czwartek, 31 października 2013

Podsumowanie pażdziernika


Witam Was wszystkich, w ten ostatni październikowy dzień.
Czas na podsumowanie.

Dziękuję Wam serdecznie za każde odwiedziny i pozostawiony na moim blogu komentarz, każdy taki odzew na moje opinie jest dla mnie ogromnie miły i wielce mnie cieszy. Jeszcze raz dziękuję.


Liczba moich obserwatorów: 141 (wzrosła o 15)
Liczba wyświetleń bloga: 17581 (wzrosła o 2244)

Najczęściej odwiedzany post: Stosik #14 (55 odsłon)
Liczba dodanych postów: 13 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 4133
Liczba stron dziennie: 133
Liczba książek przeczytanych po raz pierwszy: 8
Liczba książek powtórzonych: 2

Lista książek przeczytanych we wrześniu:

1. "Harry Potter i Książę Półkrwi" J.K.Rowling [recenzja podsumowująca tomy wkrótce]
2. "Wojna w blasku dnia t.2"(Demoniczny Cykl) Peter V. Brett [zrecenzowane]
3. "Ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk [zrecenzowane]
4. "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk [zrecenzowane]
5. "Pięć małych świnek" Agata Christie [zrecenzowane]
6. "Dziedzictwo"(Wybrani)  C.J.Daughery [do napisania]
7. "Lewiatan" (Upadli) Piotr Sniegocki [zrecenzowane]
8. "Anioły i demony" Dan Brown [do napisania]

Przeczytane mangi:
1-10. "Hellsing" Kochta Hirano [zrecenzowane]


Lista książek powtórzonych(przeczytanych kolejny raz):

1. "Kamienni strażnicy"(Ulysses Moore) Pierdomenico Bacclario [zrecenzowane]
2. "Klątwa tytana"(Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy) Rick Riordan [w trakcie pisania]


Najlepsza książka miesiąca: 
"Wojna w blasku dnia t.2", "Harry Potter i Książę półkrwi", "Anioły i demony"
Najgorsza książka miesiąca: "Lewiatan"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Dziedzictwo"
Największe rozczarowanie: -
Liczyłam na więcej:  "Pięć małych świnek"


Filmy i seriale obejrzane w tym miesiącu:
1. "Iluzja" (w kinie) [zrecenzowane]

2. "Poradnik pozytywnego myślenia" [zrecenzowane]
3. "Wałęsa- człowiek z nadziei"(w kinie) [niezrecenzowane]



Moimi czytelniczymi planami na ten miesiąc jest przeczytanie jednego kryminału Christie, skończenie Harrego Pottera(została mi ostatnia część), przeczytanie co najmniej dwóch książek, które wypożyczyłam z biblioteki i z trzech własnych pozycji(ostatnio naliczyłam, że mam aż 30 nieprzeczytanych książek), czas się za nie wziąć. Do tego muszę regularniej dodawać recenzje, bo ostatnio trochę z tym szwankuję. Możecie obwiniać szkołę. Miałam też taki plan, by raz w miesiącu dodawać recenzje jakiejś mangi, ale to nie wypali, bo moja przyjaciółka obecnie nie ma nic skompletowanego, a wolałabym od razu skończyć zaczętą serię. Skoro na blogu powstał kącik czytelniczy, to mogę zdradzić, że w tym miesiącu wybieram się na co najmniej dwa filmy. Jeden już we wtorek, będzie to film bez dialogów, co bardzo mnie ciekawi, ostatni film z Akademii Filmowej mi się spodobał, ale jak będzie tym razem? Do tego już od roku planuję wybranie się na drugą część "Igrzysk" i myślałam też o "Krainie lodu", ale nie wiem, czy to w końcu wypali, więc jeszcze nie wiem, jakie recenzje dodam na pewno.

Muszę się też Wam pochwalić, że w tym miesiącu minął rok od założenie tego bloga. Doskładnie 3 października 2012 rozpoczęłam moją przygodę z publikowaniem moich recenzji, niekiedy lepszych, niekiedy gorszych. Nie chcę się zbytnio rozpisywać, ale serdecznie Wam dziękuję za czas ze mną spędzony i za wszystkie odwiedziny. Na pewno postaram się przygotować dla Was konkurs, ale będzie on miał miejsce dopiero w grudniu. Dlaczego? A to dlatego, że bloga, co prawda założyłam w październiku, ale regularne komentowanie zaczęłam dopiero w grudniu. Jakoś tak się złożyło. Mam nadzieję, że teraz nie będę miała tak długich przerw.  



Ale koniec moich rozważań. Lepiej Wy pochwalacie się, jak Wam minął miesiąc? Jakieś plany na listopad? 


Pozdrawiam, 
Patrycja

PS. Uwierzycie, że czekam już pół roku na "Grę o Tron" z biblioteki... 
To niewybaczalne, przecież zima się zbliża. ;)



środa, 30 października 2013

Hellsing(manga) [po raz drugi]

Jakiś czas temu dodawałam już recenzje mangi zatytułowanej Hellsing, zrobiłam to po przeczytaniu pierwszego tomiku, później przeczytałam jeszcze jeden i na tym stanęło. Przerwałam nawet nie wiem dlaczego. Po około półrocznej przerwie ponownie zabrałam się za czytanie, tym razem piszę do Was skończywszy już wszystkie dziesięć tomów. Jak zmieniali się bohaterowie? Jak potoczyły się wydarzenia? Czy historia była warta przeczytania?

