czwartek, 31 lipca 2014

Posumowanie lipca

Cześć,
pierwszy miesiąc wakacji właśnie mija, jak pewnie się domyślacie głównie minął mi on na czytaniu i na wakacyjnych wyjazdach. W tym roku jeden tydzień u cioci pod Wa-wą, a drugi młodsze kuzynki przyjechały do mnie i trochę się nimi z siotrą zajmowałyśmy. Podczas wyjazdu czytałam mało, za to dość sporo oglądałam. Takie lenistwo mnie dopadło...

W domu spokojnie mogłam czytać przed wyjazdem i oczywiście po wyjeździe kuzynek, wcześniej byłz tym lekki problem. Często musiałam wybierać, pisanie, odpowiadanie na posty lub właśnie czytanie, by nie marnować całego dnia w domu, więc wybierałam jedno i dlatego trochę mogło mnie teraz nie być, mogłam nie odwiedzać Waszych blogów. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, postaram się wrócić do normalnej aktywności w sieprniu.

Koniec na temat poich wakacyjnych wyjazdów, czas na trochę spraw czytelniczych, bo głównie dlatego powstał dzisiejszy post. Czas więc na listy i liczby. ;)

Liczba moich obserwatorów: 257 (wzrosła o 10) [Dziękuję za przekroczenie 250!]
Liczba wyświetleń bloga: 52087 (wzrosła o 4556) [Dziękuję za przekroczenie 50000!]
Najczęściej odwiedzany post: Żelazny król (209 odsłon)
Liczba dodanych postów: 17 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 6535
Liczba stron dziennie: 210,8
Liczba przeczytanych książek: 17
Liczba przeczytanych opowiadań: 1
Liczba przeczytanych mang: -
Najczęściej czytany autor: Julie Kagawa (2 książki i opowiadanie)

Podsumowanie wyzwań: (w nawiasach liczba z poprzedniego miesiąca)
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu  38,4 (27,4 cm)
3. Czytam fantastykę 14 (5)
4. Fantastyczna dwunastka brak danych (2)
5. Dystopia 2014 1 (1)
6. Book lovers 16 (7)
7. Grunt to okładka 2 (4)
8. Paranormal romance 6 (2)
9. Serie na starcie 4 (5)
10. Mitologia 1 (3)


Książki przeczytane w lipcu:
1. "Inferno" Dan Brown 4cm
2. "W pół drogi do grobu" (Nocna Łowczyni #1) Jeaniene Frost  3cm
3. "Między teraz a wiecznością" Marie Lucas  2,6 cm
4. "Łotr"(Trylogia Zdrajcy #2) Trudi Canavan  4 cm
5. "Elita" (Rywalki #2) Kiera Cass  2,3 cm
6. "Fałszywy książę" (Trylogia Władcy) Jennifer A. Nielsen 2,6 cm
7. "Entliczek pentliczek" Agata Christie 1,1 cm
8. "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater  3,4cm
9.  "Zawładnięci" Elana Johnson  2,3cm
10. "Między młotem a piorunem" (Kroniki Żelaznego Druida #3) Kevin Hearne 2,2cm
11. "Studnia wieczności" Libba Brey 5,2 cm   
12. "Żelazny król" (Żalazny dwór #1) Julie Kagawa) 2,1 cm
12,5. "Winter's passage" (Żalazny dwór #1,5) Julie Kagawa (ebook)
13. "Jeśli zostanę" Gayle Forman 1,6m
14.  "Szukając Alaski" John Green 2,3cm
15. "Żelazna córka"  (Żalazny dwór #2) Julie Kagawa 2,1cm
16. "Pulpecja" (Jeżycjada #8) Małgorzata Musierewicz 0,8cm
17. "Dziecko piątku" (Jeżycjada #8) Małgorzata Musierewicz 0,8cm

Najlepsza książka miesiąca: 
"Inferno", "W pół drogi do grobu", "Łotr", 
"Fałszywy książę", "Studnia wieczności", "Wyścig śmierci"
Najgorsza książka miesiąca: "Zawładnięci"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Studnia wieczności"
Największe rozczarowanie: "Między teraz a wiecznością"
Liczyłam na więcej:  "Elita", "Między teraz a wiecznością"

Czas chyba zakończyć moje wynużenia, mam nadzieję, że nie jesteście znudzeni. Jak pewnie zauważyliście wiele książek zostało jeszcze niezrecenzowanych. Na ich recenzje czekajcie w sierpniu. ;)

Pozdrawiam.

niedziela, 27 lipca 2014

Żelazny Król

To nierealne!

-Elfy to bajka dla małych dzieci - zawyrokowała.
-Nie, one istnieją na prawdę. -odpowiedział jej młodszy brat, trzymając w ręku swojego króliczka. - One i inne stwory, nawet nie wiesz, ile ich jest. Uwierz, podobno ty możesz je zobaczyć. Postaraj się. Proszę.
-Dobrze, dobrze - powiedziała zirytowanym głosem, by tylko dał jej spokój.

Meghan jest zwykłą nastolatką, niezauważalną w szkole, nielubianą, ale mającą jednego, prawdziwego przyjaciela, który zawsze ją rozbawi.  Mieszka na farmie wraz z matką, ojczymem i ich synem, Ethanem. Jej prawdziwy ojciec zaginął, gdy była jeszcze dzieckiem. Teraz zbliżają się jej szesnaste urodziny i liczy, że w jej życiu coś się zmieni. Jej największe marzenia są banalne, takie jakie mogłaby mieć każda nastolatka. Jednak nie spodziewała się tego, że jej życie zmieni się diametralnie...
Dziewczyna poznała prawdę o sobie, swoim pochodzeniu, zobaczyła magiczny świat, a to jak dotychczas wszystko postrzegała legło w gruzach. Jej młodszy brat, który od zawsze mówił jej, że coś czai się pod jego łóżkiem, czy w szafie, Meghan mu nie wierzyła. Do czasu, kiedy został porwany przez elfy z krainy Nigdynigdy. Meghan wraz ze swoim przyjacielem, który okazał się Pukiem ze "Snu nocy letniej" udaje się w poszukiwanie brata.

Podobno moda na PR powoli mija, a przynajmniej dla mnie, kiedyś wciąż je czytałam, teraz staram się wybierać takie, które nie mają ogłupiającej fabuły, nijakich bohaterów lub powielają znane już schematy. Z tą pozycją jednak tak nie jest. "Żelazny król" to powieść Julie Kagawej rozpoczynającej cykl o niebezpiecznych, zimnych elfach i ich okrutnej krainie Żelazny dwór. Pierwszy tom wprowadził mnie w to niebezpieczne miejsce, ukazał stworzenia, chochliki, czerwone kapturki, które mimo swoim beztroskich nazw są stworzeniami bez skrupułów i litości.

Autorka wykreowała Nigdynigdy na postawie "Snu nocy letniej" Szekspira. Elfy dzielą się tam na dwa dwory, Letni i Zimowy, między którymi wciąż istnieją spory. Ukazanie skrajności pomiędzy tymi miejscami było doskonałe. Letni dwór jednak mimo swej nazwy wcale nie jest tak przyjemnym miejscem, szczególnie dla mieszańca, bękarciej córki elfa. Jednak to w nim króluje wciąż lato, jego zapachy, kolory, świeżość, Kraina Zimy zaś jest uosobieniem swojej nazwy, mroźna, okrutna, tu również nie ma miejsca dla córki Lata. Dwory borykają się nie tylko z własnym konfliktem, ale również z coraz większym postępem zarazy, jaka dotyka Nigdynigdy. Las się zmniejsza, a drzewa są zastępowane przez metalowe atrapy, w których nie ma życia. Nikt nie wie, czym jest postępująca choroba.

Powieść ma ciekawą kontrukcje, wraz z główną bohaterką podróżujemy przez różne miejsca, najpierw świat śmiertelników, później Nigdynigdy, Letni Dwór, Kraina Zimy i jeszcze wiele innych miejsc. Dzięki pani Kagawej mamy pełny obraz na sytuacje dziejącą się w miejscu pełnym magii. Do tego przemieszczanie się pomiędzy miejscami nie jest nużące, ani sztuczne, wynika z potrzeby akcji. Nie ma tu dodawania na siłę niepotrzebnych miejsc, wszystko co wprowadzała autorka było równie magiczne i ciekawe.

Przejdę teraz do tematu bohaterów. Szczególnie warte uwagi jest wykreowanie elfów, które w niczym nie przypominają wróżek z bajek o Dzwoneczku, a są mroczne, bezwzględne i nie mają w sobie nic z bezbronności, odwrotnie to nich trzeba się bać. O czym dokładnie przekonała się Meghan. Dziewczyna jako śmiertelniczka, a właściwie półelf miała kłopoty z poznaniem świata, rządzących nią zasad i postaci, które w niej mieszkały. Na każdym kroku czaiło się niebezpieczeństwo. Jednak mimo swojej przebiegłości kilka postaci wyróżniło się również pozytywnie. Szczególnie mam tu na uwadze kota Grima. Zawierał on umowy, które później miały mu dawać pewne korzyści. Sprytny, ale również pomocny, choć czasem sam nie chce tego przyznać. Dużą rolę odegrali też dwaj rywalizujący od dłuższego czasu ze sobą panowie, Puk i Ash.

Ich konflikt sięgał odległych czasów, ale spór wciąż jest tak samo zażarty. Za namową Meggie postanowili na chwilę zawiesić broń, by razem znaleźć jej brata. Jednak z różnych powodów. Puk nie mógł powiedzieć jej nie, choć ona tego nie widzi, on jest w niej zakochany i zrobi dla niej wszytko. Ash natomiast zawarł z nią układ, a po jego wykonaniu ma ją odprowadzić do Zimowego Dworu.
Jak się pewnie domyślacie chłopcy są części trójkąta miłosnego, na szczęście jednak nie jest to główna sfera książka. Autorka wątek miłosny wprowadziła w sposób nienachlany, było go dość mało. Cieszę się, bo czasem wydawał mi się aż za bardzo nierealny. Szczególnie w przypadku dopiero poznanego księcia Zimy. Meg była nim oczarowana i to zaledwie po kilkuminutowej znajomości. To najbardziej denerwuje mnie w PR, że uczucie rodzi się z niczego, bohaterowie w ogóle się nie znają, a zaraz wyznają sobie miłość. Tu nie było to aż tak dostrzegalne, ale jednak autorka mogła to poprowadzić naturalniej.

Podsumowując, "Żelazny król"  doskonale wprowadza w świat Nigdynigdy. Zapowiada ciekawą i wciągająca historię, która będzie się jeszcze rozwijać. Liczę, że dalsze poznawanie niebezpiecznej Krainy będzie równie przyjemne.

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Julie Kagawa
Tom: I
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 352
Cena: 35, 80 zł
Data przeczytania: 2012-08-26, 2014-07-27
Skąd: domowa biblioteczka        

Żelazny dwór:   
Żelazny król  ---  Żelazna córka  ---  Iron queen  ---  Iron knight  + Winter's passage  +  Sammer's Crossing

Książka bierze udział w wyzwaniach:

sobota, 26 lipca 2014

Między młotem a piorunem

W trudnym położeniu

Czasem patrząc na sam tytuł powieści nie możemy rozgryźć, co też autor miał na myśli. Są, albo tak zawiłe, albo niejasne, albo nie możemy ich z niczym nam znanym połączyć, że trudno je zrozumieć. Tak właśnie jest z Kronikami Żelaznego Druida Kevina Hearne. Dla nieznających jego serii tytuły mogą wydawać się kosmiczne i zupełnie niejasne. Trzecia część cyklu "Między młotem a piorunem" rozjaśniła mi się dopiero wtedy, gdy zaczęłam czytać i dowiedziałam się, co będzie w niej robić nasz ponad dwutysiącletni druid Atticus.

Tym razem wszystko ma się rozpocząć zupełnie inaczej.  Atticus wraz ze swoją uczennicą wybiera się na wyprawę, by ukraść obiecane dla pewnej wiedźmy złote jabłka z krainy bogów nordyckich. Jako druid może on podróżować pomiędzy wszystkimi krainami, jakie ludzie uważają za mieszkania bogów, nawet Śródziemiem. Sprawa jest dość trudna, najpierw niebezpieczna droga przez Drzewo Życia z wielką wiewiórką na karku, a potem ucieczka z jabłkami, o ile uda się je dostać, do krainy ludzi. To nie zapowiada się na przyjemną wycieczkę, prawda?
A gdy to zostanie wykonane, nawet gdy uda mu się uciec, Odyn i cały jego zastęp mogą być lekko źli, szczególnie jeden, który ma na pieńku z kilkoma przyjaciółmi Atticusa. Czy walka będzie ostatecznym rozwiązaniem?

"Między młotem a piorunem" to już trzeci tom cyklu, jak się niedawno dowiedziałam, miał być też ostatnim nim autor nie postanowił o przedłużeniu cyklu o kilka tomów. Nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, czy była to dobra decyzja, jednak trzy pierwsze tomy trzymały równy poziom. Jeśli więc czytaliście moje poprzednie recenzje od razu możecie domyślić się oceny.

Wracając jednak do początku, część ta rozpoczyna się inaczej niż poprzednie dwie, od razu wrzuca nam w więcej niebezpieczeństw. Atticus musi porwać złote jabłko, a dzięki temu my, czytelnicy, możemy dowiedzieć się trochę o nordyckiej krainie. Przyznam się, że znałam jedynie główne postaci w niej występujące, słyszałam imiona, a dzięki filmowi "Thor" też ich atrybuty i to, ze tak naprawdę nie są bogami, a po prostu żyją dłużej niż ludzie. W sumie moja wiedza była uboga. Autor trochę ją poszerzył, co bardzo mi się podobało.

Nowością w tym tomie było również to, że mogliśmy poznać przeszłość kilku postaci drugoplanowych, czy pojawiających się epizodycznie, tylko w tym tomie.  Byli to ludzi, bogowie, które nienawidzą Thora z całego serca. Dzięki nim ukazał nam się obraz władcy piorunów, na jakiego kreował go autor. Zdecydowanie dawało lepiej poznać  uczucia bohaterów, którzy po prostu chcą go zabić.

Jak zawsze autor do swojej książki dodawał masę humoru, która już od pierwszych stron przoduje we wszystkich jej plusach. No bo czy ktoś pomyślał, że Śródziemie to też świat, w który wierzy masa ludzi? Albo to że Jezus pokarze się, by pogadać i wybić drinka z druidem starszym od niego? Mieszanie wszelkich wyzwań jest znakiem rozpoznawczym autora.


Najciekawsze jednak w tym tomie było zakończenie. Pierwszy raz autor pokusił się o pozostawienie bez odpowiedzi pewnej kwestii. Zwykle oczywiste jest, np. że w kolejnym tomie bohater będzie musiał kogoś zabić, tu jednak było inaczej. Wciąż mam w głowie pytanie, co się stało. Mam wielką ochotę na kontynuowanie lektury, by się tego dowiedzieć.

Jestem zadowolona i usatysfakcjonowana lekturą kolejnego tomu Kronik Żelaznego Druida, autor nie zmniejsza poziomu, a jeszcze go podnosi. Mam ogromną nadzieję, że kolejne tomy też takie będą. Czy po recenzji domyślacie się jaką przenośnie miał na myśli autor(lub bardziej wydawnictwo), podczas wymyślania tytułu? Bez przeczytania opisu trudniej jest się tego domyślić. :)

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Kevin Hearne
Tom: III
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 408
Cena: 35,90zł
Data przeczytania: 2014-07-23
Skąd: biblioteka publiczna

Kroniki Żelaznego Druida:
Na psa urok ---  Raz wiedźmie śmierć  ---  Między młotem a piorunem  ---  Zbrodnia i Kojot  ---  Kijem i mieczem  ---  Kronika wykrakanej śmierci  ---  Shattered


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

piątek, 25 lipca 2014

"Piątek z Jeżycjadą" - Noelka

Odnajdź w sobie ducha świąt

Święta bożonarodzeniowe to jedno z najpopularniejszych świat, jakie przeżywają ludzie. W Polsce dzieci dostają w nie prezenty, nie ważne, czy od Mikołaja, czy od Gwiazdora. Ale dlaczego piszę o tym właśnie w wakacje? Kiedy tak daleko do mroźnych nocy? Właśnie takim klimatem chciałam powitać "Noelkę" książkę Małgorzaty Musierewicz.

Akcja powieści rozpoczyna się w Wigilię, jedna z głównych bohaterek Elka właśnie w ten dzień pokłóciła się z rodziną, miała mocny charakter, w domu, gdzie mieszkali sami panowie zawsze jej ustępowano, więc dziewczyna była pewna, ze będzie tak i tym razem.  Jednak było inaczej i Elka ogromnie zła wyszła z domu, by poprzez zbieg okoliczności wraz z Tomkiem Kowalikiem(kuzynem znanej Anielki) roznosić prezenty w przebraniu aniołka.
Z drugiej strony znów witamy rodzinę Borejków i ich najdziwniejsze zachowania, tym razem usprawiedliwione ślubną gorączką, Ida miała wyjść za mąż. Gabrysia zaś zmagała się z własnymi problemami. Poznajemy lepiej młodsze córki Borejków, znów witamy ich rodzinę. Przecież to nie tylko czas wesela, ale również świąt. Galimatias obowiązkowy.

Po poprzedniej lekko nudnawej książce liczyłam na powrót do dotychczasowego poziomu i tak się stało. Autorka ponownie opowiada nam szybką, zabawną, a jednocześnie pouczającą historię, której czytanie staje się jedynie przyjemnością.  Oby to utrzymało się dłużej.

W głównej mierze dzieje się to dzięki postaciom. Znów wracamy do Borejków, poznajemy ich losy po dość długim okresie ciszy. Gaba i Ida są dorosłe, młodsze siostry też zbliżają się to tego okresu, poznajemy młode córki Gabrysi. Naprawdę mocno brakowało mi tej rodziny, a teraz nawet mimo że nie byli głównymi postaciami ich pojawienie się nawet w najdrobniejszym opisie dodaje wiele powieści. Z drugiej strony mamy zaś świąteczną historię Noelki, która wraz z Tomkiem roznosi prezenty. Dziewczyna o silnym charakterze, wybuchowa i lubiąca stawiać na swoim. Właśnie dlatego jej zachowanie wywołuję tak duży problem w jej rodzinie.

Książki pani Musierewicz zawsze zaskakują mnie swoją prostotą i realizmem, wszystko, co zdarza się bohaterom może zdarzyć sie w normalnej rodzinie. Czasem wczuwając się w bohaterów czułam ogromny smutek lub złość. Szczególnie w tym drugim muszę wyróżnić Elkę, która moim zdaniem zachowywała się skandalicznie. Jednak święta to przecież najlepszy czas na odnalezienie w sobie dobra, prawda?

"Noelka" to kolejny świetny tom Jeżycjady. Historia mnie bawiła, czasem smuciła, ukazywała magię świąt i to, jak człowiek może zmienić poglądy innego.  Żałuję, że nie miałam okazji czytać jej w święta. Idealnie wpasowałaby się w ich klimat, ale może jeszcze będę miała okazję.

Ocena: świetna [6/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: V
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 236
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2014-05-08
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B. ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

czwartek, 24 lipca 2014

Chwila dla widza - wakacyjny mix filmowy #2

Cześć,
okres wakacji obfituje u mnie w nowe lub powtórzone filmy, wciąż coś oglądam, zamiast porządnie zabrać się za czytanie. Dziś przedstawię Wam kolejne tytuły, które miałam okazje zobaczyć.

World War Z 

Pierwszy tytuł, który obejrzałam dzięki temu, że pojechał w odwiedziny do cioci. Wujek powiedział, że to świetny film i nada się na wieczór filmowy. Nie miałam okazji czytać książki, ale postanowiłam, że i tak obejrzę. Film opowiada o apokalipsie zombie. Nieumarłym staje się przez ugryzienie, nikt nie wie, kto to rozpoczął, jak się uratować przed bestiami. Głównymi bohatererami jest były śledzczy ONZ i jego rodzina, bohater wraz z organizacją, do której kiedyś uczestniczył ma znaleźć sposób obrony przeciw stworom.
Film trzyma w napięciu, jednak, gdy przeczytałam, że to horror uśmiałam się. Dzięki zaskoczeniu w początkowych scenach, raz podskoczyłam na fotelu, jednak reszta nie dawała takich emocji. Najbardziej widowiskową sceną było zdobywanie przez zombie Jerozolimy, niesamowite! Scena w laboratorium dostarczała masę rozrywki, świetna zabawa. Kino pełne śmiechu, zombie bawią, a nie straszą.

Ocena: bardzo dobra 5/6
Gatunek: Akcja

__________________________________________

Dziewczyna i chłopak wszystko na opak 

Pierwszy raz oglądałam film, w którym cały czas wydarzenia były ukazywane z dwóch pespektyw,
narratorami były dwie osoby, dziewczyna i chłopak, którzy ukazywali ich relacje z różnych stron. Dziewczynka w wieku około siedmiu lat zakochała się bez pamięci w nowym sąsiedzie, jednak on wciąż uważał, że jest ona jedynie uciążliwą znajomą, wciąż ją odpychał. Film opowiada o ich relacji przez kilka lat.
Komedia dla nastolatków, chyba trochę młodszych ode mnie. Film podobał mi się. Często śmieszył, dzięki różnym spojrzeniom na tą samą sytuację, jak również swoją dziwaczność. Zdawało mi się, że zakończył się za wcześnie, wciąż czekałam na jakiś moment kulminacyjny, ale on się nie pojawiał. Można było czekać i się nie doczekać. Przyznam jednak, że kilka razy się zaśmiałam, na odprężający wieczór idealny.

Ocena: dobra [4/6]
Gatunek: Komedia

_________________________________________________


Grobowiec świetlików 

Anime rozpoczyna się w pewnym japońskim budynku. Chłopak leży pod ścianą, a sprzatający owy budynek wyrzucają leżącą przy nim puszkę, z której wylatują świetliki wraz z małą dziewczynką i jej bratem. Właśnie wtedy rozpoczyna się ich historia. Historia sierot podczas II Wojny Światowej.
Opowieść jest niezwykle smutna, szczególnie przez jej realizm, który od niej bije. Historia musiała się zdarzyć naprawdę, musiała mieć miejsce w prawdziwym życiu, choc tak naprawdę jest fikcją. Mała dziewczynka, która straciła oboje rodziców, która próbuje dostosować się do nowej sytuacji, którą opiekuje się straszy brat. Chłopak chce ochronić ją przed całym złem tego świata. Ta opowieść mnie przytłoczyła i to było w niej najgorsze, ona uderza w widza i otwiera jego umysł na czasy wojny.

Ocena: świetna [6/6]
Gatunek: Anime

______________________________________________

Thor: Mroczny Świat

Kontynuacja przygód Thora, pierwsza część przypadła mi do gustu, znalazłam w niej wiele akcji i sporo mitologii nordyckiej, jednakta część wypadła w moich oczach słabiej od poprzedniczki. Przez większość czasu nudziłam się, dopiero po pierwszej połowie zaczęło się coś dziać. Wśród bohaterów również nie znalazłam nikogo, kogo darzyłabym sympatią, oczywiście poza jedną postacią, a był nią Loki. Gdyby nie on pewnie nie skończyłabym tego filmu, rozkręcał się on zdecydownie zbyt wolno. Przez większość czasu wydawał mi się naciagany, ale bawił i to dość często. Dla mnie twórcy powinni nakręcić osobną część dla Lokiego, bo bez niego ten film byłby totalną porażką, a  znim wciąz byłam zaskakiwana i musiałam czekać do samego końca, by czegoś się przekonać.

Ocena: średnia [3/6] (Podniosłam za Lokiego!)
Gatunek: Fantasy, przygodowy


________________________________________

Zaplątani 

Na ostatnim miejscu ustytuowałam film animowany, który obejrzałam niedawno poraz kolejny. Nowa, ulepszona wersja Roszpunki, dziewczyny zamkniętej w wieży. Odpowiednia nie tylko dla dzieci, ale również dla trochę straszego odbiorcy. Początkowe momenty bawią do łez, obezwładnianie patelnią, koń inteligentniejszy od człowieka (Kochany Max...), czy zabójcze teksty Julka i oczywiście wszechobecne włosy. Później staje się bardziej bajkowo, jednak wciąż ciekawie. Choć za drugim razem dla straszego widza już mniej intrygująco, bo mniej tam zabawnych momentów.

Ocena: bardzo dobra [5/6]
Gatunek: Film animowany






Dla chętnych mam dodatek dla "Zaplątanych", który znalazłam dopiero dziś, oto on:

środa, 23 lipca 2014

Zawładnięci

Uciec spod kontroli

 Idziesz ulicą, jest ciepły, słoneczny dzień. Spacerujesz, nie masz żadnych planów. Wokół Ciebie spacerują ludzie wyglądający dokładnie tak samo jak Ty, mają tak samo obcięte włosy, taki sam styl i kolor ubrań.  Wszyscy poruszają się takim samym tempem, nie zwracają uwagi na resztę. Ty również to robisz. Ale wiesz, że za Tobą również ktoś lub coś się porusza. Ktoś śledzi każdy Twój ruch. Zawsze jesteś obserwowany, nadzorowany, monitorowany. Każde odstępstwo od normy, zasad jest surowo karane. Czy nadal idziesz tak spokojnie? Czy nadal wtapiasz się w tłum?

"Zawładnięci" to powieść, z którą, mimo że trafiła do mnie z biblioteki w sposób losowy, miałam spore wymagania. Wydawnictwo postawiło Elanie Johnson sporą poprzeczkę, gdyż porównało książkę do "1984" Orwella. Samo to stawia książkę na wysokim szczeblu, jednak czy słusznie?

Violet to szesnastoletnia buntowniczka, przeciwstawia się systemowi, który kontroluje wszystkich ludzi, całe społeczeństwo. Odłączyła się od propagandowego łączą, nie nosi odpowiednich ubrań, wałęsa się w miejscach niedozwolonych i spędza czas po zmroku wraz ze swoim chłopakiem - Zennem. Jednak tym razem jest inaczej. Zenn został jednym ze stróżów prawa, więc sądziła, że Zieloni dadzą im spokój. Ale nie tym razem. Trafiła do aresztu, tam usłyszała swój wyrok. Za wszystkie wcześniejsze przewinienia zostaje wydalona z Dobrych Ziem, nie będzie miała do nich wstępu, wczepiony zostanie jej również nadajnik. Przez wczepieniem urządzenia trafiła do celi, lecz nie sama. Jag również miał w niej stałe miejsce, jednak przeciwnie do niej, on pochodził ze Złych Ziem. Tylko razem mają jakąkolwiek szansę na ucieczkę.

Przyznacie, że pomysł społeczeństwa kontrolowanego jest niezwykle intrygujący. Różni autorzy powoływali się już na ten temat, ale to powieść Orwella jest tu najdoskonalsza. Porównanie do owej książki jest doskonałym zabiegiem, jednak w tym przypadku stawia przed autorką niesamowicie wysokie wymagania, dla mnie aż za wysokie. Spodziewałam się czegoś zdecydowanie innego. To nie była powieść, która można porównać do "1984". Dla to porównanie jest karygodne.

Od pierwszych stron autorka już ukazuje nam, co dla głównej bohaterki, Vi, jest najważniejsze. Jej buntownicza natura była tu pozytywnym aspektem, jednak przyćmiło ją jej ciągłe rozmyślania o chłopcach. Dziewczyna byłaby interesująca, gdyby nie ten jeden, ale za to duży mankament. Zamiast skupiać się na zadaniu, większość czasu zastanawiała się, którego chłopaka, z dwóch wymienionych przeze mnie w opisie wybrać. Violet nie była cichą, szarą myszką, nie zgadzała się na zasady panujące w jej państwie, ale nie mogłam znieść uciążliwego wątku miłosnego. Dla mnie był on dodany na siłę, nie pasował, a jednak był główną częścią powieści, nad czym ubolewam.

Zdecydowanie ciekawszym aspektem książki była część o kontroli państwa, które było sterowane przez Tych-Od-Myślenia od podstaw, we wszystkich dziedzinach. Propaganda szerzyła się w każdym szczeblu życia. Zieloni przesyłali przez transmisje swoje nakazy, do których każdy obywatel musiał się podporządkować. Hierarchia i sposób jego prowadzenia był mi ukazywany stopniowo, ale przez to stawał się ciekawszy. Minusem była jednak chaotyczność, z jaką dawkowane nam były informacje i ich treść, wciąż gubiłam się, kto jest kim, czym się zajmuje i jaki ma wpływ na władze, długi czas nie wiedziałam też w ogóle, kim jest osoba, która stoi na szczycie tej piramidy.

Po przeczytaniu jestem wręcz pewna, ze autorka miała zbyt wiele pomysłów i nie wiedziała, który z nich w pełni wykorzystać i wprowadziła je wszystkie. Mówię tu o sprawie z rodziną Vi, jej nową mocą, kontrolowaniem państwa, romansem, Złymi/Dobrymi Ziemiami (tu nazwy początkowo mnie śmieszyły, dobry/zły jak u małych dzieci), niewykorzystany motyw drogi(miał on miejsce wielokrotnie, ale był niedoskonale opisany, był prowadzony za krótko, pomijany). Moim zdaniem pisarka mogła zmniejszyć ich liczbę, a w większej mierze się na nich skupić.

"Zawładnięci" to książka z niewykorzystanym potencjałem, ze zbyt dużą ilością pomysłów i ze zbytecznym romansem. Początkowo w ogóle mnie nie zainteresowała, wciągnęłam się dopiero w drugiej połowie, jednak nawet to nie jest w stanie w pełni mnie do niej przekonać. Liczyłam po niej na więcej.
Ocena: słaba [2/6]

Autor: Elana Johnson
Tom: I
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 320
Cena: 32,80zł
Data przeczytania: 2014-07-18
Skąd: biblioteka publiczna

Zawładnięci:
Zawładnięci  ---  Surrender  ---  Abandon


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

wtorek, 22 lipca 2014

Entliczek pentliczek

Entliczek, pentliczek, czerwony stoliczek,
na kogo wypadnie, na tego bęc.

Znacie takich ludzi, których wprost nic nie może zmienić, na których możecie liczyć, nie bojąc się, że zawiodą. Są stali w tym, co robią, zawsze uporządkowani, nic nie może ich poruszyć.

 Tak było z panną Lemon. Herkules Poirot zawsze sądził, że jego sekretarka jest robotem, wykonywała swoją pracę bez żadnego zająknięcia, bez żadnych problemów, była idealną pracownicą, której nie mogłaby poruszyć żadna burza. Zawsze gotowa do pracy i perfekcyjna. Jednak tym razem panna Lemon popełniła w liście błąd, a nawet nie jeden a trzy. Gdyby pisała list inna osoba byłoby to zrozumiałe, jednak panna Lemon to coś innego. Ona wręcz nie mogła się pomylić. Musiało się stać coś strasznego.
I stało się. Siostra panny Lemon niegdyś wyjechała z Anglii, teraz jednak wróciła, zaszyła się w małym domu studenckim i tam pracowała. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zaczęły ginąć prawie nic nie znaczące przedmioty, bez żadnego ładu i składu. Siostra panny Lemon nie wiedziała jak sobie  z tym poradzić, więc poprosiła o pomoc Poirota.

Sprawa początkowo wydała mi sie błaha, kradzieże większości przedmiotów nie mały wielkiej wagi, nawet dla osoby, która je straciła. Wszystko wydawało się żartem, mało niewinnym, ale żartem. Zmieniło się to jednak gdy doszło do morderstwa, jednego, drugiego, potem trzeciego. Cała historia zaczęła mieć drugie, a czasem nawet trzecie dno. Coraz więcej poszlak wychodizło na światło dzienne. Zwykły pensjonat dla studentów, wydawać by się mogło, a jednak zaczął odkrywać coraz więcej tajemnic swoich mieszkańców.

Poirot jak po nitce dochodził do rozwiązania całej łamigłówki. Najpierw, na samym początku, wszystko nie miało ładu i składu, ale poprzez połączenie zwykłych kradzieży drobnych przedmiotów, detektyw dochodził do prawdziwego sedna sprawy, która była zdecydowanie mocniej rozbudowana i złożona. Jak zawsze Piorot zaskakuje swą przebiegłością, znajomością natury ludzkiej i swoim sprytem. Z pozoru niełączących się przedmiotów stworzył cały obrazek, który jedynie mógł zaskoczyć czytelnika. Sprawca jak zwykle również był zaskoczeniem, tym razem ponieważ choć od początku można było na niego stawiać, później sprawa się rozwijała i zmieniała, więc można było stracić swój trop.

Kolejna książka Agaty Christie pozytywnie mnie zaskoczyła. Historia jest nawet krótsza od innych powieści autorki, jednak to nie umniejsza jej treści. Autorka w prostych zdaniach potrafi przekazać wszystko to, co jest potrzebne czytelnikowi do pogubienia się w jej poszlakach. Nawet dziecięca rymowanka może być natchnieniem dla artysty.
Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 178
Cena: 14,99zł
Data przeczytania: 2014-06-20
Skąd: pożyczone od znajomych

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:

piątek, 18 lipca 2014

"Piątek z Jeżycjadą" - Brulion Bebe B.

Dziś przyszedł czas na opisanie kolejnego tomu Jeżycjady, tym razem będzie to siódma część, czyli „Brulion Bebe B.” Małgorzata Musierowicz ukazała w nim odrobinę inne podejście do przekazania treści, co akurat w moim odczuciu, przy tej historii, nie było dobrym rozwiązaniem.

Niezwykle upalny dzień zmusza dwójkę młodych ludzi do zanurzenia nóg w fontannie w parku. Nieśmiała dziewczyna i gadatliwy chłopak usiedli niedaleko siebie, on wciąż mówił, a ona nie odważyła się na wypowiedzenie słów. Kiedy on chciał ją dotknąć, uciekła. I tak miałaby się zakończyć ich historia, jednak...

Pewnie spotkanie nie doszłoby do skutku, gdyby nie umiejętność autorki w łączeniu wątków postaci. Mama Bebe i Kozia - Józefina i przy okazji ciotka Anielki, musiała wyjechać i do ich domu wprowadziła się Kłamczucha. Jeszcze dziwniejsze jest jednak to, że jej przyjaciel ze szkoły - Bernard został filozofem i jego uczniem jest nieznajomy spotkany przez Bebe Dambo na domiar wszystkiego mieszka u profesora Dmuchawca, by dotrzymać mu towarzystwa po wyjeździe Kreski.

Historia powiązana w sposób dość intrygujący, ale łatwy do szybkiego połączenia. To zawsze sprawia mi radość, gdy wszyscy bohaterowie przez znajomości są powiązani z innymi. Jednak pisałam, że książka nie w pełni przypadła mi do gustu. Problemem nie była sama treść, a charaktery postaci. Oczywiście, nie mam zastrzeżeń do wszystkich, ale do dwóch głównych bohaterek.

Anielka, która lubiłam za jej niewyparzony język, czar i niezmącony spokój przy wszelkiego rodzaju kłamstewkach zdecydowanie się zmieniła. Utraciła swój urok i stała się zrzędliwa i nieprzyjemna, a szczególnie dla postaci, które polubiłam z całego serca. Byłam tym lekko zaskoczona, jednak gdy czytałam coraz więcej, gdy przewracałam kartki coraz dalej, wracała stara, przyjemna Kłamczucha. W czym duży udział miał pewien specyficzny dżentelmen, o którym za chwilę wspomnę. Drugą bohaterką jest Bebe, nieśmiała, cicha, zamknięta w sobie i to mnie do niej zniechęcało. Rozumiem, ż można być nieśmiałym, sama jestem nieśmiała, ale żeby nie móc wyksztusić słowa, dusić w sobie wszelkie emocje, nosić maski. Wszystkie jej uczucia kipiały, kipiały, ale nie mogły wybuchnąć. Czekałam aż będzie to miało miejsce, ale wciąż było do tego daleko.

Dlaczego te dwie postaci tak mocno wpłynęły na odbiór lektury, to do nich w głównej mierze należała narracja, to one przekazywały nam większość zdarzeń z własnej perspektywy, a jak wiadomo nieciekawy narrator często nawet dobremu pomysłowi nie jest w stanie pomóc. Promykiem nadziei dla postaci byli dla mnie Bernard i profesor Dmuchawiec. Pierwszy wciąż zabawny, pozytywny, emanujący energią i zapałem, drugi zaś swoim doświadczeniem i dostrzeganiem dobra w drugim człowieku dodał duchowego polotu tej opowieści.

Tytuł zawiera w sobie słowo „brulion”, pomysł z nim związany został zrealizowany po pierwszej połowie lektury. Autorka na lekcjach dała Dambie i Bebe broń, a może dokładniej moc porozumiewanie się. Normalna rozmowa nie szła im najlepiej, ich uczucie było widoczne, ale każde sądziło, że jest ono jednostronne, szczególnie zawiniła to nieśmiałość dziewczyny. Zeszyt, w którym zapisywali swoje przemyślenia, był dla nich drogą do poznania się. A do tego wniósł trochę humoru na łamy powieści.

Lektura ksiażka nie sprawiła mi pełnej przyjemności, z jednej strony miała całkowicie odmienną formę, nie przez zmianę stylu, ale  dawało się odczuć różnicę, co na mnie nie wpłynęło dobrze. Do tego niewielu bohaterów, których można szczerze polubić sprawiło, że nie wracałam do stron z przyjemnością. Jednak pani Musierowicz zawsze czymś mnie zainteresuje, nie mogłabym ominąć tego tomu. Mimo iż moja opinia może wydawać się dosć surowa książki nie czytało się źle, po prostu nie był to taki poziom jak w dotychczasowych książkach autorki.


Ocena: dobra-[4-/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: V
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 236
Cena: ok. 25 zł
Data przeczytania: 2014-05-08
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B.  ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

czwartek, 17 lipca 2014

Chwila dla widza - wakacyjny mix filmowy

Cześć,
w ostatnim czasie zdarzyło mi się obejrzeć po raz pierwszy lub kolejny wiele świetnych filmów, których nie chcę mi się opisywać w całości, dlatego postanowiłam, że przekażę Wam tylko moje wrażenia i postaram się zachęcić do obejrzenia. :)

Spirited away. W krainie bogów

Jest to anime opowiadające o małej dziewczynce, która wraz z rodzicami trafiła do opuszczonego, przynajmniej pozornie, wesołego miasteczka. Jej rodzice zjedli tam zaczarowane jedzenie i zostali przemieni w świnie. Dziewczynka trafiła do krainy bogów i szuka w niej sposobu na odczarowanie rodziców.
Film oglądałam już dwukrotnie, za pierwszym razem kilka lat temu, a teraz w zeszłym tygodniu. Jestem nim oczarowana, historia dzieje się na wielu płaszczyznach, opowiada magiczną i intrygującą historię o miłości, przyjaźni, odwadze i poświęceniu. Magiczna historia, aż skrzy od magii.

Ocena: 6/6
Gatunek: anime



12 prac Asterixa

Jak sama nazwa wskazuje film ten opowiada o Gallu, a właściwie Gallach, którzy wykonują 12 prac, które mają zapewnić, że są bogami. Wyzwania zostały wymyślone przez Cezara i jego zaufanych ludzi, podobnież żaden śmiertelnik nie jest w stanie ich wykonać. Jak sądzicie czy małą wioska tego dokona?
Świetny film, który teraz bawił mnie jeszcze mocniej, niż w tedy kiedy byłam mała. Oglądałam go z przyjemnością, sądzę, że każdy, kto jeszcze nie widział powinien spróbować.

Ocena: 5/6
Gatunek: film animowany



Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Kolejny tytuł, który mówi wszystko. Film opowiada o specyficznym stulatku, który w dniu swoich setnych urodzin wyskoczył przez okno i udał się na dworzec, by tam pojechać pierwszym autobusem gdziekolwiek. Dziwnym trafem jakiś młody gangster wręcza mu walizkę i karze jej pilnować, gdy idzie do toalety. Wtedy właśnie przyjechał autobus i staruszek wszedł do niego wraz z walizką. Zaczął się pościg.
Film to świetna komedia, która mnie wprost ubawiła. Wszystkie postaci miały mocne charaktery, bardzo uwypuklone. Wydarzenia były tak groteskowe, że trudno w nie było uwierzyć. Cały film to połączenie przeszłości głównego bohatera i zdarzeń, które mają miejsce w czasie teraźniejszym. Obie sfery były niebywale zabawne i ciekawie łączyły się z historią Europy. Przypominało historię Foresta Gampa, więc polecam fanom tego filmu. :)

Ocena: 5/6
Gatunek: komedia

Ruchomy zamek Hauru

Kolejne anime, które obejrzałam po raz kolejny. Opowiada o osiemnastoletniej Sophie, która została przemieniona w staruszkę przez Wiedźmę z Pustkowia. Dziewczyna musi odnaleźć swoją młodość, podczas podroży trafia do ruchomego domu czarownika Hauru. Tam znajduje nie tylko schronienie, ale również miłość.
Mam ogromny dylemat, ponieważ nie mam pojęcia, które z dwóch przedstawionych anime spodobało mi się bardziej. Oba mają magiczny klimat, jednak opowiadają dwie zupełnie odmienne historie. Obie mnie zaczarowały. Nie będę Was oszukiwać, tu na plus, ogromny plus, działa niesamowicie przystojny Hauru <dla mnie w czarnych wlosach>.

Ocena: 6/6
Gatunek: anime



Jak upolować faceta, po pierwsze dla pieniędzy.

Film opowiada o trzydziestoletniej Stephanie, która rok temu straciła pracę, a teraz zaczyna mieć poważne problemy z kasą i z jej znalezieniem. Rodzina podpowiada, by zatrudniła się u rodziny w firmie poręczycielskiej, jednak okazuje się, że on nie ma już tej posady. Stef jest zdesperowana i postanawia został łowcą nagród. Za pierwszy cel wybiera zwejego byłego. Przecież każda motywacja jest dobra.
Niezła komedia, jednak oglądając ją po przeczytaniu książki można znaleźć sporo różnic i mimo, że film jest zabawny, to nie bawi aż tak mocno. Brakowało mi kilku scen, mimo wszystko to przyjemna rozrywka.

Ocena: 4/6
Gatunek: komedia


Cały Hauru:

poniedziałek, 14 lipca 2014

Fałszywy książę

"Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają."  jak w jednym ze swoich dzieł pisał Szekspir. Brutalne słowa, ale jakże prawdziwe. Świat to jedynie miejsce, w którym odgrywamy powierzone nam role jako aktorzy, często za maskami, wymyślnym makijażem, strojem, nie ukazujemy swojego prawdziwego oblicza. Wciąż udajemy...

Aby przeżyć na ulicy trzeba, albo żebrać, albo kraść. Sage obiecał sobie, że nigdy nie będzie żebrał. Mieszka w sierocińcu, gdzie nie jest lekko. Chłopcy tam żyjący sami muszą się o siebie zatroszczyć, co on doskonale rozumie. Nie jest na pewno najlepszym złodziejem, ale praktyka czyni mistrza. Jednak tego dnia pokusił się o za duży łów. Postanawia okraść sprzedawcę mięsa, jednak ten goni go zajadle. Chłopak widzi już sierociniec, ale nagle potyka się i... Ktoś postanawia mu pomóc, jakiś wędrowiec płaci za mięso i zabiera go do sierocińca, by tam go kupić. Chłopak ma zostać jego służącym, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Conner, bo tak nazywa się jego wybawca, jest arystokratą, znajdującym się blisko tronu. Ma on plan, by jeden z czterech wybranych przez niego chłopców udawał zaginionego królewskiego syna. Plan wydaje się szalony, jednak chłopcy nie mają wyboru, albo to, albo śmierć.  

Pomysł na tę oryginalną i pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji książkę wpadła Jennifer A. Nielsen. "Fałszywy książę" nie jest jej debiutem, autorka znana jest już z "The Underworld Chronicles". Jednak do polski zawitała wraz  z Trylogią Władzy właśnie. Od dłuższego czasu chciałam zapoznać się z tym tytułem, ale wciąż gdzieś mi umykał, znajdowałam inne pozycje do zakupu. Tym razem jednak "Fałszywy książę" trafił w moje ręce i jestem niesamowicie z tego powodu zadowolona.

„A czy jest ktoś, kto kłania się tronowi i nie chce na nim zasiąść?”

Tom rozpoczynający trylogię od pierwszych stron zaciekawiał czytelnika i wprowadzał w wir akcji. W książce nie ma przestojów, cały czas coś się dzieje, jednak nie to jest w niej największym atutem. Zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron jest tu główna postać, czyli Sage. Chłopak jest młody, zaledwie czternasto letni, ale nie jest dziecinny, a mocno doświadczony przez życie. Autorka nie pozbawiła go również cech zwykłego chłopaka. Jest zadziorny, pyskaty, pewny siebie, arogancki, jednak cały jego obraz nie przedstawia się negatywnie, a wręcz ciekawi czytelnika, który wciąż musi go rozgryzać i zastanawiać się, co też skrywa za swoją powłoką.

Sage to wręcz brylant wśród głównych bohaterów spotykanych w książkach. Jednak reszta postaci również nie jest pozbawiona mocnych cech, czasem mogłabym powiedzieć, że nawet mają je nakreślone nazbyt mocno, że aż rażą. Można nie zapamiętać imion tych postaci, ale nie da się zapomnieć ich charakterów, to wiele daje powieści.

Jednak nawet nie bohaterowie są tu najważniejsi, nie humor, który również często się pojawia, ale coś zdecydowanie innego, coś co stworzyło tej powieści niesamowity, oryginalny klimat. Tajemnica. Jest ona wciąż obecna, pojawia się wszędzie i zachęca czytelnika do poznania kolejnego rozdziału. Intryga, którą obmyśla Conner od początku budzi wiele pytań, pozostawia je bez odpowiedzi, odpowiada później lub czeka aż sami sie domyślimy. Jednak wokół postaci Sage'a też roznosi się jakaś dziwna, nieuchwytna niepewność, że coś tu nie gra, że to w nim coś nie pasuje.

Recenzja nie byłaby całkowita gdybym choć nie wspomniała o świecie, w jakim żyją bohaterowie. Dość szczegółowo autorka ukazała nam jego porządek polityczny, doskonale mogłam monarchię wraz z radą składającą się z arystokracji z coraz większą władzą, ich potyczki między sobą, próby przejęcia władzy. Do tego w mniejszym stopniu pani Nielsen ukazała również tereny, w jakich żyją bohaterowie, powiedziała o otaczających państwach, jednak nie skupiała się na nich w zbyt wielkim stopniu. Nie dziwi to jednak, gdyż bohaterowie wciąż przebywali w ich rodzimym(prawie we wszystkich przypadkach) państwie, czyli Carthya.

„Jeśli nie jesteś dość silny, żeby znosić te wszystkie rany, to powinieneś zacząć ich unikać.”

Jeszcze przed przeczytaniem "Fałszywego księcia" czytałam recenzje innych czytelników, najczęściej trafiałam na takie, które wzbudzały jedynie pozytywne emocje, ale również obawy. Zawsze mam cień niepewności, gdy sięgam po książkę, która spodobała się prawie wszystkim czytelnikom, jednak w tym przypadku nie miałam po co się martwić. Książka zapowiada świetną trylogię, jej początek wywołał u mnie jedynie pozytywne odczucia, polubiłam Sage, klimat i wciąż obecną tajemnicę oraz lekkość i swobodne podejście do tematu autorki. Już poszukuje kolejnego tomu, by dowiedzieć się, co dalej.

Ocena: świetna [6/6]

Autor: Jennifer A. Nielsen
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 394
Cena: 39,99 zł
Data przeczytania: 2014-07-11
Skąd: Własna biblioteczka

Trylogia Władzy:
Fałszywy Książę  ---  Król uciekinier  ---  

Książka bierze udział w wyzwaniach: