poniedziałek, 29 czerwca 2015

Królowa Tealingu

Pochodzenia się nie wybiera

Kelsea była kompletnie nieprzygotowana do funkcji, jaką miała pełnić. Jej matką była królowa, Królowa Tearlingu, jednak ona jej nie znała. Rok po narodzinach została wywieziona do domu Barty'ego i Carrol, to oni się nie zajmowali, kształtowali jej osobowość i nauczycieli wszystkiego. W wieku 19 lat nadszedł jednak czas. Po dziewczynę wyruszyła królewska straż w zamiarem eskortowania jej do zamku.
Okazuje się, że na młodą władczynię czeka wiele przeciwności. Jej wuj rozpustny czyhający na jej życie, prawda o matce, której wcale nie znała, demoniczna królowa sąsiednich ziem, pakty zawarte przed byłą królową, czy możliwość kolejnej wojny. Czy to nie za wiele na głowę jednej młodej dziewczyny?

"-Czego w takim razie chcę Szkarłatna Królowa?
-Tego, czego chce każdy zdobywca: wszystkiego - a tym pragnieniom nie ma końca."

"Królowa Tearlingu" była jedną z najbardziej intrygujących nowości wydawnictwa Galeria Książki w ciągu ostatnich miesięcy. Okładka sugerowała niezwykle dopracowaną powieść, zaś opis dawał nadzieję na to, że książka będzie wyróżniała się na tle innych powieści fantasy. Erika Johansen bowiem miała doskonały pomysł, świetnie poprowadziła go przez karty swojej książki i dała ogromne podstawy do tego, by wyczekiwać z rosnącą ciekawością kolejnych tomów jej serii.

Moje zauroczenia powieścią rozpoczęło się od bohaterów serii. Byli nakreśleni niezwykle realistycznie, nawet można powiedzieć, że oryginalnie. Każdy z nich miał własną osobowość i nie był tłem. Wciąż odczuwałam wielość czasu, jaki autorka poświęciła na ich stworzenia, a potem wlanie w ich serca żaru, by ożyły na jej kartach i poruszały się w naszej wyobraźni.

Na czele całej plejady barwnych postaci przoduje Kelsea. Główna bohaterka rozwijała się na naszych oczach i to na wielu aspektach, z pełnej kompleksów i wyobcowanej dziewczyny, wyrosła na prawdziwą królową, którą lud nie cenił jedynie za pozory, a za czyny. Mimo że wśród jej straży spotkać można było wielu mężczyzn, ona nie interesowała się miłostkami. Wątek ten był całkowicie wyłączony z treści książki skupiającej się na innych tematach. Moja dusza romantyczki odnalazła jednak zalążek możliwego uczucia. Duch. Dla czytających przydomek ten mówi wszystko. Postać tajemnicza, arogancka, bezwzględna, która nie waha się powiedzieć prosto w oczy to, czego inni nigdy by nie powiedzieli. Za zawstydzeniem jego postacią wyczułam pewną fascynację Kelsea i mam nadzieję, że wątek ten zostanie dalej rozwinięty.

"Nigdy nie zdobędziesz uznania tych ludzi. Będziesz miała szczęście, jeśli nie zginiesz przed dotarciem do twierdzy.
Może. Ale muszę spróbować.
Mówisz, jakbyś miała wybór. Możesz jedynie robić to, co ci powiedzą. 
Jestem królową. Nie mają nade mną władzy.
Tak właśnie sądzi większość królowych, dopóki nie opadnie na nie ostrze topora."

Nie mogę rozpisywać się o większej ilości postaci, bo nie starczyło, by tu miejsca. Muszę jednak dodać, że kreacja postaci zachwyca złożonością. Buława, opiekunowie głównej bohaterki, Szkarłatna Królowa to jedynie część postaci, która odkryła przed nami część swojego oblicza. Wszystko to ułatwia narracja, w której poza Kelsea możemy wyróżnić jeszcze kilka osób, z początku wydawać by się mogło nawet nieważnych. Wszystko jednak ma swoje konsekwencje. W powieści Johansen właśnie tak jest, każde nawet mało istotne wydarzenia pociąga za sobą kolejne. A wielkie zmiany, które wprowadza nowa władczyni pociągają naprawdę ogromne konsekwencje.

W kraju, w którym dotychczas nikt nie sprawował silnej władzy, swoje wpływy rozszerzyła szlachta. Powszechne są wszelkie przejawy nałogów, których nie wystrzegają się nawet wysoko postawieni, a może zwłaszcza oni, czego przykładem może być wuj dziewczyny. Ludność żyję w biedzie i strachu przed comiesięczną zsyłką ludności na tereny Mortmesne, gdzie od ponad wieku włada Szkarłatna Królowa uznawana przez wielu za czarownicę. Włada królowej rozszerza się dość szybko, jej wpływy są niezwykle potężne, do tego dysponuje ona armią i zaopatrzeniem, o którym inne kraje mogą tylko marzyć.

"Jestem Śmiercią. Przychodzę szybko, przychodzę powoli, ale nie można mnie oszukać."
"Każdy kiedyś umrze. Uważam, że lepiej umrzeć uczciwie."

Tereny Tearlingu bowiem nie są żyzne i nie posiadają wielu złóż naturalnych. Przodek Kelsea rozpoczynający jej dynastię osiedlił się tu, by stworzyć demokratyczny kraj, wolny od używek i pełen szczęścia.  Przez stulecia jednak wszystko wróciło do tego, co można było spotkać przed Przeprawą. Akcja powieści osadzona jest bowiem w przyszłości, co z łatwością można wywnioskować z opowieści ludzi, czy z wiedzy, jaką zdobyła główna bohaterka na lekcjach u swojej opiekunki. Cała współczesna technika jednak została porzucona, zaś wiedza z zakresu medycyny, czy innych dziedzin naukowych utracona. Ludzie żyją prawie jak w średniowieczu, choć to tylko część prawdy.

Można by po tej części recenzji oczekiwać, że w świecie średniowiecza udoskonalonego przez autorkę nie znajdzie się miejsce na wiarę, czy magię, ale tak się nie stało. Odgrywały one dość sporą rolę, ale w zupełnie różnych aspektach powieści. Skorumpowany kościół również przywołuje na myśl średniowiecze. Sfera magiczna jest nam ukazywana stopniowo, występują różne jej aspekty, nad którymi nie będę się rozwodzić, by nie psuć Wam przyjemności z czytania, ja wciąż jednak je wyczuwała, poprzez nikłe pulsowanie z różnych źródeł.

"Nawet książka może być niebezpieczna w niepowołanych rękach, a gdy tak się dzieje, wina spada na tego, kto ją otrzyma, ale książkę należy wówczas przeczytać."

Niezwykle miłym dodatkiem, który wyczuje każdy mól książkowy jest miłość do książek. Przejawia się w zachowaniu głównej bohaterki wpojonym od młodości. Dla niej książki mają ogromną moc. Królowa próbuje skolekcjonować własną wielką bibliotekę, by zebrać wszystkie książki, które trafiły na te tereny w czasie przeprawy, a niestety nie było ich wiele. Jej plany jednak dają nadzieję na rozwój czytelnictwa.

Na koniec wspomnę jeszcze o oprawie graficznej książki. Jest ona fenomenalna, wręcz magiczna. Motyw wzorów z okładki jest przenoszony na karty rozdziałów. Do tego każdy z nich jest cudownie oznaczony i rozpoczyna się wstawkami z różnych źródeł historycznych, kronikarskich, czy świeckich, które mają lepiej przybliżyć nam poznanie dziejów Tearlingu, a zwłaszcza ich władców.

"Królowa Tealingu" trafiał do mnie dzięki przeczuciu, to ono skłoniło mnie właśnie do wybrania tej książki. Teraz wiem, że muszę częściej ufać odczuciom. Powieść ta nie tylko jest doskonale dopracowana, nie tylko rozpoczyna wspaniałą historię, nie tylko ma świetnie nakreślonych bohaterów, ona jeszcze zaciekawia. Gdy już zacznie się czytać trudno się oderwać.
Ocena: świetna [6/6]


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Galeria Książki!


Autor: Erika Johansen
Tom: I
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 498
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-06-29
Skąd: własna biblioteczka

Cykl Królowa Tearlingu:
           Królowa Tearlingu  ---  The Invasion of the Tearling

czwartek, 25 czerwca 2015

Światło dnia

Ostateczne niebezpieczeństwo 

Wampiry od zawsze były władcami Morganville, to one kierowały miejscem, to do nich było dostosowywane życie w mieście. Ludzie byli gdzieś z boku, dostarczali pokarmu, nie byli traktowani jak równorzędni obywatele. Bali się, wciąż żyli w lęku. I nawet zmiany, jakie mogliśmy obserwować nie wpłynęły na zmianę ich nastawienia, wciąż byli zlęknieni i nieufni.

