kupiła mi mama, za moją namową oczywiście(niestety została już tylko ta w klepie), ciekawi mnie, czy oczaruje mnie równie mocno. [j.w.]
3. "52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" - przeczytałam już jakiś czas temu, lekka, przyjemna pozycja, ale na raz, sądzę, że już do niej nie wrócę. [wyprzedaż empik.com]
4. "Morza wszeteczne" - uwielbiam fantastykę, a o piratach mało czytam, więc dlaczego nie... [j.w.]
5. "Druga szansa" - czytałam dość dawno, wypożyczałam wtedy z biblioteki, pomyślałam, że miło by było mieć swój własny egzemplarz. [j.w.]
6. "Klan czerwonego sorgo" - nie ukrywam, że do zakupu zachęciła mnie niezwykle niska cena, ale skoro to noblista na pewno warto przeczytać. [j.w.]
7. "Obfite piersi, krągłe biodra" - powody te same, co powyżej, ta książka jednak zbierała naprawdę pozytywne oceny. [j.w.]
8. "Kobieta na krańcu świata 2" - od dłuższego czasu planowałam zakup jakiejś książki o podobnej tematyce, zaczęłam czytać, ale trafiły do mnie inne pozycje i przerwałam. Mam nadzieję, że w tym miesiącu choć o kilku kobietach przeczytam. [promocja na swiatksiazki.pl]

Czas na pozycje, które przywędrowały do mnie pocztą. Zacznę od dołu:
9. "Bezmyślna" - pierwsza część cyklu, o której mogliście czytać niedawno, a właściwie poznawać moje wrażenia, historia mnie nie oczarowała, ale była przyjemna. [od wydawnictwa Akurat]
10. "Swobodna" - zaczęłam czytać, ale mam pewne obawy, opis mówi o powtórce z rozrywki, mam nadzieję, że jednak tak się nie stanie. [j.w.]
11. "Niepokorna" - trzeci tom, kusi mnie by przeczytać opis, co też autorka tam namąciła... [j.w.]
12. "Ostatnia spowiedź" tom 2 - książkę numer 1 pokochałam, a ta wpłynęła na mnie prawie równie pozytywnie, co pierwsza, niedługo postaram się dodać wrażenia. [wylosowana u Lustra Rzeczywistości]
13. "Blask" - książka, która zawsze wzbudzała u mnie mieszane emocje, co nie pozwalało mi od razu przeczytać, teraz mam okazje. [wygrana u Książka od kuchni]
14. "Hellheaven" - to pozycja, którą właśnie czytam, właściwie to kończę, na razie powstrzymam się od opinii, ale wyczekujcie jej niedługo. [do recenzji od autorki]
15. "Rozdroża" - książka, która zaintrygowała mnie opisem, choć wcale na nią nie polowałam, może to będzie objawienie... [wymiana książkowa]

To już naprawdę ostatni z mini stosików. Znajdują się w nim pozycje pożyczone. Tym razem zacznę od góry:
16. "Żaba" - powrót do jeżycjady, wypożyczyłam przedwczoraj, więc nawet nie zaczęłam, ale przygotujcie się na nowe posty z piątkowej serii [biblioteka]
17. "Język Trolli" - powinna być wyżej, bo to ją pierwszą zacznę czytać, nie powinna być odwrócona... Ważne jednak że się tu znalazła. [j.w]
18. "Słonie mają długą pamięć" - kolejny książkowy powrót, dawno nie czytałam Christie i gdy zobaczyłam jej nazwisko na półce musiałam wypożyczyć. [j.w.]
19. "Mushimushi" - jedyna manga w stosiku, opuszczam się w tej kwestii, nie martwcie się jednak, kilka postów z cyklu mam przygotowanych. Powalający pomysł! [pożyczone od przyjaciółki]
20. "Zbrodnia i kara" - to lektura, z którą kompletnie mi nie po drodze, nie mogę znaleźć czasu na jej czytanie, a zaczęła mi się podobać... [biblioteka]
21-22. "Mag niezależny" - książki, które zachęciły mnie swoim humorem, czuję, że główna postać będzie na równi z Wolhą Redną. ;) [pożyczone od znajomej]

Czy czytaliście którąś z książek? Polecacie, odradzacie? A może coś byście przeczytali? 
Piszcie śmiało! ;)

Pozdrawiam,
Patrycja. 

środa, 6 maja 2015

Strzała Kusziela

"Kochaj jak wola twoja"

Jaki może być świat pełen miłości? Jak go sobie wyobrażasz? Czy to kraina bez wojen, gdzie ptaki śpiewają, zawsze świeci słońce, a ludzie żyją szczęśliwie i wciąż chodzą z uśmiechami na ustach? A może to kraina, gdzie wszyscy za nic mają konwenanse, nikt niczego się nie wstydzi, a wszyscy uprawiają seks ze wszystkimi, bo to objaw miłości?

Mieszankę tych dwóch pomysłów w swojej książce wykorzystała Jacguline Carey. "Strzała Kusziela" jest pierwszym tomem serii o Kuszielu amerykańskiej pisarki. Naczytałam się o perfekcyjnym dopracowaniu przez nią świata, wspaniałym opisom i oryginalności w fabule. Większość opinii była niezwykle pozytywna i co tu dużo mówić, po prostu zmuszały do poznania tak utalentowanej artystki.

Zacznę od mniej przyjemnej kwestii, która przeszkadzała mi podczas całej lektury. Otóż irytowało mnie, że nie mogłam zapamiętać dość ważnych osobistości, jakimi byli panujący. Kompletnie nie kojarzyłam ich postaci, co jak się domyślam było tym iż dowiadywałam się o nich jedynie z opowieści. Zdecydowanie, nieznajomość rodów, najważniejszych ludzi, nie ułatwiała czytania powieści. Dla mnie nie było to dość czytelnie wyjaśnione.

Jestem za to zachwycona kreacją świata autorki. Dopracowała go perfekcyjnie. Różne ludy, ich historia, los bogów D'Angelinów, cała niezwykła religia i kulturowość. Ogółem wszystko to, co składa się na realność odwzorowane zostało fenomenalnie. Nie mogę się do niczego doczepić, a nawet nie chcę. Doskonała kreacja, ale mam kolejne zastrzeżenie.

"Miłość i nienawiść, to dwie strony tego samego ostrza."

Bohaterowie nie byli tak żywi i naturalni jak mogłabym oczekiwać. Mieli cechy negatywne i pozytywne, jednak zarysowane w taki sposób, że wydawały mi się postaciami z książek dla dzieci. Nawet brutalni bohaterowie byli ugrzecznieni, nie potrafiłam wyłapać okrucieństwa nawet w postaci oprawców Fedry, a przecież katowali ją i karcili niekiedy bardzo rygorystycznie.

Tu przechodzimy do specyfiki zawodu Fedry. Jest ona kurtyzaną, jednak nie taką, jakiej oczekiwalibyśmy po kraju, gdzie Elua nakazuje wszystkich kochać. Przyjemność zyskuje ona jedynie wtedy, kiedy jej klienci biją ją, popykają, okaleczają. Sceny jednak w moim odczuciu nie były wcale brutalne, za to doskonale zobrazowane. Od razu przed oczami stawała mi dana scena, a wszystko dzięki plastycznym wizjom autorki, które doskonale odwzorowywała na kartach swojej powieści.

Akty płciowe zachodziły również w bardziej delikatnej odsłonie. Domy Nocy pozwalały na różne oblicza przyjemności, gdyż każdy zajmował się inną sferą. Nie pamiętam ich nazw, jednak wiem, że jeden był zupełną odwrotnością domu, którego preferencje obrała główna bohaterka, czyli tam to klientów okaleczano. Oczywiście były to skrajności, gdyż zdecydowana większość przybytków fundowała rozkosze bardziej trywialne i częściej spotykane.

Jeśli spodziewaliście, że świat oparty na miłości, niepotępiającym zawodzie prostytutek jest światem pruderyjnym, to się mylicie. Czytając słowa zawarte w powieści nie doczytywałam się żadnych scen, które można by uznać za wulgarne, czy obrzydliwe. Otóż nie język autorki jest nad wyraz poetycki i wszystko, co przedstawia nabiera wyższej rangi.

Warto też wspomnieć o podróży przez krainy, która już w pierwszym tomie pozwala nam na zwiedzanie dużej części świata wykreowanej przez autorkę. Mapa zamieszczona w początkowej części książki pozwala na śledzenie trasy wędrówki. I tu znów Carey zadziwia swoją dokładnością, doskonale oddaje różnorodność zwiedzanych miejsc i żyjących tam ludzi. 

"Ten, kto ulega, nie zawsze jest słaby. Mądrze wybieraj swoje zwycięstwa."

