sobota, 28 lutego 2015

Podsumowanie lutego

Cześć,

jeśli czytaliście poprzedni post podsumowujący, to wiecie, że na luty zaplanowałam wiele, szczególnie w kwestii wyjść kinowych i zakupów książkowych. Wiedziałam natomiast, że czytelniczo może być różnie. Po pierwsze musiałam organizować swoje urodziny, 18-stki, więc miałam dwie imprezy, po drugie nagle się okazało, że większość znajomych też jest z tego miesiąca, do tego jak zawsze musiałam iść na mecz(niedługo koniec sezonu;() i jakoś ten czas leciał. A wiadomo w końcu luty to najkrótszy miesiąc, te trzy dni mogły zdziałać wiele...

Nie było jednak tak źle jak sądziłam. Przynajmniej w kwestii czytelniczej. Przeczytałam 3 komiksy(w tym dwie mangi) i 8 książek, którymi w głównej mierze były powieści YA, co nie zdarza mi się często. Ogólnie sądzę, że ze względu na niedomiar wolnych weekendów jest to zadowalający wynik, oby udało się go polepszyć w marcu.

Przeczytane:
1.  "Opowieść panny młodej 6" Kaoru Mori (manga)
2.  "Hopeless" Colleen Hoover
3.  "Złodziej pioruna" Riordan, Venditti, Futaki, Villarrubia (komiks)
4.  "Greccy Bogowie według Percy'ego Jacksona" Rick Riordan
5.  "Tak blisko..." Tamara Webber (powtórzona) 
6.  "Randki z piekła" autor zbiorowy
7.  "Look" Sophia Bennett
8.  "Pamiętnik przyszłości" Sakae Esuno (manga)
9. "Piękny drań" Christina Lauren (ebook)
10. "Losing hope" Colleen Hoover
11."Krwawe szaleństwo" Karen Marie Moning

Nie wiem jak to się stało, ale zwykle większość przeczytanych przeze mnie tytuł pochodzi z innych źródeł niż moja biblioteka, tu było inaczej. Sięgnęłam nawet po dwa tytuły, które zalegały u mnie na półce, czyli "Randki z piekła"(dwa pierwsze opowiadania nawet mi się spodobały) i "Look"(trochę zbyt młodzieżowa, ale nawet mi się spodoba). Sadziłam, że będą masakryczne, a jednak tak się nie stało, miłe zaskoczenie. Królowały również książki bez wątku fantastycznego, w których dużym zaskoczeniem był "Piękny drań", dużo seksu, którego się obawiałam, a jednak książki ciekawa. W skrócie: Moning znów zaskoczyła pozytywnie, Riordan zachwycił w swojej wizji mitologii, mangi były niesamowite, a Hoover od teraz uwielbiam.
Uważam, że był to niezwykle udany miesiąc.

Czas na przedstawienie Wam wyczekiwanych przeze mnie w marcu premier książkowych. Obiecałam sobie jednak, że nic w nim nie kupię, więc nie wiem, jak to wszystko wyjdzie. Książka, którą zamówiłam już dawno, a swoją premierę będzie miała 3 marca to "Will Grayson, Will Grayson", do której zachęciło mnie w szczególności nazwisko Greena, jak wypadnie, zobaczymy. Następnego dnia na księgarnianych półkach będziemy mogli zobaczyć drugi tytuł z cyklu REAL LIFE "Althea & Oliver", którego co prawda nie zamówiłam, ale wiem, że będę musiała przeczytać. 18 marca ukarzę się aż dwa interesujące mnie tytuły: "Złodzieje snów" i "Eleonora i Park". Książkę Stefvater zamówiłam już dawno, chyba nawet w styczniu, byle tylko szybko do mnie dotarła, znacie więc już moje podniecenie nią. Zaś dzięki fragmentowi zamieszczonemu wraz w książce "Losing hope" nowa powieść Otwartego niezwykle mnie ciekawi. Ostatni tytuł na ostatni dzień marca - "Nóż w lodzie" to już 7 tom przygód Druida, co prawda wciąż muszę przeczytać dwa zaległe, ale to nie przeszkadza na niego wyczekiwać, prawda? 

Również filmowo w marcu nie mam, na co narzekać. Do kina wybieram się na na pewno na "Kopciuszka", po pierwsze uwielbiam bajki, a po drugie dowiedziałam się, że przed seansem zobaczymy krótki dodatek do "Krainy lodu", nie można nie obejrzeć. Drugi tytuł to "Zbuntowana", niby poprzedni film nie był niczym wyjątkowych, ale spodobał mi się. Trzeba tylko znajomych namawiać.  

Cieszę się, że nie znalazłam więcej intrygujących ekranizacji, gdyż w tym miesiącu z 5 filmów wybrałam się jedynie na 1, jego recenzje zaprezentuje Wam niedługo. ;) Co do książkowych, jest w czym wybierać, jak zwykle wydawnictwa nie próżnują, mam na oku jeszcze więcej niż tu wymienione tytuły, ale trzeba się ograniczać. :)

Jak Wasz czytelniczy luty? Czy jesteście zainteresowani jakoś premierą? 
Jakie książki Was interesują? Na co idziecie do kina?


UWAGA! UWAGA! 
Najlepszą książką miesiąca zostaje:
"Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona"

Pozdrawiam,
Patrycja.

środa, 25 lutego 2015

Złodziej pioruna - powieść graficzna

Książka - jest! Film - jest! Co teraz? 

Stawiam, że Wy również tak macie. Czytacie jakąś serie, kończycie ją, ale wydała się Wam ona tak niesamowita, że chcecie więcej, po pierwsze wciąż ją czytać, po drugie szukać do niej dodatków, opowiadań, dodatkowych książek, kontynuacji. Ogółem marzycie, by to nie był koniec, by historia wciąż trwała. Przyznajcie się, mieliście tak choć raz?

Muszę się przyznać, że ja wielokrotnie. Jednych z takich przypadków była seria Percy Jacksona i bogowie olimpijscy. Pokochałam styl autora, jego bohaterów i nie mogłabym żyć spokojnie, gdybym nie mogła czytać więcej książek z tego świata. Dziękuję autorowi, że wciąż nie ustaje w staraniach i daje nam wciąż nowe możliwości lektury jego książek oraz dodatków do serii. Dziś chciałabym jeden z nich Wam przedstawić.

Za nowy dodatek uznałam wydany (w Polsce) niedawnymi czasy komiks "Złodziej pioruna". Jak można odczytać już z tytułu, nawiązuje on do książki Ricka Riordana o tym samym tytule, jest jego adaptacją. Od kiedy tylko się dowiedziałam, ze ukaże się w Polsce wiedziałam, ze muszę go mieć. Pracowało w końcu nad nim aż czterech ludzi: Rick Riordan czuwał, jak sądzę, nad całości, adaptacją zajmował się Robert Venditti, rysunkami Attila Futaki, a kolorami Jose Villarrrubia. Taki zespół powinien spisać się doskonale, prawda?

Na wstępie powiem, że komiks mi się spodobał, nie było wystrzałów, okrzyków radości, ale był naprawdę dobry.  Odwzorowanie historii w moich oczach wypadło bardzo dobrze. Sądzę, ze na papier została przelana kwintesencja książki, jej najważniejsze aspekty. Nie można oczekiwać, że nie pojawią się zmiany, ale były nieznaczne, bądź mało istotne i nie wpływały na odbiór.

Nie jest zbytnią fanką zwykłego komiksu, czytam mangi, a jak wiadomo, je czyta się od tyłu, tu musiałam się przestawić, chciałam zaczynać od złej strony... Kreska japońskich dzieł również jest inna. Tutejsza była mocniejsza, wyraźniejsza, ale z mniejszą dozą skupienia na bohaterach, a w większej na tle. Kolejną różnicą jest też kolor, tu wszystkie strony mają barwy, co zdecydowanie zmniejsza pole wyobraźni, ale za to ułatwia przedstawienie swojej wizji przez autora. Do tego mi jako odbiorcy łatwiej zapamiętać bohaterów.

Największym minusem komiksu było dla mnie ukazanie Percy'ego. Jako że to główny bohater, jego postać jest najważniejsza, liczyłam, że to on będzie królował. Na okładce został przedstawiony idealnie, ale jego mimika w komiksie zdecydowanie psuła efekt, jaki tu został uzyskany. Jego miny, w większości, niestety, zniesmaczały. Co do reszty bohaterów, również mam małe zastrzeżenie, ale już zdecydowanie mniej poważne.

Jak już wspominałam plusem okazało się odzwierciedlenie historii z książki. Nie dodałam jednak, że mimo zmniejszenia ilości tekstu, nie czułam braku, może to przez obrazki, ale historia wydała mi się kompletna, jakby od razu była komiksem. Otwarte zakończenie książki, takie jak w książkowej wersji(czytelnicy nie będą mieli niespodzianki) wzbudza chęć na kontynuowanie czytania. Ciekawi mnie, czy wydawnictwo zdecyduje się wydać kolejny tom.

"Złodziej pioruna" jako wersja komiksowa przypadł mi do gustu. Traktowałam go jako dodatek do serii, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań. Spodziewałam się może trochę większej dokładności, ale jako przeniesienie opowieści na inny format to komiks wypada dobrze. Nie jest to może mistrzostwo, ale zostałam zainteresowana na tyle, by chcieć zapoznać się z wizją autorów drugiego tomu i dostawić go na półkę obok tego, mam nadzieję, że będzie mi to dane.
Ocena: dobra [4/6]



Autor: Rick Riordan i inni
Tom:  I
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 128
Cena: 29,90zł
Data przeczytania: 2015-02-15
Skąd: własna biblioteczka

Recenzja książek z serii:
Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów  --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów(4.5) + Przewodnik po świecie herosów

poniedziałek, 23 lutego 2015

Chwila dla widza: mix filmowy

Witam serdecznie, w zeszłoroczne wakacje w ramach mojego filmowego cyklu pokazałam Wam moje mixy filmowe, miałam wtedy sporo czasu, więc i więcej oglądałam. Dzięki świątecznemu okresowi, niekiedy też telewizji, również zyskałam trochę więcej możliwości na filmową rozrywkę. Przedstawię Wam więc zestawienie filmów, które nie pojawiły się w niedawno w kinie, ale i tak miałam okazje obejrzeć je po raz pierwszy.

Drużyna marzeń dla fana komiksów
Zacznę od hitu Marvela "Avengers". Mieszanka bohaterów iście wybuchowa, pojawił się w niej Hulk, Ironman, Kapitan America, Thor i wielu innych... Zapowiadało się więc kino akcji i to w najwyższym wydaniu.

Głównym tematem filmu była walka z największym złoczyńcą kosmosu (kochanym) Lokim. Brat Thora przebija go we wszystkich aspektach, jak również potrafi doskonale planować, apokalipsa, którą urządził była spektakularna... Aby mu przeszkodzić zwykli śmiertelnicy obmyślili plan, by połączyć siły największych superbohaterów epoki, by wspólnymi siłami pokonać niebezpieczeństwo.

Plan był doskonały, problemem była jednak niezgodna panująca w drużynie, aż ziało testosteronem... Do tego niebezpieczeństwo przemiany Hulka i zabicia reszty załogi dawało się we znaki... Bohaterowie byli bardzo różnorodni, niektórzy zbyt honorowi, inni sprytni i potrafiący sobie radzić w skrajnych sytuacjach, a do tego większość z nich miała supermoce! Ważne było również to, że ich sprzeczki i gry słowne bardzo mnie bawiły, bez tego film nie miałby takiego wydźwięku. Ironman królował, przynajmniej moim zdaniem, najlepszymi tekstami, a końcowe sceny, wow. Spektakularne, szczególnie te ogromne kosmiczne statki, prawdziwe, mocne widowisko.

Film polecam fanom komiksów, dużej ilości akcji, na pewno nie będziecie zawiedzeni. Nie ryzykujcie jednak wersji z dubbingiem, była przerażająca, a niestety właśnie taki zaserwowała mi telewizja...
Gatunek: fantasy, akcja, przygodowy
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Słyszysz beczenie? 
Kolejnym filmem w moim zestawieniu będzie dość stara produkcja, pewnie większość z Was oglądałam ją wielokrotnie, jednak ja nie miałam jeszcze tej przyjemności. Piszę tu o "Milczeniu owiec".
Jest to opowieść o młodej studentce policji, która chce rozwiązać sprawę seryjnego zabójcy. W sprawie tej prosi o pomoc innego mordercę, doktora Lectera, która zjadał swoje ofiary. Jak się pewnie domyślacie mężczyzna nie jest skory do pomocy, podaje cenę, a dodatkowo chcę poznawać swoją rozmówczynię, chcę się o niej wiele dowiedzieć. Czy morderca zostanie złapany?

Film nie miał spektakularnego tempa, jednak klimat i budowa postaci całkowicie to nadrabiała. Hannibal nie był tu główną postacią, jednak to jego rolą byłam najbardziej zachwycona. Działał na psychikę, był inteligentny i wciąż zaskakiwał swoją pomysłowością. Geniusz. Agentka zaś początkowo trochę mnie irytowała, jednak oglądając dalej, kiedy ją poznawałam, dowiadywałam się o jej determinacji, zaczęłam ją cenić.

Sprawa mordercy była intrygująca, tajemnicza, sądzę, ze policja bez pomocy Lectera nic, by nie zrobiła. W filmie aż uderzało jak nieudolnie prowadzą sprawę, jakby podążali na ślepo. Otwarte oczy zaś miała jedynie przyszła policjantka.
"Milczenie owiec" niepokoiło, zastawiało i uderzało w widza. To dobre psychologiczne kino. Zakończenie jeszcze bardziej podgrzewa zaskoczenie i ciekawość. Uwielbiam takie filmy.
Gatunek: Thriller
Ocena: świetna [6/6]

Jąkała na tronie?
"Jak zostać królem" w roku wejścia do kin wzbudziła wiele komentarzy, mnie jakoś nigdy nie ciągnęło do jego obejrzenia. Czasem na lekcji angielskiego pani wspominała, że może byśmy obejrzeli, ale nigdy do tego nie doszło. Później zapomniałam o filmie, teraz widząc tytuł w telewizji postanowiłam spróbować. Uwielbiam grę aktorką Colina Firtha, więc czemu miałabym nie sprawdzić jego kolejnego wcielenia?

Okazało się, że niesłusznie skreśliłam film na stracie, bo okazał się naprawdę dobry. Pan Firth zagrał fenomenalnie, szczególnie podobała mi się jego nerwowość, a to jak się jąkał wychodziło mu naturalnie, jakby był to jego prawdziwy problem. Jednak nie tylko on spisał jego znakomicie, jego logopeda też wypadł świetnie, ekscentrycznie i nietuzinkowo, jego niekonwencjonalne metody leczenia i charakter zaskarbiły mu w końcu przyjaźń króla.

Film nie był na pewno dziełem historycznym, jednak zainteresowani monarchią angielską mogą na niego spojrzeć, bo sądzę, że ten aspekt również wypadł bardzo dobrze.
"Jak zostać królem" czasem bawi, czasem zastanawia, ale na pewno jest to godne uwagi widowisko, które oglądałam z przyjemnością. Nie jest to kino naszprycowane akcją, ale przenosi w tamte czasy i opowiada historię wielkiego człowieka.
Gatunek: historyczny, biograficzny
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Na razie pozostawiam Was z tymi tytułami. 
Oglądaliście, któryś z nich? Jak je oceniacie? 

Pozdrawiam,
Patrycja.

sobota, 21 lutego 2015

Wierni wrogowie

Przyjaciół dobrze jest trzymać blisko, a wrogów jeszcze bliżej

W myśl tej maksymy postępują bohaterowie nowej powieści Olgi Gromyko "Wierni wrogowie". Jest to druga wydana w naszym kraju książka autorki i zarazem pierwsza rozpoczynająca cykl o Belorii. Nazwisko znane jest Wam pewnie z serii o Wolhie Rednej młodej adeptce szkoły magii. Seria była wydawana przez wydawnictwo Fabryka słów i niezwykle mnie urzekła, więc długo nie namyślałam się przed zabraniem się za inną książkę z tego samego świata, tym razem jednak wydaną przez Papierowy Księżyc.

