niedziela, 31 sierpnia 2014

Podsumowanie sierpnia

Cześć,

wybaczcie mi moją kilkudniową nieobecność. Wciąż coś mi wypadało, kino, wyjazd, dentysta, znajomi i nie miałam czasu na pisanie recenzji. Jak widzicie ostatnią widzianą recenzją była niezbyt przychylna opinia na temat "Dawcy pamięci", to jedna z premier kinowych, na które czekałam dość długi czas, ale się zawidołam. Teraz czekam na "Wieźnia labiryntu" i "Zostań, jeśli kochasz", to moje premiery na wrzesień. Ktoś jeszcze na nie czeka? Może ktoś jest z Radomia, wybierzemy się razem :P
Zauważyliście, że teraz wydawnictwa zarzucaja nas kontynuacjami serii. 6 tom Darów, na który nie mogę się doczekać pod koniec miesiąca, w ten sam dzień opowiadania do serii o Julce, trochę wcześniej Onyks, czyli druga część serii Lux, a do tego nowa seria o Marze Dyer. Nie mam pojęcia, co kupić najpierw, wszystkiego nie dam rady! A Wy na co czekacie? 
Zapowiada się bardzo udany miesiąc pod względem nowości. :)

Stałe liczniki:
Liczba moich obserwatorów: 273 (wzrosła o 16) 
Liczba wyświetleń bloga: 58964 (wzrosła o 6877
Najczęściej odwiedzany post: Morderstwona plebanii (344 odsłony)
Liczba dodanych postów: 21 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 5158
Liczba stron dziennie: 166,4
Liczba przeczytanych książek: 14
Liczba przeczytanych opowiadań: -
Liczba przeczytanych mang: 1
Najczęściej czytany autor: Małgorzata Musierewicz (2 książki)

Podsumowanie wyzwań: (w nawiasach liczba z poprzedniego miesiąca)
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu  Zaliczone w zeszłym miesiącu! Do sierpnia: 199,1cm/174cm
3. Czytam fantastykę 6 (9)
4. Fantastyczna dwunastka brak danych (2)
5. Dystopia 2014 0 (1)
6. Book lovers  - (10)
7. Grunt to okładka 0 (2) (Brak recenzji do przeczytanej książki)
9. Serie na starcie 1 (4)
10. Mitologia 0 (1) (Brak recenzji do przeczytanej książki)

Książki przeczytane w sierpniu:
1. "Pożądane" (PLL #8) Sara Shepard 
2. "Królowa zdrajców" (Trylogia Zdrajcy#3) Trudi Canavan 
3.  "Pamiętnik" Nicholas Sparks 
4. "Cienie na księżycu" Zoe Marriott 
5. "Nutria i Nerwus" (Jeżycjada #10) Małgorzata Musierewicz
6. "Morze spokoju" Katja Millay 
7. "Córka Robrojka" (Jeżycjada #11) Małgorzata Musierewicz
8. "Czas uciekać" (Numery #1) Rachel Ward 
9.  "Spętani przez bogów" Josephine Angelini 
10. "Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne" (Maximum Ride #3) James Patterson 
11. "Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk 
12. "Rendez-vous ze śmiecią" Agata Christie 
13. "Taniec ze smokami cz. II" (Pieśń lodu i ognia #5.5) G.R.R. Martin  
14. "Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen

Przeczytane mangi:

Chwila dla widza:
1. Once Upon a Time (serial) 
2. Dawca  pamięci (film)


Najlepsza książka miesiąca: 
"Pożądane", "Cienie na księżycu", "Taniec ze smokami", 
"Milcząca dziewczyna"
Najgorsza książka miesiąca: "Spętani przez bogów", "Czas uciekać"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Druga szansa"
Największe rozczarowanie: "Morze spokoju"
Liczyłam na więcej:  "Czas uciekać", "Nutria i Nerwus"

Pozdrawiam,
Patrycja

środa, 27 sierpnia 2014

Chwila dla widza - Dawca pamięci

Utopia czy antyutopia?

Ostatnio w kinie pojawia się coraz więcej filmów na podstawie książek. Do końca roku, licząc od sierpnia, planowałam wybrać się na aż pięć. Pierwszym z nich, jak również jedynym, którego pierwowzoru nie przeczytałam, jest "Dawca pamięci" na podstawie książki "Dawca" Loia Lowry.

Jako że nie czytałam książki, nie mogę porównać, co wypadło lepiej, film, czy książka. Będziecie musieli sami do tego dojść łącząc Wasze wrażenia z moją opinią. Może zachęcę Was do obejrzenia i sprawdzenia, czy będziecie mieć inną opinię lub odradzę i nie będziecie musieli wydawać pieniędzy, zaraz się przekonamy.

"Dawca pamięci" rozpoczyna się przedstawieniem w kilku krótkich zdaniach, czego uczeni są od dziecka mieszkający w społeczności z pozoru idealnej. Wszyscy są traktowani równo, nikt się nie wyróżnia, wszyscy maja takie same prawa. W ich życiu następuję kilka okresów. Na początku jako niemowlęta są ważone i nadawane im są imiona, kilkulatkom wręcza się rowery(serio!), a nastoletni, dorośli obywatele zyskują przydział do pracy.
Głównym bohaterem filmu jest Jonas, który różni się od swoich rówieśników, jako jedyny ma dar, dzięki któremu udaje się na niezwykłe szkolenie. Jego nauczycielem jest Dawca Pamięci, człowiek, który zna wspomnienia sprzed założenia ich społeczności, widzi kolory, odczuwa silne emocje, wie więcej. Jonas ma przejąć jego dar? Jednak czy będzie w stanie podołać zadaniu, jakie stawiają przed nim władze?

Tak właśnie oglądałam pierwszą połowę, bez emocji. 
Po filmie spodziewałam się dość sporo, o książce słyszałam pewne informacje, ale nie mogłam znaleźć jej w bibliotece, więc nie miałam okazji do lektury. Liczyłam na sporo akcji, ciekawą wizję świata przyszłości i silnych bohaterów. Jednak tego nie otrzymałam. Po wyjściu z kina byłam rozczarowana, wolałam nie zrażać się komentarzami innych, ale widać tym razem były one trafne.  

Przez większą część filmu okropnie się nudziłam, akcji nie było prawie wcale, a nawet gdy się pojawiła to nie miała dla mnie sensu. Całe zakończenie wywołało u mnie wielki znak zapytania, co jest? Moja opinia nie była odosobniona, bo byłam tam z koleżanką i ona mówiła to samo. Film był po prostu nudny! A przynajmniej większe, dłuższa, początkowa jego część.



Pewnie zainteresowałam Was tym, że zakończenie wywołało u mnie wiele pytań. Otóż niby wszystko ładnie, pięknie, ale po pierwsze wszystko poszła za łatwo, a po drugie to było nielogiczne. (Tutaj mogą się pojawić pewne spoilery.) Ogromnie długa wycieczka z maleńkim dzieckiem i nic im się nie stało, nie wział żadnego jedzenia, nic do ubrania, a jednak dotarli do celu. A nawet jedli po drodze! Skąd ja się pytam? Najbardziej zdziwiły mnie jednak kurtki i butelka, które pojawiły się znikąd, czy ja coś pominęłam?  (To by było na tyle.)Sprawa nie była przemyślana, od ukrycia w domu Dawcy do zakończenia, zdarzenia były nieprzemyślane i zagmatwane.

Nie spodobała mi się również wstawka romantyczna. Była sztuczna i tylko zabierała miejsce na ciekawsze aspekty filmu. Żałuję, że scenarzyści nie zachowali książkowemu pierwowzoru i zwiększyli wiek bohaterów. Jak mówi mi wikipedia mieli oni jedenaście lat, a przynajmniej Jonas i jego przyjaciółka.

Nawet kolory szare jak cały związek...
Było jednak kilka punktów, które mi się spodobały i dlatego ocena filmu będzie taka, a nie inna. Jedną z nich jest pomysł na społeczność, na jej zorganizowanie i cała otoczka, którą tak skrupulatnie, jak sądzę, tworzył autor. Inteligentne odebranie wspomnień i uczuć niczego nieświadomym obywatelom było bardzo dobrym rozwiązaniem. Przejawiało się to w kontaktach między ludzkich, tworzeniu rodziny i charakterom ludzkości. Interesujące było mówienie jednym głosem, jak również gromadzenie się całej społeczności przy celebrowaniu ważnych wydarzeń.

Gra aktorka była przyjemna dla oka. Szczególnie do gustu przypadło mi starsze pokolenie aktorów. Dawca zawsze mówił z uczuciem i z wielką charyzmą, zaś Przewodnicząca Rady Starszych z prawie nieruchomą twarzą mnie hipnotyzowała. Młodsi aktorzy też nie wypadli najgorzej, chociaż nie zachwycali. Patrząc na nich nie czułam większych emocji, a chyba jednak powinnam.

Nie mogłam się napatrzeć na te piękne włosy :D
Jeśli miałabym podsumować "Dawcę pamięci" to sądzę, że film nie należał do tych najwyższych lotów. Zastanawiam się, czy warto było wybrać się i go obejrzeć, ale z drugiej strony, gorzej byłoby gdybym nie poszła. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby przedłużenie lekko zakończenia, dodanie większej dozy niebezpieczeństwa, czegoś, co by wbiło widza w fotel. Tego czegoś mi zabrakło. Mocnego zakończenie, które pozwoliłoby mi zapomnieć o mankamentach i pamiętać jedynie ten jeden wielki moment.

Ocena: średnia [3/6]

Reżyseria: Michael Mitnick, Robert B. Weide
Scenariusz: Phillip Noyce
Część: I
Produkcja: USA
Czas trwania: h min
Data premiery: 11 sierpnia 2014 (świat), 22 sierpnia 2014 (Polska)
Data obejrzenia: 2014-08-27
Bohaterowie:

Jeff Bridges-Dawca
Meryl Streep-Przewodnicząca Rady Starszych
Brenton Thwaites-Jonas
Alexander Skarsgård-Ojciec
Katie Holmes-Matka
Odeya Rush-Fiona
Cameron Monaghan-Asher
Taylor Swift-Rosemary



Trailer:

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Numery. Czas uciekać

Zabierzcie mi ten "dar"

Idziesz ulicą, starasz się nie patrzeć nikomu w oczy, nie spoglądać komuś w twarz, wolisz odejść i zapomnieć o tym, co nosisz ze sobą całe życie. Numery Cię jednak otaczają, są wszędzie, a Ty wiesz, co oznaczają, nie możesz od nich uciec. Data oznacza koniec. Bliscy, czy obcy Ty wiesz. Wiesz, kiedy nadejdzie ich koniec. Chcesz im powiedzieć?

Rachel Ward swoją serię zatytułowała adekwatnie do słowa połączonego z darem  głównej bohaterki, gdyż nosi ona tytuł Numery. Pierwsza część "Numery. Czas uciekać" leżała na mojej półce kilka dobrych lat. Kupiłam ją niedługo po premierze, a powstrzymywałam się przed cztaniem, bo wciąż czekała inna pozycja. Temat jednak coraz bardziej ciekawił. Pomysł zapowiadał niesamowitą historię, a jak z wykonaniem?

Jem wie, kiedy ktoś umrze. Pierwszą osobą byłą jej matka. Dziewczyna wciąż widziała numery, gdy patrzyła jej w oczy. A gdy data w kalendarzu pokryła się z liczbami w jej głowie, zrozumiała. Gdy Jem rosła, zaczynała rozumieć, że nikt jej nie wierzy, że jej umiejętność jest, czymś, co ma tylko ona i tylko ona może ją zrozumieć.
W wieku piętnastu lat wraz z nowym przyjacielem Pająkiem, musi uciekać. Uratowała ich przed wybuchem bomby przy London Eye, ale władze sądzą, iż mogła mieć jakiś udział w spawie. Jak długo uda im się uciekać. Czy Jem będzie w stanie wyjawić Pająkowi jego numery?

Po wstępie chciałabym zacząć trochę niekonwencjonalnie, ponieważ od sfery graficznej. Okładka Numerów wyróżniała się wiele lat temu wśród innych powieści młodzieżowych, a nawet teraz jest jedną z ciekawszych i bardziej oryginalnych od reszty. Każdy rozdział zapoczątkowany jest wstawką z numerami, jak również pierwsza strona książka do nich nawiązuje.  To rozwiązanie wydawnictwa, nawet jeśli przeniesione z oryginalnego wydania bardzo mi się spodobała.

Liczba znaków: 3761
Czas przejść do bardziej istotnych kwestii, a mianowicie do treści. Pomysł na powieść zaskakuje, jest innowacyjny i świeży. Dziewczyna, która widzi daty śmierci bliskich, ale również obcych ludzi. Nigdy się jeszcze z takim czymś nie spotkałam, dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po ową powieść. Książka jednak kulała wykonaniem, a może ja liczyłam na coś innego. Fakt tytuł oddany adekwatne, jednak kompletnie nie widziałam w tym sensu. Ciągła ucieczka, bez żadnego przygotowania, bez potrzebnych przedmiotów. Jem i Pająk byli niesamowicie dziecinni sądząc, że uda im się uciec, gdy cały kraj ich szuka.

Równocześnie nie podobało mi również to, iż autorka jedynie obarczyła bohaterkę jej "darem", a tak naprawdę nie miał on żadnego wpływu na zdarzenia, dziewczyna nie mogła wykorzystać informacji, jaką miała. A nawet gdyby próbowała, to tak jakby walczyła z Losem, nie miała szans. W całej powieści mamy doczynienia ze stosunkowo niewielką liczbą bohaterów. Przez większą część książki można zauważyć rozmowy jedynie dwóch postaci, najczęściej Pająka i głównej bohaterki. Ich buntowniczość mi się podobała, znosiłam ich inność, wyobcowanie, ale niemożliwie irytowała mnie ich dziecinność. A właściwie naciągana dorosłość. Autorka chciała, by piętnastolatki zachowywały się jak o kilka lat starsze osoby. Tu to nie wypaliło.

Pisarka nie szczędziła nam przekleństw, jednak nie było one wybitnie wyszukane, raczej pospolite i niekiedy nadużywane. Główni bohaterowie palili, w przeszłości brali narkotyki i teraz nawet spali ze sobą. Sądzę iż to trochę za dużo, myślę, że pani Ward na siłę i zbyt mocno chciała doświadczyć te dzieciaki. A to nie wypadło najlepiej.

