wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie grudnia


Witam Was w ten ostatni dzień roku. ;)

Nadal nie czuję, że rok 2013 ma się ku końcowi, ale prawdzie nie zaprzeczę. Teraz tylko wyczekiwanie na fajerwerki, godzinę dwunastą i oczywiście Nowy Rok. 

Ale czas na podsumowanie. Zacznę może od podziękowań. Oczywiście witam wszystkim nowych obserwatorów, mam nadzieję, że zostaniecie tu dłużej. A równie ciepłe podziękowania składam Wam, czyli odwiedzającym, którzy czytają moje wypociny i do tego jeszcze je komentują. Po prostu: dziękuję. ;)

Przyszła pora na kilka liczb:

Liczba moich obserwatorów: 177 (wzrosła o 21)
Liczba wyświetleń bloga: 23469 (wzrosła o 3329)
Najczęściej odwiedzany post: Chwila na konkurs (149 odsłony)
Liczba dodanych postów: 22 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 6451
Liczba stron dziennie: 208
Liczba książek przeczytanych po raz pierwszy: 14
Liczba książek przeczytanych kolejny raz: 3

Liczba książek przeczytanych w grudniu:
1. "Harry Potter i Insygnia Śmierci" Rowling [zrecenzowane]
2. "Niewinny" Harlan Coben  [zrecenzowane]
3. "Doskonałe" (PLL) Sara Shepard[zrecenzowane]
4. "Eragon" Paolinni [zrecenzowane]
5."Dotyk przeznaczenia"(Drozdy) Chuck Wendig [zrecenzowane]
6."Długa ziemia" Terry Pratchett, Stephan Baxter [zrecenzowane]
7. "Przykry początek"(Seria niefortunnych zdarzeń) Lemony Snicket  [do napisania]
8. "Opowieść wigilijna" Charles Dickens [zrecenzowane]
9. "Stracie królów" (Pieśń Lodu i Ognia) G.R.R.Martin [zrecenzowane]
10. " Strażniczka bramy" (Proroctwo sióstr) Michelle Zink [zrecenzowane]
11. "Sekret Julii"(Dotyk Julii) Tehereh Mafi [zrecenzowane]
12. "Niewiarygodne"(PLL) Sara Shepard [do napisania]
13. "Pamiętniki półbogów" Rick Riordan  [zrecenzowane]
14. "Zabójstwo Rogera Ackroyda" Agata Christie [do napisania]

Książki przeczytane po raz kolejny: 
1. "Bez skazy" (PLL) Sara Shepard [zrecenzowane]
2. "Pierwszy klucz" (Ulysses Moore) Baccalario [zrecenzowane]
3. "Ostatni olimpijczyk"(Percy Jackson i bogowie olimpijscy) Rick Riordan [zrecenzowane]

Najlepsza książka miesiąca: 
"Harry Potter i insygnia śmierci", "Sekret Julii", "Stracie królów"
Najgorsza książka miesiąca: "Eragon"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Pierwszy grób po prawej"
Największe rozczarowanie: "Eragon"
Liczyłam na więcej:  "Niewinny"

Obejrzane filmy:
1. "Światła wielkiego miasta" [zrecenzowane]
2. "Hobbit. Pustkowie Smauga" [zrecenzowane]

To chyba tyle, jeśli chodzi o sprawy związane z końcem miesiąca. Jednak napiszę tu jeszcze kilka spraw organizacyjnych. Jutro postaram się dodać podsumowanie całego roku, będzie to dość obszerny post, chyba, że zdołam go jakoś podzielić.  Do tego kolejnego dnia planuję dodać stosik z książkami, które zamierzam w najbliższym czasie czytać. 
Prawie na zakończenie chciałabym Was zapytać, czy podobają Wam się książki, które przeznaczyłam jako nagrodę w konkursie, czy wolelibyście, bym je zmieniła? Jaka jest Wasza opinia, proszę szczerze. :) Na razie nikt się nie zgłosił, więc nikt nie będzie miał żalu. Jeśli się zgodzicie, podam więcej tytułów i będziecie sami mogli zdecydować, o co walczycie. 

Czas na kwestię, którą zostawiłam na zakończenie. Dziś mamy ostatni dzień roku, z tej okazji chciałabym życzyć Wam wszystkiego, wszystkiego najlepszego, wspaniałych książek nie tylko przeczytanych, ale i zakupionych, by Wasza domowa biblioteczka się rozrastała, byście przeżywali niesamowite przygody na kartach wspaniałych powieści (i nie tylko). Sukcesów w prowadzeniu blogów i wszystkiego o czym marzycie. 



Życzy Patrycja ;)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Pamiętniki Półbogów

Książki stworzone przez Ricka Riordana są już weteranami na rynku młodzieżowym. Książki, a nawet całe serie cieszą się ogromną popularnością. Autor przeniósł już nas do świata greckiej, rzymskiej oraz egipskiej mitologii. Za mną cała seria o Percy, Kroniki Rodu Kane, cztery tomy Olimpijskich herosów i jeden dodatek „Archiwum herosów”, a właściwie dwa. Dzisiejszego dnia udało mi się przeczytać długo wyczekujący na ten moment kolejny zbiór opowiadań, czyli „Pamiętniki półbogów”. Serie książkowe kocham, ubóstwiam, poprzedni dodatek przypadł mi do gustu, a jak było z tym?

„Pamiętniki półbogów” to książki zawierają ca cztery opowiada, jednak w tym jedynie trzy autora cykli, do tego nowe łamigłówki tematycznie związane z światem grackich i rzymskich półbogów, wywiad z Gregiem i Marthą, kilka obrazków i dwie noty od autora. Do głębszego rozwinięcia tematu opowiadań przejdę później, najpierw skupię się na dodatkowych atrakcjach.

