Jezioro łez
Misja, to coś co nadaję życiu sens, to cel do którego dążymy, to miejsce, które chcemy poznać, to wszystko, co uważamy za ważne. A co gdyby nasze codzienne zadania zamienić na skalę baśniową, fantastyczną. Czy naprawianie samochodu stałoby się walką z siedmiogłowym smokiem, czy kłótnia z sąsiadką walką na miecze, a może wyprawa w góry niebezpieczną przeprawą przez kanion, w którym płynie wrząca lawa...
Trochę odeszłam jednak od tematu, nawiązaniem do celu miałam wprowadzić Was w historię historie Liefa, młodego chłopaka, który musi uratować własne królestwo, przez Mrocznym Władcą. Nastolatek razem z Bardą i nową poznaną Jasmine musi odnaleźć siedem kamieni, które połączą się na nowo tworząc potężną magiczną broń, pas Deltory. Jak na razie za nimi dopiero pierwsza część wyprawy. Z Puszcz Milczenia wywalczyli topaz, pierwszy kamień. Teraz udali się w kolejna niebezpieczną podróż do Jeziora Łez, podczas drogi czeka ich wiele pułapek i nieprzyjemnych niespodzianek, ich największym wrogiem okażę się wiedźma Thaegan, która do samego końca będzie krzyżować ich plany. Jak przyjaciele poradzą sobie podczas tej wyprawy? Czy odnajdą kolejną część pasa?
„Sprawa nigdy nie jest przegrana, dopóki istnieją dzielni ludzie, którzy nie poddają się zwątpieniu.”
Pamiętacie jeszcze, jak w poprzedniej recenzji narzekałam na wiele aspektów książki, na jej długość, charaktery bohaterów. Tym razem wady przekształciły się w zalety. Długość książki wydaje się odpowiednia, a bohaterowie... Ale o tym zaraz. „Jezioro Łez”, bo taki tytuł nosi druga część serii Emily Roddy, dużo bardziej przypadła mi do gustu. Nadal dało się wyczuć, że książka jest przeznaczona dla trochę młodszego rocznika niż ja, jednak były już inne, poważniejsze niebezpieczeństwa, a bohaterowie wydawali się bardziej wyraziści, ich cechy nabrały ostrości, co mi bardzo odpowiadało. Czuję, że powoli zaczynam ich lubić, możliwe, że po przeczytaniu kolejnych części staną się oni moimi dobrymi przyjaciółmi. W książkę urzekły mnie rozdziały z Nid i Doj, ciekawi staruszkowie. Wprowadzili niemałe zamieszanie, które jednak dodało fabule rumieńców. Pomysł bardzo ciekawy.
W tym tomie możemy też poznać sporo nowych postaci, dowiadujemy się też trochę o królestwie Deltory.
Bardzo ciekawymi postaciami okazał się lud Raladów, spodobali mi się. Moim ulubieńcem okazał się Manus, pokazał, że to nie wzrost, ani postura świadczy o odwadze człowieka. Autorka w wielu przypadkach zastosowała też manewr, w którym „ulepszała” postaci. Działo się, gdy bohaterowie złamali zaklęcie lub uczynili coś bohaterskiego. Czasem niestety wydawało mi się to aż nadto nierealne, nawet jak na powieść fantasy, ale to też można wybaczyć pani Emily.
Minusem, który odnalazłam i który bardzo mnie irytował było zbyt dosadne tłumaczenie niektórych zdarzeń. Często działo się to po fakcie. Działo się to niestety dość często. Co do fabuły nie mam zastrzeżeń, była ona w tym tomie dużo lepiej przedstawiona. Nie było tu „wciskania” na siłę zbyt dużej ilości informacji, co bardzo przeszkadzało mi w poprzedniej książce. Tu w tych niewielu stronach odnajdowałam się dużo lepiej, wszystko było czytelniejsze.
Podsumowując. Tom czytało mi się bardzo przyjemnie, odnalazłam pewne niuanse, które mi się nie spodobały, jednak podczas czytanie przymykałam na nie oko. „Jezioro łez” według mnie zdecydowanie podniosło poziom i przy czytaniu następnej części mam już pewne wymagania. Liczę, że się nie zawiodę.
Ocena 8/10
Trochę odeszłam jednak od tematu, nawiązaniem do celu miałam wprowadzić Was w historię historie Liefa, młodego chłopaka, który musi uratować własne królestwo, przez Mrocznym Władcą. Nastolatek razem z Bardą i nową poznaną Jasmine musi odnaleźć siedem kamieni, które połączą się na nowo tworząc potężną magiczną broń, pas Deltory. Jak na razie za nimi dopiero pierwsza część wyprawy. Z Puszcz Milczenia wywalczyli topaz, pierwszy kamień. Teraz udali się w kolejna niebezpieczną podróż do Jeziora Łez, podczas drogi czeka ich wiele pułapek i nieprzyjemnych niespodzianek, ich największym wrogiem okażę się wiedźma Thaegan, która do samego końca będzie krzyżować ich plany. Jak przyjaciele poradzą sobie podczas tej wyprawy? Czy odnajdą kolejną część pasa?
„Sprawa nigdy nie jest przegrana, dopóki istnieją dzielni ludzie, którzy nie poddają się zwątpieniu.”
