sobota, 30 lipca 2016

Heaven. Miasto elfów

Inna historia elfów

Pewnie tak jak ja przywykliście do tolkienowskiej wersji elfów. Piękne, długouche i długowłose stworzenia, wyniosłe, pełne klasy, doskonali łucznicy, wielowieczne istoty. Trudno mi było więc zrozumieć inną wizję elfów. Mimo wszystko spodobała mi się, jej kreacja jest niezwykła, inna, intrygująca...

Christoph Marzi bowiem uważa, że elfy to fragmenty nieba, które spadły na ziemie i żyją pośród nas. Główna bohaterka Miasta elfów - Heaven jest jedną z nich. Dlatego, kiedy przerażający mężczyzna wycina jej serce ona wciąż żyję, a potem ucieka. Bez serca nie można jednak żyć, prawda?

To mogłaby być niezła książka, w której główną rolę grałaby groteska i przerysowywanie, nawet chciałabym by taka była. Jednak powieść została okrzyknięta urban fantasy, a tego znieść nie mogę. Może i akcja ma miejsce w mieście, ale klimat tej książki kompletnie nie pasuję do powieści z tego gatunku. Autor stworzył powieść młodzieżową, do której chciał dodać akcji, romansu, baśniową historię i niestety niewiele z tego wyszło.

"Tam (...) gdzie czekało życie, szalone, nieokiełznane, pełne tej magii, którą jest zwykła rzeczywistość."

Przeszkadzały mi ciągłe nawiązania do innych książek, filmów, wciąż mówiono o ulicach, na których znajdują się bohaterowie, wszystko wydawało mi się zapychać książkę, właściwą historię musiałam wyłuskać z całości. Niestety i ona nieszczególnie mnie aprobowała, bo w niewiele w niej chodziło. Ucieczki, porwania, które powinny dostarczać emocji, lekko mnie nudziły.

Bohaterowie nie byli żywi, a jednocześnie nie byli też bajkowi, więc nie mogłam ich potraktować jak postaci z cudownej, pełnej magii opowieści o elfach, która była najlepszym punktem powieści. Ich relacje nie wynikały z niczego, nie czułam chemii, interakcji pomiędzy postaciami głównymi, pomiędzy innymi bohaterami. Nie wierzyłam w ich zażyłość, uczucie pomiędzy nimi, a przecież to ono miało sprawić, że wydarzenia z ostatnich stron nabrałyby emocji, wrażeń, czegoś, co sprawiłoby, że chciałabym książkę czytać dalej...


"-Chodzi o książkę- zaczął David.
-A dokładnie o zaginioną książkę- uściśliła Heaven. (...)
-Te są najlepsze- zauważył- o ile uda się je odnaleźć."

Powieść czytało mi się dość opornie, dłużyła mi się, mimo że przeważały w niej dialogi. Nie polubiłam bohaterów, byli nierealni, a jednocześnie nie, więc nie mogłam powieści odebrać jako baśni, a chciałabym, by taka była. Heaven to dla mnie zawiedzione nadzieje. Autor chciał wiele, próbował wiele, ale w ogólnym rozrachunku, niestety, niewiele się udało.
Ocena: słaba [2/6]


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Muza!

Autor: Christoph Marzi
Tom: I
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 336
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2016-07-30
Skąd: własna biblioteczka

9 komentarzy:

  1. Szkoda, że aż tak się na niej zawiodłaś. Ja może się na nią skuszę, by wyrobić sobie własną opinię za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do mnie też nie trafiła ta książka. Potencjał miała i to duży, ale autor niestety nie potrafił go wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo wszystko i tak bardzo chcę ją przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Od samego początku nie miałam przekonania do tej historii, więc dziękuję za ostrzeżenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sam opis nie zachęca. Podziękuję tej książce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To już druga recenzja, która odstrasza mnie od tej książki i chyba po prostu nie będę na nią tracić czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z czystego zainteresowania przeczytam, ale nie wiążę z nią wielkich nadziei :D a szkoda, bo pomysł wydaje się całkiem dobry.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuu, najgorzej jak główny wątek trzeba wyłuskiwać ze sterty popierdółek. A książeczka miała taaaakie duży potencjał. Sięgniesz po kolejny tom? ;>

    Kultura & Fetysze (klik!)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.