Recenzja: "Kozioł" - Przemysław Kowalewski

Niebezpieczna przeszłość

Niedawno w Warszawie otworzyła Metroteka, oczywiście pojawiłam się w niej w dzień otwarcia i wypożyczyłam dwie książki. Jedną z nich był thriller "Kozioł". Książka rozpoczyna serię "Ugne Gallanta" oraz jest debiutem Przemysława Kowalewskiego. Obecnie cykl to już 5 tomów. Nie ukrywam, że duży udział w sięgnięciu po pozycję miał prosty tytuł i intrygująca okładka, no co tu dużo mówić. 

W 1957 roku w szpitalach w Szczecinie pojawiają chorzy z tymi samymi objawami, których nie da się uratować, zatruci ludzkim mięsem. Milicja powołuje zespół z Ugne Gallantem na czele, który musi rozwikłać niezwykłą sprawę. Śledztwo musi cofnąć się o kilka lat, by rozwiązać sprawę obecnych śmierci. 

Akcja książki rozgrywa się w 2 liniach czasowych. Po pierwsze w roku 1957, gdzie ma miejsce sprawa poszukiwania mordercy, ale także w przeszłości w latach jego funkcjonowania. Ponadto autor stara się stylizować mowę bohaterów na okres rozgrywania się akcji, mamy także wiele niemieckiego w tekście, na szczęście tłumaczonego. Sama stylistyka niezwykle mi się spodobała, bo poznałam Polskę po wojnie, w tym trudnym okresie. Czasem naprawdę trudno było czytać o tym, co musieli przeżywać bohaterowie, z czym sobie radzić. 

Jeśli chodzi o sprawę kryminalną przyznam się, że mnie zainteresowała, naprawdę ciekawy pomysł, dająca się kroić nożem, ponura atmosfera, jednak zakończenie bardzo mnie zawiodło. Nagle przeszliśmy do jakiejś powieści typu Indiana Jones i sama końcówka straciła na napięciu. Właściwie to żałowałam, że tak się to rozegrało. To mój główny zarzut do tego debiutu. 


Komentarze

Wejścia

Popularne posty z tego bloga

Konkurs #1 (rozgrzewka)

Recenzja łączona: "Hopeless" i "Losing hope"

Rozdawajka!