Niewielka, spokojna wioska położona w Anglii. Do małego kościółka zostaje przydzielony nowy kapłan, początkowo wszystko toczy się dobrze, ale do czasu.... Okazuję się, że od pojawienia się księga w miasteczku zaczynają dziać się niecodzienne zdarzenia, zaczynają ginąć ludzie. Zachowanie księdza, jak zaczynają zauważać mieszkańcy, również przedstawia się dość dziwnie. Kapłan nie wychodzi w dzień z kościoła, a jeśli już wychodzi z niego okryty, unika słońca i mało rozmawia z ludźmi, czy w takich okolicznościach powinno się zacząć bać?
Miejscowa ludność postanawia prosić o pomoc policję oraz zespół do zadań specjalnych, Hellsing. Jest to anglikańska organizacja stworzona do walki z wampirami, istotami okrutnymi, wysysającymi krew ze swych ofiar, nie znających litości. Na czele stowarzyszenia stoi Integra Hellsing, pod której rozkazami stoi najniebezpieczniejszy wampir świata, Alucard. Nieśmiertelny, prawie niemożliwy do zabicia krwiopijca służy swojej pani w każdej sytuacji. Tym razem jego zadaniem zostało zabicie zabójcy podszywającego się pod kaznodzieje. 


Jeśli myślicie, że to koniec wydarzeń to grubo się mylicie. Jest to jedynie streszczenie pierwszego tomu mangi autorstwa Kochty Hirano. „Hellsing” jest historią w głównej mierze skupiającą się na wampirach, w końcu sam główny bohater nim jest, jednak tematyka jest bardzo zróżnicowana, można tu znaleźć konflikty religijne, walki miedzy anglikanami, a katolikami, spory między nazistami i Anglikami, tego poza wampirami, mamy tu wiele innych niesamowitych istot, które pojawia się w kolejnych coraz to dalszych tomach. Autor cały czas zaskakuję czytelnika czymś nowym, nie można się nudzić.

Fabuła poprzez wspomniane powyżej elementy niekiedy może wydawać się zawiła, spory między stronami konfliktów często się zmieniały, zawierani sojusze lub po prostu walczono ze wspólnym wrogiem, ciekawe jest to, że to Anglikanie zawsze najwięcej obrywali. A że główni bohaterowie pochodzili właśnie z Wielkiej Brytanii mieliśmy obraz prawie na wszystkie zdarzenia. Ciekawe jest również to, że taka mieszanka w ogóle mogła mi się spodobać. Gdy teraz myślę, co autor tam wpakował, choć bardziej mogłabym myśleć, czego nie dodał, to aż się temu dziwię. Jest tego masa. Taka gama tematów jest trudna to połączenie, a już szczególnie do takiego zaserwowania, by nie wywołana przesytu. Myślę, że tu tak nie jest, choć niekiedy, miałam wrażenia, że autor przesadza, że już za dużo.


Czas teraz na postaci, które według mnie są dużym pozytywem serii, trudno by w tak krótkiej historii, bo jednak każda manga, a nawet seria przekazuję mniej niż normalna książka. Mimo wszystko charaktery bohaterów zostały doskonale wykreowane, co zasługuję na dużą pochwałę. Zdecydowanie jednak na tle wszystkich, już jakże kolorowych, barwnych postaci, widzimy jednego, niezwykłego, niepokonanego wampira. Alucard, bo o nim mowa, jest krwiopijcą w każdym calu, nie waha się zabić każdego, kto stanie mu na drodze, nie ma oporów przed picie krwi i zabijaniem niewinnych. Postać silna, zdeterminowana i niecodzienna, wyróżniająca się specyficznym humorem, nienagannymi manierami i niezwykłą klasą. Sługa Integry, który jest w stanie spełnić każde jej zadanie. Myślę, że ten wampir na długo pozostanie w mojej pamięci, bo tak silnych osobowości się nie zapomina.


Warto wspomnieć też o postaciach lekko odsuniętych na dalszy plan, jakimi są kobiety Viktoria i Integraf, obie panie wyróżniają się również ciekawie wykreowanymi charakterami. Integraf jest kobietą, która wie, czego chcę, jest silna i nie przebiera w środkach. Jest właściwą osobą na właściwym miejscu, polubiłam ją. Seras natomiast początkowo nie trafiłam, zagubiona owieczka w wielkim, złym świecie. Była nudna i nie potrafiła odnaleźć się w danej jej sytuacji, co z drugiej strony było bardzo realne, myślę, że nikt by nie potrafił się w tym odnaleźć, ale... Właśnie wszystko się zmieniało. Viktoria się zmieniła. Walczyła jak mało kto i pokonała opory, naprawdę pozytywna zmiana.


Czas na punkt, który zawsze będę poruszać podczas recenzowania mang, a mianowicie kreska. Podczas wcześniejszego czytania, czyli dwóch pierwszych tomów jakieś pół roku temu, nie miałam żadnego porównania, jednak to się zmieniało. Teraz gdy czytałam je wszystkie po kolei miałam wrażenie, że kreska autora zaczyna się poprawiać z każdym tomem, coraz lepiej zostawały przedstawione postaci i wydarzenia. Jednak muszę zwrócić uwagę na pewien mankament, który mnie osobiście denerwował, a były to jakby dziecinne obrazki, czyli takie uproszczone obrazy postaci, bez cieni, pogrubień, można powiedzieć sam ołówek, nie były one częste, ale zdarzały się, co mnie w pewnym stopniu irytowało. Myślę, że można, by je pominąć i rysować normalnie, może bardziej czasochłonne, ale staranniej.



Podsumowując, Kochta Hirono stworzył ciekawą wizje świata, bohaterowie i zdarzenia były naprawdę ciekawe i oryginalne, niespotykane, jednak niekiedy zdarzały się momenty, które oceniłabym jako słabsze, myślę jednak, że nie było źle. Historia godna polecenia.

Ocena: bardzo dobra

Autor: Kochta Hirano
Tom: I-X
Wydawnictwo: Japonica Polonica Fantastica
Ilość stron: ok. 200
Cena: 17,00 zł
Data przeczytania: październik 2013
Skąd: pożyczone od znajomych 



Manga przeczytana do wyzwania:



PS. Przepraszam Was za moje nieregularne odwiedziny bloga, ale krucho u mnie z czasem. Wybaczcie, ale nie zdążyłam dziś odpowiedzieć na Wasze poprzednie komentarze nadrobię to jutro, bo po powrocie ze szkoły będę miała sporo czasu wolnego. Więc do napisania. ;)

niedziela, 27 października 2013

Chwila dla widza - film "Poradnik pozytywnego myślenia"

Myśl pozytywnie!

