sobota, 4 marca 2017

Chwila dla widza: drama "Legend of the Blue Sea"


https://www.dramaqueen.pl/drama/koreanska/the-legend-of-the-blue-sea


Wierzysz w baśnie?

W dzisiejszych czasach religie, mitologie, wierzenia schodzą na dalszy plan. Człowiek staje się realistą, nie bierze nic, co niezgodne z logiką na poważnie i trudno mu przyznać, że czasem może zdarzyć się coś, co tak naprawdę trudno zakwalifikować to zdarzeń z naszego świata... Znacie może opowieść o Małej Syrence? Ma wiele wersji, nie tylko Dysneyowską, są też opowieści zaczerpnięte z mitologii. Czy bylibyście w stanie w nie uwierzyć?

Heo Joon Jae jest niesamowitym oszustem, który potrafi wykorzystać każdego. Wraz z dwójką przyjaciół żyją z oszukiwania bogaczy i wyłudzania od nich kasy. Podczas zagranicznego wyjazdu spotyka dziewczynę, na której ręce dostrzega niesamowitą bransoletkę. Oszukuję dziewczynę chcąc jej ją odebrać nie wiedząc, że jest ona syreną. Ich historia przeplata czasy współczesne i dawne dzieje ich innych wcieleń, które rozgrywały się w erze Joseon.

Na początku zdradzę Wam, co pierwsze przyciągnęło mnie do obejrzenie tej dramy. Była to postać Lee Min Ho, którego dramy uwielbiam i to w większości dzięki nim tak się w ich oglądanie wciągnęłam. Zawsze ma rolę facetów lekko niegrzecznych, którzy zmieniają się pod wpływem miłości, jednak cały czas pozostają zabawni i zadziorni. Chciałam się przekonać, czy tu też tak będzie. Drugim powodem było to, że opowieść miała dotyczyć legendy o Rybaku i Syrenie, a może trochę Małej Syrenki, chciałam się przekonać jak znaną opowieść widzą Koreańczycy i czy ich wizja mi się spodoba.

Obawy natomiast budziło to, że wiedziałam o wstawkach z ery Joseon, które miały odgrywać dość znaczącą rolę. Nigdy nie oglądałam dram historycznych, bałam się ich i chyba wciąż mnie do nich nie ciągnie... Poza tym więcej przesłanek, by nie oglądać nie znalazłam i jak się pewnie domyślacie szybko włączyłam pierwszy odcinek...

Wtedy się zaczęło. Pierwsze odcinki oglądałam wraz z premierą, później trochę zwolniłam, by od odcinka 15 zrobić sobie dłuższą przerwę, którą przerwałam właściwie dzisiaj. Obejrzałam dziś 6 odcinków z rzędu i nie żałuję, choć powinnam się uczyć. Mam jeszcze kilka godzin w końcu... Wracając jednak do dramy ma ona swój niebywały czar, który od pierwszych odcinków spływa na widza i zmusza do śledzenia wydarzeń w dwóch liniach czasowych. To, iż jedna z historia dzieje się w przeszłości tak naprawdę nie oznacza, że znamy jej zakończenie, gdyż tak naprawdę bohaterowie przeżywają teraz drugie życie i nie pamiętają nic z poprzedniego wcielenia. Ich egzystencja mogła się skończyć wspólnie, oddzielnie, szczęśliwie lub tragicznie, niestety nic nie było podane na tacy, więc nerwy były ogromne.


Jeśli sądzicie jednak, że miłość człowieka i syreny to główny temat, to się mylicie. W dawnych czasach problemem na drodze kochanków był urzędnik, który chciał wykorzystać syrenę do własnych celów, zaś w czasach współczesnych mamy wielki problem rodzinny dotyczący Heo Joon Jae. Do tego częste problemy z utratą wspomnień, pojawieniem się dawnych wspomnień sprawiały, że drama nie była jednowymiarowa, wciąż zaskakiwała. Do tego rutynę związaną z zagadką rozładowywał wszechobecny humor, a także słodycz związku głównych bohaterów i nie tylko. Oglądanie prób ukrycia miłości przez Joon Jae, czy próby Shim Chung, która chce, by ją pokochał są niesamowicie zabawne i jednocześnie słoooooodkie.

Bohaterów, naprawdę wszystkich, nie da się nie doceniać za ich grę. Nawet Ci źli bohaterowie sprawiali się świetnie, krótkie rolki też były doskonale odegrane. Byłam w szoku jak doskonale dobrano aktorów i w czasach współczesnych i dawnych, bo w większości mieli po dwa wcielenia. Przyjaciele głównych bohaterów byli mieszanką wybuchową. Mała dziewczynka, bezdomna, haker, oszust, nieodwzajemniona miłość głównego bohatera - cała ta gruba tworzyła mieszankę wybuchową, której przekomarzań będzie mi brakować.


Poza grą na uwagę zasługuję też doskonale dobrana ścieżka dźwiękowa. Nie ma tu piosenek, które bym pokochała, które chciałabym słuchać wielokrotnie, jednak muzyka była tak dobrana, by zgrywać się z tym, co na ekranie i dokładać nam emocji. Zdecydowanie doskonale przedstawiają się też miejsca akcji, piękne, bogata urządzone mieszkania, cudowne widoki oceanów i mórz, a do tego niesamowite stroje bohaterów...

Wiem, że się rozpływam, że uwielbiam tę dramę. Byście jednak nie sądzili, że nie widzę minusów, muszę wspomnieć o licznych podobieństwach do dramy Goblin, które po komentarzach podczas odcinków widziałam, że nie nasuwają się tylko mnie. Jednak jako, że i Legends of the Blue Sea i Goblin są dramami fantasy, nie było to dla mnie aż tak dziwne. Jeśli chcielibyście bym uszeregowała dramy, to wciąż wyżej dla mnie Goblin, mimo iż teraz jestem w euforii po skończeniu tej historii.

Legend od the Blue Sea to jedna z tych dram, które zapewniają, i rozrywkę, i sporą dawkę emocji. Po jej skończeniu wciąż chciałabym pozostać z bohaterami i trochę dłużej poprzyglądać się ich życiu, bo naprawdę z większością z nich się zaprzyjaźniłam, scenarzyści zadbali o to, by nie tylko główna para grała ważną rolę w wydarzeniach i łapała widza za serce, ale także ich otoczenie. Polecam!

Produkcja: Korea Południowa 
Emisja: 2016-2017 
Czas trwania odcinka:  ok. 60 min
Ilość odcinków: 20
Data obejrzenia: 2017-03-04

3 komentarze:

  1. Prawdę mówiąc nie oglądałam nigdy czegoś w tym typie, ale twoja recenzja (którą swoją drogą podziwiam za super dobór słów i składną, ciekawą całość) mnie zaciekawiła i w wakacje myślę, że się zapoznam z "Legends.." :-) Jest w niej to co lubię w literaturze - wątek miłosny z fantasy.
    Dołączam do obserwatorów i nie mogę się doczekać kolejnych postów ;-)

    zapraszam też na swój nowo powstały blog ♥
    http://booksdreamgarden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Może się skuszę, jak będę miała dużo wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.