Komórka, podkładka, długopis... wygląda na to, że nosicie różne kostiumy. A który...
GREG: Powiedziałeś „szczery”?
MARTHA: Nie, nie, powiedział: „który”. Bo robimy tyle rzeczy, że musimy nosić wiele różnych kostiumów. I on nas pyta, który...
GREG: Szczury są pyszne.
MARTHA: Nie chodzi o szczury, ale o kostiumy, on pyta, który...
GREG: Przez to gadanie o szczurach zaczęło mnie ssać w żołądku. Pora na drugie śniadanie.”

Pierwsza wiadomość od Ricka Riordana dotyczy tego, dlaczego powstała książka i przenosi nas w świat herosów. Pozwala poczuć się jednym z nich i przeczytać rady starszego skryby Obozu Herosów. Książeczka zawiera również anagram, diagram dopasowywanie bogów do opisów oraz oczywiście rozwiązania. W poprzednim dodatku były one na końcu, tu niestety są zaraz za zagadkami i przez pomyłkę można od razu poznać rozwiązanie. Mi niestety się to zdarzyło i nie miałam zabawy... Przyjemniejszą i chyba jedną z najzabawniejszych kwestii był wywiad z wężami z kaduceusza Hermesa. Wyjątkowo zabawne istoty i łase na szczury.

Wspomniałam również o obrazkach, możemy tu znaleźć dom, w którym zostali zamknięci bohaterowie pierwszego opowiadania, potwora z którym walczyli Percy i Annabeth oraz Bunkier 9, pracownie dzieci Hefajstosa. Wymienione przed chwilą obrazki są czarno-białe, jednak w „Pamiętnikach” znajdziemy również wizerunki greckich herosów z obu serii Riordana. Niestety niektórzy nie prezentują się zbyt interesująco, dla mnie na najwięcej uwagi zasługuję Talia, wygląda świetnie. Reszta też nie jest zła, ale jednak moja wyobraźnia pracowała trochę inaczej. Tragicznie wygląda za to Luke, tak to on na pewno nie wyglądał, przecież wszystkich by odstraszał.

Przyszedł już czas na najważniejszą część, czyli opowiadania. Muszę Wam powiedzieć, że były one interesują. Szczególnie pierwsze z nich, które doskonale wpasowało się w moje pytania, które zaczęłam sobie stawiać zaraz po przeczytaniu piątej części Percy’ego. Historia opowiada o Luke i Talii, którzy trafiają do domu-pułapki. Jest to część wspomnień, które o Annabeth i jej najbliższych przyjaciołach poznawał Percy. Historia była ciekawa, ale szkoda, że tak szybko się skończyła. Może jeszcze kiedyś autor postanowi rozwinąć temat i opowiedzieć nam więcej o ich przygodach.

„Pomyślałem: Czy ludzie obchodzą coś takiego? Muszę pamiętać o wszystkich urodzinach, świętach, rocznicach i jeszcze o miesiącznicach?”

Kolejne opowiadanie to po części romantyczna historia Percy’ego i Annabeth, którzy przeżywają pierwszą rocznicę ich związku. Percy oczywiście o tym zapomina, a o dziwo z opresji ratuję go Hermes proszący o przysługę. Jackson musi odnaleźć jego laskę, którą wykradł mu Kakus, olbrzym z rudą czupryną. Opowiadanie wniosło w książkę wiele humoru, a do tego ten romantyczny klimat, walka z olbrzymem, cudownie.

Ostatnie opowiadanie pana Riordana przenosi nas w wydarzenia, które miały miejsca po zakończeniu „Zagubionego herosa”. Leo tworzy wraz ze swoim rodzeństwem statek, Argo II, jednak coś nie idzie po jego myśli. Chodzący stolik, który naprawił uciekł wraz z bardzo ważną częścią maszyny. Leo przy pomocy Piper i Jasona muszą go jak najszybciej znaleźć, a na zadanie mają jedynie godzinę, inaczej Argo II wybuchnie i zniszczy pół lasu w Obozie herosów. Przyznam się, że co do tego opowiadania miałam spore oczekiwania, bo z nowych bohaterów, to właśnie Leo jest dla mnie najbardziej interesujący i zabawny, liczyłam, więc na wiele humoru i dobrej zabawy. Niestety trochę tego zabrakło. Co wiążę się z tym, że opowiadanie spodobało mi się najmniej. Zaśmiałam się może ze dwa razy, szkoda.

Czas na zakończenie, zbliżamy się do końca książki, na dokładkę do swoim opowiadań pan Rick dorzucił nam jeszcze dzieło swojego syna, które ukazało mi boski świat z zupełnie innej strony. Haley Riordan w „Synu Magii” ukazał losy pokonanej strony w bitwie o Olimp. Wszystko jednak zaczyna się niepozornie, klimatycznie całkowicie inaczej niż książki jego ojca. Na pierwszy plan wysuwa się ateista, twórca książek, w których dowodzi, że Bóg, czy bogowie tak naprawdę nieistnieją. Jak się pewnie domyślacie, nieźle się zdziwił. ;P Dzięki opowiadaniu dowiadujemy się również, dlaczego potwory wyczuwają herosów, zawsze myślałam, że jest to ich naturalna umiejętność, ale młody autor mnie zaskoczył.

Podsumowując, „Pamiętniki półbogów” w moim odczuciu wypadają jeszcze lepiej niż poprzedni dodatek. Cieszę się, że mogłam przeżyć wraz z półbogami niezwykłe przygody, teraz, gdy przeczytałam już prawie wszystkie książki Ricka mogę powiedzieć, że ma niewyobrażalną wyobraźnie i cudowny pomysły, oby tak dalej. A ja czekam na kolejne historie, kolejne przygody półbogów. Może teraz nordyckich?

