czwartek, 19 lutego 2015

Diupa

Nowy członek rodziny
Czy jedno zwierzę może zmienić życie całej rodziny? Często bezpańskie psy, czy koty znajdujące rodziny zmieniają spojrzenie, uczą odpowiedzialności. Jednak w tym przypadku miałam na myśli inny rodzaj zmian, inny wpływ na los wszystkich domowników. Bo przecież tu wszystko zaczęło się od jednego, intrygującego zwierzaka...

Dla Wiktora nie był to najszczęśliwszy dzień, właśnie dziś musiał pożegnać się ze strojem gimnastycznym, w którym ćwiczył wiele lat. Wyleciał z drużyny. Postanowił wypić jedno piwo, po raz pierwszy w życiu się upić. Po opróżnieniu butelki, narzekając na okropny smak zobaczył dziwne stworzenie, sądził, że to omamy. Jednak jego przypuszczenie szybko prysły, kiedy ów stworzenie zaczęło wykrzykiwać słowo Diupa. Papuga zyskała miłe przyjęcie, nie wiadomo skąd przybyła, jednak stała się kolejnym członkiem dotychczas czteroosobowej rodziny.

Opisane powyżej zdarzenie poznałam, dzięki książce o przedziwnym tytule„Diupa”. Jest to druga wydana powieść z serii Miętowej Ewy Nowak. Autorka, moim zdaniem, nieźle zaszalała z tytułem, może dla niektórych zabawny, ale u mnie wywołuje jedynie lekkie zdziwienie. A jak ma się treść powyższej książki do tytułu, czy również zadziwia?

Było to moje pierwsze spotkanie z powieściami Ewy Nowak, nie czytuję za często powieści młodzieżowych, zawsze bardziej ciągnęło mnie do fantastyki, jednak przed przeczytaniem liczyłam na sporo humoru i dobrej zabawy. Można by to uznać za małe wymagania, ale podświadomie liczyłam, że powieść dorówna książkom, które pochodzą z cyklu Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Nie przeczytałam jeszcze całej serii wspomnianej autorki(mam zamiar to jednak zmienić), ale te z którymi udało mi się zapoznać, były naprawdę wciągające, lekkie i przyjemne, a podczas ich czytania nie można im było wiele zarzucić. Tak więc patrząc na to z tej strony, miałam pewne wymagania, pani Ewa nie miała tak łatwo.

Po przeczytaniu pierwszych stron już obawiałam się o ocenę tej powieści. Początek, pisząc bez zbędnego przedłużania, nieszczególnie mnie zachwycił. Wydarzenia były często przerywane przez zmiany bohaterów, dla których toczyła się narracja. Najpierw oczywiście wspomniany Wiktor, potem jego siostra Wika, „Pysiakówna”, następnie jego rodzice, ciocia. Wprowadzało to lekkie zamieszanie, jednak nie tylko to wpływało na odbiór. Dziwiła mnie również nierealność zdarzeń. Początkowo mocno biło to po oczach, ale... Właśnie zawsze pojawiają się jakieś pozytywy, tu również tak było. Po początkowym zamieszaniu szybko nie ma nawet śladu, prosty styl i łatwość odbioru tekstu zdecydowanie to uniemożliwiają. Co do drugiego zarzutu, podczas dalszej lektury można na niego lekko przymykać oko. Przecież gdyby mocno trzymano się rzeczywistości, nic by się nie działo, a tym bardziej nikt nie chciałby tego czytać.

Przejdę może do fabuły, która zdecydowanie nie jest skomplikowana. Opowiada losy pewnej rodziny, dla mnie trochę zbyt mocno wyidealizowanej, w której każdy ma swoje małe i większe problemy. Wiktor i Wiktoria wkraczają w dorosłość, znajdują pierwsze miłości, rodzice i ciocia utożsamiają rozterki rodziców. Czyta się o tym lekko, przecież takie problemy zdarzają się na co dzień.

Czas na krótki dopisek o bohaterach. Jak już wspomniałam rodzina Wiktora i Wiki jest wyidealizowana, ich poukładanie, miłość i szczęście mocno daje się we znaki. Miło czyta się o pozytywnych emocjach, ale niekiedy było ich aż za dużo, przesyt w każdą stronę jest nie dobry. Ciekawe dla mnie było to, że większość osób w rodzinie miała jakieś swoje dziwactwa, w sumie to takie normalne, w każdej rodzinie trafiają się pozytywnie zakręceni ludzie, to było zdecydowanie działanie na korzyść bohaterów. Dla mnie jednak w dziwactwach tych przoduje mały Krzysio. To jest dla mnie mistrz. Gwiazda całej historii. Jego na pewno zapamiętam na długo.

Na koniec kilka słów o okładce. Jest ona niepoukładana, zagmatwana, trochę jak uczucia kierujące bohaterami. Gdy na nią patrzę do głowy przychodzi mi słowo: urocza. Nie w jakimś przesłodzonym sensie, nie w sensie, że jest niesamowita i nigdy jej nie zapomnę, ale jest po prostu urocza, ma to coś, dzięki czemu przykuwa spojrzenie.

Podsumowując moje czytelnicze wrażenia. Liczyłam, że książka będzie lekka i przyjemna, to otrzymałam. Niestety nie wypada ona tak jak wspaniale jak na to liczyłam, jest lekka, ale wątpię bym pamiętała o niej za jakiś dłuższy czas. To lektura na spędzenie miłego wieczoru, bez zobowiązań. Jeśli szukasz takiej pozycji, to możesz się za nią zabierać, ale jeśli nie, może lepiej się zastanów. Co do kolejnych książek autorki, pewnie spróbuję, przeczytam i sprawdzę, że ich opowieść bardziej mnie zaciekawi, nie będę jednak ukrywać, że mi się do tego nie śpieszy.
Ocena: średnia+[3+/6]


Autor: Ewa Nowak 
Tom: II
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 228
Cena: ok. 25zł
Data przeczytania: 2014-01-30
Skąd: włąsna biblioteczka

23 komentarze:

  1. Tej akurat nie czytałam. Gdy byłam na początku liceum czytałam kilka książek liceum i byłam zadowolona. Gdy byłam w połowie studiów znów sięgnęłam (po inne tytuły), ale poczułam lekki zawód. Wydawały mi się takie mało ciekawe i nic nie wnoszące do mojego życia. Szkoda, że ,,Diupa" wypada średnio, ale jej akurat nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tej książce już słyszałam, ale jakoś bardzo mnie nie zainteresowała i tak jest również po twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Diupę" czytałam będąc nastolatką, wtedy była to naprawdę dobra lektura. Nie wiem czy teraz moja opinia byłaby inna, pewnie tak, z racji innego wieku i podejścia, ale spotkania z książkami Ewy Nowak wspominam bardzo miło:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i jest miłym wspomnieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak byłam mała to sporo czytałam książek Ewy Nowak. Pamiętam, że je uwielbiałam bezkrytycznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę książkę jakiś czas temu, nie jest to wybitna lektura, ale tak jak całą serię, miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam prawie całą miętową serię Pani Nowak i mi się podoba każda ;) Są lepsze, są gorsze, ale odmówić stylu Pani Ewie nie można ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kojarzę okładkę z biblioteki, do której niegdyś chadzałam, ale nigdy nie zaintrygowała mnie na tyle by się za nią zabrać. Osobiście nie gustuję w takich powieściach, aczkolwiek fakt, że moja ulubiona książka jest z serii fantasy, którego nie toleruję, przestrzega mnie przed zbyt wczesnym uprzedzeniem. Książka, o której wspominam to Bohaterowie Umierają Matthew Woodring Stover. Nie umiem jej nie polecać. Brutalna, ale napisana pięknym i unikatowym stylem, w którym nie da się podważyć zdolności i umiejętności autora, o różnych bohaterach, którzy i tak umierają, każdy na swój sposób....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ominęly mnie calkiem książki Ewy Nowak, nigdy nie miałam na nie ochoty, widzę, że nie straciłam zbyt wiele. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O jejku! Od razu przypomniałam sobie młodsze czasy :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę wrócić do całej tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  12. szkoda, że nie wyszła do końca tak jak zakładałaś, chyba miałaś nadzieję na jednak coś więcej... oby kolejne książki tej autorki sprawiły Ci większą przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Diupa, ach Diupa :) dawno czytałam o tej papużce ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Taka niska ocenka mnie nie zachęca :) I mam złe wspomnienia związane z papugami :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nowak jest świetna, czytałam "Bransoletkę" i bardzo mi się podobała. Sam tytuł "Diupa" mnie już kupił :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że szału wielkiego nie ma. Zatem spasuję, tym bardziej, że na razie mam co czytać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla przyjemnego, szybkiego czytania nie mam ochoty brać się za tę powieść. Wyidealizowany obraz rodziny trochę mnie odstrasza. Wolę zabrać się za Jeżycjade. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Książki nie czytałam i nie zamierzam tego zmieniać. Nie lubię, kiedy relacje bohaterów są przesłodzone.

    OdpowiedzUsuń
  19. Raczej nie czytuję młodzieżówek, więc i tym razem spasuję :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Coś mi się ta autorka kojarzy, chyba czytałam jej książki jak byłam nastolatką, Niestety niewiele pamiętam, może sięgnę po tę serię dla przypomnienia kiedyś..

    OdpowiedzUsuń
  21. Mmm... Chyba podziękuję. Nie przepadam za polskimi autorami/autorkami i na razie wolałabym się przemóc jedynie do powieści pani Musierowicz. Potem zobaczymy. Raczej jednak ten tytuł nie zostanie w mojej pamięci na tyle długo, bym miała się nad nim zastanawiać. :) Po prostu nie mam w zwyczaju sięgać po pozycje, które określane są mianem "przeciętnych". :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  22. Chcę przeczytać :)
    Bardzo podobają mi się nowe wydania Egmontu :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja bardzo lubię Ewę Nowak. Pierwszy raz spotkałam się z jej książkami w liceum. Relacje w jej książkach są nieco przesłodzone, ale bije z nich też ogromne ciepło. Mam duży sentyment do tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.