środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014

Witam Was jeszcze w roku 2014!

Koniec roku zawsze niesie za sobą pewną nostalgię i pytanie: Co też dał nam ten rok, co osiągnęliśmy? Jako że nie chcę Was tu zamęczać moimi życiowymi sprawami, postanowiłam, że napiszę o moich
osiągnięciach czytelniczych. Nie będzie to typowe podsumowanie, a bardziej taki zbiór luźnych i krótkich punktów, a następnie pokażę Wam mój wybór najlepszych książek z danego miesiąca "TOP12", które może stanie się nawet czymś więcej. :)


Na początek zwykłe statystyki, które pojawiły się już w podsumowaniach miesięcznych i na koniec poprzedniego roku. W nawiasach umieszczę dane właśnie z 2013 roku. ;)

Liczba moich obserwatorów: 302 (z 179)
Liczba wyświetleń bloga: 82808 (z 23526)
Najczęściej odwiedzany post: Spętani przez bogów (553 odsłony)
Liczba dodanych postów: 391 (wcześniej 212)
Liczba przeczytanych książek: 132
Liczba przeczytanych tomików mang: 21
Liczba wyzwań, w których brałam udział: 3


Podsumowanie wyzwań: 

1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu  (ukończone)
2. Czytam literaturę amerykańską  (ukończone)
3. Czytam fantastykę (ukończone)
4. Fantastyczna dwunastka (przerwane, nie z mojej winy)
5. Dystopia 2014 (ukończone)
6. Book lovers (zrezygnowałam)
7. Grunt to okładka (ukończone, ale z marnym rezultatem)
8. Paranormal romance (zrezygnowałam)
9. Serie na stracie (ukończone)
10. Mitologia  (ukończone)

Nie wiem niestety, ile i jakie książki dodawałam do wyzwań, uwierzcie w każdym miesiącu było ich naprawdę sporo. W tym roku zrezygnuję z większości(myślałam nawet o wszystkich)wyzwań, by nie ograniczać się recenzyjnie żadnymi przymusami czasowymi.




Lista książek w porównaniu z zeszłym rokiem jest krótsza, postaram się napisać ją w czasie ferii(mam je już w styczniu), równocześnie przeniosę poprzednie podsumowania na jedną stronę, bo samo słowo "podsumowanie" zajmuje dość dużo miejsca w nagłówku. ;)



Postanowiłam, że tak jak w zeszłym roku stworzę swoją listę najlepszych książek miesiąca, nie tylko wydanych w tym roku, ale po prostu przeczytanych przeze mnie, ważne, że po raz pierwszy, bo zdarza mi się kilka razy czytać ulubione serie. ;)



TOP 12 
Najlepsze książki roku:

Styczeń

Nie mogliście nie zauważyć, że jestem ogromną fanką wszelkich powieści pani Clare, tym bardziej z ogromnie wyczekiwałam "Mechanicznej księżniczki", a ona przegoniła moje najśmielsze oczekiwania, była niesamowita, łączyła wszystkie wątki i zaskakiwała, lecz tylko pozytywnie.  <Recenzja>

Luty
 

"Zielona mila" to powieść wzruszająca, pełna emocji, bezprecedensowa. Trudno znaleźć podobną. Moją zbrodnią w tym przypadku było obejrzenie ekranizacji przed przeczytaniem powieści.Przez to film wypadł lepiej w moich oczach, na co nic nie mogę poradzi. Mimo to wspaniała.

Drugi tytuł na ten miesiąc to zdecydowanie inna półka. "FNiN oraz Sekret Czerwonej Hańczy" ubawił mnie bardzo mocno, śmiałam się na cały głos, to była rozrywka najwyższych lotów, do tego ciekawy pomysł na fabułę, nietypowi bohaterowie i ich pomysły, czyli wszystko to, za co kocham FNiN. :D <wrażenia>

Marzec:

Zaraz po przeczytaniu byłam nią oczarowana, odbiegała wydarzeniami i postawą postaci od tomu pierwszego i dlatego "Zbuntowane anioły" tak pozytywnie na mnie wpłynęły, wręcz oczarowały. Chyba było to dla mnie jednym z najbardziej szokujących zdarzeń w roku. <klik!>

Kwiecień:
 
(Dwie cudowne okładki!)


Przeleżała na półce czas od premiery, dopiero w kwietniu udało mi się ją przeczytać i przepadłam. Magia wydobywająca się z kart "Króla kruków" mną zawładnęła. Wręcz pożerałam strony nie mogąc się oderwać, a opis brzmiał tak stereotypowo i nijako. Oczarowana! Wiecie, ze w tym roku premiera 2 tomu?  <zapraszam po więcej>

Drugą pozycją zaś były "Rywalki". Połączenia baśni i reality show było dla mnie czymś, z czym nigdy się nie spotkałam. Przeczytanie całej serii(razem wypadają nie najlepiej) nie wpłynęło jednak na moją ocenę i wciąż uważam, że Rywalki były niesamowite. <opinia>

Maj

Dzięki majowi w moim czytelniczym zbiorze pojawiło się kilka części Jeżycjady, to ona bezapelacyjnie w nim królowała. Postanowiłam wyróżnić jednak jeden tom - "Opium w rosole". Historia małej Gieniu, którą pokochałam za jej bezpośredniość i upór, niby wesoła historia, ale zawierała drugie dno. <trochę więcej>

Czerwiec:
 


Czy to musi być tak ciężki wybór? Znów mam kilka pozycji, które spokojnie mogłyby tu się dostać, ale wybrałam dwie.Na samym początku miesiąca udało mi się przeczytać "Dar Julii" i nie ukrywam, że byłam nim zachwycona, od razu dzwoniłam do koleżanki, która zna Julkę i zaczęłam jej opowiadać o moich wrażeniach, choć wątpię by z owego słowo toku coś wyłapała. Julia na reszcie stała się silną, niezależną dziewczyną, a do tego Aaron...  <o książce>

