sobota, 30 listopada 2013

Podsumowanie listopada

Goodbye November 

Cześć, 

dopiero teraz do mnie dochodzi, że rok zbliża się ku końcowi. Jeszcze miesiąc temu w ogóle o tym nie myślałam, a teraz nagle naszła mnie myśl, że zaraz zacznie się kolejny rok, że pierwszy szkolny semestr minie, że przyjedzie rodzina na święta. Tak to już naprawdę blisko... Ale skopmy się na tym, co jest teraz, a mianowicie na ostatnim dniu miesiąca, a jeszcze dokładniej na jego podsumowaniu. Czy listopad pod względem czytelniczym był satysfakcjonujący? Czy przeczytałam ciekawe pozycje? O tym dowiecie się już niedługo. 

Najpierw jednak czas na podziękowania. Dziękuję serdecznie za każdy komentarz, odwiedziny. Zawsze sprawiają mi one ogromną radość. W tym roku było mi jednak jeszcze bardziej miło niż zwykle(o ile to możliwe), gdyż licznik odwiedzin wybił ponad 20000 wejść, a ilość obserwatorów przekroczyła 150 osób. Dziękuję Wam. Postanowiłam z tej okazji zorganizować konkurs, więc oczekujcie go lada moment. 

Czas na trochę liczb. ;)

Liczba moich obserwatorów: 156 (wzrosła o 15)
Liczba wyświetleń bloga: 20140 (wzrosła o 2515)
Najczęściej odwiedzany post: 50 faktów o mnie (64 odsłony)
Liczba dodanych postów: 16 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 3700
Liczba stron dziennie: 123
Liczba książek przeczytanych po raz pierwszy: 7
Liczba książek przeczytanych kolejny raz: 2


Lista książek przeczytanych w listopadzie:
1. "Dom Hadesa"(Olimpijscy herosi) Rick Riordan + opowiadanie "Syn Sobka" [zrecenzowana]
2. "Ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk [zrecenzowana]
3. "Przez bezmiar nocy" Veronica Rossi [w trakcie pisania]
4. "Proroctwo sióstr" Michelle Zink [zrecenzowana]
5. "Gra o tron" G.R.R.Martin [zrecenzowana]
6. "Archiwum herosów" Rick Riordan[zrecenzowana]
7. "Pierwszy grób po prawej" [zrecenzowana]

Książki przeczytane po raz kolejny:
1. "Bitwa w labiryncie" Rick Riordan [zrecenzowana]
2. "Szeptem" Becca Fitzpatrick [do napisania]


Najlepsza książka miesiąca: 
"Dom Hadesa", "Gra o tron", "Bitwa w labiryncie"
Najgorsza książka miesiąca: -
Największe pozytywne zaskoczenie: "Pierwszy grób po prawej"
Największe rozczarowanie: -
Liczyłam na więcej:  "Proroctwo sióstr"


Filmy obejrzane w tym miesiącu:

1. "Samsara" [zrecenzowana]
2. "W pierścieniu ognia" [zrecenzowana]

W zeszły miesiącu rozpisałam się na temat planów na ten miesiąc, mówiąc szczerze niewiele z tego wyszło, więc postanowiłam, że grudzień pozostawię, bez planów, co będzie to będzie. Choć muszę wreszcie zabrać się za czytanie pozycji z mojej półki, bo sporo się ich zebrało. A do tego dotarł już do mnie prezent na mikołajki, niedługo będziecie mogli obejrzeć go w stosiku. Długo zawierzałam kupić te książki i w końcu sie udało. Ale jakie dowiecie się niedługo. ;)

A jak Wasz miesiąc? Był udany? 

Pozdrawiam ciepło, 
Patrycja

piątek, 29 listopada 2013

Pierwszy grób po prawej

Urban fantasy jest podgatunkiem fantastyki, z którym do tej pory nie miałam wiele styczności. Od dłuższego czasu zabierałam się, jednak za przeczytanie choć jednej książki. Dzięki nie tak dawnej promocji na fantastykę zakupiłam pierwszą część serii o Charley Davidson, czyli „Pierwszy grób po prawej”. Jak przepłynęła moja pierwsza lektura z tego działu literatury? Jak poradziła sobie autorka Darda Jones? Tego dowiecie, czytając moje przemyślenia.

Charley jest z pozoru zwykłą, młodą kobietą, pracującą wraz z wujkiem w policji, a właściwie mu pomagającą. Jednak ma też drugi zawód trochę bardziej niezwykły, pomaga duszą przejść na drugą stronę. Jest łączniczką między wymiarami, pozwala znaleźć spokój i to lepsze miejsce. Niekiedy jednak dusze mają jeszcze jakieś sprawy do załatwienia i ich podróż nie może odbyć się od razu. Właśnie wtedy najbardziej przydaję się nasza Kostucha.
W „Pierwszym grobie po prawej” Charley musi pomóc trójce prawników. Zostali oni postrzeleni, jednak nie wiedzą, kto był sprawcą. Sprawa, którą prowadzili wydaję się zawiła, wiadomo, że oskarżony jest niewinny, jednak dużo gorzej sprawa ma się z dowodami w sprawie. Czy młoda pani detektyw, będzie potrafiła rozwiązać tę sprawę?

„-Jesteś pewien?
- Życia bym nie postawił – skwitował Barber[duch] niepewnie.
-Na to już i tak za późno.”

Książki pani Dryndy zaskakuję. Jak już wcześniej wspominałam, nie miałam styczności z urban fantasy, więc nie wiedziałam, czego mam się tak naprawdę spodziewać. Początkowo książka nie zapowiadała się najlepiej. Nie mogłam zrozumieć głównej bohaterki, wydawała mi aż za bardzo rozrywkowa i wyluzowana. Styl autorki również od razu nie złapał mnie w swoje sidła. Nie mogę powiedzieć, w którym momencie, ale powieść mnie wciągnęła. Zaczęłam doceniać połączenie kryminału, wątków paranormalnych i zabawnych dialogów, a nawet charakter bohaterów. Książka zyskiwała w moich oczach podczas coraz to dalszego czytania. Jednak postaram się bliżej przytoczyć Wam jej treść.