"Wierni wrogowie" to powieść o przyjaźni mimo początkowej wrogości, niechęci, a nawet chęci mordu. Autorka przeniosła nas w świat paręset lat przed urodzeniem Wolhy, kiedy jeszcze Belorii żyły mniej przychylnie nastawione smoki, krwiożercze wilkołaki i rządne prawdziwej krwi wampiry. To również zdecydowanie bardziej rozbudowana historia nie tylko przez swoje gabaryty, ale i dopracowanie świata. Jednak jak historia się rozpoczyna?

"Przyjaciel powinien być przyjacielem a wróg wrogiem, żebyś na pewno wiedział do kogo nie należy odwracać się plecami, a kto stanie za nimi kamiennym murem."

Otóż pewna, z pozoru zwykła kobieta, zostaje poinformowana, że szuka jej czarownik, niedługo potem znajduje go pobitego przez mieszkańców miasta, w brew swojej naturze postanawia mu pomóc, co kompletnie nie pasuje do wrogości, jaką powinna darzyć swojego śmiertelnego wroga, w końcu jest wilkołakiem i przyrzekła zabijać takich jak on, czuła, że i on darzy ją podobną miłością. Sploty wydarzeń doprowadzają jednak do tego, że muszą połączyć siły i to na dłużej niż sądzili, maja wspólny cel, jednak spór nie został jeszcze zażegnany, do starcie również dojdzie, czy to teraz, czy później.

Źródło
Po cyklu miałam ogromne oczekiwania, znałam styl autorki, liczyłam na wiele humoru i barwnych bohaterów, jednak książka rozkręcała się powoli. Patrząc na wydarzenia właściwa akcja rozpoczęła się dopiero po połowie książki, zaś pierwsza część w dużej mierze skupiała się na bohaterach, ich relacjach, zaznajamiała nas ze światem. Zacznę, więc zapoznania się z postaciami, szczególnie z tytułowymi "wrogami", na pierwszy ogień pójdzie postać z tego grona, którą poznajemy jako pierwszą.

Szelena jest silną, pewną siebie kobietą, choć nie całkowicie. Jest wilkołakiem, choć w mieście, w którym przebywa ukrywa swoją naturę, znalazła dom na uboczu, właściwie już za murami miasta, blisko lasu, by w razie ochoty lub przymusu muc zmienić swą postać. Nie można jej odebrać tego, że jest charakterna i wie, co powiedzieć, sądzę, że poradziłaby sobie w każdej sytuacji i nie potrzebowałaby żadnej pomocy. Może dlatego polubiłam ją mniej(po prostu mniej) niż Wolhę. Czarownica była czasem nieporadna i przez to wciąż wpadała w kłopoty i prześmieszne sytuacja, zaś Szel prawie nigdy się to nie zdarzało. Była zabawna, ale do humoru W. Rednej wiele jej brakowało.

                              "Ten co zdradził wroga, kiedyś zdradzi też przyjaciela"

W tym fragmencie w skrócie opowiem o reszcie drużyny wilkołaczki. Najlepiej ich postaci, a przynajmniej umiejętności opisuje fragment, który znalazł się na okładce, po jej zgięciu. Mag niepotrafiący czarować bez omdlenia, nie w typie głównej bohaterki(ale to się zmienia...), jego młody uczeń chory na gruźlicę i niezwykle pyskaty, smok wciąż goniący za babami i mała dziewczynka, półelfka z niezwykłymi umiejętnościami. Cóż może nie jest to drużyna marzeń, ale ich wspólne kłótnie, spory i niesnaczki doprowadzają do wybuchów dobrego humoru. Poznając ich nie da się ich nie polubić.

Relacja, który łączy Weresa(maga) i Shel(nienawidzącą tego skrótu) przechodzi od wrogości, przez niechęć, aż do przyjaźni, choć sami nie chcą tego przyznać i długo sprzeczają się sami ze sobą. Oglądanie ich wątku, który w żadnym razie nie wysuwa się jako główny(romans praktycznie nie istnieje) było dużą przyjemnością. Od początku można było wyczuć, że coś w tej kwestii się kroi, a co się wykroiło przekonacie się sami.

Można by uznać, że książka jest lekka, w dużej mierze chodzi w niej o drobne przysługi, które wykonują wrogowie za pewne zadania, ale patrząc szerzej wszystkie splatają się w jeden wątek, gdyż są połączone jakimiś punktami wspólnymi. Jednak jak wiadomo wrogość(lub brak dobrego kontaktu, niechęć...) między rasami doprowadziła do niepokazywania drobnych fragmentów większej układanki, które działy się akurat na tym terenie. Dopiero drużyna, która przebywała na większości obszarów połączyła puzzle razem i ułożyła obrazek. 

"losu nie oszukasz. Odroczysz, tak. Ale nie cofniesz. I kiedyś tak czy siak się zgłosi."

Prawie na zakończenie tego wywodu nie mogę nie wspomnieć o okładce. Jest niezwykła, pokazuje główną bohaterkę, a właściwie dwie jej natury, lecącego smoka i śnieg, co doskonale uosabia mroźny klimat ówczesnej Belorii. Wygląda bajkowo i klimatycznie. Każda strona książki jest też zaopatrzona w fantazyjne wzorki w rogach strony, prezentują się świetnie.

"Wierni wrogowie" to powieść, która rozkręca się powoli, ale gdy już się to stanie trudno się od niej oderwać. Sploty wydarzeń nabierają niekiedy sensu dopiero w ostatniej fazie, ale dają dużo satysfakcji z czytania. Bohaterowie i ich relacje bawią i ukazują jak to było kiedyś. Jeśli spodobała Wam się historia Wolhy, tu można poznać przeszłość jej krainy, legendarną i pełną niebezpieczeństw.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Olga Gromyko
Tom: I
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 650
Cena: 47,90zł
Data przeczytania: 2015-01-21
Skąd: pożyczone od znajomych

czwartek, 19 lutego 2015

Diupa

Nowy członek rodziny
Czy jedno zwierzę może zmienić życie całej rodziny? Często bezpańskie psy, czy koty znajdujące rodziny zmieniają spojrzenie, uczą odpowiedzialności. Jednak w tym przypadku miałam na myśli inny rodzaj zmian, inny wpływ na los wszystkich domowników. Bo przecież tu wszystko zaczęło się od jednego, intrygującego zwierzaka...

Dla Wiktora nie był to najszczęśliwszy dzień, właśnie dziś musiał pożegnać się ze strojem gimnastycznym, w którym ćwiczył wiele lat. Wyleciał z drużyny. Postanowił wypić jedno piwo, po raz pierwszy w życiu się upić. Po opróżnieniu butelki, narzekając na okropny smak zobaczył dziwne stworzenie, sądził, że to omamy. Jednak jego przypuszczenie szybko prysły, kiedy ów stworzenie zaczęło wykrzykiwać słowo Diupa. Papuga zyskała miłe przyjęcie, nie wiadomo skąd przybyła, jednak stała się kolejnym członkiem dotychczas czteroosobowej rodziny.

Opisane powyżej zdarzenie poznałam, dzięki książce o przedziwnym tytule„Diupa”. Jest to druga wydana powieść z serii Miętowej Ewy Nowak. Autorka, moim zdaniem, nieźle zaszalała z tytułem, może dla niektórych zabawny, ale u mnie wywołuje jedynie lekkie zdziwienie. A jak ma się treść powyższej książki do tytułu, czy również zadziwia?

Było to moje pierwsze spotkanie z powieściami Ewy Nowak, nie czytuję za często powieści młodzieżowych, zawsze bardziej ciągnęło mnie do fantastyki, jednak przed przeczytaniem liczyłam na sporo humoru i dobrej zabawy. Można by to uznać za małe wymagania, ale podświadomie liczyłam, że powieść dorówna książkom, które pochodzą z cyklu Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Nie przeczytałam jeszcze całej serii wspomnianej autorki(mam zamiar to jednak zmienić), ale te z którymi udało mi się zapoznać, były naprawdę wciągające, lekkie i przyjemne, a podczas ich czytania nie można im było wiele zarzucić. Tak więc patrząc na to z tej strony, miałam pewne wymagania, pani Ewa nie miała tak łatwo.