Pamiętacie jeszcze, jak w poprzedniej recenzji narzekałam na wiele aspektów książki, na jej długość, charaktery bohaterów. Tym razem wady przekształciły się w zalety. Długość książki wydaje się odpowiednia, a bohaterowie... Ale o tym zaraz. „Jezioro Łez”, bo taki tytuł nosi druga część serii Emily Roddy, dużo bardziej przypadła mi do gustu. Nadal dało się wyczuć, że książka jest przeznaczona dla trochę młodszego rocznika niż ja, jednak były już inne, poważniejsze niebezpieczeństwa, a bohaterowie wydawali się bardziej wyraziści, ich cechy nabrały ostrości, co mi bardzo odpowiadało. Czuję, że powoli zaczynam ich lubić, możliwe, że po przeczytaniu kolejnych części staną się oni moimi dobrymi przyjaciółmi. W książkę urzekły mnie rozdziały z Nid i Doj, ciekawi staruszkowie. Wprowadzili niemałe zamieszanie, które jednak dodało fabule rumieńców. Pomysł bardzo ciekawy.
W tym tomie możemy też poznać sporo nowych postaci, dowiadujemy się też trochę o królestwie Deltory.
Bardzo ciekawymi postaciami okazał się lud Raladów, spodobali mi się. Moim ulubieńcem okazał się Manus, pokazał, że to nie wzrost, ani postura świadczy o odwadze człowieka. Autorka w wielu przypadkach zastosowała też manewr, w którym „ulepszała” postaci. Działo się, gdy bohaterowie złamali zaklęcie lub uczynili coś bohaterskiego. Czasem niestety wydawało mi się to aż nadto nierealne, nawet jak na powieść fantasy, ale to też można wybaczyć pani Emily.
Minusem, który odnalazłam i który bardzo mnie irytował było zbyt dosadne tłumaczenie niektórych zdarzeń. Często działo się to po fakcie. Działo się to niestety dość często. Co do fabuły nie mam zastrzeżeń, była ona w tym tomie dużo lepiej przedstawiona. Nie było tu „wciskania” na siłę zbyt dużej ilości informacji, co bardzo przeszkadzało mi w poprzedniej książce. Tu w tych niewielu stronach odnajdowałam się dużo lepiej, wszystko było czytelniejsze.
Podsumowując. Tom czytało mi się bardzo przyjemnie, odnalazłam pewne niuanse, które mi się nie spodobały, jednak podczas czytanie przymykałam na nie oko. „Jezioro łez” według mnie zdecydowanie podniosło poziom i przy czytaniu następnej części mam już pewne wymagania. Liczę, że się nie zawiodę.
Ocena 8/10
Autor: Emily Rodda
Tom: I
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 160
Cena: ok. 15 zł
Data przeczytania: 2013-05-02
Skąd: biblioteka publiczna
Skąd: biblioteka publiczna
Seria Pas Deltory:
Puszcze milczenia --- Jezioro łez --- Miasto szczurów ---Ruchome piaski --- Góra Grozy --- Labirynt bestii --- Dolina Zagubionych --- Powrót do Del
Książka przeczytana do wyzwania:

PS Byłam dziś w bibliotece, wypożyczyłam jeszcze dwa tomy, ale okazało się, że więcej nie ma, będę musiała trochę na kolejne zaczekać.
Jakoś nigdy nie byłam specjalnie zainteresowana nadrobieniem tej serii, ale mnie zaciekawiłaś. :) Cena też jest korzystna... Może kiedyś uda mi się przeczytać. :D
OdpowiedzUsuńCieszę się. ;)
UsuńTu jeszcze krócej :D.
OdpowiedzUsuńNo, ale przynajmniej okładka ciekawsza jak dla mnie :). A po serię się zabiorę na pewno, więc nie ma to tamto ;p.
Miłego dnia!
Melon
O nie spodziewałam się tego :D Cieszę się. :)
UsuńWidzę, że ta już bardziej Ci się podobała:)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie :)
UsuńŚwietna recenzja. Jak już mówiłam - takie książki zdecydowanie nie są już dla mnie. Mogę jedynie polecać je młodszemu kuzynowi. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, rozumiem Cię, tak młodsze rodzeństwo i rodzinka może być jeszcze bardziej niż ja usatysfakcjonowane ;)
Usuńrecenzja dodana do wyzwania,
OdpowiedzUsuńdzięki za linka :)
pozdrawiam serdecznie!
Również dziękuję ;)
UsuńBardzo lubię książki tego wydawnictwa. Tę rownież bardzo chętnie przeczytam.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :)
Zgadzam się, Egmont ma ciekawe książki ;)
UsuńJak wpadnie mi w łapki ta seria to chętnie ją przeczytam - uwielbiam wszelkie fantastyczne opowieści. :)
OdpowiedzUsuńTo mamy sporo wspólnego :)
UsuńCała seria jest w bibliotece... Jednak książka wydaje mi się ciut dziecinna. Widziałam nie raz jak wypożyczały ją dzieci z 2-3 klasy... To mnie zniechęciło ;/
OdpowiedzUsuńMogę powiedzieć, ze w pewnym stopniu masz rację ;)
Usuń