„Pierwszy grób po prawej” to historia wielowątkowa, książka nie zatrzymuje się jedynie na rozwiązaniu sprawy zabójstwa prawników, a zawiera w sobie jeszcze jeden wątek romantyczno-paranormalny. Taka mieszanka może utworzyć wybuchowe połączenie i nie zawsze się udaję, ale dla była to ciekawa opowieść. Mimo wielu tematów historia była spójna, a choć czasami nie do końca dokładna to tylko dodawało jej uroku. Wracając do wątku detektywistycznego, moim zdaniem mogłoby być go odrobinę więcej, wtedy sprawa nabrała by mocniejszych kolorów. Choć z drugiej strony główna bohaterka nie była takim normalnym detektywem i jej sprawy musiały być nieudolnie prowadzone. Charley często znajdowała wyjście, dzięki łudowi szczęści, czyjejś pomocy.

Wątek paranormalno-romantyczny był naprawdę nienaturalny. Nie tylko przez to, że ukochany nie był w pełni człowiekiem, ale przez ich relacje, która dla mnie była niezwykle dziwna. Dziewczyna zakochuje się w facecie, który co noc nachodzi ją w snach, co od razu daje trochę do myślenia. Jego osobowość jednak jest dużo bardziej zagmatwana i niejasna, w sumie dopiero pod koniec książki wyjaśnia się związanych z nim kilka kwestii, ale nadal nie są one poruszane w pełni. W sumie owa postać nadal pozostaje dla mnie lekko zagadką. Zobaczymy jak to się rozwinie.

Wspominam, co jakiś czas o głównej bohaterce, ale jak na razie nie powiedział o niej zbyt wiele. Pyskata, silna, zdeterminowana, często leniwa, pewna siebie i odważna młoda kobieta Charley Davidson to wręcz wzorcowy materiał na bohaterkę, która potrafi rozbawić czytelnika i zaciekawić. Narracja pierwszoosobowa w jej wykonaniu niezwykle mi się spodobała, choć początkowo tak nie było. Do jej stylu trzeba się przyzwyczaić, do tej pory nie czytałam wiele książek z takimi postaciami, jednak gdy już się trafią zawsze trafiają w mój gust. Może to przez to, ze są moimi przeciwieństwami, niestety jestem raczej spokojną i cichą osoba, ale lubię je i zawsze czyta mi się o nich miło.

„Faceci też mają uczucia. Ale w sumie... kogo to obchodzi?”

Jednak ta opowieść to nie jedynie postać główna, a również postacie poboczne. W całej powieści nie przewija się ich wiele. Początkowo lekkim szokiem było to, jak główna postać podchodzi do bohaterów martwych, ale jak do większości zdążyłam się przyzwyczaić. Postacie, przynajmniej w większości, pochodziły z życia głównej bohaterki i dzięki tej sytuacji, czułam jakbym została wrzucona do już istniejącej historii. Jednak nie jest to bardzo gwałtowny incydent, gdyż gdy tylko pojawia się znana postać, bohaterka ukazuję cała gamę emocji, dzięki której i ja mogłam poznać bohaterów.  Według mnie poboczne postacie nie wybijały się jakoś szczególnie, były mimo wszystko dobrze wykreowane. Nie zachowywały się nienaturalnie. Polubiłam z całego serca Cookie, Garretta, mam nadzieję, że ich postacie jeszcze bardziej się rozwiną.

W książce dość często przewijają się również sceny erotyczne. Nie przeważają one w fabule, choć można powiedzieć, że jedna relacja w dużej mierze się na nich skupia. Do tego autorka otwarcie zagłębia się w ten temat, a zwłaszcza we fragmentach z Cookie, która wręcz kipiała z ciekawości, kiedy to jej przyjaciółka opowie jej pikantne szczególiki. Sceny te dopełniały książce i nie były przesadzone, po prostu pasowały.

„W życiu nie chodzi o to, by odnaleźć siebie.
Głównie chodzi w nim o czekoladę.”

Okładka „Pierwszego grobu po prawej” przedstawia się naprawdę spektakularnie. Wydawnictwo Papierowy Księżyc wykonało kawał dobrej roboty. Oprawa nie jest mroczna, ale tak jak sama książka lekka, oryginalna oraz z nutką żartu. Interesującym motywem jest również przewijająca się kosa, nie pojawia się ona jedynie na okładce, ale również rozpoczyna rozdziały, co spala te dwie części. Warto też wspomnieć, ż epod każdą kosą, że tak to ujmę, pojawia się złota myśl, bardzo często zabawna, czasem trochę bez sensu, ale ciekawa. Można powiedzieć, że rady na każdy dzień.

Podsumowując, Drynda Jones stworzyła książkę, która umili czas na pewno nie jednej osobie. Przed przeczytaniem liczyłam na niewymagającą, zabawną historię i to otrzymałam. Do tego interesujące postacie i pozytywne spojrzenie na kolejny dzień. Idealna pozycja na poprawę humoru.

Ocena: bardzo dobra

Autor: Darynda Jones
Tom: I
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 372
Cena: 36,90 zł
Data przeczytania: 2013-11-26
Skąd: własna biblioteczka

Seria o Charley Davidson: 
Pierwszy grób po prawej  ---  Drugi grób po lewej  ---  Third Grave Dead Ahead  ---  Fourth Grave Beneath My Feet  ---  Fifth Grave Past The Light



Książka przeczytana do wyzwania:
________________________
PS. Dziękuję Wam za 20000 odwiedzin, niestety nie uchwyciłam tego momentu, ale dziękuję jeszcze raz. :)

wtorek, 26 listopada 2013

Archiwum herosów

„Archiwum herosów” jest dodatkiem do serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy autorstwa Ricka Riordana. Za książeczkę zabierałam się długo, a  było to spowodowane tym, że chciałam najpierw przeczytać pierwsze cztery części ponownie, a potem dopiero ten dodatek, który jest przypisy jako połówka pomiędzy tomami czwartym i piątym. Tak więc zrobiłam i teraz jestem już po jego lekturze.

Nie będę ukrywać, ż jestem zwolenniczką dłuższych historii, gdzie mogę lepiej zżyć się z bohaterami i lepiej ich poznać. Jednak jest to dodatek do serii, więc znałam bohaterów doskonale i krótkie treści nie przeszkadzały mi w odbiorze i „wejściu” w akcję.

„Archiwum herosów” zawiera dwa krótkie i jedno dłuższe opowiadanie. Muszę szczerze powiedzieć, że pierwsze zatytułowane „Percy Jakson i skradziony rydwan” nieszczególnie mi się spodobało, było takie nijakie, czytałam je praktycznie bez żadnych uczuć. Jednak kolejne były już lepsze. Drugie opowiadające historie o spiżowym smoku było już zdecydowanie bardziej podobne do tego, co serwował pisarz w reszcie jego powieści. Ostatnie natomiast porwało mnie bez reszty, a do tego brali w nim udział moi ulubieni bohaterowie, Percy, Thalia i Nico. Świetna drużyna, oby więcej ich wspólnych historii stworzył Pan Riordan.

