czwartek, 17 kwietnia 2014

Lek na śmierć

Ostateczny test

Są takie zadania, którą ciągną się za nami całe życie. Są takie zdarzenia, o których nie sposób zapomnieć. Są tak okropne rzeczy, że sądzimy, że zawsze będą nam się śnić w koszmarach. Są takie idee, dla których giną ludzie. Są takie plany, że aby je wykonać muszą zginąć niewinni, ktoś musi się poświęcić. Wtedy pada wybór, czy warto zabijać dla dobra ogółu. Czy uratowanie milionów ma sens, gdy poświęci się dla nich niewielu?

Thomas i jego przyjaciele zostawali poddani już wielu próbom. Znaleźli wyjście z labiryntu, przeszli próby ognia, a zaraz po nich poddano ich oddzielnym zadaniom, które musieli wykonać, aby przetrwać. Teraz obie grupy są razem i czekają na ostateczny etap, wiedzą, że to jeszcze nie koniec. Próba Thomasa polegała na siedzeniu w zamknięciu, chłopak powoli tracił zmysły i zaczynał wariować. Wtedy do pokoju, w którym był zamknięty przyszedł Szczurowaty. Mężczyzna zaczął mu tłumaczyć wiele rzeczy, chciał przekonać go, że  DRESZCZ jest dobry, jednak on przeszedł za wiele, by w to uwierzyć. Teraz organizacja chcę zebrać ich wszystkich i przywrócić im wspomnienia, te z przed labiryntu, by mogli dokonać decyzji. Większość chcę powrotu pamięci, buntują się jedynie Thomas, Newt i Minho. Czy ta decyzja naprawdę będzie tak dobrowolna, jak zapowiada DRESZCZ? Czas na ostateczną próbę, czas by odnaleźć lek. Tylko za jaką cenę?

To już ostatni tom trylogii Jamesa Dashnera. „Lek na śmierć” kończy historię Streferów poddawanych licznym i niebezpiecznym próbom. Cykl jest spójny, tworzy doskonale dopełniającą się historię z zarysowanym motywem przewodnim, który my czytelnicy, poznajemy dopiero w dalszych etapach lektury. Początkowo można sądzić, że w całym eksperymencie nie chodzi o nic wielkiego, po prostu młodzi ludzie zostali zmuszeni do wykonania misji, by wyłonić tych najtwardszych. Jednak cel całego eksperymentu pozwala dostrzec coś więcej. Od lektury pierwszego tomu nurtowało mnie właśnie to pytanie, po co? Teraz wiem. Ale postanowione w pierwszym akapicie pytanie ostanawia mnie, czy było warto.

Wiele lat temu eksperyment pewnej organizacji wydostał się z laboratorium i zaczął siać spustoszenie na ziemi. Ludzie zaczęli chorować, później umierać. Pożoga dotknęła wszystkich, a właściwie prawie wszystkich. Nie było żadnego leku, nie było lekarstwa. Gdy ktoś zachorował nie było dla niego litości. Zapadał wyrok. Jedynie garstka ludzkości była naturalnie uodporniona. Ale czy liczona się z nimi, czy mieli jakiekolwiek przywileje? Nie, byli równie mocno potępiani przez normalnych ludzie, co zarażeni. Dostali się za margines, znienawidzeni.

Niezwykle obrazowo w tym tomie zostały ukazane relacje między wspomnianymi wyżej grupami. Ukazana została wrogość, relacje i funkcje, jakie przyjmowały grupy. Poznaliśmy lepiej świat na zewnątrz, świat w pełni nie ogarnięty chorobą, gdzie żyli jeszcze zdrowi ludzie. Weszłam na obszar miasta, doskonale zabezpieczonego, ale powoli zżeranego od środka. Z drugiej zaś strony mogłam zobaczyć, jak żyją Poparzeni, zarażeni chorobą w miejscach specjalnie dla nich przeznaczonych. Czy były to obrazy kolorowe? Nie, ale one miały takie być. Cywilizacja była na skaju przepaści, znajdowała się w ostatecznym stadium od upadku. Gdyby tak znoszony świat ukazać w jasnych barwach wszystko wyszłoby groteskowo. Ten świat stoi na skraju i niewiele zostało do wykonania ostatecznego, decydującego kroku w dół.

Podczas czytania tego tomu pozytywnie wpłynęła na mnie kreacja bohaterów. Autor skupił się na tak wielu aspektach ich relacji, ich emocji, że mogłam poczuć, to co oni. Nie mówię tu jedynie o postaci narratora i głównego bohatera Thomasa, ale również innych Streferów i bohaterów. Widać było, że nie są to jedynie idealni bohaterowie, ale zwykli zagubieni w swoim poleżeniu nastolatkowie, którzy próbują odnaleźć się we wciąż zmieniającym otoczeniu. To, że są jacy są, łączy się z tym, co przeszli. Cieszę się, że nie są poukładani, że nie zawsze mają plan na dalszy swój los, że nie wszystko im się udaje.

W części tej był jeden bohater, który wybijał się ponad resztę, który przeszedł najwięcej i wciąż mnie zaskakiwał. Newt od początku nie miał łatwo, ale to jaki los spotkał go w tym tomie, jest okrutne. Podczas przewracania kolejnych stron mogłam zauważać zmiany, jakie w nim zachodziły, co przechodził. To był najmocniejszy i najbardziej dosadny obraz eksperymentu i tego, z czym walczył. Naprawdę mocno wpłynęły na mnie słowa, które zostawił w swojej wiadomości dla Thomasa. Nie spodziewałam się tego długo, bo nie myślałam, że dojdzie do najgorszego.

Jedynym minusem, który napotykałam podczas czytania, ale który teraz jakoś zniknął w trakcie pisania tej recenzji jest brak punktu do, którego dążą bohaterowie. Wcześniej musieli coś zrobić, musieli odnaleźć wyjście, wydostać się z Pogorzeliska, a teraz nie mieli wyznaczonego celu i sami mieli obrać kurs, w jakim będą podążać.  To było dla mnie nowe, bo bohaterowie sami nie wiedzieli, gdzie chcą trafić, nie znani świata na zewnątrz, nie byli przygotowani na jego niebezpieczeństwa. To mnie trochę gubiło, ale dawało też punkty zaskoczenia od samego początku, aż do końca.

Do końca, właśnie warto wspomnieć o zakończeniu, na które chyba większość czytelników czeka. Czy DRESZCZ osiągnie cel, ilu Stroferów wyjdzie z ostatecznego zadania cało, czy w ogóle wyjdą cało? Jak potoczy się eksperyment? Czy lek na Pożogę zostanie wynaleziony? Czy może zarażonym ludziom? Wiele pytań, na które oczywiście nie odpowiem, by nie psuć Wam lektury. Muszę powiedzieć jednak, że zakończenie potoczyły się w innym kierunku niż myślałam, nie wypadło słabo, ale dość zaskakująco. Sprawy toczyły się szybko, podczas książki dochodziły nowe fakty, pojawiali się nowi ludzie, którzy zaczęli odgrywać sporą rolę, to wszystko wpłynęło na to, że ostatnie strony zaczynały wyglądać inaczej niż sądziłam. Wcześniej nie miałam przed oczami wielu zmiennych. Pewnie zastanawia Was również, czy po lekturze tego tomu poznałam wszystkie odpowiedzi. Od razu muszę napisać, że nie. Wciąż kołacze mi się w głowie wiele pytań, na które chciałabym poznać odpowiedź. Ciekawi mnie, czy wydawnictwo pokusi się o wydanie prequela, bo podobnież on może wyjaśnić wiele.

Zbliżam się już ku końcowi mojej wypowiedzi, czas więc na wspomnienie o oprawie graficznej powieści. Okładka książki zachwyca mniej niż pozostałe, podczas lektury szukałam miejsca, które mogłyby do niej pasować i odkryłam je, ale dopiero podczas czytania ostatnich rozdziałów. Czekanie się opłaciło. Sądziłam już, że jedynie dwa pierwsze tomy będą nawiązywać do miejsc, w których znajdowali się bohaterowie, ale cieszę się, że się pomyliłam. Jednak podczas czytania znalazłabym kilka bardziej widowiskowych miejsc, które możnaby ukazać na okładce. Jest jednak jak jest. Jak w każdej części i w tej pojawia się ciekawe rozpoczęcie rozdziałów. Przewija się w nim motyw przedstawionego na okładce miejsce, co skleja całą powieść.

Czas na ostateczny rozrachunek „Leku na śmierć”. Książka podczas lektury mocno na mnie oddziaływała, czytałam, czytałam i nie mogłam się oderwać, bo losy bohaterów wciąż przybierały inny obrót. Napotykałam na wiele zaskoczeń, niespodzianek i niepewności. Wciąż w mojej głowie pozostało sporo pytań, na które będę szukać odpowiedzi w różnych źródłach(czyt. prequel). Mam nadzieję, że choć część z nich zostanie wyjaśniona. Wszystkim, którzy skończyli trylogię pozostaje czekać na ekranizacje, która będzie miała miejsce we wrześniu. Też jesteście jej ciekawi?
Ocena książki: świetna [6/6]

Ocena serii: świetna 

Autor: James Dashner
Tom: III
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 388
Cena: 37,90zł
Data przeczytania: 2014-04-12
Skąd: własna biblioteczka

Seria Więzień labiryntu:
Więzień labiryntu --- Próby ognia --- Lek na śmierć


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

17 komentarzy:

  1. A ja jeszcze nie zabrałam się za czytanie pierwszej części.
    Cieszę się, że tak wysoko oceniłaś trzecią część.
    Pozdrawiam i życzę wesołych świat!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, ja szybciej chyba tę ekranizację obejrzę, niż zabiorę się za tę trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawa seria, o której piszesz bardzo wyczerpująco.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przeczytać pierwszą!

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę się zapoznać z pierwszą częścią!
    Pozdrawiam Michał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W planach mam pierwszą część, i po Twojej recenzji muszę się chyba w końcu zabrać za "Więźnia labiryntu" :)
    Z przyjemnością informuję Cię, że zostałaś nominowana do LBA :) Więcej u mnie: http://recenzentka-carrie.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej serii wcześniej, lubię dystopie, więc może kiedyś uda mi się przeczytać wszystkie trzy tomy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za dużo trylogii przede mną, więc za tą ładnie podziękuję :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Śwetna, podoba mi się zarys fabuły, przedstawiony przez Cb, myślę, że to idealna książka dla mnie, dopisuję do swojej listy. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja za seriami nigdy nie przepadałam, ale dla osób, które śledzą je na bieżąco zawsze pozostanie jakiś niesmak :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niedługo zaczynam drugą część, mam nadzieję, że spodoba mi się na tyle, że przeczytam i tę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podobają mi się te okładki. Treść jest całkiem interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo długo czekałem na 3 część, ale niestety zawiodłem się. Książkę faktycznie czytało się szybko, wciągała, ale wiele wątków nie zostało rozwiniętych, skończonych. W ogóle ta książka była pisana tak, jakby miała być jeszcze jedna część (szczególnie po tak otwartym zakończeniu)... Poza tym, poprzednie części były szokujące a styl dość luźny, język również, ale w ostatnim tomie przeszkadzało mi to jednak i nie wpłynęło pozytywnie na tę lekturę. Jak napiszę recenzję, to ułożę dokładnie swoje myśli xDDD... Pozdrawiam, Avenix

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejciu prosze powiedz mi bo chce bardzo wiedziec cz Newt i Thomas przetrwaja i czy minho ale najwazniejsze czy newt i thomas prosze

    OdpowiedzUsuń
  15. Proszę powiedz mi czy Thomas i Newt przetrwają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przeczytać, by się dowiedzieć. ;) Nie mogę tu otwarcie nic zdradzać, bo ktoś może trafić na to i zniszczyć sobie czytanie...

      Usuń
    2. Ja wiem bo czytałam ale nie zdradzę, anonimie. Sam przeczytaj :)

      Usuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.