poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Król cierni

Cierń potrafi wbić się głęboko, niepozorny, ale ostry i nachalny. Potrafi przebić się przez skórę, potem przechodzi jeszcze głębiej. I głębiej. I głębiej. Kiedy dotrze do serca nie ma ratunku, na końcu drogi czeka jedynie śmierć. Lecz nie w tym przypadku. Czasem cierń przebija się jeszcze głębiej. Uszkadza ciało, dociera do serca i napiętnowuje dusze. Zostawia trwały ślad, z którym trzeba żyć.

„Czasami świat spowalnia tak, że można zauważyć każdą, nawet najdrobniejszą rzecz, jakby się stanęło między dwoma uderzeniami serca wieczności.”

Kiedyś był normalnym dzieckiem, cieszył się z prostych rzeczy, kochał muzykę, którą grała mu matka. Teraz jedynym jego celem jest objęcie władzy nad Rozbitym Imperium. Jorg zdobył już zamek wuja, pierwsze z jego wielkich marzeń zostało spełnione. W wieku czternastu lat został królem. Uważał, że jest już mężczyzną, ale tak naprawdę był ciężko doświadczonym chłopcem, w którego sercu zagnieździły się ogromne pokłady nienawiści. Jego celem jest jednak całe Imperium, na drodze stanął mu jednak godny przeciwnik.

Mark Lawrence jest twórcą niezwykłego, pełnego nienawiści i walki świata Rozbitego Imperium. W zeszłym roku miałam okazję czytać pierwszy tom z cyklu, a w tym zapoznałam się z dalszą historią Jorga w „Królu cierni”. Główny bohater jest dla mnie największym atutem całej serii. Za maską okrucieństwa, obojętności, zemsty skrywa jeszcze wiele innych emocji, które próbują wyjść na wierzch, które próbują znaleźć lukę w jego zabezpieczeniach. Przez tą gamę emocji wciąż mam nadzieję, że on się zmieni, że będzie lepszy...

Jednak z Jorgiem nic nigdy nie wiadomo. Chłopak wciąż zaskakuje, najpierw pokazuje nam swoją łagodniejszą stronę, a potem bez mrugnięcia okiem zabija napotkanego człowieka. Wciąż w jego postaci biją się przeciwstawne uczucia. Może użyję nieodpowiedniego w tym przypadku przymiotnika, ale gdy myślę o Jorgu, sądzę, że gdzieś tam głęboko jest on niezwykle wrażliwy, ale ta wrażliwość już od dziecka była w nim łamana. Uczono go, że jest jego słabością. My czytelnicy wciąż odkrywamy jego przeszłość, wciąż pojawiają się liczne retrospekcje, które ukazują go w zupełnie innym świetle. Teraz poznałam go jako dziecko, które zostało pozbawione ukochanego psa, złamane stratą matki i brata, później poznałam mężczyznę, który wstydzi się swych czynów i chowa głęboko w szkatułkę. Jednak następnie znów przybiera on okrutną maskę, staje się bezwzględnym wojownikiem, walczy bez żadnych skrupułów i zahamowań, nie liczy się z niczym i otwiera się na swe grzechy z przeszłości. Jorg wciąż jest dla mnie zagadką. Nie wiem, która natura w nim wygra, nie wiem, czy przebije się przez barierę, którą stworzyły ciernie.

„Istotą wojny jest oszustwo, pisze Sun Tzu na stronnicach żółtych i suchych jak piasek. Istotą wojny jest oszustwo, ale jakie mam szanse, by kogoś oszukać?”

Ale czas zakończyć moje rozważania nad postacią głównego bohatera, a skupię się nad budową utworu, bo moim zdaniem jest ona dość ciekawa. Autor podzielił książkę na trzy części. Pierwsza, od której zaczynamy czytanie książki, to część Dnia Ślubu. Kilkanaście rozdziałów tak zatytułowanych zostało nierównomiernie rozdzielone pomiędzy całą książkę. Fragmenty te zawierają zdarzenia, które rozgrywają się w czasie jednego dnia, w  czasie dnia ślubu Jorga. Pod bramy jego zamku zbliża się wtedy liczna armia jego wroga księcia Strzały, który przyprowadził ze sobą kilkunastokrotnie większe armię. Jorg próbuję uratować siebie, swój zamek i jak największą liczbę żołnierzy i wygrać całe starcie. Ale czy jest to możliwe z taką przewagą wroga?

Kolejna część to retrospekcje z jego przeszłości. Zdecydowanie obszerniejsza, która opowiada o wydarzeniach zaraz po zdobyciu zamku jego wuja i wyprawie Jorga. Poznajemy tu zdarzenia ważne dla części powyższej, które są nam dawkowane i ukazywane zaraz przed momentem przełomowym walki ze Strzałą. Niekiedy żałowałam, że nie mogę poczuć niepewności o los bohaterów, bo w tej części przeżywali równie wiele niebezpieczeństw jak podczas walki, czasem może nawet więcej. Jednak takie rozegranie wydarzeń miało też swoje plusy, a niepewność czułam w całkowicie innych momentach.

„Kochać coś to słabość.”

Ostatnia część, której w książce zawartej jest najmniej  to strony wyrwane z pamiętnika Katherine. Jednak dopiero później wyjaśnione zostają nam powody, skąd Jorg je ma. Niezwykle jest spojrzeć na wydarzenia z całkowicie innego punktu widzenia i poznawać nowe fakty, które również mają wpływ na akcję. Dziewczyna ukazywała nienawiść do Jorga, plany swego męża oraz inne tajemnice, które później zaczynały budzić coraz więcej mojej ciekawości.

Wykreowany przez Marka Lawrence świat jest okrutny, bezwzględny, a żeby w nim przetrwać trzeba porzucić wszystko, co jest w nas dobre i walczyć. Niekiedy zastanawiałam się, czy nie jest to trochę przerysowane. Gdziekolwiek nie toczyłaby się akcja zawsze było to miejsce przerażające i nieprzyjemne. Przez co nie dało się w pełni dostrzec prawdziwego zła, nie było żadnego przeciwieństwa. Choć może jednak tak, lecz nie działo się to teraz, były to przebłyski dobrej przeszłości, która również powoli, ale dotkliwie była zatruwana przez okrucieństwo i przemoc. Fragment związany z przeszłością najmocniej mnie uderzył, sprawa z psem Jorga, naprawdę wywołała wiele emocji. Dodam, że nie doświadczałam tego w bardziej okrutnych momentach.

Co mogę powiedzieć o postaciach książki? Również byli przerażający, bezwzględni, zimni i nie mieli honoru. W niewielu potrafiłabym wyłowić jakąkolwiek pozytywną cechę.  Przykładem może być cała banda Jorga, choć tu pojawia się jeden wyjątek Makin, który ma w sobie coś więcej poza chęcią mordu i grabieży. Można go polubić, na co duży wpływ ma spojrzenie głównego bohatera, który traktuje go chyba jako jedynego przyjaciela. Trudno mi natomiast ocenić Katherine. Postać ta wydawała mi się w pewnym sensie szalona, jednak po tym, co przeszła nie trudno się jej dziwić. Karty jej pamiętnika o niej samej mówią niewiele, a jednocześnie dużo, zależnie od tego jak się je odczytuje. Dużym znakiem zapytania jest dla żona Jorga, kompletnie nie wiem, czego mam się po niej spodziewać, jednak zaskakuje raczej pozytywnie. Czekam na rozwój wypadków, mam nadzieję, że poznam ją bliżej.

„Jesteś pionkiem, któremu wydaje się, że gra we własną grę.”

W książce bardzo spodobało mi się to, ze autor umiejętnie porównywał wydarzenia dziejące się w Rozbitym Imperium na partie gry. Jorg raz był stawiany w pozycji pinka, raz kierującego rozgrywką, jednak on sam nigdy nie wiedział, na jakiej pozycji się znajduje i czy jest ona pewna. Często nie miał pojęcia, że to ktoś nim steruje, że to nie on rozkłada karty.

Na zakończenie czas na krótki opis okładki. Według mnie doskonale pasuję ona do treści książki i jest niezwykła, niepokojąca. Tak mogłaby wyglądać jedna ze scen z książki, choć tak naprawdę nie miała miejsca. Nawet niebo ma ciemny odcień i dodaje klimatu. Moim zdaniem świetna robota.

„Jeśli nie możesz wygrać, zmień grę.”

Podsumowując moje wrażenia, jestem zadowolona z lektury, ale nie powaliła mnie ona na kolana. Książka ma ciekawy klimat, jednak ja nie mogłam wyczuć całej jej grozy i okrucieństwa, przez większość czasu czytałam ją bez emocji, na co mogło mieć wpływ spojrzenie głównego bohatera, który do prawie wszystkiego podchodził z dystansem. Jednak na pewno się przy niej nie nudziłam. Autor rozwinął ciekawe wątki, wprowadził niesamowite postaci i zdarzenia, przez co chciało się czytać dalej. Jestem pewna, że zapoznam się z kolejnym tomem, chcę się dowiedzieć, czy plany Jorga zostaną osiągnięte.

Ocena: bardzo dobra- [5-/6]

Autor: Mark Lawrence
Tom: II
Wydawnictwo:Papierowy Księżyc
Ilość stron: 624
Cena: 44,90zł
Data przeczytania: 2014-04-18
Skąd: biblioteka publiczna

Trylogia Rozbite Imperium:
Książę Cierni  ---  Król cierni  ---  Cesarz cierni

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

14 komentarzy:

  1. Odpuszczę sobie tą serię :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam ochoty i czasu zaczynać kolejnej serii. Tym bardziej, że fabuła książki jakoś mnie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie mam za dużo pozaczynanych serii... Zanim zabiorę się za następną muszę najpierw ogarnąć ten bałagan ;) Niemniej jednak - zachęciłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym przeczytać ale najpierw muszę dokończyć zaczęte serie. Jednak mam ją na uwadze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś czuję, że ta książka mnie by się nie spodobała niestety... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, czy zabieranie się za kolejną serię jest dobrym pomysłem

    OdpowiedzUsuń
  7. Zobaczę, jak znajdę czas, to może się skuszę:)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już ostatnio zwróciłam uwagę na tę serię, a teraz chyba poszukam w bibliotekach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię książki Papierowego Księżyca. Tą trylogię także chcę przeczytać. Muszę rozejrzeć się za "Księciem Cierni".

    OdpowiedzUsuń
  10. I kolejna seria, na którą się czaję, tylko kiedy to czytać?:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam okładki (polskie i nie tylko) całej tej serii... Są takie magiczne, przykuwają wzrok. Cały cykl przede mną, ale z wielką przyjemnością (coś czuję) będzie mi się go czytało. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialna opinia - chylę czoła :D
    :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam za sobą zarówno Księcia jak i Króla Cierni. Obie mi się podobały. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać długo na ostatni tom. Ostatnio coś widzę, że Wydawnictwo ucichło... co mnie mocno niepokoi :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku, skąd ty bierzesz te wszystkie serie!!!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.