niedziela, 28 września 2014

Spętani przez bogów

Cukierek albo psikus Piękny tytuł, porywająca okładka, zachęty wydawcy, intrygujący opis i pochwały znanych autorek mogą zakręcić czytelnikowi w głowie i dać ma nadzieję, że to może być pozycja niezwykła, po której długo będzie się o niej rozmyślać. Często jednak takie zagrania mają jedynie zachęcić czytelnika, omamić go, by sięgnął i przeczytał, tak w tym wypadku było ze mną. Debiutancka powieść Josephine Angelini "Spętani przez bogów" rozpoczęła się bardzo dobrze. Początek, czyli mniej więcej pierwsze pięćdziesiąt stron wypadło w moich oczach intrygująco, czytałam je z zaciekawieniem, bo widać było, że autorka nie popadała w schematy. Do tego scena, która wręcz bawiła, spokojna normalnie dziewczyna nagle w napadzie furii chcę zabić nowego ucznia. Moment, który wciąż widzę w pamięci i wiem, że zapowiadał świetną powieść młodzieżową. To nietrwało jednak wiecznie. Czytając kolejne rozdziały wiedziałam, że coś zaczyna się psuć. Nie nastało to od razu, co to to nie, rodziło się to postępowo. A wszystko za sprawą romansu, który stworzył się pomiędzy głównymi bohaterami. Tak tymi samymi, którzy skakali sobie do gardeł. Jednak patrząc na opowieść Heleny Trojańskiej można było wysnuć wniosek, że ciąży na niej klątwa. Tak więc zrozumiałaby dla mnie była miłość odległa, walka z przeciwnościami losu. Pisarka jednak przesadziła. Relacja pomiędzy Lucasem i Heleną była przesłodzona. Oni wręcz nie mogli bez siebie żyć, wzdychali do siebie, wszystko chcieli robić razem. Wydawało mi się to chore. Zdecydowanie byłabym za tym, by nie rozwiązywać ich problemu tak szybko, by wszystko szło powoli, ale pani Angelini szybko im pomogła, a potem znów mieszała. Jakby nie mogła się zdecydować, czy lepiej, by byli irytująco lukrowi, czy w ogóle nie mogli być razem. Wciąż to samo, wielokrotnie, aż do znudzenia. Nie myślcie jednak, że te miłosne zawirowania nie były niczym podarte. Autorka sprawcą wielu nieszczęść ciążących na bohaterach obarczała Erynie, jak również stare rodowe zasady. Wszystko to nawet mi się podobało, ale przez aspekt miłosny, który zniszczył mi tę powieść nawet pozytywy nie mogą wybić się na powierzchnię. Co uważam za jasną stronę książki? Mitologię, to na pewno. Uwielbiam wszelakie nawiązanie do tego typu dzieł, a tu miałam dość dużo nie tylko z samej mitologii, ale również z Wojny Trojańskiej, którą opisywał Homer. Do tego bardzo ciekawie zarysowała się, będąca gdzieś tam w tle, historia rodów i ich zasady oraz ich legendy. Bohaterowie mieli początkowo potencjał, ale idąc coraz dalej było coraz gorzej. Stawali się spłyceni i nawet ich niezwykle umiejętności nie pomagają mi w przypomnieniu sobie w przypomnieniu sobie, kim byli, czy co robili. Więcej powiedzieć mogę jedynie o parze zakochanych, ale o nich rozmawiać nie mam ochoty. Przez nich właśnie lektura, która mogłaby potrwać kilka godzin przeciągnęła się do kilku dni. Nie potrafiłam z nimi wytrzymać. Podsumowując, "Spętanych przez bogów" będę wspominać nieprzyjemnie, im jestem dalej od lektury tym gorzej. Męczyłam się z tą pozycją, może miałam zbyt duże oczekiwania, ale nie mogłam znaleźć w niej niczego głębszego. Nie sądźcie jednak, że to dlatego że mam uraz do PR, niedawno udało mi się przeczytać świetny. O tym nie mogę nawet powiedzieć, że był średni. Potencjał, który płynął z pierwszych stron, nie został wykorzystany. Niestety. Ocena: słaba [2/6]

Autor: Josephine Angelini Tom: I Wydawnictwo: Amber Ilość stron: 400 Cena: 37,80zł Data przeczytania: 2014-08-17 Skąd: biblioteka publiczna

Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Czytam literaturę amerykańską  
2. Czytam fantastykę 
3. Serie na starcie 

PS. Przepraszam za moją nieobecność, mam duże problemy z internetem i nie mogę odwiedzać nawet własnego bloga, mam nadzieję, że problem szybko się rozwiążę, a teraz dziękuję przyjaciółce za dodanie tego posta :)
PPS. To ta, co jej mangi pożycza :) Taka ze mnie dobra przyjaciółka :) Trochę to narozrabiałam, pewnie będzie musiała edytować jak wróci :)

czwartek, 25 września 2014

Piąta fala

Czy to koniec?

Apokalipsa, zagłada myśl towarzysząca człowiekowi od wieków. Podstawowe pytanie: kiedy znikniemy? Kiedy nasza cywilizacja, która w erze trwania Ziemi, jest jedynie małym odcinkiem, mrugnięciem powieką zostanie usunięta jak komputerowy wirus? Powstaje wiele teorii, wiele ludzi planuje, jak będzie wyglądał koniec. Wizje były, są i będą różne, wielkie trzęsienie ziemi, wybuch megawulkanu, kolejna epoka lodowcowa lub zbyt wielkie zanieczyszczenia. Nie uważacie, że to istna studnia tematów dla pisarzy i ich kolejnych katastroficznych wizji?

"Powodzie, pożary, trzęsienie ziemi, głód, zdrada, osamotnienie, zabójstwa. Co nas nie zabiło, to nas wzmocni. Doda nam sił. Pozwoli się czegoś nauczyć."

Rick Yancey w niedawno wydanejw Polsce książce "Piąta fala" ukazał pięć stadiów upadku rasy ludzkiej, choć chyba lepszym ujęciem sytuacji bohaterów byłoby słowo - unicestwienie. Pięć kolejnych plag, które powoli, acz dokładnie ukazały niemoc ludzkości nad wyższością innej rasy. To książka o przygotowaniu sobie pola do życia przez inną cywilizacje. Garstka ludzi, która jeszcze żyje, która zapada się w sobie i powoli wyniszcza się od środka.

Po czterech falach na ziemi pozostał jedynie niewielki odsetek ludności, kosmici, których tak naprawdę nie widział nikt, doskonale odgadli nasze słabości, wiedzieli, co pozwoli nas zniszczyć, jakby poznawali nas już od dłuższego czasu, jakby nas śledzili. Niektórzy zostają sami, trącą rodziny, inni próbują zachować resztki człowieczeństwa i łączą się w grupy. Jednak nikt nie czuje się bezpieczny. Uciszacie dobijają ocalałych. Czym będzie piąta fala, czy to ostateczny test?

Pierwsze, co spodobało mi się w książce, to realność, z jaką w sytuacji, w jakiejś się znaleźli, reagowali bohaterowie. Nie było w tym sztuczności i słodyczy. Oni naprawdę znaleźli się w niesamowicie ciężkiej sytuacji i nie potrafią z nią sobie poradzić, popełniali błędy, wpadali w pułapki i mylili się, a przecież błądzić jest rzeczą ludzką. Zachowania były niekiedy głupie, takie, których człowiek nie posunięty do ostateczności, nie mógłby zrobić. Ale właśnie takie powinny być, na takie liczyłam.

Głównym pozytywnym punktem pisania książek młodzieżowych przez mężczyzn jest to iż potrafią zachować umiar.  Mam na myśli nie tylko zdarzenia, ale również bohaterów i ich związki. Postaci nie byli karykaturalni, przerysowani, czy zbyt idealni, na pewno nie. Byli kimś, jakimi stworzyła ich sytuacja, w jakiejś się znaleźli, stali się tym, kim musieli, a to wszystko by przetrwać.

"Znacie to uczucie, kiedy wydaję się wam, że macie jakiś wybór, a tak naprawdę nie macie żadnego? Samo istnienie alternatywy niekoniecznie musi mieć znaczenie w twojej sytuacji."

Relacje pomiędzy bohaterami były silne, szczególnie więź łącząca Cassie i jej rodzinę, siła miłości między rodzeństwem, czy między rodzicami, a dziećmi była ogromna. Z żalem czytałam o ich perypetiach i trudnych momentach, z jakimi się spotykali. Kasjopeja była pierwszą z narratorów, a przez to najlepiej i najdokładniej udało mi się ją poznać. Brała udział w kilku częściach, na które podzielona jest książka, więc dzięki niej mieliśmy okazję, poznać też inny rodzaj miłości, zauroczenie względem drugiej osoby. Jednak, na szczęście, nie było to kolejne rozdmuchiwane do granic i przesłodzone uczucie, a więź niewychodząca na pierwszy plan, nie przysłaniająca zdarzeń i dzieląca się gdzieś w tle.

"Piata fala" została podzielona na kilka części, można uznać je za rozdziały, które zawierają tytuły i zmieniają, najczęściej narratora zdarzeń. Było ich kilku, każdy całkowicie inny od reszty, przebywający w różnych miejscach lub mający podgląd na inne miejsce albo mający inne warunki. Jedynie łącząc i zbierając informacje z każdej ze stron można zyskać pełny obraz plany, z jakim kosmici chcą przejąć ziemie.

A już niedługo...
Pierwsze cztery fazy zostały nam opisane przez Cassie. Przechodziła je wszystkie i przeżyła. Jednak wielkość plany nie zamyka się w jedynie zabiciu części ludności. Niewielka część wciąż żuję, ale jak żyję, co pamięta, co musi ścierpieć. Pomysł autora głęboko wbił mi się w pamięć, a może nie jedynie on ,a  wykonanie, które wzbudziło wiele emocji, które pozostawia wiele pytań.

"Jesteśmy, a potem już nas nie ma. Ważne jest nie to, ile czasu tu spędzimy, tylko to, co z nim zrobimy."

Podsumowując, "Piąta fala" mnie zatopiła. Czuję, że wciąż grzęznę w jej zdradliwych toniach i nie mogę się wydostać. Ale nawet połykając hektolitry wody nie chcę wypływać na powierzchnię. Wolę walczyć wraz z bohaterami, dopingować ich i patrzeć, nie na ich cierpienia, a na zwycięstwa, kiedy pokonują  przeciwności, jakie zgotował im nie los, a najeźdźcy, którzy tak skrzętnie skrywają swe oblicza.

Ocena: świetna [6/6]

Autor: Rich Yancey
Tom: I
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 512
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2014-09-14
Skąd: włąsna biblioteczka

Książka bierze udział w wyzwaniach:

niedziela, 21 września 2014

Dziedzic wojowników

Pobudzona przeszłość

Drzewa genealogiczne potrafią odkryć sekrety, zgodzicie się? Od kiedy w podstawówce musiałam przedstawić drzewo własnej rodziny zaczęłam się nimi bardziej interesować. Zagłębiając się coraz bardziej, przechodząc do korzeni można znaleźć wiele faktów, o których wcześniej nikt nam nawet nie wspominał. Niektóre tajemnice rodowe wolałyby chyba nie zostać odkryte...

Jack prowadzi zwyczajne życie, jest nastolatkiem kochającym football, nieźle się uczącym, mieszkającym z roztrzepaną mamą-prawniczką i mającym przyjaciół, na których może liczyć. Każdy jego dzień zaczyna się od połknięcie leków na serce, gdyż jako niemowlę został poddany operacji. Pewnego dnia jednak chłopak zapomina o przyjmowanym lekarstwie, a przez to jego życie całkowicie się odmienia. Okazuje się, że wcale nie miał operacji na sercu, a został mu wszczepiony kamień wojownika. Lek miał zapobiec skutkom działania kamienia. Czy Jack będzie gotowy na konsekwencje, jakie niesie ze sobą jego status? Czy odnajdzie się w zupełnie innym niż znany mu świat?

"Dziedzic wojowników" to pierwsza część nowej serii Cindy Williams Chimy. Autorkę znałam już i bardzo polubiłam dzięki cyklowi "Siedem królestw". Świat przez nią wykreowany, pomysł i treść książek niezwykle mi się spodobała, więc z wielką ciekawością chciałam przeczytać Kroniki Dziedziców. Obawiałam się jednocześnie, że "Dziedzic" może nie sprostać moim dość wygórowanym oczekiwaniom.

Prolog zapowiadał się świetnie, jego akcja była osadzona w czasach przypominających średniowiecze, a takie właśnie najbardziej lubię dla książek fantastycznych, do tego klimat, tajemniczość funkcji bohaterów. Byłam zadowolona, liczyłam, że dalej będzie podobnie. Już opis książki przestrzegał przed zbyt łatwą oceną. Jednak prolog trwał nadal i przeniósł nas w czasy ponad sto lat późniejsze. Sądzę, że autorka już tym dodatkiem zdradziła za wiele, wolałabym rozpocząć lekturę w tej magicznej atmosferze, a potem przejść do akcji właściwej.

"Dziedzic wojowników" dzielił się na dwa światy. Współczesność była tym, jak żył główny bohater, zaś drugą stroną była ta magiczna otoczka jego przeszłości, dziedzictwa. Pierwsza część gryzła mi się z drugim obrazem. Nie podobało mi się normalnie życie Jacka, było wręcz idealne, nierealne. To jak dowiedział się, o swojej mocy też pozostawia u mnie wiele do życzenia.

Autorka doskonale potrafi kreować swoich bohaterów i świat, jaki tworzy, ale tutaj nie ukazała pełni swojego potencjału. Bohater był zwyczajnym nastolatkiem i miał zwyczajne problemy, ale niemożliwie mnie irytował. Był idealny, pod każdym względem, tak jak jego przyjaciele. Nastolatki się tak nie zachowują. To było jak czytanie o dwunastolatkach(najwyżej) w starszych ciałach. Gdyby autorka zmieniła ich wiek, odmłodziła ich, nie miałabym takich uwag, gdyż wiek pasowałby do ich zachowań. Zdecydowanie lepiej wypadła kreacja starszych postaci, ciotka, czy nowy nauczyciel Jacka byli mieli mocne charaktery, jak również wady, co jest kluczowe w zachowaniu realizmu.

Relacje pomiędzy bohaterami były sztywne i nijakie, nie odczuwałam głębszych emocji, które mogliby do siebie połać. Związek głównego bohatera z Ellen ukazywał uczuciowość dziesięciolatków, ich podchody i małe, delikatne kroki, by wyjść razem na kawę. Ale nawet jeśli ten związek mi się nie spodobał, był niczym względem powiązań z byłą dziewczyną. Z jednej skrajności w skrajność, postać niczym z serii "Szeptem".

Nie będę jednak jedynie ganić autorki, są aspekty, które mi się spodobały. Jednym z nich jest legenda o Dziedzicach, ich przeszłość. Lubię bajkowe wstawki do książek, a ta historia dodawała spójności całemu przedsięwzięciu.  Kolejnym jasnym punktem jest końcówka książki, mimo iż lekko przesłodzona, to tok zdarzeń był intrygujący i mógł być bardzo dramatyczny, jednak słowo klucz, mógł.

"Zawsze jest czas na to, co najważniejsze."


Czytając wciąż miałam w głowie iż ta książka nie jest dla mnie, wydarzenia w niej rozgrywane, bohaterowie byli ugrzecznieni. Sądzę, że ta seria pani Chimy jest skierowana do młodszego odbiorcy. Siedem Królestw w tym elemencie było bardziej zróżnicowane, doskonale do mnie dotarło i stało się jedną z moich ulubionych cykli. "Dziedzica wojowników" wolę zwrócić do biblioteki i zapomnieć o tym dziele autorki.
Ocena: średnia - [3-/6] 

Autor: Cinda Williams Chima
Tom: I
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 450
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-09-06
Skąd: biblioteka publiczna

Kroniki Dziedziców:
Dziedzic wojowników  ---  Dziedzic czarodziejów  ---  Dziedzic Smoka  ---  Dziedzic zaklinaczy  ---  The sorcerer Heir



Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

piątek, 19 września 2014

"Piątek z Jeżycjadą" - Nutria i Nerwus

Jak ogień i woda

Kiedy spotkają się ze sobą dwa całkowicie różne charaktery nie może obejść się bez ciekawych zdarzeń, które wzbudzają wiele emocji. Może to wywołać kłótnie, nie porozumienia, tragedie mniejszego i większego formatu lub... niebywale romantyczną historię.

Rodzina Borejków wciąż się powiększa, wszystko siostry znalazły już adoratorów, wyszły za mąż, są szczęśliwe, poza jedną. Natalia wciąż nie może znaleźć tego idealnego mężczyzny, z którym chciałaby spędzić resztę życia. Od dłuższego czasu chodzi z Tuniem, jednak odkrywa, że nic do niego nie czuję. Na domiar złego ten chcę jej się oświadczyć, Nutria postanawia uciec. Chcę wyjechać nad morze, sama, by pomyśleć. jednak jej siostra Gabrysia prosi ją, by ta zabrała ze sobą jej córki, Różę i Laurę. Młodsza z dziewczynek chcąc uratować związek ciotki informuje o wyjeździe Tunia. Co z tego wyniknie?

Małgorzata Musierewicz wreszcie zabrała się za opisanie miłosnych perypetii trzeciej córki Borejków. Natalię znałam dość słabo, zawsze była wycofana, stojąca gdzieś z tyłu, a teraz wyszła na pierwszy plan, lecz nie sama. W książce "Nutria i Nerwus" mimo iż zawiera niewiele stron narracje otrzymało wiele osób, oczywiście Natalia, później Laura, następnie Gaba i na końcu tytułowy Nerwus. Sądzę, ze nikogo nie pominęłam. Osoby o skrajnie różnych charakterach, a jednak tworzących całą, zmyślną historię.

W dziesiątym tomie Jeżycjady dzieje się sporo, akcja książki przypominała mi trochę amerykański film akcji, w których bohaterka wciąż musi uciekać przed pościgiem. Jak więc się pewnie domyślacie powieść była dynamiczna i zmienna. Obecny był również  motyw drogi, bohaterowie wciąż byli w trasie. Pościg często tracił trop, ale równie często wracał na właściwie tory i dalej podążał za uciekinierami. Dzięki temu wciąż pojawiały się zabawne sytuacje.

Najważniejszą sferą książki były postaci. Natalia to osoba eteryczna, która nie lubi stawiać na swoim, jest delikatna, często bezradna, niepewna siebie, jednak inteligenta i kochająca. Nerwus jak jego przydomek mówi jest nerwusem, łatwo wpada w gniew, jest w gorącej wodzie kopany i żywiołowy. Kolejnym ważnym charakterem jest Laura, nie wiem, czy jest w całej Jeżycjadzie osoba, która tak mnie irytuje. Dziewczynka jest zbyt pewna siebie, zadufana w sobie, próżna, wciąż kłamie i oszukuje ludzi, a do tego nie liczy się z uczuciami innych. Nie mogę powiedzieć, że każda z jej cech jest negatywna, jednak są one zbyt mocno nasilone, zbyt agresywne. Jej siostra Pyza przypomina mi Gabrysię, jest ciepła, miła, pomocna, zaradna, odziedziczyła wszystkie najlepsze cechy po swej rodzicielce.

Przedstawiłam Wam choć pokrótce postaci najważniejsze w tym tomie, czas przejść do historii tego tomu. Głównym tematem jest chęć ucieczki Natalii i wiążące się z tym konsekwencje.  Przez wyjazd na głowie Nutrii siedzi Nerwus i nie chce się odczepić. Jednak poprzez ciąg zdarzeń zaczyna pomiędzy nimi iskrzyć i choć sami nie chcą tego przyznać zakochują się w sobie. Idealny pomysł na amerykański film romantyczny, prawda?

"Nutria i Nerwus" to o wiele za krótka część Jeżycjady. Autorka przedstawiła już losy każdej z sióstr Borejko, teraz jednak trzeba liczyć, że żadne przeszkody nie utrudnią im drogi. A może jeszcze coś się zmieni? Może to jeszcze nie koniec miłosnych perypetii czterech sióstr?

Ocena: bardzo dobra + [5+/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: X
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 170
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2014-08-15
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B. ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

niedziela, 14 września 2014

Another (manga)

W ostatnim czasie mam manie czytania mang. Od końca sierpnia połykam je na potęgę, licząc tomikami może nawet częściej niż książki, a raczej na pewno. Ale w gąszczu historii, które mi się podobały, które w jakiś sposób mnie zainteresowały trafiła się perełka. Egzemplarz jedyny w swoim rodzaju, niezwykle klimatyczny i dopracowany.

Pewnie ten, kto czytał i jednocześnie oglądał "Another" nie może się ze mną w tym względzie nie zgodzić. Manga ciekawi, fascynuje i wciąga. A do tego zachwyca piękną, delikatną kreską. Może jest to spowodowane faktem, że autorów mamy dwóch. Twórcą scenariusza jest pisarz Yukito Ayatsuji, który stworzył książkowy pierwowzór, zaś ilustracje opracował Hiro Kiyohara. Początkowo miał on zawrzeć treść w zaledwie dwóch tomach, ale niezmiernie cieszę się, że tego nie zrobił i że seria liczy ich cztery.

Historia od pierwszych stron ukazuje nam niebanalną treść, pomysł autorki wydaje się tak dziwny, tak straszny, że początkowo nie można w niego uwierzyć. Od pierwszych stron chcę się dowiedzieć, jakie jest rozwiązanie całej sprawy. A jednak całość odkrywa się częściowo, powoli, dawane są nam wskazówki, które całą sprawę naświetlają jednak dopiero pod koniec, za to w całej krasie.

"Człowiek wszystkiego powinien dowiadywać sie w swoim czasie."

Piętnastolatek Kouichi Sakakibara trafia do domu swojej zmarłej mamy, gdzie na jakiś czas ma zamieszkać z jej rodzicami, gdyż ojciec wyjechał w interesach. Chłopak nigdy nie miał z nim najlepszego kontaktu, więc nie jest tym zdenerwowany. Szkoła, a właściwie klasa, do której trafia, okazuje się dla niego sporą zagadką. W klasie spotyka dziewczynę, której nikt inni nie widzi, a uczniowie zachowują się nienaturalnie, jakby coś ukrywali, jakby czegoś nie chcieli mu powiedzieć.
Czy ma to związek ze sprawą sprzed wielu lat, kiedy to do klasy chodziła wręcz idealna dziewczyna, którą wszyscy kochali? Czy to dlatego, że nie mogli pogodzić się z jej śmiercią, teraz dzieje się coś dziwnego?

"Decyzja klasy to rzecz święta."

Zapowiada się intrygująco, prawda? Już po przeczytaniu kolorowych stron(barwny wstęp do zdarzeń) wiedziałam, że ta manga ma klimat. Gdy zaczęłam ją czytać, nie mogłam odłożyć. Potem sięgnęłam po drugi, trzeci, a następnie musiałam czekać trzy miesiące, najpierw na wydanie,  a potem dokupienie jej przez moją przyjaciółkę. Muszę Wam powiedzieć, że to była męczarnia, ale opłacało się, bo ostatni tom był najlepszy. Tomiki "Anothera" trzeba czytać zaraz po sobie, gdyż to jednolita historia, a zakończenia każdej z mang, zmuszają do poznania dalszych losów bohaterów.

Postaci w tomiku również nie dało sie zapomnieć, były różne, nie tylko aparycją, ale również charakterem. Myliłam jedynie ich imiona, wciąż nie mogę ogarnąć japońskiego nazewnictwa. Choć bardzo podoba mi się, że każde z imion coś znaczy, że nie jest jedynie pustym słowem. Najlepiej wykreowaną w moich oczach postacią była Mei, ciągła tajemnica. Jej osobowość i to, jak się zachowywała zastanawiało.

Na koniec chciałabym wspomnieć o jednym z większych pozytywów, czyli o kresce. Nie można powiedzieć, że kreska byłą jedynie dobra, bo to by jej zdecydowanie uwłaczało. Niektóre sceny były tak piękne, że musiałam się im przypatrywać dłuższą chwilę i nie pozostawić na jedno spojrzenie. Nie pojawiały się tu jedynie postacie, a również budynki, miejsca, tło do zdarzeń, nie widziałam wielu zapychaczy miejsca. To wszystko ukazywało doskonale dopracowanie i perfekcje wykonania twórcy, jak również dorównywało w pełni treści.

"Trzecia ce znajduje się naprawdę blisko śmierci."

Jak pewnie mogliście do doskonale poczuć podczas czytania jestem zachwyconą tą pozycją. "Another" mnie nie zaskoczył, bo po takiej okładce i opisie właśnie tego oczekiwałam, ale jestem szczęśliwa, że wszystko, co sobie wymarzyłam sie spełniło. Oby na moim koncie pojawiało się więcej równie dobrych historii. Trzyma w napięciu.

Ocena: świetna [6/6]



Autor: Yukito Ayatsuji, Hiro Kiyohara
Tom: I-IV
Wydawnictwo: J.P.F.
Ilość stron: ok. 200
Cena: 25,20 zł
Data przeczytania: 2014
Skąd: pożyczone od znajomych 

wtorek, 9 września 2014

Taniec ze smokami (część II)

Na początku roku postanowiłam zabrać się za wychwalaną serię George R.R. Martina, polecali mi ją nawet znajomi, którzy nie czytają żadnych książek, więc to musiało być coś. Po przeczytaniu pierwszego tomu Pieśni Lodu i Ognia, który spodobał mi się ogromnie, postanowiłam, że do końca roku przeczytam całą wydaną serię i tak też się stało. Mój "Taniec ze smokami"(cz.II) został odtańczony.

Jeśli połączyć, by obie części "Tańca", które nasze wydawnictwo podzieliło na dwie części, okazałoby się pewnie iż to najdłuższa z dotychczasowych książek cyklu. Można to zauważyć nie tylko w objętości, ale również w treści. Książka zawiera losy większości bohaterów sagi, tak więc mamy przegląd na wydarzenia w całym Westeros i nie tylko. Tu naprawdę łatwo się zgubić w wydarzeniach, miejscach i oczywiście postaciach. Warto zapamiętać jednak, że do nikogo nie wolno się przyzwyczajać, tu nikt nie jest bezpieczny.

Zacznę może od Daenerys i zdarzeń z nią związanych, gdyż jak pewnie się domyśliliście to ona obecnie tańczy ze smokami.  Rozdziałów z nią lub bezpośrednio z nią powiązanych jest najwięcej, jeśli liczyć, by dwie księgi. W pierwszej jednak nie działo się tak wiele jak w tej. Autor zarzucił nas gradem niespodzianek, małych, bądź większych zagadek, sekretów, pamiątek przeszłości, jak również spisków, często na ogromną skalę. Wielu chce wykorzystać z pozoru bezbronną królową, wielu chce dostać choć część jej władzy i możliwości. W jej stronę podążą coraz więcej postaci. Tyrion, który po zabiciu ojca wciąż ulega przemianom i narzeka na swój los(czytając między wierszami możecie się domyślić, że moja sympatia do niego maleje, mam nadzieję, że pisarz ma jeszcze coś w zanadrzu, co do jego osoby) jak również pewien Dornijski chłopak, który nie jest tym, za kogo się podaje. Obaj mają coś do zaoferowania, jednak jak wiadomo u Martina nigdy nic nie wiadomo.

„Niektórzy mawiają, że uczciwa umowa to taka, z której obie strony są niezadowolone.”

Skoro poprzez postać wspomniałam o Dorne, to tam również ma miejsce część akcji. Narratorem jest tam m.in. książę Doran, który chcę zająć większość część w radzie Królewskiej przystani. Słabowity władca ma głowę na karku, tak ukartował, nawet wiele lat temu, swoje powiązania z władcami, że z każdej strony, przynajmniej teoretycznie, jest bezpieczny. Podoba mi się, że w to, w sumie dość małe księstwo, ma tak wielkie wpływy, a jeszcze bardziej, że większość z nich rozwiązuję się tak niepokojąco, że aż chcę się dowiedzieć o tym więcej. Podoba mi się to, że władca nie chcę nic pozostawiać losowi, że walczy o swoje. Jednak to jak potoczyły się pewne sprawy może sporo skomplikować.

Czas przejść w jedno z moich ulubionych miejsc, a może właściwie do miejsca, gdzie przebywa moja ulubiona bohaterka, czyli do Braavos. Dziewczynka tam przebywająca ma już tyle twarzy, że można by się pogubić, lecz ona uparcie powtarza, iż jest Nikim. Jednak o dziwo w tej kwestii nie jest łatwo. Uważam, że wątek ten jest jednym z najciekawszych w całej ksiażce, choć nie łączy się jak na razie w wielkim stopniu z intrygami w Westeros. Arya jest niesamowita, jej przemiany wciąż mnie zaskakują. Nareszcie doczekałam się również jej szkolenia. Choć jak dla mnie tom ten zawierał jej wciąż za mało. Czekam na więcej.

Nasza wspólna podróż dotarła teraz do zimnego, okrutnego miejsca. Mur to chyba jedno z najciekawszych miejsc w Siedmiu Królestwach. Wciąż dziwi mnie, że jedynie Stannis zainteresował się armią Innych podążającą w stronę państwa. Ale cóż widocznie niektórzy mają inne plany. Nowy Lord Dowódca Nocnej Straży Jon Snow postanawia zwiększyć swoje szanse przed atakiem i decyduje się na niebezpieczny ruch. Chcę wpuścić przez bramę rzeszę Dzikich na czele z Tomundem. By przekonać go do tego przedsięwzięcia wysyła po nich Val. Pomysł szalony, tym bardziej, że decyzja została podjeta bez konsultacji ze Stannisem w dodatku podczas obecności jego małżonki w forcie. Niebezpieczna gra...

Ale skoro mowa o samozwańczym królu, nie ma on obecnie na głowie problemu dzikich, a coś zupełnie innego. Poprzez oczy Ashy dowiadujemy się, co też porabia Stannis, który wyruszył podbić Winterfell. Jest to opis podróży i jej trudów, które napotykali rycerze. Rozdziałów nie było dużo, czasem nawet tego żałowałam, gdy na Murze wspominali o wydarzeniach pod dawną siedzibą Starków. Zaś w zamku sprawa miała się inaczej. Tutaj rozdziały prowadził Fetor, który powoli zaczął powracać do swojej dawnej formy, czyli do osoby Theona. Cały tom zaczyna się rozdziałem, w którym to prowadzi on fałszywą Aryę do ołtarza, by wyszła za mąż za Ramseya Boltona/Snowa . Mmay więc przegląd wydarzeń z dwóch najbardziej zainteresowanych konfliktem stron, co się chwali.  Później jednak sytuacja się odmienia i bohaterowie się rozchodzą, co zaczyna być coraz bardziej interesujące.

„Uczciwi ludzie nigdy nie powinni ukrywać twarzy.”

Na początku tej niby-recenzji wspomniałam o Tyrionie. Tym razem chciałam się jednak mocniej nad nim pochylić, gdyż jego przemiana była znacząca. Kiedyś był najbardziej zabawny, inteligentny i pyskaty bohater sagi, a obecnie przygasł. Pierwsze rozdziały z jego postacią, na które tak czekałam okazały się niewypałem, ale teraz znów powoli, powoli wraca do swojej dawnej osobowości i tego, do czego się przywyczaiłam. Przestał rozpaczać, a zaczął trzeźwo myśleć o przyszłości i o tym, że tam, gdzie znalazł trzeba być jeszcze bardziej ostrożnym podczas zamkowych intryg. Podobają mi się szczególnie ostatnie rozdziały, gdyż dają nadzieje, że Tyrion się wreszcie całkowicie pozbiera i jego udział w powieści będzie miał jakiś większy sens.

Nie ma sposobu, by opisać wszystkie wątki, jakie miałam okazje poznać podczas czytania tej pozycji, starałam się jednak przekazać Wam jak najwięcej. "Taniec ze smokami", jak również cała seria jest historią żywą, taką, którą chcę się poznawać, bo ona toczy się wciąż i my to wiemy. Bohaterowie są znakomicie wykreowani, nie są jednopłaszczyznowi, a mają wiele stron i wciąż je przed nami odkrywają. Po skończeniu i przeczytaniu całego prologu, a zwłaszcza jego ostatnich stron oniemiałam. Nie spodziewałam się kompletnie takiego zakończenia, nie sądziłam, że autor zachce tak grać na nerwach czytelnikom. Zdradził sporo, coś, co najbardziej mnie interesuję. Intryga, ogromna intryga, a to właśnie lubię. Na reszcie wiem, kto pociąga za sznurki. Najgorsze we wszystkim jest jednak to, że trzeba czekać na kolejny tom, a o szóstce nic nie słychać, jedynie spekulacje. Kiedy, ach, kiedy?

Ocena: świetna [6/6]

Autor: G.R.R. Martin
Tom: V część II
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 760
Cena: 45zł
Data przeczytania: 2014-08-25
Skąd: biblioteka publiczna

Cykl Pieśń Lodu i Ognia: 
Gra o tron  ---  Starcie królów  ---  Nawałnica mieczy: Stal i śnieg  ---  Nawałnica mieczy: Krew i złoto  ---  Uczta dla wron: Cienie śmierci  ---  Uczta dla wron: Sieć spisków  ---  Taniec ze smokami cz.1  ---  Taniec ze smokami cz. 2  ---  The Winds of Winter  --- A dream of Spring  + Rycerze siedmiu królestw
 

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

niedziela, 7 września 2014

Stosik #24

Cześć,
jeszcze niedawno pisałam Wam, że w tym miesiącu nie pojawi się stosik, ale dzięki temu, że zalega się u mnie kilka książek z biblioteki i dostałam w piątek parę mang chciałabym je Wam pokazać. Książki ze stosika w większości są już przeczytane, jedynie czekają na moją recenzję(na którą niestety nie mam czasu. szkoła, mistrzostwa świata w siatkówce[są tu jacyś fani?] rozumiecie?), zaś z mangami jest różnie, ale dzięki temu weekendowi też większość czeka na recenzje. :) Czas więc zaczynać.



Na pierwszy ogień pójdzie stosik książkowy, który przedstawię od samego dołu:
1. "Milcząca dziewczyna" - Tess Gerritsen - mój pierwszy thriller medyczny, jest to jedna z nowszych książek autorki, jak wyczytałam, ale sądzę, że nie moja ostatnia, świetna historia. Czeka na recenzje
2. "Dwie wieże" - Tolkien - zbieram się do skończenia tej książki dobry miesiąc, nie mogę utrafić z czasem, zawsze gdy czytam kompletnie nie mogę się skupić, a do końca zostało zaledwie 50 stron. W trakcie czytania
3. "Dziedzic wojowników" - Cinda Williams Chima - autorka, którą uwielbiam za serię Siedem Królestw, tu jednak trochę mnie zaskoczyła, to pierwsza książka przeczytana we wrześniu. Czeka na recenzje
4. "Spetani przez bogów" - Josephine Angelini - książka, której recenzji nie mogę zacząć od miesiąca, a uwierzcie mi staram się i to bardzo. Do zrecenzowania
5. "Wierna"- Veronica Roth - jedna z książek, których nie czytałam, zaczęłam, ale w ogóle mnie nie wciągnęła, jeszcze poczekać. Do przeczytania
6. "Świętoszek" - Molier - moja pierwsza lektura, mam zamiar ją dzisiaj zacząć i skończyć. Do przeczytania
7. "Taniec ze smokami" (cz. II) - G.R.R. Martin - książka, po której miałam ogromnego kaca książkowego, po jej skończeniu nie miałam na nic ochoty i chciałam tylko dalej poznac losy bohaterów, nie mogło to się tak skończyć, cały dzień spędzony na czytaniu teorii, dobrze, że to były wakacje. Do zrecenzowania 


Czas na drugi w kolejności stosik, który w wiekszości dotarł do mnie w piątek,
zacznę znów od dołu:
1. "Opowieść panny młodej" - manga, która od pierwszej strony zachwyciła mnie cudownymi obrazkami, kreska jest niesamowita, dokłądna, dopracowana do perfekcji, przeczytałam ją, gdy tylko pożyczyłam od koleżanki, niedługo postaram się napisać o niej coś więcej. Czeka na recenzje
2-5. "Another" - trzy pierwsze tomy czytałam chyba dwa miasiące temu, ale teraz ostanowiłam je powtórzyć, by lepiej wczuć się w ostatni tom, zaczęłam wczoraj, a dziś skończyłam i znów jestem oczarowana. Czeka na recenzje (też od przyjaciółki)
6-7. "Ao no Exzorcist" - tom piąty za mną już dawno, ale wciąż czeka na recenzje, a szósty jeszcze nie, gdyż moja koleżanka kupiła go dopiero w tym miesiącu. Dałam Wam juz przedsmak moich wrażeń w recenzji wcześniejszych tomów, więc wiecie pewnie, jaka jest moja reakcja na tę lekturę. Do napisnaia i przeczytania
8-9. "Deadman Wonderland" to jedyne moje pozycje z tego stosiku, ale jaka jestem z nich dumna to nawet nie wiecie, moje pierwsze własne mangi, które mogę pożyczyć koleżace, od której tyle już pożyczam(tak wszystkie opisane wcześniej są jej), oba za mną, jednak drugi wciąż czeka na recenzje.

Widzicie więc na ile recenzji możecie już czekać, jest ich tak wiele do napisania, że sama się w tym gupię, ale kiedyś w końcu trzeba zacząć, mam nadzieję, że zrobię coś z tego po meczu Polaków(ostatni w grupie), który już tak niedługo.
Pozdrawiam,
Patrycja.

PS. Przepraszam, że nie odpisuje ostatnio na Wasze komentarze, ale mam bardzo mało czasu. Ale ogromnie się cieszę, że cykl recenzji o Jeżycjadzie się podoba, a już najbardziej mnie ucieszyło, gdy MarcelinaCzyta napisała, że zachęciłam ją do lektury książek pani Małgorzaty. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. A tym, którzy zastanawiają się nad ponownym przeczytaniem cyklu, serdecznie polecam. Ja wciąż bawię sie z nim cudownie.

piątek, 5 września 2014

"Piątek z Jeżycjadą" - Dziecko piątku

Pamiętacie może jeszcze małą Gieniusię, główną bohaterkę "Opium w rosole" ? Tym razem Małgorzata Musierewicz przedstawia nam jej historię, ale kilka lat później, kiedy Aurelia jest już prawie dorosłą dziewczyną, uczy się w liceum i przeżywa na nowo wydarzenie, które miało miejsce rok temu.

"Dziecko piątku" to tytuł dziewiątej już książki Małgorzaty Musierewicz. Sam tytuł został nam wyjaśniony podczas lektury tej powieści. Aurelia przez nową żonę swego ojca jest nazywana dzieckiem piątku, a dlaczego zapytacie? Ponieważ wciąż chodzi smutna, przygaszona i woli spędzać czas samotnie. Aurelia jednak ma ku takiemu zachowaniu poważny powód. W zeszłym roku straciła matkę.

Tomy Jeżycjady, w których występuję Aurelia zawsze trochę odróżniają się od reszty, nie sa tak wesołe, a bardziej melancholijne i dające do myślenia. "Opium w rosole" cały czas skrywało pod pozorną powłoką szczęśliwego dziecka coś więcej, tu taj jednak wszystko wiemy od razu i zachowanie dziewczyny w pewnych sytuacjach jest nam doskonale znane i łatwe do zrozumienia.

Aurelia jako bohaterka jest bardzo sympatyczna, trochę zamknięta w sobie, woląca spędzać czas w samotności. Pewnie zastanawiacie się, czy w tym tomie pojawia się jej ukochana Kreska. Otóż sprawa ma się dość dziwnie, gdyż pomiędzy mężem Kreski, a Gienią doszło do pewnego zdarzenia, Aurelia boi się reakcji swojej najlepszej przyjaciółki, boi się, że ta jej nie wybaczy.

Pewnie po takich wstępie sądzicie, że ta historia jest niemiłosiernie smutna i nudna, gdyż dziewczyna wciąż wspomina matkę lub martwi się swoim zachowaniem. Tak naprawdę występuję tu też wiele humoru. Dziewczyna trafia na wakacje do dawno nieodwiedzanej babci i tam właśnie odnajduje swoją dawną charyzmę i czar. Zmienia się na naszych oczach.

Za nią podąża dwóch niezwykle charyzmatycznych panów, a w szczególności pewien jeden przyszły aktor. Konrad jest poznanym już w "Zeszycie Bebe B." bratem głównej bohaterki. Pisarka pozwala nam również poznać jego obraz na zdarzenia występujące w książce, dzięki czemu możemy lepiej go poznać. Chłopak patrząc na niego z boku może wydać sie zbyt pewny siebie i zadufany w sobie, ale przy bliższym poznaniu jedynie zyskuje. Drugi kandydat o względy Aurelii pojawia się trochę później.

Książka spodobała mi się, ale zdecydowanie mniej niż poprzednie spotkanie z książkami pani Musierewicz, czy nawet poprzednie spotkanie z Gieniusią. Bardzo żal mi tej dziewczyny, od początku nie miała łatwo, a wciąż spotykają ją nowe problemy. Powieść zyskuje jednak dzięki dodaniu kilku momentów, w którym narracje przejmuje Gabrysia, dzięki temu można choć na chwilę wkroczyć do domu sióstr Borejko.

Ocena: dobra+ [4+/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: IX
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 180
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2014-07-30
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B. ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

środa, 3 września 2014

Rendez-vous ze śmiercią

Śmierć rodzinnego dyktatora

Niekiedy całkowicie obcy sobie ludzie poprzez wyjazd, wspólnie spędzony czas, poprzez sytuacje, które wspólnie przeżyją, stają się sobie bliźni. Dzięki temu, co zobaczyli, co poczuli, rozumieją się bez słów i czują jakby znali się dużo dłużej. Czasem jednak okoliczności lepszego poznania nie są wcale tak przyjemne.

"Rendez-vous ze śmiercią" to kolejna powieść Agaty Christie na moim koncie. Patrząc w bibliotece na półkę pełną kryminałów tej autorki długo nie mogłam się zdecydować na jeden ostateczny tytuł, w końcu to się jednak udało i wybrałam taki, który najbardziej mnie zaciekawił.  Moim zdaniem zapowiadał się intrygująco.

"Rozumiesz przecież, że ją trzeba zabić" to słowa, które rzadko można usłyszeć podczas podróży. Zwykły człowiek pewnie szybko, by o tym zapomniał, ale gdy zostały wypowiedziane przy oknie znakomitego detektywa nie obeszły się bez echa.
Pewna amerykańska rodzina wybrała się w podróż do Jerozolimy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich dziwne zachowanie. Starsza matka zdecydowanie panuje nad resztą rodziny, nie pozwala im na kontakty z innymi i despotycznie narzuca swoje zdanie. Pewna młoda lekarka Sara i jej nowo zapoznany starszy znajomy po fachu przypatrują się ich osobom.
Kto znajdzie się w sobie na tyle odwagi, by przeciwstawić się domowemu tyranowi?

Do tej pory miałam szczęście i w większości, nie pomagając losowi, trafiałam na książki, w których detektywem okazywał się Herkules Poirot. Postać mimo swojej zabawnej postury i zachowania jest niezwykle inteligentna, doskonale obyta z ludzkimi zachowaniami i pewna siebie. I tym razem sprawa, którą prowadził nie mogła zostać bez rozwiązania. Wybitny umysł  najpierw przeprowadził spis zdarzeń, które i nam miały ułatwić zrozumienie zagadki, następne listę osób, które widziały się z poszkodowaną. Detektyw, jak więc widać, przekazywał nam sporo poszlak, dzięki, którym i my mogliśmy dojść do rozwiązania. Prawdziwe rozwiązanie poznaliśmy jednak trochę później, kiedy to w iście teatralny sposób zostało ono przedstawione wszystkim zebranym. Takie zwieńczenie powieści zawsze daje najwięcej radości, bo nawet, jeśli znajdzie się winnego, co mi się niestety nie udało, to można poznać małe poszlaki, które pomogły to rozgryźć przenikliwemu detektywowi.

Ale czas wrócić może do samego początku powieści. Przez prawie połowę kryminału możemy wraz z postaciami poznawać rodzinę Boytonów. Analiza ich osobowości, a szczególnie seniorki, jest tak doskonale prowadzona, że aż mnie od tej rodziny odrzucało. Dokładnie zostało nam pokazane, jak też macocha większości grupy kierowała całą rodziną, jak bezwzględnie narzucała im swoje zdanie oraz jak na nich wpływała.  Czułam jednoczesne współczucie i złość, że dorosłe osoby nie potrafią wyjść z władzy owej starszej, do tego schorowanej kobiety.

Jednak o dziwo podejrzanymi o zbrodnie nie okazali się jedynie dwaj synowie i dwie córki matrony, ale również inne postaci. Jedną z nich była młoda lekarka Sara King, która zakochała się w jednym z zależnych synów, motyw miała również żona starszego z Boytonów, która nie mogła dłużej znieść stanu, w  jakim się znajdowała. Dodatkowo można by podejrzewać również inne osoby, które brały udział w wycieczce z pozoru w ogóle nie powiązane ze sprawą. Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia, kto też okazał się winny owej zbrodni.

Klimat powieści, jej przebieg odrobinę przypominał mi wspomniany nawet w powieści, kryminał autorki "Morderstwo w Orient Expresie".  Jeśli jednak, drogi czytelniku, czytałeś ową książkę i liczyłeś na podobne zakończenie to grubo się pomyliłeś. Rozwiązanie sprawy wypada zdecydowanie inaczej. Otoczka zbrodni jednak jest podobna, wszyscy kryją wszystkich, gdyż sądzę, że to ktoś im bliski dokonał zbrodni.

Jestem niezwykle zadowolona z lektury kolejnego kryminału pani Agaty Christie. Moim zdaniem mogę go zaliczyc do lektury jednego z lepszych. Bardzo lubię sprawy zawiłe, z pozoru jasne, z łatwymi do określenia winnymi i z wielkim zaskoczeniem na koniec. Do tego sprawa ma miejsce w zamkniętej przestrzeni, nikt z zewnątrz nie ma prawa do niej wkroczyć. Tak więc sprawca musi kryć sie w obozie, ale kto nim jest?
Ocena: bardzo dobra+ [5+/6]


Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Hachette
Ilość stron: 216
Cena: 14,99zł
Data przeczytania: 2014-08-24
Skąd: biblioteka publiczna

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:

PS. Zauważyliście pewnie, że w tym miesiącu nie dodałam na bloga stosika, stało się to dlatego, że wszystkie książki lub mangi, jakie kupiłam pożyczyłam. Stosik na październik będzie dzięki temu wyższy. :)

Pozdrawiam, 
Patrycja