sobota, 29 grudnia 2012

Osobliwy dom pani Peregrine


Czy wierzysz w opowieści?

Tajemnicze historie, niezwykłe opowieści to coś, co uwielbiam i uwielbiałam, gdy byłam mała zawsze lubiłam słuchać bajek o księżniczkach, zamkach i rycerzach. Zawsze wyobrażałam sobie w świecie wróżek, elfów i cudownych postaci. To było magiczne, lecz gdy dorosłam zrozumiałam, że to wszystko nie może się zdarzyć, jednak jedyną drogą do tego świata są książki. One zatrzymują we mnie dziecko, wierzące w opowieści, liczące na przygodę.

Książka "Osobliwy dom pani Peregrine" miała być dla mnie łącznością z światem bajek, niecodzienności, uwielbiam wszystko, co ma w sobie element niezwykły, taki, który normalnie nigdy nie mógłby istnieć. Powieść napisał Ransom Riggs pisarz i filmowiec interesujący się starymi fotografiami, mającymi w sobie czar, niektóre z nich dodał do swojej książki, by zamienić ją w inną od wszystkich. 

Od młodości największym autorytetem był dla Yacoba dziadek. Codziennie opowiadał mu
niezwykłe historie, mówił o swoich podróżach, przyjaciołach. Był dla chłopca kimś wspaniałym. Nie wszystkie historie dziadka były jednak szczęśliwe, często pojawiały się w nich potwory, które próbowały zabić dziadka. Często w opowieściach pojawiał sie też niezwykły dom, który dawał schronienie, bronił przed złem. Mieszkały w nim dzieci, a każde z nich było niezwykłe. Yacoba fascynowały historie dziadka, chciał być taki jak on, lecz... 
Dorósł. Dzieci w szkole zaczęły się z niego wyśmiewać, uważały, że wierzy w bajki. Nie chciał już słychać tych opowieści, chciał żyć w realnym świecie, porzucić marzenie. Dziadek nie protestował. Pogodził się z wyborem wnuka.

"Kilka lat później, kiedy miałem piętnaście lat, wydarzyło się coś niezwykłego i zarazem
okropnego, i odtąd było już tylko Przed i Po."

Yacob ma już piętnaście lat, pracuję w sklepie wujka. Nagle słyszy telefon dzwoni dziadek, szuka broni, chcę zabić potwory. Chłopak wie, że dziadek ma napady histerii, starzeje się, często zapomina gdzie jest. Przypominają mu się lęki z przeszłości. Ojciec mówi mu, by pojechał do dziadka. Dom zostaje w okropnym stanie, ale ukochanego opiekuna nigdzie nie ma. Za domem jest las, coś podpowiada mu, by tam pobiegł. Znajduję dziadka, leży twarzą do ziemi, jest ciężko ranny, Yobob wie, że on odchodzi, dziadek mówi mu jednak, by się ukrył, by odnalazł sierociniec. Nagle z ciemności wyłania się potwór niczym z opowieści dziadka, realny świat chłopaka szybko legł w gruzach. Rodzice nie wierzą w jego opowieść, chłopak trafia do terapeuty. Jednak wciąż męczy go pytanie: co chciał mu przekazać dziadek?

Do przeczytania książki zachęcił mnie bajkowy, trochę mroczny klimat trailera, był on świetnie przedstawiony, nie mogłam nie kupić tej powieści. Liczyłam, że opowieść będzie zagadkowa, pełna niesamowitych postaci, liczyłam, że klimat utrzyma się przez całą książkę. Lecz czy to otrzymałam?

Książka jest bardzo ciekawa. To muszę powiedzieć na wstępie. Pomysł według mnie bardzo
oryginalny, łączą się tu wątki fantastyczne, przygodowe, młodzieżowe, nawet historyczne. Jednak
ja liczyłam choć po części na coś innego, zabrakło mi w tym magii, główny bohater Yacob był bardzo przyziemny, chyba przyzwyczaiłam się do damskich narratorek, choć jeszcze niedawno czytałam kilka książek w męskim... Nie ważne. Po prostu był inny i czasem jego zachowanie mi się nie podobało. Czasem można się w tym wielo wątkowym dziele pogubić, autor co chwila dodawał coś niesamowitego, widać, że ma głowę pełną pomysłów, czytało się to w większej części przyjemnie. Lecz moim zdaniem  akcja często miała wzloty i upadki.

Miałam w tym tygodniu dużo zajęć i codziennie czytałam po około 100 stron, więc pisałam
koleżance, które również jest zainteresowana tą książką, co o powieści sądzę. Pierwszego dnia powiedziałam "dziwna", choć wtedy książka mnie zaintrygowała, po prostu nie wiedziałam, co o niej więcej powiedzieć, bo nigdy czegoś takiego nie czytałam... Po kolejnej setce stron byłam bardzo zaciekawiona, co będzie dalej rozwijał się mój ukochany wątek lekko bajkowy, niezwykły, pisałam wtedy, że jestem oczarowana. Jednak to dość szybko się zmieniło po następnym sięgnięciu po powieść, trzecia część mnie nużyła, lecz to też uległo gwałtownej zmianie w ostatnich rozdziałach(3 czy 4), wtedy rozwinęła się całą akcja, wszystko działo się w zawrotnym tempie, bardzo przyjemnie było o tym czytać.
Muszę jeszcze pomyśleć, jak to dokładnie ocenić, jednak chyba na plus, bo jednak te lepsze
momenty zawsze przeważały, jak książka mnie nudziła po prostu na chwilę jak odkładałam,
podkreślam na chwilę, bo zaraz wracałam, by dowiedzieć się, czy dalej nie będzie ciekawiej,
często właśnie wtedy wszystko się rozwijało, a ja musiałam kończyć i zostawiać do jutra.

Przejdźmy do bohaterów. Główny bohater Yacob raczej nie stanie się moim ulubionym, bo przez większą część książki mnie irytował. Pierwsze rozdziały, początek pobytu na wyspie(do momentu podróży)lubiłam go, jednak to się zmieniło, gdy trafił do domy pani Peregrine, zaczął się inaczej zachowywać, poznała kogoś. Właśnie wątek miłosny, według mnie tu jest pies pogrzebany, tej jego dziewczyny to ja nie znosiłam, według mnie to była trochę hipokryzja, najpierw mówi, że kogoś bardzo kocha, nie może bez niego żyć, a zaraz całuję się innym... Nie pasowało mi to. Ta  część powieści była taka lekko naciągana, jakby autor musiał ją wpleść w książkę. Moim zdaniem, gdyby był albo delikatniejszy, albo gdyby go w ogóle nie było, miałam bym większą radość z czytania. Czasem nie mogłam aż słychać, jak on do niej wzdycha. Ale skończmy o tym, bo wychodzi, że tylko pisze o negatywnych rzeczach.

Powiem więcej o bohaterach. Uwielbiam wszystkie dzieciaki(prócz Emmy) z domu pani Peregrine, są cudowne, żałuję, że autor nie opisał wszystkich, przydał by sie jakiś przewodnik po postaciach, czy coś! Ich niezwykle umiejętności bardzo mi sie spodobały, to jest to, co lubię, o każdej z postaci czytałam z wielka ciekawością, chciałam poznać je wszystkie,  mam nadzieję, że autor napiszę kolejny tom i rozwinie te postacie. Ich talenty były niezwykłe.

Po przeczytaniu czułam się jakbym dostała pudełko czekoladek, ale raz trafiała na dobrą, a raz na gorzką, niesmaczną. Zawsze jednak pamięta się lepiej te lepsze rzeczy, a o gorszych chcę się zapomnieć, dlatego też jeżeli autor wyda kolejny tom sięgnę po niego. Książka według mnie byłą warta przeczytania, a w recenzji pisałam te gorsze rzeczy, bo wolałam Was uprzedzić, ja byłam nimi lekko zaskoczona, bo liczyłam na inny klimat książki.
Ocena 7/10

Autor: Ransom Riggs 
Tom: I
Wydawnictwo: Madia Rodzina
Ilość stron: 400
Cena: 35zł
Data przeczytania: 2012-12-28
Skąd: domowa bibioteczka


4 komentarze:

  1. Strasznie mnie ciągnie do tej powieści, ten klimacik w sam raz dla mnie :) Chyba nawet zaopatrzę się we własny egzemplarz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko 7/10 punktów?!
    No ale o gustach się nie dyskutuje ;)...

    "Po przeczytaniu czułam się jakbym dostała pudełko czekoladek, ale raz trafiała na dobrą, a raz na gorzką, niesmaczną..." - muszę się z Tobą nie zgodzić... Każda czekoladka jest dobra! To przecież czekolada i to mówi samo przez się :D (i tak to jest, gdy czekolada zamiast być deserkiem jest narkotykiem... Ach ten słodki świat... ;p)

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Ja również nie mogę się doczekać na drugą część ;)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o czekoladki w bombonierce, te z nadzieniem :P Oglądałeś trailer? Tam zapowiadał się trochę inny klimat. :)

      Usuń
  3. Też liczyłam na zupełnie co innego, ale z chociażby ciekawości (po takim zakończeniu jest jej sporo ^.^) sięgnę po Miasto cieni!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.