środa, 30 kwietnia 2014

Podsumowanie kwietnia

Witam,

dziś ostatni dzień miesiąca, jak dobrze wiecie czas na podsumowanie. ;) Kompletnie nie spodziewałam się, że ten miesiąc będzie tak udany w aspekcie czytelniczym i to nie tylko w ilości przeczytanych stron, czy książek, ale w jakości czytanych pozycji. Rozumiem, że dla niektórych mogą to być przeciętne pozycje, ale było kilka takich, które wprost mnie oczarowały. Ale o tym zaraz. ;)

Dziękuję Wam drodzy czytelniczy za liczne odwiedziny, witam serdecznie i ślę podziękowania dla nowo obserwujących i oczywiście stałych bywalców również. Mam nadzieję, że przyjemnie czyta Wam się moje opinie. :) Czas na bardziej przykrą część, czyli garść statystyk(no dobra, ja je lubię) :)

Liczba moich obserwatorów: 235 (wzrosła o 19)
Liczba wyświetleń bloga: 37838 33408 (wzrosła o 4430)
Najczęściej odwiedzany post: Stosik #20 (137 odsłon)
Liczba dodanych postów: 15 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 4211
Liczba stron dziennie: 140
Liczba książek przeczytanych po raz pierwszy: 11
Liczba książek przeczytanych kolejny raz: 0
Najczęściej czytany autor: brak

Podsumowanie wyzwań: (w nawiasach liczba z poprzedniego miesiąca)
5. Dystopia 2014 2 (1)
6. Book lovers 7(5)
7. Grunt to okładka 2 (5)
8. Paranormal romance 3 (3)
9. Serie na stracie 5 (2)
10. Mitologia  0 (1)

Książki przeczytane w kwietniu:
1. "Uczta dla wron.Sieć spisków"(Pieśń Lodu i Ognia 4.2) G.R.R.Martin  3,3cm
2. "Wyjazd z Morgnaville"(Wampiry z Morganville 10) Rachel Caine 1,9 cm
3. "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding 1,3 cm
4. "Makbet" Wiliam Shekspir  0,5 cm
5. "Lek na śmierć" James Dashner  2,5 cm
6. "Król cierni" (Rozbite imperium) Mark Lawrence  4,4 cm
7. "Łaska utracona" (Dziedzictwo mroku) Bree Despain 3,3 cm
8. "Anna we krwi" Kendare Blake  1,9 cm
9. "Król kruków" Maggie Stievater  3,5 cm
10. "Krwawy szlak" (Kroniki Czerwonej pustyni) Moira Yoyng  2,6 cm
11. "Rywalki" Kiera Cass 2,4 cm

Najlepsza książka miesiąca: 
"Lek na śmierć", "Król kruków", 
"Krwawy szlak", "Rywalki"
Najgorsza książka miesiąca: "Makbet"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Dziennik Bridget Jones"
Największe rozczarowanie: "Anna we krwi"
Liczyłam na więcej:  "Łaska utracona"


W zeszłym miesiącu pisałam, że czekam na "Grę o tron", a teraz za mną już cztery odcinki. Dzieje się, dzieje. Do tego zaczęłam oglądać "Hannibala" na razie jeden odcinek, ale jest ciekawie. Wyczekiwany czas wolny sie zaczął, prawie dwa tygodnie odpoczynku, więc mogę szaleć nie tylko czytelniczo, ale też serialowo. Nie mogę zapomnieć o moi ukochanym, wspaniałym, cudownym, najbardziej inteligentnym "Sherlocku", a niestety juz tylko jeden odcinek. Cudowne. ;) Ostatnia sprawa spoza sfery czytelniczej, niedługo moze pojawić się recenzja "Niezgodnej"(o ile ją napiszę).

Co do wyniku książkowego, jestem ogromnie zadowolona, po pierwsze przeczytałam sporo, a po drugie zabierałam się za pozycje z mojej biblioteczki, czym odświeżyłam półki, z drugiej strony nieprzeczytanych mam nadal wiele, gdyż kilka kupiłam, ale zawsze to dobry start. Teraz planuje przeczytać kilka książek, które kupiłam w ciagu dwóch miesiący i może choć dwie pozycje leżące na mojej półce ponad dwa lata. Ale czy się uda, nie mam pojęcia. Co do nowości czytelnczych planuje zakupić "Dar Julii", "Elitę" zastanawiam się też nad "Drogą królów", ciekawi mnie, a do tego przypomina "Króla cierni" okładką... ;)
To chyba tyle moich planów, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. 

Do napisania, 
Patrycja

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Krwawy szlak

Niektóre drogi są cięższe i bardziej niebezpieczne od innych. Niektóre obszary wolałyby na zawsze zostać bezludne. Niektóre przesmyki mogą być naprawdę nieprzyjemne. Niektóre miejsca walczą z człowiekiem na każdym kroku. Niektórzy ludzie zaciekle bronią swego terytorium. Niektóre szlaki spływają krwią wędrowców. Czy chcesz się wybrać w tę podróż?

Saba mieszka wraz z bratem bliźniakiem, młodszą siostrą i ojcem nad Srebrnym Jeziorem, w którym jest naprawdę mało wody. Ich matka odeszła wiele lat temu, od tego czasu na ustach ojca nie potrafi zagościć uśmiech, a Saba nie potrafi spojrzeć z miłością na swoją siostrę - Emmi. Ich matka zginęła podczas przedwczesnego porodu, za co dziewczyna obwinia dziecko. Najlepszy kontakt ma ona ze swoim bratem, jest dla niej najważniejszy, kocha go i podziwia. Nie są najszczęśliwszą rodziną, ale moją swoje miejsce i są bezpieczni, ale do czasu. Kilka miesięcy przed letnim przesileniem do ich chaty przyjeżdżają jeźdźcy. Saba i Lugh walczą zaciekle, ale porywacze osiągają swój cel. Zabierają ze sobą jej brata, a dodatkowo zabijają jej ojca. Dziewczyna wie, że musi znaleźć brata, wyrusza na poszukiwania, bo obiecała Lughowi, że go znajdzie.

„Bo wszystko jest napisane. Wszystko jest ustalone.
 Życie tych, którzy się narodzili.
Życie tych, którzy wciąż czekają na swoje narodziny.
Wszystko zapisano w gwiazdach na początku świata.”

Wiedziałam od samego początku, że muszę przeczytać tę książkę, że muszę poznać historię, która zachwyciła już tak wiele osób. Rzadko czytam książki zaraz po kupieniu, gdy nie są to kontynuację, ale z tą zrobiłam wyjątek. „Krwawy szlak” zaczęłam czytać, gdy tylko książka wpadła w moje ręce. I nie żałuję. Pierwsza część Kronik Czerwonej Pustyni niesamowicie mi się spodobała, była brutalna, prawdziwa i pełna zwrotów akcji. Moira Young stworzyła historię, którą chcę poznać dalej. Ale najpierw postaram się i Was zachęcić do jej lektury.

Od pierwszych rozdziałów w oczy rzuca się, że świat, w jakim żyją bohaterowie odbiega od współczesnego, w jakim żyjemy my. Najpierw autorka ukazała mi krajobraz prawie pustynny, w którym  zamiera życie, w którym jedynymi ludźmi jest rodzina Saby. Dzięki temu doskonale możemy dostrzec relacje między członkami rodziny, w dużej mierze napięte. Szczególnie ukazana jest wrogość Saby i Emmi, mocna więź między bliźniakami, napięcie między ojcem, a synem. Każda z osób próbuje łagodzić spory pomiędzy resztą, ale nie zawsze się to udaje. Często padają mocne słowa, których można żałować, ale dopiero po wypowiedzeniu. Patrząc na taką rodzinę nie widać pełnego obrazu miłości, ale chce się, by on tam był. To napięcie pomiędzy członkami uderza w czytelnika, wielokrotnie podczas początkowej lektury chciałam odłożyć książkę, ale nie zrobiłam tego.

