piątek, 24 czerwca 2016

Big Red Tequila

Tequila, morderstwo i mafia, a to tylko początek

Książki Ricka Riordana znam. Hahaha, sama się śmieję z tego mojego "małego" niedopowiedzenia. Książki Ricka Riordana uwielbiam. To już bliższe prawdy. Pewnie pamiętacie moje ubóstwiające recenzje jego powieści o herosach Greckich, Rzymskich, czy Egipskich(tych nordyckich jeszcze nie poznałam, ale książka czeka na półce, więc to plany na najbliższą przyszłość). Tym razem jednak brak fantastyki, brak boskiej ingerencji... Czas na powieść z humorem, ale w teksańskim wydaniu.

Tres wraca po latach do rodzinnego miasta, które dziesięć lat temu opuścić, by nie wracać myślami do sprawy zabójstwa jego ojca, policjanta. Powrót był jednak nieunikniony, jako nielicencjonowany, obecnie szukający zajęcia prywatny detektyw musiał spróbować dowiedzieć się, co też wydarzyło się dekadę temu. Kiedy on próbuję dowiedzieć się czegoś więcej, porwana zostaje jego dziewczyna, następują kolejne morderstwa. Czy ktoś aż tak chce zatuszować sprawę sprzed lat?


" - Masz ochotę na małą wycieczkę?[Tres] 
(...) - Ilu argumentów potrzebujesz? Oficer Shaeffer nie chce, żebyś wyjeżdżał z miasta , twój samochód wygląda na drodze jak neonowa reklama, której nie można przeoczyć, ktoś do ciebie strzelał i o mały włos nie zostałeś rozjechany...
Odsunąłem dłoń od słuchawki.
- Przyjedziemy z największą przyjemnością. - poinformowałem Garretta."

Kryminały i thrillery lubię, czytam je jednak dość rzadko, gdyż nie chcę nazbyt często zagłębiać się w krwawe sprawy morderstw. W tym miesiącu jednak poznałam aż trzy książki o tej tematyce. Najpierw zachwycająca Christie, potem bardzo dobry kryminał z wątkiem fantastycznym od Harris, a teraz Big Red Tequila od Ricka Riordana. Nawet bez czytania opisu wiedziałam, że powieść tę muszę poznać, gdyż napisał ją jeden z moich ulubionych autorów. Nie powinnam jednak oczekiwać, że zachwyci mnie on na równi z jego powieściami dla młodzieży.

Na wstępie powiem, że bardzo długo nie mogłam się w powieść wciągnąć, o ile głównego bohatera polubiłam, to całe jego otoczenie wydawało mi się obce, nie mogłam ich wszystkich zapamiętać, więc równocześnie sprawa morderstwa również niezbyt mnie angażowała. Wszystko zaczęło się zmieniać blisko 300 strony, jednak dopiero wtedy wciągnęłam się w lekturę, więc zauważcie, że trochę to trwało.

Ukłony dla autora za wykreowanie tak barwnego, zabawnego i oryginalnego bohatera. Tres jednocześnie był przesiąknięty klimatem Teksasu, z drugiej jednak strony różnił się od otaczających go postaci. Patrzył na sprawy inaczej, a jednocześnie znał zwyczaje współmieszkańców, więc mógł wtapiać się w tłum. Do tego miał świetnego kota, którego od razu polubiłam.

UWAGA, dłuższy, ale mój ulubiony cytat:
" - Hejka - rzuciłem na powitanie.
Jego głowa łączyła się bezpośrednio z ramionami, razem przypominały kształtem abażur. Twarz miał do tego stopnia pozbawioną jakichkolwiek rysów, że wydawała się rozmazana. Jedynym elementem, który wnosił do niej jakikolwiek kontur, były włosy i okulary przeciwsłoneczne - jedne i drugie wielkie, lśniące i czarne. Wyglądał na człowieka, który próbował kiedyś wysłuchać wykładu o rachunku różniczkowym i nigdy się po tym nie pozbierał. Brwi miał ściągnięte do środka, usta wykrzywione, otwarte.
-BeeBee - odparł.
Może tak się nazywał. Może tylko tak daleko dotarł w nauce alfabetu. Tak czy inaczej, nie sprawiał wrażenia osoby, która miałaby do powiedzenia cokolwiek więcej. Skrzyżował ręce na piersi i czekał, aż sobie pójdziemy albo spróbujemy przez niego przejść."

Niezwykle spodobało mi się również jak doskonale autor oddał klimat Teksasu. Wydawać, by się mogło, że świat stanął tam w miejscu, wszystkim rządzi broń, układy, mafia. Ludzie wciąż piją, jedzą meksykańskie jedzenie, zachowują się trochę jak w westernach... Wszyscy są pewni siebie, mężczyźni muszą być macho, kobiety zaś walczą o siebie, by nie zginąć w tym świecie.

Przejdę teraz do najważniejszej kwestii sprawy kryminalnej. Nie zaabsorbowała mnie ona, a przynajmniej nie na początku. Gubiłam się w bohaterach, nie wiedziałam, kto zginął, z kim rozmawia Tres, a przez to nie mogłam się w pełni zagłębić sprawę i szukać własnego podejrzanego. Wszystko mi jakoś opornie szło. Postaci zaczęłam kojarzyć dopiero po drugim trupie, więc dość późno, stąd właśnie czytanie nie było tak lekkie jak w powieściach młodzieżowych autora. Mimo wszystko muszę powiedzieć, że zakończenie było doskonale poprowadzone, sprawa wyszła klarownie i jasno, wszystko zrozumiałam, już wiedziałam, kto jest kim. A do tego świetnie ukazano traumę, ale na ten temat nie będę się rozpisywać.

Big Red Tequila to dobry kryminał, ale do mnie nie trafił. Klimat Teksasu, choć doskonale ukazany, mnie odrobinę ciążył i utrudniał "wejście" w sprawę. Humor Ricka Riordana w tej powieści dopiero kiełkował, ale był już wyczuwalny. Warto zwrócić uwagę, że książka miała swoją premierę w 1997(moja rówieśniczka), więc sporo przed serią o Percym Jacksonie. Sądzę, że z każdą książką będzie lepiej, chciałabym się dowiedzieć, jak potoczyły się losy Tresa i co tu dużo kryć dalsze sprawy kryminalne, w jakich brał udział.
Ocena: średnia+ [3+/6] 


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Galeria Książki!


Autor: Rick Riordan
Tom: I
Wydawnictwo: Galeria Książki
Stron: 464
Cena: 36,90 zł
Data przeczytania:  2016-06-24
Skąd: własna biblioteczka

Seria z Tresem Navarre
Big Red Tequila  ---  Taniec Wdowca  ---  

12 komentarzy:

  1. Ja kompletnie nie rozumiem fenomenu "Percy Jacksona". Mi nie przypadła do gustu. Film bardziej mi się spodobał. Nie lubię stylu tego autora, jak i historii które tworzy, dlatego zrezygnowałam z czytania książek jego autorstwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do mnie również ta książka nie trafia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora. Tutaj podoba mi się ten Teksas, ale nie wiem, czy sięgnę po ten tytuł. Zobaczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Riordan nie należy do moich ulubionych autorów, sera o Percy'm do mnie nie trafia. Po tę ksiażkę, choć już zupełnie inną też raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na książkę napisaną prawie 20 lat temu na pewno jest dobra. Biorąc pod uwagę dzisiejsze realia może wypadać średnio. Skoro nie jesteś nią zachwycona, a uwielbiasz twórczość autora, to ja raczej sobie odpuszczę jego początkową pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że tak długo zajmuje wgryzienie się w tę historię. Ostatnio też jakoś rzadko czytam kryminały, więc ten sobie raczej odpuszczę. No, chyba że akurat wpadnie mi w ręce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kryminał z zabawnym bohaterem? Będę szukać tej książki w takim razie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze książek Rodiana nie znam. Nie mniej zamierzam to w najbliższym czasie nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie chcę tracić czasu na tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pomimo mego uwielbienia do tego autora ten tytuł mnie nie ciekawi na chwilę obecną. I chyba nie przypadł by mi do gustu przez to ten klimat Teksasu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam żadnej książki autora, bo do jego mitologicznych powieści nie za bardzo mnie ciągnęło, ale muszę przyznać, że ten kryminał brzmi dość intrygująco i zapewne kiedyś po niego sięgnę :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy zobaczyłam tę książkę, pierwsze co pomyślałam, to: "Rany, ten facet umie pisać też powieści dla dorosłych?" :D Póki co podczytuję sobie recenzje i wciąż waham się, czy się skusić na lekturę, ale myślę, że opowieść mogłaby mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.