Ocena: bardzo dobra +

Autor: Rick Riordan, Haley Riordan
Tom:  dodatek
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 272+8 stron kolorowych obrazków
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2013-12-30
Skąd: własna biblioteczka


Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów  --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów(4.5) + Przewodnik po świecie herosów

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny  --- Dom Hadesa --- The blood of Olympus + Pamiętniki herosów


Książka przeczytana do wyzwań:

Ostatni Olimpijczyk

Ostatnie spotkanie? 

Przed przepowiednią nie ma ucieczki, losu nie można zmienić. Najlepiej wiedzą o tym herosi, których przepowiednie, mimo że zagmatwane i niejasne, zawsze są bezbłędne. Percy wie, że jego szesnaste urodziny mogą zmienić los bogów i herosów, wie, że od niego wiele zależy. Jednak nikt nie chcę mu wyjawić nic więcej, a dzień jego urodzin się zbliża. Kronos od dłuższego czasu tworzy swoją armię, która ma walczyć z olimpijczykami. Jednak stojący po stronie bogów również się przygotowują. Jak potoczy się to staracie? Czy Olimp zostanie uratowany, czy doszczętnie zniszczony?

„-Zrobię, co w mojej mocy. [Percy]
-W twojej mocy – mruknął Dionizos. – Cóż, nie może to wybitnie podnieść na duchu.”

To już ostatnia część historii, to już koniec. Pamiętam, że gdy czytałam ją pierwszy raz byłam bardzo, bardzo smutna. Dlaczego, przecież ja tak kocham te postaci. Nie wiedziałam, wtedy jeszcze, że powstanie druga seria, która będzie kontynuowała losy postaci, nie miałam pojęcia, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z Percym Jacksonem i Bogami Olimpijskimi, że jeszcze nie raz przeczytam książki Ricka Riordana. Przecież „Ostatni Olimpijczyk” to nie jest zakończenie, a właśnie początek.

Wyczekiwane przez wszystkich zdarzenie, bo przecież w każdym z poprzednich tomów czekałam ja, jak i pewnie wszyscy czytelnicy, na rozstrzygające stracie, na bitwę między Percym, a Kronosem. A ona nadeszła. Bitwa, walka, wielkie straty, łzy porażek, szczęście zwycięstw,  wielu poległych. Tom zwieńczający Wielką Przepowiednie jest jednym z najmniej wesołych, już od pierwszych stron, autor pokazuję nam, że herosi są w niezwykłym niebezpieczeństwie, że to nie jest kolejne „łatwe” starcie z potworami.  Czytając towarzyszyło mi napięcie, lęk o herosów, którzy walczą o własne życie. Mimo, że to wciąż seria o Percym, ten tom był inny. I nie było to złe. „Ostatni Olimpijczyk” skupiał się na walce, było mniej przygód, niespodzianek, jednak to mi nie przeszkadzało. Właśnie tak powinno być, przecież wielkie stracie, które miało zadecydować o wszystkim nie mogło się rozegrać na kilku stronach, to musiało mieć większy wymiar.

„- Udawajmy, że jesteśmy dwojgiem zwykłych ludzi.(..) - Okej.- przytaknąłem. - Zwyczajne popołudnie dwojga zwykłych ludzi. Kiwnęła głową - I wiesz... Teoretycznie gdyby tych dwoje ludzi lubiło się nawzajem, co trzeba by zrobić, żeby ten głuptas pocałował dziewczynę, hę? - Och...- poczułem się jak jedna za świętych krów Apollina: powolny, głupi i jaskrawoczerwony.”

Zawsze pisząc o tej historii wspominam niesamowicie żywe i realne postacie. Zawsze czytając czuję, że są gdzieś blisko. Łatwo można się z nimi zaprzyjaźnić, to nic, że jakaś postać jest cyklopem, to nic, że to piekielny pies, to nic że to heros z ADHD, wszystkich chciałabym przytulić i lepiej poznać. Są jednak postaci, które polubiłam najbardziej. W niewielu seriach zdarza się narrator, którego pokochałabym całym sercem, ale tu jest inaczej. Percy jest jedną z najbardziej interesujących i niesamowitych postaci książkowych, jaką poznałam. Wciąż liczę, że na dwóch seriach z jego udziałem się nie skończy. Po Percym przyszłaby kolei na Nica, Luke’a, Grovera, Tysona, Rachel i oczywiście wiele więcej, ale nie będę się o nich rozpisywać. Mogę Wam zdradzić, że pisałabym jedynie, jacy są niesamowici i cudowni, ale wiem, że zbyt wiele pochwał mogłoby Was znudzić, więc odpuszczam.

Jedyną postacią, na którą mogłabym ponarzekać była Annabeth, której momentami nie znosiłam, za to jak zachowywała się względem Percy’ego, jak go raniła i odrzucała. Jednak i to nie było częste, równie często zachwycała mnie swoją inteligencją i tym słodkim „Glonomóżdżku”. Można powiedzieć, że była to dziewczyna o stu twarzach.

Czy zakończenie serii i zarazem książki mnie usatysfakcjonowało? Oczywiście, że tak. Historia do końca pozostawiała wiele pytań, intrygowała i ciekawiła. Nawet teraz czytając drugi raz mogłam złapać się na tym, z czekam, co wydarzy się dalej. Najbardziej zachwycająca była bitwa, moim zdaniem opisana ciekawie, pełna dynamiki i niekiedy humoru. Choć w tym tomie było go zdecydowanie mniej, to nie zabrakło go całkowicie. Przecież książki Riordana z niego słyną. Po bitwie również atmosfera była ciekawa, mogę Wam zaradzić, że nawet po jej zakończeniu działo się wiele. Myślę, że i Wy będziecie usatysfakcjonowani.

Pochylę się jeszcze na chwilę nad okładkami. Jako fanka serii muszę powiedzieć, że są one bardzo ciekawe, wszystkie razem tworzą idealną całość, pasują do siebie idealnie. Oprawa „Ostatniego Olimpijczyka” również zachwyca. Empire State Building  w tle, a na pierwszym planie lecący na Mrocznym Percy, cudo. Nie mogę zapomnieć o dołączonej mapce. Przedstawia ona miejsce bitwy stoczonej przeciw Kronosowi i jego armii. Świetny dodatek, który ułatwia wyobrażenie sobie zmagań bohaterów.

„Poszukiwanie to natura mądrości”

Czasem trudno mi określić, które serie lubię najbardziej, bo cenię prawie wszystkie książki, ale niektóre mają tak niezwykły pomysł, mają tak cudownych bohaterów, że można by o nich czytać bez końca. Dlatego  nie powinniście się dziwić, ze serię czytam już drugi raz i na pewno na tym nie poprzestanę. A jeśli Ty jeszcze się za nią nie zabrałeś, drogi czytelniku, możesz tylko żałować. Mnie cała opowieść porwała bez reszty. Może i na Ciebie tak wpłynie, spróbuj.
Ocena książki: świetna
Ocena serii: świetna+

Autor: Rick Riordan
Tom:  V
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 376
Cena: 36,90zł
Data przeczytania: 2012 -06-??,2013-12-30
Skąd: własna biblioteczka


Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów  --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów(4.5) + Przewodnik po świecie herosów

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny  --- Dom Hadesa --- The blood of Olympus + Pamiętniki herosów


Książka przeczytana do wyzwań:

niedziela, 29 grudnia 2013

Sekret Julii

„W mojej głowie panuje bałagan. Każdego dnia jestem zdezorientowana, boję się, że popełnię kolejny błąd, boję się, że stracę kontrolę, boję się, że zgubię siebie. Ale to coś, z czym sama muszę sobie poradzić. Bo przez resztę mojego życia, zawsze, zawsze już będę silniejsza niż wszyscy ludzie dokoła mnie.”

Myślałam, że jest już dobrze, że to koniec, że mam własny dom. Nie oszukuj się. Mogę poczuć ciepło, dotyk dotyk dotyk, bliskość to czego wcześniej nie mogłam poczuć, poczuć, poczuć, co było niedozwolone. Nie dlatego, że zakazane, niewłaściwie, ale dlatego, że nie pozwalał mi na to mój dar przekleństwo. Jestem potworem niezwykła. Ale moja skóra, moja niesamowita siła jest użyteczna niebezpieczna. Czy znów powinnam wrócić do czterech czterech czterech szarych ścian, w których mieszkałam kiedyś. Może to jedynie miejsca dla takich jak ja monstrów, potworów, pokrak. Może na nic więcej nie zasługuje. Choć się staram, każdego dnia, każdą godziną, każdą sekundą mojego życia egzystencji. Czy miłość to coś złego? Czy mogę tu czuć? Czy mogę kochać, choć jednocześnie zabijam własnym dotykiem?  Czy jest mi to dane dane dane? 

Ja 
nie 
chcę 
nikogo
ranić
ranić
ranić!

Uścisk. Muśnięcie skóry. Trzymanie za ręce. Najnormalniejsze czynności, które dowodzą naszych uczuć, to dzięki dotykowi możemy przekazywać wiele emocji, najczęściej tych ciepłych i miłych. Pocieszają, cieszą, dają nadzieję. Zwykłe, międzyludzkie gesty. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia. A co gdyby ich nas pozbawiono, gdyby zabrano nam dotyk. Tak, dotyk. Żyć bez bliskości innych ludzi, bez ich ciepła i miłości, zawsze w oddaleniu, ostrożności. Nie móc dotknąć nawet najukochańszej osoby. Przez 17 lat właśnie tak żyła Julia.

„Samotność to żałosny, zgorzkniały towarzysz.”

Nareszcie znalazła ciepło, miejsce, gdzie mogłaby być sobą. Ma bliskich wokół siebie. Jednak czuję się niechciana niedopasowana. Boi się zaprzyjaźnić, zbliżyć do innych ludzi. Nie chcę zadawać ran, nie chcę zabijać. Jej przekleństwo dar ma coraz większą moc, a ona odkrywa jak się z nim obchodzi, jak z nim walczyć. W punkcie Omega początkowo wydaję się szczęśliwa, ale to nie trwa długo. Zaczyna się oddalać znikać, zamykać w swoim świecie.
Konflikt między nowymi przyjaciółmi Julii, a ludźmi z Komitetu Odnowy zaczyna się powiększać. Trwają powolne przygotowania do wojny. Jaką rolę odegra w niej niewinna niebezpieczna Julia.

„Sekret Julii” to kontynuacja losów niezwykłej dziewczyny o śmiercionośnym dotyku. Tehereh Mafi wlała w karty powieści niesamowita ilość uczuć, emocji i historii. Dzięki swojemu pomysłowi, dzięki wykreśleniom, przenośniom, rozbudowanym metaforom, książka jest nie tylko prozą, ale niekiedy również liryką. Myśli Julii płyną po niezbadanych obszarach, aż trudno zrozumieć, jak w jednej głowie może kryć się tyle niewypowiedzianych myśli, tyle uczuć.

„Wiedziałam, że słowa mogą ranić, ale nie wiedziałam, że mogą zabić.”

Właśnie na emocje składa się ta książka, bo czy dziewczyna z niezwykłym darem nie była już gdzieś ukazana, bo czy niedopasowana bohaterka nie znajdowała miłości w ramionach idealnego chłopaka, bo czy bohaterka nie musiała zmagać się z problemami, które dotyczą jej domniemanego daru? Tak już było, ale tu autorka gra na naszych zmysłach, nie pozwala zapomnieć, że Julia nie jest kolejną, zwykłą bohaterką, że Julia to normalna dziewczyna. Ona może zabić. I to nie jest coś, co da się wyłączyć, to nie jest nic normalnego.

„Nie mam szafy pełnej hmmów i wielokropków, które wystarczy wstawić na początku 
i na końcu zdania. Nie umiem być czasownikiem czy przysłówkiem. 
Jestem na wskroś rzeczownikiem.”

Miłości w książce są dość zagmatwane. Julia znalazła idealnego chłopaka, który jako jedyny może jej
dotknąć, który ją rozumie i czuję to, co ona. Jednak coś staje im na przeszkodzie, coś oddala ich od siebie. I nagle pojawia się ten drugi, zły, okrutny, bezwzględny, który ranił ją wielokrotnie, który ranił nie tylko ją, który ma na sumieniu wielu ludzi. Ale on też skrywa drugą naturę. Pod powłoką ma inna osobowość, której nie chcę ujawniać światu, ona jest zarezerwowana jedynie dla niego samego. Jednak Julia powoli odkrywa jego prawdziwe ja, a może właściwiej byłoby powiedzieć drugą osobowość. Pozostaje pytanie, jak zachowa się Julia? Jaką podejmie decyzję?

Pod dużą gamą emocji, skrywa się również akcja, choć zepchnięta na drugi plan, zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Ludzie z niezwykłymi umiejętnościami z Punktu Omega chcą wszcząć walkę przeciw Komitetowi Odnowy, który kontroluję nie tylko Stany Zjednoczone, ale cały świat. Ich propaganda sięga daleko. Ludzie nie zamieszani w sprawę cierpią każdego dnia, ale nie mają jak się bronić. Punkt Omega chcę wygrać walkę choć w jednym sektorze. Czy ich tajną bronią ma być Julia?

„Nadzieja. Jest jak kropla miodu, jak pole kwitnących tulipanów na wiosnę. Jak orzeźwiający deszcz, wyszeptana obietnica, bezchmurne niebo, idealny znak przestankowy na końcu zdania. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu.”

Za spory minus książki, niektórzy czytelnicy uznają to, że słabo znamy świat, jakim otacza się Julia. Autorka w pierwszym tomie poskąpiła nam informacji, jak działa tamtejsza polityka, kto stoi u władzy. W tym tomie temat ten został w większym stopniu rozwinięty. Choć nadal nie mamy na ten temat wiele informacji, dzięki przebywaniu Julii pośród ludzi ma ona szerszy obraz na, co dzieje się na powierzchni. Nie zapominajmy, że dziewczyna przez większość czasu była zamknięta, nie miała kontaktu z ludźmi, więc nie mogła wiedzieć, co się dzieje, jak działa państwo. Uważam, że nie byłoby naturalne, gdyby siedząc w samotności miała dokładny obraz zewnętrznej krainy.

W tomie tym lepiej poznajemy też punkt Omega, w poprzedniej książce bohaterowie dopiero zaznajamiali się z tym światem, ale teraz możemy wejść głębiej w zakamarki organizacji i dowiedzieć się, jakie badania wykonują i co planują.

„Nie można obronić się przed samym sobą.”

„Nadzieja to jedyne co trzyma mnie przy życiu.”

Patrząc po raz pierwszy na „Sekret Julii” nie dało się nie zauważyć cudownej okładki, gdy na nią spojrzałam byłam oczarowana. To oko hipnotyzuje, ma jakiś urok i czar, który pozwala się tylko nim zachwycać. Okładka pierwszego tomu buła ładna, ale ta wprost mnie urzekła. Szkoda, że odrobinę zmienili klimat, ale sądzę, że na korzyść.

Patrząc na moją wcześniejszą recenzję potrafiłam dużo lepiej oddać uczucia, które krążyły mi po głowie. Teraz nadal jestem oczarowana, książka pochłonęła mnie bez reszty i czytałam ją z wielką lekkością. Jak ptak, który frunie po czystym, bezchmurnym niebie, tak jak przelatywałam przez kolejne stronice tej
Chcę taką torbę. ;)
jednocześnie zwykłej i niezwykłej historii.
Ocena: świetna

Autor: Tahereh Mafi
Tom: I 
Wydawnictwo: mooondrive
Ilość stron: 440
Cena: 34,90 zł
Data przeczytania: 2013-12-28
Skąd: własna biblioteczka



Seria o Julii:
Dotyk Julii --- 1.5 Destroy me --- Sekret Julii --- Unravel me



Książka przeczytana do wyzwania:

Chwila dla widza - film: "Hobbit. Pustkowie Smauga"

Kolejny etap podróży, cel jest bliski

Mam taki plakat w domu ;)
Na ekranizacje książek zawsze czeka się długo. Jednak w tym przypadku jest to jeszcze bardziej męczące, gdyż czeka się na całość jednej książki, trzy razy. Właśnie tyle części przewidział Peter Jackson, by przekazać widzom trzystu stronicową opowieść wspaniałego twórcy fantasy „Tokiena”. Jakiś rok temu, również zaraz po świętach wybrałam się na pierwszy film, czyli „Hobbit. Niezwykła podróż”(recenzja tutaj), dziś jednak chciałabym przekazać Wam moje odczucia na temat kolejnej części, czyli „Pustkowia Smauga”.

Krasnoludy wraz z Bilbo uciekają przed zgrają orków. Postanawiają skryć się w domu Beorna, człowieka-niedźwiedzia, który nienawidzi krasnoludów. Pomimo swojej niechęci udziela im schronienia. Jednak wędrowcy nie mogą długo pozostać w jego ciepłej chatce. Muszą podążać do celu swej wyprawy, do góry zajętej przez Smauga. Cała kompania wyrusza w stronę Mrocznej Puszczy. Niestety przed wejściem do lasu, Gandalf postanawia ich opuścić. Krasnoludy wraz z hobbitem muszą same przebrnąć przez niebezpieczną puszczę. Jakie niebezpieczeństwa napotkają? Czy znajdą sprzymierzeńców? Czy uciekną przed ich prześladowcami? I oczywiście najważniejsze, czy dotrą do Samotnej Góry?

Przed poprzednim filmem o Hobbicie, nie miałam porównania z książką, nie przeczytałam jej. Teraz jednak było inaczej. Książka za mną, więc wiedziałam, co naprawdę znalazło się w powieści, a co zostało dodane przez reżyserów i scenarzystów. Największym zaskoczeniem był dla mnie wątek z Legolasem. Pamiętam, że gdy oglądałam trailer, po raz pierwszy powiedziałam mojej przyjaciółce, że widzę w nim Legolasa, ona odpowiedziała mi, że to musiałam się pomylić, wtedy również nie miałam jeszcze za sobą książki, a ona tak. Myślałam, że ma rację, ale jak. Zaskoczyło mnie to bardzo pozytywnie, uwielbiałam go we Władcy Pierścieni. Czuję, że to nie koniec jego gry w filmie, jeszcze sporo nam pokarzę.



 Dziwicie się może dlaczego nie pieję z zachwytu, ani nie zachwycam się wciąż całym filmem(choć był cudowny), otóż zrobiłam sobie dzień przerwy miedzy obejrzeniem filmu, a recenzją. Jestem teraz bardziej spokojna i bardziej rzeczowo(jak sądzę) mogę Wam przekazać, to co widziałam. Ale wróćmy do filmu.

Wciąż dziwiłam się, jak tak krótka książka może być ukazana w trzech tak długich filmach, jednak teraz rozumiem. Wiele wątków zostało przedłużonych, sporo scen zostało dodanych, wiele postaci, które nie pojawiły się w książce, tu zostały ukazane, a nawet ich historię były w sporym stopniu rozwinięte. Dla mnie to jednak nie było żadnym minusem, a nawet działało bardzo pozytywnie. Im więcej historii ze świata Tolkiena tym lepiej. A do tego nie można w nich narzekać, że są źle nakręcone, od tego filmu aż biję profesjonalizmem, ogląda się go z zapartym tchem, nawet mimo siedzenia w jednej pozycji około trzech godzin.

 Cieszę się, że wątek postaci został tak ciekawie rozwinięty. Działo się spor, a jednocześnie znaleziono czas na drobne miłosne i zagadkowe elementy.  Została nam przybliżona przeszłość postaci, co dawało nam o nich żywszy obraz. Szczególnie w tej części urzekła mnie postać Kiliego, pokochałam go po prostu. Z krasnoludów, moim zdaniem, to on najbardziej się wybił i było mu poświęcone najwięcej scen, z czego bardzo się cieszyłam. (Już poprosiłam przyjaciółkę o jego portret.) Miało być spokojnie, ale gdy tylko o tym pomyślę, to zaraz mam uśmiech od ucha do ucha i cieszę się jak głupia. Po prostu wątki z nim były cudowne. Myślę, że było by tak nawet bez miłosnego trójkąta, w którym bierze udział.

Miałam pisać o postaciach, ale wyszło, ze pisałam jedynie o Kilim. Powiem, że wszystkie Krasnoludy wpłynęły na mnie pozytywnie. No może poza Thorinem, nad którym tak zachwycałam się, w poprzedniej części. Teraz nie mogę przezwyciężyć niechęci do niego po przeczytaniu książki. Gandalf jak zwykle spisywała się wspaniale, cieszę się, ze odgrywał tak znaczącą rolę, mimo że w książce nie było go za wiele aż do spotkania. Ten tajemniczy wątek z nim i ze złym zapowiada się ciekawie, wszyscy wiemy, ze wyjdzie z opresji, ale jak?

Chwilę pochylę się również nad postaciami dodanymi, których w książce byśmy nie spotkali. Legolas i Tauriel, elfy z Mrocznej Puszczy. Obie te postacie wniosły wiele akcji i zawirowań do zdarzeń. Zdecydowanie momenty, kiedy walczyli z przeciwnikami były jednymi z najbardziej efektownych i widowiskowych. Postać Radagasta również cały czas mnie zaskakuję. Jest on, że tak napiszę, ciągłą niespodzianką. Nie wiadomo, co się po nim spodziewać i to jest intrygujące.

Pochylę się na chwilę nad efektami specjalnymi, których w filmie na pewno nie zabrakło. Jestem nimi zachwycona. Patrząc na sceny w końcowych momentach, co ja mówię, patrząc na cały film nie można wyjść z zachwytu. Wszystko było niezwykłe i czarodziejskie. Magiczne sceny walki, walka ze smokiem,  mogłabym tak wymieniać długo.

Cały czas do głowy wpadają mi nowe pomysły, nad czym mogłabym się zachwycać. Teraz na przykład rozmyślałam o Beornie, który mnie oczarował. Czytając wyobrażałam go sobie trochę inaczej, może bardziej coś w stylu Hagrida z „Harrego Pottera”, ale ta postać była równie ciekawa i zaskakująca.

Cały czas wspominam o postaciach, ale nie można się nimi nie zachwycać. Poruszając temat bohaterów nie mogę zapomnieć o samym hobbicie. Bilbo spisał się znakomicie, doskonale oddał swoją przemienię, swój charakter, był niczym wyjęty z kart ksiażki. Nie mogę wyjść z zachwytów. Chciałabym wymienić jeszcze wiele charakterów, ale niestety nie starczyłoby dla nich miejsca, a właściwie nikt nie chciałby tyle o nich czytać. Mogłabym jeszcze zachwalać Barda, wszystkie krasnoludy po kolei, a nawet Azoga, ale poprzestanę na Bilbo.


 Muszę Was jednak przed czymś ostrzec. To chyba jedyny minus na jaki natknęłam się podczas oglądania, choć znaczący. DUBBING! Nie, nie i jeszcze raz nie. Okropnie mi się to nie podobało. Ja chcę napisy, ja chcę napisy. To było okropne, szczególnie głos Gandalfa, odczuwałam wielką różnice, bo poprzedni film oglądałam z napisami. Jestem niestety z tego powodu bardzo zła, bo film zachwycał, ale słuchanie dialogów nie było najprzyjemniejszą kwestią.


 Podczas oglądania filmu odczuwamy całą gamę uczuć. Jestem zaskoczona, że reżyser potrafił tyle „wycisnąć” z tej opowieści. Odczuwałam lęk o bohaterów, strach przed ich jutrem. Cieszyłam się z ich wygranych, smuciłam porażkami. W tomie tym panowała atmosfera dużego napięcia, zdenerwowania, czułam oczekiwanie na finał, co miało szczególny wymiar przy scenach z Gandalfem. Było one najmroczniejsze i najbardziej zagadkowe. Do tego zachwycające sceny bitew, o których już pisałam, napawały lękiem. Pamiętam, że niekiedy siedziałam z rozdziawioną buzią i patrzyłam z zaskoczeniem na niesamowicie płynne i zgrabne ruchy walczących elfów, czy niebezpieczne uderzenia krasnoludów.  Podczas oglądania musiałam wyglądać naprawdę zabawnie.


Na koniec taka mała, choć może źle się wyraziłam, ogromna wisienka na torcie. SMAUG! Tego bohatera nie zapomnę na długo. Po pierwsze wyglądała niesamowicie,  cudowna scena z wyłanianiem się ze złota, byłam pod ogromnym wrażeniem, tak samo w końcowej scenie ze złotem, mistrzostwo. Ale nie tylko wygląd się liczy. Smok zachowywał się idealnie, inteligentny, sprytny, przebiegły, jego rozmowa z Bilbo przebiegała niezwykle ciekawie. Nie mogę wprost wyjść z zachwytów nad nim. Jestem oczarowana.

„Pustkowie Smauga” to opowieść, która trwa, nie tylko dlatego, że jeszcze nie jest zakończona, że ma wyjść kolejny jej fragment, ale dlatego, że zapada w pamięć i trwa w mojej głowie. Miało być składnie, ładnie i dokładnie, a wyszło odwrotnie. Mimo tego, że ochłonęłam po filmie, emocje wciąż buzują, a jedynie były lekko okryte. Już nie mogę się doczekać zakończenia. Czekam z niecierpliwością.

Ocena oczywiście: świetna

Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens
Część: II
Produkcja: USA, NowaZelandia
Czas trwania: 2h 41min
Data premiery: 2 grudnia 2013 (świat), 27 grudnia 2013 (Polska)
Data obejrzenia: 2013-12-27
Bohaterowie: 

Ian McKellen-Gandalf Szary
 Martin Freeman-Bilbo Baggins
 Richard Armitage -Thorin Dębowa Tarcza
 Ken Stott-Balin
 Graham McTavish-Dwalin
 William Kircher-Bifur
 James Nesbitt-Bofur
 Stephen Hunter-Bombur
 Dean O'Gorman-Fíli
 Aidan Turner-Kíli
 John Callen-Óin
 Peter Hambleton-Glóin
 Jed Brophy-Nori  
Mark Hadlow-Dori
 Adam Brown-Ori
 Orlando Bloom-Legolas
 Evangeline Lilly-Tauriel
 Lee Pace-Król Thranduil
 Cate Blanchett-Galadriela
 Benedict Cumberbatch-Smaug / Nekromanta
 Mikael Persbrandt-Beorn
 Sylvester McCoy-Radagast Bury
 Luke Evans-Bard / Girion

Trailer:


sobota, 28 grudnia 2013

Strażniczka bramy

Proroctwo całkowicie zmieniło życie dwóch sióstr, Lia i Alice nigdy nie były sobie bliskie, ale przepowiednia oddaliła je od siebie o wiele mil. Dziewczyny mają do wykonania całkowicie różne zadania. Lia, stojąca po stronie dobra, strażniczka bramy, której los był skierowany w zupełnie innym kierunku, musi bronić świata przed pojawieniem się złego Samuela, który chcę zniszczyć ludzkość. Dziewczyna próbuję walczyć z pokusami, jakimi jest poddawana. Jej siostra Alice nie jest jednak do niej podobna, wie, że to ona powinna być Bramą i chcę przywołać potwory na Ziemie. Lia nie wie, jak przeszkodzić w tym zajściu, poszukuję kart książki, które jej w tym pomogą. Razem z Kluczami, swoimi przyjaciółkami i Edmundem, dobrym służącym z jej domu wyruszają do miejsca, gdzie żyją Siostry i Bracia oraz jej ciocia, która może pomóc w jej poszukiwaniach. Jak potoczy się ta wyprawa? Jakie będą jej konsekwencje? I najważniejsze, czy Lii uda się znaleźć brakujące karty przepowiedni?

„Strażniczka bramy” to druga część trylogii Michelle Zink, w której pierwsze skrzypce gra starożytna przepowiednia, która ciąży na rodzinie bliźniaczek od lat. Tym razem jednak role się obróciły, siostra, która ma w sercu więcej zła, nie może wpuścić swego pana do świata żywych, zaś dziewczyna, która chcę walczyć ze swoim losem, może to zrobić. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że właśnie to może zakończyć przepowiednie. A dlaczego? Przecież zła siostra nie walczyłaby z pokusami, od razu otworzyłaby bramę, jednak Lia stara się walczyć z pokusą, pokonuje przeciwności, nie poddaje się. Ma cięższe zadanie, jednak chcę osiągnąć cel. Alice decyzje podjęła już wiele lat temu, jej nie trzeba by było namawiać.

Początkowo akcji było niewiele, wprowadzenie, sporo rozmyślań głównej bohaterki. Zastanawiałam się, czy nie odłożyć książki, czy jej nie porzucić po tych kilku przeczytanych stronach. Zaczynała mnie denerwować Lia i jej ciągłe wspomnienia o przepowiedni. Nie liczyło się dla niej nic poza tym. Jej życie opierało się na przepowiedni. Ale dlaczego mnie to denerwowało skoro to najważniejszy punkt książki, dlatego że główna bohaterka zajmowała się jedynie tym, czasem wtrąciła jedynie inne myśli, inne zdarzenia, wszystko inne odsuwała na salszy plan. A przecież przepowiednia nie rozwiążę się od samego myślenia o niej. Może to nie tylko to, że tylko tym zaprzątała sobie umysł mnie denerwowało, ale również to, że nie działała. Nie robiła nic, by zakończyć to zadanie, myślała i liczyła, że z tych nielicznych strzępów informacji będzie mogła znaleźć rozwiązanie. Ale nie jest tak łatwo.

W sumie cieszę się, że nie odłożyłam książki, bo im wydarzenia posuwały się dalej tym robiło się ciekawiej. Pierwsze pięćdziesiąt stron szło mi opornie, ale reszta książki nie. Każdą kartkę przewracałam w ogromnym tempie, nie wiedzieć kiedy przeczytałam powieść. Teraz mogę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Wyszło nawet lepiej niż się spodziewałam. Pierwsza część nie zachwycała w pełni. Przepowiednia, przepowiednia, przepowiednia. Wciąż tylko wokół tego kręciło się życie bohaterki. Tu również odgrywa znaczącą rolę, ale jednocześnie pozwala wyjść na bliższy plan bardziej przyziemnym zdarzeniom, które dodają książkę większej realności. Przecież siedemnastoletnia dziewczyna, nie może myśleć jedynie o czekającym ja zadaniu, przecież jest jeszcze rodzina, przyjaźń, miłość.

W tomie tym napotkałam wiele zaskoczeń. Jednym z największych było to, że autorka pokusiła się o ukazanie życia Sióstr i Braci, że mogłam dowiedzieć się o nich więcej, a nie jedynie słyszeć o nich niewyraźne komentarze bohaterów. Jestem tym pomysłem bardzo zadowolona. Kolejną niespodzianką, po pierwsze mniej przyjemną, a po drugie bardziej zaskakującą, była zdrada. Nawet w najbliższym otoczeniu nie można się wyzbyć czarnej owcy. Ten wątek był bardzo ciekawie prowadzony i trochę ubarwił relacje między bohaterami.

Mimo wielu pozytywnym aspektom nie mogę postawić książkę naprawdę wysokiej oceny, gdyż denerwowała mnie centralna postać, trzon fabuły, zdarzeń. Prowadzona przez Lię narracja niekiedy mi się podobała, ale niestety częściej lekko mnie irytowała. Dziewczyna popadała w skrajności. Najpierw cały swój umysł poświęcała przepowiedni, później zaś miłości, czy to do nowego wybranka, czy to do przyjaciół. Czasem można to zrozumieć, ale niekiedy był tego za wiele. Irytowało mnie, że dziewczyna nie potrafiła znaleźć złotego środka, że nie potrafiła połączyć tych dwóch elementów. Skupiała się, albo na tym, albo na tym. Muszę jednak powiedzieć, że im fabuła szła dalej problem ten zaczął się zmniejszać. Sądzę, że nigdy nie polubię Lii jako narratorki, jej osoba z lekka mnie irytuję, ale powoli zaczynałam dostrzegać sens w jej działaniach i lepiej ją rozumiałem.

Warto też przystanąć na chwilę przy realiach epoki,  jakich żyły bohaterki. Zachowanie postaci dość często do tego nawiązywało. Do tego stroje, konwenanse, sprawy miłosne. Wszystko to było tu poruszane w mniejszym lub większym stopniu, autorka potrafiła delikatnie, bez zbędnych opisów ukazać nam, jak powinna się zachowywać młoda dama w tamtym okresie, a jak niekiedy ze względu na swoje zachowanie zachowywała się bohaterka.

Nowy związek Lii przedstawiał się niebywale ciekawiej, niż ten z pierwszej części. Jej wybranek miał ciekawszy charakter i mimo, ze był w nią wpatrzony jak w obrazek, zachowywał charakter i humor. Dość często potrafił mnie rozbawić i wywoływał uśmiech na moich ustach. Nie będę jednak ukrywać, ż czasem ich relacja była lekko przesłodzona, było zbyt uroczo, jak zauważyła przyjaciółka Lii, Luisa.

„Strażniczka bramy” jest powieścią lekką i przyjemną. Czyta się ja szybko, mimo lekko nudnego początku. Kontynuacja cyklu spodobała mi się bardziej niż pierwsza część. Wydarzenia zaczęły być bardziej intrygujące. Z wielka ciekawością zabiorę się zaczytanie kolejnego tomu serii.

Ocena: bardzo dobra

Autor: Michelle Zink
Tom: II
Wydawnictwo: Telbit
Ilość stron: 388
Cena: 39,90 zł
Data przeczytania: 2013-12-27
Skąd: biblioteka publiczna

Trylogia Proroctwo sióstr:
   Proroctwo sióstr  ---  Strażniczka bramy  ---  Krąg ognia



Książka przeczytana do wyzwania: