wtorek, 5 sierpnia 2014

Królowa Zdrajców

Czas na zmiany

Pokój w politycznym zakresie często jest sferą, którą naruszyć może najdrobniejszy, nieuważny ruch. By utrzymać pokój między sąsiadującymi krajami trzeba się sporo natrudzić. Czasem jednak wybory są jeszcze trudniejsze, na przykład kogo poprzeć na wojnie domowej w sąsiedniej krainie. Czy wybrać dotychczasowych władców, z którymi stosunki są spokojne, a jednak ich polityka nie zawsze jest zgodna z naszą własną, czy może lepiej ich konkurentów, o których dotąd nie wiedzieliśmy wiele, jednak ich poglądy są bardziej zbliżone do naszych?

Nad podjęciem takiej decyzji stanęła Gildia, a właściwie wszystkie Krainy Sprzymierzone w trylogii Zdrajcy Trudi Canavan. Na rozwiązanie tego problemu musiałam czekać aż do części ostatniej, czyli "Królowej Zdrajców". Australijka autorka zakończyła w niej rozpoczętą w trylogii Czarnego Maga historie, a właściwie dokładniej ukazała losy bohaterów. W Polsce została wydana również trzecia jej seria zatytułowana Era Pięciorga, z którą nie miałam jeszcze przyjemności się zapoznać. Od niedawna na rynku króluje również pierwszy tom trylogii Milenium, czyli "Złodziejska magia". Już nie mogę doczekać się spotkania z tymi książkami, jednak najpierw chciałabym przybliżyć Wam trochę informacji na temat "Królowej Zdrajców".

Ostatni tom trylogii Zdrajcy ponownie przenosi nas w dobrze nam znane korytarze Gildii, coraz lepiej widoczne korytarze pod nią, jak również tereny Sachaki, gdzie wciąż przebywa Lorkin i Dannyl. Lorkin po dość długim pobycie, poznaniu tajemnic ukrytego w górach ludu Zdrajców ma za zadanie przekonać władze swojego kraju do pokoju między Kyralią, a Zdrajcami. Wraca on do domu Ambasadora, jednak król Sachaki nie pozwala mu na łatwy wyjazd z jego ziem i nakazuje zdradzenie kryjówki swoich wrogów. Chłopak przekazał już przez pierścień informacje o porozumieniu. Gildia wraz z tajtejszym królem orzekła, by niczego nie zdradzał i wysłała Czarnego Maga Sonee, by porozmawiała z Królową Zdrajców osobiście. W tym samym czasie w tunelach pod Gildią ukrywa się Cery wraz ze swoją córką i swoim ochroniarzem. To jedynie miejsce, gdzie dziki mag powoli przejmujący kontrole nad slumsami, nie ma dostępu. W ukryciu swojego położenia pomaga im młoda adeptka, która nauczyła się Czarnej Magii - Lilia. Z jej pomocą planują złapać Skellina, by nie panoszył się już po ulicach Imardinu.

„Problem z wyborem tego, co najlepsze, polega na tym, że zawsze musi się znaleźć coś przeciętnego i najgorszego, do czego można to porównać.”

Początkowo nie byłam pewna, czy pisanie kolejnej serii z tymi samymi bohaterami, ale dwadzieścia lat później to dobry pomysł. Jednak im coraz to kolejna strona, rozdział, a wreszcie książka tym coraz bardziej przekonywałam się do tego pomysłu. Autorka doskonale wykreowała świat, rozbudowała jego strukturę. Początkowo był to jedynie budynek Gildii, slumsy w Imardinie, później Sachaka i jej różnorodność. To zostało pokazane już w trylogii Czarnego Maga, ale teraz autorka zdecydowanie to ulepszyła. Dodatkowo dodała historie i kulturę do miejsc, które odwiedzałam wraz z bohaterami i mogłam cały czas wyobrażać sobie wszystkie zdarzenia. Opisy jednak nie nużyły, a pomagały w tworzeniu obrazu.

Niektórym styl Trudi Canavan może wydawać się lekko przytłaczający, dość nużący. Wszystko zależy od osoby, gdyż ja od pierwszych stron go pokochałam. Trylogię Czarnego Maga pochłaniałam dzień po dniu bez przerw, zaś tą serią miałam pewne trudności. Pierwszy tom nie zawierał zbyt wiele akcji, skupiał się na wspomnieniach bohaterów, na wydarzeniach jakie mały miejsce w przeszłości, na ich marzeniach, a wśród starszych, znanych postaci zmiany, jakie nastały w ich życiu. Przyjemnie było się tego dowiedzieć, ale inne wydarzenia przez to traciły. Wszystko zaczęło się rozkręcać z kolejnymi tomami. W trzecim zaś osiągnęło apogeum.

W tym tomie pojawiło się wiele aspektów, które mimo tego, że nie było otwartych strać pomiędzy frakcjami, dawały efekt napięcia. Mówię tu w głównej mierze o kwestiach politycznych. Krainy pomiędzy sobą, za plecami innych ustalały zasady pokoju lub traktaty. Najgorzej w całej sytuacji wyszła Sachaka, choć w dużej mierze sama była sobie winna. Zbyt duża pewność o swojej potędze może być zgubna i tak było w tym przypadku.

W powieści w dużej mierze polityka łączyła się z romansami, jakie łączyły poszczególne frakcje. Gdyby Lorkin nie zakochał się w Tyvarze pewnie skorzystałby z pierwszej okazji do ucieczki, nie paktował by tak zajadle pokoju ze Zdrajcami, z drugiej strony mamy Dannyla, który spędza dużo czasu z politykiem wysokim rangą w Sachace, Achati. Konflikt pomiędzy dwoma obozami może wpłynąć na ich relacje. Pojawiają się też inne związki, na które nie ma wpływu polityka, między innymi pomiędzy Anyi i Lilią, czy pomiędzy Soneą, a Reginem. Pierwsza para nie szczególnie mnie interesowała, bo ich uczucie w moich oczach było sztuczne i dziecinne. Ogólnie wątek ten dla mnie został dodany na siłę. Zaś relacja Sonei i Regina była bardzo ciekawa, czekał na jej rozwiązanie pełna emocji. Wątły początek dało się wyczuć już dawno, ale nie spodziewałam się, że jednak się rozwinie. Kto by pomyślał, że gdyby nie Zdrajcy...

Elementem, który w moich oczach działał na niekorzyść były niedostateczne opisy walki. Miały one miejsca, ale były jakby wyciszane przez autorkę, robiła to umiejętnie, przeskakiwała do innej postaci w narracji, bądź zmieniała kąt patrzenie, jednak mi czegoś w tym brakowało. Za mało dynamiki i prawdziwych opisów. Nie wiem, czy przysnęłam w momencie czytania, ale wydawało mi się jakby dwie armie stanęły naprzeciwko siebie, potem były strzały, a potem nagle jedna ze stron prawie strąciła wszystkie siły. Ale gdzie obrażenia, gdzie opisy leżących ciał. Moim zdaniem autorka zdecydowanie zmniejszyła w tym aspekcie gwałtowność i brutalność wojny, a przecież taka ona jest.

Również niestety nie wszystkie postaci w pełni mi się spodobały. Oczywiście nie działo się to cały czas, ale momentami. Pierwszą z tych osób jest Lilia, która była bardzo dziecinna, wciąż wyobrażałam ją sobie jako dwunastolatkę. A szkoda że autorka tak jej nie zostawiła, bo byłoby to zdecydowanie ciekawsze, a do tego nie trzeba by dodać romansu z córką Cery'ego, który był dla mnie obojętny. Drugą osobą, która początkowo była jedną z moich ulubionych postaci, a teraz zaczęła lekko działać mi na nerwy był Lorkin. Nie podobało mi się jak obcesowo potraktował matkę, jak nagle rzucił wszystko dla prawie obcych ludzi. Mógł to trochę lepiej rozegrać. Do zachowania reszty postaci nie mam żadnych przeciwwskazań, a nawet mogę je pochwalić. Szczególnie parę Regin/Sonea, byli niesamowicie słodcy w ich domysłach.

Podczas wcześniejszych recenzji jakimś sposobem nawet nie wspomniałam o okładkach, a bardzo je cenię. Pierwsza część ma trochę inną formułę, postać jest w głębi, okazana cała, podoba mi się najmniej. Dwie kolejne jednak świetnie się komponują, postacie mają w sobie wiele tajemniczości i pasują doskonale do klimatu powieści.

"Królowa Zdrajców" okazała się lekturą zdradziecką, ale zdradziecko dobrą. Bardzo podoba mi się klimat, który autorka rozciąga nad swoimi powieściami, tu również nie dało się go nie wyczuć. Lektura przyniosła wiele emocji, trzymała w napięciu i ukazywała całą historię bohaterów. Po tylu tomach większość zdążyłam dobrze poznać, a dzięki temu w mojej głowie dalej rozgrywają się ich losy. Seria godna poświęcenia dla niej czasu.
Ocena: bardzo dobra- [5-/6]

Ocena serii: bardzo dobra+ [5+/6]

Autor: Trudi Canavan
Tom: III
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 580
Cena: 39,99 zł
Data przeczytania: 2014-08-04
Skąd: własna biblitoeczka

Trylogia Zdrajcy:
Misja amabasadora  ---  Łotr  ---  Królowa Zdrajców

Książka bierze udział w wyzwaniach:

12 komentarzy:

  1. Strasznie chciałabym zapoznać się z twórczością tej pisarki i ostatnio kupiłam sobie w biedronce "Gildię magów". Jestem ciekawa, czy mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem chętna, aby przeczytać coś z twórczości Trudi Canavan, ale jeszcze poczekam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna seria, którą zakończyłaś, super;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, też uwielbiam ten specyficzny styl autorki! I niech sobie ludzie mówią co chcą, ale ja wiem swoje ^^ Trudi Canavan jest bardzo lubianą przeze mnie autorką, a całą tą trylogię mam w planach. I to niedalekich. ;) Ale, ale! Czy ja przeczytałam "córka Cery'ego"?! O jej! Nie miałam pojecia, że Cery też miał dziecko ^^ Dobra, pewnie sobie zaspoilerowałam, ale było warto! ^^
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi również podobają się okładki. Pierwszą część przeczytałam i zamierzam sięgnąć po drugą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twórczość C. jest w dalszym ciągu dla mnie nieznana :)

    OdpowiedzUsuń
  7. *patrzy ze współczuciem na swoją własną trylogię "Czarnego maga" kurzącą się na półce* Koniecznie muszę do niego wrócić! Nie mówiąc już o zaczęciu kolejnych serii autorki...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta Canavan to podobno dobra jest ;) muszę sięgnąc po coś z jej pozycji

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorka ponoć dobra, acz ja raczej nie skuszę się na jej powieści.
    Pozdrawiam! ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. Już nie mogę się doczekać ! Książka czeka na mnie, bo teraz zaczęłam "Ambasadora"...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. O autorce rzecz jasna słyszałam, ale jak na razie nie znam jej książek.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam całą trylogię Zdrajcy (Czarnego Maga zresztą też) i obydwie bardzo mi się podobały :-) Szczerze polecam autorkę.

    Zapraszam również do mnie --> http://magiaczytaniaiwyobraznia.blogspot.com
    Niedawno zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem i potrzebuję "wsparcia" w postaci czytelników :P

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.