Właśnie dlatego pierwsza oferta rozwiązania problemu wampirów została tak przychylnie przyjęta. Zniszczenie wampirów, usunięcie problemu, nikogo nie obchodziło jakim kosztem będzie to załatwione, kto przy tym ucierpi. Ważne było jedynie to, że Fundacja Świt rozwiąże problemy mieszkańców i Morganville znów będzie miastem dla ludzi i tylko dla nich.

Nie wszyscy jednak sądzą, że przejęcie władzy przez Fundacje rozwiąże wszelakie problemy. Claire i reszta po powrocie z wakacji nie mogą pogodzić się ze zmianami i tym, co obecnie dzieje się z wampirami. Czy są w tym osamotnienie? Czy tylko im nie podobają się wprowadzane zmiany?

Wampiry z Morhanville to seria książek Rachel Caine, którą rozpoczęłam dawno, dawno temu. Uwielbiałam jej klimat, ciągłą akcję w każdym tomie, dynamikę zdarzeń i różnorodność bohaterów. Była to tylko rozrywka, jednak naprawdę godna zapamiętania. Pamiętam, że często wspominałam nawet, że to moja ulubiona seria o krwiopijcach. Po skończeniu księgi 11(zwanej też ostatnią) wciąż jestem skłonna to potwierdzić. "Światło dnia" bowiem, nawet teraz było doskonałą odskocznią od codzienności i pochłonęło mnie bez reszty.

Zawsze trudno żegnać się z tak długimi seriami i tu również nie było wyjątku. Podczas tak rozległej lektury bohaterów poznaje się od podszewki, można doskonale poznać ich charakter i poczuć, jakby się ich znało całkowicie. Claire jest mi niezwykle bliska, jako narratorka, zawsze sprawdzała się fenomenalnie. Czytając wszystkie części mogłam obserwować jej przemianę, jak przechodzi z niepewnej siebie dziewczyny, niekiedy mocno irytującej do prawdziwej wojowniczki, która potrafi rozwiązać każdy problem. Jej przyjaciele byli niezwykle różnorodni, ich przemiany były mniej dostrzegalne, gdyż od początku żyli w ciągłym stresie i byli świadomi niebezpieczeństwa. Uwielbiam ich humor, przepychanki słowne Shane'a i Eve na długo pozostaną w mojej pamięci. Micheal zawsze pozostanie tym, który najwięcej przeszedł. Amelie powoli się odkrywała i ukazywała swoje ludzkie oblicze, również inne wampiry nie były tylko postaciami z kamienia. Ich różnorodność była ogromna, co tom to nowe czarne charaktery, jak również nowi bohaterowie, nie sposób ich tu wszystkich wymienić. Uwierzcie jednak, że ci ważniejsi, nigdy nie byli powielali i każdy z nich zachowywał indywidualność.

Akcja w każdym z tomów była niezwykle szybka. Nie ukrywam jednak, że obawiałam się, że ten będzie zdecydowanie wolniejszy, że wszystkie sprawy będą zamykane. Od pierwszych stron musiałam zmienić swoje oczekiwania, gdyż autorka od razu wrzuciła nas w wir zdarzeń, które działy się w mieście pod nieobecność głównych bohaterów, którym my towarzyszyliśmy. Działo się wiele, co odkrywaliśmy wraz z bohaterami. Bieg wydarzeń, ich wielość, była wręcz powalająca, jakby autorka chciała wykrzesać z siebie jak najwięcej. Mimo wszystko nie czuć było przytłoczenia.

Wspominałam już o jednej narratorce książki, Claire. W tym tomie, przeciwnie niż w kilku poprzednich, tylko ona przedstawiała nam wydarzenia. Wszystko obserwowaliśmy jej oczami. Nikt więcej nie miał do tego dostępu, co było przyjemnym powrotem do pierwszych części cyklu.

Jeśli miałabym coś zarzucić serii to może lekką dziecinność bohaterów. Pierwsze strony i dialogi bohaterów były trochę naiwne, sprzeczki z funkcjonariuszami były w moim odczucia naciągane. Dopiero potem, kiedy zaczęły się kłótnie Eve i Shane'a wszystko wróciło do normalności.

Ten tom był doskonałym uwieńczeniem serii. Jednocześnie był taki jak poprzednie części, z drugiej jednak strony zdecydowanie się od nich różnił. Morganville przeżywało ostateczny test, wampiry walczyły o przetrwanie, a bohaterowie próbowali przywrócić normalność do niecodziennego miasta.  W skrócie, działo się wiele, naprawdę wiele.
Ocena: bardzo dobra-[5-/6]

Autor: Rachel Caine
Tom: XV księga XI
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 320
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-06-25
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Wampiry z Morganville:
Przeklęty dom --- Bal umarłych dziewczyn(Księga I) --- Nocna aleja --- Maskarada szaleńców(Księga II) --- Pan ciemności --- Godzina łowów(Księga III)  --- Rozwiane cienie  --- Pocałunek śmierci(Księga IV) --- Miasto Widmo(Księga V) ---- Pojedynek(Księga VI) --- Ostatni pocałunek(Księga VII) --- Czarny świt(Księga VIII) --- Gorycz krwi (Księga IX) --- Wyjazd z Morganville(Księga X) ---  Światło dnia(Księga XI) + opowiadania

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Buźka

Gdzie jest moje dziecko?

Dzisiejsza recenzja uczestniczy w akcji "Emigrantka 2015" rozpoczętej przez Aleksandrowe myśli. Powieść trafiła do mnie dzięki zbiegowi okoliczności, gdyż zgłaszałam się po inną zaproponowaną przez nią książkę. Mimo wszystko nie żałuję, bo "Buźka" okazała się zaskakującym thrillerem odbiegającym od wszelkich schematów.

Autorką ten pozycji jest Sophie Hannah, do której prozy miałam duże oczekiwania ze względu na to, że wnuk Agaty Christie uznał, że jest idealną osobą, by kontynuować historię Herkulesa Poirota, z którym kryminały uwielbiam. Jednak to nie o "Inicjałach zbrodni" będę pisać tym razem, a o wspomnianej już "Buźce", czyli książce rozpoczynającej cykl o Konstablu Simonie Waterhouse.

Tytuł, zwięzły i krótki jest doskonałym ukazaniem najważniejszej treści powieści. Cały problem właśnie w "Buźce". Kim jest ta intrygująca postać? Zdziwi Wam pewnie, ale jest ona malutkim dzieckiem, właściwie noworodkiem, a choć nie odzywa się, to wszystko cały krąg wydarzeń rozgrywa się właśnie wokół niej.

Alice Fancourt niedawno przeprowadziła się do domu matki swojego męża, rozwodnika, przygotowuje się do porodu i we wszystkim słucha swojej despotycznej teściowej, którą uważa za guru w większości kwestii. Słucha jej bezgranicznie.
Od wyjścia ze szpitala kobieta nie wychodzi z domu, spędza cały czas ze swoją ukochaną córeczką oraz kochającym mężem. Jednak właśnie 26 września postanawia opuścić dom i pozostawia Florence wraz z Davidem. Kiedy wraca chcę zajrzeć do łóżeczka córeczki, ale uświadamia sobie, że to nie jej dziecko, że to nie jest jej córka. Wszyscy są przeciwko niej, nawet mąż jej nie wierzy, sądzą, że to depresja poporodowa.
Teściowa po powrocie z urlopu, na który wybrała się wraz z drugim wnukiem, postanawia zbadać sprawę poprzez test DNA.  Co okaże się prawdą?

"Najgorsze rzeczy w życiu zdarzają się tylko raz."

Opis książki, kiedy już do mnie dotarła wydał się intrygujący, choć obawiałam się przewidywalności, sadziłam, że znam już zakończenie sprawy. Bałam się, że wszystko po przeczytaniu zaledwie kilkudziesięciu stron mam czarno na białym wypisane, co miały mi zdradzać charaktery bohaterów.  Bardzo się pomyliłam. Bieg wydarzeń podąża w takim kierunku, że trudno zrozumieć wszystkie aspekty układanki, a czym więcej przewróconych stron tym więcej pytań. Chronologia wydarzeń jest zaburzona poprzez zmianę dat rozdziałów, co tym bardziej dezorientuje i tak już skołowanego czytelnika. Nie jest to jednak uciążliwe, a zmusza do dalszego czytania bez zbędnego zatrzymywania się.


Nie tylko chronologiczność jest tu zmieniona. Narracja również jest tak rozłożona, że nie można domyślić się
zakończenia, a nawet jeśli bohater zna rozwiązanie to kompletnie się ze swoich myśli nie zdradza, co dość mocno irytuje czytelnika, który zastanawia się, co przegapił, jakie poszlaki mu umknęły. Rozłożona jest pomiędzy trójkę bohaterów, dwóch policjantów i Alice, młodej matki, głównej sprawczyni wydarzeń.

A skoro zaczęłam już o narratorach wypowiem się o nich trochę dokładniej. Poruszę też kwestię reszty bohaterów. Na pierwszy plan od początkowych rozdziałów wysuwa się Alice. Ukazana została nam ona jako histeryczka, lekko niezrównoważona osoba. Obraz ten potwierdza jej depresja po stracie rodziców, jak również coraz bardziej postępujące, zadziwiające zachowania. Jej mąż początkowo przedstawiony jako ideał, choć niezwykle zamknięty w sobie, z dużym wpływem matki w jego światopogląd, później zmieniający się na naszych oczach. Matka zaś to despotyczna, pewna siebie kobieta, przeświadczona o swoich racjach i wszystko kontrolująca. Ich relacje nie były relacjami, które łączą normalną rodzinę, od razu wydały się chore i nienaturalne. Zastanawiały, zmuszały do pytań i zastanowienia się, co tu nie pasuje.

"Chcę tylko powiedzieć, że myśli i idee powinny mieć znaczenie. 
Ludzie powinni się ich bać, powinni być gotowi oddawać życie za sprawę"

Drugim ogniwem historii była para detektywów. Simon był głównym umysłem całej jednostki, uważał się za geniusza, niezrozumiałego przez resztę ekipy przez wciąż podpadającego przełożonym. Jednym z jego szefów była Charlie, zakochana w nim, lecz próbująca ukryć to kobieta, silna, niezależna. Ich duet nie był jedynie ukazany na zasadzie życia zawodowego, wielokrotnie poruszane były ich aspekty osobiste przez wydawali mi się bardziej realni, ludzcy. Wiem, że ich historia jest rozwijana w kolejnych tomach cyklu, więc postaram się ją poznawać, dzięki dalszej lekturze.

Reszta bohaterów jest doskonałym tłem, nienarzucającym się, a jednocześnie nie wydającym się zbędnym, czy nienaturalnym aspektem historii. Podejrzani, świadkowie pozwalali nam poznawać nowe fakty, a przez co pozornie zbliżać się do rozwiązania. Aspekt detektywistyczny za sprawą Simona spodobał mi się naprawdę mocno.

Cieszę się, że dzięki akcji książka trafiła właśnie do mnie. Obawiam się, że gdyby nie wędrówka książki nie sięgnęłabym po nią tak szybko, a tak mam do czytania nowy, intrygujący cykl thrillerów. "Buźka" to historia o szaleństwie, racjonalności, planowaniu i dowiadywaniu się prawdy. Poprzez zmienną narracje wszystkie skrajności łączyły się ze sobą i tworzyły spójną całość. Jestem usatysfakcjonowana lekturą.
Ocena: bardzo dobra [5/6] 

Dziękuję Alesandrowe myśli za możliwość lektury książki! 

Autor: Sophie Hannah
Tom: I
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 388
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-06-22

Skąd: Akcja Emigrantka

sobota, 20 czerwca 2015

Krwawe szaleństwo

Uwierz w nierealne. 

Elfy to nie istoty z ślicznymi skrzydełkami, które śpiewają rozkoszne piosenki, żyją w kwiatach i żywią się ich nektarem. Nie są to również małe chochliki, które potrafią nieźle nabroić gubiąc różne przedmioty w Waszych domach. Niestety, jeśli w to wierzycie to jesteście w ogromnym błędzie. Muszę Was ostrzec elfy nie są niegroźne. To najniebezpieczniejsze stworzenia, jakim przyszło chodzić po ziemi. Są przerażające, bezwzględne, niektóre bezmyślne, ale istnieją też piekielnie inteligentne. Życzę Wam byście nigdy ich nie spotkali. A mówię to ja, Mac, widząca sidhe, Zero. Strzeżcie się.

MacKayla jest główną bohaterką książek Karen Marie Mining opowiadającej o mrocznych elfach. Niedawno przedstawiałam Wam recenzje pierwszej części, uznanej przeze mnie za najlepszą książkę stycznia, uwierzcie, że nie wytrzymałam długo w postawieniu, by nie czytać drugiej części, nie dałam rady. "Krwawe szaleństwo" i tak przeleżało na półce za długo, przecież cały miesiąc.

 W poprzedniej książce poznaliśmy historie dziewczyny, którą zemsta sprowadziła do Irlandii, państwa, gdzie żyję najwięcej magicznych istot. Poznając ich sekrety dowiedziała się wiele o ich rasach, jak również poznała mordercę jej siostry. Wielki Pan, gdyż tak jest nazywany, ściąga do tego świata Mroczne elfy i planuje zapanowanie nad nimi. Jedną z jego akcji krzyżuje Mac, od tej pory planuje on na niej zemstę. Dziewczyna nie jest bezpieczna, nie wie, z kim powinna się trzymać, by przerwać, oferty połączenia z nią sił składa coraz więcej silnych graczy. Jak rozegra się ta partia?

Nie spodziewałam się, że tom drugi będzie tak doskonałym dopełnieniem pierwszego. Zaczęłam go w sobotę i w sobotę również skończyłam. Nie mogłam sie oderwać, a gdyby nie pewne sprawy pewnie nawet bym się od książki nie odrywała. Autorka wciąż utrzymuje, a nawet może potęguje ilość zagadek i niedopowiedzeń na temat elfów, bohaterów i ich planów. Czytając odczuwałam prawie bolesną potrzebę dowiedzenia się pewnych kwestii. A najgorsze jest to, że pewne z nich urwały się w połowie drogi, a często nawet blisko rozwiązania. Snuje teorie, ale sądzę, że już niedługo nie wytrzymam i kupię kolejną część.

"na świecie są trzy rodzaje ludzi - ci, którzy nie wiedzą i nie wiedzą, że nie wiedzą;
 ci, którzy nie wiedzą i wiedzą, że nie wiedzą; 
i ci, którzy wiedzą i wiedzą, jak wiele nie wiedzą."

Książka swoją formą niewiele różni się od poprzedniczki. Mac znów poszukuje dla Jericho relikwii, dowiaduje się nowych informacji, ale uwierzcie to nie jest monotonne. Autorka co rusz wrzucą pod nogi głównej bohaterki nowe przeszkody, a to w formie uganiających się za nią Łowców, a to kolejnej porcji niecnych elfów, a to nowych zagadek do odkrycia. Zdawać, by się mogło, że autorce nigdy nie zabraknie pomysłów na nowe niebezpieczeństwa.

Źródło
To samo mogłabym powiedzieć o elfach. Moning doskonale opisuje nowe ich rodzaje i ukazuje ich atrybuty. Niedługo można by z tego stworzyć album lub przynajmniej spis, który po części mamy z tyłu książki. W tom I autorka dała nam możliwość zagłębienia się w notatki, jakie mogłaby zrobić Mac ze swojej wiedzy, którą wtedy zdobyła, teraz te inskrypcje są zdecydowanie obszerniejsze. Nie są to typowe nudne wyjaśnienia na temat osób i przedmiotów z książek, ale opatrzone opinią głównej bohaterki przemyślenia. Czyta się je równie dobrze, co opisywane w książce wydarzenia.

W poprzedniej recenzji wspominałam, ze MacKayla ulega przemianie, dostosowuje się do otoczenia, w jakim się znalazła. Teraz całkowicie się zmieniła, jest silną i odważną osobą, choć wciąż zagubioną w nowym świecie, wciąż zmuszoną do proszenia o pomoc, tych silniejszych. A skoro o tym mowa, lista oferujących jest współpracę gwałtownie wzrosła. Mac może przebierać w ofertach, jednak żadna nie jest w pełni satysfakcjonująca lub bezpieczna. Każda niesie za sobą pewne konsekwencje.

"Nie ekscytuje mnie niebezpieczeństwo. Ekscytują mnie mężczyźni z kręgosłupem moralnym. 
Barrons zbliża się do kręgosłupa co najwyżej przy zjedzeniu wędzonej ryby."

Pierwszą osobą jest Barrons, zdecydowanie to na niego stawiałabym w tym zestawieniu, facet wciąż pozostaje zagadką. Nie można powiedzieć o nim nic pewnego, w notatkach Mac jest zaledwie dwoma linijkami tekstu niedającymi żadnej pewności. Mam, co do niego teorie, ale kompletnie nie wiem, w ile procentach będzie ona prawdziwa. Kim on, do licha, jest?

Kolejnym jest książę z Jasnego Dworu. Piekielnie niebezpieczny, które poznałam, gdy kilkakrotnie usiłował zgwałcić Mac, bez dotyku potrafił doprowadzić ją do orgazmu. Otóż jego bronią jest seks, pożywia się nim i wyniszcza osobę, z którą go uprawia. W tomie tym oddziałuje na bohaterkę w mniejszym stopniu, ale wyczuwam, że to jedynie dlatego, iż próbuje pozyskać jej względy, by mieć ją po swojej stronie. Co on, do licha, planuje?

Ostatnią z silnego grona jest Rowena, poznana wcześniej staruszka, która mówi Mac o jej pochodzeniu, okazuje się wcale nie tak stara. Kieruje wspólnotą widzących sidhe i ma w swoich rękach drugą relikwie, która może je zabijać, czyli Miecz. Czuję, że ma coś w zanadrzu, nie zdradziła jeszcze swoich planów głównej bohaterce, ale po części można się domyślić, czego od niej oczekuje.

"Szarość to inne określenie czerni. Szarość nigdy nie będzie biała. Biel nie ma odcieni."

Elfów w ludzkim świecie pojawia się coraz więcej, są coraz bardziej różnorodne i niebezpieczne. Akcja wciąż nabiera tempa, mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest bardziej dynamiczna niż w pierwszym tomie. Jedynym minusem, jakie mogłabym wymienić to za mało Barronsa, wciąż gdzieś znikał, nie dość, że nic o nim nie wiem, to jeszcze wciąż go nie ma i kompletnie nie mogę go rozgryźć... To irytujące.

"Krwawe szaleństwo" to zabójcze wręcz doświadczenie czytelnicze. Porywa, rozrywa i miażdży, nie pozwala oderwać rąk od książki, oczu od tekstu. Moning mną zawładnęła, gdybym miała taką możliwość juz bym sięgała po tom drugi, a tak muszę jeszcze na to zaczekać. Co będzie dalej, to pytanie wciąż krąży mi w głowie. Powieść niczym narkotyk.
Ocena: świetna [6/6]

Autor: Karen Marie Moning
Tom: II
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 389
Cena: 35zł
Data przeczytania: 2015-02-28
Skąd: własna biblioteczka

Kroniki Mac O'Connor:
Mroczne szaleństwo  ---  Krwawe szaleństwo  ---  Szaleństwo elfów  ---  Dreamfever  ---  Shadowfever

czwartek, 18 czerwca 2015

Król uciekinier

Trudna decyzja do podjęcia

Władca musi podejmować wiele decyzji, najlepiej nie we własnym interesie, ale w interesie ogółu, całego społeczeństwa. Dawni królowie byli od dziecka przygotowywani do ról, jakie mają odegrać, trenowali do czasu aż przyjdzie kolei właśnie na nich.

Tym razem miało być inaczej. Jaron jedyny następca tronu zaginął. Rodzina królewska została zamordowana przez piratów. Jeden z regentów królestwa postanowił, że znajdzie kilku złodziejaszków i spróbuję zmienić ich w książęta z prawdziwego zdarzenia, oczywiście wykonujących jego polecenia.

Wszystko byłoby idealnie, jednak Sage, jeden z chłopaków, naprawdę był Jaronem. Wiedział, że dzień, w którym zasiądzie na tronie nadejdzie, musiał podołać zadaniu. Okazało się ona niełatwe. Młody król miał wiele problemów, wrogie państwa wokół granic, niepokoje regentów, oficjalny pogrzeb rodziców, a na domiar złego podczas jego trwania atakujący go najemnicy, którzy żądają jego głowy. Rozkazują mu poddać się i oddać się w ich ręce, jeśli nie grożą atakiem. Co zdecyduje Jaron?

Trylogia Władzy Jennifer A. Nielsen rozpoczęła się fenomenalnie. Pomysł, jakie zrodził się w jej umyśle był niesamowity. Złodziej, który ma zostać księciem naprawdę nim jest. To wręcz nie mieściło mi się w głowie. Sage miał charakter i od razu go polubiłam, chciałam dowiedzieć się jak młody władca sobie poradzi. "Król uciekinier" miał sporą poprzeczkę do przeskoczenia, czy mu się udało?

Początek powieści nudził mnie i nie zapowiadał zabawy, jaką zapamiętałam z poprzedniego spotkania. Jaron był nijaki, przemęczony, zbity, nie tryskał energią i sarkazmem jak w pierwszym tomie. Napaść na niego też nie wywołała większych emocji. Jednak później wszystko zaczęło się zmieniać i podążać w kierunkach, jakie zapamiętałam.

"Żyję tylko dzięki temu, co zrobiłem w życiu źle. Moje błędy mnie ocaliły."

Kiedy tylko Jaron opuścił pałacowe progi stał się na powrót Sage'em. Pełen zawziętości i gotowości do działania ruszył, by oddać się piratom. Zabrzmi to może dziwnie, ale lubię, gdy znajduję się on w niebezpieczeństwie. Właśnie ono pobudza go do działania, dodaje mocy i dzięki niemu znów jest przebiegłym, inteligentnym i gotowym do działania chłopakiem.

Postacie otaczające głównego bohatera były wykreowane dość schematycznie, jednak nie przeszkadzało to w odbiorze. Warto zauważyć, że książka skierowana jest do młodszej młodzieży, więc nie daje nam szans na rozliczenie postaci i swoistą ocenę, czy postępuję dobrze, a nakierowuje nasze myślenie na to, jak powinniśmy ich postrzegać. Wyjątkiem jest tu Jaron i jego przyjaciel Roden, który zmienia się podczas lektury, podczas tego tomu również.

Intryga i zaskoczenie przebiegiem wątków były zdecydowanie mniejsze niż w pierwszym tomie. Choć nadal wystąpił element zaskoczenia, który rzucił nowe światło na sprawę zamachu na rodzinę królewską. To jak potoczyły się losy bohatera było dość przewidywalne, po poznaniu jego cech, nie można nie sądzić, że akurat tak postąpi. Chłopak wciąż pakuje się w kłopoty, ale to w nim lubię.

"Zrobię wszystko, by nie rozstać się ze swoją głową.
 I nie zrobię niczego, co skłoniłoby ich do ucięcia twojej."

Akcja w tomie tym rusza szybkim tempem po opuszczeniu pałacu. Zdecydowanie pozwala na szybkie przeczytanie książki, gdyż naprawdę jest szybka. W zdecydowanie większym stopniu również poznajemy sprawy  Carthyi. Wcześniej mieliśmy okazje jedynie słyszeć o niektórych wątkach, teraz zaś jesteśmy w samym ich centrum.

Styl autorki jest lekki i przystępny. Dialogi przeważają nad opisami, co często zdarza się w powieściach dla młodszej młodzieży. Jednak dzięki słownictwu i konstrukcji zdań czytając nie czułam nadmiernie, że książka jest skierowana właśnie do takich odbiorców. Nie mogę narzekać na zbyteczne uproszczenie języka.

Okładka tego tomu jest niezwykła. Uwielbiam jej prostotę i baśniowość, którą wyczuwam nawet teraz patrząc na nią. Przed przeczytaniem opisu podpuściła mnie, co do treści, bo spodziewałam się zamorskiej wyprawy. Mimo to uważam, że pasuje do treści, choć po prostu nie tak jak mogłabym oczekiwać.

"Król uciekinier" był przyjemną lekturą, jednak nie odpłynęłam podczas czytania tak daleko jak liczyłam. Może po prostu chciałam za wiele, ale nie wyczułam teraz magii, jaką odczuwałam w pierwszym tomie. Czegoś zabrakło, choć to naprawdę wspaniała opowieść.
Ocena: dobra+[4+/6]


Autor: Jennifer A. Nielsen
Tom: II
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 372
Cena: 39,99 zł
Data przeczytania: 2015-03-09
Skąd: Własna biblioteczka

Trylogia Władzy:
Fałszywy Książę  ---  Król uciekinier  ---   The shadow Throne
Zagraniczne wydania

poniedziałek, 15 czerwca 2015

52 powody dla których nienawidzę mojego ojca

Nie to nie jest post, który miał mnie uzewnętrznić. Kocham swojego tatę i nigdy nie powiedziałabym, że go nienawidzę. Sądzę, że wybranie aż 52 powodów, by to udowodnić byłoby niemożliwością. Bo 52 powody to naprawdę wiele, tak wiele, że zastanawiam się, co w ogóle można tam ująć. A może powinnam powiedzieć, że zastanawiałam się, bo przecież teraz już wiem.

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" to powieść Jessicy Brody, w której udowadnia ona, że znalezienie owych 52 dowodów jest niezwykle łatwe. Zwłaszcza, gdy ma się tak pomysłowego ojca jak główna bohaterka - Lex.

Lexi jest córką wpływowego biznesmena, jest też rozpuszczoną i niczym się nie przejmującą młodą celebrytką. W gazetach wciąż piszą o jej skandalach, które jej ojciec, a właściwie jego pracownicy muszą niwelować. Dziewczyna wyczekuje swoich osiemnastych urodzin, by wtedy zyskać wolność wraz z 25 milionowym czekiem. Nie wszystko jednak idzie dokładnie tak jak sobie zaplanowała...

Ojciec Lexi postanawia, by ta przez 52 tygodnie wykonywała najbardziej poniżające zawody, jakimi zwykle gardziła lub kompletnie nie zwracała na nie uwagi. Tak też główna bohaterka musi pracować w barze szybkiej obsługi, czy podawać się za sprzątaczkę.  Jeśli liczyliście, tak jak ja, że autorka pokusiła się o opisanie wszystkich zawodów, w jakich pracowała postać, to możecie się zawieść. Pisarka skupiła się na kilka wybranych miejscach pracy, niekiedy wspominała trochę szerzej o kilku kolejnych, ale dla czytelnika oczekującego na 52 powody to trochę za mało.

Fabuła poza wspomnianymi wyżej pracami, opiera się również na codziennym życiu Lex. Poznajemy jej relacje rodzinne, jak również przyjaciół i to jak zwykle spędzała czas. Okazuje się, że wina w jej charakterze nie leży tylko w jej przekornej i krnąbrnej naturze, ale przede wszystkim w wychowaniu. Matka dziewczyny nie żyje, a ojciec kompletnie pochłonięty pracą kompletnie nie zważa na nią uwagi. Autorka podeszła do tej kwestii poważnie i ukazała życie, które mimo luksusów, wcale nie jest tak kolorowe.

Poza sprawami rodzinnymi poruszone zostały również sprawy sercowe. Stażysta w firmie Larrabee, który ma dopilnowywać wykonywania zadań przez bohaterkę, mimo początkowej niechęci z obu stron staje się jej zdecydowanie bliższy. Relacja ta jednak nie wzbudzała moich wielkich uniesień, była przewidywalna, spotykana już wielokrotnie.

Co do samej Lexi, to początkowo wręcz jej nie znosiłam. Była rozkapryszona, kompletnie nie widziała w swoich czynach własnej winy, niczym się nie przejmowała i liczyła jedynie na spadek po ojcu. Ambitne cele na życie, nie powiem... Jednak wraz z wykonywaniem zadań stawała się bardziej ludzka i zyskiwała cechy, dzięki którym zdecydowanie zyskiwała w moich oczach.

Język powieści był niezwykle łatwy, czasem nawet zdawał mi się aż zbyt lekki(o ile w ogóle można tak to ująć). Zdania najczęściej pojedyncze, dialogi proste, acz niewymuszone. Niekiedy do treści wkradały się wypowiedzi w różnych językach(np. francuski) koloryzowały one całą powieść.

Kończąc moje wywody, muszę poruszyć kwestię okładki. Coraz rzadziej to robię, ale pozycja zdecydowanie pod tym względem jest warta uwagi. Stylizowana na pierwszą stronę magazynu o modzie strona tytułowa jest niezwykle oryginalna, i nie ukrywajmy, przyciąga spojrzenia. Modowy klimat psuje jedynie kubeł z wodą i brudna ścierka.  Efekt fenomenalny.

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" to książka z najdłuższym tytułem, jaki było mi dane czytać. Nie była to powieść wysokich lotów, ale na chwile oddechu była idealna. Czyta się ją błyskawicznie, nawet nie wie, kiedy powieść dobiega końca. Sądzę, że poznam jeszcze inne książki autorki.
Ocena: dobra [4/6]

Autor: Jessica Brody
Tom: -
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 416
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2015-06-13
Skąd: własna biblioteczka


Jeśli jeszcze nie widzieliście to żałujcie, 
to naprawdę świetna zapowiedź książki:

sobota, 13 czerwca 2015

Przedpremierowo: Collide

PREMIERA 17 czerwca

Zdarzenie z przyszłością

Kolizja, zderzenie, stracie dwóch charakterów. Dwóch zupełnie odmiennych postaci, a pomiędzy nimi ona jedna. Stracie rozgrywa się w jej sercu. Stracie rozgrywa się o jej serce. Starcie może mieć tylko jedno rozwiązanie. Od początku wiedziałam jakie. Od początku wszystko przeczuwałam. Jednak myliłam się. Tu nie ma prostych rozwiązań.

Emily po śmierci matki przeprowadza się do Nowego Jorku, chcę tam spędzisz resztę życia wraz ze swoim chłopakiem - Dillonem. Planuję zostać nauczycielką, jednak obecnie znalazła pracę jako kelnerka. Pierwszego dnia szef prosi ją, by dostarczyła zamówienie do sporej filmy nieopodal. Dziewczyna spotyka tam niezwykle przystojnego, pociągające faceta - Gavina. Mężczyzna jest nią oczarowany, chcę się z nią spotkać ponownie, mimo informacji, że jest już zajęta. Em odchodzi, jednak drogi tej dwójki jeszcze nie raz się splotą.

Wydarzenia opisane powyżej poznałam, dzięki lekturze książki "Collide". Jest to najnowsza pozycja wydawnictwa Akurat napisana przez Gail McHugh. Autorka ukazała prostą, acz emocjonującą historię oprawioną barwnymi bohaterami, emocjonującymi zdarzeniami i wciąż rosnącym napięciem.

Pierwsze co zauważa się podczas lektury to bohaterowie. Są doskonale nakreśleni. Nie są przerysowani(no może poza wyglądem, wszyscy piękni, urodziwi...), żyją prawdziwym(choć luksusowym życiem), są pełni uczuć, które ukazują swoim zachowaniem, słowami i postawami. Są również niezwykle różnorodni, więc nawet na krótki czas wprowadzani bohaterowie z łatwością dają się zapamiętać. Mimo że to powieść, w której główne skrzypce odgrywają trzy (wymienione już w moim streszczeniu) postaci, to i ci drugoplanowi, czy nawet epizodyczni pozwalają się polubić i nie są jedynie tłem, jak to było w przypadku np. "Pięknego drania".

Skoro wspomniałam już o trójce bohaterów to może wypowiem się o nich trochę obszerniej. Co najważniejsze jedynie dwójka z nich otrzymała od autorki szansę ukazania swojego wnętrza poprzez narracje, a byli to Emily i Gavin. Dziewczyna od początku zaskakuje, nie jest szarą myszką, wie, co powiedzieć, choć nie jest arogantka(czyli nie ze skrajności w skrajność), jednak widać jak silny wpływ wywiera na nią jej partner, co jednak najbardziej irytujące, ona tego nie widzi. To chyba była dla mnie jej jedyna wada, nie potrafiła dostrzec czegoś oczywistego... Oczywistego dla wszystkich poza nią! Gavin to ideał, ciacho, przystojniak, bogaty, wygadany, pewny siebie, gość ze złamanym sercem, wykorzystujący kobiety, by załatać dziurę. Można powiedzieć znany schemat, jednak poprzez swoją uczuciowość, niekiedy również arogancję, facet się broni. I to tak dobrze, że czuję, że to moja kolejna książkowa miłość, dziewczyny zapamiętajcie to! Na ostatnim miejscu specjalnie umieściłam Dillona, bo był kompletną świnią, a może nie świnią, a łasicą. Wszyscy wokół wiedzieli, kim i jaki jest, ale potrafił tak zaczarować Emily, że ta wciąż się z nim zgadzała, do tego był alkoholikiem, draniem, ważniejsza dla niego była praca i prawdopodobnie zdradzał Em... Palant i tyle.

Sądzę, że już wyżyłam się opisując bohaterów, więc przejdę do innej kwestii. Moim zdaniem pani Gail doskonale oddała to, jak mogliby się zachowywać bohaterowie w podobnej sytuacji, nie wyobrażam sobie mniejszej dawki uczuć i rozterek. Emocje są, jak uważam, wielką bronią autorki. Dzięki nim czytelnik, tym razem w mojej postaci, z napięciem wyczekuje dalszego przebiegu zdarzeń. Szuka motywów bohaterów, próbuję ich lepiej zrozumieć, jak również czuję to samo napięcie i oczekiwania, co bohaterowie. Wciąż czuć nieuchronny wybór bohaterki, wiadomo, że musi podjąć decyzję, że musi wreszcie przejrzeć na oczy...

Do tego wciąż odczuwało się przyciąganie między bohaterami. Pomiędzy ich ciałami przepływały fale, które, jak sądzę, były wyczuwalne przez ludzi wokół. Napięcie było namacalne, autorki podgrzewała atmosferę, pobudzała bohaterów i nieuchronnie zbliżała ich do siebie, doprowadzając do scen łóżkowych. Tak było ich kilka podczas lektury, autorka jednak nie przesadziła z nich nadmiarem, przez co czytelnik nie może czuć się przytłoczony.

Najbardziej negatywnie przyjęłam zakończenie. A właściwie to, w jakim momencie się oni skończyło. To, oględnie mówiąc, nie był najlepszy moment. Wciąż nie wiem, jak potoczą się losy bohaterów, co postanowią. Czuję się sponiewierana i teraz będę musiała czekać na więcej... Te kilka rozdziałów kolejnej książki załączonych do powieści nie daje zbyt wiele. Chcę więcej!

"Collide" to powieść, która pochłania. Czytałam, czytałam i czytałam. Pochłaniałam losy bohaterów, chciałam ich sponiewierać ze błędne decyzje, potrząsnąć nimi... A jednocześnie przytulić, pocieszyć i zmobilizować do działania. A do tego to zakończenie, które zmusza, by czytać dalej... Jeśli sięgnięcie, to przepadnięcie!
Ocena: bardzo dobra+ [5+/6]

Za możliwość lektury książki dziękuję(dziękuję) wydawnictwu Akurat! 

Autor: Gail McHugh
Tom: I
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 368
Cena: 
Data przeczytania: 2015-06-13
Skąd: własna biblioteczka

czwartek, 11 czerwca 2015

Słonie mają dobrą pamięć

Sprawa sprzed lat

Kryminały Agaty Christie zawsze czytam z przyjemnością. Właściwie nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po kolejny jej książkę. Naprawdę nie wiem, bo kolejne spotkanie było niezwykle ciekawe. Tym razem zagłębiałam się wraz z Herkulesem Poirot w sprawę z dalekiej przeszłości, w sprawę tajemniczego podwójnego morderstwa/samobójstwa? Wszystko było niejasne, ukryte za ścianą wspomnień, wspomnień "słoni".

Stąd właśnie taki tytuł książki "Słonie mają dobrą pamięć". Autorka wiele razy wracała do tego aspektu swojego pomysłu. Wyjaśniała, dlaczego właśnie taki tytuł wybrała, a potem dość często do niego nawiązywała. Niezwykle urzekł mnie ten motyw przewodni powieści. Słoniami bowiem jedna z bohaterek(panna Olivier), nazwała osoby, które pamiętają, ludzi z przeszłości, którzy mieliby rozjaśnić zawiłą kwestię śmierci. 

Tematem głównym tym razem, było wspomniane już wcześniej podwójne morderstwo lub samobójstwo, nic tu nie było jasne.  Przyszła teściowa chrześnicy panny Olivier pyta pisarkę, czy wie, czy to "żona zabiła męża, czy mąż zabił żonę". Początkowo panna Olivier uznaje to za potwarz, sądzi, że nie ma prawa dowiadywać się niczego z przeszłości swojej chrześnicy, ale wraz z Poirotem  nie mogą powstrzymać ciekawości. Rozpoczynają niezwykle trudne śledztwo opierając się na opowieściach ludzi z otoczenia zamordowanych.

Książka jest podzielona na wiele rozdziałów. a nawet trzy większe części. Taki rozdział tekstu niezwykle przyspiesza czytanie, gdyż rozdziały były dość krótkie. Kolejnym manewrem autorki było ukazanie zdarzeń z dwóch perspektyw. Niekiedy dowiadywaliśmy się trochę od panny Olivier, dzięki której pozwaliśmy najczęściej aspekty z przeszłości, z drugiej zaś Poirota, który rzucał więcej światło na poszlaki i zawsze wybierał odpowiednich ludzi do rozmowy.

Najciekawsze jednak były wspólne rozmowy tych postaci. Rozmawiali oni w sposób niezwykle kulturalny, jak również dość swobodny, widać było między nimi długą znajomość. Do tego podczas tych konwersacji poruszany był temat sprawy i związanych z nią ludzi, wymieniali się oni faktami, mówili, na co zwrócić uwagę. To ułatwiało rozwiązanie sprawy(którą mi również udało się rozgryźć.)

"Słonie mają dobrą pamięć" jest jednym z późniejszych kryminałów autorki, sięgając po niego, wtedy jeszcze tego nie wiedziałam i nie spodziewałam się nawiązań do innych spraw detektywa. Było ich kilka, szczególnie mowa tu o sprawach, które również sięgały daleko przed, czyli były sprawami przeszłości. Musiałam ominąć te fragmenty, bo większości z wymienionych kryminałów nie czytałam, a byli tam wymienieni sprawcy... Uważajcie więc podczas czytania.

Czas spędzony z powieścią jak zawsze uważam za mile spędzony. Sprawa tym razem wydała mi się trochę zbyt oczywista i klarowna. Bohaterowie i ich różnorodność pozwolili doskonale wczuć się w powieść. "Słonie mają dobrą pamięć", jednak wybiórczą, wszystko należy do obserwatora, która ich opowieści zgrabnie połączy. Klamrą w tym przypadku był  Herkules Poirot!
Ocena: dobra [4/6]

Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 224
Cena: 19,99zł
Data przeczytania: 2015-06-04
Skąd: biblioteka publiczna

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Stosik #34

Witam Was serdecznie, 
Dziś chciałam Wam zaprezentować kilka zdjęć książek, które w niedawnym czasie zawitało do mojej biblioteczki, oby na jak najdłużej. ;) Tym razem stosik ukaże się w wielu częściach podzielonych tematycznie. ;) 

Na pierwszy ogień chciałam przywołać książki, które już Wam krótko prezentowałam. Są to pozycje, które zakupiłam na targach książki. Zacznę od góry:
1. "Kamyk" Joanna Jodełka - książkę kupiłam po to, by zdobyć autograf autorki, przebieg wypadków zakończył się jednak tym, że nie udało mi się to, książka została mimo wszystko ze mną. ;)
2. "Pocałunek Gwen Frost" Jennifer Estep - gdyby nie promocja(10 zł) na pewno książki bym nie kupiła, ale jako że czytałam tom pierwszy(średni) wzięłam.
3. "FEED" Mira Grant książka nie była w powalającej cenie, ale nie mogłam jej nie kupić, chciałam to zrobić już co najmniej od roku. 
4. "Hide out" Eschbach - książka mnie zaciekawiła, a właściwie tom pierwszy, gdyż obu jeszcze nie czytałam, również kupiony w promocji(ach te pokusy...)
5. "Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy" Rafał Kosik - książka, którą czytałam z ciągłymi napadami śmiechu, cudowna, kupiłam ją jednak po to, by zyskać autograf autora i się udało! :)


Czas na kolejny stosik, tym razem są to zakupy z ostatniego miesiąca. Wszystkie zakupione, dzięki promocjom, dwie wyżej na aros.pl, zaś dwie niżej w księgarni stacjonarnej. Zacznę znów od góry(jak już we wszystkich stosach):
6. "Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz - miałam zakupić już dawno, dawno, ale dopiero teraz się skusiłam, trzeba zobaczyć, czym tak czytelnicy zachwycają się w książkach autora. 
7. "Bezkresne morze" Rick Yancey - powieść to kontynuacja, za której przeczytanie brałam i biorę się długo, choć tom I(recenzja tutaj) mnie oczarował, mam nadzieję, że będzie równie dobra. 
8-9. "Enklawa" i "Patrol" Ann Aquirre - całkowicie spontaniczny zakup, opis zaintrygował, cena powaliła, więc wzięłam, obie. ;)

Mniejszy stosik widoczny powyżej, zawiera jedynie książki z konkursów. ;) 
10. "Ostatni dzień lata" Joyce Maynard wygrałam na blogu Mirebelkowej bibliteczki
11. "Gra o tron" G.R.R. Martin przybyła do mnie od Książkowe marginesy
12. "Siostra" Rosamund Lupton dotarła, dzięki uprzejmości Panny Kac

Kolejny stosik zawiera mangi, naprawdę dużo, chyba nigdy w jednym miesiącu aż w tyle się nie zaopatrzyłam... 
13-18. "Death Note" oglądałam anime, pokochałam L i postanowiłam zebrać wszystkie mangi, idzie mi nieźle, jeszcze tylko dwa do końca. :)
19. "Mushishi" dodane tu przez pomyłkę, zapomniałam, że pojawiła się już poprzednim stosie. :) Przeczytane i w tym miesiącu możliwe, że dodam recenzje. :)


To już ostatnia część, zawiera pozycje wypożyczone:
20. "Dawca" Geritsen - kompletnie niewidoczna pozycja na górze, pożyczyła ją obecnie moja mama, ale ja również za jakiś czas się wezmę. ;)
21. "Wesele" Wyspiański - przeczytana, niezwykle symboliczna lektura, ten dramat mi się spodobał.
22. "Światło dnia" Caine - ostatni tom cyklu o wampirach, który był chyba moim ulubionym. Właśnie teraz czytam tę pozycję.
23. "Lament" Steifvater - to pierwsza pozycja rozpoczynająca mój plan czytania wszystkich książek autorki, piszę tu o jej starszych pozycjach. :)
24. "Cesarz cierni" Lawrance - ależ ja się napolował na tę pozycję, czekałam i czekałam, aż będzie dostępna i się udało, za jakiś czas biorę się za czytanie! ;)
25. "Zbrodnia i kara" Dostojewski - ostatni raz umieszczam powieść w stosiku jakimkolwiek, bo wreszcie ją skończyłam. Mam po niej niezwykle pozytywne wrażenia, lecz była niemiłosiernie ciężka do lektury...

Dziękuję, że wytrwaliście do końca, trochę książek się zebrało, ale to wciąż nie wszystkie pozycje, które miałam umieścić, dziś wróciłam z kilkoma książkami z biblioteki, już nawet robiłam zdjęcie, ale nie chciałam przesadzać. :)
Dziś udałam się też  do biedronki i liczyłam na wielkie łupy... A tu klops. Żadnych interesujących mnie książek. Znaleźliście coś dla siebie?

Pozdrawiam,
Patrycja. 

sobota, 6 czerwca 2015

Swobodna

Zwykle kontynuacje przeciętnych pozycji, również są przeciętne, niekiedy jeszcze gorzej, osiągają poziom takiego dna, że czytelnik kompletnie nie ma ochoty na dalszą lekturę, nawet jeśli do zakończenia został jeden tom. W tym przypadku jednak wszystko idzie ku dobremu i z średniej części pierwszej przechodzimy do zdecydowanie lepszej drugiej.

"Swobodna" to kontynuacja losów bohaterów "Bezmyślnej" S.C.Stephens. O ile tytuł pierwszej części jednoznacznie opisywał nam zachowania bohaterów, o tyle już tytuł kolejnej już nie jest tak jednoznaczny. Moje pierwsze skojarzenie było takie, że bohaterowie za nic będą mieć swój związek i będą się zdradzać, czyli będą "swobodni" w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Na szczęście jednak tak się nie stało.

Niech Was nie zwiedzie również opis z tyłu książki. To nie powielenie wydarzeń z poprzedniego tomu. Pamiętacie jeszcze jego zakończenie? Długotrwały romans Kiery(głównej bohaterki) i Kellana wyszedł na jaw, co miało przykre konsekwencje dla całej trójki bohaterów. Kiera straciła obu mężczyzn, zraniła ich nie mogąc podjąć decyzji.  Po dość długim okresie samotności bohaterowie jednak wracają do siebie.
W "Swobodnej" dowiadujemy się, co z bohaterami działo się później, kiedy wszystkie mury zostały przełamane, a oni próbują uwierzyć w swoją wierność. To właśnie zaufanie jest głównym problemem pary, w tym tomie będzie ono miało największe znaczenie, gdyż Kellana i Kierę czeka długa rozłąka. Chłopak wraz ze swoim zespołem rozpoczyna trasę koncertową jako support pewnej znanej ekipy. Jak to płynie na ich związek? Czy uczucie przetrwa?

Kontynuacja budziła wiele moich wątpliwości. Jak już wspominałam jedną z obaw było to, że bohaterowie znów wplączą się w niejasny trójkąt, a to kompletnie zlikwiduje ich szansę na wspólną przyszłość. Nie zdradzę jak to się tak naprawdę skończyło, ale nie liczcie na kalkę głupich wyborów bohaterów. Autorka pokierowała ich drogi innymi torami, nie szczędząc im oczywiście różnych pokus i przeszkód.

Cała powieść spodobała mi się bardziej niż tom pierwszy, wydarzenia szły szybszym rytmem, miały głębszy cel i nie opierały się jedynie na ukrywaniu romansu(właściwie w ogóle się na tym nie opierały...). Tym razem relacja bohaterów była trudniejsza, musiała więcej znieść. Do tego obecny związek Kiery i Kellana był moralny, co zdecydowanie ułatwiało mi odbiór.

Co do samych bohaterów, to wciąż nie wyzbyli się oni pełni swojej irracjonalności. Kiera nadal jest dziecinna, czerwieni się prawie w każdej rozmowie, wszędzie widzi podteksty, co jest dość irytujące. Nabrała jednak pozytywnych cech przez co jej zachowania tak nie kują w oczy. Widać, że jest szczęśliwa z Kellanem, do tego próbuje stać się bardziej otwarta, jak również stara się niwelować swoje napady zazdrości, czy braku wiary w siebie. Zmądrzała, wciąż nie w pełni, ale to już nie ta sama osoba.

Kellan zaś to dość dziwna postać. Aparycją przypomina boga seksu, ideał rockmana, bożyszcze kobiet, przez co jest niezwykle pewny siebie, lecz tylko z pozory. Na osobności zaś ukazuje wciąż swoją smutną stronę, otwiera się i ukazuje przeszłość jedynie przed Kierą. Czasem aż nadto delikatny, rozróżnienie tych  oblicz, daje niekiedy aż nadto skrajne, przez co nienaturalne.

Pozostali bohaterowie wybili się z tła, wciąż jednak nie odgrywają zbyt znaczącej roli. Zdziwieniem może być dla Was fakt, że znów pojawi się ex Kiery, do tego niezwykle zyska w moich oczach, gdyż zmieni się, na co jak sądzę ma wpływ nowa dziewczyna.

W tym tomie sprawy łóżkowe są dość częste jedynie w początkowej fazie książki, w dalszej części schodzą na dalszy plan i prawie wcale się nie pojawiają, co jest wynikiem rozłąki między bohaterami. Aczkolwiek autorka nie porzuca całkowicie tego tematu.

Wielkim pozytywem jest również oprawa graficzna. Okładka, a właściwie postacie na niej nie wyróżniają się szczególnie, lecz tło, tekst, wszystko zgrywa się doskonale. Do tego wzory w tle, skrzydełka, dopełnia to całości. Ładnie komponuje się z poprzedniczką.

Podsumowując, "Swobodna" wyprzedziła w walce swoją konkurentkę. Wszystkie wcześniej negatywnie przyjęte aspekty autorka niweluje. Wciąż nie jest to powieść bez wad, ale zmierza ku dobremu. Wydarzenia zdecydowanie bardziej mnie wciągnęły, bohaterowie zyskali w moich oczach, dialogi zyskały na naturalności. W wielkim skrócie: książka spodobała mi się, a jej lektura, mimo gabarytów, minęła w ekspresowym tempie.
Ocena: bardzo dobra-[5-/6] 

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Akurat!

Autor: S.C. Stephens
Tom: II
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 624
Cena: 45,00zł
Data przeczytania: 2015-05-26
Skąd: domowa biblioteczka

Seria Bezmyślna:
Bezmyślna  --- Swobodna  ---  Niepokorna

czwartek, 4 czerwca 2015

Will Grayson, Will Grayson

-Kim jesteś? Możesz powtórzyć?

Rozmawianie z osobą, która ma takie samo imię i nazwisko jest dość dziwne. Uwierzcie mi na słowo. Podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów miałam okazję poznać dziewczynę o tych samych danych, co ja, była jedynie dwa lata ode mnie starsza i oczywiście wyglądała całkowicie inaczej. Mieszkała zaledwie kilka kilometrów ode mnie, ale gdyby nie wyjazd, nigdy bym jej nie poznała. Los czasem dziwnie splata nasze drogi...

Właśnie tak los zabawił się z dwoma licealistami Willami Graysonami. Jeden jest odosobnionym chłopakiem, który od zawsze przyjaźni się z ekscentrycznym Kruchym, homoseksualistą o dość znacznych gabarytach. Ma niewielu znajomych, sądzi, że nie są mu potrzebni, nie ma dziewczyny, choć mimo ciągłego towarzystwa swojego przyjaciela, nie kręcą go chłopcy. Drugi Will Grayson zaś jest chłopakiem z problemami, przyjmuje leki na depresje, jest nieujawnionym gejem, choć nie przejmuje się swoją orientacją, uważa, że to jego osobista sprawa. Jest dość ponury, to prawdziwy samotnik, nie dogaduje się ze swoją jedyną przyjaciółką, nie potrafi szczerze pogadać z mamą. Nie ma hobby, a cały swój wolny czas poświęca na pisanie z chłopakiem, którego nigdy nie widział.
Bohaterowie nie znają się, są całkowicie różni, ale również wiele ich łączy. Niespodziewanie ich drogi łączą się i to w najdziwniejszym miejscu, o jakim możecie pomyśleć.

Tak oryginalną historię miałam okazje czytać, dzięki pomysłowości Davida Lethana. Autora w Polsce jeszcze nie do końca znanego, ale powoli wkraczające na nasz rynek. W czerwcu na księgarnianych półkach pojawi się jedna z jego samodzielnych powieści: "Każdego dnia", jednak nie na niej się teraz skupię, gdyż powyższy opis postaci mówi o głównych bohaterach jego duetu z niezwykle znanym w naszym kraju Johnem Greenem. Jego licznych powieści chyba nie muszę wymieniać. Ich wspólnym dziełem jest jakże znaczący tytuł "Will Grayson, Will Grayson".

"potrzeba nigdy nie jest dobrą podwaliną związku."

Od kiedy tylko dowiedziałam się o wydaniu tego tytułu wiedziałam, ze będę musiała mieć go na swojej półce. Opis zapowiadał naprawdę oryginalną i nietuzinkową historię. Zaczynając czytać nie wiedziałam jednak, czego do końca mam się spodziewać. Pierwszy rozdział jak rozpoznałam po stylu pisał John Green, łatwo było to poznać, jego bohaterowie i ich zachowania są dość charakterystyczne. Nie zapowiadał on wybitnej historii, choć był intrygujący. Główny bohater uważał się za aseksualnego faceta, jego najlepszy przyjaciel był gejem, do tego takim niestereotypowym chcącym stworzyć musical...

Kończąc ten rozdział, przechodziłam do drugiego, zdecydowanie wyróżniającego się już formą graficzną. Tekst nie miał wielkich liter (dlaczego tego dowiedziałam się po przeczytaniu rozmowy autorów zamieszczonej z tyłu książki), dialogi wyglądały jak rozmowy na komunikatorze internetowym, a nastrój był dość dobijający, co ukazywało humor i postawę życiową tego Willa Graysona.

"chodzi mi o to, że miłość i prawda są ze sobą powiązane. jedno sprawia, że drugie jest możliwe."

Dwie części były niezwykle różne, ale tak samo i jak główni bohaterowie również się łączyły. Przeplatały się klimatycznie, bohaterowie ukazywali się i tu i tu, nie były to historie całkowicie rozdzielone. Losy postaci się splatały, rozplatały, spotykali się w różnych konfiguracjach, ale tak naprawdę to historie dwóch chłopaków, którzy chyba w żadnej społeczności nie byli by nazywali normalnymi i niewyróżniającymi się z tłumu.

Poza problematycznymi, ale doskonale nakreślonymi głównymi bohaterami możemy jeszcze poznać inne nietuzinkowe charaktery. Jane to dziewczyna zakochana w muzyce, niezwykle inteligenta, uwielbiam jej rozmowy z pierwszym Willem.  Maura to ekscentryczna, zakochana w poezji gotka, mimo że kreowana na negatywną postać, polubiłam ją i po części rozumiałam jej postępowanie. Na koniec chciałam po krótce opisać najbardziej szalonego, zmiennego bohatera, o jakim kiedykolwiek czytałam, czyli o Krychym. Chłopak odnosi się ze swoją orientacją, próbuje swoim musicalem sprawić, by ludzie byli bardziej otwarci i tolerancyjni. A do tego potrafił mnie rozbawić swoimi zbyt wysublimowanymi gestami, słowami, pomysłami. Cały był tak niemożliwie oryginalny, że nie dało się patrzeć na niego inaczej niż  przymrużeniem oka i nie można go było nie polubić. W skrócie autorzy nie skupili się jedynie na dwóch Willach, ale również na ich otoczeniu, przez co wszystko wyszło naturalnie i mogłam z przyjemnością zagłębiać się w kolejne strony książki.

Żeby jednak nie było aż tak słodko powiem iż początkowo ciężko było mi zrozumieć i zagłębić się w klimat powieści. Bohaterowie nie są ludźmi, których można spotkać na co dzień, więc trzeba się do nich przyzwyczaić, co przychodzi z czasem. Potem można już czytać z przyjemnością. Kolejnym mankamentem było przeciążenie mojego umysłu. Nie jestem homofobem, ale odczuwałam nawał związków homoseksualnych, było ich więcej niż tych, które w życiu normalnie spotykamy częściej. Raziło mnie to w oczy podczas lektury.

Okładka książki jest jej niebywałym pozytywem. Pojawiają się na niej główni bohaterowie, a styl niewątpliwie czerpie z wydawanych przez Bukowy Las książek Greena. Razem wyglądają na półce bardzo korzystnie(nie patrzcie tak, nie tylko je uwielbiam równo stojące na półce książki, prawda?).

"Will Grayson, Will Grayson" to książka całkowicie odmienna od innych książek autora, jak również różniąca się od wszystkich książek, ale miałam okazje czytać. Właśnie taka jest oryginalna, wyróżniająca się. A poznawanie dwóch spojrzeń na życie tylko dodawało historii "tego czegoś", czego czytelnicy zawsze poszukują.
Ocena: bardzo dobra+ [5+/6] 

Autor: David Levithan, John Green
Tom: -
Wydawnictwo: Bukowy las
Ilość stron: 368
Cena: 
Data przeczytania: 2015-05-03
Skąd: własna biblioteczka

wtorek, 2 czerwca 2015

Ciekawość pierwszym krokiem do...

... książek. Cześć czwarta.

Kolejny miesiąc i kolejna ogromna ilość zapowiedzi, które mnie zainteresowały! Nie wiem, kiedy, jak i za jakie pieniądze uda mi się przeczytać wszystkie te pozycje, ale mam na to wielką ochotę. :) Uwierzcie, w tym miesiącu jest w czym wybierać, musiałam sobie zrobić listę, by się w tym wszystkim nie pogubić. :)

Przepraszam Was za jakość zdjęć, ale spieszyłam się z dodaniem postu. 

Wszystkie powyżej prezentowane książki mają premierę 3 czerwca. Dzień ten obfituje w intrygujące tytuły. ;) "Wypowiedź jej imię" to thriller dla młodzieży, miejsce akcji jak i pomysł mi się podoba, więc możliwe, że się skuszę. "Pustułka" powieść bazująca na "I nie było już nikogo" Christie, uwielbiam twórczość pani Miszczuk, więc za to pozycję z chęcią się zabiorę. "Przebudzenie labiryntu" zaintrygowało mnie, od kiedy pojawiło się już w zapowiedziach, z wielką chęcią bym się zapoznała. "Przekręci królowie" to wznowienie serii, o której usłyszałam dopiero teraz. Zaintrygowała mnie szczególnie rekomendacja Martina... "7 razy dziś" to kolejne wznowienie, okładka moim zdaniem gorsza, ale z historią mam ochotę się zapoznać od dawna. Podobnie jest z kolejnym tytułem, czyli "Mroczną wieżą. Roland". Fani fantastyki polecają, więc nie mogę być na to obojętna.




Przejdę teraz do kolejnych dni czerwca, najpierw 4 dzień tego miesiąca. "Każdego dnia" to pozycja, która zaintrygowała mnie pomysłem, dodatkowo polubiłam styl autora po duecie z Greenem w "Will Grayson, Will Grayson". "Dziewczyna z zegarem zamiast serca"(10 czerwca) dopiero dziś dowiedziałam, się o tym tytule, a już za nim szaleję. Boski, boski, boski, oby treść była równie dobra. "Piękny nieznajomy" to kolejna książka autorek "Pięknego drania", którą polubiłam, na pewno spróbuję. "Delirium. Opowiadania"(15 czerwca) to jeden z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych tytułów tego miesiąca, uwielbiam Delirium, a wszelkie dopowiedzenia do zdarzeń i losów bohaterów poznam z przyjemnością. Obie kolejne powieści mają premierę 17 czerwca"Collide" to tytuł, który również poznałam dziś, z chęcią jednak zapoznam się z nim bliżej. "Co, jeśli" to kolejna książka znanej z serii Oddechy Donovan, nie miałam okazji czytać wspomnianej serii, ale za to chętnie poznam tę.


Czas na trochę fantastyki. "Ruina i rewolta" to pozycja, która będzie miała premierę 23 czerwca, jestem pewna, że trafi do mnie, więc spodziewajcie się recenzji(tego i poprzedniego tomu). Następnego dnia w księgarniach pojawią się "Szczurynki" jednej z moich ulubionych pisarek, na pewno nie przepuszczę. ;) "Z mgły zroczony" to kolejna już w tym miesiącu restauracja okładki, ta jest niesamowita, chciałabym mieć ją na półce. Premiera  również 24 czerwca. 26 zaś światło dzienne ujrzy "Tron z czaszek", serie uwielbiam, więc to pozycja do przeczytania, dodam że najlepiej jak najszybciej! ;)

Czy coś z powyższych tytułów Was zainteresowało? Na co polujecie w tym miesiącu?

Pozdrawiam,
Patrycja.