Brutalni Skandianie, którzy próbują napaść na państwo Fedry, nie są jednak ukazani jedynie jako potworne istoty. Autorka również w ich szeregach znajduje postaci różnorodne, opatrzone wielością cech. Pisarka jednak potrafiła tak skonstruować ich społeczności, że odbierałam ich jako spójną jedność, odmiennie żyjącą i myślącą do D'angelinów.  Inną narodowość przedstawiają Cyganie, jednym z nich jest przyjaciel Fedry - Hiacynt, jak również jego matka. Ich odrębność kulturalna, czy wizualna również jest silnie widoczna. Autorka znów wszystko zawdzięcza swojej dokładności i dopracowaniu.

Powyżej wspomniałam o bohaterach w ogólnym rozrachunku, teraz zaś opowiem pokrótce o tych najbardziej istotnych dla wydarzeń. Poniżej wymienione postaci stały się mi bliskie i szczerze je polubiłam. Rodzina królewska, wysokie rody, wielość innych postaci mąciła mi tylko w głowie. Nie mogłam ich wszystkich zapamiętać i czułam się z tym odrobinę niekomfortowo. Za wiele, za wiele... 

Chciałam tu najdokładniej skupić się na Fedrze. Główna bohaterka została nam ukazana od najmłodszych swoich lat. Mogłam obserwować jej wzrost, rozwój i to jak się kształtowała jako osoba taka, jaką się stała. Świat, w jakim żyła, nie pozwalał jej na inną profesję, jednak to było jej przeznaczenie. Naznaczenie Strzałą Kusziela pozwoliło jej na polepszenie swojego statusu. Wykorzystał to Delaunay, który okazał się niezwykle złożoną postacią. Artysta, intrygant, grający w niezwykle ważną i rozłożystą grę z najważniejszymi postaciami w państwie. Swoje dary, talenty i wiedzę przekazywał swoim uczniom, bo poza Fedrą opiekował się również przepięknym Alcuinem. Wokół tej dwójki wciąż podążali najbardziej wpływowi, bo tylko ich było stać na ich niezwykle oryginalne usługi. Poza Hiacyntem, dość kontrowersyjnym i zaskakującym, blisko Fedry znajdował się również brat kasjelita - Joscelin, który miał za zadanie jej bronić. Postać honorowa, początkowo niezwykle irytująca swoją nadgorliwością, później zaskakująca siłą i licznymi przemianami.

"dobrze wydana moneta może zwrócić się trzykrotnie w postaci nabytej mądrości"

W ich życiu dużą wagę odgrywały intrygi i spiski, często o zasięgu ogólnokrajowym, a czasem nawet większych, a czego nawet nie byli świadomi. Uwielbiam tego typu motywy, jednak zdecydowanie mój obraz psuło, o czym juz wspominałam, niemożliwość zapamiętania plejady bohaterów. A wierzcie mi, że intryg tu, co niemiara. A większość z nich wyjaśnia się dopiero w końcowej fazie książki.

Finał to istna lawina wydarzeń, jak również sporo akcji, wiele bitew, potyczek i starć, które jednak przez osobę narratorki Fedry(to była jej kronika, wspominała wydarzenia, w których brała udział) nie były perfekcyjnie opisywane. Autorka nadała głównej postaci pewne cechy i umiejętności, a następnie nie wykraczała poza ich zakres, co w tym przypadku nadało realizmu przedstawieniu zdarzeń.

Zdecydowanie trudno mi tę książkę oceniać jednoznacznie, bo zawiera w sobie skrajności. Idealnie dopracowani bohaterowie, a jednocześnie brakuje im pewnej charyzmy, która mogłaby dawać złudzenie postaci z życia. Kreacja niezwykle brutalnego i niestroniącego od miłosnych uniesień świata  jest bardziej poetycka niż można by sądzić. Perfekcja wykonania zachwyca, lecz akcja toczy się powolnym, zdawkowym tempem.

"Strzała Kusziela" to książka zaskakująca na wielu płaszczyznach, w pewnym stopniu genialna i odkrywcza, jednak nie pozbawiona błędów. Jacqueline Carey wspięła się na wyżyny perfekcji i doskonale dopracowała swoje dzieło. Książka jednak nie oczarowała mnie całkowicie, a o wszystkich moich wątpliwościach pisałam powyżej. Jestem mimo to pewna, że zapoznam się z kontynuacją i liczę na więcej.
Ocena: bardzo dobra-[5-/6]

Autor: Jacqueline Carey
Tom: I
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 704
Cena: 32,90zł
Data przeczytania: 2015-03-15
Skąd: biblioteka publiczna

poniedziałek, 4 maja 2015

Piękny drań

Zderzenie dwóch silnych osobowości

Widzisz go na ulicy. Idzie pewnym krokiem w eleganckim garniturze skrojonym idealnie na jego umięśnione ciało. Twarz o doskonałych proporcjach z krzywym uśmieszkiem wpatruje się w Ciebie. Widzisz błysk w oku i już wiesz, że pod nienaganną prezencją kryje się dusza drania.

