Drama time: Tonhon Chonlatee

Coraz gorzej

W zeszłym roku oglądałam naprawdę wiele serii BL, niektóre dobre, niektóre mniej. Większości jeszcze nie opisywałam, ale powoli będę to naprawiać. Dziś przychodzę do Was z recenzją dramy "Tonhon Chonlatee", którą zaczęłam oglądać pod koniec zeszłego roku, a ostatni odcinek miał premierę dzisiaj, więc po nim postanowiłam od razu przekazać Wam swoje wrażenia. 

Seria opowiada się dwójce przyjaciół z dzieciństwa, którzy poprzez przeprowadzkę jednego z nich rozdzielili się. Chonlatee młodszy z chłopaków, który był zakochany w Tonhonie postanawia pójść na ten sam uniwersytet, co jego kolega i znów wrócić do relacji, którą mieli kiedyś, mimo iż wie, że Tonhon nie lubi go tak jak on jego. 

Szczerze nie mam Wam wiele do przekazania, co do tej serii. Zaczęłam ją licząc na słodką, zabawną historię, otrzymałam zaś głupawą i naśmiewającą się ze środowiska LGBT historię. Po pierwsze podążanie za najbardziej prześmiewczymi kliszami, homofoniczne komentarze były na porządku dziennym i to już od pierwszego odcinka. Pokazuje zachowania, których moim zdaniem powinniśmy się wystrzegać. W wielu scenach czułam wręcz złość jak głupio coś zostało skomentowane lub nawet niezręczność, że na to patrzę. 

Poza tym, muszę przyznać, że szybko straciłam zainteresowanie historią, bo tak naprawdę nie miała ona intrygującej fabuły, za którą moglibyśmy podążać. Właściwie był to zbiór scenek, które zostały jeszcze bardziej poszatkowane w końcówce ze względu na skrócenie serii o 3 odcinki. Szczerze jestem bardzo zadowolona, że to się stało, bo ciężko mi było w ogóle tą serię zakończyć. 

Relacja głównych bohaterów była bardzo źle poprowadzona. Rozdzieleni przyjaciele z dzieciństwa, którzy po latach znów zaczyna się przyjaźnić. Rozumiem, że Chonlatee mógł być zakochany, ale jeśli Twój obiekt westchnień robi i mówi to, co Tonhon już dawno zrezygnowałabym z niego i przemyślała swój wybór. Kompletnie nie rozumiałam tego przywiązania. Szczególnie gdy ma się tak dobry wybór obok siebie, na wyciągnięcie ręki... 

W serii miałam jedynie kilka pozytywnych światełek, ale nawet one gasły w finale, który dziś oglądałam. Ten odcinek przerósł szczyty absurdu, naprawdę byłam w szoku jak to zostało zamknięte i że ktoś uznał, że to dobra decyzja. Muszę to napisać na koniec, zdecydowanie nie polecam, nie męczcie się, naprawdę przestrzegam. 


Do posłuchania:


W zamian posłuchajcie coveru TXT i pożegnajcie 2020 jak na to zasługuje. 

Komentarze

  1. W sumie takie wątki pojawiają w się w dramach koreańskich przeważnie jako wątki poboczne. Szkoda, że tytuł nie wydobył potencjału tej historii.

    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wiedzieć, że ta drama nie jest warta obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie oglądałam dramy ale jakoś mnie nie ciągnie do tego.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Map of the Soul: 7 - BTS (recenzja albumu)

Drama time: Color Rush (recenzja)

Chwila dla widza: Bridgertonowie (recenzja)