środa, 24 sierpnia 2016

Giba. W punkt

Sława siatkówki

Jak pewnie większość z Was wie jestem wielką fanką siatkówki. Śledzę występy naszej reprezentacji, oglądam mecze ligowe, nawet na żywo, do tego z wielką chęcią czytam o siatkówce i o siatkarzach. Dlatego kiedy na księgarnianych półkach zobaczyłam autobiografię Giba. W punkt od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Siatkówka w Brazylii, od kiedy pamiętam, miała się bardzo dobrze. Dopiero jednak w erze trenera Bernardinha tamtejsi gracze stali się potęgą, która wygrywała większość wielkich imprez. Jedną z gwiazd współczesnej drużyny był Giba, przyjmujący, wielokrotnie nagradzany jako najlepszy zawodnik całych zawodów. Wraz ze swoją drużyną zdobył Mistrzostwo Olimpijskie, dwa wicemistrzostwa, a to tylko początek tytułów, jakie ma na koncie. Giba. W punkt to właśnie jego opowieść.

Nie jest to pierwsza czytana przeze mnie autobiografia siatkarza, gdyż nie tak dawno czytałam historię Pawła Zagumnego, naszego znakomitego rozgrywającego. Mimo wszystko trudno mi porównać obie powieści. Zagumny ma chłodny analityczny umysł, do tego to Polak, zaś Brazylijczyk Giba jest w gorącej wodzie kąpany, ma na swoim koncie liczne skandale. Tych dwóch panów różni się całkowicie. No może poza jednym elementem, chęcią zwycięstwa.

Autobiografia Giby, której współtwórcą jest Luiz Paulo Montes, dziennikarz, jak dla mnie była trochę bajkowa. Opowieść o Gibie rozpoczyna się od historii z chorobą, kiedy był dzieckiem i jego cudownym uzdrowieniu, choć lekarze nie dawali mu szans. Podobnych wypadków jest tu więcej. Opowieść skupia się w mniejszej części na grze, a na życiu prywatnym gracza, na jego tranferach, zmianach trenerów...

Książkę czyta się lekko, szybko, język jest niezwykle prosty, przyjemny. Nie jest to wybitnie napisana historia, ale fan siatkówki, który tym bardziej interesował się jedną z najlepszych ekip świata, na pewno będzie zadowolony. Giba nie skupia się na swoich porażkach, myśli pozytywnie, a nawet jeśli uważa, że popełnił błąd, nie wstydzi się tego. Też jest człowiekiem. W jego autobiografii możemy poznać go z tej ludzkiej strony, choć bogiem siatkówki był na pewno.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Za możliwość lektury powieści dziękuję księgarni Tania Książka.


Tu kupisz: klik!
Autor: Giba, Luiz Paulo Montez
Tom:-
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 258 + 8 stron zdjęć
Cena: 36,90zł
Data przeczytania: 2016-08-24
Skąd: własna biblioteczka

9 komentarzy:

  1. Za siatkówką nie przepadam, ale dla miłośników sportu książka będzie doskonała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja akurat siatkówkę oglądam jedynie przy większych imprezach, ale koleżanka -fanka siatkówki, zdążyła mi już sporo dobrego o tej biografii powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam a podobnie jak Ty jestem fanką tego sportu. Dlatego czekam aż zobaczę ją gdzieś w księgarni czy bibliotece by się zapoznać z treścią skoro twierdzisz, że warto.
    PS. Jeśli ta Ci się spodobała to możesz sięgnąć również po książkę Andrzeja Niemczyka, która według mnie jest genialna ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uwielbiam siatkówkę, mogłabym w nią grać godzinami i chyba nigdy by mi się nie znudziła. ;) Nie lubię autobiografii, jakoś nie mogę się do tego typu książek przekonać, więc raczej do tej też nie sięgnę.
    Pozdrawiam. ;**

    P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie nie jest to historia dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też kocham siatkówkę, ale historia tego Pana mnie raczej nie interesuje ;)
    Zapraszam na konkurs: http://nieperfekcyjna-panienka.blogspot.com/2016/08/i-konkurs-niewidzialne-granice.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Siatkówkę lubię, ale aż tak się nią nie pasjonuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam za siatkówką, ale dla jej wielbicieli na pewno to super książka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Siatkówkę oglądać lubię, chociaż ograniczam się do oglądania głównie meczy reprezentacji, a nie klubowych. Mimo wszystko chyba nie sięgnę po tę autobiografię, (choć Brazylia to jedna z moich ulubionych drużyn) aż taką fanką jednak nie jestem :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.