"Piękny drań" to powieść autorek kryjących się pod pseudonimem Christina Lauren. Panie stworzyły swoje dzieło jako fanfic do Zmierzchu. Powieść jest pierwszym tomem serii o tym samym tytule. Czy swoim dziełem zdeklasowały pierwowzór i podbiły moje serce?

Zmierzch był on mniej więcej tym dla nastolatek, czym Harry Potter dla całej młodzieży. Na serie był szał. Wiele dziewczyn tworzyło alternatywne historie, jedna lepsze, inne gorsze(cykl o Greyu...). Tym razem jednak, gdybym o tym nie wiedziała, to trudno by mi było książki połączyć, czym bardzo się cieszę. Zmierzch nie był dla mnie niczym fenomenalnym, więc odwołanie do niego tylko umniejszyły by wartość tej książki w moich oczach.

Książka opowiada o dwójce bohaterów, przystojnym, ale diabelnie aroganckim i niegrzecznym szefie Bennetcie Ryan i jego pracownicy, pewnej siebie i pyskatej Chloe Mills. Oboje się nienawidzą, ale jednocześnie nie mogą oszukiwać, że nie czują pociągu, który zmusza ich do kontaktu...

Wszyscy wiedzą jak to się skończy, dużo seksu i dużo kłótni. Nie spodziewałam się, że ta prosta fabuła tak mi się spodoba, ale tak się stało. Napięcie między bohaterami zmuszało do dalszej lektury i nie pozwalało się oderwać. Pomiędzy nimi wyczuwało się elektryczność, które mogłoby porazić ludzi w promieniu kilku kilometrów, ale o dziwo tak się nie stało, a co jeszcze dziwniejsze ich związek długo pozostawał w ukryciu.

Schemat, który pojawiał się już wielokrotnie w erotykach tym razem się sprawdził. Po części dzięki bohaterom, o którym napiszę za chwilę, ale sądzę, że również dzięki oryginalnej narracji. Jest ona rozdzielona między dwójkę głównych bohaterów, co zawsze było moich ulubionym zabiegiem w książkach młodzieżowych. Tym razem wchodzimy do głowy dwóch postaci, ale co ważne mężczyzna w tym zestawieniu nie zmienia się tak diametralnie jak można by oczekiwać. Zwykle w takim wypadku autorki nadają swoim postaciom cech zbytecznie delikatnych, nienaturalnych z ich obrazem w oczach wybranek, tu jest to prawie niezauważalne. Postać posiada takie cechy, jakich po niej oczekujemy.

Powieść czytało się z lekkością i przyjemnością, dzięki doskonałej i silnej kreacji głównych bohaterów. Uwielbiam, gdy postacie aż porażają dopracowaniem, a tu tak było. Niekiedy mogło to uderzać o przerysowanie, ale w tej wersji podoba mi się to zdecydowanie bardziej niż mdłe postacie w Zmierzchu. Autorki doskonale dostosowały pewność siebie, nieustępliwość i charyzmę postaci. Uwielbiam ich sprzeczki, bo żadne nie chciało odpuścić i z przyjemnością oczekiwałam na pokazy siły z obu stron.

Scen seksu było wiele, zdawało mi się, że w każdym rozdziale znajdowała się choć jedna poważniejsza, a nawet jeśli nie, to większość zachowań i myśli postaci zbliżała się do tego tematu lub wciąż wokół niego krążyło. Gdy bohaterowie byli ze sobą, wciąż o tym myśleli, gdy zaś nie byli, zastanawiali się, a) dlaczego TO zrobili wcześniej, b) kiedy wreszcie znów TO zrobią. O dziwo jednak nie było to irytujące, bo czułam, że to obecnie ich główny problem i muszą sobie z  nich jakoś poradzić. Inne rzeczy z nich życia zeszły na bok.

Wrócę jeszcze na chwilę do postaci, tym razem pobocznych. Zaznaczę, że ich zarysowanie było słabiutkie. Lub równie dobrze mogło się takie wydawać przy dominujących bohaterach głównych. Kojarzę jakichś bohaterów, ale byli oni niezwykle mało istotni, równie dobrze czułabym się podczas lektury, gdyby ich nie było. Sądzę, że bez nich powieść by nie ucierpiała.

Największym minusem książki jest zakończenie. I to ostatni rozdział, ale niestety dłuższa część. Wyszło melodramatycznie, niczym w wielu komediach romantycznych, jakie oglądałam do tej pory. Przejadło mi się już to, a tu widziałam, że mogą to być sceny kolejnego z takich filmów. Uwierzcie mi, nie zachwyciły by odbiorców, którzy znają to doskonale i i tak wiedzą, jak się skończy.

Na koniec chciałabym zauważyć, że wydawnictwo pokusiło się o niezwykle nowatorską(choć naprawdę to oryginalną) okładkę. W erotykach spotykanych dotąd na rynku raczej dominuje zbyteczna prostota i powtarzalność motywów biżuteryjnych i kojarzących się jednoznacznie. Tu mamy eleganckiego faceta, a właściwie jego garnitur, doskonały pomysł.

"Piękny drań" spełnił w pełni moje oczekiwania. Liczyłam na silnych bohaterów, liczne sprzeczki i starcia między nimi i to otrzymałam. Bawiłam się przy nich doskonale. Sprawdziłam już i wiem, że kolejne tomy są może trochę słabsze, ale trzymają poziom. Wiem już, co zapisać na listę DO PRZECZYTANIA.
Ocena: dobra+[4+/6]

Autor: Christina Lauren
Tom: I
Wydawnictwo: Zyk i S-ka
Ilość stron: 450
Cena: 32,90zł
Data przeczytania: 2015-02-25
Skąd: ebook

sobota, 2 maja 2015

Bezmyślna

Podejmowanie decyzji

Bezmyślność to domena osób, które nie zastanawiają się nad konsekwencjami swoich działań. Robią pierwsze, co wpadnie im do głowy, nie zastanawiają się nad tym, co ich czyny spowodują. Książki, w których główni bohaterowie tak się zachowują często odstraszają i sprawiają, że lektura staje się nieprzyjemna. Czy w przypadku "Bezmyślnej" S.C.Stephens właśnie z takimi bohaterami się spotykamy? Postaram się przedstawić mój pogląd na ten temat, jednak najpierw nakreślę pokrótce fabułę książki.

Kiera wraz ze swoim chłopakiem kompletnie zmieniają swoje życie.  Dziewczyna przenosi się na oddaloną o kilka godzin jazdy uczelnie, by Denny mógł pracować w wymarzonym miejscu. Wiele dla niego poświęciła, jednak jego bezgraniczna miłość i przywiązanie wszystko jej rekompensują. Są szczęśliwi.
Podczas pobytu w nowym miejscu para mieszka u niezwykle seksownego muzyka, przyjaciela Danny'ego. Wszystko układa się dobrze, ich stosunki są niezwykle przyjacielskie, jednak do czasu. Chłopak Kiery musi wyjechać, zostawia ją na długi okres, by móc zajmować się tym, co kocha. Dziewczyna jest zrozpaczona i niezwykle zbliża się do współlokatora.
Jak wpłynie to na relacje do tej pory szczęśliwej, zakochanej pary? Kogo wybierze Kiera?

Tematyka powieści może wydawać się niezwykle oklepana. Otóż mamy tu przykład typowego romansu z trójkątem w roli głównej. Jest przystojny chłopak, który wyjeżdża i jest hiperprzystojny chłopak, który zostaje. Schemat znany. Nie spodziewałam się jednak, że autorka tak zamiesza w fabule i będę chciała czytać historie dalej. Mogłam się jednak po części na to przygotować, książka pisarki jest niezwykle obszerna(nie tylko jak na romans), gdy już byłam pewna, że wszystko ułoży się tak jak ja chcę, autorka zmieniała koncepcje. To była gra w kotka i myszkę. Pani Stephens bawiła się ze mną i wodziła za nos. Rzucała bohaterów w wir problemów, a przy okazji wciągała w to biednego, nieświadomego czytelnika(w postaci mojej skromnej osoby). Gdyby książka była mniej obszerna autorka nie miałaby szans tylokrotnie wprowadzać mnie w błąd, ale dzięki temu wciąż czułam niepewność zakończenia i nie wiedziałam, jak rozwinie się historia. Niezwykle mi się to podobało.

Żeby jednak nie słodzić tak książce i przy okazji autorce muszę coś wtrącić. Mam jej do zarzucenia dość duży mankament. Mimo lekkości stylu pisarki niezwykle rzucała się w oczy mała ilość dialogów. Początkowo było to aż nazbyt dostrzegalne, nawet nienaturalne. Czytałam w większości przemyślenia głównej bohaterki(warto zauważyć, że była ona również narratorką). Patrzyłam na tekst i szukałam, szukałam tych rozmów, w końcu się dopatrzyłam. Czym dalej posuwałam się w lekturę tym dialogów było więcej, nie tyle co w normalnych książkach, ale to była przyzwoita ilość. Nie mam jednak wątpliwości, że naturalne i żywe kontakty między bohaterami musiały być przy pisaniu dla pani Stephens nie lada wyzwaniem. 

Jak tytuł oddaje treść książki? Pytanie to łączy się w dużej mierze z zadanym na samym wstępie recenzji. "Bezmyślna" w dużej mierze odnosi się zapewne do cech głównej bohaterki utworu. Kiera jest osobą niezdecydowaną, cichą i spokojną, jednak tytuł utworu doskonale ukazuje, co o niej myślałam czytając książkę. Dziewczyna nie potrafiła podjąć racjonalnej decyzji. Zdradziła swojego chłopaka, potem ukrywała przed nim drugi związek, okłamując siebie i jego, że to dla ich dobra. Irytowało mnie jej zachowanie, w życiu bym ją zdecydowanie potępiała. Powinna grać w otwarte karty. Jednak jako postać książkowa fascynowała. Interesowało mnie, jaką podejmie decyzję, jakie to będzie miało dla niej konsekwencje. Nie mogę powiedzieć, że ją polubiłam, ale w niektórych momentach, jej najbardziej było mi żal.

Dlaczego jej? Otóż jej chłopak, Kenny, którego uważała za najmilszego i najcudowniejszego na Ziemi, był w moich oczach pracoholikiem i nudziarzem, mimo iż kochany i czuły, był nijaki, blady, nie miał w sobie żadnego ognia. Z pewnej strony kompletnie nie dziwiłam się Kierze, że go zdradziła. Uderzyło mnie jednak to, że mu nie powiedziała. Kellan to chłopak ideał. Niby podrywacz, kobieciarz, z drugiej jednak strony czuły, romantyczny i potrafiący doprowadzić kobietę na krawędź. Jego przeszłość jest niezwykle burzliwa i jako jedyna zarysowana jest w wyraźnym świetle. Niekiedy jednak wydawało mi się, że jego postać jest przerysowana, szczególnie wygląd, którym autorka zbyt nachalnie oddawała jego idealną muskulaturę i prezencje, aż chcę się powiedzieć, niczym młody bóg. Romanse jak wiadomo jednak rządzą się swoimi prawami i musi się w nich pojawić ciacho, za którym szaleją wszystkie dziewczyny.

Postaci poboczne były zarysowane dobrze, kojarzę je, jednak nie było ich wiele, więc sądzę, że nikomu nie powinno sprawić to problemu. Kilka osób z baru, koledzy Kellana z kapeli, siostra Kiery(zdecydowanie najbardziej żywiołowa i oryginalna postać) to postaci drugoplanowe i poboczne. Książka w głównej mierze skupiała się na trudnej relacji łączącej trójkę bohaterów i na ich rozterkach.

Muszę zaznaczyć, że powieść ta zawiera sceny łóżkowe i nie tylko... Relacja pomiędzy bohaterami nie jest platoniczna, nie kończy się również na niewinnych pocałunkach. Zważając na wiek i charaktery niektórych postaci wcale to nie dziwi. Scen nie jest jednak wiele, choć nie da się nie zauważyć iskrzących się emocji między bohaterami.

"Bezmyślna" była przyjemną lekturą, czytało się ja szybko(mimo objętości) i lekko. Autorka ma lekki, niewymuszony styl, niepozbawiony jednak braków. Historia głównych bohaterów przyciąga, zaskakuje i nie pozwala na oderwanie się od lektury. Czasoumilacz na wiosenne wieczory, polecam.
Ocena: dobra+[4+/6]

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Akurat! 

Autor: S.C. Stephens
Tom: I
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 670
Cena: 45,00zł
Data przeczytania: 2015-04-29
Skąd: domowa biblioteczka