Pozytywne myślenie powinno być podstawą naszego życia. Chyba częściej jednak widzimy świat w czarnych, niewesołych barwach. Czy w odgonieniu ciemnych chmur pomoże „Poradnik pozytywnego myślenia”?

Ośrodek dla osób z zaburzeniami, Bradley stoi przed oknem i powtarza swoją mantrę. Liczy, że niedługo stąd wyjdzie. Przyjeżdża jego matka, minęło osiem miesięcy, jej syn może wrócić do domu. Terapia zakończona, ale czy wszystko jest w porządku?
Powrót do domu nie należy do łatwych, mężczyzna nie może pogodzić się ze stratą zony, nadal chcę ją odzyskać. W jego okolicznej miejscowości większość uważa go za wariata. Może tak jest naprawdę?
Podczas jeden z wizyt u znajomych, poprzez intrygę żony kolegi, poznaję Tiffany. Dziewczynę podobną do niego. Ich pierwszego spotkania nie można zaliczyć do udanych. Czy ich relacja ulegnie zmianie?

„Poradnik pozytywnego myślenia” obejrzałam, dzięki temu, ż namówiłam mamę na zakup płyty w biedronce. Często wypatruję tam interesujących mnie filmów, które wiem, ze mi się spodobają lub przynajmniej tak sądzę. Tym razem trafiłam dobrze. Jednak początkowo nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, wszystko zaczęło się trochę dziwnie. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Klimatem przypominało mi trochę szósty sezon Housa, a właściwie jego początek. Tam też wszystko zaczęło się w podobnym zakładzie. Jednak później wszystko rozgrywało się zdecydowanie inaczej.


Relacje rodzinne Pata było dość dziwne. To na pewno nie była normalna rodzina, zwłaszcza ojciec. Dla mnie był lekko, a niekiedy bardzo denerwującą postacią. Człowiek, który stawia wszystko na zakładach nie może być w pełni normalny, ale nie mówmy o nim. Główni bohaterowie, czyli Pat i Tiffany nie byli tacy, jak normalni bohaterowie, oni byli niecodzienni. Ich zachowanie, sposób mówienia, wygląd był całkowicie odmienny od reszty ludzi. Nie byli szaleni, ale lekko dziwni. On starający się na wszystko patrzeć pozytywnie, ona patrząca na świat jak przez ciemne okulary. Można powiedzieć, że z związku z charakterem prawie nic ich nie łączy. A jak zaprzyjaźniają się.


Postacie były naprawdę dobrze wykreowane, aktorzy potrafili ukazać ludzi z ich wadami, fobiami i szaleństwami, nawet drobnymi, ale znaczącymi. Oczywiście na duże oklaski zasługują główne postaci, które według mnie, sprawdziły się znakomicie. Ich relacja była ukazywana na różnych szczeblach, niekiedy zachowywali się jak dzieci, niekiedy jak dorośli. Mówili sobie to, co często ukrywamy, co boimy się powiedzieć. Ich szczerość była rozbrajająca. Tak samo zresztą jak bliskowzrocznoczność Pata.

Film jest historią przelaną z kart książki na ekran, nie miałam okazji zapoznać się z wersją papierową ów produkcji, ale myślę, że skoro film tak pozytywnie na mnie zadziałał, książka z godnie z zasadą, „książka zawsze lepsza od ekranizacji”, również musiałaby mi się spodobać. Liczę na to, ze kiedyś się z nią zapoznam. 

Czas spędzony na oglądaniu filmy był czasem naprawdę przyjemnym. Początkowo trochę się gubiłam, ale później wszystko wyszło na prostą. Jestem oczarowana niesamowitym odwzorowaniem przez aktorów silnych emocji kierującymi ich bohaterami i niekiedy ich odmienności. Mimo dość specyficznego tematu, w filmie nie zabrakło humoru, żartu i polotu. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.

Ocena: bardzo dobra

Reżyseria: David O. Russell
Scenariusz: David O. Russell
Część: -
Produkcja: USA
Czas trwania: 2h 03 min
Data premiery: 8 lutego 2013 (Polska) 
8 września 2012 (świat)
Data obejrzenia: 2013-10-12

Bohaterowie:
Bradley Cooper-Patrizio "Pat Jr." Solitano
Jennifer Lawrence-Tiffany Maxwell
Robert De Niro-Patrizio "Pat Sr." Solitano
Jacki Weaver-Dolores Solitano
Chris Tucker-Danny McDaniels
Anupam Kher-Dr Cliff Patel
John Ortiz-Ronnie

Trailer:

sobota, 26 października 2013

Lewiatan

Czasem czytamy taki początek serii, że po prostu chcemy o nim zapomnieć i nigdy do niego nie wracać. Jakiś czas temu wypożyczyłam z biblioteki książkę Thomasa E. Sniegoskiego zatytułowaną „Nefilim”. Historia ta rozpoczynała serię Upadli. Po jej przeczytaniu, po pierwsze ogromnie się cieszyłam, że jej nie kupiłam, a po drugie zastanawiałam się, dlaczego wypadłą ona tak słabo. Nie wracajmy jednak do tamtej książki, co chciałam o niej napisać wcześniej to już napisałam, czas na jej kontynuację. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego sięgnęłam po „Lewiatana” skoro pierwszy tom nie przypadł mi do gustu. Uważam, że seria ma potencjał, chciałam sprawdzić, czy jedynie pierwsza  powieść jest tak schematyczna i prosta. Zaraz więc dowiedziecie się, czy zmieniłam swoje wcześniejsze zdanie, czy może nadal pozostaje w gronie przeciwników cyklu.

