piątek, 11 lipca 2014

Elita

Małe dziewczynki marzą o byciu księżniczkami, mieszkaniu w zamkach i spędzaniu czasu ze swym ukochanym księciem z bajki, który nie ma żadnych wad. Ale czy życie księżniczki to jedynie piękne suknie, bale, tańce i rozrywki? A może jednak musi ona robić coś więcej? Czy dziecięce marzenia są jedynie snem? 

America wciąż ma wiele dylematów. Wie, że Maxon kocha tylko ją i jest skłonny przerwać eliminacje, jeśli tylko ona wyrazi taką wolę. Dziewczyna nie wie, jednak czy naprawdę go kocha. Wciąż bliski jest jej również Aspen, który mimo zerwania wciąż chce z nią być. Jednak to tylko jeden z problemów. America nie wie, czy nadaje się na królową, czy ta funkcja jest dla niej odpowiednia. Maxon stawia ja w trudnej sytuacji, daje jej czas do namysłu, ale jest go coraz mniej.

Pierwszy tom serii Kiery Cass niesamowicie mi się spodobał, nie była to wyszukana lektura, nic ambitnego, ani zmieniającego moje poglądy, jednak książka wniosła powiew świeżości do literatury młodzieżowej. Autorka skrzenie połączyła świat telewizji oraz powszechnie znane motywy z baśni. Kogoś uwielbiającego takie klimaty, jak ja, mogła bez reszty pochłonąć ta historia. Ze mną tak się stało. Jednak do tomu drugiego podchodziłam z dużym niepokojem i rezerwą. Większość napotkanym przeze mnie recenzji "Elity" ukazywała ją w mało przystępnym świetle.

Opis, który przytoczyłam w dużej mierze mógłby być opisem całej książki. America wciąż zastawiała się, czy jest godna miana księżniczki oraz którego chłopaka wybrać. Wciąż była niezdecydowana, niepewna siebie i muszę przyznać, że trochę mnie irytowała. Zamiast otwarcie powiedzieć Maxonowi, że chce z nim być, ta odsuwała się od niego, szła wypłakać Aspenowi, a potem dziwiła się, że książę nie chce z nią spędzać całego swojego czasu. Przecież musiał mieć plan awaryjny, gdyby America nie chciała zostać jego żoną. Z drugiej strony on też już nie był tak święty, ma sporo na sumieniu.  Jedna sprawa szczególnie mnie uderzyła, ale nie będę dokładnie jej opisywać, gdyż była to najmocniejsza i najbardziej zaskakująca scena w książce. Mimo że autorka wiele sprostowała, teraz Maxon stracił trochę w moich oczach.

Podczas czytania tej części trochę lepiej poznałam przeciwniczki głównej bohaterki, jak również postaci w jej otoczeniu. Do tej pory wszystko było zamazane, niejasne, autorka wszystko uogólniała i nie pozwalała nam się z nikim poznać. Czułam, że tylko Americe jako tako poznałam, ale reszta była dla mnie niewiadomą. Teraz gdy zostało mniej dziewczyn pani Cass trochę lepiej przyłożyła się do kreowania ich charakterów. Wciąż mam jednak do tej sfery zastrzeżenia.

Z kwestii postaci przejdźmy do związków. Pisarka wykreowała nam trochę dziwny trójkąt, a właściwie to trudno nazwać tę figurę. America wybiera pomiędzy swoim dawnym chłopakiem, teraz strażnikiem Aspenem, a Maxonem. Książę nic nie wie o konkurencji, co po przeczytaniu tej powieści, wyszło wszystkim zainteresowanym Americą na korzyść. Sprawa jednak jeszcze trochę się komplikuje, bo poza główną bohaterką i rękę księcia ubiega się też (obecnie) pięć innych panien. I tu rodzą się problemy. Maxon nie jest zazdrosny o Mer, gdyż nie wie, że ona ma adoratora w postaci gwardzisty, zaś Aspen mimo straty szansy(w końcu sam ją rzucił) wciąż walczy. America zaś jest zagubiona, nie wie, co czuję, raz całuje jednego, raz drugiego, jest zazdrosna o inne kandydatki. Pomieszanie z popłataniem, ale gdy się to czyta zrozumieć jest łatwo. Czasem nierealność tego pomysłu aż mnie przytłacza i zastanawiam się, jak komuś udało się coś takiego wymyślić... Ale udało się.

Dodać muszę, że nawet przyjemnie się "Elitę" czytało. Autorka nie stworzyła wybitnej powieści, ale książce, która ma nas rozbawić. Sądzę, że jeśli ktoś podejdzie do niej z dystansem może mieć sporo radości z czytania. Jeśli przemilczy pełne drobne niuanse. Świetnym zagraniem wydawnictwa było zatrzymanie oryginalnych okładek, nie będę ukrywać, że one również miały swój mały wkład w zakup książki. Są bajkowe i doskonale pasują do treści.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: Kiera Cass
Tom: II
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 328
Cena: 37,90 zł
Data przeczytania: 2014-07-09
Skąd: własna biblioteczka

Seria Rywalki:
Rywalki ---  Elita  ---  Jedyna  +  The Prince  +  The Guard


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

_______________________
PS. Jak Wam się podobają zmiany na blogu? 

17 komentarzy:

  1. Mam podobne wrażenia po lekturze odnośnie bohaterów. Niby troszeczkę lepiej poznajemy bohaterów, ale to i tak dla mnie za mało :/ Mnie właśnie okładki przyciągnęły do tego, żeby kupić Rywalki. Po Elitę sięgnęłam z czystej ciekawości, co się dalej wydarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam całą trylogię o Rywalkach. To książki, które są ,,bardzo": bardzo lekkie, bardzo proste, bardzo płytkie. Perfekcyjny przykład wakacyjnego czytadła dla nastolatków.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam taką ochotę przeczytać całą serię, ale ten trójkącik... Że też autorka nie mogła wymyślić jakichś innych problemów głównej bohaterce, zamiast tych dylematów którego chłopaka wybrać. Prawdopodobnie zapoznam się z książką, ale raczej nie kupię. Chociaż, nie powiem, okładki kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już tyle różnych recenzji czytałam, że sama nie wiem, co myśleć. Twoja jest jedną z lepszych. I ta nie-wiadomo-jaka figura w sumie jest często spotykana... :)

    Przy okazji zapraszam do mnie na książkowy konkurs: http://heaven-for-readers.blogspot.com/2014/07/richard-paul-evans-michael-vey-bunt_10.html - 5 książek do zgarnięcia dla jednej osoby (do wyboru z wielu!) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie "Elita" jest słabsza od poprzedniczki, ale nie było tragedii i czekam na "Jedyną" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tu już drugi tom, a ja wciąż pierwszego nie przeczytałam, choć sporo osób zachwala.
    PS: Podoba mi się zmiana szablonu, tak trochę jaśniej jest:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie zmiany tu u Ciebie ;) ładnie!
    PS. Elita już stoi na półce, tylko Rywalek nie mam. wiem, że lekko i naiwie, ale i tak muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tą serię w planach. Wiele wychwalających recenzji czytałam, ale nie będę oczekiwać po niej cudów. Okładki tutaj działają bardzo kusząco. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może do odmóżdżenia ta seria będzie idealna :) Pięknie tu u Ciebie! :) Tak jaśniej i przytulniej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne zmiany w wyglądzie;)
    Dziś juz czytam drugą recenzje tej książki, obie pozytywne - jestem coraz bardziej ciekawa zawartości i czy też mi się spodobają.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam Rywalki i Elitę i zdecydowanie bardziej podobały mi się rywalki. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne zmiany na blogu - o niebo lepiej!

      Usuń
  12. Mnie drugi tom podobał się bardziej niż pierwszy, bo mniej w nim było szablonowej nakładki i przewidywalności - parę razy nawet się zdziwiłam. ;) Przyznaję się bez bicia, że lekka rozrywka jest mi potrzebna, dlatego cała trylogia bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kompletnie nie mogę się przekonać do tej serii, nie wiem nawet dlaczego..

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja uwielbiam tę serię i nawet mi ten jakby trójkąt nie przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ło. Jestem zaskoczona z tak pozytywnej opinii. :) U mnie książka wypadła troooszkę gorzej niż u ciebie, może dlatego, że jedynka tak mi się podobała, a dwójka w porównaniu do niej wypadła w moich oczach znacznie gorzej. :( Ami mnie denerwowała była nieznośnie irytująca z tym swoim niezdecydowaniem, przez całą książkę akcja była nikła, wszystko się skupiało wokół trójkącika i.. to mi nie pasowało. :( Ale "The One" już czeka na przeczytanie, choć jakoś nie mam na nią chwilowo ochoty ;)
    I muszę zdobyć papierowe wersje całej trylogii bo okładki rzeczywiście są przepiękne i wolałabym je mieć na półce, a nie w wersji ebooka. I w dodatku angielskiego. :(
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.