wtorek, 31 marca 2015

Podsumowanie marca

Obrazki z Death Note z okazji najlepszej pozycji miesiąca,
źródło

Cześć,

witam Was znów po krótkiej przerwie. Przepraszam za nieobecność, która była spowodowana moim złym samopoczuciem. Kompletnie nie miałam na nic ochoty, w ogóle nie chciałam czytać, pisać... po prostu na nic nie miałam ochoty. Wracam jednak, już jutro zaczyna mi się weekend, więc będzie mnie więcej, mam
nadzieję.

Pochwalę się Wam jednak, że w sobotę byłam na meczu. W tym sezonie był to już mój 4 mecz, ale dopiero teraz siatkarzom z mojej miejscowości udało się wygrać, kiedy osobiście widziałam spotkanie. Jupi! Mam nawet zdjęcie z jednym z zawodników. ;)

Dziękuję serdecznie za każde odwiedziny, w tym miesiącu wyniosła ona 6 tys. Dziękuję! Na blogu pojawiły się posty z recenzjami(w tym recenzja łączona), stosik, rozdawajka, mix mangowy, recenzja filmu w serii chwila dla widza oraz pierwszy post z cyklu z półki... Mam nadzieję, że w kwietniu będzie równie różnorodnie. Najchętniej zaglądaliście do posta ze stosikiem, a było, co oglądać. :D

Kończę już temat kwestii niezwiązanych z książkami i zaczynam typowe podsumowanie. Marzec wypadł niezwykle kiepsko w kwestii czytelniczej. Jestem na siebie zła i niepokoję się, bo trafił mi się dość długi okres, w którym nie czytałam prawie nic. Skończyłam zaledwie 6 książek, do tego przeczytałam 4 mangi. Niewiele, naprawdę niewiele... WSTYD!

Źródło
Lista przeczytanych:
1. "Tak krucho..." Tamara Webber
2. "Death note" (manga) Tsugumi Ohba
3. "Król uciekienier" Jennifer E. Nielsen
4. "Czas żniw" Samatha Shannon
5.  "Wiem o tobie wszystko" Claire Kendal
6. "Strzała Kusziela" Jacqueline Carey
7.  "Misja 100" Kass Morgan
8.  "Death Note #2"(manga) Tsugami Ohba
9.  "Ao no exorcist #9" (manga) Kazue Kato
10. "Orange #3" (manga) Takano Ichigo

Jak widzicie ilość mang i książek prawie wyrównana, co rzadko mi się zdarza. Liczę, że poprawie książkowy wynik w następnym miesiącu. 5 z przeczytanych książek pochodzi z mojej biblioteczki, co jest dość dobrym wynikiem, choć nie pokrywa się z ilością kupionych, gdyż do biblioteczki przybyło mi 8 pozycji. [stosik] Pozycje książkowe miały wyrównany poziom, nie mogę wskazać ulubionej, wszystkie w podobnym stopniu przypadły mi do gustu. Zaś każda z mang niesamowicie mnie zauroczyła, uwielbiam je.

Czas na chwile premier. W tym miesiącu tych książkowych mnie interesujących jest niewiele. :\
7 kwietnia światło dzienne zobaczy z półek księgarnianych książka "Pół króla", której autorem jest Joe Abercrombie, nie kupię, ale liczę, że pojawi się w bibliotece. ;) Dzień później swoją premierę będzie mieć książka "Byliśmy łgarzami", tytuł i opis są intrygujące, z chęcią się zapoznam. Jedynym tytułem, który zakupię na pewno jest książka "Zakon mimów"(22 kwietnia). Pierwsza część była oryginalna i nietuzinkowa, spodobała mi się i na pewno nie zakończę na niej przygody z serią.

                                  źródło

Kinowy kwiecień również mnie nie porwał. Na pewno wybiorę się do kina na "The DUFF". Jednak pewnie dopiero po 17 kwietnia. Naprawdę w tym miesiącu nie będę miała, w czym wybierać. Może jeszcze zobaczę "Zbuntowaną", chyba wciąż leci w kinach. To by było na tyle...

A jak Wam minął kwiecień? Mam nadzieję, że lepiej niż mi.
Jakie macie książkowe i filmowe plany? 


UWAGA! UWAGA! 
Najlepszą pozycją miesiąca zostaje:
manga "Death Note"

Pozdrawiam,
Patrycja

poniedziałek, 23 marca 2015

Z półki...

Cześć,

dziś chciałabym Wam przedstawić cykl, który niedawno wymyśliłam. Będzie on opierał się na mojej biblioteczce, będę w nim publikowała książki z różnych wydawnictw, które już na niej mam, jak również takie, które chcę by się na niej znalazły. Co sądzicie o tym pomyślę?
Możecie mi odradzać lub doradzać inne pozycje, jestem otwarta na nowości. :)

Dziś zacznę od wydawnictwa na literkę
(choć potem będę wybierać różnie)

Jest nim Wydawnictwo Akurat!
(tak naprawdę część wydawnictwa Muza)

W mojej biblioteczce znajdują się jedynie 4 książki tego wydawnictwa, oto one:



Co mogę o nich ogólnie powiedzieć? Wyglądają bardzo ładnie na półce, wszystkie mają podobny format, więc mogłyby spokojnie stać obok siebie, jednak ja rozrzuciłam je gdzieś po różnych półkach.
Z wymienionych tu książek przeczytałam zaledwie dwie.
"Wiem o tobie wszystko" recenzowałam w tym miesiącu, jak wiecie książka mi się spodobała, pomysł był świetny, ale kreacja bohaterów była beznadziejna. Więcej dowiecie się z podlinkowanego tytułu.
"Drozdy. Dotyk przeznaczenia" miały aż nad wyraz mocno wykreowanych bohaterów, historia była niezła, jednak przerażała mnie jej brutalność, a niekiedy też wulgarność. Więcej po kliknięciu na tytuł. Kontynuacje na pewno przeczytam, może po pewnym czasie spodoba mi się jeszcze bardziej.
"Zabójczy księżyc" fascynuje mnie, okładka baśniowa, opis niezwykły, ale opinie czytelników różne. Muszę wyrobić swoje zdanie.


Dokładnie taka sama liczba książek z wydawnictwa (nie uwzględniałam jeszcze kontynuacji "Zabójczego księżyca", gdyż nie wiem, czy mi się spodoba tom I) mnie interesuje. Są to zróżnicowane pozycje:


Większość z nich ma już sporo opinii, pewnie niektóre sami czytaliście, liczę, że doradzicie, co wybrać. Które polecacie, a które odradzacie? 


Czy podoba Wam się taki cykl? Kontynuować go? 
Pozdrawiam,
Patrycja.

sobota, 21 marca 2015

Pierwszy dotyk ognia

Palące napięcie, czyli kolejna powieść Jeanniene Frost. 

Znacie opowieść o Draculi, okrutnym wampirze, który zabijał swoje ofiary nabijając je na kołki? Chyba każdy o nim słyszał. Pomyślcie, co też on musi czuć, o ile oczywiście żyję wciąż gdzieś na świecie, gdy czyta książki lub ogląda filmy na swój temat. Powstało ich przecież tak wiele...

Jeaniene Frost mimo to po raz kolejny daje nam szansę, by się z nim spotkać podczas lektury swojej kolejnej powieści "Pierwszy dotyk ognia". Jest to jednocześnie powieść rozpoczynająca serie, jak również książka oparta na świecie Nocnej Łowczyni, o którym wspominałam, między innymi tu [recenzja 4 tomu Nocnej Łowczyni].  Czy opowieść, która opowiada o drugoplanowym bohaterze wspomnianego cyklu mogła mnie zaintrygować?

Jako bohater pierwszej serii Vlad przedstawiał się niezwykle zagadkowo. Był okrutny, bezwzględny, ale sprawiał też wrażenie niezwykle opiekuńczego, nawet zaborczego, ale godnego uwierzenia w jego obietnice. Autorka ukazała go więc jako niezwykle mocną postać, owianą mgiełką tajemnicy. Podobało mi to, bo kiedy tylko się pojawiał seria o Nocnej Łowczyni wiele zyskiwała. 

Jego wizerunek w drugiej serii, czyli Nocnym Księciu, przedstawia inny jego obraz. Niby powieść tej samej autorki, niby teraz mogłam poznać go lepiej i nie mogłam sugerować się opinią bohaterów, którzy, albo go słabo znali, albo go nienawidzili, jednak Val z Nocnej Łowczyni jest inny niż Vlad z Nocnego Księcia. Tych "dwóch" Vladów musiałam oddzielić kreską. Nie mogę ich połączyć w mojej głowie jako tych samych książkowych bohaterów.

Vlad z Nocnego księcia jest mniej enigmatyczny i bardziej żywy, wręcz nadpobudliwy, nie przedstawia się w samych zarysach, ale ma ostre kontury. Nie ma tylu sekretów, jednocześnie jest mniej groźny, bo wiemy, czego się po nim spodziewać, z drugiej zaś strony staje się jeszcze bardziej morderczy, właśnie ze względy, że pokazał nam, do czego jest zdolny. Dodatkowo autorka zaopatrzyła go w liczne atrybuty, na które Cat nie zwracała uwagi ze względu na miłość do Bonesa. Vlad jest niesamowicie seksowny, umięśniony i mimo, że posiada ogromnie wiele cech barbarzyńcy pochodzi z rodziny królewskiej, ma więc wiele ogłady i dużo cech władczych.