Po przeczytaniu pierwszych stron już obawiałam się o ocenę tej powieści. Początek, pisząc bez zbędnego przedłużania, nieszczególnie mnie zachwycił. Wydarzenia były często przerywane przez zmiany bohaterów, dla których toczyła się narracja. Najpierw oczywiście wspomniany Wiktor, potem jego siostra Wika, „Pysiakówna”, następnie jego rodzice, ciocia. Wprowadzało to lekkie zamieszanie, jednak nie tylko to wpływało na odbiór. Dziwiła mnie również nierealność zdarzeń. Początkowo mocno biło to po oczach, ale... Właśnie zawsze pojawiają się jakieś pozytywy, tu również tak było. Po początkowym zamieszaniu szybko nie ma nawet śladu, prosty styl i łatwość odbioru tekstu zdecydowanie to uniemożliwiają. Co do drugiego zarzutu, podczas dalszej lektury można na niego lekko przymykać oko. Przecież gdyby mocno trzymano się rzeczywistości, nic by się nie działo, a tym bardziej nikt nie chciałby tego czytać.

Przejdę może do fabuły, która zdecydowanie nie jest skomplikowana. Opowiada losy pewnej rodziny, dla mnie trochę zbyt mocno wyidealizowanej, w której każdy ma swoje małe i większe problemy. Wiktor i Wiktoria wkraczają w dorosłość, znajdują pierwsze miłości, rodzice i ciocia utożsamiają rozterki rodziców. Czyta się o tym lekko, przecież takie problemy zdarzają się na co dzień.

Czas na krótki dopisek o bohaterach. Jak już wspomniałam rodzina Wiktora i Wiki jest wyidealizowana, ich poukładanie, miłość i szczęście mocno daje się we znaki. Miło czyta się o pozytywnych emocjach, ale niekiedy było ich aż za dużo, przesyt w każdą stronę jest nie dobry. Ciekawe dla mnie było to, że większość osób w rodzinie miała jakieś swoje dziwactwa, w sumie to takie normalne, w każdej rodzinie trafiają się pozytywnie zakręceni ludzie, to było zdecydowanie działanie na korzyść bohaterów. Dla mnie jednak w dziwactwach tych przoduje mały Krzysio. To jest dla mnie mistrz. Gwiazda całej historii. Jego na pewno zapamiętam na długo.

Na koniec kilka słów o okładce. Jest ona niepoukładana, zagmatwana, trochę jak uczucia kierujące bohaterami. Gdy na nią patrzę do głowy przychodzi mi słowo: urocza. Nie w jakimś przesłodzonym sensie, nie w sensie, że jest niesamowita i nigdy jej nie zapomnę, ale jest po prostu urocza, ma to coś, dzięki czemu przykuwa spojrzenie.

Podsumowując moje czytelnicze wrażenia. Liczyłam, że książka będzie lekka i przyjemna, to otrzymałam. Niestety nie wypada ona tak jak wspaniale jak na to liczyłam, jest lekka, ale wątpię bym pamiętała o niej za jakiś dłuższy czas. To lektura na spędzenie miłego wieczoru, bez zobowiązań. Jeśli szukasz takiej pozycji, to możesz się za nią zabierać, ale jeśli nie, może lepiej się zastanów. Co do kolejnych książek autorki, pewnie spróbuję, przeczytam i sprawdzę, że ich opowieść bardziej mnie zaciekawi, nie będę jednak ukrywać, że mi się do tego nie śpieszy.
Ocena: średnia+[3+/6]


Autor: Ewa Nowak 
Tom: II
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 228
Cena: ok. 25zł
Data przeczytania: 2014-01-30
Skąd: włąsna biblioteczka

poniedziałek, 16 lutego 2015

Chwila dla widza: Gra tajemnic

Umysł zdolny do niemożliwego

Dość dawno obiecywałam Wam moją opinię na temat filmu, który jeszcze w styczniu widziałam w kinie. Miałam ją już pisać wielokrotnie, ale zawsze musiałam zrobić coś innego. Dziś jednak znalazłam trochę czasu, by się tym zająć. Niedługo przecież film będzie całkowicie przedawniony. Jak zwykle uciekam od podstawowej kwestii, przedstawię Wam dziś moje wrażenia po obejrzeniu "Gry tajemnic". Miłej lektury.

Film to po części biografia, biografia człowieka, o którym nie miałam pojęcia, którego, gdyby nie właśnie ten film, w ogóle bym nie poznała. Seans opowiadał o życiu genialnego matematyka, człowieka muszącego ukrywać ogromne krajowe tajemnice, jak również swoje osobiste sekrety. Człowiek tym był Alan Turing, to właśnie on skontrował maszynę, która złamała kod, który pomógł wygrać aliantom II wojnę światową.

Jak już wspominałam postać Alana Turinga była mi obca, nie miałam o jego historii bladego pojęcia. Jednak ze względu na aktora odgrywającego jego postać musiałam film zobaczyć. Benedicta Cumberbatch pokochałam, dzięki roli Sherlocka, znam go też z dubbingu Smauga, jednak inne jego wcielenia aktorskie było dla mnie zagadką, postanowiłam dowiedzieć się, jak sprawdza się w innych wyzwaniach.

Osoba Turinga nie była łatwa do odegrania, czego dowiedziałam się już po obejrzeniu. Człowiek ten był wyobcowany, nie potrafił łatwo nawiązywać znajomości, kontakty z ludźmi sprawiały mu duże problemy, do tego był nierozumiany, był geniuszem oraz ukrytym  homoseksualistą, co w tamtych czasach było traktowane niczym zbrodnia i surowo karane, więc żył w ciągłym strachu przed zdemaskowaniem. Właśnie taką postać głównego bohatera otrzymałam. Benedict całkowicie zmienił się do tej roli. Fakt znów wcielił się w geniusza, ale ta kreacja była całkowicie inna od poprzedniej w jego wykonaniu. Sherlock jest w pewnym sensie przeciwieństwem Alana, choć obu nie brak pewności siebie(przynajmniej w kwestii swoich umiejętności umysłowych), jak również obaj są aspołeczni. Matematyk boi się po części kontaktów z innymi ludźmi, wiele przeszedł już w latach najmłodszych, czego mogliśmy się dowiedzieć z retrospekcji.


To one udowodniły, że geniusz był taki już od długiego czasu, jednak poprzez czyny jego rówieśników stał się tym, kim się stał. Punktem umacniającym jego wyobcowanie była również mocno rozwinięta przyjaźń z szkolnym kolegą, jedynym, który naprawdę był dla niego miły i starał się go zrozumieć. To on zapalił w nim pasję do szyfrów. Właśnie scena pod drzewem, kiedy przekazywał książkę młodemu Alanowi mocno zapadła mi w pamięć. Chłopak powiedział wtedy, że kodowanie nie różni się wiele, od rozmów z ludźmi, które są dla niego równie trudne do odgadnięcia. To straszne, jak musiał czuć się odrzucony i niechciany...

Wiem, że całkowicie zbaczam z głównego toru filmu, ale właśnie postać głównego bohatera wywołała u mnie tyle emocji i zachwyciła. Postać niezwykle złożona, której na pewno długo nie zapomnę, a którą będę chciała poznać lepiej. Ten film to za mało. Reszta bohaterów również wspaniale się spisała, przynajmniej w  moim odczuciu. Byli realistyczni, całkowicie różni od głównego bohatera, jak również od siebie. Rola towarzyszki Turinga - Joan była tym, czym on chciał być, co niemożliwie raziło w oczy, po części przez jej ogromną ambicje i tą różność nie polubiłam jej, choć chyba po części o to chodziło. Aktorka dodała barwy swojej kreacji.