Aaron stracił prawie wszystko i wszystkich, których kochał. Wie już kim jest, wie dlaczego spotykają go tak dziwne zdarzenia. Chłopak ma teraz tylko jeden cel, odnaleźć porwanego przez anioły brata i zakończyć tą nieprzyjemną historię. Czy jego nowopoznane instynkty Nefilima pomogą mu w poszukiwaniach, co napotka na swojej drodze?

Jak widzicie nie rozpisałam się zanadto w opisywaniu owej powieści. Jest to związane z tym, że po pierwsze nie chcę nic zdradzać, a po drugie to początkowo prawie nic się nie działo. Chłopak podróżuje z pomagającym mu Upadłym i gadającym psem, co jest już samo w sobie dziwne, ale o tym za chwilę. Autor początkowo skupił się nawet na tym, co jadł bohater. Ci, którzy widzieli druk w książce i odstępy między wersami widzieli, że tekst jest rozwleczony, przynajmniej ja to odczułam. A do tego pisarz skupia się na tak nieistotnych kwestiach. Dobra muszą jeść, ale po o pisać, co. Najbardziej zniesmaczył mnie jeden fragment, kiedy to autor z niezwykłą starannością zaczął opisywać, jakie konsekwencje ma ból brzucha psa. Jest to życiowa kwestia, ale po co opisywać gazy i wymioty psa albo jego wypróżnianie, to dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Tak samo ma się kwestia rozmyślań psa. Nie rozumiem, dlaczego autor tak skupia się, by nadal mu coraz więcej człowieczeństwa. Rozumiem połączenie z właścicielem, ale nie wiem, czy ten wątek do czegokolwiek prowadzi. Ja czułam się dość dziwnie, gdy czytałam narracje psa i jego ciągłą chęć zjedzenia czegoś, jak również wspomnienie wcześniej problemy żołądkowe. Warto też wspomnieć, że te fragmenty były niekiedy bardziej obrazowe niż te, które powinny opisywać istotne kwestie. Brakowało mi lepszych charakterystyk postaci oraz zjawisk, autor mało dawkował klimat. Jeśli już jakiś fragment mnie zaciekawił, autor od razu go wyjaśniał, nie musiałam długo czekać, nie było tej niecierpliwości, która często towarzyszy czytaniu zaskakujących powieści.

Ale koniec narzekania, mimo wszystko jednak skończyłam tą książkę. Druga połowa była zdecydowanie bardziej ciekawsza. Pojawiło się jakieś niebezpieczeństwo, znikły rozważania na błahe tematy, no po prostu zaczęło się coś dziać. Wydarzenia nie pędziły w zastraszającym tempie, ale jako czytelniczka nareszcie nie czułam zdziwienia, że o czym tak naprawdę jest ta książka. Pozytywnie zaskoczyły mnie opisy walki i taki drobny zagadkowy wątek, który moim zdaniem mógłby być bardziej przedłużony i rozwinięty, a nie tak szybko rozwiązany. Do tego zakończenie nie było już takie sztuczne. Jakoś tak potrafiłam się lepiej w nie wczuć.

Patrząc na objętość części pozytywnej i negatywnej czytelnik może wnioskować, że łagodnie mówiąc z lektury nie byłam zadowolona. To prawda, jednak po tym tomie liczyłam na ogromne dno, a autor zaskoczył mnie tym, że było po prostu średnio. Nie jest to książka wysokich lotów, nie ma w sobie tego czegoś, ale jeśli ktoś bardzo się nudzi może sięgnąć, ja ani nie odradzam, ani nie zachęcam.

Ocena: średnia

Autor: Thomas Sniegowski
Tom: II
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 304
Cena: 34,90 zł
Data przeczytania: 2013-10-20
Skąd: publiczna biblioteka

Seria Upadli:
Nefilim --- Lewiatan --- Raj utracony --- Dzień gniewu


Książka przeczytana do wyzwania:

PS. Wybaczcie brak jakichkolwiek cytatów, ale nic jakoś mi nie pasowało...
PPS. Znów przepraszam tym razem za brak odwiedzin, ale mam masę nauki, nie mam kompletnie czasu na wchodzenie na komputer. Jeśli już to dziennie góra pół godziny, więc nie starcza mi na nic czasu. Dziś znów byłam tak zmęczona, że po prostu zasnęłam i post został dodany, po północy, a nie po południu jak miałam w planach. Mam nadzieję, że jutro, a właściwie już dziasiaj, będzie lepiej i ze wszystkim się wyrobię. 

Pozdrawiam serdecznie, 
Patrycja

poniedziałek, 21 października 2013

Ja, anielica

Zmiana na lepsze?

Zaraz po przeczytaniu pierwszej części serii o Wiktorii Katarzyny Bereniki Miszczuk zabrałam się za drugą część trylogii zatytułowaną „Ja, anielica”. Pierwsza część rozbawiła mnie, wprowadziła w ciekawą i intrygującą historię, polubiłam prawie wszystkie postaci... Po tym wstępie wiecie, że długo nie musiałam się zastanawiać. Ale jak historia, teraz już byłeś diablicy, potoczyła się dalej? Skąd tytuł? Za chwilę postaram się Wam to przybliżyć.

„Czasami, Wiktorio, nawet anioły popełniają błędy”

Wiktoria, jak pewnie czytający pamiętają z poprzedniego tomu, została diablicą, jednak po licznych przygodach jej moc i status zostały jej odebrane. Straciła pamięć i wróciła na ziemię jako normalny człowiek. Od tamtego czasu minęło trochę czasu, Wiktoria jest teraz dziewczyną Piotrusia, o czym zawsze marzyła. Jest szczęśliwa, jednak coraz częściej odczuwa brak czegoś, czego nie potrafi wyraźnie określić. Dziwnym zbiegiem okoliczności dziewczyna często wpada na przystojnego nieznajomego, który podczas jednego ze spotkań daję jej jabłko. Dziewczyna przyjmuję prezent i udaję się do mieszkania Piotrka. Tam razem zjadają owoc, nagle wszystko wydaję się jasne...
Dziewczyna odzyskuję pamięć, a Azazel wraz z Belethem włączają ją do swojego nowego planu zdobycia miejsca w niebie. Czy diabelski plan wypali?

