wtorek, 8 marca 2016

Marsjanin

Dramat na marsjańskiej ziemi

Dziś, kiedy piszę dla Was ten post, mamy właśnie dzień kobiet. Ironią jest jednak, że dzień zaczęłam z mało kobiecą lekturą, jaką jest powieść Andy'ego Weira Marsjanin. Ostatnie 80 stron książki, które dzisiaj czytałam było tak emocjonujące, że musiałam się zapoznać z nimi jeszcze przed szkołą. Udało mi się i nareszcie mogę Wam opisać historię człowieka, który jako pierwszy spędził na Marsie... Oj, chyba tego nie mogę Wam zdradzić. ;) Ale kilka słów poniżej zakreśli Wam fabułę książki.

Misja Ares 3 nie poszła tak jak zaplanowano. Burza piaskowa zmusiła kapitana do opuszczenia Marsa i pozostawienia na nim ciała jednego z towarzyszy. Okazało się jednak, że jeden z astronautów przeżył. Kiedy Mark Watney odzyskuje przytomność okazuje się, że został sam na Marsie, bez komunikacji, prawie bez jedzenia. Jednak nie bez szans. Na statku Mark był biologiem i inżynierem, teraz swoje umiejętności musi wykorzystać, by przeżyć na obcej planecie. Tu jeszcze nic nie jest przesądzone...



"[08.31] JPL: (...) Przy okazji, sondę którą posyłamy, nazwaliśmy Iris. Od greckiej bogini, która podróżowała po niebiosach z prędkością wiatru. Była także boginią tęczy
[08.47] WATNEY: Gejowa sonda zmierza, by mnie ocalić. Zrozumiałem."


Marsjanin to powieść, której skończenie przekładałam długo. Czytanie, kiedy miałam czas, szło bardzo szybko, jednak były momenty, kiedy musiałam odpocząć od technicznego języka, opisów postępów pracy, bo była ich tu masa. Powieść bowiem jest dokładna. Autor z detalami, niezwykle autentycznie opisuje, co w danej chwili robił Mark, co naprawiał, rozwalał, przerabiał... A facet robił to naprawdę często.

Kadr z filmu na podstawie książki.
W tytule posta napisałam, iż historia ta jest dramatem. Jest to po części racja, gdyż obserwujemy życie jednego bohatera, który uważa, że spędzenie tych kilku solów (jednostka czasowa na Marsie) może być dla niego śmiertelne w skutkach. Wciąż coś szło nie tak, to nie była lekka wycieczka wakacyjna, ale walka o przetrwanie każdego dnia.

"Wniosek: Nie potrzebuję w ogóle odzyskiwacza wody. Będę pił tyle, ile będę potrzebował, i wywalał gówno i siki na zewnątrz. Tak jest, Marsie, będę na ciebie srał i szczał. To dostajesz za usiłowanie zabicia mnie przez cały ten czas."

Dramatyzm powieści wciąż był jednak rozładowywany przez humor głównego bohatera. Mark bowiem był dla mnie postacią idealną, nie załamywał się, wciąż działał, nie pozwalał sobie na czarne myśli i poddanie się. Co najważniejsze jednak, starał się nawet żartować ze swojej sytuacji i wielokrotnie dzięki jego żartom miałam uśmiech na ustach, a nawet śmiałam się na głos, co było dość dziwne w autobusie, w którym książkę czytałam.

Poprzez obecny natłok myśli, nie wspomniałam o najważniejszej rzeczy, a mianowicie o narracji. Jest ona podzielona między kilka obszarów. Na Marsie swój pamiętnik prowadzi dla potomnych Mark, w którym w pierwszej osobie opisuje, co obecnie dzieje się i jaka jest jego sytuacja. Wielokrotnie wypowiedzi te rozpoczynały się od słów w stylu "Mam całkowicie przesrane.", które jednocześnie ukazywały, że położenie bohatera jest ciężkie, z drugiej jednak strony dość humorystycznie rozpoczynały tę kwestię. Poza Markiem narracje przejęli również co jakiś czas inni członkowie załogi, a także pracownicy NASA. Wówczas była to narracja trzecioosobowa, ukazująca bardziej zbiorowe emocje, niż jednostki, a także zarysowująca nam sytuację, także poza czwartą planetą Układu Słonecznego.