"Wszyscy jesteśmy czymś więcej niż sumą naszych grzechów."

Wszystkie te nowe jego cechy mieliśmy okazje poznać, dzięki innej głównej bohaterce, która od ich pierwszego spotkania to zauważyła. Leila jest młodą kobietą, która otarła się o śmierć, dzięki wypadkowi, w którym straciła matkę, zyskała moc przewodzenia elektryczności. Dar ten jest jej przekleństwem, gdyż całkowicie uniemożliwia długi kontakt z innymi ludźmi. 

Źródło
Okazuje się jednak że jej dotyk nie działa na Vlada. Do ich spotkanie dochodzi poprzez próbę porwania. Kilka wampirów napada na nią i zmusza do wykorzystanie kolejnej z jej mocy, czytania z przedmiotów. Dziewczyna czasem widzi przeszłość, czasem przyszłość, wszystko zależnie od tego, jak ważne są to dla danej osoby przedmioty. Okazuje się, że mordercą właściciela rzeczy jest Vlad. Postanawia on uwolnić dziewczynę spod władzy swojego wroga i razem z nią go pokonać.

Jak pewnie się domyślacie ich relacja zmierza do seksu. Wszystko przez to, że Vlad jako jedyny może bez problemów dotykać dziewczyny. Początkowo jednak Leila opiera się temu, mimo że zobaczyła ich wspólną przyszłość w jednej z wizji. Trudni opierać się jednak tak przystojnemu i ujmującemu, jeśli tylko chce wampirowi, jak również własnemu pociągowi, który trudno utrzymać w ryzach.

Nie jest to jednak jedynie romans, a również książka wypełniona akcją i dynamiką. Vlad ma wielu wrogów, jednak ten, z którym teraz musi się zmierzyć jest niezwykle silny i wciąż ukrywa swą tożsamość. Trudno walczyć z cieniem przeszłości. Tu właśnie pomocą jest Leila, która czyta z przedmiotów i kontaktuje się z niebezpiecznym przeciwnikiem. Czy dzięki jej talentom odnajdą wspólnego wroga?

Moce dwójki głównych bohaterów są nadzwyczajne, czasem nawet wydawało mi się, że autorka przesadziła. Tepish po pierwsze czyta w myślach i lata, jako stary wampir, po drugie włada ogniem(co już nie jest tak zwyczajne w jego rasie) oraz posiada wszelkie inne wampirze atrybuty znane ludzkości. Jego wybranka zaś czyta przeszłość i przyszłość z przedmiotów, a także razi prądem. Nie wydaje Wam się, że trochę tego za wiele?

Okładka książki jest niezła. Zdecydowanie lepiej prezentuje się niż dostępne w Polsce inne powieści autorki. Ma w sobie moc i oddaje uczucie, jakie zawładnęło bohaterami. Z drugiej jednak strony może zbyt mocno skupia się na ich relacji, jakby książka była jedynie romansem z wątkiem erotycznym, a przecież nie chodzi w niej jedynie o to.

"Ludzie mogą doprowadzić wybraną fasadę do perfekcji, 
ale swoje grzechy każdy nosi tuż przy skórze."

Przyznać jednak muszę, że w tej powieści autorka w większej mierze skupiała się na tym aspekcie. W Nocnej Łowczyni czytałam jedną, dwie sceny łóżkowe, tu było ich zdecydowanie więcej. Pisarka poświęciła odrobinę mniej uwagi akcji, a w większej mierze zagłębiła się w uczucia bohaterów. Moim zdaniem był to minus, gdyż dużo bardziej odpowiadało mi wyważenie zdarzeń w poprzednich książkach.

"Pierwszy dotyk ognia" okazał się ognistą powieścią, która porażała czytelnika dużym ładunkiem erotyzmu. Akcji również nie zabrakło, był wróg, była walka, byli intrygujący bohaterowie, a nawet pojawili się(na chwilę) ci z Nocnej Łowczyni. Sądzę, że w oczach nowych czytelników, którzy nie mieli dotąd styczności wyda się świetną powieści, tych już zapoznanych nie rozczaruje, ale sądzę, że będą ją surowiej oceniać. Mam dla niej dwie różne oceny.
Ocena w porównaniu z Nocną Łowczynią: dobra- [4-/6]
Ocena po oddzieleniu cykli autorki grubą kreską: bardzo dobra [5/6]

Autor:  Jeaniene Frost
Tom: I
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron:  348
Cena: 38,90zł
Data przeczytania: 2015-01-24
Skąd: własna biblioteczka

Nocny Książę:
Pierwszy dotyk ognia  ---  Twice Tempered  ---  Bound by Flames

czwartek, 19 marca 2015

Randki z piekła

W grupie siła, czyli piekielne opowiadania.

Niektóre książki leżą u mnie na półce całe wieki i w ogóle nie mam ochoty na ich przeczytanie. W dużej mierze wiąże się to często z czytanymi o książce opiniami. Jedną z takich pozycji były "Randki z piekła", czyli zbiór opowiadać czterech autorek paranormal romance, którym tematem przewodnim był zawarty w tytule temat.

Cztery autorki, cztery opowiadania. Na wstępnie napiszę, że nie miałam żadnych oczekiwań, a nawet spodziewałam się jednej z najgorszych książek, jakie przyszło mi czytać. Okazało się, że nie było tak źle. Niektóre z opowiadań nawet mi się spodobało, jedno nawet bardzo. Nie będę ukrywać, że nie są to najwybitniejsze książki z gatunku, jakie widziałam, ale nie należą też do tych znienawidzonych. Pokrótce postaram się opowiedzieć o każdym z opowiadań.


Nieumarli w ogrodzie dobra i zła
Pierwsze z nich zostało napisane przez Kim Harrison i było najbardziej dopracowane, przynajmniej w moim odczuciu. Opowiadało o półwampirzycy, która nie chcąc zdobywać kariery przez łóżko, ani przez krew musi użerać się z niewdzięcznym szefem. Ivy poznajemy dogłębnie, jej przeszłość, współczesne problemy, obawy, które wciąż ją nawiedzają. jej przyjaciół. Spodobało mi się też dokładne opisanie struktury świata, dzięki czemu wiedziałam, na czym stoję. Jedynym zarzutem, jakie mogłabym przypisać tej części jest małe powiązanie z tematem. Randka nie była typową randką. Kim Harrison nie była mi wcześniej znana, ale jej styl z dużą ilością akcji i ciekawych pomysłów. Nabrałam ochoty na zapoznanie się z  innymi jej książkami.

W objęciach chaosu
Kolejne opowiadanie napisane przez Kelley Armstrong było już odrobinę gorsze. Rozpoczęło się chyba najnudniejszą randką, o jakiej czytałam, więc doskonale nawiązywało do tematu, ale później zdecydowanie się rozkręciło. Główna bohaterka - Hope, jest półdemonicą i pracuje wyszukując wrogów dla wysokiej nadnaturalnej rady. Tym razem okazało się, że jej przeciwnikiem będzie przystojny wilkołak, który nieźle zalazł za skórę jej szefowi. Sama koncepcja historii mi się spodobała, akcja była szybka, z ciekawością przewracałam kartki, ale nie było tego, czegoś, co znalazłam w pierwszym opowiadaniu, zabrakło dokładniejszego poznania świata.

Randka z nieboszczykiem
Czas przejść do najsłabszej części zbioru. Lori Handland stworzyła słabą opowieść, opartą na schematach, które są doskonale znane. Zaczęło się od randki z niepokojącym facetem, który okazuje się polującym na dziewice demonem, ale przed popełnieniem najgorszego błędu w życiu główna bohaterkę ratuje tajemniczy wybawca, który interesuje się nią, brzydką, zakompleksioną kobietą, która nie może znaleźć prawdziwej miłości. Razem muszę pokonać niebezpiecznego demona. Pierwszym, co uderzało był przewidywalne skonstruowani bohaterowie. Papierowi, którzy już po chwili wyznają sobie miłość i chcą się kochać. On nie wzbudził moich pozytywnych uczuć, ona tym bardziej, przebieg ich relacji był sztuczny, szczególnie, że po dniu znajomości wyznali sobie dozgonna miłość...
Zdecydowanie nie chce wracać, nawet myślami do tej opowieści.

Metamorfoza
Ostatnie opowiadanie napisane przez Lynsay Sands również nie wypadało najlepiej. Kobieta pracuje jako naukowiec i próbuje wraz z zespołem kolegów przeprowadzić eksperyment, który ma doprowadzić do połączenia DNA kameleona i królika, chcą otrzymać zwierzę, które będzie zmieniało barwę umaszczenia. Za namową niecierpliwego kolegi próbuje to ona zostaje napromieniowana. Skutki uboczne są niezwykle. To było jedno z najbardziej niedorzecznych rzeczy, o jakim czytałam, mogłabym uwierzyć właśnie w zmianę umaszczenia, ale w to, co się stało, w życiu. Część fantastyczno-naukowa mi się nie spodobała, bawiła mnie natomiast relacja tytułowej postaci i jej obiektu westchnień. Tyle lat bez żadnych sygnałów, że są w sobie zakochani... Może gdyby to było opowiadanie obyczajowe bardziej, by mi się spodobało, w tym wypadku niestety nieszczególnie.

We wszystkich opowiadaniach punktem wspólnym jest seks. Kompletnie mi się to nie spodobało. Pierwsza randka i od razu rzucają się do łóżka... Najbardziej wyczuwalne i nachalne było to w opowiadaniu "Randka z nieboszczykiem", w którym to nie dość, że główna bohaterka przespała się z prawie nieznajomym facetem, to jeszcze była dziewicą, bo czekała na tego odpowiedniego. Pytam więc, nie mogła zaczekać jeszcze trochę? W reszcie zbioru ten aspekt również był zauważalny, czasem nawet na nim opierała się akcja i relacje między bohaterami.

Okładka książki jest tragiczna. Wydawnictwo Amber nigdy nie miało dobrych okładek, ale ta to okropność. Kwiat w centrum nie jest szczególnie niebezpieczny, on nawet nie daje pozorów delikatności, czy zwodniczego piękna, z czym kojarzy mi się piekło. Jest tylko piekielnie brzydki, choć wątpię, by o to chodziło.

Całość jak widać różni się poziomem. Gdybym miała oceniać dwa pierwsze dzieła oceniłabym je dość wysoko, jednak ostatnie opowiadania zdecydowanie obniżyły poziom całości. Nie żałuje jednak przeczytania, bo bawiłam się nieźle. Nie jest to książka wysokich lotów, spodoba się ulubieńcom gatunku, jednak nie można mieć zbyt wielkich oczekiwań co do niej.
Ocena: średnia+ [3+/6]

Autor:  zbiorowy
Tom: -
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron:  474
Cena: 34,80zł
Data przeczytania: 2015-02-22
Skąd: własna biblioteczka

wtorek, 17 marca 2015

Wiem o tobie wszystko

Nic przede mną nie ukryjesz!

Widzę Cię. Wiem, gdzie jesteś. Wiem, co teraz robisz. Najlepiej wiem, co lubisz, czym się interesujesz. Znam Twoich znajomych. Odwiedzam Cię w pracy. Dla mnie liczysz się tylko Ty. Uwielbiam patrzeć jak zasypiasz. Wielbię ziemię po której stąpasz. Zaplanowałem całe nasze życie. Nie możesz się nie zgodzić. Musisz w tym uczestniczyć. Nie masz wyboru. Ja na pewno Ci go nie dam.

"Żaden inny mężczyzna nie zrobi Ci tego, co ja mogę. Żaden nie będzie Cię kochać tak jak ja."

Stalking to co raz częstszy problem, dotyka nie tylko ludzi znanych, mających rzesze fanów, ale również zwykłych ludzi. Ofiara jest obserwowana, nękana, dostaje listy, prezenty, boi się własnego cienia, gdyż wciąż czuje niepowołaną obecność. Największym problemem jest jednak udowodnienie nękania, ofiara musi zebrać wiele dowodów, by jej oskarżenie okazało się niepodważalne przez adwokata oskarżonego. Ciągły strach i bezradność - to czuje osoba Clarissy. Główna bohaterka powieści Claire Kendal.

 "Wiem o tobie wszystko" to książka, która wstrząsnęła blogosferą. Jej promocja była głośna, wiele recenzji pewnie mieliście okazje już czytać, ja również. Miałam ogromną ochotę, by przekonać się, jaka ta książka naprawdę jest.  Opinia opinią, ale własne zdanie wyrobić sobie trzeba. Czas na moje wrażenia.

Clarissa jest kobieta w średnim wieku, która właśnie rozstała się ze swoim partnerem. Będąc na bankiecie Rafe'a, kolegi po fachu jej byłego faceta, dość mocno się upija. Nie pamięta wiele z nocy, kiedy mężczyzna odwiózł ją do domu, ale od tego właśnie się zaczęło. Od tej pory Rafe wciąż ją nęka, wydzwania do niej, chodzi za nią, wciąż chcę z nią rozmawiać. Clarissa próbuje go ignorować, zbierać dowody, by potwierdzić jego winę, postępuje zgodnie z ulotkami na temat stalkingu. Jednak jednak długo wytrzyma takie życie?

Nigdy do tej pory nie spotkałam się z powieścią, która oddawałaby uczucia osoby, która znalazła się pod ciągłą obserwacją, którą ktoś wciąż śledzi. Mogły być to wątki poboczne, ale nigdy nie dostałam się tak głęboko do odczuć tej osoby. Właśnie za to już na początku dałam autorce wielkiego plusa, za oryginalność pomysłu.

Źródło

Czytając jednak początkowe fragmenty nie mogłam się w pełni wciągnąć w opowieść i wręcz zmuszałam się do lektury, co trwało jednak najwyżej pierwsze pięćdziesiąt stron. Musiałam przyzwyczaić się do narracji, gdyż była dość charakterystyczna. Przez większość książki była podzielona na dwie części. Pierwszą z nich był prowadzony przez główną bohaterkę pamiętnik(w pierwszej osobie), w którym zwracała się do swojego stalkera i  zapisywała zdarzenia z nim związane, jak również własne uczucia. Druga natomiast był to obraz trzecio osobowego narratora, który przedstawiał nam inne wydarzenia z życia bohaterki. Z takim zabiegiem również się dotąd nie spotkałam, był dla mnie nowością.

Równolegle ze zwykłym życiem autorki  toczyła się również rozprawa sądowa, w której kobieta była widzem, siedziała w ławie przysięgłych. Początkowo kompletnie nie rozumiałam tego zabiegu, ale później wszystko zaczęło nabierać sensu i zrozumiałam, że autorka nie bez przyczyny dodała również ten wątek. Niektóre zdarzenia pomagały głównej bohaterce z jej sprawą, jak również dzięki nim zyskiwała przyjaciół, których tak brakowało w jej życiu.

"Nie chcę cię denerwować, Clarisso. Próbuję cię tylko uszczęśliwić, Clarisso. 
Tylko tego pragnę."

Dlaczego było ich tak niewielu. Otóż Clarissa z ulotek dowiedziała się, że dla jej prześladowcy, przyjaciele mogą być drabiną do bliższego poznania jej, jak również do obalenia jej zeznań przed sądem. Odtrąciła przyjaciół, była sama z problemem, nie mogła się nikomu wyżalić, bojąc się po pierwsze oskarżenia o szaleństwo, a po drugie po prostu, że bliscy jej nie uwierzą.

Powieść ukazuje stadium psychiczne człowieka osaczonego, doprowadzonego na skraj wytrzymałości. Cały czas bałam się o Clarissę, nie tylko o jej fizyczność, ale również o stronę psychiczną. Bałam się, że ta silna, ale jednocześnie delikatna kobieta się załamie, że nie zdąży w odpowiednim czasie wezwać pomocy, lękając się niezrozumienia i zbagatelizowania sprawy przez władze.

Źródło

Ten aspekt powieści zdecydowanie był najlepiej skonstruowany i nie pozwalała na oderwanie się od historii. Jednak poza główną bohaterką nie zauważyłam innych postaci dobrze wykreślonych i wyrazistych. Otoczenie Clarissy było papierowe, nawet jej prześladowca był dla mnie jednowymiarowy. Kompletnie nie potrafiłam wyobrazić sobie ich w normalnym życiu. Tyle o nich czytałam, a czułam jakby byli to obcy ludzie. Autorka zbyt ogólnikowo potraktowała postaci. Robert - strażak, Rafe - stalker, nic więcej, a przynajmniej ja nie mogłam nawiązać z nimi żadnej więzi. Reszta otoczenia również nie wyróżniała się niczym szczególnym.

Największy minus powieści za nami. Teraz znów wracam do aspektów pozytywnych. Z jeden z nich uznaje przemianę głównej bohaterki i jej zachowanie. Kompletnie nie spodziewałam się tego, po kobiecie, którą poznałam tak dobrze. Oniemiałam, przez to, co zrobiła, tak było to odległe, od tego co o niej sądziłam, stała się twarda i zdeterminowana, jej przemiana była zaskakująca. Świetny zabieg. Równie dobrze zostało poprowadzone zakończenie, z otwartą treścią i możliwością dopowiedzeń.

Okładka książki wciąż mnie intryguje, choć widziałam ją wielokrotnie w blogosferze. Kobieta o pięknym spojrzeniu, a nad jej twarzą cień. Doskonale opisuje to uczucia bohaterki z książki, o czym mogłam przekonać się jedynie czytając.

"Wiem o tobie wszystko" to opowieść, którą warto poznać. Nie opowiada o tematach wyniosłych, ale prawdziwe i realistycznie opisuje zdarzenia, które mogą dotknąć każdego. Czułam w głębię uczuć bohaterki, jej lęki i niepewności. Bałam się o nią. Nie jest to książka idealna, nie brak jej mankamentów, ale kieruje naszą uwagę na problem coraz częstszy we współczesnym społeczeństwie, a tak pomijany.
Ocena: dobra+ [4+/6]

Dziękuję wydawnictwo Akurat za udostępnienie książki do recenzji!

Autor: Claire Kendal
Tom: -
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron:  416
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2015-03-14
Skąd: własna biblioteczka

PS. Czy są tu może fani powieści Meyer, autorki Sagi Księżycowej. Pewnie już słyszeliście, ale dla pewności chcę Was poinformować o petycji w sprawie wydania trzeciego tomu serii. Jeśli też liczycie na kontynuowanie wydawania w naszym kraju jeszcze dwóch tomów to wejdźcie tutaj
Pozdrawiam ciepło. 

sobota, 14 marca 2015

Mix mangowy #2

Cześć,
dziś mam dla Was drugą odsłonę cyklu "mix mangowy". Postanowiłam, że będę je Wam dodawać w pigułce, czyli mniej tekstu na temat jednego komiksu, a więcej mang w jednym poście. Sądzę, że to dobre rozwiązanie. Dodatkowo swoją skalę ocen poszerzam o treść i oryginalność, by lepiej oddać moje wrażenia z lektury.

Podróże w czasie - przecież to nierealne, prawda? 
Na pierwszy ogień przedstawiam Wam drugi tom "Orange". Historia opowiada o dziewczynie otrzymującej listy z przyszłości. Naho musi uchronić swojego nowego przyjaciela, w którym jest zakochana od jego samobójczej śmierci.

Nigdy dotąd nie czytałam niczego podobnego. Z jednej strony jest to uroczy, pełen ciepła romans, a z drugiej strony ta niepokojąca tajemnica, o której wie jedynie główna bohaterka. To zmusza do czytania i nie nudzi, bo wciąż poznajemy nowe spojrzenia i nowe, nawet najmniejsze fakty, które mogą zaważyć na dalszych losach.

W tomiku tym wystąpiła ciekawa teoria na temat wieloświatów, temat ten zawsze mnie fascynował, a tu wyjaśniał on ogólny przebieg wydarzeń, wnioski, do których doszła główna bohaterka, są naprawdę uderzające.

Zakończenie wniosło wiele pytań, wciąż jestem ogromnie ciekawa, jak też tak historia rozwinie się dalej, jak wydarzenie z ostatnich stron wpłynie na dalszy przebieg i najważniejsze pytanie, jak to wszystko się skończy...
Treść: bardzo dobra[5/6]
Oryginalność: świetna [6/6]
Kreska: świetna[6/6] 
Ocena ogólna: bardzo dobra[5/6]



Niebezpieczeństwo na horyzoncie
Czas na kolejny tytuł. Miałam właśnie okazję zapoznać się z 6 tomem "Opowieści panny młodej". Pierwsze pięć części opisałam w jednym poście. Historia opowiada o tym, z czym mamy do czynienia w tytule. Poznajemy w nim życie panien młodych, jednak w dość nietypowych sytuacjach lub z nietypowymi charakterami.

Główną bohaterką opowieści jest Amira i Karluk jest sporo młodszy mąż, w tym tomie znów wracamy do ich postaci. Pierwszy rozdział o wiele mówiącym tytule "Wzrost" ukazuje nam, że los wciąż trwa, a bohaterowie dorastają, szczególnie młody Karluk.

Dalej historia nabiera tempa, choć wciąż nie brakuje jej niesamowitej kreski i przepięknych, dopracowanych w każdym calu ujęć nawet najbłahszych czynności codziennych. Drugi raz mamy okazje oglądać bitwę, jednak tym razem jest ona zdecydowanie bardziej żywiołowa i pełna tempa, nie kończy sie również tak szybko.

Przybliżona zostaje nam też opowieść o rodzinie Amiry, tak różniącej się od tej z wioski, jak również przybliża nam postać Azela-brata głównej bohaterki. Tak więc na brak wątków nie możemy narzekać.
Akcja, którą mamy okazje śledzić w tym tomie zdecydowanie zwiększyła jego poziom, do tej pory wszystko toczyło się w dość jednostajnym rytmie, ale teraz zostaliśmy zaskoczeni dynamiką zdarzeń(nie ogromną, ale jednak coś się zaczęło dziać). Jestem tym pozytywnie zaskoczona i czekam na więcej.
Treść: średnia[3/6]
Oryginalność: bardzo dobra [5/6]
Kreska: ponad skalę [cudowna!]
Ocena ogólna: bardzo dobra[5/6] (W głównej mierze czytam dla efektu wizualnego)


Zostanę bogiem!
Jako ostatnią mangę dzisiaj przedstawię Wam pierwszy tom serii, którą najpierw poznałam jako anime i pokochałam. "Death Note" było moim przełomowym spotkaniem z tego typu dziełami, o czym mogliście czytać tu. Postanowiłam, że muszę mieć na półce serię.

Mimo że spotkałam się z opowieścią po raz drugi wciąż uważam ją za genialną. Opowiada ona o niezwykle inteligentnym Lighto Yagami, który odnalazł zgubiony przez boga śmierci Ryuka zeszyt pozwalający na zabicie ludzi bez kontaktu z nimi. Chłopak staje się samowładczym bogiem, który oczyszcza świat z przestępców. Kiedy sprawa nabiera rozgłosu, a licealista otrzymuje nawet przydomek Kira policja zaczyna interesować się sprawą. Wiedząc jednak, że sama nic nie zdziała, prosi o rozwiązanie sprawy niezwykłego detektywa L, którego tożsamości nikt nie zna. Rozpoczyna się pojedynek pomiędzy dwoma osobowościami, który z nich zwycięży?

Jest oczarowana pomysłem, który jest wręcz niebywale oryginalny. Tsugami Ohba stworzył opowieść jedyną w swoim rodzaju, akcja rozgrywa się, miedzy światem bogów, a ludzi. Bohaterowie są nakreśleni z niezwykłą dbałości, szczególnie główna postać, mimo że to dopiero pierwszy tom, już doskonale znamy jego cele, marzenie i cechy.

Za jedyny minus mogę uznać kreską, jest czytelna, ale nie zachwyca, jak również niekosrzystnie przedstawia Kirę, który w mandze zachwycał mnie swoją powierzchownością, był po prostu niebywale przystojny, tu jest zaledwie dobrze narysowany. Wygląda też zbyt dziecinne, co momentami wygląda komicznie z wygłaszanymi przez niego tezami.
Treść: świetna[6/6]
Oryginalność: świetna [6/6]
Kreska: dobra[4/6] 
Ocena ogólna: bardzo dobra+[5+/6]

czwartek, 12 marca 2015

Recenzja łączona: "Hopeless" i "Losing hope"

Dzielić ból... 


Pierwszy raz w mojej blogowej karierze mam Wam do zaprezentowania recenzje jednocześnie dwóch książek. Spowodowane jest to w głównej mierze tym, iż tomy te są całością. Tylko razem odtwarzają historię dwojga, a może nawet trojga ludzi, którzy wiele przeszli i którzy musieli sobie radzić z wielkimi problemami, ponad ich barki. Dwie strony medalu, trzecia poznana po części, znajdująca się w tle. Każde z nich przeżyło historie inaczej, każde z nich na swój sposób próbowało się obwiniać, a jednocześnie z tym walczyć.

"Hopeless" i "Losing hope" to powieści napisane przez Collen Hoover. Choć w mojej biblioteczce najpierw pojawiła się drugą z wymienionych, to w pierwszej kolejności sięgnęłam po "Hopeless". I cieszę się, że tak zrobiłam, gdyż mogłabym zdradzić sobie całą tajemnice, nie czuć zdenerwowania i niepewności, co do zachowania postaci. Zaznaczam, najpierw przeczytajcie "Hopeless", później "Losing Hope", nie zmieniajcie kolejności, nie psujcie sobie radości z czytania!

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej." (Hopeless)

Książki opowiadają o dwóch młodych osobach, Sky i Holderze. Ona prowadzi szczęśliwe życie, on zmaga się z przeszłością. Nie wiedzą jednak, że wiele ich łączy. Pierwsze ich spotkanie w sklepie wywołuje mieszane uczucia u obojga. Holder widzi w niej zaginioną przyjaciółkę z przeszłości, Sky zaś pierwszy raz COŚ poczuła patrząc na chłopaka. Żadne z nich łatwo nie odpuszcza, więc nawet to niepokojące pierwsze spotkanie nie pozwoli im o sobie zapomnieć, nie pozwoli im przestać o sobie myśleć.

Poznając te dwie powieści weszłam do głów dwóch osób. W życiu również zdarza się, że dwie osoby mają zupełnie inny pogląd na zdarzenia, ale tutaj mogłam dokładnie dowiedzieć się jak pewne kwestie są odbierane przez dwoje ludzi, którzy się nie znają, ale jednocześnie nie są sobie obcy. Jak próbują się zrozumieć, jak często irracjonalnie odbierają drugą część opowieści, jak rożnie interpretują sytuacje.

Najpierw bliższa stała mi się Sky, dzięki temu iż to ona była narratorką "Hopeless". Główna bohaterka była silną, niezależną, choć zamkniętą na wrażenia osobą. Była odosobniona, uczyła się w domu, miała jedną przyjaciółkę, nie miała chłopaka, choć nie były jej obce pocałunki i spotkanie z nimi sam na sam w jej sypialni. Jej największym problemem było to, że choć była dotykana, tulona, nigdy nie potrafiła nic poczuć. Była bierna i jakby odległa, od tego co sie z nią wtedy działo. Poza tym drobnym faktem jest szczęśliwa. Ma kochającą matkę, która zaadoptowała ją, kiedy była dzieckiem, nie znała swoich biologicznych rodziców, wiedziała, że matka zmarła. Sprzed adopcji nie pamięta wiele, jednak nie chcę się dowiadywać, nie musi.

Podczas kolejnej lektury osobą prowadzącą powieść został Holder. W pierwszej powieści był on bohaterem w dużej mierze zagadkowym, dopiero końcowe rozdziały rozjaśniały nam problemy, z jakimi musiał się zmagać, jego wahania nastojów, częste wybuchy, które były powodowane zdecydowanie innym zachowaniem niż można by było podejrzewać patrząc na nie oczami Sky. Dean w "Losing Hope" od razu odkrywa karty. Poznajemy tajemnice sprzed lat, z którą wciąż się zmaga, jak również chwile zaraz po śmierci siostry, niezwykle mocne i bolesne w odbiorze. O tych bolesnych chwilach, o tych trudnych momentach ma mu przypominać jego tatuaż Hopeless(beznadziejny).

„Czasami miłość matek i braci nie wystarcza, żeby kogoś wyciągnąć z koszmaru. Musimy pogodzić się z tym, że tak to już jest. Nasz żal i poczucie winy tego nie zmienią.” (Losing Hope)

Źródło
Postaci nie są beznadziejnymi zakochanymi wciąż myślącymi o ukochanej osobie, ale zmagają się z trudnościami i wiele przechodzą. Sky jest silna, nawet zdarzenia, które poznaje podczas końcowych stronic nie pozwalają jej na załamanie. Holder zaś trzyma się dzielnie cały czas, zmaga się z przeszłością, z własną bezradnością, ale w tych najmroczniejszych momentach jest dla Sky podporą.

Nie myślcie jednak, że ich znajomość to same wspaniałe chwile, wydarzenia, którymi mógłby kierować się każdy związek. Początkowo ich relacja opiera się w większości na kłótniach, niedopowiedzeniach i sekretach. Tajemnic jest wiele, w dużej mierze to one stoją na przeszkodzie do pełnego połączenia. Dużo trudniejsze, kiedy jest wyszły na jaw, były one dla Sky, dlatego właśnie cieszę się, że to "Hopeless" czytałam jako pierwsze, to Holder wiele ukrywał, wiele zatajał i to on ranił, choć często w dobrej wierze.

"Wmawiam sobie, że to był tylko zły sen, i oddycham. Oddycham po to, żeby się upewnić, że jeszcze żyję, ponieważ to wcale nie wygląda na życie." (Hopeless)

Historia Sky, Holdera, jego siostry, tak jak mówi tekst na okładce, opowiada o różnych drogach poradzenia sobie z ciężkimi przeżyciami. Droga Les była chyba jedną z najcięższych, nie mogę potępiać jej, że tak wybrnęła z sytuacji, jednak było to pójście na łatwiznę, a dodatkowo krok, który ranił wszystkich w jej otoczeniu. Sky próbowała wszystko wypierać i długo jej się udawało. Holder zaś wszystko musiał nosić na wierzchu, nie ukrywał swojego bólu, wciąż się z nim zmagał. Trzy kierunki, trzy odmienne podejścia, a wszystko po to, by zwyciężyć z własnymi demonami.

Źródło
Ich walkę najlepiej oddawały dodane do książek pomiędzy zwykłymi tekstami: wspomnienia Sky i listy Holdera. Dziewczyna, co jakiś czas przypominała sobie coś, co miało miejsce jeszcze przed jej adopcją, co wyparła ze swojej pamięci, a my wraz z nią sklejaliśmy fragmenty, by dojrzeć w nich sens. Chłopak pisał do swojej siostry. Wszystkie były adresowane do Les i opowiadały o życiu Holdera, ale zwłaszcza o jego uczuciach, wspomnieniach związanych z ich wspólnymi chwilami, obawami i wszystkim, tym co chciałby powiedzieć siostrze, ale nie było mu to dane. Oba te aspekty zgrywały się doskonale z treścią i kompletnie nie widzę obu powieści bez ich udziału.

Kończąc już moje wywody poruszę kwestię tytułów. Nie wiem dlaczego, ale zamieniłabym je w powieściach. Hopeless zdecydowanie bardziej pasuje mi do drugiej książki, tej poświęconej Holderowi, gdyż to właśnie on nosił ten znak na własnym ciele, to on był jego twórcą, kreatorem i to on doskonale wiedział, z czym chciała połączyć te słowa. Losing Hope pasuje mi do pierwszej książki, do postaci Sky i do tego, co przeżyła.


„Zaznałem w życiu wielu porażek. 
Byłem też świadkiem wielu złych zdarzeń. 
Lecz nigdy nie dałem się życia zawiei, 
Bo miałem swój mały promyk nadziei.” (Hopeless)


Skoro przedstawiłam Wam już ten problem, przystąpię do opisania moich wrażeniach na temat okładek. Zdecydowanie bardziej podoba mi się okładka "Hopeless". Silne ramiona z wytatuowanym napisem i dziewczyna, która się w nich zatraca, to cała ta powieść, bo bez wsparcia trudno by było przejść to, czego doświadczyli bohaterowie. "Losing hope" zdecydowanie odbiega od pierwszej wersji i niestety gdyby nie grzbiet wydawałaby się kompletnie nie połączona z poprzedniczką. Szkoda, że to nie te same postaci, jednak z twarzą chłopaka.

Lektura książek Colleen Hoover była niezwykłym doświadczeniem. Historia bolesna, momentami przewidywalna, ale taka, którą chcę się czytać, mimo że wie się, co wydarzy się dalej. Holder i Sky pasują do siebie doskonale, są dwoma połówkami i czytając ich burzliwą historie wiele razy marzyłam, by wreszcie im się udało, by zaznali szczęścia. Jak dokładnie się to skończyło dowiecie się czytając jedną z powieści lub dwie. Pamiętajcie, że "Hopeless" to jedynie część opowieści, którą może dopełnić tylko "Losing hope".
Ocena: bardzo dobra[5/6]

Autor: Colleen Hoover
Tom: I 
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 384, 360
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2015-01
Skąd: własna biblioteczka

środa, 11 marca 2015

Rozdawajka!

Cześć,
dziś mam dla Was przygotowaną rozdawajkę. Dwa z ostatnich moich konkursów nie miały za wiele uczestników, więc liczę, że wybór książki i brak zadania zachęci Was do udziału. Książki pochodzą z mojej oferty na wymianę i liczę, że któraś z nich Was zainteresuje.



Książki jak widać są w różnym stanie, jeśli wybierzecie którąś z tych po bokach wyślę dwie, jeśli z tych w środku jedynie jedną, decyzja należy do Was.

Zasady:
Aby wziąć udział w konkursie należy:
1. Wyrazić chęć udziału, np. Zgłaszam się!
2. Napisać dwój adres e-mail. 
3. Być obserwatorem bloga.
4. Polubić bloga na FB. [tu]
5. Napisać, którą książkę(lub książki) chcecie wygrać. 

Zadania do wykonania brak, mam nadzieję, że którąś z książek Was zainteresuję. 
Uprzedzam, książki wysyłam jedynie na terenie Polski.
Jeśli zgłosi się ponad 25 osób wylosuję dwóch zwycięzców. :)

Czas konkursu: do końca marca, do północy. 

Pozdrawiam ciepło,
Patrycja. 

poniedziałek, 9 marca 2015

Mroczne szaleństwo

To się nie dzieje naprawdę... 

Strata kogoś bliskiego zawsze boli. Pozostawia pustkę w sercu, uczucie niedopełnienia, jakby wciąż czegoś w nas brakowało. Mimo usilnych prób wciąż rozpamiętujemy, niekiedy dobre, niekiedy złe wspomnienia. Żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, że czegoś nie powiedzieliśmy, a teraz nie będzie nam to dane.

Właśnie z takim przeświadczeniem żyję obecnie Mac. Jej siostra wyjechała na studia do Irlandii, mniej się spotykały, ale wciąż wiele rozmawiały, bo do tego czasu były prawie nierozłączne. Wszystko układało się dobrze, do czasu, gdy dotarła do jej rodziny informacja, że Alina nie żyję. To wstrząsnęło światem Mac, dzień wcześniej nie odebrała od niej telefonu, zostawiła wiadomość, a ona nawet jej nie odsłuchała. Najstraszniejsze jednak jest to, że policja w Irlandii nie szukała sprawców zabójstwa. Dziewczyna postanawia wyruszyć do miejsca, gdzie zginęła siostra i dowiedzieć się prawdy. Jest to winna Alinie. 

Od zeszłego roku namiętnie zaczytuje się w powieściach urban fantasy. Uwielbiam to, że łączą w sobie wiele gatunków, są po części kryminałem, po części fantastyką, a po części romansem. Wszystko to, co lubię. Początkowo bałam się kupować tę serię, gdyż to kolejny cykl, który wydawnictwo MAG przerwało lub wydaje w ślimaczym tempie. Pozytywne recenzje jednak wygrały. Właśnie dlatego Waszym oczom ukarzą się moje wrażenia z książki "Mroczne szaleństwo" rozpoczynającej serię Kroniki Mac O'Connor Karen Marie Moning.

Źródło
Pierwsze, co wyróżnia "Mroczne szaleństwo" na tle książek z gatunku to ukazane elfów, jako istot niebezpiecznych, zdradzieckich i przerażających w swojej bezwzględności. To nie są znane nam z opowieści dla dzieci miłe chochliki, nie są ślicznymi, malutkimi dziewczynkami wielkości motyli, a przerażającymi bestiami, które nie mają sumienia, a często nawet działają całkowicie instynktownie  jak zwierzęta. Autorka doskonale opisała ich zależności, to w jakich pozostają stosunkach, kto nimi kieruje, kto znajduje się wyżej w hierarchii, kto niżej. Ukazała nam niezwykłe dokładne opisy istot, jakie spotykała główna bohaterka i tego jak się zachowują, jak wyniszczają ludzi. W głównej mierze są dla ludzkości pasożytami, wyniszczają całkowicie, choć różnymi sposobami. Czytając wyczuwało się, że autorka wiele pracy włożyła w konstrukcje ich wizerunku i nadanie im najróżniejszych form. Sam wybór tych istot jako rasy opisywanej był nowością, z którą spotkałam się pierwszy raz, dotąd miałam okazje czytać jedynie o wilkołakach i wampirach, to przyjemna odmiana.

Zdecydowaną oryginalnością w sferze postaci urban fantasy może pochwalić się również główna bohaterka. Mac nie jest typową jego przedstawicielką. Jest dziewczyną z bogatej rodziny, nie przejmują się niczym poza kolorem ubrań, doskonałym ułożeniem włosów, wspaniałą opalenizną, czy chęcią rozmowy z siostrą, którą wyjechała na studia za granicę. Ona nigdy nie miała aspiracji i była całkowicie szczęśliwa taka jak jest. Pewnie myślicie, że to całkowicie pusta laska, o której nie będzie dało sie czytać. Uwierzcie, że ja też tak myślałam.


"Filmy mówią Wam, co macie myśleć. Dobra książka pozwala
samodzielnie przemyśleć kilka rzeczy."


Mac jednak po wyjeździe do Irlandii, by pomścić siostrę musiała całkowicie się zmienić, tylko tak była wstanie przerwać i pogodzić się z tym, co odkryła na temat swojego pochodzenia i daru. Była widzącą sidhe, do tego miała też inne moce, które potencjalnie miały dać jej większe szanse przeciw elfom. Jednak bez odpowiedniego wyszkolenia trudno mówić o jakichkolwiek szansach.

Sama Mac nie byłaby wstanie wiele poradzić, na jej horyzoncie pojawił się jednak pewien tajemniczy facet, doskonale znający się na elfach, ich słabościach i umiejętnościach. Jericho Barrons nie mówi jednak nic o sobie, o tym kim jest, czym się dokładnie zajmuje, nie zdradza nic na swój temat, co piekielnie mnie intryguje.

Przystojny mężczyzna(tak Barrons jest przystojny) i piękna zagubiona w nowym świecie bohaterka, co ich może połączyć. Spodziewaliście się burzliwego uczucia? Pojawia się, lecz nie w takiej formie, na jaką liczycie. Pomiędzy tą dwójką iskrzy, do niczego jednak nie dochodzi. On traktuje ją jak niedoświadczoną i pustą dziewczynkę, którą powinna pakować walizki i wracać do domu, a ona sądzi, że jest niemożliwym draniem, dla którego liczą się jedynie artefakty.

                    "Każdy dzień, gdy nikt nie próbuje mnie zabić, to dobry dzień."

Głównym celem Jericho jest znalezienie elfickich Relikwii, które wykorzystałby w sobie tylko znanym celu. Zwykle porusza się na ślepo, ale dzięki nowo odkrytym talentom Mac ma możliwość wyczuwania przedmiotów w swoim otoczeniu i sprawdzenia ich na jego wrogach. Dziwicie się, dlaczego dziewczyna ze słonecznej Georgii, dla której liczą się tylko stroje i modny wygląd pomaga temu niebezpiecznemu mężczyźnie szukając dziwnych przedmiotów w niebezpiecznych miejscach?

Zapomnieliście już, że ta dziewczyna straciła siostrę? Mac liczy na zemstę na zabójcy Aliny. Dowiedziała, że jej siostra była taka jak ona, również widziała elfy, poznała je, wiedziała, czym są, a potem została przez nie brutalnie zamordowana. Wiedziała już, że jej jedyną pomocą może być jedynie człowiek, który doskonale wie, czym i jak niebezpieczne są elfy. Na równi więc z odkrywaniem świata elfów wprowadzona jest też sprawa zabójstwa siostry Mac. Kto ją zamordował?

"Czasem [...] trzeba zerwać z przeszłością, żeby przyjąć przyszłość. To nigdy nie przychodzi łatwo. I jest to coś, co odróżnia ocalałych od ofiar. Odrzucenie tego, co było, by przetrwać to, co jest."

To jak autorka dawkuje nam wszelkie informacje na temat elfów, na temat widzących, a szczególnie na temat pewnych postaci jest wprost niemożliwe, przewracałam strony z ogromną niecierpliwością, byle dowiedzieć się więcej faktów na temat wykreowanego świata. Po skończeniu jednak wciąż pozostałam z masą pytań i niewielką dozą odpowiedzi. Nie było to jednak złe, a wręcz przeciwnie wzmagało apetyt na więcej.

Na koniec chciałabym wspomnieć o okładce. Sama w sobie jest bardzo oryginalna, nie spotkałam się jeszcze z podobną formą, a widziałam masę okładek. Oddzielnie elementy wydają się intrygujące, świetny obrazek, ciekawie skonstruowane napisy i ich rozłożenie, ale razem się to jakoś nie klei.

"Mroczne szaleństwo" okazało się dla mnie prawdziwym szaleństwem wrażeń. Wraz z główną bohaterką przeżywałam jej przemianę, poznawałam pełne niebezpieczeństw tajemnice elfów i rozwiązywałam zagadkę śmierci jej siostry. To dopiero początek opowieści, a już czuję, że autorka zawładnęła moim sercem.
Ocena: świetna [6/6]

Autor: Karen Marie Moning
Tom: I
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 368
Cena: 35zł
Data przeczytania: 2015-01-18
Skąd: własna biblioteczka

Kroniki Mac O'Connor:
Mroczne szaleństwo  ---  Krwawe szaleństwo  ---  Szaleństwo elfów  ---  Dreamfever  ---  Shadowfever

sobota, 7 marca 2015

Po trzecie dla zasady (draki)

Spotkanie z Śliweczką po raz trzeci

Janet Evanovich jest autorka niezwykle poczytnej serii o Stephanie Plum. Pierwszy tom poznałam, dzięki temu, że ukazał się w gazetce promocyjnej, drugi jako ebook, a trzeci czyli obecny wypożyczyłam z biblioteki. Nie spodziewałam się kompletnie, że seria się tam znajduje, więc pewnie domyślacie się, jaka była moja reakcja. Niestety w bibliotece znalazłam jedynie starsze wersje wydań, które rozpoczęło wydawnictwo Amber, są one zdecydowanie mniej przyjemne dla oka, więc będę skupiała się na nowszej wersji. Zapraszam do czytania o "Po trzecie dla zasady".

Tym razem nasza droga Stephanie jako Łowczyni Nagród otrzymuje naprawdę nieprzyjemne zadanie. Musi doprowadzić na policje Wujka Mo. Starego mężczyznę z nienaganną opinią, który prowadzi miejscową cukiernię. Czemu też tak spokojny człowiek, nie stawił się na rozprawę o posiadanie broni(i tak w miasteczku wszyscy ją noszą)? Tego właśnie chcę dowiedzieć się Plum, by otrzymać swoje wynagrodzenie.

Tom trzeci serii lekko mnie rozczarował. Nie wiem, czy to przez inne wydanie, czy nie, ale jakoś mniej pozytywnie na mnie wpłynął. Wiem, że nie wszystkie tomy są z tego wydania i się cieszę, bo zdecydowanie mniej korzystanie wypadają. Nie spodziewałam się, że to będzie miało dla mnie aż takie znaczenie.

Drugim kryterium może być również inne rozplanowanie przez autorkę udziału bohaterów. Nigdy szczególnie nie bawiły mnie teksty Luli, a tu to ona przejęła pałeczkę drugiej po Stephanie najważniejszej postaci. Nie spodobało mi się to szczególnie. Babci Mazurowej, która królowała w poprzedniej części było zdecydowanie mniej. Mniej też było rodzinnych obiadków, które tak lubiłam.

Sądzę, że to koniec złych wiadomości. Większa część książki trzymała poziom swoich poprzedniczek. Nie wszystko było tak wspaniale i kolorowo, ale był Morelli, a gdy on się pojawia nie mam, na co narzekać. Ich relacje zdecydowanie się zmieniła, co odczuła sama główna bohaterka. O dziwo, to w jaką stronę zmierzała ich relacja(przyjaźń to może jeszcze za wiele, ale bardziej w tym kierunku) nie odpowiadało jej. Na reszcie zrozumiała, że chcę czegoś więcej. Ale jak to sie dalej potoczy to sami musicie przeczytać, a ja muszę dowiedzieć się jeszcze z kolejnego tomu. Liczyliście, że ich sprawa tak szybko się rozwiąże?

Czas na główny wątek tej części serii. Otóż sprawa z wujkiem Mo nie zapowiadała się na nic dużego, zajmującego, a jednak właśnie taką sprawą się stała. Czym więcej poszlak dochodziło tym dowiadywałam się, że człowiek ogólnie szanowany, ale mało znany ma duży sekret. Sieć związana ze sprawą się rozrastała i sięgała w naprawdę dziwne rejony. Nie spodziewałam się późniejszego obrotu wydarzeń, gdyż kolidował całkowicie z obrazem, jaki był przed nami tworzony przez mieszkańców miasta. Przyznać trzeba, że to co robił wylazło im kubeł zimnej wody na głowę. Ale kto mógł przypuszczać?

Na zakończenie napiszę, że Trenton to chyba jedno z najdziwniejszych miejsc, o jakich czytam, wyłączając z zestawienie miejsca fantastyczne, bo to miasteczko zostałoby zdeklasowane. Ludzie w nim mieszkający odbiegają całkowicie od standardów normalności, a czym więcej części czytam, tym bardziej się w tym utwierdzam. Autorka w ich zachowanie plotła wiele ironii i groteski. Aż trudno uwierzyć, by takie miejsca istniały naprawdę. Z pozoru ciche, spokojne, z poukładanymi ludźmi, a z drugiej strony wciąż zaskakujące, często na niekorzyść. Niestety.

"Po trzecie dla draki" (tytuł Ambera) lub lepiej znany "Po trzecie dla zasady" to świetna codzienna odskocznia na kilka godzin. Książka była zabawna, niekiedy zaskakująca, ale w głównej mierze zapewniała dobrą zabawę, a właśnie tego od niej oczekiwałam. Nie wypadła jednak aż tak dobrze jak dwie poprzednie, nie obyło się bez minusów, które jednak w głównej mierze zależały od mojego postrzegania postaci. Ciekawe, jak sprawdzi się kolejny tom...
Ocena: dobra- [4-/6]

Autor: Janet Evanovich
Tom: III
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 421
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2015-01-20
Skąd: biblioteka publiczna

Łowczyni Nagród Stephanie Plum:
Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy  ---  Po drugie dla kasy  --- Po trzecie dla zasady  ---  Zaliczyć czwórkę  --- Przybić piątkę  ---  Po szóste nie odpuszczaj  --- Szczęśliwa siódemka  ---  Ósemka wygrywa ---  Wystrzałowa dziewiątka  --- Dziesięć kawałków  ---  Najlepsza jedenastka  ---  Parszywa dwunastka  ---  Złośliwa trzynastka  ---  Fearless Fourteen  ---  Finger Luckin' Fifteen  ---  Sizzling Sixteen  ---  Smokin' Seventeen  ---  Explosive Eighteen  ---  Notarious Nighteen  ---  Takedown Twenty  ---  The Top Secret Twenty-One

piątek, 6 marca 2015

Stosik #31

Cześć, 

ostatnimi czasy stosiki pojawiały się gdzieś w środku miesiąca. Dziś jednak nie mogłam wytrzymać, by się Wam nie pochwalić nowymi nabytkami. Drugim powodem jest to, że w tym miesiącu mają do mnie przyjść jeszcze dwie książki i mangi, a obiecałam sobie nie kupować książek, a przynajmniej to ograniczyć. Więc w następnym miesiącu mogłoby być cienko ze stosikiem, wolałam nie ryzykować. Zabieram się, więc do przedstawień moich nowości. Wszystkie pozycje należą do mnie, nie chcę nawet myśleć, ile na nie wydałam...

Zapraszam więc do oglądania i czytania. 



Najpierw przedstawię Wam zakupione książki, od dołu:
1. "Złodziej pioruna" to komiks, o którym mieliście już okazje czytać [tutaj], więc dla zainteresowanych wrażeniami zapraszam do recenzji.  [promocja na aros.pl]
2. "Przywróceni" książka, którą wypatrzyłam w promocji z "Wróżką"(nie czytam tej gazety, ale rzuciła mi się w oczy). Tematyka jest niezwykła, powrót zza grobu, nie uważacie tego pomysłu za co najmniej niepokojący?  [z gazetą]
3. "Misja 100" zainteresowała mnie oryginalnym pomysłem, nie miałam okazji oglądać serialu, więc nie mam oczekiwań, a wolałam najpierw zapoznać się z pierwowzorem. Ziemia jako niebezpiecznie miejsce do życia, młodzi przestępcy jako koloniści... Będzie się działo.  [3za2 na empik.com]
4. "Will Grayson, Will Grayson" - zamówiłam bez czytania recenzji, bez czytania fabuły(jeszcze w styczniu), Green potrafi zaskoczyć, ciekawe jak wypadnie w duecie z Levthanem(tego pana nie znam).  [3za2 na empik.com]
5. "Tak krucho..." - czytam właśnie teraz, musiałam zapoznać się z drugą strona tej opowieści, bo niezwykle miło ją wspominam, teraz jednak trochę traci w moich oczach, okaże się, co z tego dalej wyniknie...  [3za2 na empik.com]
6. "Pierwszy dotyk ognia" - czytałam wcześniej jako ebook, ale postanowiłam wspomóc wydawnictwo i kupić sobie egzemplarz, do tego to świetna historia. Wciąż jednak czeka na swoją kolej przy recenzowaniu. [promocja na aros.pl]
7. "Zabójczy księżyc" - wygrałam w konkursie, a o wygranej dowiedziałam się dzień po urodzinach, cudowna niespodzianka! Historia zbiera różne opinie, ale mam nadzieję, że mi się spodoba.  [z konkursu]
8. "Wiem o tobie wszystko" - książka zaciekawiła mnie po masie intrygujących recenzji w blogosferze, okazało się, że wydawnictwo napisało do mnie, czy chciałabym recenzować, z wielką chęcią się zgodziłam. Temat, jaki zawiera staje się coraz bardziej popularny w literaturze i nie tylko.  [Od wydawnictwa Akurat]
9. "Powrót karmazynowej gwardii" - to tom 2, ale nie mogłam nie kupić, gdyż był dokładnie za 1zł, okazja, nie mogłam przepuścić, choć o książce za wiele nie słyszałam. No cóż nałóg  [koszyk wyprzedażowy w księgarni]
10. "Pamiętnik przyszłości" (tom 2) oglądałam anime, przeczytałam tomik pierwszy, jestem pewna, że swoją przygodę będę kontynuować.   [promocja na aros.pl]
11-12. "Death Note" (tom 3,4) jak na razie te tomy przyszły mi z wymiany, ale już zamówiłam dwa pierwsze, więc niedługo będę mogła zacząć czytanie. Anime było niesamowite(chyba te z wątkiem detektywistycznym ciekawią mnie najbardziej), mam nadzieję, że tak będzie również z mangą.  [kupione na yatta.pl]

A teraz czas na filmy, z boku:
13. "Wciąż ją kocham" - czasem lubię obejrzeć sobie film na podstawie powieści Sparksa, a niedługo zbliżają się rekolekcje, więc będzie trochę czasu na takie sprawy... [promocja na empik.com]
14. "Czerwone pantofelki" - horror, mało ich oglądam, ale tematyka tego mnie zainteresowała, jest oparta na baśni Andersena. [koszyk wyprzedażowy w księgarni]

Kolekcja książek i filmów do przeczytania wciąż rośnie i rośnie. Cieszę się jednak, że w zeszłym miesiącu przeczytałam aż tyle pozycji z własnej biblioteki. Z tego stosu mam na razie przeczytane dwie pozycje, jedną właśnie czytam. Na resztę przyjdzie kolej niedługo, bo niektóre niezwykle mocno mnie przyciągają.


A czy Wy znaleźliście coś dla siebie? 
Czytaliście coś, a może oglądaliście? 
Co polecacie? 


Pozdrawiam,
Patrycja.

PS. Znacie może jakieś anime podobne do "Death Note"? 
(Oglądałam niedawno "Psycho-Pass"  i  znam "Code Geass") 

środa, 4 marca 2015

Chwila dla widza: Tajemnice lasu


Aktorzy na scenę
jeszcze w to nie wierzę,
ale spektakl zaraz zacznie się.

Baśń się rozpoczyna
choć to nie nowina,
przecież każdy słyszy dźwięki te.

Witają nas w lesie
pieśń się po nim niesie,
pozostaje tylko słuchać jej. 
(własna twórczość)


Tym oto akcentem zapraszam Was na wyprawę wraz ze mną po lesie.  Las to niebezpieczne miejsce, prawda? Na każdym kroku trzeba uważać. Mam już wkroczyć na jego tereny, lecz odwracam się w lewo, skąd dolatuje przepiękny zapach, widzę chatkę, w jej pobliżu piękny ogród, warzywa i owoce aż proszą się o zerwanie. Myślę, że może jeszcze nie czas na wejście na pałacie boru, muszę zabrać coś na drogę. Okazuje się, że mały domek jest piekarnią, że sklep jednak jest pusty. Co się dzieje? 

Trudno będę musiała obejść się smakiem. Ruszam dalej. Las przede mną zaprasza mnie do siebie. Wchodzę i wprost nie mogę uwierzyć, ile skrywa sekretów. Patrzę na odjeżdżający powóz z trzema damami w środku, ale mam dziwne wrażenia, że kogoś w nim brakuje. Spoglądam nieopodal i widzę piękną dziewczynę, choć umazaną i w łachmanach, jak biegnie w przeciwną stronę, idę za nią chwilę, a ona wypłakuje się pod drzewem. Nagle wstaje i na jej ciele pojawia się najpiękniejsza suknią, jaką widziałam. Całkowicie się zmieniała, fryzura, strój...  Wyglądała jak księżniczka, pewnie wybiera się na bal, o którym tyle się teraz mówi.

Podczas tej sceny zastanawiałam się, na co ja poszłam...?

Idę dalej i nagle widzę chłopca prowadzącego krowę, była niezwykle biała, biała jak śnieg, jej czystość aż raziła, nagle przed chłopcem pojawiają się dwie osoby, rozmawiają i dają coś chłopcu, a ten oddaje im krowę, choć widzę, że z wielką niechęcią. Może ta krowa była jego przyjacielem... Trudno powiedzieć. Ciekawi mnie, co dostał, co trzyma w ręce, zwierzę było naprawdę niezwykle. Podążam za nim kawałek, a on dociera do domu i wita się z matką, ta na pewno nie jest zadowolona, wyrzuca to, co dostał i wchodzi do domu wciąż krzycząc. Biedny chłopak, nie ma lekkiego wieczora. Mam już odchodzić, kiedy widzę, że z rzuconych przedmiotów coś wyrasta i to szybko, niezwykle szybko... Rośnie wysoko i jest niezwykle grube, ciekawe, do czego to doprowadzi...

Znów odchodzę. Widzę kolejną postać - małą dziewczynkę w czerwonym płaszczyku, które nic nie robi sobie z towarzystwa wilka. Rozmawiają, śmieją się, zrywają kwiatki... Już mam podejść i ją ostrzec, kiedy wilk odchodzi i zostawia ją samą, a ona rusza w innym kierunku. Mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Również postanawiam odejść z tego miejsca.

Las robi się coraz mroczniejszy, trafiam na bagna i słyszę cudownie śpiewający głos, nie wiem, kto go wydaje, ale kieruję się w jego kierunku. Spoglądam na piękną kobietę z długim warkoczem, tak długim, że mogłyby nim się podzielić z cztery kobiety, a i tak miałyby je do kolan. Stoję w szoku i patrzę na wieżę. A ta nie ma drzwi, dopiero teraz docierają do mnie smutne tony melodii, już mam krzyknąć, zawołać ją, gdy słyszę inny głos i dziewczyna odpowiada. Nic tu po mnie, podążam z innym kierunku.

Najlepsza rola!

Poznałam już wiele tajemnic lasu, wiele dziwnych, często niepokojących zjawisk, których nie mogę sobie teraz wytłumaczyć. Idę się przespać, jednak raz patrzę w górę, na księżyc wysoko. Patrzę na jego kolor i przecieram oczy, jest w jednej trzeciej zasnuty niebieską mgłą... Co tu się dzieje?

Podczas dalszych wędrówek po lesie poznawałam coraz więcej faktów, które łączyły się w mojej głowie w niesamowitą historie. Dowiedziałam się, że wiele z postaci powiązanych jest z jedną osobą. Postacią wiedźmy, jak się okazało tej od pięknego ogrodu blisko piekarni(dobrze, że jednak nie zerwałam owoców z jej drzew, źle to znosi). Pojawił się też olbrzym i to nie jeden, całe miasto szalało, książęta nagle gdzieś zniknęli, okazało się, że uratować nas mogą tylko spotkane przeze mnie wcześniej postaci. Ale, czy jak sobie poradzili, jak się zakończyły ich historie na pewno nie zdradzę. To pozostanie tajemnicą moją i jak również tajemnicą niebezpiecznego i mrocznego lasu... 

Deppa bym nie dodała... 

Wrażenia po seansie

  "Tajemnice lasu" to film, który chciałam zobaczyć, od kiedy tylko się o nim dowiedziałam. Historia mnie zafascynowała, bo kocham baśnie. Początkowo wszystko się zgrywało. Była to jednocześnie opowieść dobrze znana, która czerpie motywy z baśni, a z drugiej strony znacznie zmieniona, przez co zaskakująca.

Pierwsze sceny nie były wielkim zaskoczeniem, gdyż otrzymałam mieszankę różnych opowieści i poznawałam bohaterów. Wszystko zgrywało się ze znanym schematem, a postaci doskonale odwzorowywali role księżniczek, książąt i innych postaci z bajek, jakie serwuje nam Disney. Jednak im dalej w las tym...

... poznawałam całkiem nowe oblicza bohaterów. Co niekiedy wywoływało salwy śmiechu, niekiedy lekkie zmiesmaczenie, choć najczęściej budziło podziw, bo mimo zachowania konwencji baśniowych, bohaterowie zyskiwali cechy współczesnych ludzi, które nie zawsze ukazywały ich w najjaśniejszym świetle. Zmiany, które mogłam obserwować były co najmniej intrygujące.

Sploty wydarzeń tak samo jak cały film początkowo nie powodowały zdziwienia, później jednak się to zmieniło i całkowicie nie wiedziałam, co będzie dalej się działo. Czyste szaleństwo. Nie będę ukrywać, że się nie śmiełam, bo tak nie było. Wielokrotnie z powodu nierozgarniętych bohaterów lub ich dialogów(których na pewno wolałabym nie pozywać dzieciom...) zaśmiałam się z koleżanką do rozpuku. Były wręcz sceny, w których zastanawiałyśmy, co my tu robimy...

Ogólnym rozrachunku, jeśli przymknąć by oko na niektóre zbyt groteskowe sceny, które kłócą się nawet z światem baśniowym, film mógłby mi się spodobać. Tak wyszłam lekko zawiedziona. Wolałabym, by film, albo całkowicie zaskakiwał zmienioną fabułą, albo był produktem dla całej rodziny, gdzie wszystko byłoby niczym ekranizacja dzieł braci Grimm. Tak wyszło trochę niekonsekwentnie.

Na koniec poruszę kwestię bohaterów. Niektóre role wręcz mnie przerażały. Szczególnie mowa tu o księżętach, byli dla mnie postaciami z kosmosu, nie mam pojęcia jak objąć ich słowami. Zdecydowanie nie było to jednak pozytywne zaskoczenie. Streep zagrała fenomenalnie, byłam nią zachwycona, wspaniały głos, cudowne odegranie postaci, ciągłe zmiany - wspaniałe! Depp wypadł nieźle, choć nie miał za wielkiej roli, za mało, oj za mało go było. Co do reszty postaci było przyzwoicie, choć poza Czarownicą nie miałam się niestety kim zachwycać.

"Tajemnice lasu" były intrygującym filmem, ale z pewnymi minusami. Nie powiem, że nie podobał mi się lub podobał, gdyż nigdy nie widziałam podobnego widowiska i trudno mi to do czegokolwiek zakwalifikować i porównać... Wiem jedynie na pewno, że chcę obejrzeć musical.


Reżyseria: Rob Marshall 
Scenariusz: James Lapine
Część: -
Produkcja: USA
Czas trwania: 2h 4min
Data premiery: 8 grudnia 2014 (świat), 
13 lutego 2015 (Polska) 
Data obejrzenia: 2015-01-21

Bohaterowie:

Meryl Streep Czarownica
Emily Blunt Żona Piekarza
James Corden Piekarz
Anna Kendrick Kopciuszek
Chris Pine Książę Kopciuszka
Johnny Depp Wilk



Trailer:


Czy podoba Wam się ta trochę inna forma recenzji? ;)