Czas na przejście do sprawy głównego wątku, czyli złamania Enigmy. Nie to nie historia łamania jej pierwszej wersji przez Polaków, to działo się wcześniej i nawet było wspomniane, ale o jej drugiej, jeszcze trudniejszej, jeszcze bardziej skomplikowanej formie. I znów musiałabym wrócić do postaci głównej, gdyż to on był projektantem maszyny, która miała złamać szyfr. Jak wiadomo nie mogłoby być tak łatwo, wiele rzeczy się komplikowało, bohaterowie tracili całkowicie nadzieje, a przypadki zaważały na skuteczności urządzenia. Po części można to uznać jako minus, zdarzenie to działo się dla mnie, gdzieś w tle, czyli główny temat filmu był mniej istotny od innych kwestii. Jednak nie wiem, dlaczego, ale kompletnie nie przeszkadzało mi to. Dla mnie to był wątek poboczny, w największej mierze skupiałam się na Turingu, to on był dla mnie najbardziej intrygujący, inny...

Ale jeśli miałabym poruszyć jeszcze jakieś minusy to mam jeden, ale dość znaczny. Film o wojnie, o łamaniu kodu, a wojny w nim niewiele. Cierpienie cywilów, odblaski śmierci, zostały pokazane jedynie w migawkach. Film nie skupił się na tym aspekcie, był on zminimalizowany, umniejszony i to w dość z znacznym stopniu. Nie jestem fanką filmów wojennych, ale jednak mogłoby tu się pojawić choć trochę więcej nawiązań, by wzmocnić przekaz, ukazać jak ważne było złamanie enigmy.

Niestety w tym filmie Benedict stracił na urodzie :(

Zakończenie wypadło słodko-gorzko. Było błyskotliwym zwieńczeniem filmu, którego się nie spodziewałam. Dla znających życiorys Sterlinga nie byłoby to pewnie niczym zaskakującym, dla mnie jednak, która nie znała w ogóle postaci, było to niezwykle mocne uwieńczenie filmu. Początek i koniec wspólnie komponowały się i przypominały, że to film biografia, że to nie fikcja, a przynajmniej nie w pełni.

Po seansie wyszłam zadowolona, z mieszaniną myśli kotłujących się w głowie, z którą od razu podzieliłam się z koleżanką. Jeśli film pozostawia po sobie pytania, jest dobry. Opowieść genialnego człowieka, którego historię poznajemy, mnie zafascynowała, chcę poznać go lepiej. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobrze. A było, choć nie tak jak sądziłam, że będzie, czego w tym wypadku nie odbieram jako minus.
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Reżyseria: Morten Tyldum
Scenariusz: Graham Moore
Część: -
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Czas trwania: 1h 53min
Data premiery: 29 sierpnia 2014 (świat), 
16 stycznia 2015 (Polska) 
Data obejrzenia: 2015-01-27

Bohaterowie:
Benedict Cumberbatch - Alan Turing
Keira Knightley - Joan Clarke
Matthew Goode - Hugh Aleksander
Allen Leech - John Cairncross
Charles Dance - Komandor Denniston


Trailer:

sobota, 14 lutego 2015

Rekrut

Agent nie do wykrycia

Czy jest w tym gronie choć jedna osoba, która kiedyś nie myślała by zostać agentem? Takim jak 007, który ma masę gadżetów, zawsze wie jak postąpić, zna wiele sztuk walki i potrafi rozwiązać każdy problem, zwyciężyć z każdym wrogiem i zawsze wyjść z sytuacji bez szwanku.

Ja wiele razy o tym myślałam. Wspaniałe misje, niebezpieczne przygody, w które i tak nikt potem nie wierzy, to uczucie zwycięstwa. Ale dlaczego właśnie tak rozpoczęłam tę recenzję? Otóż książka, którą niedawno wypożyczyłam opowiada właśnie o agentach, a właściwie o dzieciach szpiegach.

James jest młodym, porywczym nastolatkiem, w szkole się nudzi, w domu wciąż gra na jednej z licznych konsoli, jego matka przez swoją tuszę jej pośmiewiskiem sąsiadów, a do tego zajmuję się kradzieżami. Po śmierci matki trafia do sierocińca. Jednak tam również nie zmienia sowim przyzwyczajeń i trafia na ciekawe towarzystwo, zostaje aresztowany. Czy coś jest w stanie zmienić jego charakter?

 "Rekrut" to pierwszy tom wielotomowego cyklu Cherub autorstwa Roberta Muchamore. Wielu moich kolegów polecało mi ten cykl, kilka koleżanek również, ale zawsze obawiałam się, czy nie jestem już za stara na takie historie. W sumie bohaterowie mają zaledwie po 12-15 lat, a ja już dawno przekroczyłam ten wiek. Ale z drugiej strony pomyślałam, że nigdy się nie przekonam, póki nie przeczytam. Tym oto sposobem książka za mną.

Nie spodziewałam się tego, że aż tak mnie wciągnie. W głównej mierze obawiałam się młodych, zbyt młodych i niedoświadczonych bohaterów, ale moje obawy były bezpodstawne. Dzieciaki były ciężko doświadczone przez życie, musiały same walczyć o to, co miały, nie zawsze walczyły uczciwie, ale nie można im odebrać wielkiej wytrwałości i woli walki. Szczególnie te cechy ważne były na szkoleniu, które nawet, gdy o nim czytałam, wykańczało mnie. Autor nie szczędził swoim postaciom cęgów i wciąż rzucał im kłody pod nogi.

Szczególnie w kwestii głównego bohatera. Spotykamy go po raz pierwszy w szkole, od razu zrobił na mnie wrażenie dość agresywnego, nie potrafiącego sobie radzić ze stresem chłopaka, zbyt szybkiego w działaniu i nie potrafiącego wybrać, co dla niego najlepsze, nawet wtedy, gdy wiedziała, że robi źle. Nie był tępy, dokładnie rozumiał, że czyny, które popełnia będą miały konsekwencje. Był przekorny, niekiedy na korzyść dla niego, niekiedy nie. Mimo złych decyzji nie da się go jednak nie dostrzegać  w nim wiele pozytywów. Trudno go nie polubić.

Książka podzielona jest na trzy części, choć nie są one szczególnie wydzielone. Pierwsza opowiada o życiu Jamesa przed trafieniem do Cheruba, dzięki temu fragmentowi poznawaliśmy jego przeszłość, rodzinę i to, dlaczego zachowuje się tak jak się zachowuje. Później, gdy trafił do organizacji, poznawaliśmy jej zawiłości, jaka panuje w niej hierarchia, jakim zadaniom są poddawani młodzi agenci, jak również jak przebiega ich szkolenie. Właśnie od niego rozpoczyna się najwięcej akcji, akcja nabiera tempa i książkę czyta się jeszcze szybciej. Za ostatni już etap powieści uznałam misję, jaką musiał wykonać James. Również była ona niezwykle ciekawa, a dzięki poprzedzającym ją wyjaśnieniom mogłam poczuć się jak prawdziwy szpieg, gdyż na tacy miałam podaną całą przeszłość miejsca, w jakim znaleźli się bohaterowie.

Okładka książki nie jest może jedną z najbardziej widowiskowych, szczególnie nie przypadła mi do gustu, ale pasuje do treści, szczególnie dzięki kolorowi koszulki postaci na okładce. Napisy i ich rozłożenie zdecydowanie bardziej mnie satysfakcjonuje.

"Rekrut" to doskonała książka dla młodych, żadnych przygód czytelników. Ale nie piszę tego dla tego, że mi się nie spodobała, ja również byłam nią zachwycona. Mogłam przypomnieć sobie swoje stare marzenia i móc choć na chwilę odpłynąć w wir przygody. Książka pochłania, ciekawi mnie, czy cała seria trzyma poziom. Na pewno zapoznam się jeszcze z nie jedną częścią.
Ocena: bardzo dobra[5/6]


Autor: Robert Muchamore
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 318
Cena: 24,90zł
Data przeczytania: 2015-01-04
Skąd: biblioteka

Seria Cherub:
Rekrut  ---  Kurier  ---  Ucieczka  ---  Świadek  ---  Sekta  ---  Bojownicy  ---  Wpadka  ---  Gangster  ---  Lunatyk  ---  Generał  ---  Czarne serce  ---  Bandyci  ---  Fala  ---  Republika  ---  Anioł Stróż  ---  Czarny Piątek  ---  Odwet

PS. Post trochę mało walentynkowy - wiem ;)

czwartek, 12 lutego 2015

stosik #30

Witam,
W tym miesiącu stosik nie będzie tak imponujący jak w ubiegłych, za to pozycje są w większości nowościami lub czymś, o czym zawsze marzyłam. Luty to miesiąc moich urodzin, 18 urodzin, dlatego prezenty były w większości inne niż zwykle, ale wciąż nie zabrakło kilku książek, przyjaciele wiedzą, co lubię. ;)


Nie jest to najmniejszy, ale na pewno nie jest to jeden z największych moich stosików. Książki, mangi, płyty na nim ujęte są jednak CUDOWNE!

