piątek, 8 listopada 2013

Dziedzictwo

Nie oceniaj książki po okładce, mówili? Mówili! Jednak niestety nadal często mi się to zdarza. Czasem widząc okropną okładkę wręcz odpycha mnie od czytania, tym razem nie było aż tak źle, ale zdjęcie ukazane na przedniej karcie było tak tandetne, że nie chciałam się za nie zabierać. Ale o czym ja piszę? Ten wstęp zarezerwowałam dla kontynuacji serii „Wybrani” C.J.Daugherty. Pierwsza część cyklu nie powaliła mnie do końca, w poprzedniej recenzji, mimo dość wysokiej oceny, nie byłam zachwycona. Od zwykła, schematyczna historia. Dlatego nie zastanawiałam się długo i postanowiłam, że nie będę w ramach buntu kupować drugiej części. Kolejnym punktem, który mnie do tego pchnął była wspomina już wcześniej okładka. Ale niedawno będąc w bibliotece coś mnie podkusiło i widząc ja na półce, sięgnęłam.  Musze Wam powiedzieć, ze był to dobry impuls.

„kiedy twoje życie rozpada się na kawałki, czasem rozpadasz się razem z nim.”

Allie spędza kilka dni w domu, po powrocie z Akademii Cimmera nie czuję się już taką osobą jak kiedyś. Postanawia jednak spotkać się ze starymi znajomymi, jednak tu również jest inaczej, nie potrafi znaleźć wspólnych tematów z byłymi przyjaciółmi, to już nie jest jej świat. Dziewczyna samotnie wraca do domu, jednak wyczuwa zagrożenie. Ktoś ją śledzi, Alllie zaczyna uciekać, dzwoni po pomoc. Kiedy myśli, ze to już koniec, że zapędziła się w ślepą alejkę przyjeżdża ratunek. Dziewczyna nie może zostać w domu, nie jest tam bezpieczna, przedwcześnie wraca do swojego nowego domu, jakim stała się jej szkoła. Jakie sekrety tym razem odkryje, kto jej w tym pomoże? Czy dziewczyna poznała swoje pochodzenie? Czy wie już, co wiąże ją ze szkołą?

Po „Dziedzictwie” nie spodziewałam się wiele, liczyłam po prostu na przyjemnie spędzony czas i na odgonienie nudy. Jednak dostałam jeszcze więcej. Drugi tom przestał już podążać utartym schematem, dzieje się więcej, a bohaterowie również się zmienili. Tamta historia momentami była oryginalna, ale teraz jakoś lepiej rozumiem zdarzenia, a one wydają mi się już naturalne, a nie wymuszone jak w poprzednim tomie.

Podczas czytania powieści poznajemy sporo tajemnic, które były przed nami ukryte w poprzedniej części. Nareszcie wiem, co dzieje się na zajęciach Nocnej Szkoły, znam tajemnice rodziny Allie i dowiedziałam się wielu pomniejszych kwestii, które według mnie mogą być istotne w dalszym toku wydarzeń. Zdecydowanie odkrycie tych kilku kart wpłynęło na to, że podczas czytania odczuwałam większą przyjemność i nie odczuwałam znużenia.

Bohaterowie jak już wcześniej pisałam potrafili zaskakiwać. Mimo, że nie zżyłam się z nimi jak w niektórych seriach, to polubiłam ich i lepiej rozumiem ich zachowanie. Mimo to bardzo negatywnie zaskoczył mnie Carter, wcześniej nawet go lubiłam, choć w końcowej fazie książki wydawał mi się zbyt cukierkowy, teraz zmienił się diametralnie. Zdecydowanie nie na plus. Duża zmiana zaszła również z Sylvainie, jednak tu bardziej mi się ona podobał i był bardziej tajemniczy. Związki Allie cały czas się zmieniają, raz chodzi z jednym, raz chodzi z drugim. Teraz jednak wiem, że jestem team Sylvain, Carter zmienił się dla mnie na gorsze.

„Zoe okazała się doskonałą partnerką. Za każdym razem, gdy Allie zdołała coś w miarę szybko opanować, Zoe próbowała ją chwalić, choć zwykle wychodziło z tego coś w rodzaju: „Nauczyłaś się tego szybciej niż zwykle. Coś nie tak?””

Postaci drugoplanowe nie wyróżniały się szczególnie, tworzyły tło historii, nawet przyjaciele Allie nie byli szczególnie uwypukleni, choć nie czułam przez to wielkiego rozczarowania. Było ich tyle ile trzeba, po prostu w sam raz. No może z jednym wyjątkiem, Zoe. Jednak nie było to złe, ta postać była ciekawie stworzona, wyróżniała charakterem.

Zakończenie książki było emocjonujące, może nie ogromnie porywające, ale akcja przyspieszyła, działo się sporo, wręcz można było się pogubić. Natłok wydarzeń uderzał w czytelnika i nie poznawał na znużenie. Intrygujące rozwiązanie sprawy z Nathanielem, choć nie martwcie się, jeszcze nic nie jest jasne, coś czuję, że mężczyzna namiesza jeszcze nie raz.

Podsumowując, „Dziedzictwo” było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Liczyłam, a właściwie przeczuwałam, ze cykl będzie miał tendencje spadkową, ale Pani Daugherty zaskoczyła mnie pozytywnie. Z przyjemnością dowiem się, jak ta historia potoczy się dalej.

Ocena: bardzo dobra

Autor: C. J. Daugherty
Tom: II
Wydawnictwo: Moondrive
Ilość stron: 400
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2013-10-19
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Akademia Cimmeria:
Wybrani --- Dziedzictwo--- ???

34 komentarze:

  1. Bardzo mi się podobała kontynuacja "Wybranych". Wyczekuję teraz trzeciej części:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi odrobinę bardziej podobała się pierwsza część "Wybranych". Zgadzam się co do tych związków Allie, ciągle nie może się zdecydować z którym chce być. Cartera nie ogarniam.. najpierw szaleńczo zakochany, a potem nagle jakby trochę mu przeszło.. Sylvain najpierw drań, a potem nagle taki tajemniczy wybawiciel. W tej części niestety wolę Sylvaina (a niestety, bo w pierwszym tomie był świnią), ale mam nadzieję, że jednak Carter się poprawi w kontynuacji "Wybranych"! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, dopiero nie lubiłam Sylvaina, a teraz szczerze mu i Allie kibicuję. Choć mi Carter już pod koniec drugiej części wydał się nudny. Ja nie wiem, w końcu za kim być, ale chyba właśnie za Sylvainem. ;)

      Usuń
  3. mam na półce nieprzeczytaną, nie jestem pewna czy spodoba mi się jak Tobie ale nie tracę nadziei ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszy mnie Twoja recenzja, gdyż oba tomy jeszcze przede mną

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze Wybranych, ale postaram się to zmienić jak najszybciej. Wydaje mi się to seria w sam raz dla mnie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeśli sięgniesz to Ci się spodoba ;)
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  6. Jejku, ciągle nie mam czasu, a "Wybrani" od maja czekają na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie miałam okazji a wszyscy już czytali :D Chcę się zabrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no nie wszyscy, teraz widzę, że sporo się nie zabrało ;)

      Usuń
  8. Najpierw muszę się w końcu zabrać za pierwszą część, którą od dawna chcę przeczytać. Jeśli mnie urzeknie, skuszę się na drugą część.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie będę ryzykować i nie sięgnę po pierwszą część.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wypadałoby nareszcie przeczytać pierwszą część ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi też się zdarz oceniać książkę po okładce i nieraz z tego powodu przychodzi rozczarowanie bądź miła niespodzianka. Co do powyższej serii intryguje mnie ogromnie, więc chyba jednak się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wielu czytelników ma ten problem. Jeśli uda Ci się przeczytać, mam nadzieję, że również Tobie się spodoba. ;)

      Usuń
  12. Mnie na razie nie ciągnie do tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również bardzo często oceniam książkę po okładce i szczerze tego nie cierpię, ale nie mogę się tego wyzbyć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem mam ten problem, ale próbuję go pokonać. ;)

      Usuń
  14. Rzeczywiście okładka nie należy do najpiękniejszych:)) Ale i tak bym chętnie sięgnęła po tę serię.

    OdpowiedzUsuń
  15. CO?! Okładka "Wybranych" jest według mnie jedną z najlepszych okładek ever! :P I ta też mi się podoba, choć do poprzedniej jej daleko.
    To tak na wstępie :D
    Co do treści, nie miałam okazji jeszcze czytać "Dziedzictwa", ale bardzo, bardzo bym chciała i pewnie stanie się tak niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Mi tamta już średnia, a ta...
      Mam nadzieję, że Ci się uda. ;)

      Usuń
  16. Jak na razie to mam w planach pierwszą część, ale cieszę się, że mogę bez obaw sięgać po kolejną :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka ciekawa, wnioskując po recenzji (;

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.