sobota, 18 marca 2017

Chwila dla widza: drama "Kill me, Heal me"

 
Źródło

 Skrywane tożsamości

Wyobraźcie sobie osobę, która każdego dnia musi zastanawiać się, kim dzisiaj będzie. Nie macie pojęcia jak będziecie się zachowywać za kilka godzin, nie wiecie przecież, co się zdarzy, a wszystko może wywołać przełączenie. A przełączenie może mieć tragiczne skutki...


W strachu przed ciągłymi zmianami osobowości żyje główny bohater dramy Kill me, Heal me, którą zaczęłam w zeszłym roku, jednak dopiero w tym skończyłam. Cha Do-Hyun zmaga się z osobowością wieloraką wywołaną tramę z wydarzeń z dzieciństwa, które obecnie próbuje sobie przypomnieć. Pomaga mu w tym psychiatra Oh Ri-Jin, do której również zaczynają wracać utracone wspomnienia z przeszłości.

Uświadomiłam sobie ostatnio, iż mimo że oglądam dramy maniakalnie, bardzo rzadko Wam je opisuję. Postanowiłam, że teraz będę się starała co najmniej dwa razy w miesiącu dodawać post związany z koreańskimi produkcjami, bo trzeba szerzyć te cudowne historie i może mój blog w tym pomoże.

Tym razem głównym tematem dramy, którą obejrzałam było połączeniu się rozbitej osobowości głównego bohatera. Temat od razu mnie zafascynował, jednak obawiałam się, że aktor nie poradzi sobie z odegraniem różnych postaci, tak by wypadło to autentycznie, a nie komicznie. Mimo wszystko się udało, a może nie powinnam tak pisać, bo wyszło genialnie. Naprawdę niesamowicie zżyłam się z tymi postaciami i z przyjemnością oglądałam przemiany, które były momentami zabawne, momentami dramatyczne, ale co ważne dostarczały rozrywki. Dorosły facet, który zachowuje się jak kilkuletnia dziewczynka, rozwydrzona nastolatka, czy uwielbiający pić i wędkować starszy facet? A to tylko przedsmak... ;)

Pozostali aktorzy również spisali się dobrze, choć przyznać muszę, że główna postać kobieca momentami mnie irytowała i sprawiała, że zastanawiałam się, czy nie porzucić oglądania. Była za głośna, wręcz przerysowana w swoich zachowaniach.. Mimo wszystko dało się dramę oglądać i nawet z główną postacią kobiecą się polubiłam, choć po pewnym czasie. Aktorkę znałam już z dwóch innych dram i wiedziałam, że zawsze dostaje do odegrania postaci wyraziste, więc miałam nadzieję, że i tym razem jednak jej osoba przypadnie mi do gustu.



Na drugim planie poza przeszłością bohatera i jego osobowościami były sprawy firmy, którą miał odziedziczyć, a także związane z tym przekręty i sprawę sprzed lat. W tej dramie naprawdę wszystkie wątki łączyły się ze sobą i nie pozwalały zapomnieć o tym, co najważniejsze, czyli o dwójce małych dzieci, które przeżyły ogromną traumę.

Ostatnim wątkiem, który musiał się pojawić, jest romans. Nie obawiałam się go, bo od początku był prowadzony niezwykle ciekawie i choć nie wybijał się na pierwsyz plan był skomplikowany, bo opierał się nie tylko na uczuciu głównego bohatera, ale jeszcze kilku postaci, których jednak pewnie byście się nie spodziewali...

Kill me, Heal me to jedna z tych historii, która zmusza mnie do napisania o niej. Azjaci mają niebywały talent do tworzenia historii niezwykłych, o których nie da się tak po prostu zapomnieć. Połączenie dramatu, humoru i romansu w tym wypadku okazało się niesamowite. Polecam!

Produkcja: Korea Południowa  Emisja: 2015 Czas trwania odcinka:  ok. 60 min
Ilość odcinków: 20
Data obejrzenia: 2017-03-10

2 komentarze:

  1. Co raz bardziej mnie kusisz, choć to raczej nie mój gust :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może w końcu kiedyś się zmobilizuję i obejrzę jakąś dramę do końca :) Na razie jeszcze nie jest to ten moment.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.