Zacznę od widocznego tu dużego boxu "Sherlocka", uwierzcie mi marzyłam o tym zestawie. Po pierwsze wszystkie sezony, WSZYSTKIE sezony Sherlocka, mojego ulubionego serialu, a po drugie to pudełko. Cudownie to wygląda i choć mam je zaledwie kilka dni(nie minął nawet tydzień) to już obejrzałam 4 odcinki(choroba pomogła). Będę je oglądać wciąż, i wciąż, i wciąż... Uwielbiam moich kolegów z klasy za ten prezent. ;) Nad nim stoi sobie kubek z moim imieniem, od pół roku wciąż pije herbatę, kakao(kawy nie ruszam...) w kubkach, więc to idealny prezent, a do tego jeszcze podpisany, nikt mi go w domu nie ruszy  Na samym szczycie leży sobie niewidoczna gra, w sumie poza "The Sims" jedyna w jakom gram, czyli "Horoes", też prezent, części od I-IV. ;)
Skoro zaczęłam od góry to czas na pozycje książkowe(i komiksowe) z tego stosiku:
1. "Pamiętnik Przyszłości" - oglądałam anime i obejrzałam je w całości, byłam zaskoczona i bardzo mi się spodobało, więc postanowiłam zacząć zbierać też mangę, jak na razie 1 tom u mnie, a drugi jest w drodze, więc nadrabianie wydanych za mną. ;)
2. "Deadman wonderland 4" z kupieniem go zwlekałam aż 2 miesiące, w tym wychodzi 5, ale całkowicie zapominam tę historię nie czytając jej zaraz po sobie, więc może ten sposób będzie lepszy, pozostaje tylko od razu kupić 5. ;)
3. "Tak blisko..." książkę czytałam dawno, wtedy się za nią wymieniłam, a dziś znów to zrobiłam tylko w drugą stronę, by móc postawić obok siebie dwa tomy. Najdziwniejsze jest jednak to, że jednocześnie wygrałam tą pozycję w konkursie, więc i ona niedługo do mnie przyjdzie. Bardzo się cieszę, bo może znów uda mi się za nią wymienić. Niech książka krąży, bo naprawdę mało się ją czyta. ;)
4. "Hopeless" też pozycja z wymiany, przyjemnie się ją czyta, choć temat jej jest zdecydowanie niełączący się z tym słowem... Książkę kończę, sądzę więc, że za jakiś czas pojawi się jej opinia. ;)
5. "Losing Hope" - książkę kupiłam jeszcze przed wymianą za tom pierwszy, ale wiedziałam, że muszę ją mieć, dobrze zrobiłam. ;) Do tego dostałam z nią zapowiedź książki "Eleonora i Park" oraz darmowy ebook "Szukając kopciuszka" do książki, dodatki zawsze cieszą. ;)
6."Świat bez bohaterów" pierwszy książkowy prezent, w mojej biblioteczce książka się już pojawiła, ale nie w twardej oprawie :P Tak na serio, to nawet jej nie czytałam, ale cieszę się, że ją mam. :) Może ktoś chciałby się wymienić za ten tom, ale w miękkiej okładce? Nieczytany. ;)
7. "Opowieść panny młodej 6" jedyna pozycja, która nie należy tu do mnie, manga, którą już skończyłam(ten tom), którą uwielbiam i nie mam pojęcia jak wytrzymam do kolejnego tomu. Praktycznie żadnej akcji, ale przecudowna grafika zniewala oko. Kreska jest fenomenalna, żałuję, że sama jej nie mam, ale moja przyjaciółka zawsze porywa najlepsze mangi dla siebie... ;P
8. "Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona" marzyłam o tej pozycji,  a skoro koleżanka wprost zapytała mnie, którą chcę książkę(nie rozumiem, czy tak trudno zapamiętam zaledwie 200 tytułów książek, jakie mam... Inni mają 5 razy więcej, ale moi znajomi uważają, że przesadzam z książkami...). Właśnie czytam, jeszcze ponad połowa przede mną, ale już marzę o "Greckich herosach według Percy'ego" to będzie cudowne. ;)
9. "Świat lodu i ognia" to jedna z tych pozycji, które skrycie chcę mieć, a wiem, że są za drogie i wolę wybrać dwie(czasem nawet trzy inne) książki w tej samej cenie. Tym razem jednak to nie ja ją kupiłam, ale otrzymałam. Na razie tylko przejrzałam, ale jest idealna. Uwielbiam serię Martina, ale nie spodziewałam, że ten dodatek będzie tak intrygujący, wspaniała grafika, cudowne teksty, będzie, co czytam czekając na "Wichry zimy". ;)
Wiem, że w urodziny dostaje się wiele słodyczy, ale ta czekoladowa karta kredytowa jest urocza, aż szkoda ją jeść. :)

A jak Wam upływa luty w kwestiach książkowych, dużo kupiliście? Do mnie wciąż przychodzą nowe pozycje, nawet dziś, nieujęte w tym stosiku, ale będą kolejne okazje. Zawsze mam nadzieję, że to będzie ta ostatnia pozycja, a i tak dokupuje kolejne... Poza zamówionymi obiecałam sobie, że do kwietnia nic nie kupię. Mam nadzieję, że tego dotrzymam! ;)

Czytaliście jakieś pozycje, a może oglądaliście/graliście? Co polecacie? 

Pozdrawiam,
Patrycja.

wtorek, 10 lutego 2015

Destined for Early Grave - Przeznaczona śmierci

Koszmar z przeszłości

Czasem wydawać by się mogło, że to już koniec, że na reszcie nastąpi happy end, wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, bohaterowie osiągną to, co zamierzali, po prostu wszystko się ułoży. Pokonanie tego złego okaże się ostatecznym testem, jednak nie zawsze tak jest...

Cat i Bones na reszcie mogą odetchnąć z ulgą, wrogowie zostali pokonani, nic nie zagraża ich szczęściu i mogą udać się na długą podróż poślubną. Nie wiedzą, co chcą zobaczyć, gdzie trafić, okazuje się jednak, że Catherine ma plan. Jeden sen zachęcił ja do odwiedzenia Paryża, miasta zakochanych. Nie wie skąd to uczucie, nigdy nie była romantyczką i wie, że nigdy nie odwiedziła tego miejsca, ale czy na pewno? Wyjazd doprowadza do niezwykłego ciągu zdarzeń, które doprowadzają do kolejnej próby ich związku. Czy ją przetrwają?

Niedawno miałam okazje zapoznać się z trzema tomami cyklu Jeaniene Frost o  Nocnej Łowczyni, które wydało wydawnictwo MAG. Reszta książek z serii, a jest ich jeszcze kilka, nie ukazała się na polskim rynku. Szybko jednak okazało się, że chomikuj potrafi pomóc spragnionemu czytelnikowi, trafiłam na nieoficjalne tłumaczenie czwartego tomu "Destined for Early Grave", czyli jak zatytułował tłumacz "Przeznaczona śmierci".

Tym razem głównym wątkiem powieści jest starcie z ubiegającym sie o względy Cat Gregorem. Stary wampir sugeruje, że wiele lat wcześniej, gdy Catherine miała 16 lat, wyjechała z nim do Paryża, zakochała się w nim i tam się pobrali, uważa, że to on, a nie Bones ma względy wobec niej.

Jak się pewnie domyślacie mało, kto mu wierzył, a Bones nie był tym pomysłem zachwycony. Sprawy pomiędzy nim, a Cat zaczęły się układać dość nerwowo. Może dlatego po przeczytaniu pierwszych sześćdziesięciu stron przerwałam. Wizja wydała mi się lekko naciągana, bo większość wątków została już zakończona, a tu nagle taka historia z wyrwaniem wspomnień sprzed wielu lat... Nie spodobało mi się to.

Mimo wszystko po kilku miesiącach(sądzę, że trzech) wróciłam do książki i ją skończyłam. Bo czytając dalej autorka wróciła do swojej normalnej formy i nie mogłam się oderwać. Znów pojawiało się wiele humoru, mocniejszych scen, sprzeczek, choć tych ostatnich w moim odczuciu było aż za dużo.

Pomiędzy małżonkami nie układało się najlepiej. Cat nie mogła znieść ciągłego ukrywania, a Bones lęku o stratę swojej ukochanej. Byli niezwykle nerwowi i niestety w niektórych momentach dość irytujący. Sądzę, że było to drugim powodem, dlaczego nie skończyłam jej od razu, za co muszę niestety odciąć trochę punktów. Zachowywali się jak nie oni, byli swoimi cieniami, jedynie w niektórych momentach następowały przebłyski ich dawnej postaci.

Patrząc na to, co się z nimi działo czasem zastanawiałam się, jak mogli być tak głupi i dodawać sobie tak wiele niedomówień, wiadomo, że to nigdy nie kończy się dobrze. Zwłaszcza w kwestiach walki o życie. Najgorszymi błędami był brak wiary w drugą osobę i próby chronienia jej na siłę. Jeśli znacie bohaterów wiecie, że żadne z nich nie potrzebuje ochrony, a bardziej współpracy z drugą połówką.

Jeśli miałabym w skróconej wersji zawrzeć moje wrażenia z lektury to jestem nią trochę rozczarowana. Szczególnie początkiem, który powołał się na oklepany wątek utraty wspomnień. Przecież to już było pani Frost, w literaturze młodzieżowej jest tego aż za wiele. Ale im czytałam dalej wszystko wracało do normalnych, znanych mi torów i znów z wielką radością zaczytywałam się w wykreowanych przez autorkę świecie. Już nawet szukałam kolejnej części, obym zapoznała się z nią szybko.
Ocena: dobra [4/6]


Autor: Jeaniene Frost
Tom: IV
Wydawnictwo: niewydana
Ilość stron: 400
Cena: -
Data przeczytania: 2015-01-19
Skąd: ebook

Cykl o Nocnej Łowczyni:
W pół drogi do grobu  ---  Jedną nogą w grobie  ---  W grobie  ---  Destined for an Early Grave  ---  This Side of the Grave  ---  One Grave at a Time  ---  Up from the Grave  
+  First Drop of Crimson  +  Eternal Kiss of Drakness

piątek, 6 lutego 2015

Po drugie dla kasy

Kasa to nie wszystko. Ale za coś trzeba żyć... 

Kiedy jest się początkującą łowczynią nagród na rodzaj ofert nie można narzekać, trzeba brać to, co dają. Nawet jeśli zaczęło się sporym osiągnięciem i złapaniem niebezpiecznego byłego policjanta, dodatkowo zwanego swoim eks. Tym razem jednak coś zaleciało trupem i to dość nieprzyjemnie. Ktoś ukradł jednemu z miejscowych grabarzy sporo najzwyklejszych trumien, bez żadnych ozdób, niczego na co panuje moda w Trenity. Kto i po co mógł coś takiego zrobić?

Stephanie Plum to trzydziestoletnia kobieta z nieszczęściem do facetów i utrzymywaniem stałej pracy. Po tym jak złapała swojego byłego poszukiwanego przez miejscowe władze postanowiła, że zostanie łowcą głów i będzie łapać zbiegów. Tym razem miałam okazje zapoznać się z drugim tomem jej przygód, a mianowicie "Po drugie dla kasy". Janet Evanovich sugestywnie daje nam do zrozumienia, dlaczego nasza kochana Śliwieczka porwała się na tak niebezpieczne zajęcie.

Tom ten w moim odczuciu był jeszcze zabawniejszy niż pierwszy. Może to dzięki postaci babki Mazurowej, która pojawiała się zdecydowanie częściej, czy dużej ilości pogrzebów, które zamiast wywoływać w mojej osobie powagę bardziej śmieszyły. Do tego wiele zabawnych sytuacji, które powodował były "więzień" Step i  ciągłe próby wyswatania jej przez całą rodzinę.

Jednak  Śliweczka to nie tylko humor, ale również wiele akcji. Tym razem główną sprawą, jaką zajmuje się główna bohaterka jest sprawa trumien. Czasem zastanawiam się jak to możliwe, że takie małe miasto mieści tyle możliwości zbrodni, w końcu autorka napisała już dwadzieścia książek z Stephanie. Ale cóż tu każdy ma przy sobie broń, każdy wie wszystko, o każdym, więc pewnie wiele osób próbuję wyjść na przeciw i jednak coś ukryć.

Nieudolne próby samodzielnego śledztwa szybko skończyły by się fiaskiem, jednak główna bohaterka ma do pomocy wielu przyjaciół, jak również kontakty z największymi miejscowymi plotkarami. Wielką tajemnicą jest dla mnie jej przyjaciel po fachu Ranger, wiem o nim prawie nic, a tu irytuje, ale mam nadzieję, że to się zmieni, a autorka jedynie stopniuje nam napięcie na jego temat. Kolejnym pomocnikiem jest Morelli, uwielbiam jego pewność siebie i to jak zachowuje się przy Stephanie. Cieszę się jednak, że nie są ze sobą, to by wszystko zepsuło.

Okładka drugiego tomu różni się od pierwszego, szczególnie postacią modelki, bo w moim odczuciu, są to te same panie, co wydaję się trochę dziwne, bo nie pamiętam, by główna postać ulegała jakiejś zatrważającej transformacji.  Jej ogólna konwencja jednak mi się podoba i nie mam do niej większych zastrzeżeń.

Połączenie akcji i ogromnej ilości zabawnych tekstów i zachowań babki Mazurowej nie pozwalają na pominięcie tego tomu. Wciąż będę miała przed oczami jej liczne wizyty w domach pogrzebowych, bo uśmiałam się przy nich, co nie miara. Oby ten humor się utrzymał w kolejnych tomach.
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Autor: Janet Evanovich
Tom: II
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 415
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2014-06-19
Skąd: ebook

Łowczyni Nagród Stephanie Plum:
Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy  ---  Po drugie dla kasy  --- Po trzecie dla zasady  ---  Zaliczyć czwórkę  --- Przybić piątkę  ---  Po szóste nie odpuszczaj  --- Szczęśliwa siódemka  ---  Ósemka wygrywa ---  Wystrzałowa dziewiątka  --- Dziesięć kawałków  ---  Najlepsza jedenastka  ---  Parszywa dwunastka  ---  Złośliwa trzynastka  ---  Fearless Fourteen  ---  Finger Luckin' Fifteen  ---  Sizzling Sixteen  ---  Smokin' Seventeen  ---  Explosive Eighteen  ---  Notarious Nighteen  ---  Takedown Twenty  ---  The Top Secret Twenty-One

środa, 4 lutego 2015

Mix mangowy #1

Ostatnio myślałam o tym, że moje recenzje mang tracą na swojej długości. Zwłaszcza, gdy przedstawiam Wam zaledwie jeden tomik jakiejś historii, a właściwie jej część. Nie ma większego problemy z pierwszymi tomami, czy tomikami rozpoczynający nowe wątki, ale nie chcąc pisać o tym samym i wciąż skracać. Postanowiłam, że co jakiś czas będę wstawiała łączone recenzje, w pigułce. Może w taki sposób zachęcę Was do ich lektury.


List z przyszłości

Jako pierwszą przedstawię Wam mangę nowo rozpoczętą, nie tylko przeze mnie, ale i przez wydawnictwo. "Orange" bo taki jest tytuł została stworzona przez Takano Ichigo. Już patrząc na samą okładkę wiedziałam, że mi sie spodoba. Otwierając, pierwsze co rzuca się w oczy jest wyśmienita, czytelna i dokładna kreska. Dalej poznajemy już tylko treść.

