poniedziałek, 25 maja 2015

Ostatnia spowiedź tom II

Szepcz, co skrywa twoje serce,
Szepcz, co skrywa twoja dusza.
Powiedz, co skrywają słowa,
Powiedz, co skrywają myśli.
Ja cię wysłucham... 

Niektóre książki rozrywają naszą dusze na małe kawałeczki, powoli, acz dobitnie lub szybko, byśmy musieli krzyknąć z ogromnego bólu. Rzadko mam takie uczucie po przeczytaniu jakiejkolwiek pozycji, ale po spotkaniu z powieścią Niny Reichter byłam wstrząśnięta. Jej powieść mnie oczarowała, a potem zmusiła do sięgnięcia po drugi tom, po prostu nie mogłam inaczej.

UWAGA SPOILER W OPISIE
Tom zakończył się oskarżeniem Brandina względem jego brata i Ally oraz postrzałem z rąk młodej fanki. Najwięcej pytań wzbudziło to, czy Brandin dojdzie do siebie. Ally siedziała przy nim dzień i noc. Wszyscy bali się o jego życie. Nie spodziewali się jednak, że po obudzeniu się chłopak będzie wciąż pamiętał słowa wypowiedziane przez zazdrosnego kolegę. Tom nie może całkowicie odeprzeć argumentów młodszego brata mówiących o ich miłości, gdyż kocha dziewczynę i zdecydowanie trudno mu przestać o niej myśleć. Czy miłość do jednej kobiety jest wstanie rozdzielić braci, którzy zawsze byli sobie tak bliscy? Czy Ally będzie musiała podjąć decyzje i zranić któregoś z rodzeństwa Rothfeld?
                                                                                KONIEC SPOILERA

Muszę Wam powiedzieć, że nie spodziewałam się, że drugi tom "Ostatniej spowiedzi" równie mocno na mnie wpłynie, co poprzedni. Ten również wywoływałam u mnie gamę emocji, od irytacji głupotą bohaterów,  żal, gdy nie rozumieli swojej sytuacji, smutek, gdy musiałam patrzeć na cierpienie postaci, radość, gdy wreszcie któreś z nich zaznało szczęścia. Najdziwniejsze jest jednak to, że odczuwałam to wszystko razem, w tym samym momencie mogłam czuć dwie przeciwstawne emocje, inaczej nie mogłam. Czym było to spowodowane?

"Jeśli on nie ma siły, ty musisz stać się jego siłą, bo na tym właśnie polega miłość!"

Otóż czyny jednych bohaterów pociągały za sobą ciąg zdarzeń i motywów kierujących innymi postaciami. Było to nierozerwalnie połączone, tego nie dało się obejść. Jeśli więc, drogi czytelniku, zżyłeś się z bohaterami, musisz przygotować się na ogrom doznań, które trudno zrozumieć, a które w jednej sekundzie przepływają przez swoją głowę.

Zwykle po tak wychwalających akapitach postanawiam ostudzić trochę nastrój i podać braki, które odnalazłam w lekturze, zwykle gdyż tym razem nie mogę tego zrobić. To tak emanująca emocjami powieść, że trudno skupić się na jej jakichkolwiek mankamentach. Tego się nie dostrzega. Przejdę więc do opisu innych wyróżniających powieść atrybutów.

"Wierzę, że wszystko, co się dzieje, ma swoją przyczynę i swój powód. Wszystko jest potrzebne, byśmy mogli coś zrozumieć lub czegoś się nauczyć. Byśmy mogli wybrać tę właściwą drogę, chociaż chcemy z niej zboczyć."


W tomie tym, jak i w poprzednim, autorka rozpoczyna wiele rozdziałów od opisu emocji. Pozycja ta jest więc równie bezdenną studnią cytatów, co poprzedni tom, do samej recenzji zaznaczyłam ich zbyt wiele, więc ich wszystkich tu nie umieszczę. Język dzięki nim nabiera głębi, nie jest jednak wysublimowany, czy trudny w odbiorze, nabiera sporej dozy poetyckości, czy nawet muzykalności. Warto zauważyć, ze w tekście niekiedy pojawiają się wstawki piosenek, czy odniesienia do nich.

Co jeszcze wyróżnia tę powieść? Tym razem są to nowi bohaterowie i nowe postaci przejmujące narracje. Pojawiają się wpisy z pamiętnika, dość obłąkańczo zakochanej w Brandinie piosenkarki, jego byłej dziewczyny. Mamy więcej okazji do spojrzeń oczami pobocznych postaci, by poszerzyć skalę dzieła, jak również dają one nam szansę na zapoznanie się z intrygują, którą kreują bohaterowie wcześniej nawet nie znani.

"Kiedyś, jest bezludną wyspą, zawsze bliższą niż "nigdy" i zawsze zbyt daleką, od "teraz". Czekając na dzień, odliczasz godziny. Czekając na "kiedyś" śledzisz zapamiętane myśli i niespełnione sny."

