Więzień labiryntu

Budzisz się w ciemnym, ciasnym pomieszczeniu, nie pamiętasz nic prócz własnego imienia, kojarzysz przedmiotu, jednak nie wiesz, skąd je znasz. Twoja pamięć została usunięta, jednak wybiórczo, masz dostęp tylko do części informacji, a o sobie nie możesz dowiedzieć się nic. Twój własny mózg stał się dla Ciebie labiryntem, czy jest z niego wyjście?

Thomas budzi się w szybie windy, z własnego życia pamięta jedynie swoje imię, nic poza tym. Wszędzie panuję mrok, nagle promyk światła, wyciągnięte ręce. Chłopak chwyta się tej ostatniej nadziei, że wszystko wróci do normy, że będzie bezpieczny. Jednak właśnie te wyciągnięte ręce otwierają przed nim nieznany, obcy świat. Tu nic nie jest normalne. Wokół niego znajduję się kilkudziesięciu chłopców, żaden z nich nie jest dorosły. Chłopak czuję pustkę, choć zadaje pytanie nie otrzymuję jasnych odpowiedzi, ludzie wokół mówią, że znalazł się w Strefie, że to część Labiryntu, z którego nie ma wyjścia. 

„To nie jest przedszkole, szczylniaku. Zapomnij o dawnym życiu, rozpocząłeś nowe. Wykuj zasady i przestrzegaj ich.”

Jak Thomas poradzi sobie w tym nowym świecie, jaka będzie jego rola w niebezpiecznej rozgrywce? Czy to on zostanie kluczem do rozwiązania zagadki.

[Znajdź wyjście albo giń]

Jest tylko jeden wybór. Jest tylko jedno rozwiązanie. Jest tylko jedno wyjście.
Czas ucieka, zbliża się Koniec.

„Więzień labiryntu” został okrzyknięty „najlepsza trylogią od czasu „Igrzysk śmierci”, dlatego przed autorem Jamesem Dashnerem poprzeczkę postawiłam bardzo wysoko. Intrygujący opis, świetna okładka przyciągają spojrzenie, nad zakupem nie zastanawiałam się długo. Jednak, czy naprawdę będzie to kolejna niesamowita historia, czy tylko żerowanie na sukcesie poprzedników? Zaraz poznacie moje zdanie na ten temat.

Co tu dużo ukrywać książka bardzo mi się spodobała, wciągnęła mnie od pierwszych stron, ta historia jest żywa, ma niesamowity klimat i przy czytaniu czuć dreszczyk emocji. Pan Dashner miał niesamowity pomysł, od pierwszych stron widać, że wszystko jest przemyślane i zbliża się ku rozwiązaniu, czytelnik nie ma jednak pewności, jak rozwiną się losy bohaterów, czy rozwiązanie będzie szczęśliwe, a jeśli tak na ile. Powieść zawiera wiele pytań, są odpowiedzi, których czytelnik może się domyślić, jednak są też takie, które nadal pozostają bez odpowiedzi, co mnie cały czas nurtuje. 

„To, co zrobiłeś, było za równo odważne, jak i cholernie głupie. Wychodzi na to, że to twoja specjalność.”

Narracja w książce jest trzecioosobowa, jednak cały czas towarzyszymy jednemu bohaterowie Thomasowi. Chłopak nie traci czasu na zbyteczne opisy, podobało mi się to, że wolał działać. Jego sposób postrzegania świata łączył się, z tym, co ja bym czuła na jego miejscu. Nie irytowała mnie jego postawa, rozumiałam jego chęć walki. Czasem jedynie nie pojmowałam, jak tak szybko się pozbierał, jak tak szybko zrozumiał to miejsce. Początkowo nie rozumiałam, jak jego pojawienie miałoby tyle zmienić, czemu zaraz po jego przybyciu zmienił się harmonogram przysyłania postaci, a wszystko zaczęło się walić, jednak niedługo potem zrozumiałam, choć nadal nie w pełni. Nie do końca pojmuję jego rolę w całej sprawie. Na pewno jest to intrygująca postać.
Jeszcze ciekawszą osobą jest dziewczyna, która pojawiła się zaraz za Thomasem. Jej początkowe słowa były wstrząsające, trudno mi było to zrozumieć, dopiero zapoznawałam się ze światem powieści. Czułam, że dziewczyna jest kimś ważnym, kimś kto rozwiąże problem. Jej umiejętność na początku wydawała mi się dziwna, nadal nie wiem, skąd ona to umie, jednak na pewno wyróżnia ją to z tłumu i jest cenną sprawnością.
A kogo polubiłam najbardziej ze stałych bywalców Strefy? Minho jest bardzo dynamiczną, zmienną postacią. Był sprytny i wydał mi się realistyczny, właśnie przez jego zmiany nastrojów. Pokazywał złość, zniecierpliwienie, radość, tak jak robiłabym to ja, gdybym znalazła się w jego sytuacji. Do tego na plus do jego osoby przemawia to, że jest Zwiadowcą. W jakiejś książce by nie pojawiła się ta nazwa, nie ważne jaka byłaby to funkcja, zawsze lubiłam postaci, które ja wykonywały. 


Akcji i zagadek w książce było wiele, sporo się działo. Nawet gdy czytałam powieść dwa razy, ostatni raz przed rokiem, nadal wiele rzeczy mi umykało, wiedziałam, jak to się skończy, jednak mniej ważne szczegóły gdzieś się rozmywały. Ciekawe było to, że choć pamiętałam o tych istotnych zdarzeniach, nie wiedziałam już, jak do nich dojdzie, w jakich okolicznościach. Odświeżenie tej książki przed przeczytaniem drugiej części to na pewno był dobry pomysł, a do tego duża przyjemność. Bo tak samo pozytywnie odbierałam ją za pierwszym, jak i za kolejnym razem. Wracając jednak do tajemnic. Pamiętam, że gdy czytałam książkę rok temu, po skończeniu miałam masę teorii na temat rozwiązania sprawy, czytałam wiele wypowiedzi innych i nadal mam w głowie wiele pytań. Nie wiem, czy wszystko rozwiążę się w kolejnej części „Próbach ognia”, jednak wiem, że jeszcze w tym miesiącu postaram się za nią zabrać. 

„Thomas ponownie poczuł uporczywy mętlik w głowie, słysząc tak wiele słów i zdań, które pozbawione były sensu. Sztamak. Smrodas. Opiekun. Pomyj.”

Chciałam jeszcze wspomnieć, o pewnej kwestii, a mianowicie o slangu. W książce nie pojawia się go wiele, na pewno wszystko da się łatwo zrozumieć, jednak sam pomysł jego stworzenie jest ciekawy. Dlatego twarzostan to twarz, szczylniak zaś to ktoś niedoświadczony. Jednak na tym nie koniec. Odmienne są tu też przekleństwa, przytoczę kilka z nich: purwa, piertolić. Te zmiana szczególnie przypadła mi do gustu, bo nie jestem zwolenniczką tego typu wypowiedzi. Autor stworzył też sporo słów, które lepiej opisują niecodzienny świat i tworzą swoisty klimat w powieści. Dzięki nim funkcje, jakimi zajmują się Streferzy, wydają się niecodzienne, nowe. 

Podsumowując, jest bardzo zadowolona z lektury „Więźnia labiryntu”. Słowa, że to „najlepsza trylogia do czasu Igrzysk” według mnie, nie są przesadzone. W swojej domowej biblioteczce, książki znalazły się na tej samej półce, trzymają równy poziom, choć są całkowicie odmienne. Każdy z autorów miał fantastyczny i kreatywny pomysł, a jego potencjał wykorzystał w pełni. Już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kontynuację książki. Powieść oryginalna i niebezpieczna, wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Liczę, na to samo w kolejnej części.
Ocena: świetna

Autor: James Dashner
Tom: I
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 421
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2012-05-??, 2013-05-31
Skąd: własna biblioteczka

Seria Więzień labiryntu:
Więzień labiryntu --- Próby ognia --- Lek na śmierć


Książka przeczytana do wyzwania:

Komentarze

  1. "Więzień Labiryntu" również bardzo mi się spodobał! :D Zgadzam się, co do slangu. Było to ciekawe rozwiązanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja! Może kiedyś przeczytam tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią przeczytam, zachęciłaś mnie :D

    Zapraszam do siebie: in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. dystopie trochę mi się znudziły, ale może kiedyś, kiedy znowu będę mieć na nie ochotę?..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;)

      Usuń
  5. Tytuł coś mi mówi, z chęcią bym się na nią skusiła:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może kiedyś przeczytam tę książkę, ale na razie... chyba sobie daruję. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałem i dość mile wspominam... jednak trochę mnie wymęczyło to ciągłe ślęczenie w labiryncie, ale wytrwałem :D. Także jest progress :).

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za drugą się zabrałeś? Mnie właśnie nie denerwowało ślęczenie w labiryncie ;)

      Usuń
    2. Jeszcze nie :D Ciągle ktoś mi ją zabiera spod rąk w bibliotece :P. Ale kiedyś w końcu natrafię na nią ;).

      Usuń
  8. Recenzja dodana do majowej odsłony wyzwania "Czytam Fantastykę".
    Pozdrawiam serdecznie
    Miłośniczka Książek

    Ps> książkę czytałam, drugą część również -> uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo mam zamiar się za nią zabrać, mam na półce, grzecznie czeka na swoja kolei;)

      Usuń
  9. Haha rozbawiły mnie te odmiany przekleństw, które przywołujesz, książką jestem zainteresowana tym bardziej jeśli porównuje się ją do "Igrzysk śmierci"

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Konkurs na Mikołajki!

Cuda i dziwy, czyli Marvel i jego ekranizacje: "Logan"

Jak Cię zabić, kochanie? - Alek Rogoziński