"Jak to jest? - zastanawiał się. Utknął tam, myśli, że jest całkiem sam i że go opuściliśmy. Jaki wpływ ma to na ludzka psychikę?
Odwrócił się w stronę Venkata.
- Zastanawiam się, co teraz myśli.


WPIS W DZIENNIKU: SOL 61.
Jak Aquaman może kontrolować wieloryby? To ssaki! Bez sensu."


Postać Marka zarysowana jest niezwykle wyraziście, znamy go właściwie od podszewki, przez co można wczuć się w jego położenie. Czasem nawet łapałam się na tym, że wyobrażałam sobie, że jestem tam wraz z nim i wszystko, co się dzieje jest także moim udziałem. Sprawił to niezwykły realizm opisów, niestety momentami aż zbyt nużący. Dzięki nim jednak można było zaobserwować, że nic nie powstaje samo z siebie. Mark wielokrotnie musiał podchodzić do problemów kilkakrotnie, gdyż jego wiedza nie była wszechstronna i on też popełniał błędy. Najgorsze dla czytelnika było jednak to, że jego błędy mogły skończyć się śmiercią. Cały czas nad Watneyem krążyła groźba pierwszego zmarłego na Marsie, a nawet taki tytuł nie zachęca, by pożegnać się z tym światem.

Marsjanin to powieść, której długo nie zapomnę. Andy Weir stworzył historię, która chwyta za serce, bawi i rozbraja. To prawdziwa podróż na Marsa, a jednocześnie wyprawa, w której każdy dzień może być tym ostatnim. Napięcie i niepewność trwają do ostatnich stron, mimo że przecież wiemy, jak to się skończy...
Ocena: bardzo dobra[5/6]

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Akurat i Pani Annie z  Business i Culture!

Autor:  Andy Weir
Tom: -
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 384
Cena: 39,99 zł
Data przeczytania: 2016-03-08
Skąd: własna biblioteczka

PS. Dla wszystkich Pań najlepsze życzenia! :D
PS2. Jeśli jakiś mężczyzna zajrzał tu 9 marca, wszystkiego najlepszego z okazji dnia mężczyzny! ;D

29 komentarzy:

  1. A ja się zbieram i zbieram do Marsjanina i coraz większą mam na niego ochotę. Chyba w końcu go zakupię, trudno, że portfel będzie płakał... :))
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam rozpoczęcie przygody od książki. Powieść jest warta poznania i wyniszczenia portfela ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Książkę i film kojarzę, aczkolwiek jeszcze nie czytałam. Fabularnie to jednak bardzo moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że szybko to zmienisz i poznasz obie opcje, ja za jakiś czas biorę się za film :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. ark wielokrotnie musiał podchodzić do problemów kilkakrotnie, gdyż jego wiedza nie jest wszechstronna i on też popełniał błędy. -> mieszasz czasy. Jeśli piszesz w czasie przeszłym, nie przeskakuj na teraźniejszy :)
    Film widziałam, książka gdzieśtam majaczy mi się w planach.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, już poprawiam coś w tym zdaniu :) Każda pomoc w doskonaleniu pisania jest dobra ;)
      Film wciąż przede mną. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ja swoją przygodę z Marsjaninem zaczęłam od filmu, który okazał się jednym z tych, przy których zapomina się o całym świecie. Książkę udało mi się ostatnio wygrać w konkursie więc przeczytanie jej to tylko kwestia czasu, ale trochę żałuję, że nie zaczęłam w takiej kolejności jak należy. Teraz wyobraźnia nie będzie miała zbytnio pola do popisu bo przed oczami będę miała kadry z filmu ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast mam z "Marsjaninem" taki oto problem: książka była rewelacyjna, przez co film już co najwyżej dobry, gdyż wiele ciekawych momentów nie zostało zekranizowanych lub zostały wycięte. Gdybym przerobił je w odwrotnej kolejności, byłoby z pewnością dużo lepiej, gdyż książkę traktowałbym jako naturalne rozwinięcie wydarzeń z filmu. :)

      Usuń
    2. Patka, Spodziewałam się tego, że bez przeczytania książki film mnie oczaruję, ale wolałam najpierw poznać książkę, mimo możliwości zobaczenia książki w kinie. ;) Mam nadzieję, że książka Ci się spodoba. ;)
      Thompson51, teraz nie pozostaje mi nic innego jak zobaczyć film i porównać wrażenia. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Też ostatnio skończyłam i bardzo mi się ta powieść podobała. Coś jak Robinson Crusoe / MacGyver z lepszym poczuciem humoru na Marsie. Też mi lekko te elementy techniczne przeszkadzały w odbiorze, ale w sumie całość była dobrze wyważona. Jak przeżyję do jutra (czeka mnie nocka nad wykańczaniem rozdziału pracy magisterskiej), to sobie w nagrodę wersję filmową obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JAK KTOŚ NIE CZYTAŁ, NIE CZYTAĆ! A i czy ja wiem z tym dramatyzmem... Całość z tą akcją ratunkową była niesamowicie amerykańska, co trochę sugerowało zakończenie...

      Usuń
    2. O dziwo mnie też przyciąga już do filmu, chciałabym zobaczyć jaki był tamtejszy Mark. ;)

      Pozdrawiam.

      PS. Końcówka była dość przewidywalna, właśnie taka amerykańska, ale jakoś to do trafiło i pasowało mi do całej książki. :)

      Usuń
  6. Ta pozycja chyba jednak nie dla mnie. Opisy techniczne, detale... Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragmenty te spowalniają czytanie, ale jednocześnie są niezbędne. ;) Nie będę zmuszać, ale polecam! :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Słyszałam o książce i filmie, ale waham się, czy czytać/oglądać, czy też nie, ponieważ na co dzień wolę zupełnie inny gatunek, aczkolwiek czasem dobrze jest się przełamać i poznać coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie jak by się Tobie spodobała, bo zwykle czytasz coś całkiem innego, jeśli znajdziesz wolny czas, polecam ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. No dobra... przyznaje się NIE CZYTAŁAM! Wiem, że kiedyś po nią sięgnę, choć by z uwagi na to, że wyznaje zasadę najpierw książka potem film, a film zamierzam obejrzeć. :)
    Pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam serdecznie. ;) Ponoć oba dzieła dobre, ale film wciąż przede mną. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Jak do tej pory obejrzałam jedynie film, ale bardzo chciałabym zabrać się również za książkę ;) Szkoda tylko, że w takiej kolejności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo osób to zrobiło. U nas szał na powieść zaczął się po premierze filmu, miałam nawet iść do kina, ale wolałam najpierw poznać książkę. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Oglądałam film - muszę zabrać się za książkę i to w niedługim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tego nie pożałujesz, a ja ze swojej strony polecam. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Mnie książka bardzo wciągnęła. Teraz mam w planach obejrzenie filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedyna w swoim rodzaju. Mimo, ze mnie nie zachwyciła, na długo nie wyrzucę jej z mojej głowy. A Mark Watney to jedna z lepszych postaci, o jakich bylo mi ostatnio czytać :D!

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam książkę jak i film w planach. ;)
    Buziaki. :**

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka zapowiada się naprawdę dobrze. Już jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się losy bohatera ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam i kocham! Mark jest niesamowity ❤ Jego teksty mnie rozwalały. Film też już obejrzałam i Damon świetnie poradził sobie w roli Watney'a, ale książka jest lepsza ;)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Zupełnie oszalałam na punkcie tej książki. Tak bardzo, że długo czekałam na ekranizację, która niestety zupełnie rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pragnę obejrzeć film "Marsjanin" TAK MOCNO, a wszystko przez Patkę i jej mega-pozytywną recenzję. Ale jeszcze bardziej chcę zacząć swoją przygodę z tą historią od książki, także nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak pozytywnie ją przedstawiłaś. To mi udowodniło, że mam na co czekać i jestem dumna z siebie i swojej cierpliwości. :)
    Książkę albo wypożyczę, albo kupię, jeszcze nie jestem pewna, ale teraz, po twojej recenzji, bardziej pragnę kupić, bo myślę, że przy odrobinie szczęścia, może mi się spodobać tak jak tobie, a wtedy zdecydowanie będę chciała mieć to cudo na półce. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.