Drama time: Sweet home (recenzja)

Świat się kończy

2020 nie był za ciekawym rokiem, nawet jeśli chodzi o filmy, czy seriale, powstało ich mniej. Końcówka roku przyniosła jednak kilka tytułów, które teraz nadrabiam z przyjemnością i trafiają na listę jednych z najlepszych w roku. Dziś chciałabym napisać więcej o "Sweet home". Drama, której tytuł zupełnie nie oddaje klimatu całej historii. 

Przenieśmy się do alternatywnej rzeczywistości. Młody chłopak traci rodzinę i przenosi się do małego mieszkania w bloku. Blok ma już wielu lokatorów, każdy z nich ma swoją historię i nie każdy chciałby ze sobą długo przebywać. Sytuacja ich jednak do tego zmusza. Blok zostaje zamknięty, wśród ludzi zaczynają się pojawiać dziwne stwory, muszą współpracować, by przeżyć. 

"Sweet home" trafił u mnie na moment, kiedy potrzebowałam czegoś mrocznego, czegoś co sprawi, że zapomnę na chwilę o wszystkich ciążących nade mną zadaniach i pomyślę o czymś innym. Włączyłam i serial skończyłam w dzień. Bo historia mimo tego, że jest historią, którą już możemy kojarzyć, szczególnie gdy ktoś ogląda często filmy, czy seriale katastroficzne. Wyczuwałam tu połączenie serialu "Lost" z anime "Parasite".

Mimo to jest to jednocześnie coś świeżego. Na pewno na korzyść działa kreskówkowość historii. Jest ona niezwykle nierealna, widz od razu wie, że to wyimaginowana rzeczywistość, wszystko jest bardzo narzucone, jednak reakcje bohaterów akurat w tym momencie, kiedy oglądamy wydają nam się naturalne. Sympatyzujemy z większością bohaterów, możemy znaleźć po fragmencie siebie w każdym z nich i podążać za historią. Zawsze w tego typu produkcjach chodzi po głowie, ile osób przeżyje i to właśnie nadaje historii dreszczyka. 

Ogólnie dość łatwo zapamiętać bohaterów, kim są i takie punkty charakterystyczne, jednak brakowało mi dopracowania ich wcześniejszej historii, kim byli, dlaczego są jacy są, a także dokładniejszego rozwoju relacji między nimi. Czasem czuło się uproszczenia i przeskoki. Jestem ciekawa komiksu, na którego podstawie powstał serial i jak on prezentuje te aspekty. Sądzę, że tu 10 odcinkowa fabuła mogła zawinić.

Bowiem w ciągu tych około 10 godzin wiele się dzieje. Wydarzenia, walki, ucieczki, krew, przemoc pojawiają się w każdym odcinku. Akcja nigdy nie zwalnia tempa, by widz cały czas czuł zainteresowanie i to ma miejsce. Ze strony wizualnej podobało mi się jak ukazano stwory, były one ciekawe, nie robione na jeden model, ale starano się nadać nawet im jakąś odmienność. 

Seria ma bardzo wielu bohaterów, jednak tak naprawdę w głównej mierze śledzimy aspołecznego gracza, który podczas serii pokazuje nam coraz więcej swoich twarzy. Jego postać szczególnie kojarzyła mi się ze stylem charakteryzowania głównego bohatera, jaki mamy w anime, ale jako że lubię również japońskie animacje, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Nie jest to bohater całkowicie na tak, powoli odkrywamy różne jego twarze, niektóre pozytywne, inne mniej. Kroczymy z nim przez świat pełen zombie, a przecież wtedy z człowieka wychodzą najgorsze demony. A i naprawdę byłam zaskoczona jego grą, bo w "Love Alarm" już go polubiłam, ale tam grał typowego szkolnego przystojniaka, a tutaj całkiem kogoś innego i na pewno zacznę śledzić jego produkcje, bo ma potencjał. 

Recenzję pisałam słuchając OST do dramy, bo bardzo podobała mi się muzyka, jaką w niej słyszymy. W koreańskich dramach zwykle słyszy się ballady lub po prostu piosenki spokojne, które nadają scenom takiego kojącego klimatu, ale Soundtrack do "Sweet home" brzmi inaczej. Po pierwsze ma sporo piosenek rap, na czele z "Side by Side" BewhY, która od pierwszego przesłuchania mnie w sobie rozkochała, ale to dlatego że kocham styl, w jakim przekazuje swoje słowa. Muszę też wspomnieć o "Sweet home" Yongzoo, ta piosenka jest właśnie z tych klasycznych spokojniejszych, ale ma taki klimat, że sprawia, że chce mi się płakać, budzi wiele emocji. Ogólnie całe OST jest godne przesłuchania choć raz, bo jest niezwykle różnorodny. 

Na koniec wspomnę o openingu, niezwykle podoba mi się jak wygląda wizualnie. Przedstawia mroczną animację, która idealnie oddaje klimat całej historii, zgaduję, że mogą to być odwzorowania scen z komiksu, a jeśli tak, to na pewno chce go przeczytać. Polecam! Podwaliny na drugi sezon są i liczę, że Netflix nie zawiedzie. 


Do posłuchania:

Komentarze

  1. Dawno nie oglądałam żadnej dramy, teraz skusiłam się na filmy i miniseriale.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety w 2020 powstało mało dram - o tej nie słyszałam wcześniej więc może spróbuje obejrzeć ^^ moze mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Map of the Soul: 7 - BTS (recenzja albumu)

Drama time: Color Rush (recenzja)

Chwila dla widza: Bridgertonowie (recenzja)