Kolejnym wyróżnieniem jest rozwinięcie trójkąta miłosnego, który dotychczas był jedynie gdzieś w tle. Tom nie odkrywał wtedy tak znaczącej roli jak tutaj, nie miał tak wiele szans na osobiste rozmowy z Ally, nie ukazywał również tak dosadnie swoich uczuć. Jego postawa pokazała jego drugie, głębsze oblicze. Chciałabym by był szczęśliwy. Ally i Brandin zaś mają swoje wzloty i upadki, kłótnie i dni, kiedy aż rozpiera ich szczęście. To wciąż ich historia, oni grają pierwsze skrzypce.

Okładka tego tomu niezwykle mnie urzekła, jest delikatna, zdecydowanie bardziej pasująca do książki niż ta tomu pierwszego, który była dla mnie za ostra. Uwielbiam patrzeć na napisy i kwiaty ja wypełniające, tworzą niebywały klimat.

"Teraz wiedziała, że miłość nie jest frazą lub melodią. Jest lawiną słów i dźwięków, jest poematem barw i odcieni. Jest tym, co czuł, kiedy nie chciał zasypiać, by móc na nią patrzeć."

Wiem i rozumiem, że ilość słodyczy jaką wylałam podczas pisania tych słów jest zatrważająca, ale ja wprost rozpływam się dzięki historii. Nie spodziewałam się, że również kontynuacja tak silnie na mnie wpłynie, ale widzicie, co się ze mną dzieje. Nigdy nie wierzyłam w podobne cytaty w recenzjach na okładkach książek, ale teraz biję się w pierś, bo wiem, że choć część z nich musi być prawdziwa.
Ocena: świetna [6/6] 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję (naprawdę, naprawdę!) Lustro Rzeczywistości


Autor: Nina Reichter
Tom: II
Wydawnictwo: Novaeres
Ilość stron: 370
Cena: 32 zł
Data przeczytania: 2015-04-23
Skąd: własna biblioteczka

17 komentarzy:

  1. Bardzo bym chciała przeczytać, chociaż nie wszyscy są zachwyceni tą serią. Twoja recenzja zaostrza apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się pierwszy tom średnio podobał, ale Paulina przeczytała dwa i była całkiem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam całą trylogię i... To było genialne! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam wszystkie 3 części, najbardziej oczarował mnie, skradł moje serce, pochłonął I tom. Ale kolejne też są rewelacyjne! 3 po prostu miażdży. Jednak I nic nie przebije i teraz zrobiłaś mi ochotę na ponowne przeczytanie OS :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo zaciekawiłaś mnie tą serią. Rozejrzę się za pierwszym tomem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę trylogię, zwłaszcza trzeci tom skradł moje serce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo miło się czyta taką emocjonującą i szczerą recenzję :) Widać, że obie części cię urzekły :) Mnie niestety pierwsza część rozczarowała i po kolejne raczej nie mam zamiaru sięgać. Zachowanie bohaterów wydawało mi się bardzo infantylne i mało wiarygodne. Trudno np. uwierzyć, że w dobie Internetu Ally nie wiedziała kim jest Brandin. Ale ja ogólnie jestem odporna na romanse, wiec może dlatego tak odebrałam tę książkę :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znałam wcześniej tej serii, bo to nie moje klimaty, ale książkowo mam ostatnio ochotę na jakąś awangardę, muszę przypomnieć sobie Schulza:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie pierwszy tom zachwycił. Natomiast drugą częścią już trochę się zawiodłam, ale i tak chce przeczytać kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  10. C-U-D-O-W-N-A!!! :D
    Bardzo lubię!
    Nie mogę się doczekać, kiedy znajdę chwilę czasu, by zrobić sobie prawdziwy maraton z tą historią!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przede mną jeszcze cała ta seria :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Koniecznie muszę przeczytać całą serię, tym bardziej, że autorka jest Polką :D
    Galeria Książek - zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsza połowa - rewelacja, ale dla mnie końcówka przesłodzona całkowicie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam tej serii niestety, nad czym bardzo ubolewam. Zwłaszcza że wszyscy chwalą te książki. Jejku, muszę to jak najszybciej nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo się cieszę, że książka Ci się podobała :))
    Cała seria czeka już u mnie na półce :D
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż mi słodko, po tej recenzji :D ale rozumiem,niektóre książki tak działają na ludzi :) na pewno sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na mnie niestety książki Reichter tak nie działają, wręcz przeciwnie, pierwszy tom mnie irytował trochę i zawiódł, ale rozumiem jak książka na ciebie działała, bo ja takie emocje przeżywam ZAWSZE z Abbi Glines, Colleen Hoover i J. Lynn (czy też J. Armentrout). Są tacy autorzy, którzy trafiają do człowieka bardziej niż inni i cieszę się, że znalazłaś swojego. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.