Treasure ep.3: One to all - ATEEZ (recenzja albumu)

Coś wakacyjnego


Trzeci album Ateez wyszedł już w wakacje, jednak ze względu na pewne problemy dotarł do mnie ze sporym opóźnieniem. Zespół pokochałam po ich drugim comebacku, kiedy to przesłuchałam "Say my name" i po prostu musiałam zamówić ich wszystkie albumy, których na szczęście było wtedy tylko dwa. Zespół ma świetny pomysł na opowieść, a także charaktery chłopaków nie pozwalają ich nie lubić.


Treasure ep.3 jest trzecim mini albumem ATEEZ. Zawiera zaledwie 6 utworów, z których aż 3 mają MV i były promowane. Klimat płyty tym razem jest weselszy, nie ma tego mocnego charakteru, który mają poprzednie albumy. Mnie osobiście nie podoba się przez to aż tak, jednak dał im pierwszą wygraną w Korei, a także bardzo się spodobał Koreańczykom, gdyż ma najwyższą sprzedaż.

Wciąż pamiętam dzień, kiedy z ogromnym wyczekiwaniem czekałam na MV, a tu ukazały się dwa. Nie wiedziałam, co mam czuć, ale byłam niesamowicie zadowolona, bo oba preview utworów mi się podobały. Ateez bowiem stworzyli konkurs dla fanów, by wybrali najlepszy. Na szczęście wyszło, że ukazały się dwa MV do "Wave" i "Illusion", do obu wersji mamy również albumy i photobooki. Oczywiście, musiałam kupić obie.



"Illusion" jest rozrywkowe, choć spokojniejsze, jeśli chodzi o MV. Słuchając czuć rozmarzenie, po prostu wakacje. "Wave" również jest wakacyjną piosenką, jednak taką bardziej w stylu ATEEZ, tak czuję. Pomiędzy nimi znajdziemy "Crescant", który upłynnia przejście między piosenkami. Mnie osobiście najbardziej podoba się pierwszy utwór z albumu. "Utopia" jakoś tak mnie zaczarowała. Doskonale pokazuje moc wokali chłopców. "Aurora" również ma MV, jest utworem który również ukazuje wokal chłopaków z najlepszej strony. Ma w sobie energię. Ostatnim kawałkiem jest "Dancing like a butterfly wings", takim do którego chciałabym pobujać się na koncercie.

Najlepsze w tym albumie jest to, że ATEEZ pokazało zupełnie inną stronę. Do tej pory ich albumy miały taki mocniejszy koncept, wręcz dark, tutaj zaś jest możemy posłuchać bardziej delikatnej ich strony. Wciąż czuć ich, jednak pokazują, że czują się dobrze w różnych konceptach i w każdym pokazują swoją olbrzymią energię.


Mając dwa albumy mogę powiedzieć, że sesja "Illusion" bardziej mi się spodobała. Mimo że jest wewnątrz to ładniej pokazuje chłopaków i jest zdecydowanie bardziej żywiołowa. Uwielbiam to, że z nazwą jak i ze stylistyką wykonania albumu wciąż trzymają się jednego konceptu. Stojąc na półce albumy wyglądają dzięki temu ładnie. Żałuję tylko, że powtórzyli kolor czerwony w dwóch opakowaniach, mogli rzucić zielony i każdy, by się wyróżniał.


PS. Czekacie na premierę full albumu? Ja bardzo!

Komentarze

  1. Ja muszę przyznać że ty albumem byłam lekko rozczarowana :/ nie do końca wiem czemu ale chyba piosenki typowo w klimacie popu i dance dommnie nie przemawiają - choć przyznaję ze wokaliści mieli pole do popisu ;) z tytułowych wole illusion ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo też ten album oceniałam jako słabszy, ale jak już do mnie docierają do zdążę przesłuchać 5 razy całość, jak nie więcej i się przekonuję. Z tytułowych wolałam Illusion, ale teraz Hakuna Matata to mój hit! :) Choć w jesień już słucham rzadko, to taka typowo wakacyjna płyta. Szczególnie dwie tytułowe piosenki.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Publikowanie komentarza

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi

Drama time: Love Alarm (sezon I)

Co to za zespół? NCT (część I)