W dalszej części powieści odkrywają się przed nami nowe terytoria, nowe miejsca i poznajemy część genezy tego świata. Oczami wyobraźni na pustyni widziałam stare domy, samochody, wieżowce, inne pojazdy, które znajdują się w naszych realiach. Jednak były one zasypane przez piasek, niedostępne, znoszone. Tak jakby nasza cywilizacja została zasypana tonami piasku. Nie przypomina sobie, by autorka dokładnie podoła, co stało się z większością ludności, jednak patrząc na tamtejsze zmiany pogody i klimat można się wiele domyślić.

Główna bohaterka jest zarazem narratorką powieści, patrzymy na wydarzenia jej oczami. W odbiorze treści w ogóle to nie przeszkadza. Główna bohaterka jest silna, bezkompromisowa i pewna tego, do czego dąży, taka sama jest jej narracja. Nie ma tu rozbudowanych przemyśleć, jest plan, działanie, a czasem nawet brak planu, a jedynie luźne pomysły.  Jednak nie narracja jest w książce najbardziej ciekawa, a budowa. Tekst został pozbawiony typowych dla rozmów myślników. Sądzę, że niektórym zwłaszcza w początkowej fazie może to utrudnić czytanie, ale szybko da się przyzwyczaić. Wszystkie treści i te, które myśli bohaterka i te, które są rozmowami są nam przekazywane w ten sam sposób, bez żadnych wyróżnień. Dodane są jednak takie treści, jak np. „Powiedziała Emmi”, czy” krzyknęłam”. Moim zdaniem, gdy już dowiemy się, co i jak, czytanie idzie gładko i urozmaicenie to nie sprawia trudności, a dodaje powieści nowego wyrazu.

Nie tylko postać głównej bohaterki jest dobrze wykreowana, ale również postaci poboczne. W książce początkowo poznajemy ich mało, ale z biegiem akcji ich liczba coraz bardziej się zwiększa. Pojawiają się nowi przyjaciele, ale również wrogowie. Każda z postaci zapada w pamięć, nie zawsze imieniem, ale czynami, czy charakterem.

Jedną z ciekawszych postaci jest tajemniczy, arogancki Jack. Nie będę ukrywać, że takie męskie osobowości zawsze zapadają mi głęboko w pamięć. Jak się pewnie domyślacie to właśnie on wraz z Sabą tworzy główny związek w książce. Autorka jednak nie stworzyła nierealnej więzi, a relacje, które tworzy się powoli. Urocze były ich sprzeczki, przekomarzania i prawdziwe kłótnie. To osoby z mocnymi charakterami i nie obyło się bez zgrzytów. Warto też zauważyć, że ich więź nie wybija się ponad wydarzenia główne, jest on wątkiem pobocznym i nie odgrywa kluczowej roli. Saba w narracji również nie rozpływa się nad pozytywami Jacka, a próbuje zniszczyć w sobie kiełkujące uczucie. Choć jej próby są bezowocne ciekawie się na nie patrzy.

Najważniejszą kwestią w całej książce jest poszukiwanie brata Saby. Chłopak został porwany przez jeźdźców, jednak nie było to zwykłe porwanie. Ono swoje korzenia miało zdecydowanie wcześniej, ale fakty z nim związane poznajemy stopniowo. Cała droga Saby za bratem przebiega burzliwie, to nie jest spokojna wyprawa, ale pewna przeciwności i niebezpieczeństw. Dziewczyna co chwila napotyka na nowe kłopoty, a największe czekały ją w odwiedzanym mieście. Uważam, że pomysł na takie położenia był niesamowicie intrygujący i nowatorki. Jeszcze nie spotkałam się z taką wersją areny do walki. Autorka pomijała w sporej mierze brutalność tego miejsca, ale można sobie dokładnie wyobrazić, co tam się działo. Aż ciarki przechodzą, powrót do walk gladiatorów...

„Martwe jezioro. Martwa ziemia. Martwe życie.”

Warto też zauważyć, że do czytania zachęca również okładka, wygląda ciekawie i wyróżnia się na tle innych powieści tego typu. Pasuje do treści, obrazuje doskonale miejsce, w jakim żyła bohaterka. Mam nadzieję, że kolejne tomy będą dopasowane poziomem do tej grafiki.

Podróż przez Czerwoną Pustynię była ciężka, niebezpieczna, pełna przygód i niespodzianek, choć nieczęsto przyjemnych. Jednak szlak pokonałam z podniesioną głową, teraz u celu mogę jedynie czekać na dalszy przebieg wypadków. „Krwawy szlak” to niebezpieczne miejsce, mnie wciągnęło w swoje sidła. Uważaj, bo możesz być następna/y!

Ocena: świetna [6/6]

Autor: Moira Young
Tom: I
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 400
Cena: 38zł
Data przeczytania: 2014-04-26
Skąd: domowa biblioteczka

Kroniki Czerwonej Pustyni:
Krwawy szlak  ---  Rabel Heart  ---  Raging Star


Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

PS. Czy chciałby ktoś się wymienić za "Klątwę tygrysa" lub "Niebo jest wszędzie". Mam na zbyciu. ;P

niedziela, 27 kwietnia 2014

Anna we krwi

Biała sukienka skąpana we krwi...

Kiedyś jej sukienka była śnieżnobiała. Chciała wyjść w niej na tańce. Chciała poczuć się wolna. Ale nie było jej to dane. Teraz sukienka ucieka krwią. Widać jedynie prześwity bieli. Ale dziewczyna wciąż pamięta te noc. Pamiętną noc końca jej życia. Kiedy jej biała sukienka tonęła w kałuży krwi.

Po „Annie we krwi” spodziewałam się wiele. Okładka przywodziła na myśl straszne historie, niepokojące tajemnice i zjawę, która choć kiedyś była niewinna, teraz nie ma  żadnych skrupułów i zabija każdego napotkanego na swej drodze człowieka. Jednak Kendare Blake stworzyła całkowicie inną historię. Jej zjawa wcale nie jest taka jakiej się spodziewałam, jej książka wcale nie jest taka jakiej się spodziewałam. Więc jaka jest?

Cas to niezwykły nastolatek, po ojcu otrzymał nóż, którym zabija zmarłych. Tak, zabija zmarłych. Razem z matką wciąż przenoszą się z miejsca na miejsce, by chłopaków mógł zabijać nowe potwory. Tym razem jednak Cassio trafił na ducha innego pokroju, ducha z którym nie może się mierzyć w otwartej walce, ducha silniejszego od wszystkich, z którymi walczyć do tej pory. Anna będzie jego najtrudniejszym zadaniem, możliwe że ostatnim.

„Anna we krwi” nie ma w sobie takiego klimatu, na jaki liczyłam. Przyznam się, że nie czytałam wcześniej opisu książki, przed przeczytaniem nie wiedziałam, na co się porywam i miałam kompletnie inne wyobrażenia, może to przez to czuję się taka zawiedziona. Po pierwsze zaskoczeniem była dla mnie narracja, okazało się bowiem, że przedstawia ją chłopak, nastolatek, który zajmuje się zabijaniem duchów. Chłopak nie jest nikim niezwykłym, poza jego zajęciem nie wyróżnia się praktycznie niczym, jego osoba nie wzbudziła mojej największej sympatii, jednak też nie działała na mnie drażniąco. Właśnie to burzyło całą magiczną otoczkę, jaką tworzyłam przed przeczytaniem powieści. Chłopak był normalny, nie był szalony, nie był tajemniczy... Po prostu przejął fach po zmarłym ojcu i czekało go kolejne zadanie.

Podczas tej recenzji będzie Wam się mogło wydawać, że książka mi się nie spodobała, ale tak nie jest. Książka była ciekawa, ale mimo tematu duchów jaki poruszała była kompletnie zwyczajna. Nie uwierzycie, ale nawet pojawił się tu wątek miłosny, pomiędzy łowcą duchów, a duchem. Tu było dla mnie sporym szokiem, dziewczyna potrafi zabić każdego kogo spotka, a jednak ma w sobie tyle delikatności, jest tajemnicza, nie chce pamiętać swych zbrodni i brzydzi się temu, co robiła. Ich relacja była dla mnie od samego początku oczywista, nie było żadnej wrogości, a jedynie fascynacja uczuciami i relacjami, jakie między nimi zachodzą.

Jednak, gdy już przełknęłam gorzką prawdę, że moje wyobrażenia nigdy się nie spełnią, zaczęłam czytać z większą przyjemnością i lekkością. Bo uwierzcie mi ksiązka nie jest zła, po prostu czegoś innego się spodziewałam, co będę chyba w tej wypowiedzi powtarzać do znudzenia. Pani Blake wplotła do wydarzeń wiele akcji i ciekawych niespodzianek.

„Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze.”

Na pierwszy plan wybija się próba zabicia Anny. Cas tworzy wiele planów, poznaje nowych przyjaciół, którzy próbują mu pomóc, jednak rodzące się pomiędzy zjawą, a jej łowcą uczucie wszystko to utrudnia. Chłopak gubi się w swoich uczuciach, nie wie, w co ma wierzyć. Wie, że Anna zabijała, ale chce jej pomóc, chcę ja uwolnić. Dziewczyna boi się tego, co zrobiła, nachodzą ją wizje i również pragnie zmian, chce odnaleźć spokój i ukojenie.

W kolejnych etapach powieści na pierwszy plan wybija się niezwykła historia śmierci ojca chłopaka i związane z tym przeciwności oraz dalsze wypadki. Cas dokładnie nie wie, jaki duch, czy inne stworzenie zabijało ojca, ale chce z nim walczyć. Ten wątek wydaje mi się jednym z najciekawszych w całej książce, pomysł wydał mi się oryginalny, wydarzenia zaskakiwały, tak samo jak powiązywanie faktów. Żałowałam jedynie, że autorka nie pokusiła się o trochę strasznie stworzenie, jakoś tak niemrawo wyszło.

W całej powieści brakowało mi uczucia lęku, zagubienia, chciałam by książka jakoś mocniej na mnie wpłynęła, jednak to nie miało miejsca. Pamiętam jedynie jeden moment, opis śmierci Anny, po którym byłam zniesmaczona, jednak nie jego obrzydliwością, a raczej wyobrażeniem sobie sytuacji i znalezieniem się w skórze biednej, bezbronne dziewczyny, która przez całe życie była źle traktowana, a potem skazana na tak okrutny los.

„Wyobraźnia ma słabą pamięć i wszystko się w niej zaciera i odpływa.
Oczy zapamiętują na dłużej, znacznie dłużej.”

Autorka pisze lekko, prosto, a jednocześnie potrafi przelać na karty wiele obrazów, czytając mogłam doskonale wyobrażać sobie sytuacje. Opisy nie były rozbudowane, w moim odczuciu łączyło się to z postacią narratora, która była stylizowana na chłopaka, który twardo stąpa po ziemi, mimo fachu jakim się zajmuje. Jednak nie przeszkadzało to w odczytywaniu wielu znaczeń, w obrazowaniu wydarzeń.

Okładka ksiązka jest według mnie jej największym plusem. W gruncie rzeczy to dzięki niej kupiłam tę książkę nawet nie czytając opisu, a jedynie powołując się na wrażenie innych. Grafika jest przepiękna, mroczna, ale jednocześnie delikatna, obrazuje to, co chciałam czytać, na jaki klimat liczyłam.

„Anna we krwi” to książka zwyczajnie niezwyczajna. Można po niej oczekiwać tego, czym zupełnie nie jest, czego byłam doskonałym przykładem. Jednak po oderwaniu się od mojej wizji powieść mnie wciągnęła. Czytałam ją bez większego pośpiechu, w miarę polubiłam bohaterów, a  rozpoczęte wątki i zakończenie mnie zaciekawiło. Historia nie była krwawa. Jednak jedna scena uderzyła we mnie głęboko. Biała sukienka skąpana we krwi...
Ocena: dobra- [4-/6]

Autor: Kendare Blake
Tom: I
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 320
Cena: 34zł
Data przeczytania: 2014-04-22
Skąd: domowa biblioteczka

Cykl Anna we krwi:
Anna we krwi  ---  Girl of nightmares 


sobota, 26 kwietnia 2014

Król kruków

Zbliżasz się, jesteś już naprawdę blisko, prawie tego dotykasz, prawie czujesz, prawie masz to w ręce i nagle Ci to umyka. Ale nie poddajesz się, próbujesz dalej, walczysz, by osiągnąć cel, wiesz, że zawsze brakuje niewiele, że to COŚ jest na wyciągnięcie ręki, jest tuż, tuż. Zbliżasz się, ale wciąż jesteś za daleko. Wiesz, czego szukasz, a jednocześnie wiele Ci umyka. Masz jednak przeczucie, że kiedyś się uda, że nadejdzie dzień, w którym osiągniesz to, co o czym zawsze marzyłaś/eś.

Jestem zaskoczona, oszołomiona, wciąż dziwię się, że tak mogłam się pomylić. Czasem sięgamy po książkę bez większego zastanowienie, tak właśnie było z tą. Stała na półce aż w końcu po nią sięgnęłam. Jednak nie spodziewałam się wiele, czytałam już pewna książkę autorki i mimo iż mi się spodobała to nie zachwycała, taka zwykła historia. Ale tu było inaczej i tego się kompletnie nie spodziewałam...

„Niektóre sekrety odsłaniają się tylko przed tymi, którzy są ich warci.”

„Król kruków”, bo taki tytuł nosi druga z przeczytanych przeze mnie książek Maggie Stiefvater, ma w sobie jakiś nieuchwytny urok i czar. Gdy zaczęłam ją czytać od pierwszych stron wydała mi się inna od wszystkich powieści, z jakimi się spotkałam. Niby zaczyna się niepozornie, ale potem przychodzi wiele pytań i chcę się dowiedzieć, co dalej, chcę się czytać i czytać aż odnajdzie się to, do czego dążą bohaterowie. Pięć osób, które jednocześnie są drużyną, ale również są postaciami i tajemnicami każde z osobna, każde z nich skrywa własne sekrety, które chcę się poznać, jednak łączy ich wspólny cel, który jest łącznikiem całej powieści.

Blue ma niecodzienną rodzinę, mieszka w domu samych kobiet, z których każda z wyjątkiem Blue, ma dar w jakimś stopniu powiązany z magią. Dziewczyna pogodziła się ze swoją odmiennością, jednak i ona ma w sobie pewną moc. Potrafi wzmacniać przekaz, dzięki niej moc, wrażenia magiczne są mocniej odbierane. Co rok wraz z matką, a tym razem z ciotką wyrusza na Drogę Zmarłych, by zapisać dane duchów, które mają zniknąć z tego świata w najbliższym czasie. Dziewczyna nigdy nic nie widzi, nigdy nic nie słyszy, wzmacnia jedynie przekaz, jednak tym razem jest inaczej. Blue widzi kogoś, a nawet pyta o jego imię. Chłopak wygląda młodo, wygląda jak uczeń szkoły dla chłopców w jej miasteczku. Ta chwila rozmowy wstrząsa dziewczyna. Wie, że widzi go jedynie z dwóch powodów. Albo to ona go zabije, albo się w nim zakocha.

W czasie gdy Blue rozmawia z nieznanym jej chłopcem, Ganseyowi psuje się samochód. Nie zdążył na lekcje, dzwoni do przyjaciół. Chcę, by przyjechali po niego i urwali się z zajęć. Niedługo potem przyjeżdżają Adam i Ronan. Pomagają mu w naprawie, a on pokazuje im nagraną przez siebie rozmowę. Uważa, że może to przydać się w ich poszukiwaniach. Razem próbują znaleźć Króla Kruków - Glendowera, którego ciało leży gdzieś na linii pradawnej mocy. Gansey ma na tym punkcie obsesje, od ponad roku próbuję zbliżyć się do linii, jednak wciąż mu umyka.  Wie, że jest blisko, o poddaniu nie ma mowy.
Co się stanie, gdy ich drogi się połączą? Czy Blue pomoże chłopcom znaleźć legendarną postać? 

„Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.”

Dawno już żadnej książki nie pochłaniam z takim zapałem, czytałam w szkole, w autobusie, na przystanku, w domu do późna, choć kolejnego dnia musiała rano wstać, książka mną zawładnęła. Książka jest jednocześnie zabawna, tajemnicza i niespodziewana, wciąż byłam zaskakiwana nowym obrotem wypadków i zmianami, jakie następowały w bohaterach i zdarzeniach. Historia toczyła się wielotorowo, nie zamykała się jedynie na poszukiwaniach Króla Kruków, ale również na wielu innych sferach, dzięki czemu mogłam mocniej zagłębić się w psychikę bohaterów i ich przeszłość.

W książce występuję sporo postaci, jednak nie trudno ich zapamiętać. Główni bohaterowie są bardzo barwni i całkowicie od siebie różni. Gansey mimo swojej powagi wielokrotnie rozbawiał mnie swoim zachowaniem i stylem wypowiedzi niczym z innej epoki. Adam był najnormalniejszy, miał swoje wady i zalety, ale imponował mi się siłą swej przyjaźni i ambicją. Ronan był tajemniczy, często gdzieś z boku, prawie niezauważalny, był jak chmura gradowa, bo kiedy już się pojawiał to niesamowicie intensywnie. Noah zaskakiwał mnie nieustannie, nieobecny, skryty, nieśmiały, ale wszystko na jego temat zostaje wyjaśnione, potem wszystko jest już jasne. Na koniec pozostawiłam Blue, która była jednocześnie zwykła i niezwykła, podobał mi się jej upór, umiejętność podejmowania wyzwań i przekora, dzięki której te wszystkie zdarzenia miały miejsce. Naprawdę nie sposób ich było nie polubić.

Tło historii, czyli postacie poboczne również oddziaływały na mnie pozytywnie. Nie potrafiłabym wymienić wszystkich imion, ale potrafię doskonale połączyć ich z sytuacjami i zachowaniami, bo wciąż mam ich przed oczami. Oni również byli wyraziści i nietuzinkowi. Szczególnie rodzina Blue, ale czego się spodziewać po wróżkach. Najmocniej zachowała mi się jednak w pamięci Persefona, niecodzienne imię, doskonale do niej pasuję, do tego ciągła nutka tajemnicy i czegoś nieuchwytnego.

„-Blue, jeśli kiedyś zobaczysz tego człowieka, natychmiast odwróć się i odejdź.
-Nie – poprawie Calla. – Kopnij go w jaja. A potem odwróć się i uciekaj.”

Tytuł „Król kruków” nawiązuje do głównego tematu powieści, czyli poszukiwań Glendowera. Mistyczna postać, która jak głosi legenda leży gdzieś na linii mocy. Gansey musi go odnaleźć, ta myśl jest głęboko zakorzeniona w jego głowie. Glendower stał się jego obsesją, a wraz z nim popadli w nią jego przyjaciele, a później nawet Blue. Wszystkie momenty, w których znajdowali się jakby w innym wymiarze, doświadczałam wraz z nimi. Ja również słyszałam szeptu zaczarowanych drzew, widziałam sceny w magicznym drzewie. Pomiędzy realnością, a nierealnością zacierały się granice. Czasem trudno było zrozumieć, gdzie jest prawda, a gdzie fikcja. Niezwykła była zmiana czasu, czas przemykał niezauważalnie, a niekiedy wlókł się niemiłosiernie powoli. Ta historia ma swoje korzenie zdecydowanie głębiej niż poszukiwania Ganseya, sięga wiele lat w przeszłość, ja poznawałam ją powoli z wielu perspektyw.

Czas wspomnieć o narracji w powieści, występuję tu w postaci trzecioosobowej, a narratorami są różne postaci. W przedstawianiu wydarzeń przewodzą Blue i Gansey. W tej książce niesamowicie podobały mi się to, jak autorka przeskakuję pomiędzy wydarzeniami, raz patrzymy oczami jednej postaci, raz drugiej, czasem nawet w niewielkich odstępach czasu mogłam zobaczyć, jak wydarzenia wpłynęły na postaci, które wydawały się kompletnie nic nie okazywać albo ukrywać swoje uczucia przed innymi. Do tego miałam też okazje poznać obraz kogoś z zewnątrz, bohatera, który naprawdę wysunąłby się w akcji dopiero w dalszej części. Poznawałam jego plany, ale dopiero połączyłam je w pełni z wydarzenia ze strony postaci, gdy po ich stronie pojawiały się ich zarysy.

„Zawsze go zostawiali. Jednak on nigdy nie potrafił zostawić ich.”

Podczas czytania opisu lekko się przeraziłam. „Jedna dziewczyna i trzech chłopaków” te słowa wywołały duży niepokój. Bałam się, że autorka stworzyła jakiś niesamowicie rozwinięty i drętwy romans, w którym o serce dziewczyny walczy trzech zakochanych w niej chłopaków, a jedynie tłem powieści jest poszukiwanie linii mocy. Jednak i w tym aspekcie zostałam pozytywnie zaskoczona. Autorka postarała się o jedynie jeden wątek miłosny, który rysuje się pomiędzy Blue, a jednym z chłopaków, a nie pomiędzy wszystkimi. Do tego czytelnicy poznają od razu tajemniczą przepowiednią, która dotyczy Blue. Chłopak, które dziewczyna pocałuje zginie. Takie słowa wykluczają raczej wielkie miłosne aspiracje. Historia miłosna jest więc jedynie jednym z wielu wątków pobocznych, tłem, które nie wybija się ponad najważniejszy temat, czyli poszukiwania linii mocy. Cieszę się, że ta historia nie została przez niego zburzona i pozostała pełną niepewności, tajemnic i magii opowieścią. 

O książce mogłabym pisać i pisać, ale czas na kilka słów na temat okładki. Nie będę zachwycać, że czaruję, ten ptak, znak, który przemyka przez całą książkę i w treści i w rozdziałach. Niezwykle podoba mi się jej prostota i doskonale nawiązanie do tematu powieści. Kruki odgrywały tu bardzo istotną rolę i to na różnych płaszczyznach. 

Magiczna saga, jak głosi tekst w opisie, te słowa naprawdę się sprawdzają. Nie tylko poprzez czary, uroki, zaklęcia, patrzenie w przyszłość, tajemnicę Króla Kruków, ale również przez czar zamknięty w kartach. W jakiś sposób ta książka mnie oczarowała, może to dlatego, ze ie spodziewałam się po niej niczego nadzwyczajnego, może przez oderwanie mnie od codzienności. Trudno powiedzieć, jednak wiem, że będę musiała poznać dalsze losy bohaterów, dowiedzieć się, co będzie z nimi dalej, jak ta  historia ich zmieniała, jednak na nich wpłynęła.
Ocena: świetna [6/6]

Autor: Maggie Steifvater
Tom: I
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 496
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-04-23
Skąd: domowa biblioteczka

Seria Król Kruków:
Król kruków  ---  The dream thieves  ---  Blue Lily, Lily Blue  ---  ???



Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

czwartek, 24 kwietnia 2014

Łaska utracona

Do czego jesteśmy zdolni, by pomóc kochanej osobie? Ile jesteśmy w stanie poświęcić? Ile prac wykonać? Ile cierpienia znieść? Czasem wydaje nam się, że coś jest niemożliwe, a w chwilach prawdziwego zagrożenia nie odpuszczamy, walczymy. Staramy się dokończyć to, co zaczęliśmy, a czego nie bylibyśmy w stanie, gdyby nie chwila zagrożenia, gdyby nie moment ostateczny. Więc może tak naprawdę wcale nie wiemy, do czego jesteśmy zdolni, może sami możemy się jeszcze zaskoczyć.

Jestem śmiercią lub życiem. Jestem ocaleniem lub zniszczeniem. Aniołem lub demonem.
(Dziedzictwo mroku)

Bohaterka drugiego tomu serii Dziedzictwo Mroku potrafiła poświęcić samą siebie, by uwolnić od klątwy swojego ukochanego. Grace uratowała Daniela przed klątwą wilkołactwa, jednak jednocześnie sama została nią zarażona. W jej przypadku choroba nie jest jeszcze rozwinięta, to dopiero jej początek, Wilk nie ma jeszcze władzy, by nią zawładnąć. Wraz ze swoim chłopakiem trenuje, by zawładnąć nad mocami, jednak kiedy w dość niejasnych okolicznościach Daniel oddala się od niej, wymyśla wymówki, ucieka od spotkań i treningów Grace spotyka kogoś innego. Talbot postanawia pomóc jej rozwinąć jej umiejętności. Grace w tajemnicy przed wszystkimi, w brew ich zakazom postanawia ćwiczyć, do czego motywuje ją telefon od jej brata, który uciekł z domu. Dziewczyna chce do odnaleźć i namówić do powrotu. Czy Grace będzie potrafiła zawładnąć Wilkiem, czy może to Wilk zawładnie nią?

Po „Łasce utraconej” Bree Despain oczekiwałam dość sporo. Ponad rok temu miałam okazję czytać pierwszy tom i pamiętałam, że niezwykle mi się wtedy spodobał. Mimo że na rynku była, jest i pewnie będzie masa książek o wilkołakach ja nie czytałam ich wiele. „Dziedzictwo mroku” przypadło mi do gustu i liczyłam, że i tak będzie z tym tomem. Jednak czy się nie przeliczyłam?

Nie będę tu pisała, że spodobała mi się równie mocno, bo było by to kłamstwo, a przynajmniej poważne niedopowiedzenie. Podczas lektury „Łaski utraconej” bawiłam się dobrze, czytałam ją niezwykle szybko, ale. Właśnie do tego musiałam dojść. Teraz nie wyczuwałam w niej żadnej niezwykłości, historia była naprawdę przyjemna, bohaterowie znośni, akcja jedynie momentami przewidywalna, ale jednak podobna sytuacja ma się z wieloma innymi pozycjami. Brakowało mi jakiegoś błysku, który wyczuwałam podczas poprzedniego spotkania z twórczością autorki. Tak więc wiecie już mniej więcej jakie sa moje odczucia, przybliżę Wam teraz dokładniej fabułę i bohaterów.

Akcja książki zaczyna się niepozornie, bo od treningu pomiędzy Grace, a Danielem, jednak właśnie w trakcie jego trwania dziewczyna odbiera telefon od brata. Właśnie ten moment jest kluczowy dla całej fabuły i to on odgrywa główną rolę w zdarzeniach. Grace obiera sobie cel znalezienia brata. Początkowo szuka go z Danielem, prosi o pomoc ojca, potem ze swoja przyjaciółką, następnie z nową postacią Talbotem. Mogłoby się to wydawać niezwykle nudne, jednak powieść nie kończy się na jednym wątku. Dochodzi tu również motyw dewastowania miasta przez tajemniczych, niewidzialnych sprawców oraz oczywiście jak w każdym PR również motyw miłosny i związane z nim zawirowania.

„Jeśli wpuścisz do serca złość, ona zniszczy twoją zdolność do kochania.”

Zacznę może właśnie od wspomnianego na końcu motywu. Niestety w tej kwestii zostałam dość mocno rozczarowana. Jak wiadomo w gatunku tym aspekt ten powinien być jednak dopracowany, a tu ten pomysł mnie zawiódł. Nie jego wykonanie, ale sam fakt, że taka sprawa zaistniała.  Dziewczyna w poprzednim tomie wiele poświęciła dla Daniela, ale teraz zaczęli się od siebie odsuwać. Najpierw uniki z jednej strony, potem z drugiej, aż chciałoby się zapytać, gdzie ta wielka miłość. Pojawił się natomiast wątek romantyczny z Talbotem. W powieści widać było, że chłopak oddziaływał na Grace, jednak ona starała się do ich związku nie dopuścić. Właśnie ten pomysł mi się nie spodobał, wprowadzenie trzeciej osoby. Nie rozumiem po co tworzyć takie rzeczy, jeśli pomiędzy bohaterami nie grają prawdziwie mocne uczucia. Nie za ciekawie to wszystko wyszło, moim zdaniem już samo odsunięcie od siebie Daniela, właściwie dwustronne było wystarczające, ale wprowadzenie nowej postaci... To już za wiele. Chociaż z drugiej strony, gdyby nie wprowadzić Talbota wydarzenia musiałyby przyjąć zupełnie inny obraz, a jeśli wyrzucić by sferę uczuć z ich relacji to wyszłoby to nienaturalnie. Czyli czepiam się czegoś, czego bez zmieniania książki nie dałoby się zmienić... No cóż.

Warto wspomnieć również o niecodziennych włamaniach, których dokonują jeszcze bardziej niecodzienni ludzie. Wątek ten oczywiście powiązany jest w pewnym stopniu z ucieczką jej brata i miejscem w jakim przebywa, choć całkowite odgadnięcia stopnia tego powiązania jest niezwykle trudne. Można powiedzieć, że te motywy są częścią kryminalną powieści, choć nie wybija się ono na pierwszy plan to jednak ma dość istotne znaczenia, bo sprawa powoli rusza ku zakończeniu. A skoro o nim mowa to wyszło ciekawiej niż się spodziewałam, może nie czułam pełnego zaskoczenia, ale sprawa z bratem Grace rozegrała się inaczej niż przewidywałam, co w sumie mnie cieszyło. Jednak nie tylko ta kwestia mnie zaskoczyła, całe zakończenie było niespodziewane i ciekawe, to właśnie ono w największej mierze zachęca do zapoznania się z ostatnim tomem trylogii. Rozpoczęty wątek można ciekawie rozwinąć.

Zbliżam się już ku końcowi, ale krótko wspomnę jeszcze o postaciach. Główna bohaterka była interesującą postacią, nie denerwowała mnie często, nie będę ukrywać, że nie zdarzały się takie momenty, ale były rzadkie. Po części rozumiałam jej motywy działania, ale pewne kwestie, które pomijała w moim odczuciu były oczywiste. Nie podobała mi się całkowicie sprawa z Talbotem, nie rozumiem jak ona mogła nie widzieć tego, co miało nastąpić potem. Co do reszty postaci, sądzę, że ciekawą kreacją wykazała się przyjaciółka Grace, jakoś tak miło ją wspominam. Talbot taki za bardzo przerysowany, przez to sztuczny. Rodzinka Grace była tłem, pojawiała się nieczęsto, ale też dawała się zapamiętać, nie zlewała się w niewyraźną plamę. Ostatnia postacią, o której wspomnę był Daniel. Wydawał mi się trochę przygaszony, nieobecny, jednak to w pewnym stopniu pasowało do wydarzeń, które się rozgrywały. Szkoda tylko, ze na początku również tak się stało. Trochę zabrakło mi w jego postaci charakteru, jakiejś ciemnej strony, autorka w tym tomie niesamowicie go ugrzeczniła, przez co różnił się od swojej pierwotnej wersji. Taka kserokopia, ale może mocniejsza odbitka wyjdzie w kolejnym tomie.

Na plus muszę uznać niesamowitą, niecodzienną i charakterystyczną okładkę. Dla mnie jedt ona niesamowita. Doskonale zgrywa się z poprzednią częścią, ma zachowany podobny schemat, prosta i w pewnym stopniu magiczna. Mnie urzekła.

Prawie dwa lata to długi okres czasu w zakresie czytelniczym, a przynajmniej moim. Pomiędzy pierwszą częścią serii, a jej kontynuacją zdążyłam zapoznać się z wieloma innymi pozycjami i teraz patrzę na serię trochę inaczej. Bree Despain stworzyła ciekawą książkę, jednak nie niezwykłą. Jestem pewna, że sięgnę po kontynuację, bo polubiłam bohaterów i chciałabym dowiedzieć się, jak zakończy się ich historia, ale nie będę do niej wracać, ani się nią zachwycać. Miło spędziłam czas, ale raczej była to jednorazowa podróż.

Ocena: dobra [4/6]

Autor: Bree Despair
Tom: II
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 480
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2014-04-19
Skąd: domowa biblioteczka

Seria Dziedzictwo mroku:
Dziedzictwo mroku  ---  Łaska utracona  ---  Podarunek śmierci 

środa, 23 kwietnia 2014

Morderstwo w Mezopotamii

Przed przeszłością nie da się uciec.

Drogi Pamiętniczku,

Dawno do Ciebie nie pisałam. Ale wiesz, robię się co raz starsza, mam coraz więcej obowiązków i mniej czasu. Nie martw się jednak, z moim czytaniem jest naprawdę dobrze, tym razem przeczytałam kolejny kryminał Agaty Christie – „Morderstwo w Mezopotamii”. Dziwisz się. Musiałam dawno nie pisać, jakiś czas temu zaczęłam czytać również kryminały, jak na razie jedynie Pani Christie, ale myślę, że to już coś. Ale nie przedłużając napiszę Ci trochę o jego fabule.

Pielęgniarka Amy Leatheran została poproszona o zaopiekowanie się żoną archeologa Leidnera, która, jak zaobserwowali współpracownicy jej męża, uroiła sobie, że ktos chcę ją zabić. Panna Amy zgadza się na przyjazd do  Tell Jaridża w Mezopotamii, gdzie lekarz prowadzi wraz z zespołem swoje badania. Jednak wśród mieszkańców panuję dziwnie napięta atmosfera. Niedługo potem dochodzi do morderstwa. Ginie pani Leinder. Czy urojony morderca naprawdę istnieje? Czy anonimowe listy skierowane do zamordowanej są prawdziwe? Kto z mieszkańców jest winny?

„W takiej sprawie najważniejszy jest porządek i metoda. Mam lepsze słowo: ład.”

Muszę Ci powiedzieć, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron kompletnie nie mogłam przebrnąć, myślałam nawet nad odłożeniem lektury tego kryminału, jednak przetrwałam. Zdecydowanie denerwowała mnie narracja siostry Amy. Kiedy czytam kryminał wolę, by to jednak detektyw był narratorem, bo mam większy wgląd na zdarzenia. Dla mnie było nienaturalne, że Poirot zabierał na większość swoich rozmów-przesłuchań siostrę. Jednak później zmieniłam swoje podejście, nie wiem, co było tym momentem przełomowym, ale właśnie po nim minusy praktycznie znikały, a pojawiła się większa ilość pozytywów.

Pani Leinder była kobietą niecodzienną, miła, sympatyczną, jednak skrywającą liczne sekrety, nie tylko własne. Bała się, że jej niebezpieczna przeszłość może dopaść ją w miejscu, gdzie wreszcie zyskała spokój. Jej pierwszy mąż miał zginąć za szpiegostwo, jednak okazało się, że uciekł. Przysyła jej anonimy i nie daje o sobie zapomnieć. Ale czy na pewno to wszystko jej prawdą, a nie niesamowicie przebiegłą intrygą?

Sama pani Leatheran była dość ciekawą kobietą, jednak początkowo w ogóle jej nie polubiłam, a już zwłaszcza, gdy nie doceniła Poirot, przecież postura o niczym nie świadczy... Wyprowadziła mnie tym lekko z równowagi, bo dała się ponieść stereotypom. Miło jednak, że przejrzałą na oczy i oprzytomniała. W później etapach kryminału, mogłabym nawet powiedzieć, że się zaprzyjaźnili z detektywem. Zdecydowanie to podziałało na plus powieści.

„Przy zbrodni lojalność to zgubny grzech. Zasłania prawdę.”

Zbrodnia  opierała się na podobnym schemacie, co większość przeczytanych przeze mnie wcześniej. Morderca ukrywający się wśród mieszkańców, to nie mógł być nikt z zewnątrz... Nie przeszkadza mi akurat taka schematyczność, bo autorka za każdym razem wprowadza coś nowego. Morderca, którego sama wytypowałam okazał się niewinny, a właściwie niewinny  w pewnym sensie. Tak jakby autorka chciała zagrać mi na nosie i powiedzieć: „byłaś blisko, ale nie tym razem”.  Może dzięki tej powieści, wreszcie nauczę się, że nie można wierzyć w każde alibi, bo może być ono wyssane z palca. Osoby, które je miały wcale nie były tymi, które można od razu wykluczyć.

To już chyba koniec moich rozmyślań nad „Morderstwem w Mezopotamii”, gdy piszę moje opinie o kryminałach nigdy nie potrafię się w pełni rozpisać. Może to dzięki zwięzłości w fabule... Nie wiem. Kryminał podzieliłabym na dwie części, początkową, w którą nie mogłam się wczytać i zakończenie, które bardzo mi się spodobało. Wcześniejszą część oceniłabym słabo, a późniejszą bardzo dobrze. Jednak nie powinnam ich rozdzielać i ocenić je jako całość. Mimo wszystko, czas z ten lekturą nie był czasem zmarnowanym, znów miło spędziłam czas i na pewno się nie nudziłam(przynajmniej po pierwszej połowie). Raczej nie będę go wspominać najlepiej, ale raczej zapamiętam.
Ocena: dobra –

 Żegnaj pamiętniczku,

do napisania. 

Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 270
Cena: 14,99zł
Data przeczytania: 2013-06-20
Skąd: pożyczone od znajomych

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Król cierni

Cierń potrafi wbić się głęboko, niepozorny, ale ostry i nachalny. Potrafi przebić się przez skórę, potem przechodzi jeszcze głębiej. I głębiej. I głębiej. Kiedy dotrze do serca nie ma ratunku, na końcu drogi czeka jedynie śmierć. Lecz nie w tym przypadku. Czasem cierń przebija się jeszcze głębiej. Uszkadza ciało, dociera do serca i napiętnowuje dusze. Zostawia trwały ślad, z którym trzeba żyć.

„Czasami świat spowalnia tak, że można zauważyć każdą, nawet najdrobniejszą rzecz, jakby się stanęło między dwoma uderzeniami serca wieczności.”

Kiedyś był normalnym dzieckiem, cieszył się z prostych rzeczy, kochał muzykę, którą grała mu matka. Teraz jedynym jego celem jest objęcie władzy nad Rozbitym Imperium. Jorg zdobył już zamek wuja, pierwsze z jego wielkich marzeń zostało spełnione. W wieku czternastu lat został królem. Uważał, że jest już mężczyzną, ale tak naprawdę był ciężko doświadczonym chłopcem, w którego sercu zagnieździły się ogromne pokłady nienawiści. Jego celem jest jednak całe Imperium, na drodze stanął mu jednak godny przeciwnik.

Mark Lawrence jest twórcą niezwykłego, pełnego nienawiści i walki świata Rozbitego Imperium. W zeszłym roku miałam okazję czytać pierwszy tom z cyklu, a w tym zapoznałam się z dalszą historią Jorga w „Królu cierni”. Główny bohater jest dla mnie największym atutem całej serii. Za maską okrucieństwa, obojętności, zemsty skrywa jeszcze wiele innych emocji, które próbują wyjść na wierzch, które próbują znaleźć lukę w jego zabezpieczeniach. Przez tą gamę emocji wciąż mam nadzieję, że on się zmieni, że będzie lepszy...

Jednak z Jorgiem nic nigdy nie wiadomo. Chłopak wciąż zaskakuje, najpierw pokazuje nam swoją łagodniejszą stronę, a potem bez mrugnięcia okiem zabija napotkanego człowieka. Wciąż w jego postaci biją się przeciwstawne uczucia. Może użyję nieodpowiedniego w tym przypadku przymiotnika, ale gdy myślę o Jorgu, sądzę, że gdzieś tam głęboko jest on niezwykle wrażliwy, ale ta wrażliwość już od dziecka była w nim łamana. Uczono go, że jest jego słabością. My czytelnicy wciąż odkrywamy jego przeszłość, wciąż pojawiają się liczne retrospekcje, które ukazują go w zupełnie innym świetle. Teraz poznałam go jako dziecko, które zostało pozbawione ukochanego psa, złamane stratą matki i brata, później poznałam mężczyznę, który wstydzi się swych czynów i chowa głęboko w szkatułkę. Jednak następnie znów przybiera on okrutną maskę, staje się bezwzględnym wojownikiem, walczy bez żadnych skrupułów i zahamowań, nie liczy się z niczym i otwiera się na swe grzechy z przeszłości. Jorg wciąż jest dla mnie zagadką. Nie wiem, która natura w nim wygra, nie wiem, czy przebije się przez barierę, którą stworzyły ciernie.

„Istotą wojny jest oszustwo, pisze Sun Tzu na stronnicach żółtych i suchych jak piasek. Istotą wojny jest oszustwo, ale jakie mam szanse, by kogoś oszukać?”

Ale czas zakończyć moje rozważania nad postacią głównego bohatera, a skupię się nad budową utworu, bo moim zdaniem jest ona dość ciekawa. Autor podzielił książkę na trzy części. Pierwsza, od której zaczynamy czytanie książki, to część Dnia Ślubu. Kilkanaście rozdziałów tak zatytułowanych zostało nierównomiernie rozdzielone pomiędzy całą książkę. Fragmenty te zawierają zdarzenia, które rozgrywają się w czasie jednego dnia, w  czasie dnia ślubu Jorga. Pod bramy jego zamku zbliża się wtedy liczna armia jego wroga księcia Strzały, który przyprowadził ze sobą kilkunastokrotnie większe armię. Jorg próbuję uratować siebie, swój zamek i jak największą liczbę żołnierzy i wygrać całe starcie. Ale czy jest to możliwe z taką przewagą wroga?

Kolejna część to retrospekcje z jego przeszłości. Zdecydowanie obszerniejsza, która opowiada o wydarzeniach zaraz po zdobyciu zamku jego wuja i wyprawie Jorga. Poznajemy tu zdarzenia ważne dla części powyższej, które są nam dawkowane i ukazywane zaraz przed momentem przełomowym walki ze Strzałą. Niekiedy żałowałam, że nie mogę poczuć niepewności o los bohaterów, bo w tej części przeżywali równie wiele niebezpieczeństw jak podczas walki, czasem może nawet więcej. Jednak takie rozegranie wydarzeń miało też swoje plusy, a niepewność czułam w całkowicie innych momentach.

„Kochać coś to słabość.”

Ostatnia część, której w książce zawartej jest najmniej  to strony wyrwane z pamiętnika Katherine. Jednak dopiero później wyjaśnione zostają nam powody, skąd Jorg je ma. Niezwykle jest spojrzeć na wydarzenia z całkowicie innego punktu widzenia i poznawać nowe fakty, które również mają wpływ na akcję. Dziewczyna ukazywała nienawiść do Jorga, plany swego męża oraz inne tajemnice, które później zaczynały budzić coraz więcej mojej ciekawości.

Wykreowany przez Marka Lawrence świat jest okrutny, bezwzględny, a żeby w nim przetrwać trzeba porzucić wszystko, co jest w nas dobre i walczyć. Niekiedy zastanawiałam się, czy nie jest to trochę przerysowane. Gdziekolwiek nie toczyłaby się akcja zawsze było to miejsce przerażające i nieprzyjemne. Przez co nie dało się w pełni dostrzec prawdziwego zła, nie było żadnego przeciwieństwa. Choć może jednak tak, lecz nie działo się to teraz, były to przebłyski dobrej przeszłości, która również powoli, ale dotkliwie była zatruwana przez okrucieństwo i przemoc. Fragment związany z przeszłością najmocniej mnie uderzył, sprawa z psem Jorga, naprawdę wywołała wiele emocji. Dodam, że nie doświadczałam tego w bardziej okrutnych momentach.

Co mogę powiedzieć o postaciach książki? Również byli przerażający, bezwzględni, zimni i nie mieli honoru. W niewielu potrafiłabym wyłowić jakąkolwiek pozytywną cechę.  Przykładem może być cała banda Jorga, choć tu pojawia się jeden wyjątek Makin, który ma w sobie coś więcej poza chęcią mordu i grabieży. Można go polubić, na co duży wpływ ma spojrzenie głównego bohatera, który traktuje go chyba jako jedynego przyjaciela. Trudno mi natomiast ocenić Katherine. Postać ta wydawała mi się w pewnym sensie szalona, jednak po tym, co przeszła nie trudno się jej dziwić. Karty jej pamiętnika o niej samej mówią niewiele, a jednocześnie dużo, zależnie od tego jak się je odczytuje. Dużym znakiem zapytania jest dla żona Jorga, kompletnie nie wiem, czego mam się po niej spodziewać, jednak zaskakuje raczej pozytywnie. Czekam na rozwój wypadków, mam nadzieję, że poznam ją bliżej.

„Jesteś pionkiem, któremu wydaje się, że gra we własną grę.”

W książce bardzo spodobało mi się to, ze autor umiejętnie porównywał wydarzenia dziejące się w Rozbitym Imperium na partie gry. Jorg raz był stawiany w pozycji pinka, raz kierującego rozgrywką, jednak on sam nigdy nie wiedział, na jakiej pozycji się znajduje i czy jest ona pewna. Często nie miał pojęcia, że to ktoś nim steruje, że to nie on rozkłada karty.

Na zakończenie czas na krótki opis okładki. Według mnie doskonale pasuję ona do treści książki i jest niezwykła, niepokojąca. Tak mogłaby wyglądać jedna ze scen z książki, choć tak naprawdę nie miała miejsca. Nawet niebo ma ciemny odcień i dodaje klimatu. Moim zdaniem świetna robota.

„Jeśli nie możesz wygrać, zmień grę.”

Podsumowując moje wrażenia, jestem zadowolona z lektury, ale nie powaliła mnie ona na kolana. Książka ma ciekawy klimat, jednak ja nie mogłam wyczuć całej jej grozy i okrucieństwa, przez większość czasu czytałam ją bez emocji, na co mogło mieć wpływ spojrzenie głównego bohatera, który do prawie wszystkiego podchodził z dystansem. Jednak na pewno się przy niej nie nudziłam. Autor rozwinął ciekawe wątki, wprowadził niesamowite postaci i zdarzenia, przez co chciało się czytać dalej. Jestem pewna, że zapoznam się z kolejnym tomem, chcę się dowiedzieć, czy plany Jorga zostaną osiągnięte.

Ocena: bardzo dobra- [5-/6]

Autor: Mark Lawrence
Tom: II
Wydawnictwo:Papierowy Księżyc
Ilość stron: 624
Cena: 44,90zł
Data przeczytania: 2014-04-18
Skąd: biblioteka publiczna

Trylogia Rozbite Imperium:
Książę Cierni  ---  Król cierni  ---  Cesarz cierni

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

sobota, 19 kwietnia 2014

Uczta dla wron. Sieć spisków

Utkane intrygi

Pająki są zręcznymi stworzonkami, tkają swoje sieci dokładnie, strategicznie. Gdy na nie patrzymy wydają się niepozorne, lecz równocześnie piękne, zachwycają swoją złożonością. Inaczej na dzieło to patrzą stworzenia, które w nie wpadną. Widzą wtedy zagrożenie, niebezpieczeństwo. Jest jeszcze inna strona, strona twórcy, kogoś kto pracował nad skrzętnym projektem, który głowił się, co zrobić, by to jego praca była najdoskonalsza. Wciąż dodaje nowe sploty, wciąż rozmyśla, jak jeszcze bardziej uszlachetnić swoje działo. Potem pociąga za sznurki z ukrycia i czeka...

Siedem Królestw boryka się z coraz większą ilością problemów. Królestwem rządzi Cersei, która nie chcę słuchać niczyjego zdania i nie przebiera w środkach. Królowa wysłała swego brata, by ten odzyskał dorzecze. Jaime wciąż zastanawia się, czy to, co przed ucieczką powiedział mi Tyrion było prawdą. Wyrusza jednak w drogę. Jego siostra nie wysyła jednak tylko jego, ale również stojącego jej na drodze Lorasa. Kobieta nie przebiera w środkach, ale na jak długo?

Walka o władze wciąż trwa, Stannis szykuje się do uderzenia wraz ze swoim Ognistym Bogiem, zaś na Żelaznych Wyspach władze przejął Wronie Oko, który nie chcę jedynie władzy na wyspach. Ma plan, by dopaść legendarne smoki i dzięki nim dotrzeć do władzy. Jednak czy ich właścicielka będzie chciała się z nimi rozstać? Przecież ona również ma chętkę na niewygodny tron. Czy znów poznamy nowego władcę Siedmiu Królestw?

„Ciemną nocą człowiek zadaje sobie wszystkie pytania, 
których nie odważy się postawić za dnia.”

Wydarzenia przedstawione w powyższych zdaniach mają miejsce w okrutnym, pełnym spisków i intryg świecie Pieśni Lodu i Ognia G.R.R. Martina. Tym razem chciałabym Wam lepiej przedstawić drugą część „Uczty dla wron”, czyli „Sieć spisków”. Autor nie przebiera w środkach, nie jest delikatny, jego świat to nie miejsce dla łagodnych i biednych dzieci, tu nie ma miejsca dla wspaniałych szlachetnych rycerzy, urodziwych i niemądrych dam serca. Jeśli nie jesteś sprytny, jeśli nie potrafisz schować honoru do kieszeni szybko możesz odpaść z gry. A zepchnięcie z  planszy albo nawiązując do wstępu wpadnięcia w sieć wiążę się ze stratą życia. Czasem jednak nawet to nie pomaga, o czym dokładnie wiedzą czytelnicy sagi. Czy ktokolwiek może czuć się bezpieczny? Czytając tą serię nigdy nie mogłabym tak powiedzieć. Bo nawet jeśli w głowie tworzę sobie szczęśliwe scenariusze to i tak wiem, że one nigdy się nie spełnią, nie w Westeros, nie w Siedmiu Królestwach.

W poprzedniej recenzji serii wspominałam, że w tym tomie akcja zaczyna się dłużyć. „Cienie śmierci” przeczytałam szybko, ale mocno wymęczyłam tamten tom. Ten czytałam wolniej, lecz mocniej mnie wciągnął, po prostu miałam na jego lekturę mniej czasu. „Sieć spisków” naprawdę zaskakuje, wielością spisków. Najbardziej skutki swoich knowań odczuła Cersei, z czego byłam niesamowicie szczęśliwa. Jej postać niesamowicie mnie drażni od samego początku, jest doskonale wykreowana, ale moim zdaniem nie da się jej polubić, a przynajmniej ja nie potrafię. Sieć spisków została rozciągnięta szeroko, bohaterowie nawet, gdy oddalają się od królestwa, są z nią połączeni. Od tego nie da się uciec.

Dlaczego tak szybko wspomniałam o Cersei, było jej najwięcej w tym tomie, pierwszy raz otrzymała własne rozdziały, pokazała nam swoją prawdziwą naturę, ukazała mi, ile może zdziałać, ile potrafi zrobić, by się na kimś zemścić lub by osiągnąć swe cele. Sądziłam, że jej osoba będzie miała jakiekolwiek skrupuły, że będzie żałowała tego, co robiła wcześniej. Liczyłam, że choć trochę ją polubię, jednak tak się nie stało. Była jeszcze zimniejsza, jeszcze okrutniejsza niż sądziłam. Do tego teraz lepiej dowiedziałam się, jakimi środkami zdobywała, to czego chciała, co tylko utwierdziło mnie w mojej wcześniejszej ocenie.

„Jaime – odparła, pociągając go za ucho – słodziutki. Znam cię od czasu, gdy byłeś dzieciątkiem u piersi Joanny. Uśmiechasz się jak Gerion i walczyć jak Tyg, jest w tobie trochę z Kevana, bo w przeciwnym razie nie nosiłbyś tego białego płaszcza... ale Tyrion jest synem Tywina, nie ty.”

Reszta bohaterów również nie porywała z pewnymi wyjątkami. Jaimie i Brienne razem byli zabawną i nietuzinkową parą, którą bardzo polubiłam, nie łącząc ich w żaden związek, jednak osobno nie są najciekawsi. Jaime wciąż zastanawia się, czy pogłoski na temat jego siostry są prawdą, a Brienne no cóż, myśli jedynie o zadaniu. W poprzednim tomie ich rozdziały w ogóle mnie nie ciekawiły, teraz zaczęło się coś dziać, ale wciąż nie czułam pełnej radości z lektury. Ale skończę już z narzekaniem, bo czas na fragmenty z Sansą, gdziekolwiek się pojawia ta dziewczyna zawsze coś się dzieje. Uwielbiam ją i jej charakter, a sprawa z butami to mistrzostwo. Czysta, delikatna robota, byłam pod wrażeniem i chyba wciąż jestem. Ta dziewczyna potrafi zaskoczyć.

Świetne, prawda?

Wciąż żałuję, że nie pojawiły się żadne rozdziały z Tyrionem, Dany, czy Jonem, wszystkie te postaci w książce lubię bardzo mocno, są wyraziste, ciekawe i nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Brakowało mi ich mocnego charakteru i wyrazu, może dla tego czytanie tej części, dwóch książek mi się dłużyło. Bez nich to nie to samo, ale pozostaje jedynie czekać na kolejną książkę. Czas ponownie wybrać się do biblioteki. 

Na koniec kilka słów o okładce, o szkaradnej okładce. Tak jak w poprzedniej części nie zachwyca, a jedynie zastanawia, co może przedstawiać. Wciąż zastanawiam się, dlaczego wydawnictwo tak zmieniało oprawę graficzną poprzez kolejne tomy, mi to nie przypadło do gustu. Całość na półce nie wygląda jak jedna seria, a jedynie zbiór jakichś niepowiązanych ze sobą książek. 

„Uczta dla wron. Sieć spisków” wypadła lepiej niż swoja poprzedniczka, lecz również za powalała na kolona jak poprzednie księgi sagi. Za mało mocnych postaci, a przynajmniej mocnych postaci, które lubię. Wiem, że kolejny tom będzie w nie obfitował. Czekam na nowe intrygi, niebezpieczeństwa i nowych kandydatów do tronu, bo tych w Siedmiu Królestwach nigdy nie jest mało.

Ocena: bardzo dobra+ [5+/6]

Autor: G.R.R. Martin
Tom: IV część II
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 528
Cena: 37,90zł
Data przeczytania: 2014-04-02
Skąd: biblioteka publiczna

Cykl Pieśń Lodu i Ognia: 
Gra o tron  ---  Starcie królów  ---  Nawałnica mieczy: Stal i śnieg  ---  Nawałnica mieczy: Krew i złoto  ---  Uczta dla wron: Cienie śmierci  ---  Uczta dla wron: Sieć spisków  ---  Taniec ze smokami cz.1  ---  Taniec ze smokami cz. 2  ---  The Winds of Winter  --- A dream of Spring  + Rycerze siedmiu królestw
 

Wyzwania, w których bierze udział ta książka:

___________________________________________
Może tematyka książki nie wpasowałam się w okres, który zaczął się niedawno, jednak dziś to już chyba ostatnia pora na złożenie Wam, drodzy czytelnicy, życzeń świątecznych. Dlatego życzę Wam wszystkiego najlepszego na te wielkanocne święta, smacznego jajka, mokrego poniedziałku i wiele uśmiechu. ;)