Liczba słów: 669
Nie sądźcie po dość srogich poprzednich akapitach, że książka w ógóle mi się nie spodobała. Ależ nie. Zdecydowanie lekturę ułatwiała akcja, w książce cały czas coś sie działo, nie było miejsca na postój i nudę. Bohaterowie wciąż walczyli, uciekali, gnali do przodu, a ja wraz z nimi.

Duży plus również chciałabym przyznać za zakończenie, spodobało mi się takie rozwiązanie sprawy z Pająkiem, choć wolałabym by autorka dodała więcej dramatyzmu, więcej emocji. Epilog zaś zachęcał do czytania kolejnej części, to taka zapowiedź kolejnej książki, sądzę, że chyba nawet lepszej.

Jeśli miałabym jednym słowem opisać tę książkę, napisałabym: średnia. Jej pozytywne strony równoważyły negatywne i nie odczuwałam wielkiego znużenia czytaniem. Sądzę, że to jeszcze nie koniec mojej podróży z Numerami. Opis tomu drugiego mówi o czymś zdecydowanie ciekawszym, coś, co może bardziej mnie usatysfakcjonować i dar zostanie lepiej wykorzystany.

Ocena: średnia [3/6]

Autor: Rachel Ward
Tom: I
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 320
Cena: 24,90zł
Data przeczytania: 2014-08-15
Skąd: własna biblioteczka

Numery:
Czas uciekać  ---  Chaos  ---  Przyszłość

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

niedziela, 24 sierpnia 2014

Chwila dla widza - wakacyjny mix filmowy #3

Na początku chciałam Was przeprosić za posty niepojawiające się regularnie, mam kilka przeczytanyach książek, jednak nie zdobyłam się na napisanie ich recenzji przez co mam ich sporo zaległych. Ostatnio też nie mam weny, by je zacząć, a tymbardziej skończyć. Filmów o dziwo też nie oglądam za wiele, ale chcę Wam zaprezentować opinię o kilku, które obejrzałam w ciągu tego miesiąca. Niestety nie liczcie na głębszą analizę, nie mogę sie na to zebrać, wciąż czekam na natchnienie w pisaniu, ale ciężko z tym idzie...

Na pierwszy ogień, pójdzie pierwszy w moim życiu horror, czyli "Obecność". Oglądałam go wieczorem wraz z koleżanką i siostrą i sądziłam, że ja, która wyszukuje wszędzie strachów, będę się go niemiłosiernie bała, ale tak się nie stało. W najważniejszych momentach bardziej śmiałam się niż czułam przerażenie. Może to nie była pozycja dla mnie albo pora  za wczesna, ale lęku nie czułam w ogóle, a tego w głównej mierze oczekiwałam. Jednak film ten nie był kompletnym niewypałem. Sam pomysł mi się spodobał, szczególnie połączenie kilku wątków, łączenie historii, przenoszenie między nimi przedmiotów i bohaterów. Gra aktorska była niezła, nie miałam do niej zastrzerzeń, czasem było dorobinę zbyt grosteskowo, ale tylko czasem. Intrygujące również było to, iż historia miała się opierać na faktach, pewnie jedynie szczątkowych, ale zawsze to przyciąga widzów. Jak na pierwszy horror sądzę, że mogłam trafić lepiej, to na pewno nie koniec.
Ocena: średnia+ [3+/6]


Kolejną pozycją, którą obejrzałam tego samego dnia był film na podstawie powieści Sparksa "Ostatnia piosenka". Początek nie zapowiadał niczego oryginalnego, dzieci mają spędzić wakacje u ojca, który rozwiódł sie jakiś czas temu z matką. Córka nastolatka nienawidzi ojca, który ich zostawił, młodszy brat zaś ogromnie cieszy się ze wspólnego czasu. Już pierwszego dnia dziewczyna ucieka do wesołego miasteczka na plaży i tam spotyka pewnego chłopaka. Historia miłosna jak ich wiele. Ale patrząc na głównych bohaterów, wciąż miałam przed oczami Hannah Montanę i blond Gale z "Igrzysk", przez cały film właśnie to chodziło mi po głowie i próbowałam coś z tym zrobić, ale nie dałam rady. Historia rodziny głównej bohaterki była ciekawsza, tak samo sprawa z podpaleniem. Tytuł łatwo rozgryść, od razu pomyślałam, o takim zakończeniu, przewidywalne. Jak na dramat komediowy historia była ciekawa, wciągnęła mnie i mi się spodobała, ale miała też wady. Nie był to najlepszy film z gatunku, jaki widziałam.
Ocena: dobra 4/6


Ostatni film, jaki chciałam dziś opisać w skrócie to "Dziewczyna z tatuażem". Thriller, który początkowo wydawał mi się bardzo zawiły, ale w trakcie oglądania było coraz lepiej. Mocne i brutlane kino, gwałty, morderstwa, rodzinne tajemnice i sekrety, ucieczki. Nie miałam okazji czytać książki, ale na pewno to zrobię. Film mnie zachęcił, był chory, ale jednocześnie fascynował i przez prawie trzy godziny nie pozwalał na oderwanie się od ekranu i zaprzestanie oglądania. Kilka razy niestety mi się zacinał, musiałam ładować jeszcze raz i te przerwy trochę psuły mi widowisko. Zimne otoczenie jedynie podsycało klimat filmu. Niektóre sceny brzydziły, a jednak oglądałam dalej i dalej, by rozwikłać zagadkę. A właśnie ona w całym filmie była najlepsza. Rodzinny sekret, który nie został odkryty przez tak wiele lat, tu powoli, acz klarowanie został wyjaśniony.
Ocena: bardzo dobra + [5+/6]




Pozdrawiam,
Patrycja. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Deadman Wonderland (manga)

Mamo, ja chcę do cyrku!

Marzyliście kiedyś o występowaniu w cyrku? Podczas mojej pierwszej wizyty właśnie to chodziło mi po głowie, że cudownie by było występować, tam na scenie, uszczęśliwiać ludzi, dawać im radość i wywoływać uśmiech, dostarczać rozrywki i zabawy. Nigdy jednak nie myślałam, że cyrk może mieć drugie, mroczniejsze oblicze...

Na blogu co jakiś czas, rzadko, ale jednak, pojawiały się recenzje mang, w większości takich, które bardzo mi się spodobały. Nie powinien Was ten fakt w ogóle dziwić gdyż do tej pory każda manga była przeze mnie pożyczana od mojej przyjaciółki, która wiedziała, co może mi się spodobać, a jeśli to nie wypadało po prostu nie doczytywałam do końca. Tym razem jest trochę inaczej, gdyż przedstawię Wam tytuł, który kupiłam sama.

"Deadman Wonderland" to tytuł nowej mangi wydawnictwa Waneko autorstwa Jinsei Kataoki i Kazuma Kondou. Jak na razie ten tomik jest jedynym dostępnym, choć drugi ma się ukazać w tym miesiącu. Co mnie podkusiło do jej kupienia, sądzę, że w największej mierze temat. Po tym jak za chwilę go poznacie na pewno nie powiecie, że nie jest oryginalny. Nie trzymam Was więc w niepewności.

Ganta to z najzwyklejszy, niczym nie różniący się od reszty gimnazjalista. Jednak całe jego życie zmienia się, gdy pojawiający się znikąd czerwony stwór zabija całą jego klasę, a pozostawia przy życiu właśnie jego. Nikt nie słucha jego zeznać, wszyscy sądzą, że to on dokonał masakry. Chłopak trafia do prywatnego więzienia Deadman Wonderland, gdzie ma zostać wykonana jego kara. Jedyną szansą na przeżycie jest udział w niebezpiecznych zabawach, które mają dostarczać rozrywki nieświadomym ich realności widzom.

Pierwsze wrażenie po lekturze: dobra. Tak ją oceniłam i chyba tak zostanie. W DW wiele się działo, mimo że to pierwszy tom już ukazana została brutalność widowiska, rozpoczęło się trochę wątków pobocznych, które jednak wpływają na całą sprawę. Wraz z Gantą poznajemy realia, w jakich przyszło mu żyć, miejsce, gdzie trafił z niewiadomego sobie powodu. Czerwony pojawił się znikąd, a zniszczył całe jego życie, zabił jego przyjaciół. Najważniejszym pytaniami są więc, kim on jest, kto nim kieruje?

Powyższych pozytywów spodziewałam się od początku, wiedziałam, że będzie się wiele działo, że będzie brutalnie i groźnie, ale nie spodziewałam się tak dobrej kreski. A gdy mi kreska się nie spodoba to odkładam mangę dość szybko. Tutaj postaci zostały przedstawione ciekawie, choć może sceny na arenie trochę surrealistycznie.  Podczas oglądania scen z Czerwonym zawsze się gubię i do końca nie wiem, o co chodzi. Są one bardziej dynamiczne, ale zarazem trudniejsze do odczytania, przynajmniej dla mnie. 

Sporym minusem dla mnie jest duża ilość przekleństw. Mogłam spodziewać się, że w więzieniu nie używa się zamienników jak "kurcze", ale jak dla mnie trochę tego za wiele. Może dzięki temu wzmacnia się treść, ale ja wolę łagodniejsze określenia.

Bohaterów jak na razie dopiero poznaję, nie mogę powiedzieć, czy kogoś polubiłam szczególnie, większość wciąż jest dla mnie zagadką. Szczególnie Shiro, o której prawie nic nie wiem. Wnosi do mangi trochę komizmu, jak również wątek romantyczny, nie da się nie zauważyć, że jednostronny. Ciekawe, kim się okaże.

"Deadman Wonderland" było dobrym wyborem jak na pierwszą kupioną mangę. Więzienie było takie, jak być powinno, a nawet jeszcze okrutniejsze niż sądziłam. Występy więźniów to na pewno nie cyrkowe igraszki. Oni walczą o życie. Ile wytrzyma Ganta?

Ocena: dobra + [4+/6]


Autor: Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Tom: I
Wydawnictwo: Waneko
Ilość stron: 216
Cena: 19,99 zł
Data przeczytania: 10-08-2014
Skąd: pożyczone od znajomych 

środa, 20 sierpnia 2014

Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne

Świat wzywa na ratunek!

Kto z nas nie marzył o zostaniu superbohaterem? Kto nie chciał mieć jakiejś supermocy? Widzenie przez ściany? Nadludzka siła? Niewyobrażalna prędkość? Możliwość spędzania wielu minut pod wodą? A może latanie?

Taką moc ma sześcioosobowa gruba pod kierownictwem Max. Zostali oni stworzeni przez grupę szalonych naukowców, którzy połączyli gen ludzki z genem ptasim. Jednak cała gruba nie jest jedynym eksperymentem, jaki stworzyli naukowcy. Cały czas muszą oni uciekać przed Likwidatorami, krzyżówkami wilków i ludzi. Nie można też zapomnieć, że poruszają się z gadającym psem. Ich życie to ciągła ucieczka, walka o przetrwanie i znalezienie sposobu na ratowanie świata.
Tom trzeci, "Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne", opowiada o kolejnych próbach pokrzyżowania planów niebezpiecznym naukowcom. Dzieciaki dowiadują się, iż mają oni plan na zmniejszenie populacji Ziemi. Tajemniczy Głos w głowie Max mówi jej, ze tylko ona jest w stanie temu zaradzić. Jednak część grupy nie jest o tym przekonana. Czy świat zostanie uratowany?

James Patterson już od pierwszych stron nadaje książce szybkiego tempa. Tu wciąż spotykamy się z akcją, zaskoczeniami i nie możemy czuć się znudzeni. Na nudę nie ma czasu, tym bardziej że książka jest tak krótka, bo nie ma nawet 300 stron.  Bohaterowie są uosobieniem tego tempa, również są szybcy, niepotrafiący wysiedzieć w jednym miejscu.  Każdą postać ze stada doskonale pamiętam i w umyśle łączę z charakterystycznymi dla niej cechami i zachowaniami. Bardzo podoba mi się to, że żadne z nich nie ginie w tłumie, choć to Max przewodzi w narracji. Dodatkowo swoje spojrzenie na zdarzenia ukazywali również Kieł i Kuks, choć ta ostatnia jedynie w kilki rozdziałach.

Jeśli mowa o rozdziałach to nawet one dodają książce dynamiki. Są krótkie, treściwe, czasem nawet zawierają się w jednej stronie, ale zawsze zawierają to, co potrzeba i kończą się w takim momencie, że aż czuć przymus poznania dalszych losów bohaterów. Warto też zauważyć, że autor podzielił książce na kilka części, którym nadał doskonałe do zawartej treści tytuły. Czasem ich dopasowanie można wyczuć już przed przeczytaniem z powodu toku wcześniejszych zdarzeń, a niekiedy dopiero podczas lektury, bo to wtedy ujawnia się jego znaczenie.

W poprzednich tomach autor zaczął rozwijać uczucie, które łączy Kła i Max, teraz cała jego moc została skumulowana, co nie znaczy, że sprawa została całkowicie wyjaśniona i rozwiązana. Czy wątek ten porywa? Nie ukrywam, że czuję nim lekkie zaciekawienie, ale równie dobrze mogłoby go nie być, nic to by nie zabrało mojej ocenie książki.

W tomie tym autor kilka razy mnie zaskoczył. Szczególnie miało to miejsce w sprawie dotyczącej rodziców Max, jak również w ukazaniu przemiany pewnej postaci oraz w ukazaniu nowych stworzeń, które były dziełem naukowców. Wyobraźnia w tworzeniu krzyżówek u autora jest bardzo duża. Nie przeżywałam jednak jedynie pozytywnych zaskoczeń. Irytował mnie podział, który zaszedł w grupie, dla mnie było to całkowicie bezcelowe i głupie. Stado zawsze miało trzymać się razem. Dodatkowo wstawki blogowe nie były najlepsze. Przez nie Kieł tracił w moich oczach. To jakim językiem w nich pisał ukazało mi, że wszyscy ci bohaterowie wciąż są dziećmi, mimo że mają tak niewyobrażalne i niebezpieczne przygody. Czułam się za stara na jej czytanie, bo autor słowa kierował do dużo młodszej młodzieży.

"Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne" to kolejna dobra książka serii Maximum Ride, jednak lekko odbiegała poziomem od poprzedniczek. Historia zaczęła robić się niezwykle pokręcona, może nie przez zawiłość, ale czasem treść zdawała mi się idealna dla dzieci, one najlepiej zrozumiałyby jej przesłanie. Mimo wszystko te kilka godzin, które z nią spędziłam były przyjemne i sądzę, że skuszą się na kolejny tom.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: James Patterson
Tom: III
Wydawnictwo: Hachette
Ilość stron: 296
Cena: ok. 35 zł
Data przeczytania: 2014-08-17
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Maximum Ride:
Eksperyment "Anioł" --- Żegnaj, Szkoło-na zawsze --- Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne --- Ostatnie Ostrzeżenie. Globalne ocieplenie --- Max --- Fang --- Angel --- Nevermore

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

wtorek, 19 sierpnia 2014

Druga szansa

Przypomnij sobie!

Mieliście kiedyś takie marzenie, by zrobić coś jeszcze raz, by powtórzyć coś, co zrobiliście, coś, co miało wielkie konsekwencje? Nie chcieliście cofnąć czasu i zrobić coś jeszcze raz, ale by miało to inne skutki? Ja wielokrotnie. Druga szansa brzmi dumnie, ale od teraz będzie mi się kojarzyła trochę inaczej.

Właśnie taki tytuł obrała na swoją kolejną powieść polska autorka Katarzyna Berenika Miszczuk. "Druga szansa" nie brzmi groźnie, napawa optymizmem i daje nadzieję. Jednak już okładka, nota bene niesamowita, wzburza inne uczucia. Czego więc można się spodziewać po szóstej już książce młodej pisarki?

Młoda dziewczyna budzi się w dziwnym miejscu, nie wie, gdzie jest, a co najważniejsze nie wie, kim jest. Patrząc w lustro widzi obcą osobę, ładną, zgrabną dziewczynę, ale nie może jej połączyć z własną postacią. Miejsce, w jakim się znalazła wydaje się jej obce. Dopiero pojawienie się dziwnej, pulchnej kobiety uzmysławia jej, że ma na imię Julia oraz że znalazła sie w ośrodku Druga szansa dla ludzi z problemami z pamięcią. Okazuje się, że dziewczyna nie pamięta nic ze swojej przeszłości, rodzina, dom, przyjaciele, są dla niej zamazana plamą. Pamięta jedynie błahe, nieistotne sprawy. Czy czas spędzony w ośrodku pomoże jej dojść do siebie, czy wszystko sobie przypomni?

Poprzednie książki pani Miszczuk w głównej mierze opierały się na szybkiej akcji, humorze i romansie, choć różniły się treścią, podejściem do tematu, a zwłaszcza stażem autorki, te trzy czynniki były ich głównym motywem. "Druga szansa" jest od samego początku inna. Wyczuwa się element zaskoczenia, czytelnik czuje chęć rozwiązania zagadki, która wciąż gdzieś się czai.

A tajemnicę można wyczuć na każdej stronie "Drugiej szansy". Pierwszym czynnikiem jest tożsamość głównej bohaterki, która nawet dla niej samej staje się zagadką.  Jako że występuje tu narracja pierwszoosobowa wraz z bohaterką odczuwałam irytacje faktem, że terapia nie przynosiła pożądanych skutków, że jej przeszłość nadal była zamazana. Kolejnym punktem jest samo miejsce, "Druga szansa" skrywa wiele sekretów, zbyt mili opiekunowie, tajemnicze drzwi za kotarą, ludzie, którzy ukazują wiele różnych twarzy. Do tego dochodzą bardziej fantastyczne elementy, które aż trudno wyjaśnić. Już od pierwszych stron niepokoi nas dziwny kruk, słyszymy szepty, znajdujemy przedmioty, które widzimy w snach...

Sądzę, że właśnie ostatnimi składnikami autorka chciała podnieść grozę książki. Dla mnie był to jednak jeden z największych minusów powieści. Czytając powieść nie odczuwałam  żadnego lęku. Sytuacje, które były kreowane na straszne w ogóle takie nie były. Sfera ta nie była rozbudowana i dopracowana, widać, że autorka stawia dopiero pierwsze kroki w mroczniejszych klimatach i powinna jeszcze trochę nad tym popracować. Powieść miała klimat, ale zabrakło kropki nad i, ostatniego punktu.

Początkowo wysunęłam tezę, iż autorka w dwóch pierwszych powieściach skupiała się na akcji, humorze i romansie. Wszystkie z powyższych elementów występują również w tej powieści, ale chciałam po prostu zauważyć, że na pierwszy plan wysuwa się coś innego. Pierwsze dwa rzeczowniki jeszcze jakoś można połączyć z zakładem dla obłąkanych, ale romans, jak? Sama się nad tym zastanawiałam, ale widać można.

Romans opiera się na uczuciu pomiędzy główną bohaterką, a innym pacjentem Adamem. Polubiłam go, nie był przerysowany, a nawet czasem zabawny. Ale ich uczucie akurat w tym miejscu wydawało mi się nierealne. Wolałabym by po prostu się zaprzyjaźnili. Odbierało to czas jaki autorka skupiała na bardziej interesujących mnie kwestiach.

Jak również przez to główna bohaterka wydawała mi się nastolatką, która nie była. Julia, bo takie było jej imię, miała 22 lata. Jednak jak dla mnie równie dobrze mogłaby mieć mniej. Poprzez ciągłe zagubienie, leki, brak własnej przeszłości, zdawało mi się, że wszystko przeżywa po raz pierwszy, że wszystko jest dla niej obce. Jednak powyższy związek odbierał jej cechy, które u niej lubiłam, a zwłaszcza zdrowy rozsądek. Co dziwne, dało się go wyczuć u tej postaci.

Niezwykle urzekło mnie zakończenie powieści. Spodobało mi się, gdyż było przemyślane i złożone. Autorka pisała iż jest to powieść jednotomowa, a jednak otworzyła sobie nią drzwi do kontynuacji. Mimo wszystko mam nadzieję, że to jednak historia skończona, wolę by tak zostało. Można by pomyśleć, że z sytuacji, w której znalazła się bohaterka nie ma wyjścia. Ale drzwi zostały otwarte, dwa światy w zadziwiający sposób połączone. Nie wszystko zostało wyjaśnione, ale to dobrze, wciąż pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi, co tylko utrzymuje klimat ciągłej tajemnicy.

Muszę pochwalić również wydawcę, bo stworzył niesamowitą okładkę. Zapowiada historie z dreszczykiem i zachęca do czytania. Mimo iż nie znalazłam tu wszystkiego, na co liczyłam, jestem zadowolona z lektury. Powieść ciekawiła i nie pozwalała na długie oderwanie się od lektury. "Druga szansa" to książka zagadka. A co Ty w niej odkryjesz?

Ocena: bardzo dobra - [5-/6]

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: -
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 352
Cena: 39,90 zł
Data przeczytania: 2014-08-17
Skąd: biblioteka publiczna


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Moja pierwsza książka

MFB TAG to zabawa, do której zostałam nominowana przez dwie osoby, jedna z nich jest Nada, której, po pierwsz dziękuję, a po drugie przepraszam za sporą zwłokę, drugą zaś Do xxil, które również serdecznie dziękuję. :) Nie lubię bawić się w tego typu zabawy, ale ta różni się od reszty, a do tego trzeba trochę wysilić umysł i wszystko sobie poprzypominać. Nie wiem jak będzie z moją pamięcią, mam nadzieję, że nie tak źle. Zapraszam do lektury. :)



1. Pierwsza lektura.


Szkolną była pewnie jakaś cieniutka książeczka, której terez nie pamiętam, ale stawiam, że to "Anaruk chłopiec z Grenlandii" :)


2. Pierwsza książka, którą pokochałam.

Bezapelacyjnie "Ania z Zielonego Wzgórza" czytałam ją wielokrotnie, cała seria niezwykle mnie wciągnęła. Ukochana to na pewno, aż przyszła mi ochota na kolejną czytelnicza podróż z tą bohaterką.

3. Pierwsza książka, którą znienawidziłam.

Nie wiem, czy któraś z lektur z lat wcześniejszych wywołała u mnie tak silne emocje, ale obecnie dażę nimi książkę "Spalona", jedną z serii Domu Nocy. Była tak beznadziejna, że chciałam ją odłożyć po zaledwie kilku stronach. Bohaterowie byli płytcy i nijacy, a zdarzenia wydawały się tak naciągane, że nie mogłam czytać dalej. To jedna z książek, które wymęczyłam!

4. Pierwsza książka, którą kupiłam.

Jeśli chodzi o mnie, a nie o moją mamę to była to jakaś seria PR, albo "Żelazny Dwór" albo "Dary Anioła" :)

5. Pierwsza książka, którą pozyczyłam. 

Jedną z pierwszych pozyczonych od znjaomych była pierwsza część "Wampiratów", z biblioteki pewnie jakaś lektura szkolna... 

6. Pierwsza książka, którą sprzedałam.

Nigdy nie sprzedałam ksiażki, jedynie wymieniam. ;)

7. Pierwsza książka, którą zrecenzowałam. 

Pierwsza recenzja na blogu to prawdopodobnie właśnie ta pozycja. Wychodzi na to, że to "Deklaracja", ale nie polecam jej czytać, jest beznadziejna ;P

8. Pierwsza nieskończona książka. 

Nie wiem, trudno mi powiedzieć, co kiedyś nie skończyłam, z lektur do tej pory nie przeczytałam jednej, ale nawet jej nie wypozyczałam, ostatnio odpuściłam sobie "Piratikę", ale nie wiem, czy było coś wcześniej... 

9. Pierwsza książka, która doprowadziła mnie do łez.

Ze smutku, czy ze śmiechu? Nie mogę mieć pewności, ostatnio przy "GNW", ale nie pamiętam, czy wcześniej płakałam. Może przy czytaniu serii o Ani łezka mi się w oku zakręciła... 

10. Pierwsza książka, którą ekranizację oglądałam.

"Harry Potter", choć nie wiem, czy wiedziałam wtedy o tym. Włączyłam, obejrzałam, a potem dopiero przeczytałam. Zła kolejność, ale jaka przyjemność z filmu. :)

11. Pierwsza seria, jaką przeczytałam.

Chciałabym powiedzieć, że "Ania z Zielonego Wzgórza", ale nie czytałam 9 książki, więc nie mogę. Harrego czytałam nie tak dawno... Może Percy Jackson, ale to było chyba z trzy lata temu... Igrzyska Śmierci czytałam bardzo dawno... Nie mogę sobie przypomnieć, jakie serie czytałam jako dziecko! :(

12. Pierwsza książka, którą pamiętam z dzieciństwa.

Cały czas przed oczami stają mi basnie polskie, to chyba jedna z moich pierwszych "poważniejszych lektur", wcześniej były to raczej bajeczki dla dzieci.  

13. Pierwsza książka, na której wydanie czekałam.

Dary Anioła, chyba 4 część serii, pierwsze trzy niemożliwie mnie wciągnęły i wciąż liczyłam na kolejne tomy. Teraz mam tak z "Grą o Tron", choć nawet nie skończyłam w pełni "Tańca ze smokami" :P

14. Pierwsza książka, do której świata chciałam się przenieść.

"Ania z Zielonego Wzgórza", bo bardzo chciałam poznać Anię i później zobaczyć jej dzieci i nie ukrywajmy Gilberta :P

15. Pierwsza książka, która spowodowała, że zakochałam się w czytaniu.

Wspominana wielokrotnie seria o Ani, uwielbiam ją, a gdy tylko słyszę lub widzę tytuł mam ochotę kolejny raz ją przeczytać. Mam z nią związane wspaniałe wspomnienia i wprost ją uwielbiam. :)

Do zabawy nominuję wszytkich, którzy przeczytają ten post. Jeśli macie ochotę powspominać, zapraszam. :)

piątek, 15 sierpnia 2014

Morderstwi na plebanii

Za mną już kilkanaście kryminałów Agaty Christie, Ci, którzy znają już powieści autorki, wiedzą, że występuję w nich najczęściej jeden z dwójki detektywów: Poirot lub panna Marple.  Jednak do tej pory wciąż udawało mi sie trafiać na powieści, w których główne skrzypce grał Herkules. Tym razem jednak, w "Morderstwie na plebanii", detektywem jest właśnie panna Marple.

Tym razem tytuł powieści autorki mówi wszystko, morderstwo miało miejsce na plebanii, został w niej zabity w jego gabinecie, kiedy to proboszcz dostał dziwny telefon z prośbą o przybycie do odległej miejscowości, gdzie miał znaleźć umierającego człowieka. Po powrocie od nieprawdziwego wezwania w gabinecie znalazł zwłoki pułkownika Protheroe. Do zbrodni przyznały się dwie osoby, jedna z nich była żona zabitego, drugą zaś jej kochanek. Które z nich kłamie? A może jedynie się kryją? Co gdy to ktoś inny jest mordercą?

Jak dzisiaj doczytałam nie jest to jedynie pierwsza moja książka z panną Marple, ale również pierwsza książka, w której umieściła ją autorka. W tym przypadku jednak to nie owa postać jest narratorem, ale proboszcz, dzięki któremu poznajemy wydarzenia związane ze  zbrodnią, jak również obraz charakteru miejscowego detektywa. Panna Marple jest traktowana jak stara panna, zbyt ciekawska, nie mająca własnego zajęcia i wtykająca noc w nie swoje sprawy, jednak na pewno nie niesympatyczna. Mimo że nie pojawia się najczęściej wciąż miałam wrażenie, że ona zna już rozwiązanie, że ma wiele hipotez, jednak nie było nam dane ich poznać, musieliśmy czekać, co wydarzy się dalej, jakie nowe poszlaki nadadzą światło sprawie.

Właściwie trudno nawet pannę Marple nazwać tu detektywem, ona obserwowała, wyciągała wnioski, ale nie dzieliła się nimi, ukrywała je. Jako czytelnik, patrząc oczami proboszcza, miałam zawężone pole manewru, gdyż mimo że sprawa działa się w jego mieszkaniu, on wiele nie zrobił, czekał, co się stanie. Nie za bardzo chciał sie bawić w detektywa.

Najgorsze w całej sprawie było to, że wszyscy wydawali mi się podejrzani, spojrzenie proboszcza było mylące, mimo że znał wszystkich parafian, to nie interesował się plotkami, a to właśnie najwięcej mogłoby powiedzieć o ludziach. Uwierzcie mi, podejrzewałam nawet niego samego.

Kryminał ten nie spodobał mi się tak jak poprzednie, sprawa była prowadzona inaczej, z uwagi na brak detektywa, na wprowadzenie nowej stałej postaci, jednak wszystko mi się trochę dłużyło. Mogła w całej tej sprawie zawinić narracja. Jednak jak zawsze pomysł ciekawi. Skąd autorka brała te wszystkie pomysły?

Ocena: Średnia [3/6]

Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 224
Cena: 14,99zł
Data przeczytania: 2014-05-31
Skąd: biblioteka publiczna

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:

środa, 13 sierpnia 2014

Cienie na Księżycu

Kim jestem? Jak mam na imię?

Dziewczynka, która kiedyś miała wszystko, co było jej potrzebne, która była szczęśliwa i nie wymagała wiele od życia. Kraj, gdzie liczy się tradycja i stare obyczaje, gdzie każdy ma wyznaczone miejsce i musi się go trzymać. Ludzie, którzy wierzą w coś większego, którzy liczą, że Księżyc jest mocą sprawczą wszystkich zdarzeń.

Wraz z Zoe Marriott przeniosłam się do pełnej magii i tajemnicy Japonii. Tam poznałam czternastoletnią Suzame, która prowadzi szczęśliwe życie, ma kochającego ojca, kuzynkę jako najlepszą przyjaciółkę i również kochającą, choć zdystansowaną i surową matkę. Jednak jeden dzień odebrał jej to wszystko. Tłum mężczyzn odzianych w czerń przybyła, by skazać jej ojca, powiedziano, że jest zdrajcą. Jej matka była wtedy daleko, a ona wraz z kuzynką widziała wszystko przez ścianę drzew w sadzie. Próbowała ratować ojca, lecz było już za późno. Mężczyźni gonili ją i jej siostrę, strzelali i trafili. Jednak Suzame chciała się zmienić w szybkiego, małego zająca i jej się udało. Ucieczka żołnierzom i skryła się tam, gdzie nie mogli jej znaleźć. Niedługo potem z wyjazdu wróciła jej matka, wraz z przyjacielem rodziny, który postanawia zabrać je do siebie, by im pomóc. Suzame ma jednak pewne wątpliwości, co do jego intencji. Czym jest ten dziwny błysk w jego oku?

Japonią, choć nie w wielkim stopniu, ale jednak, zaczęłam interesować się dzięki mojej przyjaciółce. Ona pożycza mi mangi, opowiada o tamtejszej kulturze, tak odmiennej od naszej. Japonia to w pewnym stopniu dla mnie zagadka, nigdy nie będę wstanie poznać wszystkich jej twarzy, jednak warto przynajmniej próbować. Bez większego zastanowienia sięgnęłam po "Cienie na księżycu", książkę opowiadającą, przynajmniej po części, o Kraju Kwitnącej Wiśni. Powieść należy do cyklu Poza czasem, co jedynie dawało mi nadzieję na wspaniałą, pełną czarów i niesamowitych zdarzeń historie.

„To niezwykłe, że żałoba zamienia nawet szczęśliwe wspomnienia w ostre noże, które ranią"

Zacznę może od pewnego wyjaśnienia. Dlaczego taki tytuł nasunął mi się podczas pisania o tej książce? Otóż "Cienie na księżycu" podzielone są na rozdziały, a każdy z nich opowiada o dziewczynce, która ze względu na sytuacje, w jakiej się znalazła musiała zmieniać swoją tożsamość i stawać się kimś innym.  Pomysł mógłby wydać się przerysowany, gdyby nie to, że autorka rozciągnęła akcje na przestrzeni lat. W powieści zdarzenia nie następowały zaraz po sobie, a to dawało wrażenie większego realizmu, mimo iż historia zdecydowanie odbiegała od zdarzeń z naszego codziennego życia.

Warto zauważyć, że i czas akcji można uznać za Japonię wiele lat temu. Władzę miał w nim Księżycowy Książę, a na przestrzeni stron lepiej poznawaliśmy jego dwór, otoczenie, a zwłaszcza japońskie obyczaje, kulturę. Nie mogę siebie uznawać za znawczynię w tej dziedzinie, ale sądzę, że autorka bardzo dobrze to przedstawiła. Wciąż wyczuwałam klimat specyficznej kultury, co jak sądzę mogło być efektem użycia w książce słów, które wiążą się bezpośrednio z Japonią. Gdy któreś są niezrozumiałe z tyłu książki autorka umieściła pomocny słowniczek.

"Cienie na księżycu" są powieścią jednotomową, co teraz zdarza się coraz rzadziej. Nie będę ukrywać, ze lubię czytać serie, bo w nich mamy szansę lepiej zapoznawać się ze światem, warunkami, w jakich przyszło stanąć bohaterów lub nawet samym charakterom postaci. Ale tutaj autorka postarała się, by ta powieść została zamknięta właśnie w tych stronach i by nie dawała wrażenia, że czegoś tu brakuje.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, na pierwszy plan wysuwa się oczywiście główna postać Suzame, która jest niezwykle zmienna, zagubiona w nowym otoczeniu, w nowej sytuacji, z drugiej strony jednak silna i zdecydowana. W jej zachowaniu jedna rzecz pozostawiała u mnie wiele pytań, coś, co pozwalało jej zapomnieć, poczuć coś, a mianowicie samookaleczenie. Początkowo mnie to odpychało, później zaczynałam ją rozumieć, ale wciąż pozostawia to niesmak, dużą rysę na jej charakterze. Co do reszty bohaterów, to mam o nich same superlatywy, nie wszystkich polubiłam, jednak ich kreacja przypadła mi do gustu. Postaci poboczne nie są jedynie tłem. Bohaterowie mają wiele twarzy, często nie okazują się tym, kim na początku byli, ale to nic dziwnego w świecie, gdzie króluje iluzja.

Magia, iluzja, czar to coś, co wyróżnia tę powieść wśród innych. Autorka przekazała Suzame dar, jednak nie przez kontakt z inną osobą, nie przez rozmowę, nie przez wiek, a przez sytuacje. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, ale wraz z bohaterką poznawałam jej nowe umiejętności, o których nie miała pojęcia, których nie umiała od razu używać. Jednak to się zmieniło. Cenne w tym darze było również to, że bohaterka nie była tu odosobniona, a osoby, które spotykała nie wydawały się tym zdziwione, co od razu tłumaczono. Ingerencja księżyca, dar księżyca, to wszystko się ze sobą łączyło i to w niezwykły sposób.

„Miłość nadciąga jak burzowe chmury,
Ucieka przed wiatrem
i rzuca cienie na Księżyc.”

"Cienie na księżycu" należą do PR, więc gatunek zobowiązuje, nie obyło się bez romansu. Jednak autorka nie przedstawiła nam nastoletniej miłości, w której ukochani są ze sobą mimo przeciwności, a mimo młodego wieku dojrzałe uczucie, które musi wybierać, co jest ważniejsze życiowy cel, czy ta więź. Historia nie jest szablonowa, pierwsze spotkanie zapowiadało słaby romans, jednak dalsze losy tworzą zdecydowanie bogatszą opowieść.

Nie spodziewałam się, że ta historia tak mocno mnie zaczaruje, nie liczyłam na tak dojrzałą historię, tak zmienną i nietuzinkową. Choć wydawca podsuwa nam iż to nowa wersja historii o Kopciuszku to tak nie jest. Gdyby chcieć można te historie połączyć, jednak przez podział na tym się nie kończy. Różne rozdziały, różne role, które odgrywa jedna postać. Czy zemsta okażę się najważniejsza?
Ocena: świetna [6/6]

PS. Powraca moja wiara w cykl Poza czasem.

AutorZoe Marriott
Tom: -
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 448
Cena: 35 zł
Data przeczytania: 2014-08-07
Skąd: biblioteka publiczna

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

wtorek, 12 sierpnia 2014

Ao No Exorcist (manga) [tomy 1-4]

Ojcze, przybywam!

Rin wraz z bratem Yukio mieszka u Shiro Fujimoto, księdza, który się nimi opiekuje.  Chłopcy mają po 15 lat i są bliźniakami, jednak różnią się od siebie prawie wszystkim. To Rin zawsze pakuje się w kłopoty, szuka zwady, jest bardziej pewny siebie. Pewnego dnia, gdy Rin wychodzi z domu w poszukiwaniu pracy po drodze napotyka swoich "kolegów". Pomiędzy nimi zawiązuje się bójka, wtedy jednemu z chłopców rosną rogi i zaczyna się zmieniać. Chłopak nie wie, co się dzieje. Na pomoc przychodzi mu jego przyszywany ojciec, który mówi mu kim naprawdę jest. Rin okazuje się synem Szatana, który odziedziczył po ojcu z Piekeł pewne umiejętności. 
Diabeł do kontaktu ze swoimi dziećmi potrzebuje łącznika, w tym wypadku wykorzystał Fujimoto. Podczas połączenia z ciała Shiro powoli zaczęło uciekać życie. Dzięki swojej mocy Rin ucieka od Bram Piekieł i zostaje w świecie żywych. Razem z bratem udają się do Akademii walczącej z wysłannikami szatana. Jedynym celem Rina staje się zemsta nad Szatanem, właśnie dlatego chcę zostać Egzorcystą.

Po opisie, który spotkałam na pierwszych stronach "Ao no exorcist" nie spodziewałam się tego, że ta pozycja tak bardzo mi się spodoba. Cały pomysł na fabułę wydawał się dość oklepany, czytałam już kilka książek o dzieciach Szatana, które nie wiedzą, kto jest ich prawdziwym ojcem.  Więc wiedziałam, czego się spodziewać. A może jednak nie?

W Egzorcyście wszystko zaczęło iść w dobrym kierunku już od pierwszych stron. Dlaczego? Zacznę od sfery fabularnej, gdyż to niej się obawiałam. Pomysł syna Diabła, fakt już się pojawiał, ale motyw z szkołą dla egzorcystów, wychowywaniem przez egzorcystę, postawieniem braci w różnym położeniu względem faktu pochodzenia Rina(sam zainteresowany nie miał o niczym pojęcia, żył w całkowitej niewiedzy, zaś jego brat był już adeptem szkoły i przechodził jej poziomy, miał większą wiedzę i umiejętności). Moje obawy zostały, więc rozwiane. Pomysł z każdym kolejnym rozdziałem wydawał się coraz lepiej przemyślany i rozbudowany.

Na plus mangi Kazue Kato przemawia również kreska.  Jest wyraźna, dość mocna i ułatwia poznawanie treści. Wszystkie obrazki, nawet te zawierające wiele elementów są czytelne i łatwe w odbiorze.

Miałam już okazję zapoznać się z pięcioma tomikami, jednak najpierw chciałam przybliżyć Wam historie zawartą w czterech pierwszych, gdyż one zawierają ten sam motyw fabularny. Chodzi w nich głównie o poznanie przez Rina własnej natury, naukę w szkole, zapoznanie z jej uczniami. Może się to wydawać nudne, ale wcale tak nie jest. Akademia nie stawia jedynie na naukę teoretyczną, ale również praktyczną, co dodaje wiele fanatycznych i zabawnych momentów.

Humor jest dużym plusem całej serii, wciąż występują sytuacje, które bawią czytelnika swoja groteskowością, czy rozładowują napięcie, jakie panuje w niebezpiecznych sytuacjach. Uwielbiam takie zagrania. Do tego większość postaci ma swoją zabawną stronę, szczególnie Rin.

Główna postać jest bohaterem, którego od razu polubiłam. Wygadany, zabawny, nie dobie w kasze dmuchać. Sądziłam, że wiadomość, o tym, że jest dzieckiem Szatana, go załamie, (no bo kogo, by nie załamała) ale tak się nie stało. Stał się bardziej zdeterminowany, bo miał cel, chciał zniszczyć swego ojca. Nie da się go nie lubić, jest niesamowicie sympatyczny, mimo napadów gniewu, a do tego gotuje.  :D

W mandzie pojawia się również wiele postaci drugoplanowych, często takich, których historia napędza jeden z tomików. Warto zauważyć, ze postać, która występuję na danej obwolucie wraz z Rinem przewodzi akcji i w sporym stopniu ją poznajemy. Kogo polubiłam najbardziej, chyba większość kolegów z klasy Rina, są tak różni, ale razem świetnie sie uzupełniają. Do tego Mephisto, jak ja go uwielbiam. Zdecydowanie najbardziej kolorowa i zaskakująca postać całej mangi. Jego brat, ten z brokułem na głowie, też jest niesamowicie zabawny. Nawet Shiemi mi się spodobała, czasem jest lekko irytująca, ale jest taka kochana. Nie ma chyba wiele osób, do których nie pałam sympatią, może Yukio, on jest aż za poważny... Niby brat bliźniak, a tak się różni od Rina.


Bardzo podoba mi sie oprawa graficzna książki, pod obwoluta znajdziemy zabawne komiksy, a na niej doskonale wykonane obrazki różnych postaci i do tego wnętrze ich toreb. W pierwszych tomach na okładce widać Rina, jego brata - Yukio, na trzeciej Shiemi, a na czwartej Maphisto.  Te tomy udało mi się czytać zaraz po sobie, bez dłuższych przerw, dopiero na kolejne tomiki przyszło mi trochę zaczekać.

"Ao no Exorcist" to świetna manga zawierająca dużo przygód i fantastycznych postaci i nie piszę tu jedynie o bohaterach, ale również o demonach, z którymi musza walczyć. Rzadko zdarza się bym do głównego bohatera pałała aż tak wielką sympatią, ale Rina uwielbiam, jest niesamowity. Nie mogę się go nachwalić. Wiem, że ta "recenzja" mało ma do profesjonalnej, ale w większym stopniu starałam się wlać w nią moje pozytywne odczucia niż skupiać się na formalnościach. Ja jestem zachwycona.

Ocena: bardzo dobra+ [5+/6]


Autor: 
Tom: I-IV
Wydawnictwo: Waneko
Ilość stron: ok. 200
Cena: 18,00 zł
Data przeczytania: 2014
Skąd: pożyczone od znajomych