środa, 4 maja 2016

Chwila dla widza: drama Playful kiss



Co Patrycja robi przed maturą? Ogląda dramy!

Mój nowy nałóg rośnie w siłę, codziennie ucząc się przerywam sobie czytanie biologii, czy to polskiego oglądaniem jakiejś dramy. Tym oto sposobem skończyłam kolejną. Chore? Może, ale nic na to nie poradzę. Tym razem skusił mnie opis, który zapowiadał historię, jaką uwielbiam. Nie mogłam się powstrzymać, by nie zobaczyć Playfull Kiss w całości, gdyż już pierwszy odcinek był kosmiczny i niesamowicie zabawny. Ale o czym jest ta drama? Już piszę poniżej.

To tutaj zobaczyłam,
że nie jest jednak tak oziębły,
na jakiego się zwykle kreuje.
Licealistka, Oh Ha-ni, jest zakochana w swoim starszym koledze ze szkoły, przystojnym perfekcjoniście, z  najlepszymi wynikami w szkole, w którym podkochuje się większość dziewczyn ze szkoły. Dziewczyna nie wie jak wyznać swoje uczucia, za radą ojca postanawia napisać do niego list. Chłopak jednak nie tylko nie odpowiada tak jak chciała bohaterka, ale także traktuje jej wyznanie jako dyktando i wystawia jej ocenę przy okazji nazywając głupią przy całej szkole. Dziewczyna jest załamana. Jednak to nie koniec jej problemów. Kiedy trzęsienie burzy jej dom, dziewczyna przeprowadza się do mieszkania Beak Seun-Jo.

Zaczyna się świetnie. Typowa historia nieszczęśliwej miłości, polubiłam główną bohaterkę, byłam oczarowana głównym bohaterem, świetnie wykreowana postać, choć fryzura dopiero pod koniec była znośna, źle mu w prostych... Odbiegam od pierwotnej myśli. Początek był zabawny, naprawdę udany. Oglądałam odcinki z rosnącą ciekawością, jak też będzie się toczyła relacja między głównymi bohaterami. Jednak później, gdzieś w 3/4, drama zaczęła się robić lekko nużąca, a Oh Ha-ni chciałam po prostu udusić. Była straszna i wcale się nie dziwię, że Seung-Jo wciąż ją odpychał, ona była jak rzep, nie chciała się odczepić. Mimo to ich sprzeczki były urocze. Początkowe odtrącenie bohaterki dało jej siłę, by od razu się nie podkładać i wciąż nie robić do obiektu swoich uczuć maślanych oczu. No przynajmniej na początku... Ale trudno się jej dziwić.

Drama ma w sobie wiele sprzeczności. Bawi i irytuje. Raz zachowania bohaterów mogły być zabawne, ale zabawa w kotka i myszkę i wciąż wałkowanie tego samego było już nużące. No bo od początku wiadome było, że będą razem. OD POCZĄTKU! Ale nie, trzeba przez kilka odcinków mącić, potem dawać nadzieję i znowu mącić, za trzecim razem to już naprawdę irytowało...

W takich włosach mu najlepiej...
Trochę nieuporządkowania się wdarło. Czas to zmienić. Najpierw coś o bohaterach. Są jak postaci z anime, lekko przerysowani, nieżyciowi, stąd może ciężej było mi się z nimi zżyć, tak naprawdę przeżywać ich historię. Główna bohaterka to typowa dziewczyna, zakochana po uszy w chłopaku, który całkowicie do niej nie pasuje, który ją odrzuca. Jest zabawna, urocza, choć równie często irytująca. Więc znów wracamy do
tematu sprzeczności. Beak Seun-Jo zaś to bohater, który był fascynujący, a jednocześnie odrzucający. Patrząc na niektóre jego zachowania żałował bohaterki, z drugiej jednak strony nie dziwiłam się mu, gdyż tak irytującej dziewczyny inaczej nie da się traktować. Zdarzały się jednak momenty, kiedy jego komentarze
Przez takie sceny trudno ocenić
głównego bohatera, trudno go
w pełni zrozumieć...
stawały się okrutne i wtedy właśnie zastanawiałam się, co też bohaterka w nim widzi. Co jeszcze go wyróżnia? Wielka inteligencja i aspołeczność, choć może lepszym określeniem byłby brak uczuć, gdyż chłopak wie jak się zachować, czego się od niego oczekuje, ale uważa, że nie potrzebuje ludzi. Mimo wszystko postać ciekawa.

Poza dwójką, której historia gra pierwsze skrzypce, mamy również bohaterów pobocznych. Najpierw pomyślałam o rodzince bohaterów. Tata Oh Ha Ni miał być chyba bohaterem zabawnym, ale w większości momentów to się nie udawało, za to lubiłam go za miłość do córki, która była ogromna. Rodzinka Beaka zaś to totalne szaleństwo. Niewychowany brat, który wciąż obraża bohaterkę, matka swatająca syna i Oh Ha Ni, a także ojciec zapracowany, a jednocześnie również wspierający żonę w jej staraniach. Do tego mamy sporą gromadkę przyjaciół bohaterki, zakochanego w niej chłopaka, trochę ludzi ze szkoły... Jednak ci bohaterowie są już przedstawieni oszczędniej, bardziej płasko.

Przypominając sobie teraz tę dramę zastanawiam się, co mnie w niej tak fascynowało. Co sprawiło, że wytrwałam do końca... W zasadzie bowiem związek pomiędzy bohaterami od samego początku szedł w kierunku szczęśliwego zakończenia. Od razu wiemy jak to się skończy... A jednak oglądałam. Przyciągało mnie na pewno to, że drama zawierała wiele humoru, niekiedy realnie, niekiedy w karykaturalny sposób były ukazywane relacje międzyludzkie, szczególnie wiele czasu zostało tu poświęcone związkom, również tym niespełnionym. Sądzę, że bodźcem było też kibicowanie bohaterce. Chciałam szczęście Oh Ha Ni i chciałam, by wreszcie udało jej się dopiąć swego, na długim dystansie, jak to ona potrafi. Sprzeczki pomiędzy bohaterami, kiedy ich relacja dopiero się zaczynała również były zabawne i kojarzyły mi się właśnie z licealistami, jakimi byli bohaterowie.

Jedna z marzeń na jawie bohaterki...
Drama jednak nie była idealna. Nie podobały mi się momenty marzeń bohaterki. Już od pierwszego odcinka zagłębiała się ona w sny, marzyła o swoim księciu, przez cały serial wciąż to powracało i przez jej myśli nie wiedziałam, co jest realne, a co nie.  Przeszkadzało mi również niekiedy aż zbyt okrutne zachowanie bohatera, które niekiedy aż mnie bolało. Najgorsze było to, że nie potrafił on się zadeklarować i wychodziły z tego same problemy. Nachalność głównej bohaterki przypominała mi niekiedy zachowania najbardziej irytujących postaci z anime, ale na szczęście czasem się ona hamowała. Nie podobało mi się również, że nie powiedziała ona zakochanemu w niej facetowi, by nie robił sobie nadziei, w ogóle o nim nie myślała. Mam też problem z jej relacją z przyjaciółkami, czułam, jakby tylko one ją wspierały.

Mimo tych zgrzytów jednak seans minął mi szybko i lekko. Drama bowiem nie porusza żadnych cięższych tematów, typowa opowieść o miłości, ale rozłożona na wiele lat. Zabawna, momentami irytująca. Playful kiss to typowy odmóżdżacz, nie wzruszał, bardziej bawił i potrafił zauroczyć. No i trudno się od niego oderwać, mimo to wiem, że nigdy do niej nie wrócę.
Ocena: dobra [4/6]

PS. Ocena mogłaby być słabsza, jednak drama zawiera również dodatek, w którym poruszane jest dalsze życie bohaterów. Zawiera on 7 około 10-minutowych odcinków, które są niezwykle urocze i zabawne. Ukazuje, że nawet tak różne charaktery mogą żyć zgodnie. Oglądało się go szybko i z ochotą na więcej. Gdyż bohaterowie w nim zyskali uśmiech, pogodę ducha i w moich oczach.
PS2. Aktor grał też jednego z F4 w dramie Boys Over Flowers, tu wypadł jednak lepiej. Tam miał momenty, kiedy nie wyrażał żadnych emocji, przez co był nienaturalny, tu zaś nawet jak był zimny i odrzucał bohaterkę, miał w sobie to coś. ;)
PS3. Teraz zobaczyłam, że aktorka grająca matkę Beaka miała wtedy 37 lat, aktor grający jej syna zaś 24... ;)

Twórcy: Osamu Katayama, Daisuke Yamamuro
Sezon: I  i II
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania odcinka:  ok. 60 min, ok. 10 min
Ilość odcinków: 16+7
Data obejrzenia: 2016-04-19
Bohaterowie:
Hyun-joong Kim jako Seung-jo Baek
So-min Jeong jako Ha-ni Oh
Tae-seong Lee jako Joon-goo Bong
Yong-sik Song jako Ji-oh Song
Seung-ah Yoon jako Min-ah Dok-go, przyjaciółka Ha-ni
Hye-Young Jung jako Geum-hee Hwang, matka Seung-jo

12 komentarzy:

  1. Niespecjalnie interesuje mnie ta drama, tym bardziej, że nie uwuważasz jej za rewekacyjną. Pewnie skuszę się na inny tytuł z tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie nie, to całkowicie nie moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie oglądasz? ja czasem lubię obejrzeć tego typu rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. To raczej nie moja bajka, ale dobrze Cię rozumiem. Przed maturom miałam dziwnie dużo czasu na książki i seriale :D

    Pozdrawiam,
    http://www.recenzjezpazurem.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj matury i jeszcze wpis! Podziwiam!!! :D Mimo wszystko jeśli o dramy chodzi poszukam dla siebie chyba innego tytułu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Drama nie jest niestety moim klimatem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja podobnie "pracuje" nad licencjatem xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Dram jeszcze nie próbowałam oglądać, ale myślę, że ta mogłaby pójść na pierwszy ogień ;> Chyba, że znasz coś lepszego dla takiego laika? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Playful Kiss to doprawdy urocza drama (i jedna z jakiś dwudziestu procent dram, które obejrzałam w całości). Zawsze będę miło ją wspominać, zaczęłam nawet kiedyś oglądać anime, ale to już nie było to samo. Z postaci do chyba najbardziej polubiłam matkę głównego bohatera, taka pozytywnie zakręcona postać (czasami kiedy tak próbowała zeswatać główne postacie, bardzo się z nią utożsamiałam ;D). A Kim Hyun Joong i proste włosy... nie, zdecydowane nie! Mi też się strasznie w nich nie podobał.

    OdpowiedzUsuń
  10. oglądałam tą dramę w wersji japońskiej i podobała mi się , nie wiem czy oglądałaś ale bardzo polecam ci Pinokio to jest jedna najlepszych dram jakie w życiu widziałam ( widziałam ich dość dużo ):)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przed maturą też miałam sezon na dramy ;) Payful Kiss gdzieś widziałam, ale nie oglądałam. I chyba dobrze zrobiłam, bo coś czuję, że udusiłabym główną bohaterkę (albo bohatera) za owe "sny na jawie" i coś by się jeszcze znalazło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Drama dramą, ale tak podczas czytania twojej recenzji, włączył się u mnie tryb "wow, materiał do przemyśleń, wow, wow". To jak dziewczyny mają obsesję na punkcie gości, którzy je odrzucają. W sensie... jak to jest? Normalna osoba, raczej po odrzuceniu daje sobie spokój, by po raz kolejny nie być odrzucony, a takie przyczepianie się dla kogoś jest równoznaczne z odwagą czy głupotą? Nie wiem czy to masochizm czy faktyczna wiara i nadzieja w to, że w drugim człowieku może się kryć coś więcej niż pokazuje światu. To w pewien sposób intrygujące. I psychologicznie ciekawe. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.