Opowiada ona o młodej dziewczynie, uczennicy liceum, nieśmiałej, cichej i uczynnej. Pewnego dnia, gdy pierwszy raz ma się spóźnić do szkoły, na stole widzi list, który jest zaadresowany do niej. Śpiesząc się nie czyta go od razu. Okazuje się, że to list z przyszłości, który ona sama do niej napisała, by zmienić to, czego żałuje...

Przewracając strony coraz mocniej czułam wypływając ze stron magię i przyciąganie. Mimo przepełnia stron(i bohaterów) urokiem i słodyczą nie czułam przesycenia i niesmaku. Wszystko było wywarzone, romans nie był nachalny, a poznając fakty z przyszłości zaczęłam odkrywać jego ciemniejszą stronę, która dodawała dreszczyku napięcia i wyczekiwania na dalszy rozwój wypadków. Po prostu opowieść mnie wciągnęła, że kolejny tomik już za mną, wyczekujcie kolejnej porcji wrażeń.
Ocena: świetna [6/6]


Uwolnienie nieczystego króla

Drugą z przedstawionych w zestawieniu mang jest "Ao no exorcist" tom 7. Kazue Kato od tomu piątego rozpoczęła wątek z nieczystym królem, który w tym tomie nie ma jeszcze rozwiązania, ale nareszcie wydarzenia doprowadziły do starcia.

Todo spowodował uwolnienie nieczystego króla poprzez dołączenie mu jego oczu, teraz demon rośnie w siłę. Najwyższy kapłan sekty Myoda chcę sam stawić mu czoło, a właściwie nie sam, a z pomocą chowańca Karury, inaczej Feniksa. Dzięki temu, że napisał list do Rina poznajemy jego sekrety i tajemnice zakonu, który dotąd był dla czytelnika ogromną zagadką.

Tom przyniósł więc wiele odpowiedzi i naprawdę dużą ilość akcji, każda strona obfituje w starcia i potyczki lub w odkrywanie dawnych sekretów i historii. Bohaterowie wciąż się rozwijają, ukazują swoje nowe oblicza. Rin, mój ulubiony i przy okazji główny bohater, musi zmierzyć się ze swoimi słabościami i spróbować odzyskać zaufanie przyjaciół, którzy wciąż widzą w nim syna Szatana.

Tomik ten miał być w głównej mierze poświęcony Konekomaro, który został przedstawiony na okładce, ale tak się niestało, gdyż wydarzenia z nieczystym królem przysłoniły prawie całkowicie jego postać. Mimo wszystko pod obwolutą można zobaczyć dwa zabawne obrazki na jego temat, a szczególnie na temat jego kompleksu, czyli niskiego wzrostu. Przeurocze i komiczne. ;)
Ocena: bardzo dobra + [5+/6]


Starcie z nieczystym królem

Jako ostatni dziś chciałabym przedstawić jeszcze jeden tom Egzorcysty, tomik 8, który również niedawno miałam okazje czytać. Tom ten na okładce ma Kuro, czyli chowańca Rina. Kot jest epicki, bo po pierwsze mówi, a po drugie potrafi zmienić swoją wielkość i stać się tak dużym, że Rin może na nim jeździć. Uwielbia też jeść, jak tu go nie kochać? Pod obwolutą znalazłam zabawne obrazki na jego temat. W tomiku zaś ma ważną rolę, pojawił się zdecydowanie częściej niż zwykle.

Jednak nie Kuro jest głównym motorem wydarzeń, a kolejne etapy walki z nieczystym królem, który przybrał już prawie formę końcową i jedynie najwyższy kapłan z pomocą Feniksa jest wstanie choć na chwile go zablokować, by Rin stosując swoją moc i miecz Koma mógł trafić dobrze osłonięte serce. Jest tylko jeden mały problem, Rin nie może wyciągnąć miecza z pochwy...

Autorka zaserwowała nam przejście z wydarzeń przy jednym bohaterze do kolejnego, jeśli pisałam, że poprzedni tom miał wiele akcji, to ten składał się jedynie z niej. Kartki przerzucałam w zawrotnym tempie. Kreska, jak i w poprzednim tomiku, była świetna, czytelna i pozwalała na odnalezienie się w zawirowaniach bitewnych bez problemu.

Jak się dowiedziałam, tom 9 (zaplanowany był na styczeń) będzie kończył wątek nieczystego króla. Czuję, że będzie się działo. A do tego na okładce Shura, którą w ostatnich tomach bardzo polubiłam.
Ocena: świetna [6/6]


Czy takie zestawienia mang podobają się Wam bardziej? :)

PS. Zapraszam do zakładki wymiana, umieściłam tam zdjęcie książek na ten cel.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Apatia

Gdzie jest człowiek? 

Apatia to stan zobojętnienia, patrzenia na wszystko bez zainteresowania, bez jakichkolwiek uczuć. Nieodczuwanie, zniechęcenie, pozostawienie losowi działania. Stan uśpienia. Gdy dotyka jednego człowieka kompletnie odcina go od rzeczywistości. Co się dzieje, gdy dotyka całe społeczeństwo?

"Apatia" to książka, opowiadanie, którą mogłam przeczytać, dzięki uprzejmości autora. Książka Michała Kowalczyka poza skojarzeniami z tytułowym słowem niewiele mi mówiła. Zastanawiając się nad treścią przeczuwałam, że będzie to historia jednostki, kogoś z trudną przeszłością. Ta opowieść jest jednak inna, zmusza do spojrzenia na siebie i całą ludzkość, na chwilę rozliczeń. 

Głównym bohaterem jest mężczyzna, kiedyś część systemu, którym pogardzał, dziś bezdomny. Stało się to po stracie posady, która wcale nie sprawiała mu przyjemności. Korporacja, w jakiej się znalazł, wzbogacała jedynie kieszeń szefa, za nic mając pracowników, którzy na niego zarabiali. 

Cała książka jest  spojrzeniem głównego bohatera na świat, jego spostrzeżeniami, które nam przekazuje. O świecie, o pracy, o braku uczuć, o wszystkich, co nas spotyka, co moglibyśmy zmienić, a w czym nie ma już odwrotu. Czy warto mieć nadzieję?

Książka bowiem nie ma typowej osi fabularnej, nie ma pędzącej akcji, łzawej opowieści, czy tkliwego romansu. "Apatię" odebrałam jako rozrachunek z ludzkością. Autor ukazał grzechy współczesnej ludzkości, pogoń za majętności, za najlepszym stanowiskiem, ale co najważniejsze zatracenie się w tym wszystkim, nie potrafienie znalezienia umiaru i utracenie wszelkich wyższych uczuć. 

Po jej skończeniu naszła mnie pewna refleksja, czy ja też tak skończę. Czy będę uczestniczyła w wyścigu, który tak pochłania ludzkość, czy fortuna będzie dla mnie ważniejsza od szczęścia innych. Rozliczając się ze sobą przypomniałam sobie, ile to razy mijałam człowieka bezdomnego i nawet nie spojrzałam na niego na ulicy. 



"Ludzie po prostu nie potrafią używać serca. Dawno o tym zapomnieli."

A przecież tak łatwo zmienić front, stać po drugiej stronie, liczyć na pomoc innych, na życzliwość, nawet na uśmiech. Jednostka może niewiele, jednak tak jak w liście głównej postaci, trzeba większego grona, by czegoś dokonać, by coś zmienić. A co najważniejsze potrzebna jest wiara i serce. Chyba dobroć jeszcze całkiem nas nie opuściła?

Jedyne, co mogłabym zarzucić, to to, że czytając niekiedy zdawało mi się, że pewne kwestie już słyszałam, jakby autor powielał swą opinię, ale w innych słowach. Niekiedy te powtórzenia mocniej uderzały we mnie swą mocą, jednak czasami po prostu nużyły. 

"Apatia" to krótka historia, którą warto poznać. To historia walki o człowieczeństwo, która dopiero się rozpoczęła. Walki nierównej, ale najważniejszej. Co istotne, muszą się tylko znaleźć chętni, by spróbować wziąć w niej udział. 
Ocena: bardzo dobra [5/6]



Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi. 


Autor: Michał Kowalczyk
Tom: -
Wydawnictwo: Self Publishing
Ilość stron: 46
Cena: ok. 7 zł
Data przeczytania: 2015-01-29
Skąd: ebook