Jednak Archiwum herosów to nie tylko opowiadania, książka zawiera również wywiady z bohaterami(niektóre naprawdę zabawne, moim faworytem jest wywiad z Connorem i Travisem Hoodami, chłopaki uwielbiam was), mapa obozu herosów(niestety dla mnie za mało dokładna), zdjęcie z kuferkiem Annabeth oraz spis najważniejszych bogów Olimpu. Jednak to jeszcze nie wszystko, na dokładne dostaliśmy krzyżówkę i wykreślankę, które tematycznie związane są z serią o Percym. Zabawa na kilka minut, pytania jednak są poznaczone dla młodszych czytelników, bo są dość łatwe.

Wydanie powieści jest bardzo dobrze dopracowane. Strony są mocniejsze niż w normalnych książkach, co niestety trochę utrudnia czytanie, ale za to wzmacnia pozycję. Oprawa graficzna różni się trochę od tej, która była nam prezentowana przy książkach o Percym, ale również mi się podoba. Jej prostota do niej pasuję. Złote litery świetnie się prezentują na niebieskim tle.

-Masz jakieś rady dla dzieci, które podejrzewają, że mogą być herosami?
- Módlcie się, żebyście się mylili.”


Podsumowując „Archiwum herosów” to miły dodatek do serii. Fani będą mogli przeczytać ciekawe opowiadania, a nowi czytelnicy poznać świat Percy’ego, gdyż nie zdradzają one wiele z fabuł serii. Historie ze smokiem i z mieczem Hadesa będę wspominać naprawdę miło. Ta książka to coś, co każdy Młody(i ten trochę Straszy) Heros z czystym sumieniem może przeczytać. ;)
Ocena: bardzo dobra

Autor: Rick Riordan
Tom:  4.5
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 152
Cena: 29,90zł
Data przeczytania: 2013-11-02
Skąd: biblioteka publiczna


Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów  --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów + Przewodnik po świecie herosów

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny  --- Dom Hadesa --- The blood of Olympus + Pamiętniki herosów


Książka przeczytana do wyzwań:


_______________________________________________________
PS. Zapraszam na mój FP na FB. klik!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Bitwa w labiryncie

Żywe więzienie

Czy znajdzie się tu ktoś, kto nie zna mitu o Dedalu i Ikarze? Myślę, że każdy choć o niej słyszał i wie mniej więcej, o co w niej chodzi. Niedawno miałam okazje czytać książkę Ricka Riordana zatytułowaną „Bitwa w labiryncie”, czwartą część z serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Jak pewnie się domyślacie krótki wstęp nie był bezpodstawny, bo opowieść nawiązuję do postaci Dedala, do jego dział i oczywiście wspomnianego wyżej mitu. Jeśli w mojej ulubionej serii, a pisze tu, właśnie o Percym miałabym wybierać ulubiony tom to zdecydowanie postawiłabym właśnie na ten!

„Z ludźmi trudniej się pracuje niż z maszynami.
A kiedy człowiek się zepsuje, nie da się go naprawić.”

Dzień otwarty w nowej szkole, tym razem Percy miał nic nie zniszczyć, miał nie sprawiać kłopotów. Jak pewnie wiecie jednak nie udało mu się to. Kłopoty to jego specjalność. Percy nieoczekiwanie spotyka Rachel, śmiertelniczkę, którą prawie przeciął mieczem, a właściwie zrobiłby to, gdyby nie działał on jedynie na potwory. Tamtym razem dziewczyna uratowała go z opresji i tym razem jest podobnie. Rachel ostrzega go przed niebezpiecznymi empuzami, którą wysysają krew z młodych herosków. Razem z dziewczyną jednak udaję mu się uciec.
Percy przedwcześnie udaje się do obozu herosów, a tam czeka go nowa misja. Razem z Annabeth, Groverem i Tysonem wyruszają, by powstrzymać Luke’a przed znalezieniem i wykorzystaniem Dedala ukrywającego się w labiryncie. Podróż przysporzy im wielu niebezpieczeństw. Czy uda im się wykonać plan?  Czy znajdą wyjście z labiryntu?

Kompletnie nie wiem, co mam napisać, bo ten tom jest po prostu bezapelacyjnie najlepszy i dla mnie po prostu jest to oczywiste. Przygody, masa akcji, niesamowite historie i wiele nowych postaci oraz wątków. Rick Riordan w tak małej ilości stron(nie oszukujmy się książka jest dość cienka) zawarł niezwykle wiele treści, która jak zawsze została okraszona niemałą dawką humoru. Jednak, co w niej mnie tak urzeka? Nie mogę Wam jedynie powiedzieć, że całokształt, bo to byłby raczej mało dokładny opis, więc spróbuję zagłębić się w szczegóły.

„-Tędy – oznajmiła.
- Skąd wiesz? – zapytałem.
- Z dedukcji.
- To znaczy... że zgadujesz.
- Chodźmy – powiedziała.”

Zdecydowanie najlepsze w książce było to, że każda strona dawała kolejną masę przygód, nie było chwili wytchnienia. Akcja toczyła się wielotorowo, bo Grover szukał Pana, Percy i Annabeth próbowali przechytrzyć Luke, a do tego wciąż trafiali na nowe przeszkody i przerywniki podróży. Najprzyjemniejszym miejscem była dla mnie wyspa Ogigi, którą zawsze wspominam miło, gdy tylko patrzę na ten tytuł. Tamta historia niezwykle mi się spodobała, a do tego wprowadza lekkie zawirowania miłosne w życiu Percy’ego. Ale przejdźmy dalej. Sam labirynt skrywa niesamowicie wiele niespodzianek i pokazuję nam niesamowite i tajemnicze miejsca. Pamiętna walka Percy’ego z gigantem, spotkanie sturakiego(naprawdę było mi go żal) to wszystko i jeszcze więcej zostało zawarte w tej krótkiej, ale treściwej opowieści.

Jednak ta historia to nie tylko przygody, szybka akcja, ale również niesamowici i nietuzinkowi bohaterowie. Często mam tak, że potrafię zżyć się z bohaterami i szczerze ich pokochać, ale rzadko mam takie uczucie, że chciałabym ich wszystkich przytulić i dokładniej poznać. Uwielbiam ich. Nie będę ukrywać, że kiedy czytałam ja w gimnazjum byłam zakochana w Percym, Nico’u w sumie to większości męskich postaci, ale jak tu ich nie uwielbiać? 
Podczas tej historii pojawia się również wiele nowych postaci, zdecydowanie na plus oceniłabym tajemniczą postać Dedala, naturalną i lekko oderwaną od rzeczywistości Rachel oraz oczywiście boską Kalipso. Gdybym listy tej nie skończyła w tym momencie mogłaby ona się ciągnąć naprawdę długo. Czytając często czuję jakby to byli moi starzy przyjaciele z tą serią nie da się nie zżyć.

„Ale pamiętaj, chłopcze, że każdy uczynek bywa równie potężny jak miecz. Jako śmiertelnik nie byłam nigdy wielkim wojownikiem, sportowcem ani poetą. Tylko wytwarzałem wino. Ludzie w mojej miejscowości śmiali się ze mnie. Mówili, że nigdy niczego nie osiągnę. A spójrz na mnie teraz. Czasami małe rzeczy mogą stać się prawdziwie wielkie. ”

Muszę również wspomnieć o nawiązaniach do mitologii, wcześniej nie zważałam na nie czytając, traktowałam je jako tło. Jednak tym razem ponownie czytając książkę zaczęłam wypisywać sobie bogów, istoty, których wcześniej nie znałam, robiąc sobie takie notatki, myślę, ze można się wiele nauczyć. Podczas następnego czytania serii(bo wiem, ze na tym nie koniec) spróbuję znaleźć ich jeszcze więcej.

Jak zawsze na koniec sprawa okładki. Oczywiście, po pierwsze doskonale zgrywa się ona z resztą oprawy graficznej serii, a po drugie jest doskonale dopasowana do historii i ukazuję naprawdę istotną scenę. Myślę, że tak jak ten tom i ją mogę wyróżnić jako moją ulubioną.

Podsumowując, kolejne spotkanie z twórczością Pana Ricka było dla mnie tak samo przyjemne jak każde poprzednie. Ta historia rośnie wraz ze mną i myślę, że zawsze będzie mi bliska. Wędrówka po labiryncie wciąż mnie zaskakiwała i ogromnie cieszyła, mam nadzieję, że przeżyję ją jeszcze nie raz.

Ocena: świetna(bezapelacyjnie!)

Autor: Rick Riordan
Tom: IV
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 364
Cena: 34,90zł
Data przeczytania: 2013-11-02
Skąd: biblioteka publiczna


Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów  --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów + Przewodnik po świecie herosów

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny  --- Dom Hadesa --- The blood of Olympus + Pamiętniki herosów


Książka przeczytana do wyzwań:


_______________________________________________________
PS. Zapraszam na mój FP na FB. klik!
PSS. Dziękuję serdecznie za tak liczną ilość obserwatorów, jestem zaszczycona. Zbliża się rok bloga, 20000 odwiedzin, myślę, ze niedługo czas na konkurs. ;) Już szykuję książki. Mam nadzieję, że będzie w czym wybierać. ;)

niedziela, 24 listopada 2013

Gra o tron

„W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.”

Są książki, które potrafią porwać czytelnika, nie dają mu oddechu, silnie na niego oddziaływają. Niekiedy są to tak rozbudowane historie, że czujemy jakbyśmy razem z bohaterami odkrywali wydarzenia i przeżywali przygody. Tak właśnie czułam się czytając pierwszą część sagi Pierśni Lodu i Ognia George R.R. Martina. „Gra o tron” okazała się historią kompletną, przekazywała nam masę informacji, jednak w taki sposób, ż każdy czytelnik mógł odnaleźć się w wydarzeniach i dokładnie je poznać. Ogromna liczba postaci, dużo miejsc i zdarzeń nie ułatwiają pisania recenzji, jednak spróbuję choć pokrótce powiedzieć, co się w niej działo, jak rozgrywały się wydarzenia.

Wszystko zaczyna się w lesie, gdzie członkowie Nocnej Straży zostają zaatakowani przez tajemnicze istoty. Zabiły one całą kompanię, nikt nie miał szans się uratować.
Bran Stark, syn Neda Starka wraz z jego synami jest świadkiem skazania dezertera z Nocnej Straży. Jego ojciec wykonuje wyrok. Takie jest prawo, a Eddard Stark się go trzyma.
Wracając do zamku Jon, bękart mieszkający wraz z całą rodziną odnajduje małe wilkory, razem z braćmi przekonują lorda Starka, by je zatrzymać.  Wilkorów jest dokładnie tyle, ile dzieci Namiestnika Północy, czy to znak od bogów?
Niedługo potem Ned dowiaduję się, że niedługo odwiedzi go król wraz ze swoją świtą, Eddard przeczuwa, co go czeka. Okazuję się, że jego przyjaciel chcę, by został nowym Namiestnikiem w Królewskiej Przystani. Jednak zadanie to nie jedynie honor, lecz również obowiązki, lord Stark musiałby również opuścić rodzinę, z którą jest tak mocno związany. Z poczucia obowiązku, z powodu dawnej przyjaźni i braku wyboru zgadza się na stanowisko. Jednak nawet on nie wie w pełni, jakie czekają go obowiązki i jakie ta decyzja będzie miała konsekwencje.

„Lecz my postępujemy według starych zwyczajów. W żyłach Starków płynie krew Pierwszych Ludzi. Wierzymy, że ten, kto wydaje wyrok, sam powinien go wykonać. Jeśli chcesz odebrać komuś życie, powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów.”

Wydarzenia w książce przebiegają wielotorowo, narracja podzielona jest między wiele postaci, które odkrywają ważne role w wydarzeniach. Narratorami są lord Stark, jego syn Bran, syn z nieprawego łoża Jon, córki Sansa i Arya, jego żona Catelyn, jak widać większość akcji widzimy oczami  postaci z rodu Starków, jednak do grona prowadzących akcję możemy zaliczyć jeszcze Tyriona z rodu Lannisterów oraz Daenerys córkę obalonego króla. Martinowi mimo ogromu postaci udało się doskonale scalić historię, cały czas była ona spójna i powoli prowadziła pokrętnymi ścieżkami do tego samego punktu, a mianowicie walki o władzę. Bo to w głównej mierze na niej skupia się „Gra o tron”.

„Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, 
a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.”

Jednak fabuła jest zdecydowanie bardziej rozbudowa. Autor daje nam doskonale poznać bohaterów, pozwala się z nimi zżyć, niekiedy jednak nie na długo. Właśnie to jest tu najgorsze, w wielu książkach główni bohaterowie cały czas żyją szczęśliwie, co prawda trafiają im się niebezpieczeństwa, tracą najbliższych lub napotykają inne nieszczęścia, ale ŻYJĄ. Tu nie możemy być tego pewno, do końca nie wiadomo, kto będzie żyć, a kto umrze. To jeden z ogromnych plusów twórczości G.R.R. Martina potrafi wstrząsnąć czytelnikiem.

„Dziewczyny dostają herby, lecz nie dostają mieczy. Bękartom daje się miecze, ale nie herby.”

Wiem, że z serialu, ale musiałam... 
Bohaterowie powieści byli dla mnie bardzo realistyczni, posiadali cechy ludzi, którzy według mnie podobnie zachwycaliby się w czasach porównywalnych do średniowiecza, jak te w powieści. Większość narratorów odbierałam pozytywnie, nawet mimo mojej niechęci do Catelyn, muszę powiedzieć, że ona również była doskonale wykreowana. Zachowywała się nie do zniesienia, ale nie mogę zarzucić nic autorowi, bo sądzę, że taka miała być. Reszta postaci przypadła mi do gustu. Ogromnie polubiłam Tyriona, dzięki jego szczerości i odmienności. Muszę się Wam przyznać, ze przed przeczytaniem miałam za sobą już trzy sezony serialu, więc wiedziałam już co nieco o postaciach. W filmie jednak nie byli oni tak dobrze wykreowani, no może poza Turionem, którego zawsze lubiłam. Reszta była bardziej płytka, aktorzy grali dobrze, ale jednak książka to książka jej nic nie przebiję.

„Theon Greyjoy zauważył kiedyś, że Hodor nie ma pojęcia o wielu rzeczach, lecz z pewnością zna swoje imię. Stara Niania zachichotała, kiedy Bran opowiedział jej o tym, i wyznała, że prawdziwe imię olbrzyma brzmi Walder.”

Wspomniałam wcześniej, że akcja rozgrywała się w czasach, które określiłabym jako średniowiecze. Realia epoki były zachowane. Jednak nie o tym chciałam wspomnieć. Miejsce akcji, a właściwie kraina jaką wykreował Martin jest niezwykle dobrze wykreowana, poznajemy ogromne połacie terenu, a jak wiem z serialu, to wciąż nie koniec. Będą się wciąż pojawiać nowe miejsca. Opisy, które stosował pisarz były obrazowe, mogły pomóc w wyobrażeniu sobie miejsc dziania się zdarzeń, jednak nie było ich tyle, by nużyły.

„Czerwona Twierdza daje schronienie dwóm rodzajów ludzi(...). Tym, którzy pozostają lojalni wobec królestwa, oraz tym, którzy okazują lojalność jedynie wobec siebie samych.”

Warto też wspomnieć o licznym intrygach dworskich, jakie mają miejsce właśnie w Czerwonej Twierdzy. Najciekawsi bohaterowie, najbardziej sprytni i perfidni właśnie w niej znaleźli swoje schronienie. Właściwie cała najważniejsza akcja skupia się na tym miejscu, to tam są podejmowane najważniejsze decyzje i odgrywają się wydarzenia najbardziej istotne dla zdarzeń. Zakończenie książki pokazuję, że choć teraz działo się tam wiele, to jeszcze nie jedno się zdarzy.


 Przez jej dużą objętość książkę czyta się dość długo, jednak nie jest to odczuwalne. Teraz po skończeniu wciąż rozmyślam, co będzie dalej, chcę jak najszybciej przeczytać trzy pierwsze części, by móc poznać zdarzenia dalej niż działy się w serialu. Jak widać więc, czytanie tego tomu nie było męczące i pozostawiło pewien niedosyt, bo oczywiste jest to, że nie jest to jeszcze historia skończona. Niedosyt powoduje, że chce się czytać dalej.

Niezwykle cenię Pana Martina za to, że mogliśmy poznawać nie tylko wydarzenia, które działy się w teraźniejszości, ale również, co działo się wiele lat temu. Dzięki temu mogłam poznać dokładnie historie Siedmiu Królestw, rządzące nimi prawa i zwyczaje. Miałam doskonały obraz na historie rodów, to dopełniało jedynie obrazu działa.

„Każdy siniak to nowa lekcja, a każda nowa lekcja czyni nas lepszymi.”

Na koniec chciałabym się wypowiedzieć na temat okładki. Moja biblioteka posiada jedynie starą wersję okładki, czyli jak sądzę Jona Snow, nie mam jej nic do zarzucenia. Moim zdaniem pasuję ona do treści książki, a do tego jest wykonana dokładnie, szczegóły są odwzorowane bardzo realistycznie. Oceniając ją teraz, podoba mi się. Druga wersja to zaczerpnięty z serialu obraz Neda Starka na Żelaznym Tronie, w serialu prezentuję się on spektakularnie, jednak teraz czytając książkę wyobrażałam go sobie trochę inaczej. Mimo wszystko ten serialowy nadal mi się podoba.

„Gra o tron” to doskonała książka z działu fantastyki. Ma w sobie niesamowity klimat, wprowadza czytelnika w niezwykły, często okrutny świat i nie pozwala o nim zapomnieć. Dzięki jej objętości czytelnik może dokładnie zanurzyć się w historie i dokładnie jej poznać. George Raymond Richard Martin stworzył żywą opowieść, w której większość czytelników znajdzie coś dla siebie.

Ocena: świetna

Autor: G.R.R. Martin
Tom: I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 778
Cena: 49 zł
Data przeczytania: 2013-11-23
Skąd: biblioteka publiczna

Cykl Pieśń Lodu i Ognia: 
Gra o tron  ---  Starcie królów  ---  Nawałnica mieczy: Stal i śnieg  ---  Nawałnica mieczy: Krew i złoto  ---  Uczta dla wron: Cienie śmierci  ---  Uczta dla wron: Sieć spisków  ---  Taniec ze smokami cz.1  ---  Taniec ze smokami cz. 2  ---  The Winds of Winter  --- A dream of Spring



Książka przeczytana do wyzwania:


_______________________________________________________
Zapraszam na mój FP na FB. klik!

sobota, 23 listopada 2013

Chwila dla widza - film "W pierścieniu ognia"

"Pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem"

Dokładnie rok temu miałam przyjemność oglądać ekranizację mojej ukochanej serii z działu antyutopii, czyli „Igrzysk śmierci”. Oglądałam ją z wielką przyjemnością, film okazał się naprawdę dobrze nakręcony, miał pewne niedociągnięcia, pewne zmiany, ale wzbudził we mnie pozytywne uczucia. Rok to naprawdę długi okres czasu. Dla osoby w moim wieku jest to prawie wieczność, gdy z wielką niecierpliwością czeka się na coś, co bardzo chce się zobaczyć, poznać. Właśnie tyle czasu musiałam wyczekiwać premiery „W pierścieniu ognia” wspominanego wyżej tytułu. Jednak czekanie się opłaciło! Właśnie dziś jestem po seansie. Olać lekcje, olać sprawdzian z historii, czas na moje wrażenia!

Po wygranej w 74. Głodowych Igrzyskach Katniss Everdeen i Peeta Malark mają udać się na 12-dniową trasę po wszystkich dystryktach. Prezydent Kapitolu Snow nakazuję Katniss, by uważała na słowa, które wypowiada podczas podróży. Wygrywając wraz z Peetą zawody dziewczyna wzmocniła chęć uwolnienia się spod władz żyjących w strachu mieszkańców. Snow nie chcę wybuchu kolejnej rewolucji. Katniis pod groźbą utraty najbliższych stara się nie dać władcy żadnych powodów do wykonania swoich obietnic. Jednak czy jej się to uda? Co stanie się z nią i Peetą? Czy ich Głodowe Igrzyska dobiegły już końca?

Po pierwsze jestem oczarowana i jeszcze szaleję po tej ekranizacji, więc z góry za wszelkie głupoty, niedopowiedzenia, nieskładne wypowiedzi i inne tego typu aspekty przepraszam. Wchodząc na seans nie wiedziałam, czy film mi się spodoba. Liczyłam na dobrą zabawę, a otrzymałam coś znacznie lepszego. Twórcy postarali się jak najlepiej oddać klimat książki, zachowania bohaterów, a jeśli już jakieś sceny dodawali lub lekko zmieniali, według mnie roboli to na ogromny plus. Ale może wszystko po kolei, bo powstaje bałagan.

Początkowa akcja przebiega w dystrykcie 12., ukazany od został jako obraz nędzy i biedy, niezwykle trafnie ukazywał to, jak żyli zwykli ludzie, a jak od tego momentu żyli zwycięzcy Igrzysk. Różnice nawet w tak niewielkim odstępie pokazują, jakimi prawami rządzi się Kapitol i co chwali. Razem z Katniss i Peetą poznaliśmy również, jak wyglądają inne dystrykty, a przynajmniej część z nich. Całkowicie odmienny świat przedstawiał natomiast Kapitol, tu wszystkiego było pod dostatkiem, tu mieszkańcy wymiotują tylko po to, by spróbować wszystkich dań na przyjęciu. Dzięki temu, że widzieliśmy najpierw wszystkie dystrykty, później zaś Kapitol, różnice były jeszcze bardziej widoczne i aż kuły w oczy.
Na koniec zostawałam najbardziej niezwykły krajobraz, a mianowicie arenę. Miejsce walki zostało przedstawione niezwykle dokładnie, każdy szczegół zachwycał i przyciągał spojrzenie. Obrazowość niebezpieczeństw, piękno przyrody, które ukazuję swoją prawdziwą, mniej łagodna naturę, mnie wprost zachwyciło. Myślę, że twórcy starali się odtworzyć każdy szczegół i nadać historii więcej dramaturgii, co według mnie właśnie dzięki tym zabiegom osiągnięto.


Oczywiście nie tylko scenografia potrafiła niezwykle pozytywnie wpłynąć na widza, dla mnie doskonale ukazano również bohaterów. Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie główni, czyli Katniss i Peeta. Dziewczyna odegrała swoją rolę niezwykle realistycznie, naprawdę mogłam się wczuć w jej uczucia i zrozumieć, co przeżyła. Jennifer Lawrence pokazała, że potrafi zagrać na niezwykle wysokim poziomie. Niekiedy potrafiła przerazić, niekiedy rozbawić, czasem jej współczułam, a czasem cieszyłam się razem z nią. Myślę, że to właśnie jej charakter, jej gwałtowność i emocjonalność została najlepiej oddana. Jednak inni bohaterowie też nie zostają w tyle. Peeta był bohaterem, którego w książce nie polubiłam najbardziej, denerwowała mnie jego ciamajdowatość i to, że zachowywał się mało męsko. W filmie natomiast byłam zachwycona grę aktora odkrywającego jego rolę. Sądzę, że niekiedy taką postać trudniej jest oddać niż silny i zdecydowany charakter. Mimo jego wad, polubiłam go, zmieniam, co do niego jego nastawienie, może podobnie sprawa będzie się miała, przy ponownym przeczytaniu książki, zobaczymy.


Jednak obsada to nie tylko postacie główne, ale również całą grupa stojących za nimi postaci drugoplanowych i epizodycznych. Naprawdę rzadko zdarza się, że tło historii było tak doskonale wykonane. Wszyscy aktorzy według mnie spisali się znakomicie. Mimo pojawiania się nawet na krótki czas mogłam doskonale poznać ich charaktery. Już po sposobie zachowania, postawie mogłam wyczuć, jaka ta osoba jest. Na szczególną moją uwagę zasłużył Gale. Zdecydowanie był on lepiej przedstawiony niż w pierwszej części. W tomie mimo, że  chyba nawet było go więcej, wydawał mi się płytki, tu dodano mu głębi. Niezwykle pozytywnie wpłynęła na mnie postać Johanny. Aktorka niezwykle odegrała tą zadziorną i pewną siebie postać. A do tego scena z windą i krzyki na prezentacji i arenia, rozwaliła mnie na łopatki. Dodawała całej tej historii humoru i lekkości, bo reszta historii raczej nie pozostawiała nam wiele pozytywnego myślenia. Na koniec pozostawiłam niezwykle barwną postać, a mianowicie Finnicka. Po pierwsze niesamowicie przystojny, ale to tylko taki miły dodatek. Postać oryginalna, pewna siebie, lubię takie osobowości. Fragment z kostką cukru i w decydującej scenie na wielki plus. 

O bohaterach mogłabym pisać jeszcze i pisać, bo naprawdę aktorzy odegrali swoje role znakomicie. Nie było takiej postaci, która nikła by w tle, każdy w jakimś stopniu się wyróżniał i zachowywał charakter i oryginalność.


Dzięki dobrej grze aktorskiej doświadczyłam niesamowitej gamy uczuć podczas oglądania filmu. Po pierwsze wzruszenia i smutek. Film był osadzony w tych sferach, dało się odczuć, ze to nie jest tylko zabawa, że tu chodzi o coś więcej. Najbardziej jednak wybiła się tu scena z Dystruktu 12, rzadko oglądając film zdarza mi się płakać, tym razem nie miało to miejsca, ale łzy zbierały się w moich oczach, dzięki barwnym opisom Katniis mogłam sobie wyobrazić Rue, leżącą wśród kwiatów. Naprawdę smutny obraz. Kolejnymi uczuciami była radość i humor, który odczuwałam w większości scen z Johannną i Haymitchem. Obie te postacie dodawała polotu i lekkości, o której wspominałam już wcześniej. Potrafili nieźle rozładować napięcie. Niekiedy czułam przerażenia, a przecież wiedziałam już, co stanie się z bohaterami, jak potoczą się ich losy, emocji nie zabrakło. Jednak to oczywiście nie wszystko. Podczas seansu na mojej twarzy musiała pojawiać się pewnie cała gama uczuć, zaskoczenie, lęk, zachwyt, to tylko niektóre towarzyszące mi reakcje.

Skoro mowa o zachwytach, niezwykle podobały mi się stroje, które mieli na sobie bohaterowie. Zdecydowanie kreacje Katniss z tej części biły na głowie jej stroje z poprzedniej historii. Cinna spisał się znakomicie. Suknia ślubna sama w sobie była niesamowita, ale to co z niej powstało... Było na co popatrzeć. Jednak to nie wszystko. Chciałam też wspomnieć o strojach mieszkańców Kapitolu. Ich nietuzinkowość mnie wręcz bawiła, te kolory, fasony, style. Szaleństwo! Prym w tym wszystkim wiodła oczywiście Effiie. Ta kobieta ma styl.


Podsumowując, film okazał się niezwykłą przygodą. Poczułam się jakbym naprawdę przeżywała historię wraz z Katniss i innymi bohaterami. Seans okazał się niesamowitym przeżyciem, wiele scen niezwykle mnie zachwyciło. Jak pewnie widać po recenzji wciąż jestem pod wpływem pozytywnego szoku. Myślę, że jak do tej pory był to najlepszy film tego roku, jaki udało mi się obejrzeć. Ogromnie pozytywne zaskoczenie. Pozostaje mi tylko liczyć, ze podobnie będzie się miała kwestia kontynuacji. Trzymam za to kciuki i wyczekuję jej z niecierpliwością.


Ocena: świetna

Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
Część: II
Produkcja: USA
Czas trwania: 2h 26 min
Data premiery: 11 listopada 2013 (świat), 22 listopada 2013 (Polska)
Data obejrzenia: 2013-11-23
Bohaterowie: 


Jennifer Lawrence-Katniss Everdeen
Josh Hutcherson-Peeta Mellark
Liam Hemsworth-Gale Hawthorne
Woody Harrelson-Haymitch Abernathy
Elizabeth Banks-Effie Trinket
Lenny Kravitz-Cinna
Philip Seymour Hoffman-Plutarch Heavensbee
Jeffrey Wright-Beetee
Stanley Tucci-Caeser Flickerman
Donald Sutherland-Prezydent Snow
Toby Jones-Claudius Templesmith
Jena Malone-Johanna Mason
Sam Claflin-Finnick Odair

Trailer:

czwartek, 21 listopada 2013

Dom Hadesa

Są autorzy, na których książki czeka się za długo, a czytelnicy wyczekują ich z ogromną niecierpliwością. Takim autorem, przynajmniej dla mnie, jest Rick Riordan. Miałam to szczęście, że serię o Percym Jacksonie czytałam już w całości, ksiązki zaraz po sobie, gdyż wszystkie wyszły już na rynek, kiedy zaczynałam moją przygodę. Taka sama sytuacja miała miejsce z Kronikami Rodu Kane, niestety z Olimpijskimi herosami było inaczej. Nie tak dawno, bo w wakacje udało mi się przeczytać trzy książki z cyklu, jednak „Dom Hadesa”, czyli czwarty tom miał się ukazać dopiero w październiku. Tygodnie okropnie się dłużyły, ale w końcu książka za mną. Teraz mogę powiedzieć, że nie mam pojęcia, jak wytrzymam do wydania piątej części, przecież to będzie dopiero za rok. Ale nie rozmyślamy o przykrych kwestiach, czas wypowiedzieć się na temat tej historii.

Pamiętacie, co zdarzyło się w poprzednim tomie?
Percy z Annabeth walcząc o uratowanie posągu Ateny z Partenon trafiają do Tartaru, miejsce, z którego jeszcze żaden heros nie wyszedł żywy. Wycieńczeni, lecz nie bez szans, wyruszają na poszukiwanie Wrót Śmierci. Po powierzchni zaś reszta załogi Argo II, próbuję dostać się do tego samego miejsca, lecz od powierzchni. Tylko w ten sposób przyjaciele będą mogli zamknąć wyjście z Tartaru. Ale czy im się uda? Czy walka z Gają okażę się dla nich zbyt dużym wyzwaniem? Czy Annabeth i Percy znajdą wyjście?

„Wiatr, który wieje bez celu, nikomu nie służy.”

Działa się, oj działo się. Wciąż rozmyślam, jak to się dalej rozwinie. Tyle ciekawych wątków, które mogą być oceniane jako poboczne zostało rozpoczętych, tyle zdarzeń. Ale o tym za chwilę. Zacznę od narracji. Rozkłada się ona między wszystkich, siedmiu herosów, który od początku uczestniczyli w wyprawie. Punktem stałym są narracja Annabeth i Percy’ego, one zawsze występują w tej samej kolejności, natomiast fragmentu z punktu widzenia innych półbogów występują, po pierwsze rzadziej, po drugie są nieuporządkowane. Mam jednak pewne ale. Związane jest ono z brakiem narracji Nica. Myślałam, ze skoro sam tytuł w dużej mierze łączy się z jego postacią i na reszcie bierze czynny udział w akcji poznam jego punkt widzenia, jednak niestety. Autor nie dał mi tej radości, a Nico nadal pozostaje postacią najbardziej tajemniczą i skrytą, mimo odkrytego sekretu...

„Umarli widzą to, w co wierzą, że zobaczą.
Tak samo jest z żywymi. To cały sekret.”

Właśnie sekret Nica. Nie mogę z nim dłużej czekać. Gdy tylko o nim przeczytałam zaczęłam skakać z radości, prawie krzyczałam tak, tak! Jeśli mogłam go bardziej polubić, to właśnie teraz to się stało. Kompletnie nie spodziewałam się, że ten młody chłopak nosił w sobie tak wielką tajemnice. A di tego jestem kompletnie zaskoczona, że autor wprowadził taki wątek, bo wcześniej kompletnie mu się to nie zdarzało. Myślę, że tymi kilkoma zdaniami nic nie zdradziłam, ale uwierzcie mi na ten temat naprawdę trudno mi się nie wypowiedzieć, gdyż wciąż pozostaje w wielkiej euforii. Uwielbiam Pana Riordana za takie niespodzianki.

Teraz skoro już, że tak powiem, się wykrzyczałam, mogę zabrać się za inne kwestie. Bardzo niepokoiło mnie to, że bohaterowie zostali podczas tego tomu rozdzieleni. Percy i Anabeth sami w Tatarze, zaś reszta ekipy próbowała do nich dotrzeć. Dotąd autor nie serwował nam takich niespodziewanych i stresujących sytuacji, zawsze większość wydarzeń kończyła się właśnie z końcem książki. Ta seria jednak nie tylko łączy się głównych wątkiem z całością, a naprawdę trzyma w napięciu. Do tego masa niespodzianek i te niby nieistotne wątki, które tak cieszą czytelnika. Zdecydowanie mogę do tego zaliczyć powiązanie z tomami Percy’ego Jacksona, właśnie czytałam czwartą część i proszę pojawiały się wampirzyce, diabelski piesek... Niby drobne niuanse, ale mnie ogromnie cieszyły, bo czułam, że historia wciąż trwa, że autor nie zapomniał o poprzednim cyklu.

„- Co... czego chcecie? – zapytała Annabeth, starając się, by ton jest głosu wzbudzał zaufanie.
- Czego chcemy? Przekląć was! Zniszczyć tysiąc razy w imię Matki Nocy!
-Tylko tysiąc razy? – mruknął Percy. – Co za ulga, bo już myślałem, że mamy kłopoty.”


Mimo trudnej sytuacji bohaterów, Pan Riordan wciąż nie ucieka od humoru. Moim zdaniem własnie w tych najcięższych próbach było go najwięcej. Niedościgniony Leo, zawsze wie, co kiedy powiedzieć, jednak również inni bohaterowie bardzo często rozładowują napięcie. To stało się dla mnie wręcz wizytówki pisarza.

Bardzo podobały mnie się nowe postacie, które pojawiły się w tym tomie, polubiłam praktycznie wszystkich, oczywiście tych, którzy stawali po stronie przyjaciół. Niesamowicie dobrze wykreowaną postacią był dla mnie tytana Boba. Autor pokazał tworząc go, że możemy wybrać swoją drogę, że to od nas zależy, jak będziemy kreować swój los. Niezwykle pozytywny przekaz w tak nietuzinkowym wątku. Również inne postacie dopełniały obraz książki, niektóre tajemnicze jak czarodziejka Hekate, zabawne, czy łączące w sobie przeciwieństwa. Widać, że pisarz nie skupia się jedynie na głównych postaciach i ich charakterach, a tworzy cały, boski świat. Dla mnie jest on niezwykle obrazowy, a czytanie o nim sprawia niezwykłą przyjemność.

„Tak... myślę, że chodzi o minuty...- Bob pogładził srebrną
czuprynę. – W Tartarze trudno określić czas. Jest inny.”

Skoro wspomniałam o kreacji świata, może czas powiedzieć trochę o miejscach, w jakich działy się wydarzenia. Oczywiście, sporo zdarzeń miało miejsce w Hadesie. Percy i Annabeth musieli tam przejść wiele prób. Miejsce okrutne, niebezpieczne, dla herosów miejsce, niezwykle niebezpieczne, wszystko było tam stworzone po to, by im przeszkodzić, po prostu by ich zabić. Nadal w mojej wyobraźni pojawiają się obrazy płonącej rzeki oraz pojawiających się znikąd potworów. Jednak nawet tak straszne miejsce ma też w sobie oazę, w której choć na krótki czas mogą skryć się półbogowie.

Druga część drużyny większość swojej wędrówki pozostaje na Argo II. Wciąż napotykają w drodze wiele niebezpieczeństw. Tu jednak pojawia się fragment, który zapamiętam na długo, a mianowicie dotarcie do Ogigii. Znów wątek z „Bitwy w labiryncie”, jednak tu zdarzenia przybiegają odmienny obrót. Znów było mi niezwykle żal biednej Kalipso. Mam nadzieję, że jej wątek jeszcze powróci.

Pisząc tę recenzje zapomniałabym o jednej, ważnej kwestii, a mianowicie o opowiadaniu "Syn Sobka". Jest to krótka historia, w której Carter, bohater Kronik Rodu Cane, spotyka Percy'ego. Razem stawiają oni czoła bestii, która kryję się właśnie pod tytułem opowiadania. Historyjka mimo swej długości bardzo mi się spodobała. Takie połączenie światów było niezwykle, aż czułam to napięcie między bohaterami. Liczę, że autor jeszcze jakoś rozwinie ten wątek, bo to spotkanie nie może zostać pominięte w innych książkach autora, tak być nie może. Choć sama sobie to wmawiam. Liczę, że autor jeszcze ie raz pokusi sie o takie miłe niespodzianki dla czytelników. 

Na koniec kilka słów o okładce. Większość okładek z tego cyklu niezwykle mi się podoba, to samo tyczy się również tej historii, bo ja widzę już w swojej głowie, że to nie koniec, że to nie jest jakiś obrazek wyrwany z kontekstu. To jest część opowieści, która trwa nadal...

Podsumowując, jestem niezwykle oczarowana lekturą tej książki. „Dom Hadesa” tak jak poprzednie tomy serii jest dla mnie odskocznią od codzienności i tylko, gdy po niego sięgnęłam nie liczyło się nic innego. Kocham wszystkich bohaterów, uwielbiam o nich czytać, bo wtedy właśnie odczuwam, jakbym była z nimi. Pisząc te recenzje nie mogłam zebrać myśli, po pierwsze miało na to wpływ oddziaływanie książki, po drugie mój brak czasu i okładanie pisanie na długi czas. Nie przedłużając więc pewnie domyślacie się, że Pan Rick znów mnie oczarował, mam nadzieję, że z wydaniem kolejnego tomu nie będzie on zwlekał długo, tom piąty Olimpijskich herosów będzie jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek roku 2014.

Ocena: świetna

Autor: Rick Riordan
Tom: IV
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 590
Cena: 39,90zł
Data przeczytania: 2013-11-02
Skąd: własna biblioteczka

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny --- Dom Hadesa --- The blood of Olympus + Pamiętniki herosów


Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Złodziej pioruna --- Morze potworów --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów + Przewodnik po świecie herosów


Książka przeczytana do wyzwań: