poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Ostatni pocałunek

„Witamy w Morganville – stąd nie chce się wyjeżdżać”

Morganville nigdy nie było normalnym miastem, niecodzienne zjawiska są na porządku dziennym, ludzie próbują żyć normalnie, jednak nie jest to łatwe w miejscu, gdzie władze przejęły wampiry. To właśnie one kontrolują ludzi, zakazują wyjazdów, do tego zmuszają ich do oddawania krwi, jednak to i tak nie wszystko. Jeśli naprawdę chcesz czuć się bezpiecznie to mam dla Ciebie dobrą radę. Najlepiej w nocy nie wychodź z domu, nigdy nie wiadomo, co może czaić się zaraz za rogiem. Pamiętaj wampiry równie dobrze widzą w ciemności, co Ty w dzień.

Znasz historie Claire? To dziewczyna, która przyjechała na studia do Morganville, nieźle wkręciła się w miastowe życie, poznała sekrety i stała się osobą bardzo ważną. Zamieszkała w domu Glassów razem z Michaelem(najmłodszym wampirem), Eve(jego dziewczyną) i Shanem(który został jej chłopakiem). W każdej z książek przetrawiały jej się nowe niebezpieczne przygody, ale Clary wychodziła z nich bez większych obrażeń, czy uszczerbków w swoim krwiobiegu (przynajmniej nietrwałych). Jednak jak uda jej się sprostać nowemu problemowi? 

„Każda historia jest gdzieś wzdłuż drogi tragiczna. Musisz tylko wiedzieć, gdzie przestać opowiadać historię aby sprawić by się szczęśliwie skończyła.”

Jak większość książek z serii Wampiry z Morganville Rachel Caine ta również zaczyna się normalnie, spokojnie. Claire i Shane jadą oddać krew do punktu krwiodawstwa. Natknęli się tam na Oliviera, który rozmawiał z nimi na temat ślubu Eve i Michaela, mówił, że taki związek nie powinien być zawarty, że przeczy to relacjom łączącym wampiry i ludzi. Jednak nie tylko to zdarzenie zamieszało w Morganville. Nadchodzi coś o wiele gorszego, przed czym nawet Amelie, założycielka miasta chcę uciekać. Jak wyjazd wampirów wpłynie na mieszkańców? Co teraz stanie się z Morganville?

Na wstępie chciałabym powiedzieć, że uwielbiam tę serię. Autorka napisała już tyle ksiąg, a cały czas potrafi mnie zaskoczyć. Nie tylko wydarzeniami, ale również zachowaniem bohaterów ich charakterem. Bardzo mi się to podoba, lubię dynamiczne postaci. 
Największą niespodzianką były dla mnie istoty, których nawet wampiry się lękają. Wprowadzenie ich okazało się ciekawym pomysłem. Na początku mało o nich wiedziałam, dopiero w trakcie czytania dowiadywałam się o nich więcej. Nie chcę o nich wiele zdradzać, ale są bardzo niebezpieczne, ich przystosowanie do życia i pożywienie bardzo różni się od wampirów. Niebezpieczne bestie!
Kolejną sprawą, które poruszę jest zachowanie Myrnina, jak ja go uwielbiam. Szaleniec, ale jest kochany. Od początku podejrzewałam, że coś czuje do Claire, jednak nadal nie wiem, co to dokładnie jest. Jego zachowanie zaskoczyło mnie, ale była to pozytywna niespodzianka. Liczę na jeszcze więcej jego osoby w kolejnych tomach.
Ogromnym szokiem okazało się również to, co stało się z Claire. Nie wierzyłam, że to się stało, było to za bardzo nienaturalne nawet na wymogi Morganville, po prostu nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. A potem zachowanie jej przyjaciół. To musiało być trudne dla wszystkich.

Nowością wprowadzoną w tym tomie przez autorkę(choć pojawiło się też w mniejszej wersji w poprzedniej księdze) jest dodanie nowych narratorów.. Patrzyłam na wydarzenia jako Claire(najczęściej), Michael, Shane, Eve i Amelie. Bardzo byłam za to autorce wdzięczna, bo ciągła narracja Claire jest trochę irytująca i nużącą, czasem zachowuję się bardzo dziwnie. Pomagało mi to powiększyć mój obraz na wydarzenia dziejące się w Morganville. Mogłam lepiej wczuć się w uczucia i emocje targające bohaterami. Czasem dobrze zmienić spojrzenie. 

Wspomnę jeszcze o zakończeniu. Niestety wiele nam nie wyjaśniło, akcja książka jakby się w nim otwierała, myślę, że autorka wykorzysta go do tworzenia nowej części. Praktycznie wszystkie sprawy poruszone w tym tomie pozostawiły znaki zapytania, nie wiele z nich zostało w pełni wyjaśnionych. Ale może to było celowe? O nowych istotach, które ogrywają wielka rolę, dowiadujemy się również dopiero w końcowych partiach powieści. Ale czy autorka rozwinie jeszcze ten wątek? Jeśli to zrobi, nie będę miała pretensji, gdyby ten tom dorównywał obecnemu. 

Choć to już siódma księga serii, „Ostatni pocałunek” wcale nie nudzi. Akcji jest sporo, wydarzenia są zaskakujące, a książkę czyta się bardzo szybko. Może pomaga również to, że książka nie ma wielu stron, może ogromne odstępy od krańców kartek(musiałam o tym wspomnieć, naprawdę to aż razi w oczy), ale czas z powieścią mija w zawrotnym tempie. Jeśli jesteś fanem serii, zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią. Myślę, że się nie zawiedziesz. Ja będę mieć po niej miłe wspomnienia. 
Ocena 9/10



Autor: Rachel Caine
Tom: XI księga VII
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 396
Cena: 37,80zł
Data przeczytania: 2013-04-09
Skąd: biblioteka publiczna


Książka przeczytana do wyzwania:







10 komentarzy:

  1. No, Draugi są niesamowite... I przerażające! Myrnin <3 ten trójkącik - Myrnin, Shane i Claire - sama nie wiem, komu kibicować... Chociaż nie, wiem! Wiernam ja mej pierwszej miłości niezmiennie TEAM SHANE.
    Uwielbiam styl autorki i podziwiam również, że w każdym kolejnym tomie na nowo jestem zaskakiwana przez panią Caine. Morganville <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Na wampiry zawsze jestem chętna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, czekam aż na Twoim blogu z książkami o nich coś się pojawi ;)

      Usuń
  3. O książce już słyszałam ale już jakoś stronię od tego typu książek, na razie mam fazę na książki obyczajowe może jednak kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to ja całkowicie odwrotnie, obyczajówki u mnie rzadko można spotkać :)

      Usuń
  4. Dziękuję za link do recenzji,
    została ona dodana do wyzwania,
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się, że znasz już moje zdanie na temat tej książki :D. Podpowiem, że nadal nie trawię zakochanych wampirów, pocałunków w tytule i zdjęć twarzy na okładkach :P. Istna bomba zła, za którą podziękuję ;).

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewałam, że jeśli się wypowiesz, to będzie coś w tym stylu ;) Z jednym muszę się zgodzić, okładki serii to jakaś totalna pomyłka, nie wiem, kto je wymyślał... A tytuł z angielskiego powinien brzmieć "Ostatni oddech" ;)

      Usuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.