sobota, 31 sierpnia 2013

Podsumowanie sierpnia

Cześć,

jak zawsze ostatniego dnia miesiąca, a w tym przypadku również na koniec wakacji, chciałabym pokazać Wam moje małe podsumowanie.
Źródło

Dziękuję Wam serdecznie za każde odwiedziny i pozostawiony na moim blogu komentarz, każdy taki odzew
na moje opinie jest dla mnie bardzo miły i mnie cieszy. Jeszcze raz dziękuję.

Ostatnio wprowadzam małe zmiany na moim blogu, nie wyglądowe, a bardziej takie, które by odmieniły mój, jak sama sądzę, lekko monotonny sposób dodawanie recenzji. Jak na razie zorganizowałam jeden konkurs, dodałam Kącik dla widza, w którym będę recenzować filmy i seriale. Postanowiłam, że posty o tej tematyce będę dodawać dwa razy w miesiącu. Raz w pierwszej połowie i raz w drugiej. Myślę jeszcze nad dennymi urozmaiceniami, a w szczególności na zmianą wyglądu bloga. Myślę, że potrzebuję on jakiejś zmiany, ale kiedy ona nastąpi jeszcze nie wiem. Pomyślałam również, by moje liczbowe podsumowania zapisywać w krótszej formie, a mianowicie w słupku. Myślę, że będzie to bardziej czytelniejsze i dla Was i dla mnie.

Liczba moich obserwatorów: 108 (wzrosła o 23)
Liczba wyświetleń bloga: 13152 (wzrosła o 2619)
Najczęściej odwiedzany post: "Hyperversum" (65 odsłon)
Liczba dodanych postów: 20 (łącznie z tym)
Liczba przeczytanych stron: 5553
Liczba stron dziennie: 179
Liczba książek przeczytanych po raz pierwszy: 13
Liczba książek powtórzonych: -

Lista książek przeczytanych w sierpniu:
1. "Przez burze ognia" Veronica Rossi [zrecenzowane]
2. "Dzienniki Gracza" Maciej Jemioł [zrecenzowane]
3. "Zbrodnia na festynie" Agata Christie [zrecenzowane]
4. "Zerwane zaręczyny" Agata Christie [zrecenzowane]
5. "Faza szósta: światło" Michael Grant [zrecenzowane]
6. "Harry Potter i Zakon feniksa" J.K. Rowling [niezrecenzowane]
7. "Jestem Grimalkin"(Kroniki Wardstone) Joseph Delaney [zrecenzowane]
8. "Morderstwo w Boże Narodzenie" Agata Christie[zrecenzowane]
9. "Przebudzony mag"(Królotwórca, krolobójca) Karen Miller [zrecenzowane]
10. "Morderstwo w Mezopotamii" Agata Christie [zrecenzowane]
11. "Hyperversum" Cecilia Randall [zrecenzowane]
12. "Drużyna pierścienia"(Władca pierścieni) Tolkien [zrecenzowane]
13. "Nefilim"(Upadli) Thomas Sniegowski [niezrecenzowane, do napisania]

Najlepsza książka miesiąca: 
"Faza szósta: światło", "Harry Potter i Zakon Feniksa", "Drużyna pierścienia", "Przez burze ognia" 

Najgorsza książka miesiąca: "Hyperversum"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Dzienniki gracza"

Największe rozczarowanie: "Hyperversum"
Liczyłam na więcej: "Nefilim"



Filmy i seriale obejrzane w tym miesiącu:
1."Miasto Kości"[zrecenzowane]
2."Morze Potworów"[zrecenzowane]
3. 2 sezony Glee [zrecenzowane]

Wrzesień jest miesiącem, który witam z lekkimi obawami, gdyż zaczynam naukę w nowej szkole, nie znam tam praktycznie nikogo. Nie wiem, jak ten początek roku wpłynie na moje czytanie, jednak mam nadzieję, że nie gwałtownie, wiem na pewno, ze nie będę czytałam 13, czy jak w poprzednim miesiącu 21 pozycji, ale może chociaż 10 się uda, liczę na to. 

A jak Wasze podsumowania? Też zaczynacie rok szkolny? 


Pozdrawiam, 
Patrycja

piątek, 30 sierpnia 2013

Drużyna pierścienia

Niebezpieczna wyprawa

„Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu, gdy staniesz na drodze, nigdy nie wiadomo, dokąd cię nogi poniosą”

Uwielbiam fantastykę, czytam ją prawie cały czas z małymi przerwami na inne gatunki. Niekiedy jednak, nie wiem, czy mogę nazywać się prawdziwym fanem, gdyż nie czytałam takich klasyków, jak np. Władca pierścieni. W zeszłym roku planowałam to zmienić, jednak moje plany legły w gruzach i nic z tego nie wyszło. W te wakacje ponowiłam moje poszanowanie i tym razem też nie wyszło to tak jak chciałam, gdyż skończyłam zaledwie jedną część. „Drużyna pierścienia” będzie jednak moją drugą przygodą z Panem Tolkienem, gdyż „Hobbit” już jakiś czas temu za mną. Bajkowa historia oczarowała mnie swoją niezwykłością, klimatem i szczegółami, a jak będzie z jego kontynuacją, czy dłuższa historia okaże się jeszcze lepsza i ciekawsza?

Zbliżają się urodziny Bilba Bagginsa, hobbit żyję już 111 lat. Urodziny te planował już dłuższego czasu i przygotował dla swoich gości niesamowitą niespodziankę. O swoich planach rozmawiał jedynie z Gandalfem i odrobinę bratankiem Frodo.
Podczas własnego przyjęcia postanowił spektakularnie odejść. Chciał zmienić otoczenie, ostatni raz powędrować i dokończyć pisanie zaczętej książki. Cały swój dobytek postanowił przekazać Frodo, wraz z niesamowitym pierścieniem, o którym on sam nie wie wszystkiego.
Frodo od tego momentu musi się opiekować małym przedmiotem, razem z Gandalfem powoli odkrywają jego prawdziwą moc. Hobbit nie jest już bezpieczny w swojej norce, musi wyruszyć w niebezpieczną wyprawę, a towarzyszyć mu będą jego najlepsi przyjaciele. Jak powiedzie się wyprawa? Jak potoczą się losy pierścienia?

„Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź, więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie.”

Tolkien jest według mnie niezaprzeczalnie mistrzem  powieści fantasy. Jego książki są ponadczasowe,
napisane tyle lat temu, a wciąż cieszą czytelników na całym świecie. Nie wiem, dlaczego tyle zwlekłam z przeczytaniem jego pozycji. Filmy(tak niestety obejrzałam najpierw) bardzo mi się podobały, miały niesamowity klimat, przezabawnych bohaterów, cudowne przygody i wspaniałe krajobrazy. W książce również tego nie zabrakło, choć zdawało mi się, że klimatycznie jest to odrobinę inna treść. Początkowo wszystko wydawało się bardzo podobne, zdarzenia zbliżone, jednak film miał według mnie mocniejszy klimat, był trochę mroczniejszy. Tę książkę mogę porównać z lekka do Hobbita, jednak od niej była zdecydowanie poważniejsza. Tamta historia mimo niektórych dość groźnych momentów była raczej przeznaczona dla młodszych czytelników. Tu według mnie jest inaczej, klimat utrzymany w podobnym stylu, ale czuć ciągły niepokój. Nie wiem dokładnie jak to określić, ale po prostu wyczuwałabym inny nastrój, a on zdecydowanie bardzo mi się spodobał.

Świat ukazany przez pisarza jest niesamowicie szczegółowy. Bardzo żałowałam, że miałam wypożyczone z biblioteki stare wydanie z bardzo niedokładną mapką, chciałam nie tylko móc sobie wyobrażać te wspaniale opisane krainy, ale również je zobaczyć. Moja wyobraźnia nie potrafiła tego wszystkiego zobrazować w pełnym stopniu. Bardzo spodobało mi się to, że wszystkie miejsca były niezwykle oryginalne, osady hobbitów, domy elfów, miasta ludzi były przedstawione odmiennie, cały czas wyczuwałam różnice w ich stylu życia. Dzięki rozbudowanym opisom, można było poczuć, ze naprawdę podróżuję się z Drużyną i widzi się wszystko to co oni.

„Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.”

Niezwykle pozytywne uczucia wywołał u mnie pomysł autora na zakończenie wędrówki pierścienia. W „Hobbicie” pierścień nie odgrywał aż tak wielkiej roli, jego historia nie była czytelnikowi tak dobrze znana, jednak tu jego rola wzrosła do ogromnych rozmiarów. Jego historia niesamowicie mnie zaciekawiła, gdybym nie oglądała filmów nie wiedziałabym jak wielką drogę przebył i jaką ma moc. Niestety obejrzałam je wszystkie i wiedziałam. Mimo wszystko jestem zachwycona rozległością tej opowieści i jej niezwykłemu dopracowaniu.

„Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął;
a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie.”

Autor zadziwił mnie nie tylko rozbudowanym światem, ale również istotami jakie opisywał. Hobbici, elfy, krasnoludy, trolle, czarownicy... Teraz są to powszechne stworzenia, które występują w licznych powieściach, ale tam zostały one niezwykle opisane. Stworzeni przez Niego hobbici są stworzeniami niezwykle oryginalnymi, cały czas mnie zaskakują. Począwszy od wypraw Bilba, a skończywszy na wyprawie Froda. Mali ludkowie są inni od wszystkich istot jakie do tej pory znałam, są po prostu niezwykli. Bilbo i Frodo uciekają od schematów w ich społeczeństwie, jednak nadal posiadają cechy, które łączą ich z innymi hobbistami i pozwalają czytelnikowi lepiej ich zrozumieć.

„(...) mam uczucie, że dopóki ten kraj będzie za mną leżał bezpieczny i spokojny, łatwiej zniosę tułaczkę: ze świadomością, że istnieje gdzieś pewny grunt, nawet jeśli ja na nim nie mogę oprzeć stopy.”

Bohaterami powieści są praktycznie przedstawiciele wszystkich ras. Drużyna stworzona do eskortowania pierścienia jest bardzo oryginalna. Hobbici, czarodziej, krasnolud, ludzie, elf. Niezwykła kompania, która razem tworzy zespół działający wspólnie. Żałuję trochę, ze autor mało uwagi poświęcał innym podróżnikom, wyróżniał szczególnie hobbitów, mimo wszystko myślę, że poznałam ich dość dobrze. Najbardziej polubiłam hobbitów, dzięki nim ksiązka nabierała kolorów, byli zabawni i lekko dziecinni. Jednak zauważyłam, że zachowywali się trochę inaczej niż w ekranizacji. Mogłabym powiedzieć, że byli odrobinę bardziej rozważni, bo wszystkie wypadki, które działy się w filmie były powodowane przez przyjaciół Froda, a tu właśnie nie. Z postaci drugoplanowych zaciekawił mnie Obieżyświat, tajemniczy, niezwykły. Całkowicie inny od prostych hobbitów. Człowiek ten wiele przeszedł i dosłownie i w przenośni. Ciekawią mnie jego losy w kolejnej części. Mimo, ze oglądałam film. Zauważyłam, że najlepiej pamiętam część pierwszą, myślę, że najwięcej razy ją oglądałam.

„Nawet najmniejsza osoba zmienić może bieg dziejów...”

Nie będę się rozpisywać. „Drużyna pierścienia” była niezwykle ciekawą historią. Akcja nie toczyła się na pewno w zawrotnym tempie, ale to dodawało jej wiarygodności, ludzie podróżujący pieszo nie poruszają się szybko, a co dopiero hobbici. Myślę, że właśnie dzięki nieśpiesznemu tempu wydarzeń mogłam dostrzec wszystkie uroki pisania autora oraz niezwykły świat. Od teraz wiem, że muszę zapoznać się z większą ilością powieści autora, po całej trylogii zabiorę się za kolejne historie ze Śródziemna.
Ocena: świetna


Autor: J. R.R. Tolkien
Tom: I
Wydawnictwo: Spółdzielnia wydawnicza "Czytelnik"
Ilość stron: 554
Cena: nie widzę na okładce... (Ale i tak pewnie byłaby w starej walucie)
Data przeczytania: 2013-09-29
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Władca pierścieni:
Hobbit(prequel) --- Drużyna pierścienia --- Dwie wieże --- Powrót króla

Książka przeczytana do wyzwania:

czwartek, 29 sierpnia 2013

Przebudzony mag

Przyszłość znana z przepowiedni.

„Nie pragnąłem niczego, tylko mieć lodź, ocean i bezkresne słoneczne niebo.
Nie każdy człowiek ma to, czego chce, Asherze. Większość ma tylko to, co otrzyma.”

Magia to niebezpieczna siła, potrafi nie tylko ratować i dawać dobro, lecz również zniszczyć i zamienić człowieka w niebezpieczną broń. Często pojawia się jako dar, a niekiedy jako przekleństwo, które chce jedynie wyniszczyć człowieka od wewnątrz.
Asher jak co dzień wypełnia papierkową robotę, staję się to dla niego okropnie nużące. Tym razem jednak w pracy przeszkadza mu Dorran zastanawiając się, gdzie też podziewa się książę. Powinien dawno wrócić  z rodzinnego pikniku. Asher jest spokojny, jednak wyrusza do parku, by wszystko sprawdzić. Okazuję się, że na miejscu widać ledwo żyjące ciało Wielkiego Maga Durma i księcia Gara. Powóz z całą jego rodziną, królem, królową i siostrą, która miała objąć władze spadł z urwiska. Wszyscy nie żyją. W najbliższym czasie ma się odbyć koronacja. Największy przeciwnik panowania rodu Gara – Conyoyd Jarralt nie zgadza się jednak. Na panowanie młodego czarownika, który niedawno zyskał moc. Panowanie nad pogodą w kraju, nie może zostać pozostawione jedynie w jego rękach, a pomagać mu powinien Wielki Mag, który obecnie znajduję się w śpiączce. Jak z taką sytuacją poradzi sobie Gar? Czy Asher pozna rozpoczętą w poprzednim tomie tajemnicę, która na nim ciąży? Jaka będzie jego rola w rozpoczętym starciu?

„Wiedza to potęga.”

„Przebudzony mag” to druga księga z serii „Królotwórca, Królobójca” autorstwa Karen Miller. Pisarka w swojej powieści porusza tematy władzy, intryg i przejmowania władzy nad człowiekiem. Od pierwszej strony książki widać pomysł i jego coraz dokładniejsze wykonywanie na każdej kolejnej stronie. Tu nic nie działo się przypadkowo. Od pierwszego tomu, wszystko powoli zmierzało ku końcowi. Autorka jedynie dawkowała nam cenne informacje i pozwalała powoli odkrywać prawdę. W tym tomie wszystko się wyjaśnia.  

„Prawda jest jak lustro(..).
To co się zobaczy, w dużej mierze zależy od tego, kto patrzy.”

Jak już napisałam zdarzenia cały czas podążały do określonego celu, który był tu doskonale widoczny. Nie określiłabym tego jako negatywną cechę, choć było to przewidywalne. Przez ciekawy styl autorki książka wydawała się inna od reszty powieści, które czytałam. Nie była to od pierwszej strony pełna akcji opowieść, ale zawierała momenty bardziej dramatyczne, które nie dawały czytelnikowi chwili na nudę. Wydarzenia opisane w książce ciągle, czego nie dało się zauważyć zbliżały się do momentu kulminacyjnego, starcia, które czytałam z wielka ciekawością, mimo że wiedziałam, że niedługo nastąpi.

„Przepowiedni trzeba służyć bezstronnie i sprawiedliwe,
 bo inaczej nie da się jej służyć w ogóle.”

Od poznania Dathne w pierwszym tomie wiedziałam, że autorka skrzętnie obmyśliła przepowiednie, a każda postać z nią połączona będzie miała określone zadanie, które jak oznajmiały postacie było im przeznaczone. Krąg był ciekawą instytucją, może bez tego wątku byłaby to kolejna taka sama powieść, a tu dworskie intrygi, dawny władca i stara przepowiednia nabierały razem ciekawego i innowacyjnego sensu. Można by powiedzieć, że to kilka książek z fantastyki połączonych w jedną, choć nie mogę dokładnie powiedzieć na czym autorka mogła się wzorować, widzę jednak sporo podobieństw do innych książek. Mimo tu na plus oceniam połączenia tych wielu wątków, które w nieumiejętny sposób mogłyby się ze sobą gryźć.

„Skromność najlepiej zachować dla tych,
którzy mają wiele do niej powodów.”

Bohaterowie byli doskonale wykreowani, bardzo cieszyło mnie to, że postacie należące do, jak to ujmę
„drużyny dobra”, wcale nie były idealne. Byli to prości, czasem denerwujący ludzie, którzy niekiedy potrafili mnie rozbawić, a niekiedy zasmucić. Głównym bohaterem od pierwszego do ostatniego momentu był Asher, którego polubiłam. Miał określony charakter, który mimo wydarzeń, które go spotykały nie uległ znaczącej zmianie. Drugą ważna postacią był Gar, książę, który nie był obdarzony mocą magiczną, spotkał go naprawdę okropny los, jednak nie poddawał się, a nawet jeśli to potrafił się podnieść, wydawał mi się postacią przyjemną, prawie idealną, jednak nie przedobrzoną. Po prostu zbyt wiele problemów trzymał na swoich barkach, nikt by temu nie podołał. Reszta bohaterów, czyli Ci drugoplanowi również mieli określone cechy, które ich wyróżniały, nie było ich zbyt wielu, wszystkich łatwo dało się odróżnić, byli całkowicie odmienni, jeśli nie po ich pozytywnych cechach to po tych negatywnych, których też nie brakowało.

„Śmierć leży u kresu drogi każdego człowieka.
Liczy się to, jak przebędziemy tę drogę. ”

Najbardziej wstrząsnęły mną wydarzenia, które działy się na samym końcu książki, jak wcześniej wspominał, wszystko powoli zdążało do tego momentu, jednak mimo wszystko autorka zaskoczyła mnie jedną istotną i zdecydowanie bolesną, dla mnie jako czytelnika kwestią. Nie mogłam tego zrozumieć i naprawdę było mi z tego powodu smutno, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Zakończenie zdecydowanie emocjonujące i podnoszące moją ocenę wobec powieści.

Oprawa graficzna książki bardzo mi się podoba, przedstawieni na obu okładkach magowie – podróżnicy ciekawili mnie, dla mnie prezentują się naprawdę ładnie. A do tego ciekawy układ i wybór czcionki tytułowej również poprawia jej jakoś wizualną. Sądzę, że graficy się postarali.

Walka o władzę niekiedy ma niebezpieczne konsekwencje, jeden człowiek może wiele zawinić, może doprowadzić do upadku, choć z pozoru sam nic złego nie robił. Potrafił jednak doskonale manipulować ludźmi, by jego cele zostały wykonane. Zawsze wydaje mi się, że prawdy przelane poprzez karty fantastyki są bardzo prawdziwe, tacy ludzie są wszędzie i często potrafią wiele osiągnąć. Tak też było w tej książce, wszystko układało się od jednego ukrywającego się człowieka, który działał jak pierwsza Kosta domina przy ułożeniu ich w rządek. Jedno poruszenie rozbijało całą konstrukcję. Niekiedy jednak zbytnia pewność siebie może uczynić ogromne szkody, co właśnie tu się stało.

„wszystko musi się kiedyś wydarzyć pierwszy raz.”

Podsumowując, książka przypadła mi do gustu bardziej niż pierwsza część. Czytałam ja z przyjemnością. Poprzednią część, mimo podobnego języka i prędkości akcji czytałam wolniej, jednak ta przeleciała mi zdecydowanie szybciej. Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, ale również usatysfakcjonowało. Myślę, że jeśli czytałeś, drogi czytelniku, tom pierwszy serii bez żadnych obaw możesz się zabierać i za ten.
Ocena książki: bardzo dobra

Ocena serii: dobra +

Autor: Karen Miller
Tom: II
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 648
Cena: 39,90 zł
Data przeczytania: 2013-08-19
Skąd: publiczna biblioteka

Seria:
Nieświadomy mag --- Przebudzony mag 


Książka przeczytana do wyzwania:

wtorek, 27 sierpnia 2013

Chwila dla widza - Dary Anioła: Miasto kości

Czy film był darem dla widza, czy może jednak nie?

Na niektóre książki czeka się bardzo długo, zazwyczaj są to serie ulubione, takie, które wspominamy latami. Tak samo było z tą ekranizacją, czekam na nią i niecierpliwiłam się z każdym dniem. Gdy zostało kilka dni do premiery, razem z koleżanką, która również serię czytała oglądałyśmy trailery i liczyłyśmy na jak najlepszy film. „Miasto kości”, bo o nim mowa miało być świetnym filmem, autorka cały czas podsyłała fanom zdjęcia z planu, ciekawe filmiki, informacje... Liczyłam, więc na film, który będzie cudownym odzwierciedleniem książki. W sumie zawsze na to liczę w ekranizacjach, jednak na niektóre fakty można przymknąć oko, czy tu mogłam, a jeśli już to w jakich momentach?

Przyjaciele spędzają wieczór na występie poetyckim kolegi Simona, po wysłuchaniu jego wątpliwej jakości wierszy, Clary i Simon wracają do domu. Po drodze dziewczyna zobaczyła dziwny szyld, namawia Simona, by razem z nią wszedł do środka. Wchodzą za dziwnym, niebiesko włosym chłopakiem. Podczas tańca, Clary zauważa przerażająco scenę. Jakiś facet w czerni wbija nóż w niebieskowłosego chłopaka, a ten znika.  Główna bohaterka zaczyna krzyczeć, lecz okazuję się, że walki nie widział nikt poza nią. Próbując wyobrazić sobie, że to wszystko nie jest prawdą wraca do  domu. Wstając następnego dnia z łóżka dziewczyna widzi cały pokój pokryty dziwnymi znakami. Zabiera kilka z nich na spotkanie z Simonem. W restauracji czeka na nią ktoś jeszcze, ktoś o kim wolałaby zapomnieć. Czy to świat się zmienia, czy to dziewczyna odkrywa rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia?


Początek filmu zapowiadała się naprawdę dobrze, mimo zmiany kolejności wydarzeń, jak wieczór poetycki przed wejściem do „Pandemonium” wiele nie uległo zmianie. Tu mimo nieznacznych zmian mogłam dopatrzeć się naprawdę dużego podobieństwa, co dla było ogromnym plusem. Wszystkie pomniejsze zmiany jestem im wstanie wybaczyć, w tym czasie nie da się przekazać wszystkiego, co czytelnik chciałby zobaczyć. Doczepić mogę się jedynie do tandetnej sceny w oranżerii, ten wypadek przy schodzeniu ze schodów, historia z sokołem, trochę ten z niczego. Dużo lepiej wypadało to w książce i mojej głowie. Za to końcowe wydarzenia to było istne piekło. Czasem nie wiedziałam już, która to część. Niektóre wątki były naprawdę nieźle pomieszane, wzięte z kolejnych części. Samo miejsce akcji różniło się i to bardzo. Zaś same ostatnie sceny wyszły dość kiczowato. Zastanawiałam się w ogóle, co to było. (Spoiler – zwłaszcza śnieg!)


Zastawię już temat zmian, bo jeszcze coś sobie przypomnę. Przejdę do bohaterów. W książce każdy nawet ten drugoplanowy zapadłam w pamięć, przez swój odmienny charakter i oryginalność. Zdawało mi się, jakby każda postać zostawała pominięta, jakby mniej mówiły, nawet te główne. Odczuwałam, że niektórzy bohaterowie prawie nic nie mówili. Dlatego nie mogłam się do nich w pełni przekonać. Mimo wszystkoe nie wypadli źle.

Najbardziej obawiałam się o Jace, aktor, który go grał z wyglądu, przynajmniej dla mnie,w  ogóle go nie przypominał, jednak zagrał nawet dobrze. Może nie zakochałam się w nim jak w książkowym pierwowzorze, ale go polubiłam, to na pewno. Odczuwałam lekki dystans, małe półuśmieszki, gdy wspominał o Clary, więc więź była wyczuwalna. Myślałam, ze wypadnie dużo gorzej...
Postać Clary została odegrana bardzo dobrze, początkowo aktorka była lekko denerwująca, taka za szybka, nie potrafiąca się kompletnie odnaleźć i zawsze robiła wszystko na przekór, więc została doskonale odebrana. Później szybko zaczynałam nabierać do niej pozytywnych odczuć.
Magnus, po pierwsze było go za mało. W książkę w pierwszej części również się nie wybijał na pierwszy plan, ale tu widziałam go jedynie epizodycznie. Mimo wszystko był uroczy, słodki i elegancki, taki jak powinien być. Widziałam już zdjęcie, gdzie nie miał spodni na przyjęciu, nadal mnie to dziwiło, styl Magnusa jest jedyny w swoim rodzaju. Bardzo podobało mi się to, jak powiedział, że ktoś mu się podoba i dlatego ich wpuści na imprezę, nagle wszyscy wydali się atrakcyjni, jedynie zaintersowany milczał. ;)
Simon to chyba jedyna postać, której moim zdaniem było więcej niż w książce, pojawiał się zdecydowanie z często, przeszkadzał Clary i Jace’owi, jak on mógł. Aktor wcielający się w jego role był uroczy, za nic nie pasował mi z wyglądu do lekkiego ofermy, jednak ciekawie się sprawdził w tej roli.
Kolejne postaci, których mi zabrakło to Alec i Isabelle, było ich zdecydowanie za mało, mieli za mało kwestii. Choć Alec pojawiał się chyba tyle razy co w książce, jednak dla mnie wciąż za mało. Brakowało mi początkowej sceny z Izzy i Clary i ich pierwszej rozmowy.
Gdy patrzyłam na mamę Clary cały czas miałam przed oczami Cersei z „Gry o Tron”. Początkowo grała tą nadopiekuńczą matkę, potem dużo spała, więc wypowiedzieć się nie mogę... :P
Valentine dobrze wypadł, choć te włosy, mogli by je przefarbować, taka mała sugestia. Ciekawa akcja z tymi mieczami, jednak zdenerwowało mnie jego pojawienie, bo zmieniło całą końcową fabułę, wszystko poprzestawiał i wywrócić do góry nogami.

Podsumowując grę aktorów, nie mam jej wiele do zarzucenia, bardziej denerwowały mnie niuanse wyglądu, bohaterowie słabo pasowali do moich wyobrażeń, nawet do książkowych opisów. Dlatego próbowałam patrzeć na nich bez porównywania z pierwowzorami, ale niekiedy mi się to nie udało.


Kilka słów o muzyce, w większości bardzo dobrze pasowała, nie miałam zastrzeżeń, była tłem i „nie rzucała się w oczy”, nie była nachalna. Jedynym minusem dla mnie była piosenka w oranżerii, nie mogłam przez nią powstrzymać śmiechu, a uwielbiałam ten moment. A mogło być tak pięknie...

Dla mnie na duży plus zasługuję dużo akcji, widz na pewno nie ma czasu na nudę, ja niekiedy tylko zastanawiałam się, dlaczego aż tak to zmienili, co się dzieje... Ale mimo wszystko oglądałam film z ciekawością, po pierwsze właśnie, by zobaczyć, co zmienili, a po drugie, bo po prostu się wciągnęłam w wydarzenia.



Razem z koleżanką(we dwie raźniej) spędziłyśmy miło chwile, jednak ona była zdecydowanie bardziej zadowolona, ja cały czas wypatrywałam zmian i niedopracowań. Chciałam, by moja ulubiona seria(a przynajmniej jedna z ulubionych) była idealna. Tylko, że problemem jest czas, bo książka nie mogłaby być odwzorowana słowo w słowo, niestety, tak dobrze nie ma. Mimo wszystkim tych negatywnych odczuć, film chciałabym obejrzeć jeszcze raz na spokojnie. Podobał mi się, ale cały czas przepuszczałam obraz przez pryzmat książki, a myślę, że przy ekranizacjach powinnam otworzyć  umysł i po prostu dobrze się bawić, nigdy już nie popełnię tego błędu. Kolejne ekranizacje książek będę dla mnie jedynie dodatkiem do książki. 


Ocena: dobra
Reżyseria: Harald Zwart
Scenariusz: Jessica Postigo
Część: I
Produkcja: USA, Niemcy
Czas trwania: 2h 10min
Data premiery: 21 sierpnia 2013 (Polska) 12 sierpnia 2013 (świat)
Data obejrzenia: 2013-08-22

Bohaterowie(główni):
Lily Collins - Clary Fray
Jamie Campbell Bower - Jace Wayland
Kevin Zegers - Alec Lightwood
Robert Sheehan - Simon Lewis
Jemima West - Isabelle Lightwood
Jonathan Rhys Meyers - Valentine Morgenstern
Jared Harris - Hodge Starkweather

Lena Headey - Jocelyn Fray
CCH Pounder - Dorothea
Aidan Turner - Luke Garroway
Godfrey Gao - Magnus Bane


Trailer:


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Czas na wyniki.

Dokładnie 23 sierpnia zakończył się pierwszy, ale na pewno nie ostatni, konkurs na moim blogu. W konkursie wzięło udział 14 osób, czyli o dwie więcej niż wymagałam, by rozdanie się odbyło. Wczoraj zrobiłam małe losowanie i kilka zdjęć, by je uwiarygodnić. Ale nie przedłużając.

Do małej skrzyneczki, którą zobaczycie na zdjęciach włożyłam 14 małych kółek(były kiedyś potrzebne na pracę na plastykę...) z numerami, od jeden do czternastu. Uczestnicy mieli przypisany numer, w kolejności w jakiej się zgłosili, tak więc:


  1. Melon  
  2. Polaris
  3. Bacha 85
  4. Ema Pisula
  5. Poloniamartyna
  6. Anna Sabara
  7. Sophie Carmen
  8. Anna Kozak
  9. Hania P.
  10. Julia K.
  11. She
  12. Patka
  13. Anna Szura
  14. Ma ra
(Nicki zostały podlinkowane)

Dziękuję wszystkim za udział. 


Czas na fotorelację. ;)
Wygląd kuferka z zewnątrz. ;)
Wypełnienie kuferka i książki do wygrania w tle.
Tutaj mieszałam numerki, choć to niewidoczne,
musicie sobie to wyobrazić.
Widać już numerek.
A teraz liczba jedenaście w pełnej okazałości.



Serdeczne gratulacje dla
She.

 Mam nadzieję, że wybrana przez Ciebie książka, czyli "Ścięte głowy", będzie przyjemną lekturą. Skontaktuję się z Tobą w sprawie adresu. 


Ponownie dziękuję za udział w konkursie, mam nadzieję, że przy okazji następnego konkursu zgłosi się jeszcze większa liczba uczestników, po cichu liczę na 20. ;) 

_________________________________________________________________
Teraz coś z innej beczki, dziś przyszła do mnie książka "Ostatnia spowiedź",  zdjęcie stosika z tego miesiąca zostało już zrobione, więc postanowiłam dodać ją już teraz. Książkę wygrałam w konkursie na forum ksiazkimlodziezowe. Na przesyłkę czekałam długo, ale w końcu doszła. ;)
 
_____________________________________________________________________
Do tego chciałabym Wam przypomnieć o książkach, które chciałabym wymienić, ich lista znajduję się w zakładce Wymiana, ale dodam ją jeszcze tu.

-  "Nieposkromiona"(Dom Nocy 4)
-  "Osaczona"(Dom Nocy 5)
-  "Kuszona"(Dom Nocy 6)
- "Pomyłka Stracharza"(Kroniki Wardstone 5)
-  "Demony. Pokusa"
- "Wiek luksusu"
- "Cień i kość"(biały kruk)
- "Hyperversum"


Wasze propozycje lub biblioteczki z książkami na LC możecie zostawiać pod tym postem lub w zakładce wymiana. Czekam na propozycje. Książki, za które na pewno się wymienię znajdują się w zakładce Wymiana.

Pozdrawiam,
Patrycja

niedziela, 25 sierpnia 2013

Hyperversum

Wciągająca gra...



„Ten, kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony.(...) To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku i który zmienia cię na zawsze. Niełatwo przeżyć, gdy się go otrzyma... Zaczynam rozumieć, że potrzeba znacznie więcej odwagi, by go ze sobą nosić, niż by dać go sobie wypalić. A jeśli blizna jest tak głęboka, być może tylko bohater jest w stanie żyć z nią dalej.”

Gry komputerowe są niebezpiecznymi zabawami, potrafią nieźle wciągnąć. Codzienna gra, długie spędzanie czasu przed komputerem, telewizorem, ciągle słyszy się o takich uzależnieniach. Są jednak gry, które naprawdę potrafią wciągnąć w swój świat gracza, który nawet się tego nie spodziewa... Taką grą jest Hyperversum. 

„Był sam w świecie, który nie był jego światem, a rozgrywka, w której brał udział, przerastała go.”

Cecilia Randall na podstawie średniowiecznej historii Francji i kilku historycznych pomieszanych z stworzonymi przez nią faktami stworzyła „Hyperversum”. Książka opowiada o losach czwórki przyjaciół, którzy przenoszą się z gry o średniowiecznych realiach do prawdziwego średniowiecznego świata, a dokładniej Francji w czasach, w których jej konflikt z Anglią się powiększa. Ian, Daniel, Jodie i Martin próbują odnaleźć się w nieznanym otoczeniu i znaleźć sposób, by bezpiecznie wrócić do domu. 

Nie chciałam rozpisywać się o początkowych wydarzeniach, bo kompletnie mi się one nie spodobały, nudziły mnie i wracałam przez to do czytania z wielkim przymusem, którego nie czułam dawno. Do czytania książki podchodziłam trzy razy, najpierw w rok temu, wtedy przeczytałam około sto stron, które okropnie mnie nudziły. Później miesiąc temu, znów przeczytałam te same wydarzenia z takimi samymi wrażeniami. Na jakiś czas przerwałam i wróciłam do czytania w momencie, w którym skończyłam ostatnio. Powoli coś zaczęło się dla mnie dziać, lecz wciąż bardzo się męczyłam. Mimo wszystko czytałam, a dzięki temu książka jest za mną. Powiem Wam, że nie żałuję, bo kolejne setki stron(dobrze, że było ich dużo, bo gdyby była krótsza mogłabym nie zdążyć się wciągnąć) wydawały się lżejsze. 

„Nie trzeba być bohaterem, żeby przeżyć,
 jeśli ma się kogoś, dla kogo warto walczyć.”

Początkowo nie mogłam się przyczaić do języka autorki, jednak gdy tego dokonałam, szło dużo łatwiej. Sądzę, że efekt spotęgowało to, że bohaterowie zachowywali się jakoś tak nienaturalnie, rozmawiali nie jak młodzi ludzie, a jak jakieś manekiny z podstawionymi głosami. Tak jakby nie mieli żadnej ryski, idealna rodzina. To naprawdę nienaturalne, by wszystko zawsze szło dobrze, a wszyscy komplementowali się na każdym kroku. Ja z siostrą, mimo, że bardzo ją kocham, cały czas się kłócę. To nie uniknione. A tam Ne było nic takiego, wszystko było idealne, przez to sztuczne i bez wyrazu. 

„Nawet najgorsze przeżycie zabliźnia się z czasem 
i w końcu pozwala oddychać pełna piersią.”

„Hyperversum” to dość gruba książka przez co czytałam ja dłużej niż normalnie. Były momenty bardzo nudne, w tym dla mnie cały początek i jeszcze trochę powieści. Dla mnie tyle akcji, która została mi zaserwowana, to za mało. Lubię, gdy książka ma tempo. Czytało się ją dobrze, ale bez fanfarów. Podczas czytania skojarzyła mi się z powieścią, naszego rodaka, Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”. Dlaczego? Po pierwsze podobna objętość, po drugie podobne tempo akcji, po trzecie dobrze utrzymane realia epoki. Właśnie, to dla mnie duży plus. Zachowania poznanych postaci wydawały mi się naturalne, takie jakie powinny być. Widać, że autorka skupiła się na tym aspekcie i przyłożyła się, by średniowieczni bohaterowie wypadli naturalnie. 

„Każdy jego gest i decyzja prowadziły do dokładnie tak, 
jak oczekiwała tego historia.”

Gorzej było z głównymi postaciami. Niestety irytowało mnie to, że są tacy idealni. Szybko dostosowali się do standardów życia w średniowieczu, zachowywali się nienagannie. Szczególnie w tym aspekcie wyróżniał się Ian, dzięki swoim studiom był wprost jak wyjęty z zawodów rycerskich. Do tego zawsze uprzejmy, miły, bierze winę na siebie, walczy o przyjaciół. Autorka trochę się z nim zagalopowała, on nie miał wad. Chyba, że uznać za nią zbyt wielkie poświęcenie. 

Sprawa związku Iana z pewna niewiastą, której imienia nie będę wymawiać, również był przesłodzony. Tyle słodyczy to nawet cukierki nie mają. Czasem zachwycałam się, o jacy oni słodcy i mili dla siebie, to urocze, ale niekiedy do dobra przestańcie już, aż się nie dobrze robi. Myślę, ze tu też autorka mogła trochę przystopować. 

Zakończenie książki przypadło mi do gustu. Od samej walki, do późniejszych wydarzeń. To właśnie dzięki niemu ocena podskakuję do góry. Najpierw miało być dobrze, później znów wszystko się pokręciło. Myślałam, ze skoro autorka cały czas wszystko idealizował, dosładzała to i tak będzie do samego końca. Za to zaskoczenie ogromny plus dla autorki. Niestety całą dramaturgie zepsuły ostatnie słowa. Wielka szkoda, mimo wszystko mogę udawać, że nadal trwam w niepewności, co do jutra. 

„Przeznaczenie się dopełnia.(...) 
Należy spojrzeć w przyszłość.”

Żeby nie było tylko negatywnie z lekkimi dodatkami pozytywów. Dobrze zapowiadała się bitwa, o której tyle mówiono czytelnikom od początku. Była ona dla mnie szybka, pełna akcji, po prostu dobra, jej poziom podniósł znacznie moje tempo czytania. Chciałam się dowiedzieć, jak to wszystko wypadnie. Ten moment powieści wspominam naprawdę miło. 

Co napiszę na temat oprawy graficznej. Najpierw zacznę od okładki. Nie podoba mi się w pełni, przez te postaci. Właśnie one psują cały efekt, bo cała reszta, tył, bok, i przednie tło są naprawdę dobre i klimatyczne. W środku również znajdują się zdjęcia, oddzielają one części książki oraz ich miniatury, które znajdują się przy początku każdego rozdziału. Zdjęcia kaplicy(bo to chyba jest kaplica...) są świetne, również widoki za modelami również, jednak właśnie te postaci na nich psują wszystko. Nie spodobali mi się. 

Mimo, że pisałam więcej negatywnych odczuć na temat tej książki, to w sumie nie żałuję, że ją przeczytałam. Warta tego była nawet sama bitwa, która ogromnie mi się spodobała, czy turnieje rycerskie, o których nawet nie wspomniałam. Realia epoki były świetnie utrzymane, jednak moje wrażenia umniejszyła zbyt powolna akcja i zbyt idealni główni bohaterowie.
Ocena: średnia


Autor: Cecilia Randall
Tom: I
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 768
Cena: 39,99zł
Data przeczytania: 2013-08-24
Skąd: własna biblioteczka



Seria Hyperversum:
Hyperversum --- Il cavaliere del tempo --- Il falco e il leone

Książka przeczytana do wyzwania:

____________________________________________________
Przepraszam Was, drodzy czytelnicy za moje nieobecności, a zwłaszcza za tą ostatnią, wynikła ona z pewnych moich problemów, ale wszystko już wraca do normy. 
Serdecznie dziękują również wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, wyniki dodam w najbliższym czasie, jutro, bądź we wtorek. Nie spodziewałam się, że wymagana liczba dwunastu uczestników zostanie przekroczona, bo długo nikt się nie zgłaszam, ale na szczęście się udało, a nawet zgłosiło się czternaście osób. Ale o tym później.
Zapraszam wszystkich na moją stronę na FB, lajkujcie i zostawiajcie linki do własnych witryn, bym mogła i ja Was odwiedzić. :) [Klik]

Dobrej nocy, 
Patrycja


środa, 21 sierpnia 2013

Chwila dla widza - Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Morze Potworów


Morze przyjemności, a może jednak morze z horroru dla widza?

Percy Jakson i bogowie olimpijscy to jedna z moich ulubionych serii książek, nie tak dawno kupiłam płytę z pierwszą częścią filmu. Niestety nie przypadła mi ona tak do gustu, jak lektura, mimo wszystko  wyczekiwałam kinowej kontynuacji „Złodzieja pioruna”, może nie ogromnie, ale jednak chciałam się przekonać, jak to wszystko wyjdzie. Liczyłam na lepszą zbieżność z książką, po prostu na lepsze odwzorowanie wydarzeń z historii. Takie było moje marzenie, a jak film „Morze potworów” wypadł w praktyce?

Fabuła filmu niestety bardzo odbiegała od treści książki. Już od samego początku wydarzenia rozgrywały się zupełnie inaczej. Percy nie poznał Tysona w szkole, a już w obozie. W ogóle wszystkie zdarzenia rozpoczęły się zdecydowanie inaczej. Widzom została pokazana scenka, w której Talia, Annabeth, Grover i Luke uciekają przed cyklopami oraz zmiana córki Zeusa w drzewo. Moim zdaniem nie wypadło to jakoś imponująco. Mało być dużo lepiej.
Później przenosimy się znów w czasy, że tak to ujmę, współczesne. Najpierw mamy mały wgląd na złe relacje córki Aresa i Percy’ego, a potem widzimy atak spiżowego byka. Ów stwór bardzo mi się spodobał, moim zdaniem wyglądał naprawdę świetnie. Te wszystkie przekładnie, scena z nim w roli głównej była naprawdę dobra. Podczas ostatecznego starcia do obozu dostaję się Luke i mówi Percy’emu o przepowiedni. Właśnie od tego momentu rozpoczyna się cała akcja, wszystko się rozkręca.



Na początku tej opinii wspomniałam, że liczyłam na większą zbieżność z książką, „Morze potworów” lubiłam bardzo, zwłaszcza dzięki niektórych fragmentom, które będę później wymieniać, dlatego ogromnie na to liczyłam. Niestety chyba nie powinnam, bo się przeliczyłam. Wydarzenia zostały okropnie pomieszane, niektóre usunięte, a jeszcze inne dodane. Po pierwsze i najważniejsze, zniknęła cała magia Morza Potworów, można by powiedzieć, że była to praktycznie spokojna wyprawa. Walczyli jedynie z jednym poważniejszym potworem, potem (spoiler dla nie czytających) oczywiście z Polifenem, ale tu też zabrakło mi tylko świetnych wydarzeń, wspinaczki na owce, oszukania cyklopa, podszywania się pod Nikogo. Bardzo żałuję. Cała ta wyspa była okropnie zepsuta, nie było jedzących mięsa owieczek, walki nad wodą. (koniec spoilera)Cała brawura ich misji została zepchnięta do krótkiej walki. Nie spodobało mi się to.

Teraz coś dla czytelników, usunięte fragmenty. Najważniejsze to moim zdaniem walka wraz z kuzynami Chirona, brak kurortu Kirke, syren. Moim zdaniem najważniejsze sceny z przeprawy przez morze zostały widzom odebrane. Przemiana Percy’ego w świnkę morską była jednym z moich ulubionych fragmentów, a tu niestety została mi odebrana. Chciałabym też zobaczyć przemianę Annabeth. Ale to tylko moje marzenia...



Czas na krótki opis bohaterów (lub może trochę dłuższy...) Percy nie był najgorszy, ale jakoś nie urzekł mojego serca, jak jego książkowy pierwowzór. Annabeth, po pierwsze zmieniła kolor włosów, a nikt o tym ani słowa, jak oni mogli nie zauważyć, blondynka jak w książce, jaka zmiana, a po drugie niby córka Ateny a jakoś nie wykazywała się intelektem. Jeden jej komentarz bardzo mnie rozbawił, nie zacytuję, bo boję się, że coś pomylę, ale wtedy Percy ją pochwalił, a ona odrzekła na tak, przecież jestem córką Ateny. Chodziło jednak jedynie o odkręcenie termosu z czterema wiatrami... Luke trochę się postarzał, w poprzedniej części wyglądał nieźle, ale tu cały czas wydawał mi się stary, czyżby słaba charakteryzacja, on miał wyglądać na góra (może się mylę, bo z tym wiekiem w filmie to kompletnie się gubię), ale chyba na dwudziestolatka. Te jego niby złośliwe komentarze lub usilne próby przekonania Percy’ego do przejścia na złą stronę nie były zbyt porywające. Mimo, że filmowy Grover kompletnie nie pasuję do mojego wyobrażenia ciamajdowatego, mizernego i pryszczatego nastolatka to najbardziej go polubiłam z całej obsady. Dzięki niemu film był bardziej zabawny. Clarisse kompletnie różniła się od postaci z lektury. Po pierwsze była zdecydowanie za ładna, jak na nią (:P), a po drugie jakoś nie za bardzo wyczuwałam jej wrogość do Percy’ego.
Czas na gwóźdź wieczoru a mianowicie postać Tysona. Chłopak jednocześnie pasował i nie pasował do swojej postaci, czasem zachowywał się jak książkowy Tyson, a  czasem wydawał mi się za dorosły, przez co rozumiem to, że był inteligentniejszy, bardziej pomocny i więcej rozumiał, niż jego książkowy odpowiednik. Ostateczne jednak wysuwał się na plus, polubiłam go, był niejednokrotnie uroczy. Zabrakło mi jednej związanej z nim sprawy, a było to mówienie to nauczyciela dzieciaków i do wodnego konia, czegoś w stylu: „O konik, jaki on cudowny”, co kompletnie mnie rozbrajało w książkach. Szkoda...


Sama końcówka filmu była okropnie zmieniona, nie wiedziałam już, co mam myśleć. Działo się w niej coś dziwnego. Akcja z walką na Andromedzie była w zupełnie innym miejscu, a Luke pojawił się w innym miejscu. Tam rozegrała się naprawdę dziwna potyczka. Pod koniec już nic mi nie grało i zastanawiałam się, jaką część ja oglądam. Nie spodobało mi się to.

Tak już, by zakończyć swoje narzekanie (musiałam to zrobić) muszę powiedzieć, że w filmie było trochę za dużo dramatyzowania. W dużej mierze skupiono się na relacji między Percy, a jego nowym bratem, w końcówce też to zaważyło. Może jestem bez uczuć, przynajmniej w tym wypadku, ale w filmie, w którym główną role ma odgrywać akcje wolałabym jej zobaczyć więcej.



Po skończeniu oglądania pomyślałam, że film nie był przeznaczony właśnie dla czytelników, a dla dzieciaków, które chciały by się trochę pobawić. Może właśnie gdybym nie czytała książek byłabym lepiej nastawiona do kontynuacji. Razem z przyjaciółką, która też książkę czytała komentowałyśmy, co chwila wydarzenia i zachowania bohaterów, więc się nie nudziłam, ale mimo wszystko poważnie się zastanowię, czy zaufać tej serii po raz kolejny, jeśli byłaby ekranizowana trzecia część cyklu.


Ocena: średnia
Reżyseria: Thor Freudenthal
Scenariusz: Marc Guggenheim
Część: II
Produkcja: USA
Czas trwania: 1h 46min
Data premiery: 16 sierpnia 2013 (Polska) 7 sierpnia 2013 (świat)
Data obejrzenia: 2013-08-21

Bohaterowie(główni):
Logan Lerman - Percy Jackson
Alexandra Daddario - Annabeth Chase
Douglas Smith - Tyson
Leven Rambin - Clarisse La Rue
Brandon T. Jackson - Grover Underwood
Jake Abel - Luke Castellan
Anthony Head - Chiron
Stanley Tucci - Pan D

Tym trailerem zakończę moją luźną opinię na temat filmu. Jutro wybieram się na kolejny, tym razem wyczekiwany jeszcze bardziej film "Miasto Kości", już się nie mogę doczekać, mam nadzieję, że będzie lepszy. 

Dobrej nocy,
Patrycja

PS. Dla zainteresowanych seriami autora,  dodaję linki moich recenzji:

Seria Olimpijscy herosi:
Zagubiony heros --- Syn Neptuna --- Znak Ateny --- Dom Hadesa --- ??? + Pamiętniki herosów

Seria Percy Jackson i Bogowie Olimpisjcy: 
Złodziej pioruna --- Morze potworów --- Klątwa tytana --- Bitwa w labiryncie --- Ostatni Olimpijczyk + Archiwum herosów + Przewodnik po świecie herosów