Kupując książkę czytałam jedynie jej recenzje, które w większości przypadków opisywały ja jako książkę niesamowitą, wspaniałą, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Książka "Na krawędzi nigdy" mnie porwała, czytałam ją do trzeciej w nocy, czyli aż skończyłam, nie mogłam przerwać, a to coś znaczy. <więcej wrażeń>

Lipiec:
 


Znów dwa tytuły, przykro mi. Jako pierwszy "Inferno", autor jak zwykle wykonał zadanie znakomicie, byłam zachwycona, książka porwała mnie i nie pozwoliła na jej opuszczenia. Niedawno słyszałam o jej ekranizacji, nie mogę się doczekać. ;)

Jako drugi tytuł przedstawiam: "Wyścig śmierci", dzięki tej książce dodałam panią Stefvater na listę moich ulubionych autorów. Powieść w jednym tomie, zamknięta, a mimo to chciałam więcej, wciąż chcę. Wzruszająca i prawdziwa, mimo opowiadanej historii.  <recenzja>

Sierpień:

"Cienie na księżycu" przywróciły mi wiarę w cykl Poza czasem, przeniosły na daleki wschód w czasy dawne, nieznane i opowiedziały magiczną historię bohaterki, która rosła na moich oczach. <moje odczucia>

Wrzesień:
Brak książki wyróżniającej się na tle innych! 

Październik:

Znów w moim zastawieniu pojawia się Cassandra Clare, piszcie, co chcecie, ale mimo minusów książka była niezwykła. Tyle czekania, by wreszcie nastało rozwiązanie. Chyba na ocenie zaważył sentyment, ale pokochał historie i nie mogę inaczej.  "Miasto niebiańskiego ognia" miało trochę minusów, ale ginęły w tle moich zachwytów... <opinia>

Listopad:
Brak książki wyróżniającej się na tle innych!

Grudzień:

Dzięki większej ilości wolnego czasu, również grudzień obfitował w pozycje intrygujące, miałam aż cztery typy, z których z bólem serca wybrałam numer jeden. A nie mogło to być niz innego niż "Krew Olimpu". Tyle części, tyle przygód i niebezpieczeństw, tylu bohaterów, których można polubić. A do tego wszechobecna mitologia! Kocham Riordana i czekam na więcej. :)

Jak widać wyniki czytelnicze są nierównomierne, raz czytałam tyle cudownych lektur, że aż trudno wybrać najlepszą, a niekiedy nie było takich wcale. Jednak patrząc na tytuły, które tu umieściłam jestem pewna, że czytelniczo był to udany rok. Czy znacie te tytuły, jakie macie o nich zdanie? 
____________________________________



Jako ostatni punkt tego sylwestrowego posta chciałabym Wam złożyć życzenia. Życzę Wam, by Nowy Rok przyniósł wiele wspaniałych chwil, spędzonych nie tylko na przygodach czytelniczych, ale również na codziennych, małych osiągnięciach. Niech 2015 przyniesie wspaniałe nowe powieści, w których się zakochacie, kontynuacje starych, które chcecie poznać i powtórne wydania, by móc je zebrać na półce. Życzę, by Wasze biblioteczki wciąż się rozrastały, ale jedynie o takie tytuły, które polubicie. Wiele radości. 
Udanej zabawy w sylwestra!
Życzy Patrycja.

wtorek, 30 grudnia 2014

TOP Najgorsze książki 2014

Witam Was serdecznie,
na wielu blogach już od kilku dni można zapoznać się z różnymi podsumowaniami. Również postanowiłam się z Wami czymś podzielić. Jest to trochę niecodzienne, bo chciałabym pokazać moje typy najgorszych książek, jakie miałem okazje czytać. Zwykle gdy coś zaczyna źle się źle to złe jest do końca, więc gdy coś mi się nie podobało nie kończyłam, ale trafiały się "perełki", które Wam tu przedstawię(na szczęście nie jest tego dużo). Zdecydowanie odradzam!

TOP 4 
Najgorsze książki 2014

4. "Córka żywiołu"

Książka  miała potencjał i to mnie najbardziej bolało. Uwielbiam, gdy autorzy autorzy przekazuję swoim bohaterom moce, ale tutaj dary postaci zeszły na daleki plan. Pierwszy przejął romans, może tylko w moich oczach. Był on jednak tak irytujący, tak słodki, że aż mdły. Nie mogłam czytać z przyjemnością, nie mogłam cieszyć się lekturą, a przecież ta pozycja miała być lekka i przyjemna, nie oczekiwałam po niej wiele, naprawdę. A nawet tyle nie dostałam. 

3. "Spętani przez bogów"


Miałam dość wysokie oczekiwania. Książka z mitologią w tle, polecana przez rzeszę czytających. Lektura na jeden wieczór, trwała trzy dni, a miałam czas na jej czytanie, trwały wakacje. Znów mdły romans zawładnął całą fabułą, nie polubiłam bohaterów, a końcowe rozdziały jedynie bawiły i wprowadzały w stan lekkiego pożałowania.

2. "Zawładnięci"


Traciła do mnie przez przypadek, gdy zobaczyłam ją na półce w bibliotece. Postanowiłam zabrać do domu i przeczytać. Sądzę, że moja ocena w dużej mierze brała się z tego, że książka została postawiona jedynie odrobinę niżej niż powieść wybitnego Orwella. Liczyłam na naprawdę doskonale rozbudowana fabułę, a otrzymałam w głównej mierze romans, znów. Może nie był on beznadziejny, ale w moich oczach psuł całą powieść. 

