niedziela, 19 października 2014

Zew księżyca

Ostatnimi czasy coraz chętniej i coraz częściej sięgam po powieści urban fantasy. Gatunek ten ma w sobie trochę z romansu, trochę z fantastyki, a do tego bohaterowie zawsze, a przynajmniej, w tych książkach na jakie trafiałam do tej pory, są silnymi osobowościami. Skoro polubiłam gatunek na mojej półce coraz częściej pojawiają się powieści tego typu, ostatnio jedna dzięki promocji powiększyła moją rozrastającą się biblioteczkę. Jakaż to pozycja? Właściwie to dwie książki wpadły w moje ręce w ostatnim czasie, a mowa tu o pierwszej i drugiej części serii Patricii Bringgs o Mercedes Thomson.  Dziś chciałam skupić się jednak jedynie na tomie pierwszym zatytułowanym "Zew księżyca".

Mercedes Thomson nigdy nie czuła się w pełni normalna, wychowywana przez wilkołaki, jednak niepochodząca z ich rasy zawsze była związana ze światem nadnaturalnym. Sama jako zmiennokształtna mogąca przyjmować postać kojota nie miała bliskich w swoim rodzaju, a przynajmniej nie słyszała, by w pobliżu jakikolwiek się kręcił. Nawet wśród zwyczajnych ludzi również się wyróżnia, jest kobietą prowadząca warsztat samochodowy. Dziwnym trafem to właśnie jej  zakład wybierają istoty nie do końca ludzkie...

"Zew księżyca"  rozpoczął się inaczej niż inne książki tego typu. Nie wiem, z czego ta inność wynikała. Możliwe, że ze stylu autorki, był powolny, ale nie w złym sensie. Spokojnie ukazywał nam zdarzenia i świat głównej bohaterki, przez którą nie miał on prawie żadnych sekretów. Coś, co my musieliśmy dopiero poznawać, ona miała doskonale opanowane. Dodatkową różnicą jest również chyba to, że czytałam książkę o wilkołakach. Do tej pory urban fantasy kojarzył mi się z wampirami, a tu jednak nastąpiła zmiana. Autorka nie zamknęła się jednak szczelnie jedynie z tym gatunkiem, pojawiają się tu też inne rasy stworzeń, właściwie wszelkiej maści, czy to we wspomnieniach, czy też jako żywe postaci. Oczywiście nie mogę również zapomnieć, że główna bohaterka sama także nie była wilkołakiem.

Mercedes różni się od poznanych dotąd przeze mnie głównych bohaterek książek urban fantasy. Jest bardziej spokojna, mniej porywcza i narwana, jak również nie jest w nikim zabójczo zakochana. Wymienione przeze mnie przymiotniki mogą wskazywać, że czytając o wydarzeniach, w których bierze udział można się nudzić, ale tak nie jest. Dziewczyna z drugiej strony nie jest taka spokojna, potrafi stawiać na swoim jesli chce, ale wie też, kiedy się wycofać.

Umiejętność ta staje się przydatna, kiedy mieszka się niedaleko alfy stada swojego miasta lub całe dzieciństwo spędziło się jako ich wychowanka. Mercedes wie, że hierarchiczność w watasze jest najważniejsza, a kobiety nie są w niej zbyt wysoko, jeśli nie mają partnera. Wilkołaki same jako postaci są tu również przedstawione ciekawie. Żyją długo, niektóre dostatecznie wytrwałe i silne nawet wieki, jak również ich hierarchia sięga ponad stada, na cały kraj, co odegra kluczową rolę w zdarzeniach.

W niedawno opisywanym na blogu stosiku przy książce napisałam, że nie zachwyciła mnie w pełni, że szału nie było. Książka była dobra, ale sporo w niej było spowolnień akcji, które przejawiały się np. w opisywaniu przeszłości Mercy i powiązań pomiędzy nią, a innymi bohaterami. Humoru też było jak dla mnie trochę za mało, a przynajmniej jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, jaki serwuje autorka.

Nie będę ukrywać, że podczas czytania trochę brakowało mi zawiązania jakieś relacji pomiędzy Mercy, a jej sąsiadem Adamem. Sfera uczuciowa w ogólnym razrachunku była znikoma, praktycznie nie istniała, ale wyczuwało się napięcie pomiędzy występującymi tu dwoma samcami z nią związanymi. Tak że jeśli ktoś nie lubi tej części urban fantasy, a mianowicie romansu, to spokojnie może sięgać.

Podsumowując, po tak pozytywnym odzewie, co do książki w internecie, liczyłam na trochę więcej. Patricia Briggs stworzyła intrygującą historię, ale liczyłam na coś odrobinę innego i może mocniejszego. Na razie w każdej sferze było łagodnie i spokojnie, ale liczę, że rytm cyklu przyspieszy w drugim tomie, który już na mnie czeka. A na razie:
Ocena: dobra [4/6]

Autor: Patricia Briggs
Tom: I
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 424
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-10-03
Skąd: własna biblioteczka

Seria z Mercedes Thomspon:
Zew księżyca  ---  Więzy krwi  ---  Pocałunek żelaza  ---  Znak kości  ---  Zrodzony ze srebra  --- River marked  ---  Frost burned  ---  Night broken


Książka bierze udział w wyzwaniach:

9 komentarzy:

  1. Mnie lektura tej powieści dość mocno usatysfakcjonowała. Być me było tak z powodu tego, że z twórczością autorki zapoznałam się już wcześniej dzięki jej innej serii. Więc jej humor, układ wątków i prowadzenie akcji nie było takim zaskoczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze pierwszego tomu. Może kiedyś mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz wiem, że kiedy sięgnę po tę pozycję nie mogę się wiele spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po tę książkę raczej w najbliższym czasie nie sięgnę, bo mam, co czytać, ale może kiedyś... :)

    Pozdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
  5. Od daaawna mam na nią ochotę, jeszcze zanim zaczęłam się moja przygoda z recenzowaniem. Ale kurczę książka nowa nie jest, a promocji żadnych na nią wyczaić nie mogę :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię fantastykę w każdym wydaniu, a wilkołaki to już szczególnie. Nie mam względem tej powieści żadnych oczekiwań, więc myślę, że mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie wstrzymam się z rozpoczynaniem nowej serii...
    Ta jakoś szczególnie do mnie nie przemawia ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham urban fantasy i fakt, że w większości z nich, miłość rozwija się stopniowo, a nie że po paru rozdziałach już partnerzy wyznają sobie miłość i tracą dziewictwo (?). Dlatego mimo wszystko, po tę serię chcę sięgnąć i naprawdę wierzę, że będę nią mile zaskoczona. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.