sobota, 31 stycznia 2015

Podsumowanie stycznia

Witam,
Pod koniec ubiegłego miesiąca lekko zaniedbałam moje miesięczne podsumowania, po pierwsze czytałam mniej, więc nie było się czym chwalić, a po drugie brakowało mi czasu. W tym roku jako postanowienie noworoczne wybrałam regularność w dodawaniu postów i odwiedzinach blogowych i mam nadzieję, że mi się to uda. Ten post ma być pierwszym kroczkiem w tym kierunku. :)



Nie będę jednak zanudzała Was liczbami, sama dla siebie będę spisywać wyniki, a Wam podawać jedynie te najistotniejsze. Za taką właśnie informacje uważam ilość przeczytanych książek, w tym miesiącu było ich dokładnie 13, dodatkowo skończyłam 2 mangi i 1 opowiadanie. Co wydaję mi się niezłym wynikiem(uprzedzę miałam ferie, które właśnie się skończyły).  Poniżej ukarzę się lista tych dzieł. :)

Przeczytane w styczniu:
1. "Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów" Rafał Kosik
2. "Onyks" Jennifer L. Armentout (po raz drugi)
3. "Rekrut" Robert Muchamore
4. "Kalamburka" Małgorzata Musierewicz
5.  "Wilk w owczej skórze" (opowiadanie) Aneta Jadowska
6. "Blaze" Stephen King
7.  "Orange" t.2  (manga)
8.  "Bogowie muszą być szaleni" Aneta Jadowska
9.  "Mroczne szaleństwo" Karen Marie Moning
10. "Przeznaczona śmierci" Jeanniene Frost (ebook)
11. "Po trzecia dla draki" Janet Evanovich
12. "Wierni wrogowie" Olga Gromyko
13. "Pierwszy dotyk ognia" Jeaniene Frost
14. "Lalka" Bolesław Prus (lektura)
15. "Apatia" Michał Kowalczyk (ebook)

Na niektórych książkach się zawiodłam, w dużej mierze czytałam kontynuacje i wypadały one trochę słabiej od swoich poprzedniczek, niekiedy nawet bardzo znacząco(patrz "Bogowie muszą być szaleni"). Przeczytałam też kolejną książkę Kinga, za co zbierałam się niezwykle długo. Odkryłam też w mojej bibliotece prawie niewyczerpane zapasy książek Evanovich, jest się z czego cieszyć. Ogólnie jestem zadowolona tym miesiącem, szczególnie ilością przeczytanych pozycji, co do ich jakości, też nie było bardzo źle. Nawet "Lalka" mi się spodobała, choć pierwsze 100 stron zmuszałam się do niej niemiłosiernie. Oby luty był równie dobry, bo co do ilości książek to sama w siebie wątpię. ;)

Skoro sprawy książkowe mamy już za sobą, a przynajmniej te, które już przeczytałam, opowiem Wam o tym, na co czekam w lutym. Już 4 marca wychodzi powieść "Losing Hope", którą już zamówiłam. Nie miałam jeszcze okazji czytać pierwszej, ale robię już ku temu pewne ruchy, więc w lutym na pewno właśnie czytaniem tej serii się zajmę. ;) Tego samego dnia ukaże się również "Misja 100" - książka, która była podstawą do nakręcenia serialu "The 100" (nie oglądałam jeszcze). Poza tymi pozycjami coraz milej myślę o "Czerwonej Królowej", przeczytałam jedną recenzję i dowiedziałam się, że to może być mix obecnie modnych powieści, więc trudno powiedzieć, kogo przypadnie mi do gustu, ale można by sobie wyrobić opinie. Ale chyba najmocniej ze wszystkich wymienionych tu tytułów wyczekuję na "Opal", nie wiem tylko, czy trzecia części cyklu Lux będzie miała premierę w lutym, czy w marcu, mam nadzieję, że jak najszybciej. To jak na razie tyle z interesujących mnie premier. Czy Was coś zainteresowało?

Kinowy luty również zapowiada się interesująco. Zacznę może jednak od wczorajsze premiery(choć prapremiery pojawiały się w kinach od dłuższego czasu) "Pingwinów z Madagaskaru". Uwielbiam te zwierzaki i czasem nawet zdarza mi się oglądać serial, możliwe, że uda mi się wybrać się na niego do kina, jeśli nie i tak będę starała się obejrzeć. Patrząc obiektywnie to Sci-Fi nie jest moim ulubionym gatunkiem, ani filmowym, ani książkowym, mimo to ciekawi mnie "Jupiter. Intronizacja", może być ciekawie, poczekam jednak na opinie. Film będzie miał premierę 6 lutego(w moje urodziny). 13 w piątek do kin trafi głośny "Grey"(koleżanki na niego ciągną) i długo wyczekiwany przeze mnie tytuł "Tajemnice lasu". Kocham bajkowe klimaty, a taka obsada aktorska jeszcze bardziej zmusza do obejrzenia. Nie sposób na film nie pójść. Jeśli przytrafiłoby się coś i nie poszłam na żaden z wymienionych filmów to pozostaje mi jeszcze "Asterix i Obelix: Osiedle bogów", animacja, więc kompletnie nie wiem, czego się spodziewać, czy tego, co miały dawne wersje animowane, czy może bardziej zmienionej wersji filmów...

Skoro interesujących zapowiedzi, aż trudno cokolwiek wybrać, mam nadzieję, że zakupowe i kinowe wybory będą udane i nie będę żałować wydanych pieniędzy. Mam ambitne plany wybrać się na trzy filmy, które się to okażą jeszcze nie wiem, co do książek planuje kupić wszystkie(choć wciąż zastanawiam się nad "Czerwoną królową"). Może podratują mnie urodziny. :)

Zainteresowałam Was jakimś tytułem? Mam nadzieję, że tak, bo luty zapowiada się niesamowicie w kwestii premier. :)

A na koniec mój numer jeden w tym miesiącu:

Pozdrawiam,
Patrycja.

czwartek, 29 stycznia 2015

Chwila dla widza: "Exodus: Bogowie i królowie"

Jeden Bóg czy może bogowie, czyli o mocy wiary.

Nie wiem, czy tylko ja to  odczułam, ale sądzę, że rok 2015 będzie obfitował, a właściwie już obfituje w intrygujące filmowe premiery. W styczniu chciałam iść aż na cztery filmy, z tego jak na razie udało mi się zobaczyć jedynie jeden i to dodatkowo ten, z którym wiązałam najmniejsze plany. Najbardziej zachęcił mnie trailer. Pewnie gdzieś rzucił Wam się w oczy, wstawię go na końcu posta. Więc sami będziecie mogli ocenić, czy robi wrażenie.

Słowo wstępu zostało powiedziane. Filmem, na który jako pierwszy wybrałam się w 2015 roku był "Exodus: Bogowie i Królowie". Ekranizacja opowiada o losach Mojżesza, dobrze znanym ze starego testamentu. Mężczyzna był wychowywany w nieświadomości, co do swojego pochodzenia przy boku faraona i jego potomka. Byli sobie bliscy jak bracia, jednak historia ukazuje jak łatwo wszystko może się zmienić.

Początek filmu zapowiadał się obiecująco. Nie było zbyt wiele rozmów, opowiastek i wprowadzenia w życie bohaterów, od razu wrzucono nas w stracie pomiędzy Egipcjanami, a jakimiś ludami, którym dowodzili syn faraona i Mojżesz. Przepowiednia mówiła, że ten, kto uratuje faraona będzie władał. Jak się pewnie domyślacie, zrobił do główny bohater, w co on sam w ogóle nie uwierzył.

Film ten był widowiskiem. Niesamowite kostiumy, niczym wyjęte z moich wyobrażeń o tym okresie. Muzyka nadająca klimatu w odpowiednich momentach i podkreślająca wymowę utworu. Bohaterowie doskonale doprani i ucharakteryzowani, co nie dawało złudzeń, co do czasu, w jakim ma miejsce akcja. Przepych pałacu faraona i niezwykle kontrastujące z nim domy niewolników. Wszystko to nadawało wspaniałe tło do opowieści, ale...

Głównym moim zarzutem względem tego dzieła jest to iż zbyt dokładnie odwzorowuje biblijny wzór. Ta historia niczym nie zaskakiwała. Od początku do końca(choć tu nie mogę być pewna) zostało dodanych niewiele scen, które jakkolwiek by odbiegały od tego, co znałam. Przez to film mi się dłużył i często nudził. Złapałam się nawet na tym, że myślę sobie, kiedy on już się skończy. W końcu nawet tego się nie dowiedziałam, gdyż wyszłam przed czasem. Gdyby film był ciekawszy dooglądałabym jeszcze te 15 minut i poznała zakończenie, ale nie chciałam potem czekać na następny autobus, polałam wrócić wcześniej. Sądzę, że niewiele bym straciła... Film mógłby być spokojnie oglądany na lekcjach religii, nie było w nim nic, co mogłoby szokować lub zadziwiać, niestety.

Były jednak też aspekty, których ukazanie okazało się doskonałe, coś, co nie zrodziło by się w mojej głowie podczas czytania Pisma i jestem tego pewna. Mówię tu np, o ukazaniu Boga, a przynajmniej jego pośrednika w postaci dziecka. Pomysł był oryginalny, a sam dzieciak swoją tajemniczością był piorunujący. Kolejnym pozytywnym aspektem było obmyślenie plag. Nie doliczyłam się wszystkich(buuu), ale te, które zostały przedstawione były wyśmienicie i przerażająco ukazane, choć krótko. Pierwsza z nich, czyli wątek z krokodylami był w moim odczuciu najlepszy i długo go nie zapomnę.

Bohaterowie odgrywali swoje role rzeczywiście, szczególnie spodobała mi się kreacja Ramzesa, która była najbardziej ekspresyjna i emocjonująca. Mojżesz nie zachwycał, nie porywał, ale również nie raził w oczy. Na uwagę zasługuję postać małego Boga, o którym już wspominałam.

"Exodus: Bogowie i Królowie" to film nudnawy, jego twórcom zabrakło kreatywności i postawili na znaną opowieść, tak wiele razy już przerabianą. Na uwagę zasługuję jednak widowiskowość działa, bo tego nie można ekranizacji odebrać. Otoczka była genialna, ale po co brać się za dekoracje tortu, gdy ciasto się jeszcze nie dopiekło?
Ocena: średnia [3/6]

Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz:
  • Steven Zaillian, 
  • Adam Cooper, 
  • Bill Collage, 
  • Jeffrey Caine

  • Część: -
    Produkcja: Hiszpania, USA, Wielka Brytania
    Czas trwania: 2h 30min
    Data premiery: 3 grudnia 2014 (świat), 
    9 stycznia 2015 (Polska) 
    Data obejrzenia: 2015-01-14

    Bohaterowie:
    Christian Bale - Mojżesz
    Joel Edgerton - Ramzes
    John Turturro - Seti
    María Valverde - Sefora
    Ben Kingsley - Nun

    Trailer:

    wtorek, 27 stycznia 2015

    Blaze

    Przestępca, którego nie da się nie lubić?

    W literaturze nie ma zbyt wiele przykładów antybohaterów, którym coś się udaje. Złoczyńcy, rzezimieszki zawsze kończą tak samo, giną lub zostają zamknięci w więzieniu. I wcale nad tym nie płaczemy, nikt ich nie żałuję, nikt nie zastanawia się, czy nie zmieniłby się na lepsze, czy stałby się dobry.

    Blaze  jest jednym z tych "złych". Niezbyt rozgarnięty olbrzym, którym do tej pory kierował George, razem nabrali, okradli wielu ludzi. Kilka razy wpadli, w więzieniu George wpadł na genialny pomysł porwania małego dzieciaka z bogatego domu, opracował wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Po odsiadce cały czas o tym mówił, jednak jego plany pokrzyżowała mu śmierć.
    Teraz to Blaze próbuje wykonać zadanie, pomaga mu ciągły towarzyszący mu głos wspólnika, który wciąż go ostrzega i napomina. Czy mu sie uda?

    "Blaze" to powieść Stephena Kinga, a właściwie jednej z jego tożsamości, czyli Richarda Bachmana. Autor we wstępie do powieści sam wyjaśnia zawiłości tego precedensu. Jak również pisze, co sam sądzi o swojej książce, która długo kurzyła się, gdzieś w jakiejś bibliotece.

    "Głupota to więzienie, z którego nigdy się nie wychodzi. 
    Nie ma zwolnień za dobre sprawowanie, każdy kibluje tam na dożywociu."

    "Blaze" to powieść prosta, niewymagająca. Język, jaki stosuje autor nie jest w żadnym wypadku wyszukany, a wręcz odwrotnie, pojawiają się przekleństwa, choć nie nadmiernie. Narracja powieści dopasowana jest do postaci tytułowej, jednak nie jest ona pierwszoosobowa, a trzecioosobowa. W początkowej fazie skupia się właśnie na jego osobie, później w dalszych etapach śledztwa ukazuje nam również spojrzenie "drugiej" strony.

    Głównym bohaterem powieści jest tytułowy Blaze, mężczyznę poznajemy w chwili, kiedy chcę ukraść samochód, a cały ten proces ukazuje nam już, z kim mamy do czynienia. Początkowo może on wydawać się jedynie tępym bandytą, który żeruje na cudzym dobru. Ale jego historia to nie tylko teraźniejszość, nie tylko tu i teraz, i nie można go osądzać jedynie po obecnych czynach.

    Autor maluje nam opowieść od najmłodszych lat postaci. Od jego problemów w domu, szans, które stracił, ludzi, którzy mogli mu pomóc, bohaterów, którzy go skrzywdzili, dawnych przyjaciół, pierwszych miłości, drobnych przekrętów po większe bardziej przemyślane podstępy i przestępstwa.  Blaze'a poznajemy od podszewki, całkowicie, nie ma przed nami sekretów, a przez to jeszcze trudniej czytać o tym, co ma się stać.

    Nie sposób nie domyślić się końca tej historii, od razu wiemy, że to nie może się udać, że Blaze zostawia zbyt wiele śladów, jest zbyt charakterystyczny, nie sposób go zapomnieć. Przez to, że tak go polubiłam wciąż się łudziłam. Bo Blaze to nie jedynie tępy osiłek z dużą dozą szczęścia, ale również postać z dużym sercem, mimo wszystko.

    Okładka powieści, jaką przyszło mi czytać, jest prosta, idealnie wpasowuje się w klimat książki, a do tego przedstawia scenę niczym wyrwaną z jej treści. Autor wstępu i książki rozróżnieni, co jest dość zabawne. Całość mi się podoba.

    "Świat jest brudny, a im dłużej się człowiek na nim obraca, 
    tym bardziej nasiąka tym brudem."

    Historia jest krótka, a gdyby nie retrospekcje z przeszłości miałby może niewiele ponad 100 stron. Zakończenie biegnie do z góry wyznaczonego punktu, ale i tak czyta się z przyjemnością. Cała reszta opowieści, czyli przeszłość głównego bohatera nie pozwala na jej odłożenie, gdyż chce się poznać całego Blaze'a, a nie tylko część jego osoby.
    Ocena: bardzo dobra [5/6]

    Autor: Richard Bachman
    Tom: -
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ilość stron: 272
    Cena: 34,90 zł
    Data przeczytania: 2015-01-13
    Skąd: biblioteka publiczna

    niedziela, 25 stycznia 2015

    Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów

    Leniwe wakacje? Nie dla Felixa, Neta i Niki... 

    Wielka Brytania-zjednoczone królestwo, w którego skład wchodzą między innymi Anglia i Szkocja, właśnie w tych miejscach Rafał Kosik umieścił większość część akcji swojej najnowszej powieści. Wraz z bohaterami wybieramy się na wakacyjną przygodę, by znów spotkać się z uczniami z zagranicznych szkół, który odwiedzili gimnazjum Felixa, Neta i Niki. Niestety ciąg wypadków jak zwykle nie pozwala im na spędzenie tych wakacji zgodnie z planem. Na rozwiązanie czeka nowy problem, ale kto sobie z nim lepiej poradzi niż niezwyciężona paczka przyjaciół?

    "Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domy McKillianów" to już 13 tom cyklu, jego wydanie było dla mnie sporą niespodzianką. Fakt, że książki zwykle wychodziły jakoś na jesień, ale nie wiedziałam, że tak szybko ukaże się kolejna. To była jednak miła niespodzianka, bo przygody drużyny uwielbiam.

    Najpierw przed rozpoczęciem jeszcze właściwej recenzji chciałabym coś sprostować. Z tyłu książki możemy przeczytać słowo, że będzie "horrorystycznie". Otóż czytając nie czułam żadnego lęku, czy niepokoju. Sądzę, że książka mogłaby jedynie przestraszyć sporo młodszego czytelnika, chociaż momentów takich nie wyszukałam się za wiele.

    Jeśli miałabym porównywać książkę tematycznie, czy klimatycznie z innymi częściami serii to poprzez pomysł odrobinę przypominała mi "Pałac snów", występowałam motyw ze snem, choć był on inaczej wykorzystany i okazał się w końcu czymś innym. Jeszcze zaś chodzi o próbę pisania czegoś straszniejszego to chyba dopasowałabym książkę do "Trzech kuzynek", choć tam klimat był bardziej tajemniczy. Tu pokręcony i dość niejasny, ale czegoś brakowało do jego dopełnienia. Występowała zaś tajemnica z przeszłości, którą w pełni poznajemy dopiero w ostatnich momentach.

    Autor pierwszy raz pokusił się o wykorzystanie tak ogromnej ilości magii. Po pierwsze dziwne nocne zjawiska, tajemnicze przedmioty, stwory wyjęte z bajkowej opowieści, jak również moce kierujące działaniami bohaterów, w różny sposób nimi kierujące. Pomysłem tym byłam zafascynowana, wypadał intrygująco i tak różnie od reszty.

    Jednak pan Kosik przesadził w moim odczuciu z wprowadzaniem wątków o Londynie, takich zwyczajnych czynności, wielokrotnie czytałam o jedzeniu posiłku, czy o sprzątaniu. Po pierwsze spowalniało to akcje, a po drugie przez takie fragmenty wcale nie wzrastała moja ciekawość, a jedyna stawała się uśpiona, przez co nie pochłonęłam książki tak szybko jak reszty. Jedyne miłe aspekty z tego "zwykłego życia", które mnie zafascynowały to muzea, do jakich zawitali(nawet jeśli nie z własnej woli) bohaterowie - szczególnie to z Sherlockiem Holmesem.

    W gruncie rzeczy nie mam pojęcia, dlaczego część ta wydawała mi się słabsza od reszty, mniej pociągająca i wciągająca. Chyba jest to związane, przynajmniej po części z zachowaniem głównych bohaterów. O ile Ci poboczni wypadali ciekawie, szczególnie Ci w Domu McKillianów, to główni stracili swój czar. Powstawało pomiędzy nimi zbyt wiele kłótni (Net i Felix), a Nika wciąż musiała ich godzić. Humor Neta, który zawsze tak mnie bawił, zaczął lekko irytować, szczególnie w sytuacji, gdy nie potrafił wyciągnąć ręki na zgodę do Felixa, przeprosić (choć naprawdę była to jego wina), wszystko ukrywał za tą barierą. Zmienił się jednak w dalszej części, w Londynie, pewnie zauważyliście, kiedy. Felix miał powody do złości, rozumiałam go, ale też odrobinę przesadzał, przecież znał Neta... Ogólnie wszyscy stali się trochę jakby przygaszeni, brakowało mi ich temperamentu i naturalnej energii.

    "-Killwitch istnieje w tym miejscu od przeszło pięciuset lat - powiedziała Nika. - Przeczytałam to w jednej z książek w bibliotece. Tyle, że kiedyś nazwę pisało się oddzielnie - Kill Witch. To znaczy "zabić czarownicę".
    Net wzdrygnął się i spojrzał na nią z rozdrażnieniem.
    -Wiesz, co znaczyło kiedyś "Radom"?
    -Co?
    -Nie wiem, ale pewnie coś równie strasznego."

    W całej powieści brakowało też humoru. Po poprzedniej części ("Sekrecie Czerwonej Hańczy"), która była niesamowicie zabawna - zaśmiewałam się na głos, tu zrobiłam to może ze dwa razy. To też doskwierało, szczególnie, że autor przyzwyczaił czytelników do wysokiego poziomu w tej sferze.
    Zapomniałabym wspomnieć o dopiskach pod tekstem, a w sumie łączą się one z powyższą kwestią. Uwielbiam komentarze autora i redakcji, raz trafiłam nawet na jedną szczególnie zabawną, gdzie próbowano zmienić nieistniejące słowo, na co autor się nie zgodził. Dzięki nim czuję się jakbym weszła za kulisy, miło poznawać takie zabawne fakty.

    Okładka książki bardzo mi się podoba. Pamiętam, że niektórzy narzekają na Felixa, ale mi podoba się w tym steampunkowym stroju, który idealnie pasuje do tematu powieści. Do tego wszędzie koła zębate i kojarzące się z powieścią elementy, doskonale się to zgrywa. Brakuje mi tylko wszechobecnej wielkiej torby, którą przyjaciela cały czas ze sobą ciągnęli, szczególnie, że inne ważne elementy pojawiły się w rękach przyjaciół.

    "Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów" łączyła wiele wątków, czasem aż za dużo. Sfera magiczna i niesenna bardzo mi odpowiadała, zaś ta realna z ciągłymi kłótniami przyjaciół już mniej. Klimat horroru się nie udał, wyczuwalny zaś był doskonały pomysł, co się chwali. Spędziłam mile chwile z powieścią, więc oby seria trwała nadal.
    Ocena: dobra+ [4+/6]


    Autor: Rafał Kosik
    Tom: XIII
    Wydawnictwo: Powergraph
    Ilość stron: 400
    Cena: 39zł
    Data przeczytania: 2015-01-02

    piątek, 23 stycznia 2015

    Onyks

    Kosmiczne problemy

    Kat nigdy nie sądziła, że długopis może być tak irytujący. Choć to nie wina długopisu, a siedzącego za nią chłopaka. Chłopaka nie z tej z ziemi. Daeman, kiedy tylko coś od niej chce na matmie, pyka ją w plecy długopisem i pochyla się niebezpiecznie blisko, by jej to powiedzieć. Od kiedy ją uleczył, sądzi, że muszą być ze sobą. Jednak Katy uważa, że to za sprawą ich dziwnego połączenia i odpycha go, mimo swoich pragnień. Jej życie dzięki niemu i jego kosmicznym znajomym i tak stało się zbyt szalone.
    Dziewczyna dziwnie się czuję, trafia do szpitala, by potem wrócić całkowicie zdrowa. Dziwnym trafem wokół niej zaczynają dziać się coraz bardziej nienaturalne rzeczy. Szafka, czy drzwi same się otwierają, gdy tylko o tym pomyśli, ubrania wylatują z szafy. Czym jest to spowodowane, czy da się to jakoś cofnąć?

    Opisane wyżej wydarzenia są zaczerpnięte z drugiego tomu cyklu Lux Jennifer L. Armentrout. Byłam oczarowana historią przedstawioną w "Obsydianie", mimo scen podobnych do "Zmierzchu" książka wniosła coś świeżego na rynek paranormal romance. Nie będę ukrywać, że na "Onyks" czekałam z niecierpliwością. Wydawnictwo Filia sprostało jednak zadaniu i jeszcze w tym samym roku zaserwowało nam kontynuację(teraz mamy już zapowiedź na "Opal"). Pozostało więc tylko czytać.

    Głównym tematem tej książki, jak i poprzedniej, jest relacja Daemona z Kat. W pierwszej części oboje się odpychali, teraz natomiast, co rusz napotykają trudności, które uniemożliwiają im powiedzenie prawdy o swoich uczuciach, w głównej mierze mam tu na myśli Katy, która twierdzi, że ich pociąg jest wyimaginowany, że powstał poprzez leczenie ich nową więź. W większości książek takie kłótnie, sprzeczki o nic, by mnie irytowały, lecz tutaj wyczekiwałam jedynie z niecierpliwością zrozumienia sytuacji przez bohaterów i pogodzenia sie z sytuacją. W końcu muszą się zejść...

    "Słowa to najpotężniejsze narzędzie. Proste i zazwyczaj niedoceniane. 
    Potrafią leczyć. Potrafią niszczyć."

    Nadal na pierwszy plan wychodzą właśnie wspomniani bohaterowie. To oni królują w powieści, a reszta to jedynie dodatek. Uwielbiam przemądrzałą, zakochaną w książkach Katy, bo dzięki swojej pasji przypominają mi samą siebie. Daemon zaś jest ucieleśnieniem kobiecych westchnień. Jest arogancki, lekko nadopiekuńczy, pewny siebie i zabawny. Ich sprzeczki, często kończące się gorącymi pocałunkami, wciąż są najzabawniejszą częścią powieści.

    W części tej pojawiło się kilka nowych postaci, które były ważne dla późniejszych wydarzeń. Sądzę, że powinnam choć wspomnieć o Blaku, serwerze z dziwnymi umiejętnościami. Z jednej strony denerwował mnie tym, że przystawiał się do Katy(ona musi być z Daemonem!), ale z drugiej cieszę się, że się pojawił, bo dzięki niemu Katy dowiedziała się, kim jest. Szkoda tylko, że później nie posłuchała swojego sąsiada, może wiele osób wciąż by żyło.

    Poza ich wątkiem w grę wchodzi jeszcze masa innych pobocznych tematów, które powoli przeradzają się w jedną skrzętną historię i odbierają znaczącą część akcji związkowi. Okazuje się, że umiejętności, jakie otrzymała Katy nie są jedynie związane z jej sytuacją, a pojawiają się częściej, dodatkowo dowiadujemy się wiele o jej połączeniu z Daemonem. Na jaw wychodzi też wiele faktów na temat DOD, które do tej pory były jedynie mglistymi przemyśleniami lub były ukrywane. Dowiedzieć się też mogliśmy o sprawie Dawsona, brata Dae i Daemona i jego dziewczyny.

    "Zabawna rzecz z tą ucieczką. Nigdy tak naprawdę ci się to nie udaje. 
    Może tymczasowo, ale nie całkowicie.”

    Sploty wymienionych wydarzeń powoli prowadziły do ogromnie emocjonującego finału. Niektóre postaci pokazały swoją prawdziwą twarz i ukazały swoją władzę. Wciąż wiele aspektów, które łączyły ze sobą bohaterów wydaje mi się intrygującymi. Gdyby dokładniej się zagłębić w ten temat, każdy był jakoś wplatany w wydarzenia. Ostatnie sceny pokazały tylko część możliwości wrogów Arumian, a przecież jest ich tak wielu. Co knują, jaki jest ich całkowity plan wciąż pozostaje zagadką, tom wyjaśnił jedynie niewielki fragment ogromnej układanki.

    Na koniec chciałabym wspomnieć o okładce. Oprawa graficzna poza postaciami na niej jest niesamowita. Wchodzący do mnie goście zawsze spoglądają na nią z uznaniem i pytają o treść. Tak więc przyciąga spojrzenia, ale moim zdaniem modele wypadają dość kiczowato, trochę jak z jakiegoś romansu, może w końcu się do nich przekonam.

    "Onyks" znów przeniósł mnie w niezwykłe rejony, gdzie na równi ze zwykłym życiem, trwa walka o przetrwanie, spiski i intrygi są na porządku dziennym. Historia kłopotliwej relacji głównych bohaterów wciąż mnie intryguje i nie pozwala na oderwanie się od opowieści. Kiedy kończy się jeden tom, zaraz ma się ochotę na kolejny, i kolejny, i kolejny...
    Ocena: świetna [6/6]


    Autor:  Jennifer Armentrout
    Tom: II
    Wydawnictwo: Filia
    Ilość stron: 524
    Cena: 39,90 zł
    Data przeczytania: 2014-09-29, 2015-01-
    Skąd: własna biblioteczka

    Seria Lux: 
      Obsydian  ---  Onyks  ---  Opal  ---  Orygin  ---  Opposition

    środa, 21 stycznia 2015

    Bogowie muszą być szaleni

    Dobre, polskie urban fantasy?  

    Jedno niedopatrzenie zmieniło całkowicie mój pogląd na powieść naszej rodzimej autorki Anety Jadowskiej. Pewnie pamiętacie moją niedawną recenzję jej pierwszej części cyklu o Dorze Wilk. Byłam nią zachwycona, no może nie była czymś cudownym, ale naprawdę niezłą lekturą. Silna bohaterka, przystojniak, którego odpycha, tajemnicze zbrodnie, wszystko tworzyło intrygującą opowieść. Prawie od razu po jej skończeniu sięgnęłam po kolejny tom "Bogowie muszą być szaleni".

    Ale coś mi nie pasowało. Przed lekturą dowiedziałam, czego nie wiedziałam wcześniej, że jest to urban fantasy, czego się kompletnie nie spodziewałam. Do tej pory sądziłam, że to po prostu Paranormal Romance, bo wiele z nich ma właśnie tyle akcji i romansu w sobie, ale moje przypuszczenie okazało się błędne, niestety. Właśnie to zepsuło mi odbiór powieści. Ale wróćmy do treści.

    Pamiętacie jeszcze zakończenie poprzedniego tomu? Spróbuję Wam je przypomnieć. Dora zostaje uratowana przez swojego nowego anioła stróża, Joshue. Dostaje własne mieszkanie i dowiaduje się, że anioł, który dotąd cały czas jej unikał, skrycie się w niej podkochuje. Mimo wszystko ona postanawia zamieszkać wraz z nim i Mironem w jednym domu.

    Zakończenie jak zakończenie, ale to, co się teraz działo przechodziło wszelkie pojęcie. Jako główny wątek powieści odebrałam dwie kwestie. Problemy psychiczne Dory i jej związki. Ratowanie świata było gdzieś w tle, przecież podburzenie przeciw sobie wszystkich ras w Trójprzymierzu nie jest tak ważne... Romans był głównym wątkiem powieści, to on zaważał na treści. A był niezwykle rozbudowany, bo na Dorę rzucali się wszyscy faceci.

    Zacznę jednak od duetu współlokatorów. Ich relacja z pierwszego tomu odpowiadała mi, wyczuwało się napięcie, ale było interesujące, sądziłam, że nadal będzie się tak powoli rozwijać, jednak niestety nie miało to miejsca. Miron, czyli diabeł, był zdecydowanie ciekawszy odsunięty od głównej bohaterki na odległość, teraz stał się nudnawy. Joshua zaś był dla mnie strasznie ciapowaty, zniknęła cała jego tajemniczość i została niezdarność i niedojrzałość, był kulą u nogi. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że autorka postanowiła, iż połączy ich razem, że wszyscy będą żyli w szczęśliwym trójkącie, czy to nie chore?

    Miłości Wilk nie kończą się jednak jedynie na powyżej wspomnianych nadnaturalnych, ale również roznoszą się na pogańskich bogów, którzy nie mogą oprzeć się jej wdziękom, przyjaciółkom z przeszłości, starym wampirom, czy samemu Lucyferowi... To oczarowywanie wszystkich spotkanych facetów robi się denerwujące, nie ma nikogo kto nie mógłby się w niej zakochać. Nikogo! Ach, ta magia płodności...

    Sama Teodora też się zmieniła. Nie jest już pewną siebie, odważną osobą. Wciąż zastanawia się, czy to, co robi jest dobre, kilkakrotnie powtarza różnym osobom te same historie, raz chłopakom, raz Radzie, raz wilkołakom, raz innym stworom i za każdym razem my musimy tego słuchać. Nie mamy innej opcji, nie mamy wyboru. Za często też pojawiały się rozmyślenia bohaterki w stylu: "Nic nie potrafię zrobić dobrze", czy "wszystkich wokół ranię". Trudno to było znieść, tym bardziej porównując to do jej mocnego(choć czasem irytującego) charakteru z pierwszej części.

    "Tajemnice zawsze wcześniej czy później ugryzą w dupę."

    Zyskała też liczne nowe umiejętności, a nie piszę tu tylko o mocy, którą pochłonęła ratując uwięzionych przez maga, ale również odkryła swoje nowe dziedzictwo. Pomysł niezwykle irytujący, ale zastanawiam się, czy nie było tego wszystkiego za dużo na jeden tom. Na domiar złego autorka dodała jeszcze niewiarygodne zakończenie, po którym długo musiałam zbierać szczękę z podłogi. Nie wiem nawet, jak można wpaść na taki pomysł, ale wciąż mam nadzieję, że autorka jakoś ciekawie z tego wybrnie. 

    Scen walki również było za mało, autorka jakby je omijała, szczególnie brakowało mi starcia tych wielkich bogów, o których mowa w tytule. Samo ich wykorzystanie było doskonałe, byli oni dobrze wykreowani, ich historie w zarysie zostały nam przedstawione, jednak potyczka, do której doprowadziła Dora trwała może z kilka stron, a nawet na nich nie dostaliśmy obrazowego widowiska. Obiecujące były również sny nawiedzające Dorę, podobała mi się ich barwność i brutalność.

    Okładka drugiej części cyklu jest beznadziejna, a wszystko przez modelkę. Wygląda koszmarnie, aż strach na nią patrzeć. Pasuje jednak do reszty dzięki rozłożeniu tekstu i ogólnemu wyglądowi szaty graficznej. Oby dalej było lepiej.

    Czytając pewnie powyższe słowa, uważacie, że książka była beznadziejna, otóż nie. Czyta się ja błyskawicznie, bo szybko to mało powiedziane, z przyjemności czyta się o kolejnych przygodach Dory, choć są tak nierealne, czasem nawet głupie. Podczas czytania lektura nie wydaje się aż tak przesadzona, a zachęca do dalszego poznawania. Pomysły pani Jadowskiej też są niezłe, ale przysłania je, po pierwszy zbyt duża ilość romansu, a po drugie niewykorzystanie ich potencjału. Jak na urban fantasy to za mało, ale jak na zwykłe czytadło nie jest zła. Umila czas, choć ustępuje tomowi pierwszemu. 
    Ocena: pomiędzy 2+/3- [skala 6]

    Autor: Aneta Jadowska
    Tom: II
    Wydawnictwo: Fabryka słów
    Ilość stron: 464
    Cena: 34,90 zł
    Data przeczytania: 2015-01-
    Skąd: biblioteka publiczna

    Seria o Dorze Wilk:
    Złodziej dusz  ---  Bogowie muszą być szaleni  ---  Zwycięzca bierze wszystko  ---  Wszystko zostaje w rodzinie  ---  Egzorcyzmy Dory Wilk  ---  Na wojnie nie ma niewinnych

    poniedziałek, 19 stycznia 2015

    Stosik #29

    Witam serdecznie, 
    wiem, że dawno mnie nie było i bardzo tego żałuję. Znów muszę się wymigać problemami z internetem, ale nic nie mogłam z tym zrobić. Po tak długiej przerwie nie chcę Was męczyć recenzjami, ale dodam kilka zdjęć moich nowych nabytków. Jest ich znów sporo, mój portfel płakał, ale nie mogłam się powstrzymać. ;)


    Na górze mogliście zobaczyć całość, a właściwie prawie całość, bo po zrobieniu zdjęcia trafiło do mnie jeszcze kilka pozycji. 
    Najpierw zbliżenie na część (wy)pożyczoną, zacznę od dołu. ;)

    1. "Misery" Stephen King - postanowiłam zapoznać się z twórczością autora, ta pozycja nie wyglądała najbardziej zachęcająco (rozlatuje się w rękach), ale może będzie interesująca, mam nadzieję. [do przeczytania, z biblioteki]
    2. "Blaze" Stephen King - kolejna powieść, niezwykle krótka, ale spodobało mi się, że nie jest to horror, bo wciąż trochę boję się po nie sięgać, pierwsza pozycja była na przełamanie tego lęku. Ta już za mną, książka bardzo mi się spodobała, dzięki postaci głównego bohatera, bo trudno takiego gdziekolwiek indziej znaleźć. [przeczytana, z biblioteki]
    3. "Strzała Kusziela" Jacqueline Carey - książka pokaźnych gabarytów, ale niemożliwie mnie do niej ciągnie, muszę szybko po nią sięgnąć, bo u mnie na półce czeka tom 4. [do przeczytania, biblioteka]
    4-5. "Bogowie muszą być szaleni", "Zwycięzca bierze wszystko" Aneta Jadowska - niedawno na blogu pojawiła się niezwykle pozytywna recenzja pierwszej części serii, nie mogłam nie zapoznać się z kontynuacją, ale po przeczytaniu "Bogowie..." nie jestem usatysfakcjonowana, a nawet czuję się rozczarowana, nie rozumiem... [jedna przeczytana, z biblioteki]
    6. "Wierni wrogowie" Olga Gromyko - uwielbiam serię autorki o W. Rednej, nie mogłam nie pożyczyć od znajomej tej pozycji, kiedy tylko dowiedziałam się, że ją ona ma, teraz za mną ok. 400 stron, ale wciąż przerywam czytania czymś innym, liczyłam, że trochę bardziej mnie wciągnie, ale teraz pisząc te słowa mam ochotę po nią sięgnąć, więc chyba powinnam to zrobić. [w trakcie czytania, od znajomej]
    7. "Klątwa opali" Tamora Pierce - po tej książce nie wiem, czego się spodziewać, nie mam jeszcze wyrobionego o niej zdania, mam nadzieję, że mi się spodoba. [do przeczytania, od znajomej]

    Teraz czas na drugą część, czyli książki na stałe zasilające moją skromną biblioteczkę. 
    Tym razem przybyły do mnie takie pozycje(od dołu):

    8-9. "Czarne wzgórza", "Błękitny dym" Nora Roberts - książki kupiłam w celu poszerzenia moich kręgów czytelniczych, zauważyłam, że ostatnio czytam samą fantastykę w wszelakiej formie, ale jednak, czas na coś nowego, może mi się spodobają... [do przeczytania, biedronka]
    10. "Cyrk nocy" Erin Morgenstern - kocham, kocham, kocham, czytałam książkę dwa lata temu i czułam się nią oczarowana, ale musiałam się za nią wymienić, bo jeszcze przed przeczytaniem to ustaliłam, nie było innej możliwości i musiałam ją kupić, gdy zobaczyłam, że trafiła się promocja [przeczytane, taniaksiazka.pl]
    11-13. "Rudowłosa", "Mag w czerni", "Złotousta diablica" Jaye Wells - sądziłam, że moja przyszłość z cyklem jest już pogrzebana, pierwszy tom wypadł dobrze i chciałam się zapoznać z kontynuacją, jednak w bibliotece gościł tylko on, a skoro kupowałam tom drugi, to postanowiłam, że kupię wszystkie, jakie były w promocji, tak oto mam część 1,2 i 4, kolejne nabędę mam nadzieję niedługo. [dwie do przeczytania, taniaksiazka.pl]
    14. "Diabeł autobiografia" Tosca Lee - książka z intrygującym tytułem, słyszałam dobre opinie, postanowiłam kupić i się zapoznać. [do przeczytania, taniaksiazka.pl]
    15. "Mroczne szaleństwo" Karen Marie Moning - urban fantasy stał się od niedawna moim ulubionym gatunkiem, więc gdy tylko widzę jakąś nową książkę, której jeszcze nie czytałam często kupuję w ciemno, (do tej pory zawiodłam się może raz), tak było z tą pozycją i znów strzał w dziesiątkę, historia niesamowicie mnie wciągnęła, inna niż wszystkie. Dlaczego znów wydawnictwo nie wydaje wszystkich tomów, dlaczego!? [przeczytane, taniaksiazka.pl]
    16. "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte - klasyka, a u mnie z klasyką cienko, postanowiłam więc, że jako nagrodę za udział w wyzwaniu u Basi Pelc(zakładka też od niej, przy okazji dziękuję Ci bardzo) właśnie tę pozycję wybiorę. Czy oczaruje mnie tak jak całe rzesze czytelniczek? Pozostaje tylko w to wierzyć. [do przeczytania, nagroda za wyzwanie]
    17. "W śnieżną noc" autor zbiorowy - byłam ogromnie zaskoczona, że pozycja trafiła w moje ręce, tyle recenzji krążyło po blogosferze, że nabrałam na nią ogromnej ochoty, udało się ją wygrać w konkursie u Zakładki do Przyszłości(dziękuję), gdzie dodałam świąteczne zdjęcie. Teraz tylko pytanie, czy czytać teraz, czy czekać na śnieg za oknem, który pojawi się najprędzej w grudniu? [do przeczytania, nagroda w konkursie]

    Czas na mini stosik na doczepkę, książki(i manga) z różnych źródeł, które trafiły do mnie w najbliższym czasie(nawet dzisiaj), prezentacje również zacznę od najniższej pozycji:

    18. "Lalka" Bolesław Prus - kolejna książka z serii "przymus czytelniczy", jak na razie dopiero się poznajemy, ale sądzę, że w ostatni dzień ferii będziemy razem szaleć... [w trakcie czytania, własna biblioteczka]
    19. "Po trzecie dla draki" Janet Evanovich - nie wiedziałam, że seria była również wydawana przez wydawnictwo Amber, ale bardzo chciałam się zapoznać z kontynuacją, więc poprosiłam siostrę o jej wypożyczenie, trafiła do mnie dzisiaj. [w trakcie czytania, biblioteka]
    20. "Król uciekinier" Jannifer A. Nielsen - to mój jedyny książkowy prezent pod choinkę(który miałam pokazać już dawno), ale jakże udany, pierwsza część mnie oczarowała, więc mam nadzieję, że druga będzie równie magiczna. [do przeczytania, prezent]
    21. "Krwawe szaleństwo" Karen Marie Moning - kupiona dzień przed przeczytaniem drugiej, chyba podświadomie wiedziałam, że seria mnie oczaruje, nie czytam od razu tylko dla tego, że nie napisałam jeszcze recenzji poprzedniej, ale mam na to wielką ochotę. [do przeczytania, księgarnia stacjonarna]
    22. "Orange t.2" Takano Ichico - nie mogłam się wręcz doczekać kolejnego tomiku, a tu się okazuję, że on już jest, niedawno miałam okazję się z nim zapoznać, wciąż jednak czeka on na swoją kolej w recenzowaniu, nie wiem jak wytrzymam oczekiwanie na dalsze losy, przecież to prawie 2 miesiące... [przeczytane, pożyczone od przyjaciółki]

    Jak pewnie zauważyliście większość pozycji wciąż czeka na przeczytanie, mój nałóg kupowania książek zdecydowanie się powiększył, jeśli tylko widzę gdzieś jakąś promocję, nie mogę przejść obojętnie. Zliczając pozycje trafiające na moje półki, biblioteczkę wzbogaciło aż 12 tytułów, wątpię bym choć połowę z nich przeczytała w tym miesiącu... Muszę przecież poradzić sobie z pozycjami z biblioteki, a ich też nie jest mało, wciąż na przeczytanie czeka 5. A obawiam się, że niedługo pójdę po kolejne Śliweczki, gdyż dopiero dziś dowiedziałam się, że są one w bibliotece, zmarnować tyle czasu... Nie mogę sobie wybaczyć takiego niedopatrzenia! 
    Wracając jednak do książek, które polecacie przeczytać teraz? Widzicie, że kilka pozycji już za mną, większość z nich mogę z czystym sumieniem polecić, ale tego dowiecie się już niedługo z recenzji. 

    Pozdrawiam,
    Patrycja

    wtorek, 6 stycznia 2015

    Ciekawość pierwszym krokiem do...

    ... książek. Część druga.


    Witam serdecznie,
    dziś mam dla Was garść zapowiedzi na trwający miesiąc. Styczeń obfituje w interesujące kontynuację, jak również pozwala poznać nowe historie. Przedstawię Wam teraz kilka książek, które wydawnictwa planują wydać w pierwszym miesiącu nowego roku, na liście znajdują się jedynie książki, które w jakiś sposób mnie zainteresowały, czytałam pierwsze tomy, mam je w planach, znam powieści autora, czy po prostu mam ochotę na ich przeczytacie. Może ten mały ranking zainteresuje i Was. Miłej lektury.



    Tytuł: Zac & Mia 
    Seria: Real life
    Autor: A.J.Betts
    Wydawnictwo: Feeria
    Liczba stron: 320

    Premiera: 14.01.2015



    17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej. Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną?

    Bardzo emocjonalna, pełna humoru, realna opowieść o relacji dwojga nastolatków w obliczu groźnej choroby.





    Tytuł: Wróć, jeśli pamiętasz 
    Seria: Jeśli, zostanę 
    Autor: Gayle Forman 
    Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
    Liczba stron: 288



    Premiera: 14.01.2015

    Ciąg dalszy losów Mii i Adama, bohaterów "Zostań, jeśli kochasz", światowego bestsellera, przetłumaczonego na ponad trzydzieści języków, na którego podstawie powstał wzruszający film z Chloë Grace Moretz i Jamiem Blackleyem w rolach głównych.

    Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę…

    Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?


    Tytuł: Oddychając z trudem
    Seria: Oddechy
    Autor: Rebbeca Donovan
    Wydawnictwo: Feeria
    Liczba stron: 544



    Premiera: 14.01.2015


    Druga część bestsellerowej serii „Oddechy”.


    Emma przetrwała dramatyczną noc w domu swojej ciotki, ale niewiele z niej pamięta. Obudziła się w szpitalnym łóżku, w koszmarnym stanie. Odbył się proces sądowy, w którym na szczęście nie musiała uczestniczyć. Teraz Carol nie może już zrobić jej nic złego, ale wysoką ceną za to jest utrata kontaktu z Laylą i Jackiem.



    Emma wróciła do szkoły i na boisko, i stara się po prostu prowadzić zwyczajne życie nastolatki, z wierną Sarą i oddanym Evanem u boku. Nie jest to jednak łatwe – wciąż budzi się zlana potem po koszmarnych snach, a na ulicach prześladują ciekawskie spojrzenia. Gdy decyduje się zamieszkać ze swoją matką, sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Tak trudno oddychać, gdy trzeba radzić sobie z tak silnymi emocjami…


    Tytuł: Kroniki Bane'a
    Autor: Cassandra Clare, Maureen Johnson, Sarah Res - Brennan
    Wydawnictwo: MAG
    Liczba stron: 528
    Cena: 39.99zł 


    Premiera: 14.01.2015

    Najnowsza książka Cassandry Clare ze świata Nocnych Łowców. Zbiór opowiadań jak nigdy przedtem przybliża wielbicielom „Darów Anioła” i „Diabelskich Maszyn” postać czarownika Magnusa Bane’a, którego uwodzicielska osobowość, ekstrawagancki styl i cięty dowcip oczarowały fanów bestsellerowych cykli.


    Tytuł: Długi Mars
    Autor: Terry Pratchett, Stephen Baxter
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Liczba stron: 544
    Cena: 31,90 zł



    Premiera: 23.01.2015

      Ostatnia część trylogii.

      Rok 2040. Długa Ziemia pogrążona jest w chaosie.
      Kataklizm erupcji Yellowstone zagroził cywilizacji. Ludzie uciekają do Miriadów, relatywnie bezpiecznych światów Długiej Ziemi. Sally Linsay, Joshua Valienté i Lobsang angażują się w ryzykowne działania ratownicze.
      Joshua jednak zmaga się z innym kryzysem. Ze swego długiego dzieciństwa w ukryciu na Długiej Ziemi wyłania się nowa rasa superinteligentnych post-ludzi - jednak "normalne" społeczeństwo, powodowane ignorancją i lękiem, zwraca się przeciw nim. Dla wplątanego w konflikt Joshuy dramatyczne starcie wydaje się nieuniknione.
      Tymczasem Maggie Kauffman z marynarki Stanów Zjednoczonych wyrusza w niesamowitą podróż, prowadząc swój sterowiec ku niezbadanym granicom Długiej Ziemi.
      Z Sally zaś kontaktuje się jej dawno zaginiony ojciec, Willis Linsay - wynalazca oryginalnego krokera. Także on planuje fantastyczną wyprawę: przez Długi Mars. Ale jakie są jego prawdziwe motywy?
      Dla Joshuy, dla ludzkości, dla samej Długiej Ziemi - wszystko teraz jest inne.

     `Oto nadchodzą ponownie - Terry Pratchett i Stephen Baxter. To podniecająca i nieodmiennie porywająca wyprawa.` 



    Tytuł: Mara Dyer. Przemiana
    Autor: Michelle Hodkin
    Wydawnictwo: YA!
    Liczba stron: 544
    Cena: 39,99zł


    Premiera: 28.01.2015

    Mara Dyer wierzyła, że może uciec od przeszłości. To nieprawda. Myślała, że jej problemy istnieją tylko w jej głowie. Nie tylko. Była pewna, że po wszystkim, co przeszli, jej ukochany nie będzie miał przed nią więcej tajemnic. Myliła się. Druga część fascynującej trylogii, w której prawda ciągle się zmienia, a wybory mogą okazać się zabójcze.


    Z powyższych pozycji interesują mnie wszystkie. Jednak na swojej półce umieszczę jedynie "Długi mars" i "Kroniki Bane'a". Resztę poprzedzających tytułów czytałam z biblioteki, widziałam, że były chętnie wypożyczane, więc jestem pewna, że niedługo się ukażą. Co do pierwszej pozycji to wciąż się zastanawiam, wydaje się interesująca, do tego to porównanie do "GNW"... Ciężko podjąć decyzję... 


    PS. Przykro mi to ogłaszać, ale konkurs nie zdobył wystarczającej ilości zgłoszeń, w tym wypadku postanowiłam, że niedługo pojawi się kolejny, w którym, mam nadzieję, nagrody okażą się bardziej interesujące. Osoby, które wzięły udział tym razem będą miały jakoś ułatwione zadanie, sama jeszcze nie wiem jak. 

    niedziela, 4 stycznia 2015

    Chwila dla widza: "Hobbit. Bitwa pięciu armii"

    Smok opuszcza górę

    Nastał czas walki, ale byliśmy do tego przygotowani, wyczekiwaliśmy, po dwóch częściach oczekiwaliśmy wiele, liczyliśmy na epickie starcia, niezapomniane sceny i pełne akcji, jak również magii momenty, których nic nie będzie wstanie wyrzucić z naszej głowy. Ale czy to wszystko miało miejsce?

    Stało się, długo wyczekiwana przez wszystkich fanów Tolkiena kontynuacja ukazała się w kinach! Peter Jackson twórca filmowej trylogii "Władca pierścieni", tym razem wziął na warsztat krótką opowieść o wyprawie pewnego Hobbita do pieczary smoka - pióra Tolkiena, przełożył na ekran w formie trzyczęściowego dzieła. Trzy lata widzowie musieli czekać, by poznać całą wizję. Jednak nastał już czas i oto naszym oczom ukazał się finał, zatytułowany "Bitwa pięciu armii".

    Nie ukrywam, że film był jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanym w ubiegłym już roku. Pierwsze części były wspaniałe(choć druga trochę mniej), przedstawiały to, co uwielbiam w "Hobbicie". Były pełne magii, przygód i piosenek, których słuchało się z przyjemnością. A do tego znów mogłam spotkać Gandalfa, Bilbo w odmłodzonej wersji i... Legolasa?

    Mimo pewnych zmian, które jak sądzę były nieuniknione, by tak wydłużyć książkę, film okazał się dobrym odwzorowaniem powieści. Różnice dotyczyły najczęściej zmian fabularnych, a w większej ilości dodawania wątków, nowych postaci, czy wydarzeń.

    Tak też pojawił się wspomniany wyżej Legolas, który nieszczęśliwie zakochany, rywalizował o względy zakochanej w krasnoludzie elfki. Wykazał się natomiast na polu walki, wciąż mam przed oczami widowiskową scenę, gdy walczył na moście i nagle most zaczął się kruszyć, a Legolas skacze po kamieniach. Z jednej strony niezwykle zabawne, bo trochę nienaturalne, ale to w końcu elf. Uwielbiam go, mimo że pojawił się kompletnie bez powodu, pojedynkował się znakomicie, strzelał bezbłędnie, a na sztylety i miecze walczył jak mało kto. Gracja elfów.

    W poprzednim akapicie wspomniałam o elfce zakochanej w krasnoludzie, a mianowicie w Kilim(ale jak go nie pokochać). Kobietą tą była Tauriel. Ich historia była poruszająca, taka delikatna i smutna zarazem. Dodawał nowy wątek do pełnego starć filmu.


    Wciąż piszę o walce, bo to ona była głównym wątkiem filmu. Patrząc na to teraz same starcia trwały na pewno z godzinę. Były epickie. Najpierw groźba elfów ataku na Samotną Górę i ukazanie potęgi ich wojsk, następnie ukazanie się armii krasnoludów z odsieczą Thorinowi, a potem już prawdziwe stracie przeciw wrogim wojskom kierowanym przez Azoga. Było na co popatrzeć, wciąż zmieniały się fronty i miejsca walk, nie miały one miejsca jedynie na otwartym polu, ale również w mieście, na lodowym jeziorze...

    Moją uwagę w największym stopniu przyciągały jednak starcia pojedynczych bohaterów, czy to z jednym przeciwnikiem, czy z wieloma. Starcie Thorina z Azogiem było dla mnie najbardziej widowiskowe, wprost nie mogłam uwierzyć w przemyślenie zdarzeń i upór bohatera.

    A skoro mowa o Thorinie, czytając pewnie wiedzieliście, że przejdzie on liczne przemiany. Ale nie spodziewałam się, że tak doskonale to odda. Scena w złotej sali było lekko przesadzona w  moim odczuciu, ale to jak podejrzewał przyjaciół, jaki był zmienny, jak wspaniale oddał szaleństwo, jakie go ogarnęło...

    Bardzo podobała mi się kreacja większości postaci, jednak nie mogę nie wspomnieć o pewnym odważnym hobbicie. Bilbo z rzadka pojawiał się podczas bitwy, ale przed tymi zdarzenia miał spory udział w akcji. W sumie to w głównej mierze, dzięki niemu Thorin nie został pokonany i powrócił do świadomości. Prawdziwy przyjaciel.

    W filmie mogliśmy również zobaczyć rozwinięcie rozpoczętego wątku Gandalfa. Pojawili się w nim najważniejsi magowie, elfy, którzy próbowali walczyć z mocami zła. Rozpoczął się tam wątek, który mamy możliwość poznawać dalej we "Władcy pierścieni". Nawiązań do wspomnianej trylogii wychwyciłam kilka, jednym z nich było właśnie to powyższe. Utkwiło mi w pamięci, że to właśnie Saruman powiedział, że zajmie się Sauronem...

    Samo zakończenie filmu wywołało wiele emocji, tym bardziej, ze "Hobbita" czytałam raz i to dość dawno, nie wiedziałam, kto przeżyje, a kto zginie, o kogo mam się bać, pamiętałam tylko jedna postać, a patrząc na jego odejście i tak kręciła mi się łezka w oku. Odejście bohaterów też było smutne, ale jednocześnie urocze, takie kochane.

    Początek tego trzyczęściowego działa, jak też i koniec tego filmu nawiązywał w pełnej krasie do "Władcy pierścieni", przyłapaliśmy Bilbo na pisaniu, a ktoś dobijał się do jego drzwi. Ta sama scena, którą można oglądać w pierwszym filmie, miłe wspomnienie i przez to ponowna chęć do obejrzenia cyklu. Może noc "Władcy" niedługo?


    Jedynym minusem, jaki zauważyłam w filmie to zbyt dużo patosu, uniesień, niektóre sceny były aż przesadzone, przepełnione taką mieszanką emocji, że w końcu zaczynałam się śmiać. Koleżanka upominała mnie, że to nie odpowiedni moment, ale czasem inaczej się nie dało.

    Zbiór myśli, które Wam tutaj przedstawiłam trudno będzie jakoś pozbierać w całość, więc pozostawię go w tym lekkim nieporządku. Film jako zakończenie mi się spodobał, było wszystko to, czego oczekiwałam, a czasem nawet za dużo i właśnie to było minusem. Porównując tą serię z "Władcą", w moich oczach wciaż lepiej prezentuje się starsze działo, choć wciąż kłócimy się o to z siostrą.
    Ocena: bardzo dobra+ [5+/6]
    Ocena ogólna: świetna- [6-/6]

    Reżyseria: Peter Jackson
    Scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens
    Część: III
    Produkcja: USA, NowaZelandia

    Czas trwania: 2h 25min
    Data premiery: 17 grudnia 2014 (świat), 27 grudnia 2014 (Polska) 
    Data obejrzenia: 2014-12-30
    Bohaterowie: 
    Ian McKellen - Gandalf Szary
     Martin Freeman - Bilbo Baggins
     Richard Armitage - Thorin Dębowa Tarcza
     Ken Stott - Balin
     Graham McTavish - Dwalin
     William Kircher - Bifur
     James Nesbitt - Bofur
     Stephen Hunter - Bombur
     Dean O'Gorman - Fíli
     Aidan Turner - Kíli
     John Callen - Óin
     Peter Hambleton-  Glóin
     Jed Brophy - Nori  
     Mark Hadlow - Dori
     Adam Brown - Ori
     Orlando Bloom - Legolas
     Evangeline Lilly - Tauriel
     Lee Pace - Król Thranduil
     Cate Blanchett - Galadriela
     Benedict Cumberbatch - Smaug / Nekromanta
     Mikael Persbrandt - Beorn
     Sylvester McCoy - Radagast Bury