1. "Spalona"

I mój numer jeden. Twórczość matki i córki czytałam dawno temu, skończyłam sześć tomów, ale nawet wtedy, gdy zaczynałam przygodę z PR nie byłam nimi zachwycona. Po latach widząc w bibliotece tom 7 postanowiłam spróbować. Od początku wiedziałam, że to będzie porażka. Główna bohaterka w zaświatach wesoło sobie lata, jej najlepsza przyjaciółka brata się z wrogiem, nie do końca człowiekiem, a reszcie również w głowie jedynie romanse. Dodam, że główna bohaterka zamieszana jest w romans pomiędzy kilkoma facetami, mimo że podobno nie żyję. To o wiele za dużo na moją głowę. Skończyłam, ale wymęczyłam. 


______________________________________
PS. Jutro na blogu okaże się podsumowanie roku oraz TOP najlepszych książek w zdecydowanie większej ilości. ;) 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Niewolnicy z Socorro

Małe zamieszanie na targowisku 

John Flanagan większości fanów fantastyki jest znany jako twórca serii "Zwiadowcy", ta plakietka może nigdy nie zostać mu w pełni odpięta, jednak autor pokusił się o napisanie kolejnego cyklu, którego recenzje kilku tomów mieliście okazje czytać na moim blogu.

"Drużyna" to seria w podobnym klimacie, na pewno więc przypadnie do gustu czytelnikom "Zwiadowców", jednak opowiadają nie o elitarnej grupie do zadań specjalnych, a załodze Skandian kierującej statkiem  "Czaplą". Jest więc trochę brutalniej, mniej słodko, a bardziej humorystycznie, choć nadal wszystko składa się na ten miły, ugrzeczniony świat, który tak wiele młodych ludzi pokochało.

Tym razem miałam okazje zapoznać się z 4 tomem cyklu zatytułowanym "Niewolnicy z Sacorro".
Drużyna Czapli początkowo nie ma zbyt wielu zadań, spędza czas nad wodami Skandii i porównując to do ich wcześniejszych przygód, po prostu leniuchuje. Erak postanawia wysłać ich do Aleunu, by tam opiekowali się jego statkami i byli na zawsze gotowi, by wykonać jakieś inne zadanie.
Wszystko jednak się komplikuje. Zaproszenia na rozmowę do króla zostaje odłożone, by  zając się pilniejszą sprawą, czyli pogonią za  statkiem zabierających chłopów na targ niewolniczy w Socorro. Okazuje się to tym pilniejsze, że kapitanem statku jest jeden ze Skandian, były przeciwnik w walce z Czaplami. Czy ludzie zostaną uratowani? Czy niewolnicy wrócą do domu?

Książka została podzielona na trzy części, które dotyczą miejsca rozgrywania się akcji, najpierw miejscowość w Skandii, potem Araluen, następnie Socorro, choć to dopiero w tej części mamy możliwość śledzenia najbardziej porywającej akcji. Rozróżnienie to wpływa również na zapoznanie nas z zupełnie innymi kulturami, Skandianie, mieszkańcy Araluenu, czy różnorodne nacje w Socorro niezwykle się różnią, w końcu to całkowicie inne części świata.

"-Obie strony są zadowolone, bo każda myśli, że przechytrzyła drugą.-A to podstawa dobrych negocjacji."

Nie liczcie jednak na bardzo szczegółowe zapoznawanie się z kulturą, czy dokładnymi opisami przyrody, "Drużyna", tak samo jak "Zwiadowcy" to książki dla młodego odbiorcy(nie martwcie się, trafiają do wszystkich).  Liczy w nich się duża ilość zdarzeń, wysokie tempo akcji, jak również zaciekawienie czytelnika. Mimo iż wiem, że zawsze wszystko u Flanagana kończy się dobrze, przywiązanie do bohaterów, wciąż nie pozwala mi się na oderwanie od zdarzeń i brak lęku o ich życie.

Skoro mowa o bohaterach, największa część akcji zostaje poświęcona Halowi, on też ma największy udział w narracji, większość członków jego drużyny schodzi na dalszy plan. Charakteryzuje ich upór, wola walki, szybkość, ale również nierozważność i muszę to napisać, ale brak im bystrego umysłu. Czasem mi się zdawało, że w drużynie myślą tylko Hal i Thorin, reszta niekiedy ukazała jakąś błyskotliwą myśl, ale nie za często.  Wszystko to jednak nadrabiają humorem, potrafią doprowadzić do śmiechu.

"Nigdy nie należy być zbyt pewnym siebie i zakładać, że wszystko dobrze pójdzie."

Wypożyczając książkę nawet nie czytałam opisu, nie spodziewałam się też, że poza kochaną Drużyną Czapli, spotkam jeszcze innego dawnego przyjaciela, tym bardziej, że kompletnie nie pasował on do tego tytułu. Bohaterem tym był Gilan (bohater "Zwiadowców"), były uczeń Halta, zwiadowca mniej od niego tajemniczy, bardziej skory do żartu i przyjaźni. Takie niespodziewane połączenia, to ja lubię. ;)

Okładka książki jest chyba najsłabszym jej punktem, ja nie mogę się przekonać do tej szaty graficznej, nie przemawia ona do mnie, tak samo jak drugie wydanie Zwiadowców, wolałam prostotę pierwszego. Wracając jednak do tej, sądzę, że przedstawiać ona może Hala, jednak pewności nie mam, nie najlepiej wyszedł, zaś ukazanego obrazka nie mogę połączyć z żadną sceną z książki... Cóż, wyobraźnia twórców.

"Niewolnicy z Socorro" to książka interesująca, sprawiająca ogromną przyjemność podczas jej czytania. Dzięki ciepłemu stylowi autora trudno nie przywiązać się do bohaterów i nie przeżywać wraz z nimi ich przygód. Czytając naprawdę staję się jedną z drużyny, wtedy jestem Czaplą. ;)
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: John Flanagan
Tom: IV
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 408
Cena: 39zł
Data przeczytania: 2014-12-28
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Drużyna:
Wyrzutki --- Najeźdźcy --- Pościg  ---  Niewolnicy z Socorro  ---  Góra Skorpiona

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

sobota, 27 grudnia 2014

Miasto ślepców

Władza w rękach ślepców

Idziesz ulicą, przed Tobą i za Tobą idą inni ludzie. Wszyscy gdzieś się spieszą, podążają w sobie tylko znanym kierunku. Niektórzy mają w rękach telefony, piszą smsy, czy rozmawiają. Patrzysz na to wszystko i wydaje się Ci się to czymś normalnym, przecież codziennie to oglądasz. Tłum ludzi zajętych zwykłymi codziennymi sprawami. Nagle jednak to wszystko znika. Każdy z tych codziennych obrazków odchodzi w niebyt, pozostajesz tylko Ty i biel, wszechobecna biel, której nie potrafisz zrozumieć.

Pewnie nigdy nawet nie pomyślałabym, by przeczytać tę pozycję. Autorem jest laureat nagrody Nobla, a to w moich oczach stawia wysoką literacką poprzeczkę. Obawiałam się, że jej nie zrozumiem, że będzie za ciężka. Ale czytając opis czułam coraz większe przyciąganie, coraz bardziej chciałam poznać brutalny i bezwzględny świat, w którym ślepota rozprzestrzenia się jak zaraza. Jose Saramago w swoim "Mieście ślepców" właśnie taką wizję nam przedstawił.

Pierwszy akapit nie jest wcale opisem wydarzeń z powieści, jest to moja parafraza zdarzeń, które mogłyby się rozgrywać, gdyż ślepota dotykała ludzi w sposób niespodziewany, a po drugie niejasny, nikt nie wiedział skąd się brała, dlaczego miała miejsce, kto ją spowodował, co było bodźcem. Nic.

W "Mieście ślepców" jako pierwszy ślepiec zostaje opisany mężczyzna stojący na światłach. Nagle wokół niego pojawiła się jedynie biel, świat, który dotąd znał zniknął. Możemy jedynie domyślać się, że to on był pierwszy, jednak nie jest to pewne, nie mamy pojęcia też jak mógłby się zarazić.

Biała ślepota, jak później została nazwana, była dla czytelnika, jak i bohaterów powieści zagadką, nikt nie miał o niej pojęcia. Faktem stało się jedynie to, że kontakt z osoba ślepą powodował, że nas również dotykała ta przypadłość. Jak się pewnie domyślacie władze próbowały jakoś ratować sytuacje. Wyznaczyły obszar kwarantanny, w którym umieściły pierwszych chorych, w większości postaci przedstawione przez autora, pierwszych ślepców.

"Każdy z nas nosi w sobie coś, czego nie można nazwać, ale co stanowi prawdę o nas samych."

Każdy z nich był w pewnym sensie anonimowy. Mężczyzna na światłach był mi znany jako Pierwszy Ślepiec, okulista, do którego poszedł po radę jako Lekarz, a jego żona jako Żona Lekarza. Możecie łatwo domyślić się, że fakt ten ułatwiał ich zapamiętanie, jednak z drugiej strony nie pozwalał na dokładniejsze poznanie postaci, tym bardziej, że ich przeszłość, dawne życie było omówione w ogólnikach. Co miało też swoje pozytywy, bo pozwalało na identyfikacje się z postacią.

Ślepota dotykała wszystkich, nie było przed nią ratunku. Tak też sądziła jedna z bohaterek, Żona Lekarza, gdy dowiedziała się o przewiezieniu swego męża do obszaru objętego kwarantanną skłamała, że ona również straciła wzrok(zdecydowanie ułatwiał to fakt, że ślepota nijak nie wpływała na wygląd zewnętrzny chorego), sądziła, że w końcu będzie to miało miejsce. Nie stała się ona jednak główną postacią, ale dzięki temu, że jako jedyna wciąż widziała, to jej oczami śledziliśmy okropieństwa, które miały miejsce w zakładzie dla obłąkanych.

Miejsce, w jakim znaleźli się bohaterowie początkowo przy niewielkiej ilości osadzonych stosowało się do zasad jakie ustalili politycy miejscy. Jednak im pojawiało się więcej osób, im ślepców przybywało sytuacja stawała się coraz bardziej trudna. Początkowo transporty z jedzeniem i wodą pitną przybywały regularnie, jednak niedługo potem paczki nie docierały trzy razy dziennie, nie było też wystarczające. Strażnicy stawali się coraz bardziej agresywni, bali się kontaktu z ślepcami. Jak wiadomo odebranie głównego narządu poznawczego wpływa na zachowanie człowieka. Ludzie byli wycieńczeni, złamani, nie mieli pojęcia, jak podzielić jedzenie, gdzie się załatwić, jak porządnie się umyć. Wielu trafiało do ośrodka bez ubrań na zmianę, w tym, co mieli pod ręką.

Wszystko to działo się już wtedy, gdy nie przybyła ostatnia grupa ślepców, jednak gdy to nastąpiło sytuacja uległa jeszcze większemu pogorszeniu. Gwałty, kradzieże, zbrodnie oraz wszelakie inne zdarzenia, do których zmuszała bohaterów sytuacja, w jakiej się znaleźli. To oni dokonywali wyborów, a ja obserwowałam to wszystko, jako widz, który niekiedy nie mógł oderwać oczu od tekstu, a niekiedy odwracał oczy z oburzenia, czy niesmaku. Człowiek zmieniał się w zwierzę, tracił swoją świadomość, kierował się instynktem, aby przetrwać, nieważne jakim kosztem.

"Mowa ludzka jest jak przebranie, ukrywa to co istotne, słowa łączą się i błądzą, bez celu, lecz nagle dzięki trzem, czterem wyrazom lub same z siebie, odnajdują wyjście, wystarczy jakiś zaimek osobowy, przysłówek, czasownik, jeden przymiotnik i już bezkształtna masa słów zyskuje siłę, wypływa na powierzchnię, objawia się wzruszeniem na twarzy, w oczach, nadaje kształt uczuciom. Bywa że dają o sobie znak nadwyrężone nerwy, które znoszą wiele, znoszą wszystko, jak odbijająca cios zbroja, ale do czasu."

Nie tylko nie tylko pomysł na opowieść wyróżnia powieść Jose Saramago, ale również jego styl. "Miasto ślepców" mimo, że bohaterowie wypowiadają kwestie nie są w nim wyróżnione dialogi, do tego każdy akapit jest niezwykle długi, czasem zajmowały one dwie strony lub się do tego zbliżały. Trzeba było się do tego przyzwyczaić. Narracja natomiast nie obejmuje żadnego ze znanych nam bohaterów, a kieruje nią osoba trzecia, postronny obserwator, który wie wszystko, a nawet dodaje nam swoje przemyślenia, jeszcze bardziej utrudniając odbiór i tak zawiłego tekstu. Co rusz pojawiają się sentencje, złote myśli, jakieś rady, czy porównania, niekiedy stawało się to dość nużące, a zwłaszcza nie pozwalało na czytanie jednym tchem.

Moim zdaniem minusem powieści, który muszę przytoczyć  jest zakończenie, jak również sprawa ślepoty. Nie została ona w pełni rozwiązana, powodów oślepienia społeczeństwa możemy się tylko domyślać, nic do samego końca nie zostało na ten temat powiedziane. Czytelnicy w równym stopniu, co bohaterowie, są w tym aspekcie zagubieni. Nie miałam również żadnej informacji, czemu jedyna kobieta wciąż pozostała widoma, dlaczego ona... Tyle pytań, ale w sumie wszystkie wiążą się z jednym zagadnieniem. Choć część mogła zostać nam dopowiedziana.

"W obliczu śmierci każdy puszcza w niepamięć nienawiść i złość, choć stare rany nie zabliźniają się łatwo."

Okładka książki, jak oceniam, przedstawia bohaterkę filmu, który powstał na podstawie książki, choć nie mam pewności. Jest ona jedynie obwolutą, do grubej wykonanej w starym stylu książki, na której widnieje jedynie tytuł i nazwisko autora. Wykonanie perfekcyjne, doskonale się prezentuje.

"Miasto ślepców" to nie kolejna powieść o błahych tematach, nie opowiada również o upadku ludzkości. Jose Saramago w dość mocny i brutalny sposób oddaje tu portret psychologiczny człowieka. Książka narusza wszelkie bariery, wzbudza strach i zmusza do postawienia sobie pytań: Co Ty byś wybrał w tej sytuacji? Jak byś się zachowała? Czy postąpiłbyś podobnie?
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Autor: Jose Saramago
Tom: -
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 350
Cena: 35,90 zł
Data przeczytania: 2014-11-26
Skąd: biblioteka publiczna

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

czwartek, 25 grudnia 2014

Jedyna

Niepowtarzalna. Wybrana. Ostatnia. 

Gdy przyjechała do pałacu nie planowała ślubu z księciem, zrobiła to dla dobra rodziny. Patrzyła z politowaniem na 35 innych dziewcząt szalejących za ich wymarzonym wybrankiem. Jednak lepsze poznanie przyniosło przyjaźń, potem coś więcej... Ich charaktery się ścierały, kłótnie i sprzeczki nie pozwoliły na ostateczną decyzję. Teraz America zastanawia się, czy Maxon tak naprawdę ją chce. Ona utwierdziła się już w przekonaniu, co jest dla niej najważniejsze. Jednak czy będzie w stanie powiedzieć mu to prosto w oczy?

"Jedyna" to ostatni tom trylogii Kiery Cass. Seria autorki ma grono wiernych fanów, powstało wiele dodatkowych opowiadań rozszerzających historię. Czytelnicy(choć głównie płeć żeńska) zachwycają się połączeniem reality show z monarchią. Pamiętam, że czytając pierwszy tom byłam oczarowana historią. Nie ukrywam, że uwielbiam opowieści niczym ze średniowiecza, a tu mimo kamer nie dało się nie wyczuć tego klimatu. Bale, piękne suknie, wytworni goście z odległych krajów, a zwłaszcza rodzina królewska również działała na korzyść powieści. Z drugim tomem zapał lekko przygasł, byłam lekko rozczarowana wątkiem głównym, w którym autorka poprowadziła opowieść. Czy tom trzeci znów podniósł ocenę serii w moich oczach?

Ostatni tom trylogii nie zaczął się zbyt ekscytująco. Pierwsze, co mnie uderzyło to zachowanie głównej bohaterki. Nie wiem, czy wcześniej tego nie zauważałam, ale America stała się niezwykle irytująca. Najpierw sądziła, że makijaż i suknia na niewiele pozwalająca wyobraźni uwiedzie księcia, potem po chwili kłóciła sie z nim, następnie nie chciała powiedzieć mu, co czuję i liczyła, że on to zrobi... Argentyńska telenowela! Sądziłam, że to się nigdy nie skończy, co z tego że zostało zaledwie 4 kandydatki.

Uwierzcie mi jednak, America nie była jedyną nierealną postacią, po prostu wybijała się przed szereg. Żadnej z postaci nie zdążyłam obdarzyć jakimś uczuciem, sądziłam, że po drugiej części, gdy wszystko zaczęło iść w dobrym kierunku, autorka na reszcie lepiej przedstawi wszystkich, ale tak się nie stało. Miałam jeszcze więcej rozterek Ameriki, jeszcze więcej kłótni z Maxonem i jeszcze więcej rebeliantów i ich napaści, co w sumie nie było takie złe.


"To nie będzie "Żyli długo i szczęśliwie".
To będzie o wiele więcej."


W pierwszych częściach było to trochę nijakie, napaść na zamek, jakieś walki, chęć zmiany ustroju, a właściwie zniesienia podziału na klasy, ale nic więcej. Wszystko było mgliste, teraz autorka rozwinęła ten temat i pozwoliła nam na dogłębniejsze jego poznanie,  a nawet zapoznanie się z kilkoma rebeliantami, by dowiedzieć się o ich planach i żądaniach. A nie domyślać się z samych opowieści i przemyśleń króla, czy księcia.

Pozytywnie zaskoczyło mnie również połączenie się bohaterek, mówię tu o byłych rywalkach, bo teraz nie mogę już ich tak nazywać. Zrozumiały, że jedynie one zrozumieją się teraz, że jedynie one wiedzą, co działo się w pałacu i jak to na nie płynęło. Nikt nie będzie równie dobrym przyjacielem.

Jedna rzecz jednak lekko mnie smuci, a mianowicie podejście autorki do śmierci. Mimo dużego wzburzenia bohaterów, moim zdaniem aż zbytniej histerii, nie mogłam poczuć ich bólu, wydawał mi się nierealny, przesadzony. Mogłam to jednak połączyć z moim brakiem przywiązania do bohaterów, może dlatego ja nie odczuwałam za wiele.

Zupełnie inaczej odbieram książki z tej serii oddzielnie, a inaczej razem. Pierwsza część była bajkowa, nie pojawiali się w niej rebelianci, a przynajmniej nie odgrywali głównej roli, taka miła, przyjemna opowieść, niczym znane baśni z dzieciństwa. Druga w większej mierze skupiała się na zagrywkach politycznych, ukazywała ustrój, trzecia powielała ten schemat, a nawet zdecydowanie do poszerzała. Mimo tego, że powinno to się wszystko skleić w moim umyśle w pełni się to nie dziele, czuję lekki zgrzyt i nie mogę go ominąć.

Dopełnieniem książek jest wszechobecny romans. W tym tomie zaczął mnie on irytować, bo cały czas zdawało mi się, że czytam jedno i to samo. Kłótnia, godzenie się, rozmowa o uczuciach, zranienie i znów...

Sądzę, że największym pozytywem książki jest jej okładka. "Jedyna" to seria, która zachwyca, przyciąga spojrzenie i co najważniejsze wyróżnia się i to w znacznym stopniu. Pięknie komponują się razem, pięknie wyglądają osobno, bajka.

"Dzielni ludzie zawsze mają jakieś blizny..."

Podsumowując, czytając powyższe słowa możecie sądzić, że książka była dla mnie utrapieniem, jednak pisząc wciąż przychodziły mi do głowy negatywne kwestie, a przecież lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Lekka, opowieść na kilka godzin, przeniesienie się do zamku, bali, książąt i księżniczek. Gdyby to była baśń, wszystko by grało, a to jest jednak coś więcej.
Ocena: średnia [3/6]

Autor: Kiera Cass
Tom: III
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 336
Cena: 37,90 zł
Data przeczytania: 2014-11-22
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Rywalki:
Rywalki ---  Elita  ---  Jedyna  +  The Prince  +  The Guard


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

środa, 24 grudnia 2014

Niebo jest wszędzie

Pozbierać siebie z rozsypanych kawałków

Podnosisz głowę i je widzisz. Wciąż nad Tobą. W ciągłym ruchu, zmienne, różnorodne. Niekiedy przerażające, innym razem tak upajające swym widokiem, że trudno przestać patrzeć na nie wciąż, i wciąż, i wciąż. Bez przerwy. Ile razy marzyłeś, by je poznać? Ile razy chciałaś wzbić się, by dotknąć je dłonią? Ile razy? A może wciąż to robisz. A może nawet teraz czytając te zdania, marzysz, by wzbić się wysoko, by poznać ten cud, który wciąż oglądamy. Przecież "Niebo jest wszędzie" !

"Niebo jest wszędzie, zaczyna się u Twoich stóp"

Zawarty w ostatnim zdaniu tytuł jest nazwą książki, którą miała przyjemność czytać właśnie dziś, w Wigilijny dzień, a właściwie kończyć. Jandy Nelson stworzyła twór, który trudno połączyć, z czymkolwiek. Trudno określić w jakich ramach się zawiera, gdzie ma granice. Zwyczajna, bo porusza tematy, które cały czas nas otaczają, problemy, o których słyszy się na co dzień, ale również niezwykła, bo coś we mnie poruszyła.

A wszystko przez śmierć. Lennie straciła siostrę, nie w wypadku, jej siostra była po prostu chora, jej serce nie wytrzymało. Len nie może jednak patrzeć na świat tak samo, dziwi się, że wszystko wciąż działa jak dawniej, że nie nastąpił jakiś koniec, bo dla niej właśnie tak jest. Czuje, że nikt jej teraz nie rozumie. Wciąż pisze wiadomości do swojej siostry, które zostawia w najdziwniejszych miejscach. Jedną bratnią duszą w tym czasie staje się dla niej chłopak jej siostry, Toby. Czuje do niego silne przyciąganie, co bardzo ja niepokoi. Fascynuje ją również nowy chłopak, który pojawił się w szkole, jednak on zna tylko tą wersję Lennie, po śmierci Bailey.

W powieści główną rolę odgrywa Lennie. Niemożliwa fanka klasycznych powieści romantycznych, która 23 razy przeczytała "Wichrowe wzgórza", grająca na klarnecie, zamknięta w sobie. Pisząca tajemnicze wiadomości, których nikt nie przeczyta. Po śmierci siostry zaprzestała kontaktów nawet z jedyną przyjaciółką, odcięła się od rodziny i sądziła, że jedynym człowiek, który jest w stanie ją zrozumieć jest chłopak jej siostry.

Byłam wręcz zniesmaczona zażyłością, jaka się pomiędzy nimi tworzyła, tych ich pocałunków, rozmów na temat Bailey, to było chore. Miałam wielką ochotę rzucić tą książkę, jednak tego nie zrobiłam. W pewnym
stopniu oni sami zostali za to ukarani, ale również zrozumieli. Później ja również zaczęłam ich rozumieć, lekko tłumaczyć. Śmierć Bailey była dla nich ogromnym szokiem. Co i tak w pełni ich nie usprawiedliwia.

"O 4.48 w piątek, w kwietniu, moja siostra ćwiczyła rolę Julii, a niecałą minutę później już nie żyła. Ku mojemu zdumieniu czas nie zatrzymał się razem z jej sercem."

"Niebo jest wszędzie" to powieść o śmierci, ale i o życiu. Wciąż czujemy ból, który trwa w bohaterach, ich rozterki, zawirowania, ale z drugiej strony nadchodzi światło. Ktoś, coś, nadzieja przebija się przez ich skorupy i pozwala wierzyć, że przecież to nie koniec.

Takim promykiem jest Joe. Początkowo nie spodziewałam się, że tym sie stanie. Sądziłam, że to kolejny podrywacz, który zawróci głównej bohaterce w głowie i nie będzie widziała świata po za nim. Oczywiście, zawrócił jej w głowie, ale poprzez ciągły stan żałoby, jaki odczuwała Len, jak również zawirowania, jakie połączyły ją z Tobym ich historia stała się głębsza. Może wciąż nie dojrzała, ale bardziej bogata niż zwykle serwowane nam przez autorów pierwsze związki.

"Miłość jest silniejsza od wszystkiego, nawet od śmierci."

Joe nie tylko dla głównej bohaterki staje się kimś ważnym, ale również dla jej rodziny. Mieszkająca z babcią, nazywaną Gram i wujkiem, tworzą różnorodną i barwną gromadę, z lekkimi napadami szaleństwa towarzyszącymi im po odejściu Bailey. Babcia jest miłośniczką ogrodnictwa, o jej ogrodzie tworzone są legendy, jednak nikomu nie pozwala dotknąć się do swoich roślin. Jedna z nich odzwierciedla w jej mniemaniu(jak również całej rodziny) Len. Do tego maluje, jej obrazy powstaja jedynie w różnych odcieniach zieleni. Wujek Big zaś to lokalny Casanova z niebywale zakręconym wąsem, zamiłowaniem do roślin , ślubów i trawki, którą często popala.

Jednak nawet przed śmiercią Bailey ich dom nie był pełny. Brakowało matki dziewczyn. Nikt o niej nie mówił, Gram wymyślała o niej opowieści, dziewczynki wierzyły, że kiedyś wróci, że gdzieś tam jest, że podróżuje jak Krzysztof Kolumb, że odkrywa nowe tereny. Ale prawda zawsze była ukryta. Nawet jej obraz stworzony przez Gram, witający gości, niedokończony, nic nie mówił.

"Żałoba to dom, w którym krzesła zapomniały, jak nas dźwigać, lustra jak nas odbijać. Żałoba to dom, który znika, ilekroć ktoś zapuka lub zadzwoni do drzwi; dom, który wzlatuje w powietrze przy najlżejszym powiewie; który wkopuje się w ziemię, kiedy wszyscy śpią."

Patrząc na okładkę, na jej lekką sztuczność, oszukana lekkość można się spodziewać zupełnie innej lektury. Ta prosta grafika jest jej zupełnym przeciwieństwem. Jednak nie tylko skryta wewnątrz treść, ale również sfera graficzna zachwyca. Każdy rozdział to delikatne niebo, przed nim lub po nim, widzimy kartki, kubki, ściany, ławki, trzeba, na których główna bohaterka pozostawiała swoje listy. A na sam koniec niebieska czcionka, tego się kompletnie nie spodziewałam, jeszcze nigdy nie spotkałam się z powieścią młodzieżową o zmienionym kolorze czcionki. Pierwszy raz jestem zachwycona grafiką, którą stworzyło wydawnictwo Amber.

"Niebo jest wszędzie" zaskoczyło mnie swoją wielowątkowością, złożonością postaci i ukazaniem różnorodności przeżywania żałoby. To powieść wzbudzająca emocje, jednak nie nad wyraz patetyczna i wzniosła, ale prosta, przejrzysta. Była zmienna jak niebo, wciąż się przemieniała, od spokoju, przez żal, do radości. Zaskoczyła mnie.
Ocena: świetna [6/6]


Autor: Jandy Nelson
Tom: -
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 368
Cena: 35,80zł
Data przeczytania: 2014-12-24
Skąd: własna biblioteczka

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:


PS. 


Dziś Wigilia, dzień, w którym rozpoczynamy święta Bożego Narodzenia, z tej okazji chciałam Wam życzyć wiele ciepła, miłości, radości w te szczególne dni. Byście zawsze byli uśmiechnięci i pełni optymizmu. Jako mol książkowy nie mogę nie życzyć wspaniałych książek pod choinką i znalezienia odrobiny czasu na lekturę, bez uszczerbku na rodzinnych relacjach. Tak więc WESOŁYCH ŚWIĄT!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Zbrodnia i kojot

Przykre konsekwencje i Kojot na dokładkę 

Znajomość mitologii zwykle działa na korzyść. Można dowiedzieć się, z jakim bogiem obecnie jest się w konflikcie, kto nasyła na nas, jakichś wrogów, kto chcę naszej śmierci. Albo można też zawrzeć umowę, by owej śmierci wywinąć się z rąk...

Atticus wraz z kilkoma bogami i swoim przyjacielem wampirem, Leifem udał się do Asgardu i tam zabił Thora i poważnie uszkodził jego ojca, Odyna. Nie obeszło się to bez echa. Ostatecznym krokiem, by uciec od zemsty bogów i móc znaleźć czas na wyszkolenie nowego druida, było upozorowanie własnej śmierci. A kto zrobi to lepiej niż bóg oszustów - Kojot?
Jednak cena owego przedsięwzięcia również wiąże się z konsekwencjami. A bogowie tak łatwo nie odpuszczają. Atticus musi pomóc Kojotowi w utworzeniu kopalni złota, jednak bez znajomości wielu przeciwności, naprawdę poważnych i niebezpiecznych. Czy upozorowana śmierć może zmienić się w prawdziwy zgon?

"Zbrodnia i Kojot" to czwarty tom cyklu Kroniki Żelaznego Druida. Opowiada on o ponad 2000-letnim druidzie, jedynym ze swojego gatunku, który cały czas musi uciekać wrogom w postaci bogów z każdego zakątka ziemi. Przez tyle lat można sobie narobić wrogów, prawda? Kevin Hearne wciąż wymyśla nowe przeszkody na drodze druida do odnalezienia spokoju i harmonii. Jednak czy zabicie kilku bogów może obejść się bez echa.

"- [...] Po co, do licha, nosi pan przy sobie miecz?
- Na wypadek apokalipsy zombi. Miecz ma tę zaletę, że nigdy się nie kończy amunicja."


Część ta w głównej mierze opowiada o konsekwencjach wspomnianej już wcześniej walki. Obecnie Atticus musi się ukrywać, jak również walczyć z bogami, którzy wciąż nie uwierzyli w jego pożegnanie się z tym światem, a naraził się nie jednemu. Do tego dochodzą sprawy związane z umową z Kojotem. Bóg oszustów nie gra uczciwie, a ciągle wyciąga nowe asy z rękawa i zaskakuje nie tylko druida, ale i nas - czytelników.

Jak zawsze na główny plan, poza niezmierzoną ilością akcji i humoru, wysuwa się mitologia. Tym razem autor skupił się na tej, w jaką wierzą rdzenni amerykanie, stąd wielką rolę odgrywa bóg oszustów. Nie ukrywam, że byłam kompletnie zielona w temacie, więc nie mogłam tworu autora porównywać do znanych od dawna mitów i wierzeń, ale jak zwykle historie zostały dość mocno uwspółcześnione, dzięki czemu z łatwością można je łączyć z dzisiejszymi problemami głównego bohatera.

A skoro mowa o Atticusie(choć w tomie tym przyjmowałam i opowiadał o wielu swych imionach, nawet o Nigelu...) w książce niezmierzoną ilość razy wpadał w tak ogromne kłopoty, że myślałam, że nie z nich nie podźwignie. Walka z silniejszymi przeciwnikami, zdrady przyjaciół, umowy, które skrywają wiele kruczków... Nie miał za wesoło. Jak zwykle nie tracił jednak swojej pozytywnej energii, sporej dozy ostrożności i pewności siebie, którą można połączyć tylko z nim. Nie ukrywam jednak, że czasem wydaje mi się nieśmiertelny, choć może źle to ujęłam, niezniszczalny, nic nie może go unicestwić, jak silne by było. Zabija nawet bogów! Ale czy bez tego byłby aż tak godny zapamiętania?

"-To człowiek renesansu - wyjaśniła Granuaile. [...] Posłałem jej rozbawione spojrzenie. No tak, jestem człowiekiem renesansu, tak jak i człowiekiem oświecenia, epoki wiktoriańskiej, postmodernizmu i..."

Jego historia wciągała, choć nie miała głównego wątku, bardziej łączyła się na wielu płaszczyznach, tworząc ciąg przyczynowo-skutkowy, który po prostu stworzył zakończenie z niczego. Ma to swój urok i kojarzy się z pierwszymi dwoma tomami, kiedy to główny bohater musiał walczyć o swoje życie, po prostu chciał przetrwać, a my poznawaliśmy jego przeszłość.

Zakończenie tej powieści, po raz pierwszy wniosło trochę spokoju, a przynajmniej w porównaniu z poprzednimi tomami. Nie wiem, czego mam się spodziewać, czy autor zaserwuje lekki przeskok w czasie, co się teraz stanie? Irytuje mnie ta niewiedza, mam wielką ochotę na zapoznanie się z kolejnym tomem, by się tego dowiedzieć.

Okładka "Zbrodni i Kojota" doskonale wpasowuje się w styl swoich poprzedniczek. Uwielbiam modela na niej występującego, jest jak Atticus z mojej głowy, a może to on wpłynął na moje wyobrażenie. Uważam, że oprawa graficzna ma w sobie wiele magii, ale również nie jest przytłaczająca i kiczowata. Po prostu łatwo ją zapamiętać, tak samo jak oryginalne tytuły, gorzej jedynie z ich kolejnością...

Czwarty tom Kronik Żelaznego Druida wypadł w moich oczach równie dobrze, co reszta części. Był pełen humoru, którego nie można połączyć z żadną inną serią. To samo mogę powiedzieć o głównym bohaterze, nigdzie jeszcze nikogo do niego podobnego nie spotkałam. Co ważne jednak, tej przygody w ogóle nie żałuję, a mam nadzieję ją kontynuować.
Ocena: bardzo dobra [5/6]


Autor: Kevin Hearne
Tom: IV
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 424
Cena: 35,90zł
Data przeczytania: 2014-12-22
Skąd: biblioteka publiczna

Kroniki Żelaznego Druida:
Na psa urok ---  Raz wiedźmie śmierć  ---  Między młotem a piorunem  ---  Zbrodnia i Kojot  ---  Kijem i mieczem  ---  Kronika wykrakanej śmierci  ---  Shattered


Wyzwania, w których bierze udział ta książka: