sobota, 31 maja 2014

Podsumowanie maja

Witam Was serdecznie,

Pewnie zauważyliście, że w ostatnim tygodniach jestem tu trochę rzadziej. Wytłumaczyć mogę się jedynie natłokiem zajęć, jaki narzuciła na mnie szkoła w ostatnim czasie. Wciąż coś odrabiam, czegoś się uczę, z czegoś się poprawiam. Nie ma chwili spokoju, a następny tydzień będzie chyba najgorszy. Każdą wolną chwilę podczas tego okresu poświęcałam na czytanie książek lub dzięki mojej przyjaciółce mang(w tym miesiącu zaczęłam aż dwie). Niestety spora ilość przeczytanych książek nie zobligowała mnie do napisania ich recenzji, jestem sześć książek do tyłu, od następnego tygodnia zacznę to zmieniać, mam nadzieję, że jeszcze w ten weekend nadrobię jedną. :)

Maj upłynął mi niezwykle szybko, sięgałam najczęściej po lekkie lektury, które odrywały mnie choć na chwilę od szkoły, jak również po moją ukochaną fantastykę. Jestem zadowolona nie tylko z ilości, ale również jakości zakończonych pozycji.

Dziękuję Wam drodzy czytelnicy za liczne odwiedziny i witam serdecznie nowych obserwatorów. Liczba odwiedzających szybko zbliża się do 50000 tysięcy, a liczba obserwatorów do 250, sądzę, że z takiej okazji należałoby zorganizować konkurs, już nawet myślę, jakie pozycje dla Was przygotować. A skoro mowa o konkursach to zapraszam na rozdanie organizowane na moich FP. [konkurs]

Liczba moich obserwatorów: 240 (wzrosła o 5)
Liczba wyświetleń bloga: 42532 (wzrosła o 4694)
Najczęściej odwiedzany post: Pierwsza miłość (183 odsłony)
Liczba dodanych postów: 14 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 3875
Liczba stron dziennie: 125
Liczba przeczytanych książek: 13
Liczba przeczytanych opowiadań: 3
Liczba przeczytanych mang: 6
Najczęściej czytany autor: Małgorzata Musierewicz (4 książki)

Podsumowanie wyzwań: (w nawiasach liczba z poprzedniego miesiąca)
5. Dystopia 2014 3 (2)
6. Book lovers 7(7)
7. Grunt to okładka 1 (2)
8. Paranormal romance 1 (3)
9. Serie na stracie 4 (5)
10. Mitologia  1 (0)

Książki przeczytane w maju:
1. "Reguiem" (Delirium) Lauren Olivier  [zrecenzowane]
2. "Krew Stracharza" (Kroniki Wardstone 10) Joseph Delaney  [zrecenzowane]
3. "Żegnaj, szkoło-na zawsze"(Maximum Ride 2) James Patterson  [zrecenzowane]
4. "Bez serca"(PLL 7) Sara Stepard  [zrecenzowane]
5. "Ida sierpniowa" (Jeżycjada 4) Małgorzata Musierewicz  [zrecenzowane]
6.  "Wilk" Katarzyna Berenika Miszczuk  [zrecenzowane]
7. "Opium w rosole" (Jeżycjada 5) Małgorzata Musierewicz  [do napisania]
8. "Brulion Bebe B."  (Jeżycjada 6) Małgorzata Musierewicz [do napisania]
9. "Taniec ze smokami" (Pieśń Lodu i Ognia 5.1) G.R.R.Martin [do napisania]
10. "Noelka" (Jeżycjada 7) Małgorzata Musierewicz [do napisania]
11."Zeus"(Hotel Olimp) Sabina Colloredo  [zrecenzowane]
12. "Idealna chemia" Simone Elkeles(333)[do napisania]
13. "Morderstwo na plebanii" Agata Christie(220) [do napisania]

+opowiadania:
1. "Co kupić Nocnemu Łowcy, który ma wszystko (a z którym tak czy owak oficjalnie się nie umawiasz)" (Kroniki Bane'a 8) Cassandra Clare, Sara Rees Brennan (26, e-book)
2. "Droga do prawdziwej miłości (i pierwszych randek)" (Kroniki Bane'a 10) Cassandra Clare (29, e-book)
3.  "The prince"(Rywalki) Kiera Cass (60, e-book) [zrecenzowane]

Manga:
1. "Another" (tom 1-3)  [do napisania]
2. "Ao no exorcist" (tom 1-3)  [do napisania]

Najlepsza książka miesiąca: 
"Taniec ze smokami cz.1", "Opium w rosole", 
"Żegnaj szkoło - na zawsze"
Najgorsza książka miesiąca: "Wilk"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Idealna chemia"
Największe rozczarowanie: -
Liczyłam na więcej:  "Morderstwo na plebani"

Jestem bardzo zadowolona z tego miesiąca, mimo iż nie miałam zbyt wiele czasu jakoś udało mi się go trochę wygospodarować i poświęcić się temu, co lubię najbardziej, czyli czytaniu. Na następny miesiąc mam średnio ambitne plany, chciałabym przeczytać z 8 książek, a do tego przeczytać ostatni tom "Anothera" i dostępne "Ao no exorcist". Jak również skończenie rozpoczętych seriali i anime. Mam nadzieję, że wszystko się uda.  
A zapomniałabym, nie mogę się doczekać ekranizacji "GNW". Czy tylko ja na nią czekam? U mnie trwa już odliczanie i mam nadzieję, że film będzie równie niezwykły, co książka. 

Pozdrawiam,
Patrycja.

piątek, 30 maja 2014

[requiem]

Chora miłość

Wyobraźcie sobie państwo, w którym wszystkie ważne, istotne kwestie omawiane są pod wpływem rozumu, na działania nie mają wpływu żadne silne emocje. Ludzie liczą jedynie na znalezienie dobrej pracy, żony, czy męża, który będzie do nich pasował. Wszystko idealnie zgrane, wszystko idealnie połączenie, jak dwa puzzle, jak dwie połówki jabłka. W tym świecie nie ma miejsca dla niedoskonałości...

A właśnie taka jest miłość. Niedoskonała, wybuchowa, pełna skrajności i niedomówień. Doskonale dowiedziała się o tym Lena. Dziewczyna pokochała pewnego chłopaka, jednak ich szczęście nie trwało długo. Podczas ucieczki zostali rozdzieleni, on ciężko ranny, a ona pełna lęku nie tylko o siebie, ale i o niego. Sądziła, że nie przeżył i to ją złamało.
Trafiła do Głuszy, gdzie poznała ludzi takich jak ona, żywych, znających radość, miłość, ale i cierpienie, żal, ból. Lena w coraz większym stopniu staje się Odmieńcem, wkracza do ruchu oporu, by tam znów się zakochać. Dziewczyna zakochuje się we wrogu, a on porzuca dla niej swe przekonania. Razem chcą wrócić do Głuszy, jednak ktoś powraca do życia Leny, ktoś, o kim myślała, że już nie żyję... Alex.

Takie wydarzenia(a przynajmniej ich przybliżenie) mogliśmy przeżywać podczas lektury dwóch pierwszych tomów trylogii „Delirium” Lauren Oliver. Tym razem jednak w największej mierze chciałabym się skupić na ostatniej części cyklu, czyli „Requiem”.

 W każdej książce pani Oliver spotykamy się z innymi sposobami wprowadzenia narracji, jej podziałów lub przeplatających się okresów, w jakich działy się wydarzenia. Tym razem na wydarzenia w książce patrzymy z dwóch stron, oczami głównej bohaterki Leny i jej przyjaciółki, która w drugim tomie zniknęła nam z wydarzeń, czyli Hanny. Początkowo takie rozwiązanie nie wydało mi się dobrym pomysłem. Rozdziały z punktu widzenia Hanny były nużące, nie działo się w nich wiele, kompletnie nie wiedziałam, że jednak odegrają tak dużą rolę. Nie będę więc ukrywać, że początkowo czytanie szło mi dosć wolno, rozdziały Hanny spowalniały wydarzenia lub przerywały emocjonujące zdarzenia, jakie miały miejsce w obozie Leny. W późniejszych etapach, gdy zaczęły się przeplatać wątki przeszłości, teraźniejszości oraz ich oddziaływanie na dalsze etapy lektury, wszystko nabrało rumieńców, a książka nie była dla mnie podzielona, a była całości, która doskonale razem trwa.

„Taka właśnie jest przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi między warstwami. Jeśli się straci czujność, pogrzebie cię. Po części po to właśnie stworzono remedium: dla oczyszczenia. Dzięki niemu przeszłość i związany z nią ból stają się odległe jak delikatna impresja na migoczącym szkle.”

Pisząc o książce już w tym momencie chciałabym wypowiedzieć się na temat miłości. W całej serii miłość wciąż istniała, odgrywała ogromną rolę. Początkowo przez jej wykluczenie, uznanie za chorobę, później przez wyłamanie się Leny z szeregu i pokochanie drugiego człowieka, stracenie go, poprzez ból złamanego serca. Następnie znalezienie drugiej bliskiej osoby, obdarzenie jej szczerym uczuciem, by na samym końcu doznać cierpienia powrotu. W życiu głównej bohaterki wciąż dochodziło do zmian światopoglądowych, dziewczyna nie wiedziała, co jest dobre, czy to co wpajali jej od lat, czy to, co czuje w sercu. Ostatni tom to punkt kulminacyjny, to w nim następują wielkie burze uczuć, lawiny emocji, które bardzo trudno ogarnąć rozumem. Lena musi podjąć decyzje, kogo wybrać. Jej pierwsza miłość Alex, nigdy nie zniknął z jej serca, jednak dziewczyna sądziła, że nie żyję. Poczuła coś również do Juliana, który porzucił dla niej wszystko, co wierzył. Dwa zupełnie inne charaktery i dziewczyna, która znalazła się pomiędzy nimi...

[requiem] nie skupia się jedynie na uczuciach, co prawda wątek ten miał duży udział w treści, jednak ostatni tom przynosi nam sporo polityki, intryg, walk i lepszego poznania świata, w jakich przyszło żyć bohaterom. W pierwszej części autorka skupiła się na rodzimym mieście Leny, w drugiej na terenach zamieszkanych przez Odmieńców, zwłaszcza tych, którzy pomogli głównej postaci oraz na podziemiu, teraz zaś autorka ukazuje nam szerszy obraz na obszar państwa. Od wewnątrz poznajemy strukturę władz oraz ich politykę względem ludzi mieszkających poza murami miast, czyli zarażonych delirium. Wszystkie te elementy dają nam pełniejszy obraz kreowanej przyszłości, co pozwala lepiej utożsamiać się z zachowaniami ruchu oporu, jak również Leny, czy drugoplanowych bohaterów.

„To nie jest rodzaj szczęścia, jaki sobie wyobrażałam. To nie to wybrałam. Jednak to wystarcza. Nawet więcej, niż wystarcza.”

Pod powyższymi względami ostatni tom Delirium był niezwykły, jednak jest jeszcze kilka kwestia, która nie daję mi spokoju, która wciąż zaprząta me myśli, a jest nią zakończenie. Autorka stworzyła niesamowitą historię, która rozgrywała się na kartach trzech powieści. Ich momenty końcowe zawsze były niezwykle emocjonujące i to dzięki nim nie przestałam czytać serii po pierwszym, który nie spodobał mi się w pełni, tomie. Ale tutaj autorka postanowiła na inne działanie. Sądzę, że również miało ono silnie oddziaływać na czytelnika, jednak dla mnie było to ogromnym minusem. Co, zapytacie? Otóż pani Oliver pozostawiła otwarte zakończenie, pozostawiła niesamowicie wiele niedopowiedzeń, wiele pytań bez odpowiedzi, które czytelnik musi sam dalej rozwijać. Losy bohaterów zostały lekko utorowane, jednak jak dla mnie to trochę za mało. [requiem] nie dało mi tyle odpowiedzi, na ile liczyłam, zbyt wiele możliwości.

Okładka ostatniego tomu cyklu jest przepiękna. Intensywny fiolet i niewiele innych mocnych barw daje wrażenie tajemnicy, zagadki. Postać na okładce nie jest również uśmiechnięta, a raczej silna, zawzięta, co pozwalało mi przypuszczać, jaka w tym tomie będzie główna bohaterka. Trudno mi zdecydować, który tom spodobał mi się najbardziej pod względem grafiki, ale po sprawdzeniu pozostałych opcji, uważam, że jednak ten. Ma w sobie pewną magię i tak jak zakończenie wywołuje masę pytań.

„-Jesteś na mnie zła - powtarza rwącym się głosem. – Myślisz, że nic mnie nie obchodzisz.”

[requiem] to książka pełna akcji, niebezpieczeństw świata, w którym brak miejsca na miłość, jak również to opowieść o miłości, która przeciwstawia się zagrożeniom, niszczy barykady i nie pozwala na zwątpienie. Autorka wykreowała świat dążący do zmian, który może odbudować jedynie miłość.

Ocena: bardzo dobra[5/6]
Ocena serii: bardzo dobra [5/6]

Autor: Lauren Olivier
Tom: III
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 392
Cena: 34,90 zł
Data przeczytania: 2014-05-02
Skąd: własna biblioteczka

Seria Delirium:
delirium --- pandemonium --- requiem 


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

środa, 28 maja 2014

Hotel Olimp. Zeus

W tym roku postanowiłam ponownie wziąć udział w wyzwaniu związanym z mitologią. W zeszłym roku szło mi naprawdę dobrze, jednak w tym nie czytam za wiele. W ramach nadrobienia zaległości sięgnęłam ponownie po pozycję, która już od kilku lat znajduje się na mojej półce. Pierwszy raz przeczytałam ją zaraz po świętach, kiedy tylko ją dostałam, potem jeszcze kilkakrotnie, a teraz znów spędziłam z nią kilka chwil. Ale o jakiej pozycji mowa? Już piszę. Cały ten wstęp tyczy się książki „Zeus. Król bogów, mężczyzn i bardzo wielu kobiet” rozpoczynającej wielotomowy cykl Hotel Olimp. Jego twórczynią jest włoska pisarka Sabina Colloredo.

Sabina Colloredo przedstawiła nam w innym świetle mitologiczną opowieść o Zeusie, królu bogów. Jej historia rozpoczyna się od momentu, kiedy to Uranos chce połknąć ostatnie ze swoich dzieci, jednak Gaja- matka chłopaka, wymyśla podstęp i ucieka z dzieckiem. Cała historia niewiele się różni od wersji mitologicznej, ale jest przedstawiona w sposób zdecydowanie bardziej przystępny dla młodego czytelnika, zawiera wiele humoru i dużo luzu, który można poczuć prawie na każdej ze stron.

Autorka mimo iż nie wprowadziła niczego nowego stworzyła ciekawy obraz świata bogów, doskonale ukazała ich cechy. Akcja rozgrywa się w czasach starożytnych, jednak wiele zdarzeń można by połączyć ze współczesnym światem.

Postacią, na której autorka skupiła się w największej mierze jest tytułowy Zeus. Jak można się domyślić czytając podtytuł pisarka w dużej mierze skupiła się na romansach młodego, czy coraz bardziej dojrzałego władcy. W prosty sposób ukazała, jakie dzieci zrodziły się z jego związków, a jak doskonale każdy wie z mitologii nie była to mała gromadka.

Charaktery bogów zostały doskonale odwzorowane. I w tej książce bogowie są kapryśni, pewni siebie, liczą się jedynie ze swoim zdaniem i uwielbiają się kłócić oraz stawiać na swoim. Zyskują jednak również cechy, które są domeną dzisiejszych ludzi. Autorka nałożyła tu dwie płaszczyzny, z jednej strony antyk i to, co się z nim wiąże, a z drugiej współczesność i jej cechy. To przekłada się na wiele aspektów książki, nie tyko na cechy bohaterów.

Młodszy czytelnik, który nie miał jeszcze styczności z mitami, może tu je poznać, jednak są one dosyć mocno okrojone, opisane w sposób prosty, nie zagłębiający się w szczegóły. Starszy  lub bardziej wymagający czytelnik może mieć jednak to jako minus. Pani Colloredo traktuje mity dość łagodnie, mimo iż są tłem powieści, nie są dokładne. Poruszamy się po ich powierzchni i nie zagłębiami w dalsze rejony.

Bardzo podoba mi się okładka pierwszej części serii. Jest ona klimatyczna, zachęcająca do lektury i tak jak ona lekka i z polotem. Patrząc na nią mam ochotę przeczytać książkę i miło spędzić z nią czas, co mogę i właściwie muszę uznać za pozytyw. Grafiki, które doskonale pasują do treści znajdują się również w środku książki, zawsze na początku rozdziału pod jego tytułem oraz niekiedy gdzieś pomiędzy treściami. Wszystkie są kolorowe i cieszą oko.

„Zeus” to książka, którą powinno się czytać z przymrużonym okiem i z pewnym dystansem. Na pewno nie znajdziemy tu dokładnych mitologicznych opisów, ale historie na niej opartą, która jedynie z niej czerpie. Ja mam do książki spory sentyment i czytam ją zawsze z przyjemnością, sądzę, że można ją polecić młodym czytelnikom.

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Sabina Colloredo
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 130
Cena: 19,90 zł
Data przeczytania: wielokrotnie, 2014-05-20
Skąd: moja biblioteczka

Hotel Olimp:
Zeus  ---  Hera  (wydane w Polsce)



Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

PS. Chciałabym zaprosić do konkursu organizowanego na FP bloga, zapraszam tu. ;)

niedziela, 25 maja 2014

Krew stracharza

Dwa lata temu zaczęłam czytać znaną serię Josepha Delaneya „Kroniki Wardstone”. W bibliotece znalazłam osiem książek, sądziłam, że to cała seria i zaczęłam czytać. Pomysł wydał mi się ciekawy, inny niż w reszcie książek. Niedawno dowiedziałam się jednak, że pojawiły się kolejne części serii. „Jestem Grimalkin” był tomem kompletnie odbiegającym od reszty, gdyż narracje przejęła postać drugoplanowa, tytułowa Grimalkin, a Tom, który był bohaterem pierwszoplanowym w innych książkach z cyklu odszedł na dalszy plan, pojawiał się rzadko. Nie spodobało mi się to, choć pomysł na ukazanie innej strony konfliktu był intrygujący. Mimo wszystko ucieszyłam się, gdy okazało się, że dziesiąty tom „Krew stracharza” znów powróci na stare ścieżki i to  Tom będzie opisywał zdarzenia. Nie namyślając się długo zaczęłam kolejną przygodę wraz z Siódmym Synem Siódmego Syna.

Sam tytuł ogłasza dość niepokojące widowisko, zastanawiałam się, co teraz może się stać, czy to Starego Stracharza spotka zły los, czy może jego ucznia? A może pojawiły się jakiś dawny uczeń, może to on znajdzie się w niebezpieczeństwie? Każda z tych opcji przywoływała jednak na myśl wiele niebezpieczeństw i walk, co z jednej strony wróżyło ciężki czas dla bohaterów, z drugiej zaś wiele akcji dla czytelników. Byłam ciekawa, który Stracharz straci swą krew. Również chcecie się tego dowiedzieć? Najpierw jednak przybliżę Wam odrobinę wydarzenia, jakie miały miejsce pod koniec poprzedniego tomu i na początku tego.

Grimalkin wraz z głową Złego uciekała przez całe Hrabstwo, by znów trafić do Wieży Malkinów i tam wraz z lamiami strzec swego trofeum. W tym samym czasie Tom wraz z mistrzem i Alice wrócili do domu Stracharza i próbowali odbudować zniszczony dm, a zwłaszcza znaleźć tomy do spalonej biblioteki. Właśnie ten drugi powód skłonił Stracharza do podróży do Tommorden, gdzie niejaka panna Fresque ma mu do sprzedania kilka książek. Czy to właśnie w tym miejscu na Stracharza czyha niebezpieczeństwo?

„Krew Stracharza” czytało mi się zdecydowanie szybciej niż poprzedni tom, perspektywa Toma zdecydowanie lepiej na mnie wpływa. Wydarzenia w książce opisywane z punktu widzenia chłopaka wydawały mi się bardziej niezwykle, może jest to spowodowane tym, że on w sferze magii, walki ze Złem jest stosunkowo krótko zaznajomiony, zaś Grimalkin zna ten świat od podszewki. Drugim powodem może być również przyzwyczajenie, przecież narracja ucznia pojawiała się w ośmiu poprzednich książkach.

Nie będę ukrywać, że czegoś mi w tym tomie również brakowało. Owszem czytało się go przyjemnie i szybko, ale lekturę przerwałam, by sięgnąć po inną książkę. Pomysł na cały ten świat, na bohaterów,  ich kreacje jest ciekawa, jednak akcja nie porywa, nie biegnie w szybkim tempie. Jest to historia, która ma swój specyficzny bieg, autor nie zmienia go w swojej serii. Z jednej strony to tworzy klimat, a z drugiej trochę nuży.

Bohaterowie jak zawsze oryginalni, autor wykreował ich w taki sposób, że nie można pomylić ich z żadnymi innymi postaciami w literaturze młodzieżowej. Szczególnie rzuca się to w oczy w postaci Stracharza, Grinmalkin, Alice, Tom jest chyba najbardziej neutralny, poznaje świat, w którym się znalazł jak wielu bohaterów przed nim. Jednak tworzy on niesamowitą narracje, dzięki czemu ksiązki, a właściwie jego dzienniki czyta się szybko.

Okładka tego tomu trochę odbiega od poprzednich, ale nie rozłożeniem tekstu, a grafiką. Zawsze pojawiała się na postać Stracharza lub po prostu inna postać, teraz mamy tylko głowę, a to nie wróżyło dobrze. Ta głowa odgrywa nie mają rolę w całej akcji, więc sądzę, że to dobry zabieg umieszczenie właśnie jej na karcie tytułowej.

Seria jest dość długa, czytam ją z przyzwyczajenia, nie wyczekuje z niecierpliwością kolejnych tomów, a jednak gdy widzę ją w bibliotece, sięgam. Seria skierowana do młodszych czytelników, ale i ja znalazłam tu coś dla siebie. Jestem w pełni usatysfakcjonowana lekturą, ale trudno opuścić świat, który zna się tak długo.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: Joseph Delaney
Tom: X
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 352
Cena: 32,90zł
Data przeczytania: 2014-05-02
Skąd: biblioteka publiczna

Kroniki Wardstone:
Zemsta czarownicy --- Klątwa z przeszłości --- Tajemnica Starego Mistrza --- Wiedźmi spisek --- Pomyłka Stracharza --- Staracie Demonów --- Koszmar Stracharza --- Cień przeznaczenia --- Jestem Grimalkin --- Krew Stracharza --- Slither's Tale  --- I am Alice + Bestionariusz Stracharza

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

czwartek, 22 maja 2014

The prince

Druga strona zwierciadła

Która z nas nie chciałaby poznać wymarzonego księcia? Kogoś delikatnego, czułego, inteligentnego... Taka wyliczanka cech mogłaby się jeszcze długo ciągnąć, ale doskonale rozumiecie, o co mi chodzi. Jeszcze nie dawno miałam okazję czytać książkę „Rywalki” Kiery Cass, która mówiła o walce o rękę księcia. Zaraz po jej przeczytaniu zaczęłam szukać informacji na temat kontynuacji, terminu jej wydania i innych dodatków do serii, tak oto natknęłam się na opowiadanie „The Prince”, a jak się zapewne domyślacie, przedstawia ono księżyce spojrzenie na ten konkurs oraz jego kulisy.

Postanowiłam nie zwlekać wiele i przeczytać rozdziały księcia Maxona. Zdziwiłam się bardzo, gdy dowiedziałam się, że „The Prince” zawiera jedynie sześć rozdziałów. Cała lektura zawiera bardzo niewiele czasu i kończy się w takim momencie, że chciałoby się czytać dalej. Ale cóż. Wszystko zaczyna się od przygotowań do wielkiej państwowej uroczystości, ojciec wciąż przekazuje mu jakieś rady i mówi, że skoro on to przeżył i wybrał tak cudowną kobietę, to i on da radę. Jednocześnie jednak pomaga szczęściu syna i to w dużym stopniu.

Opowiadanie daje nam, czytelnikom „Rywalek”, nowe spojrzenie na wydarzenia. Maxon podczas, gdy patrzyła na niego Ami wydawał się oazą spokoju, a przynajmniej na początku, wyglądał, jakby był na wszystko przygotowany, a tu czytałam o całkowicie innej postaci, zagubionej, zmieszanej, niepewnej siebie. Poznawaliśmy nie tylko jego charakter, ale też przeszłość, o której bez tej lektury kompletnie nie miałabym pojęcia.

Warto wspomnieć, że ukazane są nam kulisy życia rodziny królewskiej, relacje między jej członkami, a także uczucia. Król, króla, ich syn, każde z nich inaczej patrzy na to wydarzenie, każde z nich liczy, na coś innego. Poznajemy, jak tak naprawdę zostały wybierane kandydatki, jak przebiegały przygotowania do uroczystości. Przyznam się jednak, że trochę mnie to nudziło, poznałam lepiej Maxona, ale ta część opowiadania nie porywała najmocniej.

Dużo ciekawszymi momentami były te, w którym łączyła się książka i „The prince”. Możemy tu poznać spojrzenie Maxona na pierwsze spotkanie z Ami, a także na pierwszą rozmowę ze wszystkimi uczestniczkami, niestety te fragmenty wydały mi się zdecydowanie za krótkie. Autorka mogłaby dopisać jeszcze kilka rozdziałów, a nie urwać po jedynie daniu lekkiego smaczka, za mało...

Jeśli spodobały Ci się „Rywalki” możesz bez zastanowienia sięgać po to opowiadanie, by jeszcze poszerzyć książkowy świat, jednak jeśli pierwsza część serii nie spodobała Ci się, nie marnuj czasu na tą historię. Mi czegoś tu zabrakło, liczyłam na więcej informacji na temat przeszłości Maxona, otrzymałam jedynie ich strzępki, autorka skupiła się w dużej mierze na konkursie i pokazaniu nam jak to wyglądało z innej strony.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: Kiera Cass
Tom: 0,5 
Wydawnictwo: -
Ilość stron: 60
Cena: -
Data przeczytania: 2014-05-05
Skąd: e-book

Seria Rywalki:
Rywalki ---  Elita  ---  The one  +  The Prince  +  The Guard


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

wtorek, 20 maja 2014

Przygody Sherlocka Holmesa

Na naszej planecie jest wielu ludzi, którzy są znani na całym świecie, a to dzięki swoim dokonaniom, aktorskim, muzycznym, naukowym, sportowym... W literaturze również trafiają się tacy bohaterowie. Znani, kultowi, każdy o nich słyszał. A o jednym z nich mam zamiar napisać dzisiaj.

Warto dodać, że bohater ten jest detektywem, mieszka w Anglii, a jego najlepszym przyjacielem jest doktor John Watson. Teraz już chyba każdy się domyśla o kogo chodzi. Oczywiście, dziś chciałam przybliżyć Wam sylwetkę detektywa wszech czasów Sherlocka Holmesa. Niedawno przeżyłam moje pierwsze z nim spotkanie, a miało ono miejsce podczas oglądania nowego serialu „Sherlock”, serial zachęcił mnie do zapoznania się z książkowym pierwowzorem. I tak oto sięgnęłam po „Przygody Sherlocka Holmesa” autorstwa sir Arthura Conan Doyla.

Wypożyczona przeze mnie wersja przygód składała się z 12 opowiadań, które łączyły się jedynie postaciami Sherlocka i Watsona, jednak poruszały rożne tematy. W większości z nich Sherlock zostawał wynajmowany do wykonania pewnego zadania, jednak w niektórych to detektyw sam wybierał problem, z którym musiał się zmierzyć lub problem napotykał się sam. Nie będę przybliżać treści każdego opowiadania, gdyż są one dość krótkie i tylko zepsułabym przyjemność z ich lektury, ale wiele z nich jest niezwykle ciekawych.

Niezwykle spodobały mi się trzy opowiadania i to je, teraz ponad miesiąc po lekturze, pamiętam najlepiej. A były to „Pięć pestek pomarańczy”, „Ostatnia zagadka” i „Trzej studenci”. Każde poruszało całkowicie inny problem, ale w każdym z nich postać detektywa ukazywała swój intelekt i zmysł dedukcji. Warto zauważyć, że tytuły, a przynajmniej w większości, zdradzają na wstępie, o czym będzie opowiadanie, dlatego niezwykle przeraziły mnie dwa z nich „Umierający detektyw” i właśnie wspomniana „Ostatnia zagadka”. Można z nich wyczytać, że życie Sherlocka wisi na włosku, ale czy było tak naprawdę?

Opowiadania zawarte w zbiorze nie łączą się treścią, poza dwoma wyjątkami. Dwa ostatnie teksty łączą się i dopełniają treściowa, a gdyby nie znalazły się blisko siebie, cała dokładnie uknuta przez autora dramaturgia całkowicie by przepadła. A tak czytałam z pełnym przejęciem i oczekiwaniem, co dalej może się zdarzyć.

Jednak opowiadania te byłyby niewiele warte, gdyby nie postać, która je łączy. Postać Sherlocka Holmesa. Mężczyzna elegancki, elokwentny, kulturalny, dżentelmen w każdym calu, mimo że nie lubi sportu, w sytuacjach kryzysowych jest niebywale wytrzymały, pali, niekiedy traktuje ludzi z góry, dziwi się, gdy nie rozumieją tego, co on, jest inteligentny. Mimo swoich licznych zalet nie ma za wielu przyjaciół, a właściwie ma jedynie jednego, a jest nim jego były współlokator doktor Watson. Ludzie nie potrafią dosiec wszystkich jego zalet, odpycha ich jego wyniosłość, pewność siebie i to, że po jedynie kilku spojrzeniach może powiedzieć ci, co robiłeś wczoraj. Człowiek niezwykły, pełen swoich małych sekretów, nie wiem, czy jest człowiek, któremu taka postać nie imponuje. Ja jestem nim oczarowana.

Mimo że powyższa postać gra pierwsze skrzypce w całej powieści, to jednak nie ona tworzy narracje. A może to i dobrze, gdyż nie poznajemy wszystkich sekretów, jakie czają się w głowie Sherlocka, nie wiemy, co w danej chwili myśli, co rozważa, mamy jedynie to, czego sami się domyślamy lub co myśli narrator. Ale kto nim jest, zapytacie? Oczywiście najbliższy przyjaciel, czyli doktor Watson, kto miałby lepszy wgląd w wydarzenia, jeśli nie on. Osobiście spodobał mi się jego sposób przekazywania informacji, a do tego pozwał powoli zapoznawać się ze zdarzeniami, bez zbędnego wyprzedzenia faktów.

Podsumowując, nie mam pojęcia, dlaczego tak długo zwlekałam z przeczytaniem jakiegoś zbioru opowiadań z Sherlockiem Holmesem. Myślałam o tym już dawno, a dopiero w tym roku to zrobiłam. „Przygody” przeczytałam szybko, choć po każdym opowiadaniu robiłam przerwę, by oddzielić krótkie historie od siebie. Może nie ma tu strzelanin, pędzącej akcji, czy pościgów, ale jest analityczny umysł detektywa, intelekt i spryt, którego można jedynie pozazdrościć Sherlockowi i jego twórcy.

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Arthur Conan Doyle
Tom: zbiór opowiadań
Wydawnictwo: 
Ilość stron: 274
Cena: ok. 20 zł
Data przeczytania: 2014-03-28
Skąd: biblioteka publiczna

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

niedziela, 18 maja 2014

Wilk

Zawsze, gdy dowiaduję się, że jakiś młody człowiek, młodszy, w moim wieku lub niewiele starszy wydał książkę czuję pewien respekt, bo jednak napisanie nawet kilkudziesięciu stronicowej powieści wymaga wiele pracy, pomysłu i samozaparcia.

Dziś chciałabym opisać moje wrażenia po przeczytaniu debiutu naszej rodzimej pisarki Katarzyny Bereniki Miszczuk. Powieść „Wilk” napisała ona w wieku piętnastu lat. Do tej pory zapoznałam się już trylogią pani Miszczuk o diablicy, a teraz chciałam dowiedzieć się, jak spisała się w swojej pierwszej książce.

Margo wraz z rodzicami przeprowadziła się z Nowego Jorku do dużo mniejszego miasteczka Wolftown. Mama otrzymała awans i dziewczyna musiała porzucić swoją starą szkołę i przyjaciół, by w środku roku przenieść się do nowego miejsca. Dziewczyna nie jest tym zadowolona, ale nie ma wyjścia. Od przyjazdu do nowego domu dziewczyna zaczyna mieć dziwne sny, śni się jej, że goni ktoś lub coś goni ją w lesie, w nocy zawsze budzi się z krzykiem. Margo nie chce zaczynać wszystkiego od początku w nowym miejscu, nie chce być nowa w szkole, wie, że teraz wszyscy się znają, a zwłaszcza w tak małej miejscowości. Jednak już pierwszego dnia spotyka przyjazną duszę, Ivette, która pomaga jej się odnaleźć. Czy i z resztą uczniów pójdzie jej tak łatwo? Czy jeszcze z kimś się zaprzyjaźni? Jaki związek z Wolftown mają jej dziwne sny?

Nie będę ukrywać, że spodziewałam się takiego poziomu lektury, jaki otrzymałam. Autorka napisała te powieść w wieku piętnastu lat. Warsztat pisarki tworzy się przez lata, więc nie mogłam oczekiwać za wiele. Początkowo byłam nawet pozytywnie zaskoczona. Powieść była lekka, przyjemna, główna bohaterka nie użalała się nad sobą, była normalną dziewczyną z problemami jak każda nastolatka. Można by powiedzieć, ze nawet ja polubiłam, jednak w późniejszym etapie to uległo zmianie. Gdzieś w połowie książki wszystko zaczęło się psuć, główna bohaterka stała się przewidywalna, nudna i denerwująca. Jej dalsze losy mnie nie interesowały. Najgorsze było to, że po normalnym początku, jako czytelniczka liczyłam na jakiś punkt kulminacyjny, do którego podąża akcja, a tego nie otrzymałam.  Wydarzenia toczyły się w powolnym tempie, a te, które miały wzbudzać emocje, tak na mnie nie działały.

Jaki punkt przeważył w zmianie zachowania głównej bohaterki? Jestem pewna, że było nim uczucie do pewnego tajemniczego blondyna. Do póki się do siebie nie zbliżyli wszystko było ciekawie, on był pełen tajemnic, skryty, owiany nutką tajemnicy i to było ciekawe, ona próbowała tłamsić w sobie uczucie do niego, ale gdy zostali parą wszystko to prysło i stali się niesamowicie szarzy i niewyróżniający się z tłumu. W książce nie pojawiało się za wiele postaci, ale skoro tak było mogłabym liczyć na doskonałe ich dopracowanie i w pierwszej części tak było, ale w drugiej, gdy Max i Margo zaczęli się sobą chodzić, cały urok, jaki powstał na początku zniknął. Wszystko stało się nijakie i nieciekawe.

Problemem było dla mnie również to, że wydarzenia nie biegły w żadnym określonym punkcie. Margo wciąż próbowała odkryć tajemnicę Maxa, ale nam czytelnikom wszystko było od początku podane na srebrnej tacy, począwszy od tytułu, na snach skończywszy. Wielka szkoda, że od samego początku było to zdradzone, choć nie wpływało to szczególnie negatywnie na czytanie.

Cały czas wymieniam negatywne cechy, bo to one najmocniej we mnie uderzyły. Liczyłam, że autorka stworzyła historię, która wciągnie mnie jak „Ja, diablica”, ale tak się nie stało. Niby spodziewałam się, że ksiązka nie będzie najlepsza, ale miałam lekką nadzieję na dobre. Jednak znalazłabym kilka pozytywnych aspektów. Spodobali mi się bohaterowie drugoplanowi, przyjaciółki Margo, kolega Maxa, łowczy. Te postaci były od początku do końca stałe w zachowaniu, nie było w nich sprzeczności, dlatego tak pozytywnie ich odebrałam. Kolejną dobrą stroną była sprawa pomysłu na nową metodę tworzenia wilkołaków, z tym się jeszcze nie spotkałam. Do tego na plus można dodać okładkę, postać na niej występująca może nie powala, ale za to całe tło, jej klimat jest oryginalny i zachęca do lektury.

Jeśli można by podzielić książkę na pół, mogłabym wystawić skrajnie różne oceny, jednak liczy się całość, a ta niestety nie wypadła za dobrze. Autorka miała ciekawy pomysł, podeszła inaczej do wilkołactwa, jednak jej potencjał zepsuło zachowanie głównej bohaterki. Miłość zmienia ludzi, ale zawsze myślałam, że na lepsze. W tym przypadku niestety na gorsze.

Ocena: średnia [3/6]

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: I
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 304
Cena: 32,90 zł
Data przeczytania: 2014-05-07
Skąd: biblioteka publiczna

Seria o Margo:
Wilk  ---  Wilczyca


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

sobota, 17 maja 2014

Dziennik Bridget Jones

Czy jest to osoba, która choć raz nie słyszała o Bridget Jones? Wiecie, kto to taki? To kobieta jednocześnie zwyczajna jak każda z nas, ale z drugiej strony niezwykła, zabawna i nietuzinkowa. Bo komu przydarzałyby się takie przygody? Tylko Bridget.

Bridget poznałam najpierw w wersji filmowej. Polubiłam ją, jej charakter, jej wpadki i jej obsesyjną walkę o schudnięcie. Jednak film miał swoje źródło w powieści, a dokładniej w „Dzienniku Bridget Jones” Helen Fielding. Trochę obawiałam się, że książka będzie sporo słabsza od swej ekranizacji, że nie rozbawi mnie tak mocno, a jednak. 

„Dziennik” okazał je lekką, przyjemną i wciągającą lekturą. Zaczęłam ją czytać w autobusie,  planowałam czytać każdego dnia po kilka rozdziałów(dni), jednak utrzymałam się w postanowieniu zaledwie dwa dni. Później zaczęłam czytać ją również w domu. To lektura na raz,  trudno rozłożyć jej czytanie w czasie.

Budowa powieści przypomina dziennik. W każdym miesiącu bohaterka przedstawia nam najważniejsze zdarzenia z kilku-kilkunastu dni. Na początku każdego dnia bohaterka spisuje ilość kalorii, wypalonych papierosów, jednostki alkoholu i wagę, później dochodzą jeszcze inne wartości. Jest to coś, co łączy każdy opisany dzień, często Bidet dodaje też komentarze, co myśli o swoim wyniku. Już początek opisu zapowiada niekiedy ciekawy dzień.

„Nie będę wpadać w depresję z powodu braku faceta - mam osiągnąć równowagę wewnętrzną oraz pewność siebie i czuć się osobą pełnowartościową i kompletną bez faceta, bo to najlepszy sposób, żeby faceta znaleźć.”

Wydarzenia, w jakich bierze udział główna bohaterka raz są niebywale normalne, takie jak praca, uroczystości rodzinne, a niekiedy kompletnie pokręcone, najczęściej za sprawą jej osoby. Bo gdzie pojawia się Jones tam jest impreza. Najbardziej zabawne sytuacje pojawiają się wtedy, gdy Bridget sądzi coś, co kolejnego dnia okazuje się kompletnie inne, zmienione, odmienne. Można się wtedy nieźle uśmiać. Taka sytuacja miała miejsce, gdy przychodziły do niej zaproszenia na imprezy. Biedna Bridget...

Książka nie byłaby tak zabawna, gdyby nie główna postać. To Bridget skleja całą fabułę, to ona dzięki swojej naturalności zyskuje rzeszę czytelników. Główna bohaterka jest żywiołowa, wciąż zaskakuje, jest zabawna i pochodzi z innej planety. Jest pozytywnie zakręcona. Niesamowicie bawiły mnie jej kłopoty, jej problemy, które sama stwarzała, ciągły brak czasu, stała dieta, która wcale nie skutkowała i nie była w ogóle potrzebna, walka z paleniem z alkoholem, problemy z chłopakami, rodzina, która wciąż chciała ją zeswatać, randki z szefem, kłopoty w pracy. Można powiedzieć, że wiele osób mogłoby się znaleźć w jej sytuacji, ale ona zawsze wychodziła z podniesioną głową, nawet jeśli tylko przebrała się na przyjęcie, a reszta gości była niesamowicie elegancka. Bridget potrafi wyjść z każdej sytuacji.

„Pomyślałam, że to trochę śmieszne, nosić nazwisko Darcy i stać samotnie na przyjęciu, z dumną i nieprzystępną miną. To tak jakby nazywać się Heathcliff i spędzić cały wieczór w ogrodzie, krzycząc: 'Cathy' i waląc głową w drzewo.”

Oprócz głównej bohaterki pojawiają się też inni bohaterowie. Znajomi z pracy, szalona rodzinka, przyjaciele. Wszyscy tworzą obraz normalnych ludzi, których można spotkać wszędzie. No może poza dwoma panami, którzy skradli jej serce. Pierwszym jest jej szef, podrywacz. Mężczyzna, w którym Jones podkochiwała się od wielu lat, jednak czy związek z człowiekiem, który chce tylko jednego, ma sens? Drugi facet to pan Darcy, od razu porównania do „Dumy i Uprzedzenia”. W sumie tu też Darcy grał niedostępnego, trochę chłodnego, jednak zawsze eleganckiego(no może poza sweterkiem w romby) i ułożonego. Wiecie pewnie, komu cały czas kibicowałam?

Pewnie sądzicie, że na sprawach sercowych, na pracy i diecie się skończy. Wcale nie! Autorka zafundowała nam również ciekawą sprawę z matką Bridget. Kobieta po wielu latach małżeństwa chciała się rozerwać, odejść od męża i szukać szczęścia u boku innego. Tak też zrobiła, z czego wynikła ciekawa historia. Dodatkowo ukazywane są nam problemy przyjaciół Jones, normalne sprawy, kłopoty w związkach. Cała ta otoczka tworzy żywą i życiową historię. Od razu chce się zaprzyjaźnić z taką dziewczyną, chcę się ją bliżej poznać.

Podsumowując, lektura „Dziennika” była szybka, łatwa i niezwykle przyjemna. Polubiłam główną bohaterkę, jej charakter i postanowienia, które próbuję wypełnić. Jeśli szukasz lektury, która Cię rozbawi, pozwoli się odprężyć i na chwilę zapomnieć o codziennym dniu, może to coś dla Ciebie.

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Helen Fielding
Tom: I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 240
Cena: 20 zł
Data przeczytania: 2014-04-04
Skąd: własna biblioteczka

Bridget Jones:
Dziennik  ---  W pogoni za rozumem  ---  Szalejąc za facetem 


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

piątek, 16 maja 2014

Kwiat kalafiora - "Piątek z Jeżycjadą"

Małgorzata Musierewicz jest dla mnie autorką kultową, jej książki zdobyły i wciąż zdobywają serca czytelników w całej Polsce. Tym razem chciałam jednak skupić się na trzeciej części cyklu Jeżycjada, czyli „Kwiecie kalafiora”.

Dwie zupełnie różne siostry wracają do domu z przedsylwestrowych zakupów. Młodsza Ida to romantyczna dusza, wciąż myśli o chłopakach i potrafi wykorzystać swoje atuty. Starsza Gabrysia to typ sportsmenki, ma całkowicie inny charakter, jest bardziej zamknięta w sobie. Obie dziewczyny są częścią rodziny Borejków, którzy liczy również dwie zwariowane najmłodsze siostry, zapracowaną mamę i zamkniętego w świecie lektur ojca. Cała książka opowiada o historiach, jakie spotkały ich od pamiętnego sylwestra 1977 roku....

„Kwiat kalafiora” nareszcie zaczyna opowiadać o rodzinie Borejków. Trzy pierwsze książki nie były bezpośrednio z nią połączone, ale teraz czytając ten tom dopatrywałam się połączeń z dwoma poprzednimi. Spotykałam starych bohaterów, jakieś wątki, które były wcześniej poruszane. To w książkach pani Musierowicz jest magiczne, że można powrócić do historii już znanej, poznać ją w nowym świetle, ale to wciąż nie nudzi, bo wszystko odkrywa się na nowo. Do tego nie trzeba tak szybko rozstawać się z ukochanymi bohaterami, oni wciąż są przy nas.

„Całe dobro - pomyślała - jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szansę, że ludzie opowiedzą nam tym samym”

Czas jednak wrócić do pełnego opisania tej części, a przynajmniej moich wrażeń po tej lekturze. Główną bohaterką tym razem jest Gabrysia najstarsza z sióstr Borejko. Jest dziewczyną wysoką, wysportowaną, po ojcu przejęła zamiłowanie do lektury. Spotykamy się z nią w sylwestra, kiedy to decyduje, że nie pójdzie na imprezę organizowaną przez jej kuzynkę. Mimo jej zamiarów do pójścia przekonuję ją mama. Podczas imprezy spotyka kilka osób, z którymi szybko się zaprzyjaźnią, a są to znani nam z „Kłamczuchy” Aniela i Rozbrojek(tego drugiego szczególnie polubiłam). Czyli znów powraca wspomniany motyw powiązań. Podczas imprezy do Gaby dzwonią z domu, okazuje się, że stało się tam coś niedobrego. Dziewczyna wpada w panikę, lecz pomocną dłoń wyciąga do niej nowy kolega.

Nie będę ukrywać, że ta część wciągnęła mnie niezwykle mocno. Po pierwsze na reszcie mamy do czynienia z Borejkami, którym poświęcone jest najwięcej części Jeżycjady, ale po drugie, bo bardzo polubiłam bohaterów. Główna postać była miła, pomocna i inteligentna, nie zachowywała się irracjonalnie i trzeźwo oceniała sytuacje. Od razu ją polubiłam. Do tego jak to było określone w książce cały dom rodzinny miał w sobie jakiś czar, który dla mnie wypływał z serc niezwykłych Borejków. Młodsza siostra, Ida była trochę szalona, ale również czytało mi się o niej miło. Do tego postacie z poprzednich książek, które nie były oceniane źle, bo Gaba na nikogo nie patrzyła z zawiścią, a szukała zawsze pozytywów. Nie miałam inne opcji, musiałam ich polubić!

Czas na przejście do spraw miłosnych, których jak się pewnie domyślacie nie mogło zabraknąć. Początkowo to młodsza siostra bardziej rozkwitała w tej kwestii, starsza stała z tyłu. Umówiła się jednak  z pewnym chłopakiem, wielkim podrywaczem, z ich znajomości wyniknie wiele niespodzianek i nieporozumień, ale właśnie to jest w tym najciekawsze. Nigdy nie jest pewne, jak potoczą się wydarzenia. 

Okładka „Kwiatu kalafiora” jest ładna, tak jak wszystkie poprzednie. Bardzo podoba mi się ich klimat, od razu widać, że to jedna seria, że łączą się historią lub chociaż wątkami. Miło mieć całą kolekcję na półce, ale na razie mogę o tym jedynie pomarzyć.

Podsumowując, „Kwiat kalafiora” był wspaniałym tomem. Będę go wspominać naprawdę miło i to przez długi czas. Na reszcie poznałam cudowna rodzinę Borejków/ Mam nadzieję, że szybko zabiorę się za kolejny, w którym na drugi plan wychodzą sprawy młodszej siostry, Idy. 

Ocena: bardzo dobra [5/6]

Autor: Małgorzata Musierewicz
Tom: III
Wydawnictwo: AkapitPress
Ilość stron: 178
Cena: ok. 20 zł
Data przeczytania: 2014-02-27
Skąd: biblioteka publiczna


Jeżycjada:
Małowmówny i rodzina  ---  Szósta klepka  ---  Kłamczucha  ---  Kwiat kalafiora  ---  Ida sierpniowa  ---  Opium w rosole  ---  Brulion Bebe B.  ---  Noelka  ---  Pulpecja  ---  Dziecko piątku  ---  Nutria i Nerwus  ---  Córka Rozbrojka  ---  Imieniny  ---  Tygrys i Róża  ---  Kalamburka  ---  Język Trolli  ---  Żaba  ---  Czarna polewka  ---  Spężyna  ---  McDusia  ---  Wnuczka do orzechów

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:


PS. Wybaczcie mi moją ostatnią nieobecność, wszystko było spowodowane problemami z internetem. Mam nadzieję, że już wszystko będzie w porządku. 
Pozdrawiam serdecznie, 
Patrycja