Przed przeczytaniem książki „Ja, anielica” liczyłam na większą ilość akcji, humoru i ciekawych wydarzeń. Po przeczytaniu jednak jestem lekko rozczarowana, czym najbardziej. Zdecydowanie początkiem, w części pierwszej w zdarzenia wciągnęłam się już od pierwszych stron, a tu wiało nudą, bez Beletha to już nie było to samo, więc ogromnie się ucieszyłam, gdy się pojawił, od razu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.  Ale wróćmy ponownie do minusów, zdecydowanie za dużo denerwującego Piotrusia, czy on kiedyś zniknie z jej życia, gdy myślałam, że wszystko zmierza w dobrą stronę, nagle znów się pojawił, z tym chłopakiem nie da się wytrzymać, nie wiem, co ta Wiktoria w nim widzi, ale do opisania związków jeszcze dogłębniej wrócę. Kiedy już przemęczyłam mało interesujący początek wreszcie zaczęły się właściwe wydarzenia, było ciekawie, intrygująco. Po prostu akcja się rozkręciła, co mnie ogromnie cieszyło.

Tym razem zdarzenia w powieści przez większość czasu toczyły się na terenie Wyższej Arkadii, mogliśmy poznać wizje nieba stworzonego przez autorkę. Ona również okazała się dla mnie ciekawa, ale już trochę mniej niż diabelskie Los Diablos, tamto miejsce miało jakiś porywający klimat przez co czytelnik naprawdę czuł, że jest tam gorąco, tu za to było spokojnie i pięknie. Zaskoczyły mnie postaci tam występujące, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie aniołów, wszyscy w tych sandałkach i skarpetkach powinni być ułożeni, wręcz denerwująco idealni, a okazało się coś zupełnie innego. W  stadzie owieczek pojawiło się kilka czarnych, groźnych baranów, które pokryły się jedynie jasną sierścią... Wymyślam. :P

W Arkadii poznajemy kilka nowych postaci, oczywiście anioły, ale również kilka zabawnych, lekko denerwujących cherubinków, którzy niekiedy okazują się lekko odbiegać od standardów kanonu piękna. Jednego z nich bardzo polubiłam, czytający pewnie domyślają się, że chodzi tu o Borysa. Postać przebojowa, kapitalna, zabawna. Lubię, gdy autorzy wprowadzają do wydarzeń właśnie taką kolorową, barwną postać, która doskonale urozmaica akcję. Tak samo w poprzednim tomie ciekawiła mnie Śmierć. Jej czarny humor jest naprawdę oryginalny, ale Śmierci można wszystko i tak nikt z nią nie zadziera.

Język autorki, o czym myślę powinnam wspomnieć, jest prosty, nie wymagający. Każdy bez problemów będzie mógł dopatrzeć się sensu i łato zrozumieć treść. Nie znajdziemy tu na pełno wspaniałych metafor, wielkich prawd życiowych, jest to zwykła lektura na poprawę humoru.

Wracając do bohaterów, autorka w dużej mierze skupia się na głównej postaci, jaką jest Weronika, początkowo jej zachowanie mi nie przeszkadzało, w pierwszej części rozumiałam jej wybory, jej zagubienie, mimo że denerwowały mnie jej miłosne wybory lubiłam ją. W tym tomie to się trochę zmieniło. Wiktoria początkowo była jakąś inna, jakby zmieniona, a potem na powierzchnie, przynajmniej moim zdaniem, zaczęły wypływać jej wady. Uważam, że nie była najbardziej inteligentną z postaci, niekiedy dziwiłam się, co ona robi, a wokół wszyscy ją chwalili. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Wiktoria nie była na pewno złą, czy bardzo irytującą postacią, niekiedy jej się to zdarzało, ale w gruncie rzeczy nadal ją lubię, tym razem po prostu jestem dla jej postaci bardziej surowa.

„Hm, kogo wolę? Z jednej strony mam diabła, który kłamie i morduje, a z drugiej śmiertelnika, który kłamie i zdradza. Nie wiem. To naprawdę ciężki wybór.
Obaj macie tyle pozytywnych cech..”

Związki miłosne nadal są na podobnym poziomie, Wiktoria kocha Piotrusia, Beleth szaleje za Wiktorią. Jednak początkowe wydarzenia zaburzają odrobinę relacjami bohaterów, a zwłaszcza mojej znienawidzonej pary nudnego Piotrusia i Wiktorii. Wydawało mi się, jakby dziewczyna cały czas była w transie, gdy spędzała z nim czas, a dopiero, gdy to zakończyła, otworzyła oczy i wróciła do wcześniejszej pozy. Choć uważam, że zbyt często użalała się nad zerwaniem, stało się, czy ona nie widzi, że do siebie nie pasowali?

Czas na kilka słów o okładce, która a utrzymana jest w podobnych klimacie, co poprzednia, co według mnie się chwali. Podoba mi się, jedynym dziwnym elementem są dla mnie usta, mają taki dziwny kształt, nie wiem, dlaczego...

Podsumowując książka nie spodobała mi się tak jak tom pierwszy, początek trochę mi się dłużył i mnie nużył, myślę, że mogło to  się odrobinę ciekawiej rozegrać. Książka przez połowę treści traciła moim zdaniem również na akcji. Druga połowa wypadała zdecydowanie lepiej, a historia bardzo mi się spodobała. Reasumując, ten tom wypadł trochę słabiej niż pierwszy, mam nadzieję, że ostatni tom wpłynie na mnie bardziej pozytywnie.

Ocena: dobra 

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: II
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 384
Cena: 36,90 zł
Data przeczytania: 2013-10-13
Skąd: biblioteka publiczna

Seria o Wiktorii:
   Ja, diablica  ---  Ja, anielica  ---  Ja, potępiona


Książka przeczytana do wyzwania:

sobota, 19 października 2013

Pięć małych świnek

Jak namalować morderstwo doskonałe? 

Agata Christie jest cenioną autorką powieści detektywistycznych. Pisarka ma na swoim koncie ogromną liczbę powieści, rzeszę czytelników i wierne grono fanów, które z każdym pokoleniem rozrasta się o nowe gałązki. Od jakiegoś czasu, sama choć raz w miesiącu staram się czytam jeden z jej kryminałów, za sobą mam ich już za sobą na pewno ponad dziesięć. Zdecydowanie moim faworytem i ulubioną powieści jest „I nie było już nikogo”, historia oparta na niewinnym, dziecięcym wierszyku. Tym razem sięgnęłam po kryminał o intrygującym tytule „Pięć małych świnek”, który również autorka oparła na niewinnej rymowance.

„Uczciwość często przysparza wiele bólu i zmartwień.”

Do Herkulesa Poirota zgłasza się młoda kobieta, Karla Crale, z nietypową prośbą. Przed szesnastoma laty rozegrała się głośna sprawa morderstwa znanego malarza Amasa Crale. O popełnienie morderstwa została posądzona żona ofiary, Karolina Crale. Wszystkie poszlaki, dowody wskazywały na nią. Kobieta nie broniła się prawie wcale, jakby pogodziła się ze swym losem. Wszyscy myśleli, że ciągłe romansu męża doprowadziły ja do ostateczności, a ostatnia kochanka, która pozowała do nowego portretu męża przelała czarę goryczy. Córka prosi Poirota o dowiedzenie niewinności matki, podobno pozostawiła córce list, w którym napisała, że to nie ona popełniła tę zbrodnię, że to nie jest jej wina. Detektyw decyduję się na odświeżenie dawno zapomnianej sprawy.

Detektyw Poirot rozwiązuje kolejną sprawę kryminalną, tym razem sam nie był świadkiem zdarzeń, nawet nie był ich bliski, musiał posiłkować się zeznaniami świadków, których było pięciu. Poza nieżyjącą już oskarżoną oraz jej mężem w sprawę powiązanych byli jeszcze dwóch braci, jeden zielarz z zamiłowania, z jego pracowni została ukradziona trucizna podana ofierze, zauroczony Karoliną drugi bliski przyjaciel artysty, nienawidzący jego żony. Była tam również młodsza siostra ofiary, wtedy jedynie 15-letnia, guwernantka i kochanka malarza, której portret obecnie malował. Postacie, które nie miały żadnych powodów, by zabić Armasa. Czy któraś z tych postaci jest winna, a  może winna stoi jednak po stronie Karoliny?

Początkowo fabuła tego kryminału nie wciągnęła mnie w pełni. Nie mogłam „wejść” w historię i należycie ją przeżywać. Jednak powodem, dla którego nie nudziłam się czytając tę książkę było zmiana narracji, początkowo wydarzenia są przedstawienia w trzeciej osobie, choć najbardziej skupiają się na detektywie, później pokazywane są nam sprawozdania pięciu osób, a następnie mamy rozwiązanie. Ciekawie było czytać listy do Poirota postaci, gdyż wylewały się z nich aż uczucia kierujące postaciami, dzięki temu lepiej poznałam bohaterów, co w kryminałach Christie było do tej pory dla mnie rzadkością.

Jedna świnka na targ biegała,
Druga świnka w domu siedziała,
Trzecia świnka mięsko zajadała,
Czwarta świnka nic nie miała,
Piąta świnka "kwi... kwi..." kwiczała.


Wspomniałam na początku o nawiązaniu do pewnego dziecięcego wierszyka, w kryminale „I nie było już nikogo” był to temat wiodący, tu zaś było go zdecydowanie mniej.  Historyjka o świnkach po prostu wpadła panu Herkulesowi do głowy, myślałam, że będzie ona bardziej rozwinięta, jednak się pomyliłam. Była jedynie podtekstem do tytułu i kilku rozdziałów oraz do charakteru pięciu bohaterów, choć też nie w każdym przypadku.

„Najwięcej krzywdy w życiu robią nam ludzie, którzy chronią nas przed rzeczywistością.”

Zakończenie jak zawsze bardzo dobre, postać, którą od samego początku obstawiałam niestety nie okazała się winną, znów dałam się wmanewrować w zbyt oczywiste poszlaki i nie zauważyłam niuansów, które przemawiały jednak za osobą winną.

„Pięć małych świnek” był przyjemną lekturą, ale liczyłam po nim na trochę więcej. Historia mnie nie zachwyciła. Poirot znów wykazał się niezawodnym intelektem i dedukcją, której ja mogę mu tylko pozazdrościć.
Ocena: dobra

Autor: Agata Christie
Tom: -
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 260
Cena: 14,99zł
Data przeczytania: 2013-10-16
Skąd: pożyczone od znajomych

Inne książki Agaty Christie na moim blogu:


piątek, 18 października 2013

Ja, diablica

Tu „Idź do diabła” nabiera nowego znaczenia. 

Załatwianie papierkowej roboty, liczne dokumenty, podpisy, zaświadczenia, to istne piekło. Jednak tym razem to nie my będziemy użerać się z papierkami, a Wiktoria, dziewczyna, która zmarła. Tak dobrze czytacie. Wiktoria została zamordowana, a za swoje złe uczynki, wróć, a dzięki swojej decyzji trafiła do piekła. Tak, piekło i niebo tak naprawdę nie różnią się tak bardzo(zaraz więcej na ten temat). Jednak nasza bohaterka nie zostanie zwykłą mieszkanką Niższej Arkadii, od razu wrzucono ją na głęboką wodę, jaką jest zawód diablicy. Nieśmiertelna studentka nie może pogodzić się z odejściem z naszego świata, wciąż marzy o powrocie, choć życie jednej z dwóch diablic nie obfituje w same obowiązki. Jak potoczy się historia Wiktorii, czy znajdzie sposób, by wrócić na Ziemię? O tym musicie przeczytać sami.

„Ja, diablica” to pierwsza część serii, młodej, polskiej autorki Katarzyny Bereniki Miszczuk. Pisarka mimo swojego młodego wieku, ma na swoim koncie już obecnie 6 książek. Książkę wypożyczyłam z biblioteki, sama poprosiłam Panią bibliotekarkę o jej zakup i będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, by polecała ją innym czytelnikom. Zabawna, niecodzienna, zaskakująca i jeszcze raz zabawna. Książka rozśmieszała mnie od pierwszej, no może piątej strony. Żałuję, że tak długo zabierałam się za czytanie książek polskich autorów, to był błąd.

Pani Katarzyna ma bardzo łatwy to przyswojenia styl pisania, książkę „Ja, diablica” mimo braku czasu, nawału lekcji i nauki przeczytałam błyskawicznie. Historia naprawdę wciąga. Początkowo zostajemy wprowadzeni w ten piekielny świat, a potem to wszystko leci... Historia nie była od początku określona fabularnie, bo jakoś nie mogłam złapać tego wątku głównego, było ich sporo, a przez to chciałam dowiedzieć się jak najwięcej, jak najwięcej przeczytać.

Pomysł na rozgrywanie akcji według mnie jest bardzo ciekawy. Ukazanie Piekła jako miejsca dobrej zabawy i szaleństwa to ciekawa wizja. Niebo trochę zmienione, jego obraz był ukazany jako miejsce, gdzie wiele się nie dzieje, a aniołowie noszą skarpetki do sandałów(skąd ja to znam... :P), czysta szaleństwo. Ale taki obraz bardzo mnie zauroczył, aż się człowiek zastanawia, czy może lepiej nie trafić do piekła.

Ciekawym pomysłem jest też sprawa rozwiązania spraw pośmiertnych. Co się dzieje z człowiek po jego śmierci, tego nie wie nikt. Autorka postanowiła, że aniołowie i diabły biją się o ludzkie dusze, a właściwie przygotowują przemówienia, które mają przekonać zmarłego do dołączenia do grona mieszkańców Niższej lub Wyższej Arkadii. Cała procedura jest niekiedy bardzo zabawna, ale co jak co, ale humoru to tej książce nie brak.

Czas na przedstawienie głównej bohaterki, czyli Wiktorii, zwykła studentka, pozornie niczym się niewyróżniająca. Ma starszego brata i chłopaka, z którym szaleje, a on jej nie zauważa. Nagle jej życie, a właściwie już nieżycie kompletnie się zmienia, umiera. To może wywrócić trochę świadomość. Mimo wszystko dziewczyna nie zrywa kompletnie kontaktów ze światem zewnętrznym. Można powiedzieć, że udaję żywą. Dzięki poruszaniu się między dwoma światami, bohaterka nabiera kolorów, jest inna już reszta podobnych postaci, ona nie zmienia się kompletnie po ogromnej zmianie, jaka ją spotkała. Nadal jest normalną dziewczyna, jedynie, co ja różni do reszty, to to, że nie żyję, ale to przecież mały szczegół.

Czas wspomnieć również o wątku miłosnym, dwóch chłopaków, a właściwie jeden mężczyzna i jeden chłopak, dlaczego takie rozgraniczenie to zaraz. Mężczyzną jest dla mnie Bereth, czarujący, szarmancki, uwodzicielki, arogancki, po prostu ideał. Jedynym jego minusem jest to, że Wiktoria go nie kocha. On się za nią ugania, a ona go odtrąca. To niewyobrażalne... Czas teraz na wyjaśnienia, dlaczego drugiego bohatera, a mianowicie Piotrusia nazwałam chłopakiem, czy można do mężczyzny zwracać się Piotrusiu? Dobra, to nie ważne, czepiam się, bo go nie lubię. On w ogóle nie miał wyrazu, podczas czytania, wcale, ale to wcale go nie poznałam. Wydał mi się jakimś nieznaczącym tłem. Naprawdę nie wniósł nic do książki, no może tylko, dzięki niemu Bereth dostawał szewskiej pasji i stawał się jeszcze bardziej zabawny, ale bez niego mogłoby być lepiej. Kompletnie nie rozumiałam wyboru Wiktorii. Ciekawi mnie, jak ten wątek rozwinie się w kontynuacji.

Kogo naprawdę polubiłam z postaci, chyba właśnie każdego, poza wspomnianym powyżej „kochanym” Piotrusiem. Każda postać w jakiś sposób była oryginalna i wpływała na akcję. Najbardziej w tej sferze wybijał się Azazel, uwielbiam gościa. Cały czas czekałam aż zostanie władcą Piekła. Należało mu się, tyle niecnych planów. Szkoda tylko, ze plany rzadko wypalały.

„Uwielbiam Włochy – paplała na ganku[Śmierć] – Pompeje, Wezuwiusz, dżuma, najazdy barbarzyńców, Mussolini. Kocham ten kraj. A jeszcze dzisiaj to w zupełności. Będzie takie... zatrzęsienie atrakcji!”

Zbliżam się ku końcowi moich rozważań nad treści, ale nie mogłabym nie wspomnieć na koniec o humorze, cały czas przebijał się on w zachowaniu postaci, w ich sposobie bycia, kontaktach. Polubiłam Śmierć, Beretha, Azazela, Kleopatrę, oni dodawali książce, tego czegoś, czego zawsze szukam. Podczas czytania ubawiłam się, co nie miara.

Czas na moja ocenę obrazy graficznej. Okładka, a na niej dziewczyna, a właściwie jedynie jej głowa, mimo prostoty, bardzo mi się podoba. Pomysł prosty, a ciekawy. Najlepsze jest to, a czego ja niestety nie mogę doświadczyć, bo mam książkę z biblioteki, jest taka jakby druga okładka, po jej otworzeniu twarz, a właściwie oko modelki ulega przemianie. Fajna sprawa. Rozmieszczenie napisów, również na plus.

„Ja, diablica” to książka zabawna, oryginalna i porywająca. Chwilami działo się wiele, ale nawet najnormalniejsze fragmenty przy takiej dawce humoru nie dają szans nudzie. Pod pierzynką lekkości ukrytych jest kilka wartościowych prawd. Ja zrozumiałam je tak: nie powinno się odkładać niczego na później, nigdy nie wiadomo, co cię spotka jutro. Tego czego nie zrobisz, a chciałeś spróbować, możesz później żałować. Lepiej chwycić byka za rogi i czekać na konsekwencje, a nie bać się i domyślać, co by było gdyby. Lektora jak najbardziej przyjemna.

Ocena: bardzo dobra +

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: I
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 416
Cena: 36,90 zł
Data przeczytania: 2013-10-08
Skąd: biblioteka publiczna

Seria o Wiktorii:
  Ja, diablica  ---  Ja, anielica  ---  Ja, potępiona


Książka przeczytana do wyzwania:

poniedziałek, 14 października 2013

Kamienni strażnicy

Na tropie tajemnicy

Trójka przyjaciół, Julia, Jason i Rick, powoli zbliżają się do rozwiązania zagadki tajemniczych wrót czasu. W tym tomie poszukują Blacka Wulkana, dawnego przyjaciela Ulissesa, który ukrył się gdzieś w odmętach czasu z pierwszym kluczem. Klucz ten ma niezwykłą moc, gdyż może otworzyć wszystkie drogi w Kilmore Cove. Młodzi podróżnicy mają bardzo trudne zadanie, nikt nie wie, gdzie podział się były maszynista, do tego po pietach wciąż depcze im Obliwia, której jedynym celem jest teraz dostanie się Willi Argo i odnalezienie najważniejszego klucza. Kto wygra wyścig? Czy poznamy wreszcie tajemnice  niesamowitego miasteczka?

Pan Baccalario stworzył niesamowitą, pełną przygód historię, która porwała mnie od pierwszych stron. Tym razem zabrałam się za ponowne przeczytanie piątej części serii Ulisses Moore, czyli „Kamiennych strażników”. Jak w każdej części nie zabrakło akcji, niespodzianek i momentów, których wyczekiwałam, których nie mogłam się doczekać, gdyż czytając ją po raz drugi wiedziałam, czego mogę się spodziewać.

Historia okazała się podobnie jak poprzednie części intrygująca i wciągająca. Niesamowicie ucieszyło mnie to, że jestem już tak blisko rozwiązania(choć je znam), ale powoli razem z bohaterami łączyłam wskazówki, poszlaki. Teraz czas na ostateczny finał. Autor przerwał w niezwykle ciekawym fragmencie, część spraw została wyjaśniona, ale oczywiście pewnie zostały przed nami jeszcze zatajone, musimy czekać do szóstego tomu. Gdybym nie miała książki w domu i nie znała zakończenia pewnie byłabym nieźle zniecierpliwiona. Niby książka dla dzieci, a tak mnie zauroczyła.

Z całego serca pokochałam bohaterów i tajemnicę, której kryję pozornie zwykłe miasteczko. Wokół nich roznosi taka magiczna otoczka. Wszyscy są blisko, wszyscy się znają, wszyscy wszystko o sobie wiedzą, a tajemnica nadal trwa, nadal pozostaje ukryta. Nikt nic nie wie, bądź nie chcę się przyznać. 

Kompletnie nie mam pomysłu, co powinnam jeszcze dodać, w sumie w zachowaniu bohaterów wiele się nie zmieniło. Nadal powoli odkrywali zagadkę, próbowali znaleźć rozwiązanie, a przeszkadzała im w tym Obliwia ze swoim pomagierem. Pod koniec zaskoczyło mnie jednak zachowanie Ricka, taki spokojny chłopak, a tu taka zmiana. Choć powiem, że nareszcie. Ile można było czekać.

Pomyślałam o Ricku i od razu ważny wątek mi się przypomniał. Właściwie to nie taki ważny, bo poboczny, ale chciałam o nim wspomnieć. A mianowicie jest to związek Ricka i Julii, takie delikatne, kiełkujące uczucie. Jak na nich patrzę(w wyobraźni) to myślę, ale słodko. I tak za każdym razem, oni są tak uroczy.

Czas na kilka słów o okładce. Jak zwykle jest ona stworzona na wzór starego zeszytu, niezwykle klimatyczna. Kolorowa broszura, a właściwie obrazki na niej przedstawione niezwykle trafnie oddają wydarzenia i ujmują najważniejsze fragmenty książki. Jak zwykle jestem pod ogromnym wrażeniem.

Podsumowując, książka trzyma poziom wszystkim poprzednich tomów, jest ciekawa i nie pozwala się oderwać. Jest utrzymana w lekkim, łatwym do przyswojenia przez każdego klimacie. Na pewno spodoba się wielu, młodszym i starszym dzieciom, ale myślę, ze nie tylko. W końcu mnie również zauroczyła. ;)

Ocena: świetna

Autor: Pierdomenico Baccalario
Tom: V
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Ilość stron: 280
Cena: 19,90 zł
Data przeczytania: pierwszy raz dawno, 2013-10-12
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Ulysses Moore:
Wrota Czasu --- Antykwariat ze starymi mapami --- Dom Luster --- Wyspa masek --- Kamienni strażnicy --- Pierwszy klucz --- Ukryte miasto --- Mistrz piorunów --- Labirynt cienia --- Lodowa Kraina --- Ogród popiołu --- Klub podróżników w wyobraźni

Książka przeczytana do wyzwania: