niedziela, 25 sierpnia 2013

Hyperversum

Wciągająca gra...



„Ten, kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony.(...) To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku i który zmienia cię na zawsze. Niełatwo przeżyć, gdy się go otrzyma... Zaczynam rozumieć, że potrzeba znacznie więcej odwagi, by go ze sobą nosić, niż by dać go sobie wypalić. A jeśli blizna jest tak głęboka, być może tylko bohater jest w stanie żyć z nią dalej.”

Gry komputerowe są niebezpiecznymi zabawami, potrafią nieźle wciągnąć. Codzienna gra, długie spędzanie czasu przed komputerem, telewizorem, ciągle słyszy się o takich uzależnieniach. Są jednak gry, które naprawdę potrafią wciągnąć w swój świat gracza, który nawet się tego nie spodziewa... Taką grą jest Hyperversum. 

„Był sam w świecie, który nie był jego światem, a rozgrywka, w której brał udział, przerastała go.”

Cecilia Randall na podstawie średniowiecznej historii Francji i kilku historycznych pomieszanych z stworzonymi przez nią faktami stworzyła „Hyperversum”. Książka opowiada o losach czwórki przyjaciół, którzy przenoszą się z gry o średniowiecznych realiach do prawdziwego średniowiecznego świata, a dokładniej Francji w czasach, w których jej konflikt z Anglią się powiększa. Ian, Daniel, Jodie i Martin próbują odnaleźć się w nieznanym otoczeniu i znaleźć sposób, by bezpiecznie wrócić do domu. 

Nie chciałam rozpisywać się o początkowych wydarzeniach, bo kompletnie mi się one nie spodobały, nudziły mnie i wracałam przez to do czytania z wielkim przymusem, którego nie czułam dawno. Do czytania książki podchodziłam trzy razy, najpierw w rok temu, wtedy przeczytałam około sto stron, które okropnie mnie nudziły. Później miesiąc temu, znów przeczytałam te same wydarzenia z takimi samymi wrażeniami. Na jakiś czas przerwałam i wróciłam do czytania w momencie, w którym skończyłam ostatnio. Powoli coś zaczęło się dla mnie dziać, lecz wciąż bardzo się męczyłam. Mimo wszystko czytałam, a dzięki temu książka jest za mną. Powiem Wam, że nie żałuję, bo kolejne setki stron(dobrze, że było ich dużo, bo gdyby była krótsza mogłabym nie zdążyć się wciągnąć) wydawały się lżejsze. 

„Nie trzeba być bohaterem, żeby przeżyć,
 jeśli ma się kogoś, dla kogo warto walczyć.”

Początkowo nie mogłam się przyczaić do języka autorki, jednak gdy tego dokonałam, szło dużo łatwiej. Sądzę, że efekt spotęgowało to, że bohaterowie zachowywali się jakoś tak nienaturalnie, rozmawiali nie jak młodzi ludzie, a jak jakieś manekiny z podstawionymi głosami. Tak jakby nie mieli żadnej ryski, idealna rodzina. To naprawdę nienaturalne, by wszystko zawsze szło dobrze, a wszyscy komplementowali się na każdym kroku. Ja z siostrą, mimo, że bardzo ją kocham, cały czas się kłócę. To nie uniknione. A tam Ne było nic takiego, wszystko było idealne, przez to sztuczne i bez wyrazu. 

„Nawet najgorsze przeżycie zabliźnia się z czasem 
i w końcu pozwala oddychać pełna piersią.”

„Hyperversum” to dość gruba książka przez co czytałam ja dłużej niż normalnie. Były momenty bardzo nudne, w tym dla mnie cały początek i jeszcze trochę powieści. Dla mnie tyle akcji, która została mi zaserwowana, to za mało. Lubię, gdy książka ma tempo. Czytało się ją dobrze, ale bez fanfarów. Podczas czytania skojarzyła mi się z powieścią, naszego rodaka, Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”. Dlaczego? Po pierwsze podobna objętość, po drugie podobne tempo akcji, po trzecie dobrze utrzymane realia epoki. Właśnie, to dla mnie duży plus. Zachowania poznanych postaci wydawały mi się naturalne, takie jakie powinny być. Widać, że autorka skupiła się na tym aspekcie i przyłożyła się, by średniowieczni bohaterowie wypadli naturalnie. 

„Każdy jego gest i decyzja prowadziły do dokładnie tak, 
jak oczekiwała tego historia.”

Gorzej było z głównymi postaciami. Niestety irytowało mnie to, że są tacy idealni. Szybko dostosowali się do standardów życia w średniowieczu, zachowywali się nienagannie. Szczególnie w tym aspekcie wyróżniał się Ian, dzięki swoim studiom był wprost jak wyjęty z zawodów rycerskich. Do tego zawsze uprzejmy, miły, bierze winę na siebie, walczy o przyjaciół. Autorka trochę się z nim zagalopowała, on nie miał wad. Chyba, że uznać za nią zbyt wielkie poświęcenie. 

Sprawa związku Iana z pewna niewiastą, której imienia nie będę wymawiać, również był przesłodzony. Tyle słodyczy to nawet cukierki nie mają. Czasem zachwycałam się, o jacy oni słodcy i mili dla siebie, to urocze, ale niekiedy do dobra przestańcie już, aż się nie dobrze robi. Myślę, ze tu też autorka mogła trochę przystopować. 

Zakończenie książki przypadło mi do gustu. Od samej walki, do późniejszych wydarzeń. To właśnie dzięki niemu ocena podskakuję do góry. Najpierw miało być dobrze, później znów wszystko się pokręciło. Myślałam, ze skoro autorka cały czas wszystko idealizował, dosładzała to i tak będzie do samego końca. Za to zaskoczenie ogromny plus dla autorki. Niestety całą dramaturgie zepsuły ostatnie słowa. Wielka szkoda, mimo wszystko mogę udawać, że nadal trwam w niepewności, co do jutra. 

„Przeznaczenie się dopełnia.(...) 
Należy spojrzeć w przyszłość.”

Żeby nie było tylko negatywnie z lekkimi dodatkami pozytywów. Dobrze zapowiadała się bitwa, o której tyle mówiono czytelnikom od początku. Była ona dla mnie szybka, pełna akcji, po prostu dobra, jej poziom podniósł znacznie moje tempo czytania. Chciałam się dowiedzieć, jak to wszystko wypadnie. Ten moment powieści wspominam naprawdę miło. 

Co napiszę na temat oprawy graficznej. Najpierw zacznę od okładki. Nie podoba mi się w pełni, przez te postaci. Właśnie one psują cały efekt, bo cała reszta, tył, bok, i przednie tło są naprawdę dobre i klimatyczne. W środku również znajdują się zdjęcia, oddzielają one części książki oraz ich miniatury, które znajdują się przy początku każdego rozdziału. Zdjęcia kaplicy(bo to chyba jest kaplica...) są świetne, również widoki za modelami również, jednak właśnie te postaci na nich psują wszystko. Nie spodobali mi się. 

Mimo, że pisałam więcej negatywnych odczuć na temat tej książki, to w sumie nie żałuję, że ją przeczytałam. Warta tego była nawet sama bitwa, która ogromnie mi się spodobała, czy turnieje rycerskie, o których nawet nie wspomniałam. Realia epoki były świetnie utrzymane, jednak moje wrażenia umniejszyła zbyt powolna akcja i zbyt idealni główni bohaterowie.
Ocena: średnia


Autor: Cecilia Randall
Tom: I
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 768
Cena: 39,99zł
Data przeczytania: 2013-08-24
Skąd: własna biblioteczka



Seria Hyperversum:
Hyperversum --- Il cavaliere del tempo --- Il falco e il leone

Książka przeczytana do wyzwania:

____________________________________________________
Przepraszam Was, drodzy czytelnicy za moje nieobecności, a zwłaszcza za tą ostatnią, wynikła ona z pewnych moich problemów, ale wszystko już wraca do normy. 
Serdecznie dziękują również wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, wyniki dodam w najbliższym czasie, jutro, bądź we wtorek. Nie spodziewałam się, że wymagana liczba dwunastu uczestników zostanie przekroczona, bo długo nikt się nie zgłaszam, ale na szczęście się udało, a nawet zgłosiło się czternaście osób. Ale o tym później.
Zapraszam wszystkich na moją stronę na FB, lajkujcie i zostawiajcie linki do własnych witryn, bym mogła i ja Was odwiedzić. :) [Klik]

Dobrej nocy, 
Patrycja


20 komentarzy:

  1. jednak cieszę się, że gram o tę drugą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam wcześniej, co daje w konkursie, bo obu książek nie czytałam. ;) Do do tej drugiej, nadal nie mam zdania, bo nie zdążyłam przeczytać w odpowiednim czasie. ;)

      Usuń
  2. Mi się bardzo podobała i z niecierpliwością czekam na kolejną część :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zdania jak zawsze podzielone, cieszę się, że Tobie się spodobała. ;)

      Usuń
  3. Hyperwersum strasznie mi się podobała, i z nie mogę się doczekać kolejnej części :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna zachwycona osoba, ja jestem do kontynuacji nastawiona sceptycznie, może być, a może nie być... ;)

      Usuń
  4. Książkę mam zamiar przeczytać, nawet mimo tych minusów. Jestem naprawdę ciekawa, jakie będą moje odczucia co do tej książki. Jedyne co mnie nieco przeraża, to ilość stron...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do stron to dla mnie akurat dobrze, bo mogłam po jakiś czasie(niestety dłuższym) się wciągnąć. ;)

      Usuń
  5. Ta książka, była chyba najlepsza jaką w życiu czytałem. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych części!
    A stron jest stosunkowo mało :)
    Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż takich pozytywów się nie spodziewałam. ;) Ale są różne gusta ;)

      Usuń
  6. U mnie wypadło gorzej niż "średnio"... słaby język, nudnawa fabuła, ale końcówka tez mi się podobała i też z tego powodu dałam 5,5/10 ;) Ale po ewentualną kontynuację nie sięgnę na pewno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mniej więcej w tych graniach, bo u mnie średnia to 3/6 ;) Muszę to chyba uwzględniać. ;) Mi ostatnie zdanie zepsuło zakończenie, wiem już, co sie będzie działo potem...

      Usuń
  7. Seria jest mi na razie obca, ale nie wiem, czy kiedyś ją przeczytam. Jak na nią trafię, to czemu nie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj dawno nie grałam w gry, dlatego ta tematyka jeszcze w książkach jest mi kompletnie obca, chyba podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po książę nie sięgnę. Nieszczególnie lubię się nudzić w trakcie czytania ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Swego czasu polowałam na tę książkę. Było o niej głośno w sieci, dlatego sama byłam ciekawa lektury. A potem jakoś mi przeszło... i dziś nie mam ochoty jej przeczytać ;)

    Recenzja dodana do wyzwania "Czytam Fantastykę"
    pozdrawiam serdecznie :)
    Miłośniczka Książek

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tą książkę, wątek Iana i Isabeau bardzo mi się podobał, więc nie mogę powiedzieć, że się z Tobą zgadzam, ale każdy ma inny gust :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.