Atramentowe serce

Magia stronic!

Atramentowe serce to pierwsza część trylogii Cornelii Funke- autorki nazywanej niemiecką Rowling. Po książkę miałam sięgnąć już dość dawno, ale cały czas zabierałam się za coś innego, liczyłam, że po tylu pozytywnych recenzjach książka nie może mi się nie spodobać, ale o tym później, wiem jednak na pewno, że ten tytuł zapamiętam na długo.
 Główną bohaterką jest Meggie- dwunastoletnia dziewczynka, mieszkająca wraz z niezwykle utalentowanym ojcem, introligatorem- Mo. Łączy ich wspólna pasja, miłośc do książek. Ojciec i córka żyją spokojnie, gdy pewnego dnia zjawia się  nieznajomy, który nazywa ojca Meggie Czarodziejskim Językiem. Dziewczynce nie podoba się tajemniczy mężczyzna, a od jego przyjazdy jej  tata zaczyna się dziwnie zachowywać. Meggie przeczuwa  że znaleźli się w niebezpieczeństwie i wie, że jej ojciec nie chcę jej martwić, a dowodem tego jest szybki wyjazd do mieszkającej daleko ciotki...
  Przyznam, że atramentowe serce to bardzo oryginalna książka. Najcudowniejsza rzeczą, było to, że bohateowie "żyli książkami", ich świat i cała opowieść była bajkowa i niecodzienna. To podczas czytania tej powieści znalazłam sentencję, która bardzo mi sie spodobała i pozwoliła mi zrozumieć, że czytanie to nie tylko oderwanie się od codzienności, ale coś więcej. Każda książka w mniejszym lub większym stopniu wdraża się w nasze życie, zostaje w naszych sercach i zostaje z nami, bo przecież "książki mają duszę".
"Niektórych książek wystarczy skosztować, 
inne się połyka, 
a tylko nieliczne trzeba przeżuć
i strawić do końca" *
 Główni bohaterowie są wspaniale wykreowani. Meggie była odważną dziewczynką, sama w pewnych sytuacjach zastanawiałam się, czy zachowałabym tyle zimnej krwi, co ona. Mo to ciekawy człowiek, różnił sie od innych postaci, moim zdaniem nie był tak silny, jak inni, ale przekonał mnie do siebie tym, że zawsze starał się dążyć do obranego celu. Udowodnił mi, że warto walczyć, bo można wiele osiągnąć. Można brać z niego przykład wytrwałości. Moją ulubioną bohaterką jest Elinor, bo była niecodzienna, na początku jej zachowanie względem Meggie mnie denerwowało, bo jak można tak traktować dzieci, ale potem się zmieniła. Po stracie swoich "dzieci" zrozumiała, że trzeba się zmienić i tak zrobiła. Jeszcze jedną bardzo oryginalna postacią był Smolipaluch, jego zachowanie, sposób bycia i to po czyjej stronie w danej chwili był zmieniało się praktycznie, co kilka rozdziałów, to tak z z ogniem, którym kieruję wiatr, raz jest niebezpieczny, raz może dać schronienie i ciepło. "Czarne koszule" i ich przywódca bardzo mnie denerwował, nie lubię takich ludzi, byli jak jacyś okropni, nierozgarnięci mafiozi.
 W książce najbardziej nie podobało mi się, że niekiedy akcja toczyła się bardzo powoli, nic się nie działo, często przez to przerywałam lekturę, by od niej odpocząć i sięgałam po inną. Ale jeśli zaczęłam to musiałam skończyć(choć nie zawsze to robię), jednak cel został obrany, teraz nie żałuję, że skończyłam, zawsze kiedy wracałam do ten powieści, to każde potknięcie, ranę i strach bohaterów przeżywałam z nimi. Czułam te same emocje. Chciałam, by już bezpiecznie wrócili do domu, by zaprzestali walki, by jednak wszystko sie udało. Książka porwała mnie w swój magiczny świat i jestem za to ogromnie wdzięczna autorce  bo jak sama napisała w ostatnim zdaniu "pisanie ma wiele wspólnego z czarami", a jej udało sie mnie zaczarować.
Ocena 7/10


Autor: Cornelia Funke
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont Polska
Ilość stron: 510
Cena: 27,99zł
Data przeczytania: 2012-08-16
Skąd: biblioteka publiczna


Komentarze

  1. Czytałąm w gimnazjum, a pamiętam, że o książce mówiła mi siostra cioteczna dobre kilka lat wcześniej, gdy zarażała mnie miłością m.in. do "Harry'ego". Aż dziwne, że po tylu latach potrafiłam sobie przypomnieć, ze o "atramentowym sercu" już słyszałam i chciałam to przeczytać. Chyba wrócę do niej z sentymentu. Tak, wrócę, jak nie będę miała już co czytać (albo inaczej- jak już żadna sierotka-nieprzeczytana książka nie zostanie na mojej półce- to brzmi lepiej)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem dość dawno temu. Książka bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku,
cieszę się, że pojawiłeś się na moim blogu. To już jest dla mnie wiele, ale jeśli masz ochotę pozostaw po sobie jeszcze komentarz. Każdy z nich sprawia mi ogromną przyjemność, bo wiem wtedy, że moje pisemne starania nie poszły na marne. Miłego czytania i komentowania.

Pozdrawiam,
Patrycja.

Popularne posty z tego bloga

Cuda i dziwy, czyli Marvel i jego ekranizacje: "Logan"

Jak Cię zabić, kochanie? - Alek Rogoziński