Recenzja: "Bezkarny" - Remigiusz Mróz
Zły punkt wyjścia
Kiedyś oglądałam na Netflix, film, a'la dokument "Oszust z Tindera", Remigiusz Mróz chyba zrobił to samo i stworzył książkę "Bezkarny". Przyznam się, że sięgnęłam tylko dlatego, że czasem lubię poczytać książki autora, a ostatnio seria RIESE mnie wciągnęła i uznałam, że może warto przeczytać coś nowego. Jednak uważam, że nie był to najlepszy wybór na lekturę.Dawno już nie miałam całą książkę takiego znaku zapytania w głowie. Cały czas zastanawiałam się, ale po co? Czułam irytację, bo działanie głównego bohatera nie miało dla mnie za wiele logiki, w mojej głowie nie łączyły się ciągi przyczynowo skutkowe. Niestety wypożyczyłam ją, zaczęłam, uznałam, że skończę.
Zawsze zaskakuje mnie łatwowierność, takie ślepe uwierzenie obcemu człowiekowi, gdzie rezerwa... Tutaj od pierwszych stron główna postać, Sosna, wierzy nawo napotkanemu facetowi, zdradza mu skrywane fakty ze swojego życia, moim zdaniem, takie rzeczy to do psychologa. Z nim wygadać się, porozmawiać, przegadać... Nieważne, to jedna z kilku rzeczy, które mnie irytowały. A było ich sporo.
Ich relacja miała jednak swoje plusy, bo niektóre dialogi przedstawiały się naprawdę zabawnie. Mimo że niekiedy miałam uśmiech na ustach, nie mogłam wyrzucić z głowy jak szybko to wszystko się toczy i właściwie nie ma czasu na lepsze poznanie bohaterów.
Przez natłok dziwnych, niewyjaśnianych przeze mnie wydarzeń miałam trudności ze skończeniem książki. Przyznam się, że dla mnie była to jedna z najsłabszych książek tego roku. Muszę jednak przyznać, że okładka jest zjawiskowa, przyciąga spojrzenie, intryguje.

Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.
Pozdrawiam,
Patrycja.