środa, 31 lipca 2013

Podsumowanie lipca

Witam wszystkich,

dziś jak każdego ostatniego dnia miesiąca zebrałam się post podsumowujący. Dziś miałam dodać jeszcze rano pewną recenzję, ale jej po prostu nie napisałam. Trochę lenistwo, trochę inne obowiązki i nie ukrywam przyjemności. Ale przejdźmy do głównego tematu, czyli podsumowania.

Jestem Wam niezmiernie wdzięczna za Wasze odwiedziny na moim blogu, jest mi bardzo miło, gdy przeczytam Wasz komentarz lub zobaczę, że licznik odwiedzin poszybował w górę. Bardzo ucieszyłam się, gdy nie tak dawno zauważyłam, że liczba moich odwiedzin przekroczyła 10000. Bardzo Wam za to dziękuję, z tej okazji przygotował dla Was pewną niespodziankę, która ukażę się już niedługo. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.




Czas jednak na trochę liczb. Wyliczyłam, że w tym miesiącu liczba moich obserwatorów wzrosła o 17 osób, czyli wynosi aż 85 osób. Mam już kolejny powód do dumy, powoli zbliżam się z Wami do 100. :) Jakiś czas temu krążyła plotka, że obserwatorzy zostaną usunięci i pozostaną jedynie obserwatorzy google. Na szczęście okazało się to nie prawdą (jak większość plotek), mimo to do kręgów nadal dołączają osoby, ja mam ich już 75. Jakie ładne liczby, dopiero teraz zauważyłam ;) Na koniec tych danych dodam, że na mój blog zajrzało aż 2582 osoby, dziękuję Wam serdecznie. ;)

Chyba przedwcześnie wypowiedziałam się o końcu liczb. Tym razem jednak pokaże Wam, ile udało mi się w tym miesiącu przeczytać. Razem po podliczeniu wszystkich stron udało mi się przeczytać aż (uwaga, uwaga) 7912 stron, co na dzień daje 255 stron. Jestem z tego wyniku ogromnie ucieszona, nie spodziewałam się, że jednak uda mi się przeczytać więcej niż niż w styczniu. Jednak, nie tylko ilość stron wzrosła, jak dotąd jest to też moja największa liczba przeczytanych pozycji. Sama nie wiem, kiedy na to wszystko znalazłam czas, ale się udało. Pozostaję tylko się cieszyć. :)

Książki przeczytane w lipcu:
1. "Syn Neptuna"(Olimpijscy herosi) Rick Riordan [zrecenzowane]
2. "Eksperyment "Anioł""(Maximum Ride) James Peterson [zrecenzowane]
3. "Faza piąta: ciemność"(Gone) Michael Grant [zrecenzowane]
4. "Felix, Net i Nika oraz Nadprogramowe historie" Rafał Kosik [zrecenzowane]
5. "Cień i Kość"(Trylogia Grisza) Leigh Bardugo(egzemplarz recenzencki) [zrecenzowane]
6. "Gorycz krwi"(Wampiry z Morganville) Rachel Caine [zrecenzowane]
7. "Nomów księga wyjścia" Terry Pratchett [zrecenzowane]
8. "Zbuntowany książę"(Kroniki Moorehawke) Celine Kiernan [zrecenzowane]
9. "Zawód" wiedźma ks. 1" Olga Gromyko  [zrecenzowane]
10. "Karmazynowa korona" (Siedem królestw) Cinda Williams Chima [zrecenzowane]
11."Królestwo łabędzi" Zoe Marriott [zrecenzowane]
12. "Zawód: wiedźma ks. 2" Olga Gromyko [zrecenzowane]
13. "Niezgodna" Veronica Roth  [zrecenzowane]
14. "Dotyk Julii" Tehereh Mafi [zrecenzowane]
15. "Wojna w blasku dnia ks. 1"(demoniczny cykl) Peter V. Brett [zrecenzowane]
16. "Wiedźma: opiekunka cz. 1" Olga Gromyko [zrecenzowane]
17. "Wiedźma: opiekunka cz. 2" Olga Gromyko [zrecenzowane]
18. "Znak Ateny"(Olimpijscy herosi) Rick Riordan [do zrecenzowania]

Pozycje powtórzone w tym miesiącu:
1. "Dom luster"(Ulysses Moore) Piedomenico Baccalario [zrecenzowane]
2. "Miasto Szkła"(Dary Anioła) Cassandra Clare [w trakcie pisania]
3."Przyrzeczeni" Beth Fantaskey [do zrecenzowania]

Czas teraz na trudne decyzja:

Najlepsza książka miesiąca: "Syn Neptuna", "Faza piąta: ciemność", "Cień i Kość", "Karmazynowa korona", "Dotyk Julii", "Wojna w blasku dnia ks. 1" 
Najgorsza książka miesiąca: "Nomów księga wyjścia"
Największe pozytywne zaskoczenie: "Dotyk Julii", "Eksperyment "Anioł"", "Niezgodna"
Największe rozczarowanie: "Nomów księga wyjścia"
Liczyłam na więcej: "Wiedźma: opiekunka"


Naprawdę nie spodziewałam się takich wyników. Jak widzicie w tym miesiącu królowała u mnie fantastyka, przeczytałam w tym miesiącu książki jedynie z tego gatunku i jeszcze nie zbzikowałam... Miałam dziś wypożyczyć coś z innego gatunku, ale znów coś mnie przyciągnęło do jakieś książki fantasy i nie mogłam nie wziąć. No trudno, nic nie poradzę, że uwielbiam ten gatunek. Tak dziś zauważyłam, że rozpoczęłam lipiec od książki Riordana i konczę z nim miesiąc. Ładnie się złożyło. :)

I znów te liczby, ale po prostu nie da się od nich uwolnić. Tym razem obrazują one, ile postów dodałam w tym miesiącu. Było to 23 posty(łącznie z tym), 20 z nich zawierało recenzje(w tym jedną filmu), jedna były to zabawy blogowe, a ostatni to kilka zdjęć ze stosikiem. Z ciekawości sprawdziłam też, jaki post cieszył się największą popularnością. Okazało się, że ten zawierający recenzje książki "Dom Luster" i został wyświetlony 70 razy.

Plany na sierpień w sprawach czytelniczych nie są zbyt ambitne, jednak mam zamiar popracować troche nad blogiem, muszę pomyśleć nad jakoś odmianą, bo trochę monotonne się zrobiło. Raz w miesiącu dodaję jakieś recenzje, jednak poty te nie są szczególnie wyszczególnione. Chciałabym to zmienić i stworzyć jakiś kącik tematyczny. Jeszcze nie wiem, czy pomysł nie spełźnie jedynie na zamiarach. Mam nadzieję, że nie. Naprawdę muszę pomyśleć o jakieś odmianie, po pierwsze, by mój blog stawał sie dla Was ciekawszy, a po drugie bym sama miała większą ochotę na niego wchodzić. ;) Do tego postanowiłam zrobić Wam niespodziankę, którą już jakiś czas temu wymyśliłam, mam nadzieję, jak już wcześniej pisałam, że Wam się spodobała. Możecie się jej spodziewać w piątek. W ten sam dzień postaram się również dodać kolejny stosik, jak to mam w zwyczaju. ;)

To chyba tyle miałam do napisania, teraz czekam na Wasze wrażenia, jak Wam poszło w tym miesiącu? Możecie polecić jakieś ciekawe pozycje, które szczególnie przypadły Wam do gustu w tym miesiącu?


Pozdrawiam
Patrycja

wtorek, 30 lipca 2013

Dotyk Julii

Wzbić skrzydła do lotu...

„Chcę być ptakiem, móc odlecieć.”

Ja. Tylko ja w samotności. Mogę jedynie wsłuchiwać się w ciszę. Nienawidzę jej. Przyzwyczaiłam się do niej. Wysłuchuję nieistniejących ciepłych słów, słów, słów, słów. Myśli nie potrafią dać spokoju. Sama ze sobą. Samotna. Wiem, że nie to nie moja wina. Tak naprawdę nikt nie zawinił. Jestem dziwna. Jestem inna. Pozbawiona życiowej przyjemności. Tak zwyczajnej, prostej. Tak normalnej. Tak niezwykłej. Ale czy ja jestem normalna? Sama ze sobą, sama z myślami. Wciąż rozmyślam, a co by było gdyby... Ale nie ma gdyby. Jest tu i teraz. Jestem ja. Brakuję kogoś. Bliskiego dla mnie. Wokół cztery ściany, cztery szare ściany. Więzienie. Schronienie. Pustka w sercu. Brak zrozumienia. Ale to niczyja wina. Widzę, ale po co mi wzrok? Słyszę, ale po co mi słuch? Czuję, ale po co mi węch? Mogę mówić, ale po co mi to? Tu nie ma nikogo. Tylko ja i moje myśli. Nie, nie tylko. Mam jeszcze pióro i dziennik. To daje ukojenie. Przelewam do zeszytu myśli, wspomnienia. To daje ukojenie, to daje mi siłę. Mam ją w sobie. Jeszcze. Ile? Ile? Chcę wreszcie poczuć, być blisko człowieka. Jednak nie mogę. Nie chcę. Chcę. Chcę. Chcę. Poczuć.  I tak to nie ma znaczenia. Dlaczego nie ma? Wybór. Sama go sobie odebrałam.  Nikt nie dał mi wyboru. 

„Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć.”

Julia jest od 264 dni zamknięta sama w pokoju celi. Nie ma z nią nikogo. Dziewczyna nie ma z kim Dlaczego, po co, w jakim celu? Pytania krążą po jej głowie, jednak znikąd odpowiedzi. Chłopak chcę porozmawiać, pyta o jej imię. Ale dziewczyna milczy, udziela zdawkowych odpowiedzi. Kim jest chłopak? On nie może się do mnie zbliżyć. Nikt nie może. Ale dziewczyna tak bardzo pragnie zrozumienia, dotyku, ukojenia, ciepła, bliskości. Nie chcę żyć w ciągłym zamknięciu. Chcę odlecieć jak ptak, którego już nie ma. Nie ma. Nie ma. I jeszcze te oczy. Jak dawne wspomnienia, kawałek dawnego życia, urywek przeszłości. Skąd ona zna te oczy? Jaką tajemnicę skrywa jej współwięzień nowy przyjaciel? Czy wyjawi mu swój sekret? 
rozmawiać. Czuję się samotna. Towarzyszą jej jedynie jej myśli i pamiętnik, do którego przelewa uczucia. Niespodziewanie, któregoś dnia do jej pokoju zostaje przyprowadzony ktoś jeszcze. Chłopak.

„Stałam się szeptem, którego nigdy nie było.”

„Dotyk Julii” to pierwsza część trylogii Tahereh Mafi. Szeptem. Po książce kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czytałam bardzo pozytywne recenzje, ale nie zawsze książka, która podoba się większości musi spodobać się także mi. Opis od początku nadaję klimatu klimatu klimatu powieści. Już pierwsze zdania powieści utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będzie coś niezwykłego, coś innego od wszystkiego wszystkiego z czym się do tej pory spotkałam.

Nie spotkałam się do tej pory z powieści tak barwną i zmienną. Kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Początkowo akcja rozgrywała się w jednym pokoju, myślałam, że pozostanie tak długi czas. Pomyłka, pomyłka, pomyłka. Na pewno nie było w tym fragmencie wiele akcji, ale wszystko rekompensował cudowny język powieści. Częste podkreślenia, zdanie, które zostały skreślone, przenośnie, metafory, porównania. Jak kropla deszczu...  To nadawało niezwykłego klimatu.  Książka klimatycznie była często podobna do wiersza, niekiedy niezrozumiała w pełni, wieloznaczna. Dzięki czemu czułam jakbym znalazła się w głowie Julii, mogła poczuć jej emocje, cały ten mętlik, który w sobie nosiła. Było to naprawdę niezwykłe. Czytało się to niesamowicie niesamowicie niesamowicie. 

Jednak czym dalej tym ilość akcji zdecydowania się podwajała, bohaterka się zmieniała, a ilość powtórzeń i zmiennych myśli malała malała malała. Julia rzadziej je stosowała. Szkoda. Liczyłam, że język powieści cały czas będzie się utrzymywał, jednak tym razem rekompensowały mi to niespodziewane wydarzenia. Tyle razy czułam zaskoczenie, niedowierzanie. Działo się sporo, co chwila jakaś zmiana otoczenia i moment, którego kompletnie się nie spodziewałam. 

Największe zaskoczenie przeżyłam na samym końcu. Nie mogę go opisać. Chciałabym je opisać, ale niestety nie mogę. Cokolwiek bym napisała bałabym się, że jednak coś zdradziłam. A to nie było by fer. Dla Was, dla Was. Mam nadzieję, że wątek zostanie rozwinięty w pełni. Cała powieść poszła kompletnie zmiennym torem niż, to co sama wymyśliłam, co było dla wielkim plusem, w ogóle się przy niej nie nudziłam. Wszystko przeminęło nie wiadomo kiedy. 

„Jestem echem tego, co było kiedyś.”

„Mój świat jest utkaną ze pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją.”

Warto wspomnieć o bohaterach, których szczerze polubiłam. Poznałam naprawdę wiele, niezwykłych i interesujących postaci. Od początku ciekawą osobą wydała mi się tytułowa Julia. Nie tylko jej dar, ale również osobność wydała mi się niezwykła i jedyna w swoim rodzaju. Takie postaci są warte zapamiętania. Ze mną długo pozostaną jej rozważania, najbardziej obfite w nie były te początkowe, do których myślę, że nie raz jeszcze wrócę.

Do towarzystwa głównej bohaterce autorka dodała jeszcze dwóch niezwykłych panów. Mężczyźni kompletnie się od siebie różnią. Są jak ogień i woda. Zacznę od Adama, którego poznajemy nieco wcześniej. Chłopak pojawia się w celi Julii i od razu wzbudza w czytelniku chęć poznania jego tajemnicy. Niemożliwe, by nie pojawił się w jakimś celu. Julia tyle dni była sama, a tu nagle pojawia się on. Do tego jeszcze pisarka jeszcze bardziej mąci czytelnikiem i wiele razy podsuwa nam informację, że Julia skądś go zna. Początkowo tajemniczy, potem zdawało mi się przygasł i stał się bohaterem przewijającym się w niezliczonych powieściach, jednak w dalszej części wzbudzał coraz większe emocje, dzięki zmianom jakie w nim zachodziły.

„- Za to ty twierdzisz, że tak dobrze mnie znasz. Zaciskam zęby, nie ufając sobie na tyle, żeby się odezwać. - Przynajmniej jestem szczery - dodaje. - Dopiero co przyznałeś, że jesteś kłamcą! Unosi brwi. - Przynajmniej jestem szczery co do tego, że jestem kłamcą."”

Całkowicie odmienny jest Warner. Gdy przeczytałam kilka pierwszych zdań o nim w oczach Julii wydał  mi
się potworem. Jego osoba była, że tak to ujmę intrygująca. Mocny charakter, do tego silna chęć dążenia do władzy, brak skrupułów. Bohater po części przerażający, ale chyba dla mnie w większej mierze ciekawy. Był bardzo wyrazisty, jego postać wzbudza wiele emocji. Długo nie mogłam go w pełni rozgryźć, myślę, że nadal wiele mi w tej kwestii brakuję.

„Jestem niemal pewna, że w tej chwili mnie nienawidzi. Nienawidzi mnie za to, że ja nienawidzę siebie”

Jak pewnie domyślacie, ci panowie walczą o względy Julii. Po części mają podobne intencje, ale powinnam podkreślić słowo po części. Tu plan Warnera był zdecydowanie ciekawszy i bardziej brutalny, po prostu interesujący. Ale jak znaleźć miejsce dla miłości, gdy twój dotyk rani, gdy nie można nawet podać ręki, objąć, przytulić. Wszystko wyjaśnia się w dalszej części lektury. Trochę prosto, ale czy wszystko musi być skomplikowane, nadal jednak czytelnik nie wie, dlaczego. Nie mam pojęcia, czy będzie ku temu jakieś rozwiązanie, mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni, ujawni.

„Koniec snów na jawie.”

Świat przedstawiony w powieści, o którym powinnam chyba wspomnieć na początku, jest nam jak sama myślę, w zbyt małej mierze przedstawiony. Jednak w świecie, w którym zmiany zachodzą tak szybko, gdy dziewczyna spędza 264 dni sama w zamknięciu i nie ma kontaktu z życiem na zewnątrz, jest to dość oczywiste wyjście. Wiem, że nowe oblicze Ziemi nie jest kolorowe, nie ma śpiewających ptaków, nie ma biegających zwierząt, ludzie musieli wyprowadzić się z normalnych domów. Na pewno nie jest kolorowo, jednak nie jest również bardzo przerażająco. Dla mnie było na ten temat trochę za mało, nie wiem o świecie Julii praktycznie nic. 

Więcej moich myśli poruszył temat daru, czy przekleństwa Julii. Zastanawiałam się, czy to rodzaj jakiejś dziwnej mutacji, jakieś dziwne zjawisko. Czym jest jej dotyk? Wiele pytań, końcowe fragmenty pozostawiły jeszcze więcej pytań, które niestety nadal są bez odpowiedzi. Koniec nie wyjaśnił tak naprawdę nic, a jedynie dołączył jeszcze coś innego, co tylko bardziej podsyciło ciekawość.

„Teraz już wiem, że naukowcy się mylą. Ziemia jest płaska. Wiem to, ponieważ zepchnięto mnie z jej krawędzi, choć przez 17 lat próbowałam się jej trzymać. Próbowałam wspiąć się z powrotem, ale pokonanie grawitacji graniczy z cudem, kiedy nikt nie chce podać ci ręki.”

Podsumowując, cieszę się, że po książkę sięgnęłam tak późno, dzięki temu już teraz mogę zabierać się za zakup kontynuacji i nie przejmować się, że muszę na nią tyle czekać. Z drugiej strony, nie rozumiem, dlaczego przyjemność ta tak przeciągałam. Wracając jednak do samej treści, powieść była naprawdę zaskakująca nie tylko w fabule, ale również w samym pomyśle na wykonanie i przedstawienie zdarzeń. Niezwykłe epitety i cudowne przenośne ukazały mi niezwykłość świata Julii, jej emocje i tajemnice. Pokochałam bohaterów powieści i jestem zdecydowana poznać ich dalsze losy.
Ocena: świetna


Autor: Tahereh Mafi
Tom: I 
Wydawnictwo: mooondrive
Ilość stron: 336
Cena: 34,90 zł
Data przeczytania: 2013-07-24
Skąd: własna biblioteczka


Seria o Julii:
Dotyk Julii --- 1.5 Destroy me --- Sekret Julii --- Unravel me



Książka przeczytana do wyzwania:

poniedziałek, 29 lipca 2013

Wiedźma: Opienkunka

Kolejna wyprawa W-Rednej



„Lepiej jest zajść niedaleko, niż pozostać w miejscu.”**

Wiedźma to najczęściej kobieta bez żadnej miary, złośliwa, mściwa, po prostu okrutna. Kiedyś mówiono tak również o kobietach silnych, które po prostu chciała się rozwijać lub miały jakieś niecodzienne umiejętności. Niekiedy jednak słyszy się również o wiedźmach- czarownicach. Kobietach obdarzonych mocą magiczną. Dziś spędziłam cały dzień właśnie z wymienionym trzecim przypadkiem. Choć kobieta ta pasuję po części do wszystkich grup, na pewno jest silna, odważna, a do tego, co sama z dumą przyznaję, niezła z niej zozła. Jeśli wolisz nadal pozostać sobą lepiej uważaj na słowa, Wolha ma charakterek. Bez niego nie mogłaby zostać zawodową W-Redną.

Wolha została już pełnoprawną magiczką. Już nic nie stoi jej na przeszkodzie na drodze do zostania Wiedźma w Dogowie. No prawie nic. Mistrz załatwił jej pracę u samego króla. Pewnie każdy normalny człowiek by się ucieszył, ale czy Wolhę można nazwać normalną. Podstępem  wymigała się od zajęcia i ruszyła do wampirzego przyjaciela. Okazało się, jednak że Lena nie ma już w Dogowie. Wolha postanawia podążać jego śladem. Co spotka ją po drodze? Jakie niebezpieczeństwa czekają na nią podczas podróży?

Postanowiłam, że tym razem nie będę się rozdrabniać i obie części opiszę razem. Tym bardziej jest to według mnie wskazane, ponieważ obie książki są jedną historią, zupełnie inaczej niż w przypadku pierwszej części. Oczywiście, ale co będę opisywać? Tym razem zabrałam się za lekturę drugiej z kolei książki Olgi Gromyko pt. „Wiedźma: Opiekunka”. Książka w wielu aspektach mnie zaskoczyła, ciekawie wyjaśniła ważne aspekty poruszone w poprzedniej książce, jednak...

Najważniejsze, co ceniłam i nadal cenię w twórczości Pani Gromyko to humor, który potrafi wlać w niemal każdą stronę powieści. Niestety w tej książce, przynajmniej na początku nie było go za wiele. Pierwsza część praktycznie w ogóle mnie nie bawiła. Ciekawiej zrobiło się dopiero w drugiej książkę, gdy do powieści dołączyła trzecia postać. Najzabawniejsza według mnie była końcówka. Tak to mi zrekompensowało początkowe braki w tej dziedzinie.

W książkach pojawiły się dwie nowe ważne postaci, które przez większość czasu odkrywały dużą rolę. Spodobała mi się postać Orsany, jak i również Rolara. Oboje dodawali sporo humoru, a ich przekomarzania dodawały koloru. Wolha w moim odczuciu zmieniła się. Początkowe wydarzenia zabrały jej pokłady humoru, które wydawały mi się wprost niewyczerpane. Naprawdę bardzo się zdziwiłam. Bohaterka ta żartowała dość mało, zabrakło mi jej kłótni z Lenem i zgryźliwych komentarzy. Choć w sumie w jej stanie to zrozumiałe.

„Prawdziwi przyjaciele nie potrzebują pożegnań - prychnął smok. - Oni zawsze sssą z tobą, nawet jeśli nie prosssisz.”*

Wolha nareszcie zrozumiałą, ze czuję coś do Lena. Moim zdaniem sporo jej to zajęło. Ważne jednak, że się pozbierała i wzięła do roboty. Nic tak nie działa jak zazdrość. Okazało się, że Len ma narzeczoną, do tego wampirzycę, o której jego przyjaciółka nie miała żadnego pojęcia. Fakt ten, który dla mnie był dość oczywisty, został czytelnikom wyjawiony już na początku pierwszej części. Dobrze jednak, że Wolha się nie poddała, jej upór i chart ducha są naprawdę do pozazdroszczenia.

„Tchórz uciekający z pola walki porzuca wszystko, odważny zostaje w tym, co miał, a bohater zdąży również pozbierać po tchórzu”*

Stara wersja okładki
Wydawało mi się podczas czytania, że książka ta jest trochę poważniejsza niż poprzednia. Wiele działo się tu w sferze politycznej, bohaterowie mieli do rozwiązania sporą zagadkę. Autorka nieźle to wszystko ukartowała. Naprawdę ciekawie, choć ja, która nie znam się na tych wszystkich niezwykłych stworzeniach, które autorka wprowadziła do fabuły. Było ich naprawdę sporo i przyznam się, że większości nawet nie znałam. Dlaczego w intrygach politycznych poruszyłam sprawę stworzeń, bo odegrały one największą rolę w tej sprawie. Co rusz się z jakimiś spotykałam, a one o dziwo miały spory udział w sprawie.
Zakończenie książki nareszcie zawrzało od humoru, naprawdę aż miło było czytać. Mimo całej powagi sytuacji nie mogłam przestać się śmiać. A same ostatnie strony naprawdę przyjemnie zaskoczyły i wniosły sporo pytań do kolejnej książki. Długo nie będę czekała na kontynuację, bo myślę, że jeszcze w tym tygodniu zabiorę się za ostatni tom, tym razem w pojedynczym wydaniu. Mam nadzieję, że na sporo akcji i dużą dawkę humoru, zdecydowanie przewyższającą tę zebraną w tych powieściach.

Wydawnictwo Papierowy Księżyc po części jak zwykle zdobywa moja sympatię, a po części lekko drażni. Zacznę od tej nieprzyjemniejszej części. Nie podoba mi się to ich dzielenie książek, czasem może i jest to przydatne przy grubszych powieściach, ale przy tak krótkiej historii. Moim zdaniem trochę ponad 500 stron to na pewno nie jest wielka liczba. Znów te zyski. Koniec narzekania i czas na tę przyjemniejszą część. Okładki. Wiedźma na nich przedstawiona ponownie bardzo mi się spodobała. Można się przyczepić do lekkich niuansów, ale w sumie równie dobrze można je pominąć. Podobaja mi się pomysły na pozy czarownicy, a do tego gdy patrzę na jej spojrzenie, widzę główną bohaterkę. To wielki plus. Naprawdę miło się ją ogląda.

„Nie ważne, jak piękne by nie były wspomnienia - nie wolno żyć tylko nimi.”*

Podsumowując jestem zadowolona z lektury, jednak nie w pełni. Momentami książka mi się ciągnęła, trochę nie chciało mi się jej czytać, gdyż początkowe rozdziały wydawały mi się podobne do tych z poprzednich części i trochę naciągane, bo jeszcze niezwiązane z główną treścią powieści. Zabrakło mi też tej wielkiej ilości humoru. Akcja natomiast w dalszej części powieści, przygody Wolhy i nowe kreacje bohaterów wypadły naprawdę dobrze. Myślę, że nie mam za bardzo za czym narzekać, bo lekturę skończyłam błyskawicznie. Choć nie oszukujmy się nie była zbyt długa.
Ocena: dobra

* cytaty z części pierwszej
**cytaty z części drugiej


Autor: Olga Grymyko
Tom: I I część I i II
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 289 + 264
Cena: po 31 zł
Data przeczytania: 2013-07-28(obie)
Skąd: biblioteka publiczna

Seria  o W-Rednej:
Zawód wiedźma cz. 1 2 --- Wiedźma: Opiekunka cz. 1 i 2 --- Wiedźma: Naczelna
(podlinkowane numery części)




Książka przeczytana do wyzwania:

sobota, 27 lipca 2013

Wojna w blasku dnia ks. I

Zbierz w sobie siłę, czas ucieka...

„Dobrze jest uciekać, gdy wiesz, dokąd uciekasz, ale jeśli nie masz celu, lepiej jest stanąć do walki.”

Dzień to światłość. Noc to ciemność. Wszystko, co jasne wydaję nam się łagodne i przejrzyste, zaś to co ciemne, nieprzeniknione, tajemnicze, niebezpieczne. To prawda, gdy nie widzimy, nasza wyobraźnia szaleje. Jednak, gdyby wszystkie najokropniejsze zdarzenia, gdyby wszystkie wyobrażane sobie przez dzieci stwory naprawdę istniały. Tu noc naprawdę jest niebezpieczna. Tu ludzie muszą walczyć o życie. Słabi kryją się w domach. Silni walczą do utraty tchu.  Jeśli się boisz zostań w domu, skryj się przy cieple ognista i czekaj na koniec. Jednak pamiętaj, zbliża się walka. Teraz nawet dzień przestanie być bezpieczny. To będzie wielka walka. To będzie „Wojna w blasku dnia”. Czas ucieka.

33 lata temu
Mała dziewczynka w swoje dziewiąte urodziny zostaje odebrana rodzinie. Tak zadecydowały kości, dziewczyna ma zostać dama’ting, tak głosi wola Everama. Teraz ma zerwać kontakty z rodziną, ma zapomnieć. Młoda dziewczynka wie, że może wiele osiągnąć. Już od pięćdziesięciu lat do grona dama’ting nie dołączył nikt z zewnątrz. Wie, że nie może liczyć na pomoc, musi być silna.
Teraz
Zbliża się wielka wojna, ludzie obawiają się nie tylko nocnych bestii, ale również najeźdźców z pustynnych krain. Krasjanie chcą zdobyć nowe terytoria i zawładnąć ludnością. Kto wygra w tym starciu przybysze z pustynnych krain, czy mieszkańcy zielonych ziem?

„Noc jest bezlitosna.”

Peter V. Brett to teraz jeden z najbardziej cenionych współczesnych twórców fantasy. Jego debiutem została książka „Malowany człowiek” rozpoczynają cykl demoniczny. Niesamowity pomysł, świetnie ukazany świat i kreacja bohaterów zachwyciła mnie ogromnie. Wczoraj skończyłam trzecią już część cyklu Demonicznego pt. „Wojna w blasku dnia”. Jakie były moje wrażenia?

„Strach i ból to jedynie wiatr.”

„Wojna w blasku dnia” to książka w głównej mierze poświęcona Ineverze. Autor zabrał nas w czasy jej dzieciństwa, pokazał jak żyją dama’ting i jaka była jej droga na sam szczyt. Muszę powiedzieć, że niektórymi kwestiami mnie zaskoczył, niekiedy jednak czułam lekkie deja vu.  Inevera od zawsze była postacią, której nie dążyłam wielkim szacunkiem, mimo to jej nie lubiłam. Potrafiła dojść do celu mimo jakichkolwiek konsekwencji. Miała zadanie i potrafiła je wykonać perfekcyjnie. Można jej po prostu nie znosić, ale nie można o niej powiedzieć, że nie jest barwną postacią. Tu jednak autor pokazał nam jej jasną i bardziej ludzką stronę. Gdy patrzyłam na nią w poprzednich częściach oczami Jardina wydawała mi się kobietą bez żadnych skrupułów i perfidną. Jednak życie jej oczami wygląda kompletnie inaczej. Teraz wiem, co ukrywa za maską obojętności. Ciekawie było „wejść do jej głowy” podczas czytania. Czasem jednak, gdy jakiś fragment czytałam drugi, bądź trzeci raz i patrzyłam po prostu spojrzeniem innej postaci okropnie się nudziłam. Wiedziałam, co akurat dana postać powie, jak się zachowa. Mam nadzieję, że w kolejnej części autor za główną postać weźmie kogoś, kogo jeszcze nie znam. Nie chciałabym znów czytać tego samego. Nie mogę jednak nie dodać, że niekiedy właśnie takie powroty były pozytywne, bo mogłam zobaczyć, co tak naprawdę wtedy czuła Inevera, a nie wyciągać wnioski z wrażeń Jardina, czy innych postaci.

„Wojna w blasku dnia została przepowiedziana.”

Jestem bardzo szczęśliwa, że na reszcie mogłam dogłębniej poznać struktury życia dama’ting. Niektóre zdarzenia zaskoczyły mnie i to mocno. Autor obnarzył kobiety z ich największych sekretów. Dotąd myślałam, że jedynie Inevera ma taki silny i dominujący charakter, okazało się to jednak moim błedem. Wszystkie dama’ting są dobrze szkolone, potrafią zgrabnie ukrywać uczucia. Kilka lat, które spędziłam w tym miejscu z młodą Ineverą ukazały mi jak z miłej, spokojnej dziewczynki staje się silną i niezależną kobietą. Jednak właśnie w szkole został nam ukazany podobny schemat, co w „Pustynnej włóczni”. Inevera tak samo jak Jardir była niezwykła, niecodzienna. Inne dzieciaki, a właściwie już młodzież ją omijały, zaś ona nie brała sobie tego do serca. Walczyła i dążyła dalej do upragnionego celu. Miała do tego wroga, który co rusz pokazywał jej, gdzie jest jej miejsce. Ta schematyczność dla mnie była wyczuwalna. Autor opisał też kilka lekcji dama’ting szkoda tylko, że tak mało. Chciałabym lepiej poznać technikę ich walki. Same kości hora dla mnie cały czas są ciekawe. Technika ich wyrobu dla mnie była do tej pory zagadką, która została interesująco przedstawiona.

„Niektóre zmiany są trudniejsze do zaakceptowanie od innych.”

Rozdziały z Ineverą jako główną postacią nie występowały jedynie w przeszłości. Mieliśmy też kilka okazji poznać jej dzisiejsze myśli. Zaskoczyło mnie to, że nadal skrywa tyle uczuć, że nadal wiele rzeczy ją boli. Myślałam do tej pory, że te zmiany z obozie dama’ting zmieniły ja kompletnie. Jednak się myliłam. Bawała mnie jej zazdrości o Leeshę. Zwłaszcza, gdy odkryła przed pewną postacią swoje uczucia. Interesujące, ciekawi mnie, co dalej z tego wypłynie.

„Istnieją kobiety, które są urodzonymi wojowniczkami. Pozwól im walczyć.”

W czasie, gdy dorosła Inevera dalej tworzyła swój plan Arlen i jego narzeczona Renna udali się w stronę Zakątka Wybawiciela. Rozdziały z ich udziałem były przedstawiane w trzecioosobowej narracji Renny. Dziewczyna kompletnie się zmieniła od poprzedniej części. Naprawdę zaczęła mnie denerwować. Niekiedy robiła tak głupie rzeczy, często zastanawiałam się, co się z nią dzieję. Żałuję, że narratorem nie był Arlen, on nadal pozostaje moja ulubioną postacią, ale z drugiej strony nie zauważyłabym zmian, które zachodziły w Rennie i poznała jej sekretów. Nadal troche trudno mi uwierzyć, że to własnie ona będzie razem z Arlenem, Naznaczonym, przez niektórych zwanym Wybawicielem. Trochę mnie pod koniec poprzedniej części zaskoczyło, ale i tak lepiej pasują do siebie niż Leesha.

Kilka rozdziałów powieści było też poświęconych właśnie Leeshy, dziewczyna jak dla mnie jest władcza i złośliwa. I to nawet nie w takich miłym sensie, że powie coś uszczypliwego, ale cały czas poucza. Nie podobało mi się to, że wytyka innym wady, a swoje czyny uważa za słuszne. Końcowe momenty z jej udziałem jednak były naprawdę ciekawe, szczena mi opadła, a to co powiedział jej Gared, naprawdę było rażące. Może to ją czegoś nauczy. Jednak nie tylko to było ciekawe, nie wiem, co się będzie z nią działo, kogo wybierze. Już nie mogę się doczekać kolejnej księgi, by się dowiedzieć.

Narratorami byli również Rojer i Abban. Było im poświęcone zdecydowanie mniej miejsca, ale rozdziały z ich udziałem były naprawdę intrygujące. Rojer zaskoczył mnie w pełni. Jego muzyka, jego wybór, takiej odwagi się po nim nie spodziewałam. Współczułam mu wyboru jaki podjął, będzie miał ciężko. Spodobała mi się również scena z jego udziałem, w której poskramiał demony, świetnie opisana i warta uwagi. Plan Abbana bardzo mnie ciekawi, z niego jest niezły kombinator, ale lubię takich ludzi. W sumie zwykła polityka, by zyskać jak najwięcej, ale on zyskuję nie tylko fundusze, ma coraz większe wpływy. Naprawdę jako kupiec i strateg sprawdza się wyśmienicie.

„Jedność jest warta każdej ceny we krwi.”

Wciąż zaskakuje mnie, nawet po przeczytaniu sporej ilości książek Bretta, że tak zgrabnie łączy losy wszystkich postaci. Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość są doskonale wykreowane, tu każde nawet błahe z pozoru wydarzenie ma ogromne znaczenie. Głównym wątkiem jest walka z demonami, ale liczne intrygi, potyczki i zmagania są również ciekawe. Wiele się dzieje, a czytelnik nie ma prawa do nudy. Cały czas wyczekiwałam tej wielkiej wojny, jednak w tej księdze się jej nie doczekałam. Może zmieni się to szybko. Przecież cały czas mówi się o walce z wielkim demonem podczas Nowiu, przy każdym rozdziale, które dzieją się w teraźniejszości jest to pokreślone ilością tych dni.

Wspomnę też o oprawie graficznej. Okładki tego cyklu są utrzymane w podobnych schemacie, który mi osobiście przypadł do gustu. Przedstawione są na nich główne postaci danej książki. W pierwszej części był to Arlen, w drugiej Jardir, a w trzeciej Inevera. Każda część przez nasze wydawnictwo została podzielona jeszcze na dwie księgi, dlatego by nie były takie sam na pierwszych dwóch schematycznie zmieniano kolor tła i stroju bohatera. Strój i tło były w tym samym kolorze, ale w innych odcieniach. Tym razem jednak, jest inaczej. „Wojna w blasku dnia” ma szare tło, strój modelki zaś jej błękitny. Szkoda, że schemat nie został zachowany, bo bardzo mi się spodobał.

We wcześniejszych recenzjach wspominałam o świetnych czarno-białych rysunkach w środku książki. Jeśli w poprzednich były one świetne, to teraz muszę powiedzieć, że są cudowne. Widać dopracowanie w każdym calu, bardzo mnie urzekły. Tak o obrazkach na pewno wspominałam, ale nie jestem pewna, czy pisałam o odznaczeniach rozdziałów. Każda postać ma przypisane swoje atrybuty, które ukazują, która postać właśnie będzie w nim narratorem. W tej części są to postacie wspomniane wyżej. Ich odznaczenia pasują do nich idealnie, a gdy znam postać od razu wiem, o kogo chodzi.

„Zasadź wszystkie ziarna, które posiadasz, a możesz doczekać się niespodziewanych owoców.”

Nie spodziewałam się, że aż tak się rozpiszę, bo początkowo po zakończeniu normalnego jak w każdej mojej recenzji wstępu nie wiedziałam, co mam napisać. Szybko jednak przypomniałam sobie, co działo się w książce i wtedy już nie mogłam skończyć. Podsumowując jednak, książka bardzo mi się spodobała, nie odbiega w dużej mierze od poziomu poprzednich części, jednak niekiedy nudziłam się podczas fragmentów, które już znałam. Niemniej książkę czytało mi się naprawdę szybko, dosłownie ją pochłaniałam. Nie mogę się już doczekać kontynuacji tego tomu. Jestem pewna, że jeszcze wiele przede mną.

Ocena: świetna - 

Autor: Peter V. Brett
Tom: III Księga I
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 677
Cena: 44,90 zł
Data przeczytania: 2013-07-27
Skąd:  biblioteka publiczna


Cykl demoniczny:
Malowany Człowiek ks. 1 i 2 --- Pustynna Włócznia ks. 1 i 2 --- Wojna w blasku dnia ks. 1 i 2 ---  The Skull Throne ks. 1 i 2 ---  The Core ks. 1 i 2 + Wielki Bazar i Złoto Brayana
(Podlinkowane numery ksiąg)



Książka przeczytana do wyzwania:

piątek, 26 lipca 2013

Blogowe zabawy

Dawno już nie brałam udziału w zabawach blogowych, muszę się przyznać, że nie chciało mi się ponownie odpowiadać na te same pytania i wykonywać te same czynności. Tym razem jednak zostałam zaproszona przez Melona do nowej zabawy. Jest ona jednocześnie łatwa i trudna, bo trzeba wypisać aż (lub tylko) osiem rzeczy, którym nienawidzę. Zabierałam się za to kilka dni, ale dziś nadszedł ten dzień. ;) Dodatkowo postanowiłam, że ponownie napiszę siedem rzeczy o sobie, gdyż zostałam zaproszona przez Dianę do TVB, czyli do The Versatile Blog. Myślę, że nikt nie będzie się czuł urażony, bo do tej zabawy raczej nie byłam ostatnio nominowana. :) Przejdźmy więc, do rzeczy. :)




Naprawdę długo myślałam o rzeczach, których nienawidzę. Jest tyle, których nie lubię, które mnie drażnią, denerwują, ale by od razu nienawidzić. Postanowiłam, że skoro to blog w największej mierze książkowy, najwięcej faktów będzie o książkach i sprawach z nimi związanymi. Gdyby zabraknie mi pomysłów wstawię też bardziej osobiste. 

  1. Nienawidzę, gdy na książki jakiegoś autora trzeba czekać bardzo długo. Wiem, że trzeba ją najpierw napisać, potem wydać, później znów(najczęściej) przetłumaczyć na polski, ale dlaczego to musi tyle trwać... Gdy uwielbiam jakoś serię, a muszę na nia czekać rok bardzo się męczę, czytam często książki ponownie, czytam ich recenzje lub cokolwiek, by sobie je przypomnieć. Szkoda, że pomysłu z głów autorów nie mogą przychodzić od razu do czytelników...
  2. Nienawidzę również, gdy z braku funduszy nie mogę kupić jakiejś książki lub po prostu rodzice nie chcą mi na to pozwolić. Można powiedzieć, że ze strony mojej mamy i taty to zbrodnia, ale niestety dość często narzucają mi takie ograniczenia. Może rzeczywiście kupuję sporo, ale gdy patrzę na inne stosiki blogowe lub czytam recenzje nowej, ciekawej powieści, nie po prostu nie mogę nie kupić.
  3. Nienawidzę, gdy moja biblioteka nie ma całych serii książek, a ja muszę sobie dokupować brakujące egzemplarze. Nie byłby to tak duży kłopot, ale często cykle liczą nawet po kilkanaście części, a ja nie mogę wytrzymać, gdy tylko jedna z nich zbłąkana stoi na mojej półce. 
  4. Nienawidzę okropnych zakończeń, nie chodzi mi tu wcale o zakończenia, w których giną lub stają się ranni bohaterowie, lecz o takie, które nie pozwala nie myśleć dalej o książce i aż chcę się dostać więcej. I tu wracamy do punktu pierwszego, bo najczęściej w przypadku serii trzeba na to rozwiązanie czekać naprawdę długo.
  5. Powracam do bibliotekowych spraw. Nienawidzę, gdy ludzie niszczą, wyrywają lub zginają okładki, gdy widzę taką książkę robi się okropnie smutno. Nie dość, ze ludzie niszczą nie swoją własność, to jeszcze zabierają pociechę innym czytającym. Często naprawdę ciężko mi sie czyta książkę, w której co chwila odlatuję okładka. Nie dawno czytałam "Niezgodną" książka była w dobrym stanie, czytam aż tu nagle ktoś sobie wyrwał kawałek kartki. No jak tak można. Rozumiem przez przypadek naderwać, ale urwać...
  6. Nienawidzę nudnych lub przesłodzonych książkowych bohaterów lub bohaterek. Wolę tych z charakterem, nawet wrednym(często wtedy są najzabawniejsi). Choć wtedy mogę ich po prostu nie lubić. Ci przemili, idealni mnie męczą. Albo gdy czytam paranormal romance, ile razy chłopak najpierw jest ciekawy, a później gdy pozna dziewczynę swoich marzeń staję się nudny, cały czas do niej wzdycha i nie oddala się od niej na krok? Nienawidzę tego typu postaci.
  7. Teraz z innej beczki. Nienawidzę blogerów, którzy wpadają(bo inaczej tego nie można nazwać) na mojego bloga, zostawią jeden komentarz i to najczęściej tylko z linkiem do bloga i liczą na odwiedziny. Albo jeszcze lepiej dodają do obserwowanych, a potem chcą, by zrobić to samo. To naprawdę denerwujące. Nie ukrywam, że na początku dodawałam do obserwowanych wiele blogów, ale na pewno nie prosiłam się o to samo. Teraz wiem, że lepiej mieć mniej osób, które mnie odwiedzają, ale niech odwiedzają stale. 
  8. Teraz to już kompletnie odbiegnę od poprzednich punktów. Nienawidzę ludzi, którzy pomagają innym lub próbują się im przypodobać tylko po to, by coś zyskać. Nie potrafią nic powiedzieć w twarz, a jedynie obgadują za plecami. To okropne, perfidne, nie da się tego wprost opisać. Tak tego nienawidzę najbardziej. 
Do zabawy muszę nominować jedynie osiem osób, więc zapraszam:


Wybrałam blogerów, których chyba najczęściej odwiedzam, choć nadal brakuję tu kilka osób. Kolejność wyboru jest całkowicie przypadkowa. Jeśli Ty również chcesz pokazać światu, a przynajmniej blogosferze czego nienawidzisz serdecznie zapraszam do zabawy. 

_________________________________________________

Kolejna zabawa to The Versatile Blog, w której muszę napisać siedem faktów o sobie. Zaczynam więc:
  1. W tym roku zacznę naukę w liceum i boję się, że będę miała mniej czasu na czytanie.
  2. Czytam naprawdę sporo, jednak często mam okropny problem z pisaniem recenzji, wiele razy po prostu mi się nie chcę lub nie mam weny i najczęściej robię to na ostatnia chwilę.
  3. Nie tak dawno postanowiłam kupić sobie drugą półkę na książki, bo na jednej już mi się nie mieszczą.
  4. Nie mam talentu, ani muzycznego, ani plastycznego, ani technicznego. :(
  5. Praktycznie codziennie oglądam teleturniej Jeden z dziesięciu. Zawsze, gdy znam odpowiedź, a zawodnik nie, cieszę się jak dziecko ;P
  6. W tym roku razem z siostra postanowiłyśmy, że będziemy kupować mamie na każde święto storczyka, dziś moja mam ma imieniny, więc w jej kolekcji pojawi się kolejny. 
  7. Na koniec wyznam Wam, że jestem bardzo nieśmiała i okropnie sobie w tego nie lubię. 
Wiem, że ta zabawa była i nadal jest dość popularna, zdaję mi się, że większość blogerów była już do niej nominowana, lecz jeśli właśnie Ty nie brałeś, drogi czytelniku, jeszcze w niej udziału serdecznie Cię zapraszam. 



Miłego pisania ;)

PS. Mam do napisania jeszcze dwie zaległe recenzje z tego miesiąca, ale w swoje sidła porwała mnie "Wojna w blasku dnia", myślę, że jeśli dziś ją skończę  to recenzja pojawi się niedługo. Choć z moim lenistwem...  :)

środa, 24 lipca 2013

Zawód: wiedźma (po raz drugi)

Zawodowo wredna wiedźma

Kilka dni temu skończyłam pierwszą część książki Olgi Gromyko pt. „Zawód: wiedźma”. Wypożyczyłam ją z biblioteki razem z kolejnym tomem. Humor i specyficzny styl autorki tak mnie wciągnął, że zaraz sięgnęłam po drugą księgę. W. Redna porwała mnie na całego.

„Bujać to my, a nie nas.”

Szkoła Wolhy organizuje w tym roku zawody strzelnicze. Ku jej zaproszeniu zaproszeni są niego przedstawiciele wszystkich ras. Na zawody w nieznanym jej celu pojawia się też Len, okazuje się, że bardzo liczy na wygranie nagrody. Dziewczyna również staje do walki o trofeum. Niestety wygrana zostaje skradziona. Len razem z Wolhą i trollem Walem udają się na poszukiwanie bezcennego miecza.

Autorka posługuję się specyficznym językiem, nie jest to nasz normalny codzienny język, ale trochę przedawniony i nadający jej klimatu. Niestety długie monologi, np. starszych pań lub niesamowitego trolla Wala czasem mnie męczyły. Bo nie mogłam niekiedy ich zrozumieć. Nie wiem, czy tylko ja miałam ten problem, mam nadzieję, że tak. Musiałam wspomnieć, o tym na początku, bo to był dla mnie główny minus. Jednocześnie jednak nadawał klimatu, więc taki pluso-minus. :P

Bez owijania w bawełnę: książka jest bardzo zabawna. Myślałam, że po tak świetnej pierwszej części i po takiej masie żartów słownych autorce zabraknie pomysłów, ale nie. Naprawdę książka już od samego początku wywoływała na moich ustach co najmniej uśmiech. Kilka razy denerwowałam też siostrę niekontrolowanymi wybuchami śmiechu. Najwięcej było ich na samym końcu. Pod tym względem lektura na pewno klasuję się wysoko w moim rankingu książkowym.

„Ależ wy, magowie, macie tajny alfabet ani jednej runy nie potrafię odczytać! - Gdzie? A, to po prostu ja mam takie pismo.”

W poprzedniej recenzji napisałam, że chciałabym lepiej poznać spojrzenie pisarki na niezwykłe stworzenia. Tu mi się to udało. Do tego poznałam jeszcze takie stworzenia, o których nawet nie miałam pojęcia. Skrzyżowanie kreta z psem, kota z nietoperzem. Dziwna mieszanka, ale dzięki temu historia nabierała rumieńców.

Właśnie akcja, początkowo martwiłam się, że wszystko będzie się dziać w szkole Wolhy, jednak to nie była prawda. Kilka początkowych rozdziałów odbywało się w szkole, ale autorka doskonale wyszła z nich, by połączyć historię z kolejnym wyjazdem. Dzięki początkowym rozdziałom właśnie w szkole mogłam lepiej poznać przyjaciół czarownicy. Spodobał mi się postać jej przyjaciółki, ogólnie jej paczki przyjaciół. Tacy normalni ludzie, o ile można tak powiedzieć o magach. Mimo tak krótkiego czasu, poznałam ich całkiem nieźle, autorka potrafiła nakreślić ich wizerunek w kilku zdaniach, dzięki temu mam już jakichś zarys postaci.

„-Może dorzucę jeszcze kilka kładni i nie będziesz klął aż do końca podróży?
-Niewykonalnych zleceń nie przyjmuję - z godnością odparł troll.”

Skoro zaczęłam już o postaciach to nie mogę nie wspomnieć o dwóch nowych, bardzo ważnych bohaterach. Wal, ten troll był momentami po prostu niesamowity. Był moim zdaniem trochę obrzydliwy, np. z historią o butach, ale charakterem i humorem dorównywał magiczce i wampirowi. Tworzyli naprawdę zgrany duet. W kilku rozdziałach sporą role odegrał również Lewark(tak na marginesie, autorka tworzy naprawdę łatwe do zapamiętania imiona). Smok ten również był niezwykle zabawny, najbardziej w pierwszym rozdziale podczas „walki” z rycerzem. Naprawdę polubiłam tych obrzydliwców.

Całą książkę powoli odkrywaliśmy z Wolhą sekrety młodego wampira, ale zakończenie wróży, że nie odkrył jeszcze wszystkich kart, co on tam kombinuję. Jego przyjaźń z W. Redną ma swoje wzloty i upadki. Najlepsze momenty to te, w których się przekomarzają. Niestety sporo był też takich,w których się do siebie nie odzywali. Tak nie może być, wolę już jak się kłócą, a nie siedzą w ciszy, Dobrze, że właśnie w takich monetach był jeszcze  Wal. Jednak to, co zrobił na końcu. Nie ładnie...

Na sam koniec jeszcze kilka słów o okładkach. Musze powiedzieć, że obie niezwykle mi się podobają. Są po prostu magiczne. Pierwsza bardziej zabawna, druga wydaję mi się tajemnicza, według mnie obie są ciekawe i przyciągają wzrok. O to właśnie chodzi.

Teraz już naprawdę kończę, tylko wpadła mi do głowy pewna kwestia. Tytuły książek sugerują, że obie zrecenzowane przeze mnie książki są jakby jedną powieścią. Tematycznie zawierają dwie całkowicie różne historie, ale jednak ten tytuł. Zdaję mi się, że wydawnictwo Fabryka Słów dość często dzieli książki. Przy powieściach Petera V. Bretta jeszcze to rozumiem, bo są dość grube, ale dzielić książkę, która ma zaledwie 600 stron. Naprawdę to jest po prostu oszustwo.

Podsumowując, książka jest pełna humoru, trzyma poziom pierwszej. Znów świetnie się bawiłam razem z niesamowicie zabawnymi bohaterami. Lektura idealna na lato. Lekka, zabawna i czyta się ją w mgnieniu oka. Myślę, że zabiorę się za poznawanie kolejnych przygód niezwykle wrednej adeptki magii.
Ocena: bardzo dobra

Autor: Olga Grymyko
Tom: I  część II
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 320
Cena: 29,50 zł
Data przeczytania: 2013-07-22
Skąd: biblioteka publiczna

Seria  o W-Rednej:
Zawód wiedźma cz. 1 i 2 --- Wiedźma: Opiekunka cz. 1 i 2 --- Wiedźma: Naczelna
(podlinkowane numery części)




Książka przeczytana do wyzwania:

wtorek, 23 lipca 2013

Niezgodna

By stłumić w sobie strach...

„Tłumię strach. Kiedy podejmuję decyzję, udaję, że on nie istnieje.”

Przyszłość od zawsze fascynuję, ludzie chcą wiedzieć, co będzie dalej, jak potoczy się ich życie, co będzie się działa za sto, za milion lat. Wciąż dociekamy, szukamy prawdy. Również autorzy prześcigają się w swoich wizjach przyszłości. Najczęściej są to straszne, makabryczne obrazy lub światy, w których nikt nie chciałby się znaleźć. Przechwalą skończyłam nową antyutopijną trylogię Veronici Roth pt. „Niezgodna”. Jakie są moje wrażenia?

„Testy wcale nie muszą zmieniać naszych wyborów.”

Beatrice kończy szesnaście lat, niedługo będzie musiała zdecydować jaką drogę obierzę w życiu. Jej świat dzieli się na frakcje, a ona sama pochodzi z Altruizmu, czyli bezinteresowności. Dziewczyna czuję jednak, że tu nie pasuję. Dzień, w którym ma przejść test przynależności jest dla niej bardzo stresujący. Jednak sprawdzian nie dał jednoznacznych wyników. A to nie powinno się stać. Czy Beatrice podejmie dobrą decyzję? Czy zaufa swojej intuicji?

„Frakcja ponad krwią”

My, wy, oni...
Świat wykreowany przez panią Veronicę Roth nie różni się wiele od naszego, choć mogę się mylić, gdyż jego opisów było naprawdę niewiele. Autorka w większej mierze skupiała się na podziałach, które powstały w społeczeństwie. Ludzie ze względu na charakter zostają przydzieleni do odpowiednich frakcji. Każda z nich zajmuję się czymś innym i ma inne priorytety. Zacznę od frakcji, w której wyrastała główna bohaterka. Altruizm(czyli bezinteresowność) to gruba, która najbardziej ceni właśnie potrzeby innych i przekłada je nad własne. Są szykanowani i uważani za Sztywniaków. Poznajemy również Erudycję (czyli inteligencję), Prawość (czyli uczciwość), serdeczność (czyli życzliwość).

„Jestem Niezgodna. I nie można mnie kontrolować.”

Być ponad strachem
Opis z tyłu na okładce książki zdradził, że główna bohaterka przeniosła się do Nieustraszoności (czyli odwagi). Dzięki temu właśnie jej przedstawicieli i zasady poznajemy najlepiej. Można powiedzieć, że panuję tam zasada, że nie ma zasad. Kandydaci, by dostać się do tej drużyny muszą pokazać, że potrafią wiele zdziałać i że są gotowi na wszystko. Są poddawani ciężkim i wyczerpującym testom, które mają sprawdzić ich odwagę. Niekiedy wydawało mi się, że coś w tych zasadach nie gra. Odwaga była często mylona z brawurą i niedbałością o własne życie. Myślę, że pisarka dzięki temu mogła nam pokazać, że zmiany są potrzebne, jednak nie w takim stopniu, jaki miał nadejść...

„Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą.”

Niedopasowani
Wspomniałam już o wszystkich podziałach społeczeństwa, jednak co myśleliście może, co dzieje się z ludźmi, którzy mają cechy należące do kilku grup lub w ogólnie do żadnej z nich nie pasuję? Ostatnia propozycja nie jest aż tak straszna, jednak przez nią zostaje się wydalonym z życia, staje się bezwartościowym bezfrakcyjnym i nie ma się praktycznie żadnych praw. Sprawy układają się jednak dużo gorzej, gdy masz w sobie wiele cech, wtedy stajesz się niezgodny i nie ma dla Ciebie miejsca w społeczeństwie.

„Odważny nigdy się nie poddaje.” 

Przejdę teraz do bohaterów, nie jest ich w sumie tak wielu. Lepiej poznajemy niewiele osób. Początkowo mamy większy kontakt z rodziną głównej postaci, jednak to niedługo się zmienia. Trafiamy do frakcji Odwagi, a tam Beatrice, która przyjmuję imię Tris cały czas zmienia przyjaciół. Tak jak ona myliłam się w ich uczuciach do niej, trochę to było zagmatwane i dziwne. W końcu nikogo nie poznałam w pełni, poza główną bohaterką i jeszcze jedną osobą...

„Odważny uznaje siłę innych”

Tylko cztery
Mowa tu o Czwórce, chłopak tajemniczy i skryty. Jego tajemnica była dla mnie łatwa do odkrycia, jednak w sumie nie dziwiłam się, że pisarka nie chciała tego zdradzać od początku. Wiedziałam też już od samego początku, ze to właśnie jego i Tris coś połączy. Dużym plusem dla mnie jest to, że mimo ich związku chłopak się nie zmienił, co niestety dość często się dzieje, gdy czytam jakieś ksiązki z wątkiem romantycznych. Chłopak z ciekawego staje się nudny i ślepo mknie za ukochaną. Nie tu sprawa ma się ciekawiej i naprawdę go polubiłam.

„Powinniśmy myśleć o naszej rodzinie. (...) Ale musimy też myśleć o sobie.”

Pytania bez odpowiedzi
Zakończenie książki po przeczytaniu prawie całej książki jakoś mnie nie zaskoczyło, było dość przewidywalne. Jednak było jednocześnie ciekawe, bo jeszcze się z niczym podobnym nie spotkałam, no może raz. Sama końcówka wnosi trochę pytań, a najważniejszym z nich jest, jak to się skończy? Jest to trylogia, w bibliotece widziałam drugą część, więc postaram się za nia niedługo zabrać, jednak nie będę się śpieszyć, bo kolejna część jeszcze nie wydana.

„Ludzie nie potrafią długo znosić pustki.”

Zła reklama
Chciałabym też zwrócić uwagę na okładkę. Jej część graficzna, czyli ten ognisty okrąg i rozmieszczenie napisów mnie przekonuję, jednak jest minus i to dla mnie duży. Kompletnie nie podoba mi się to, że wydawnictwo wkleiło tyle „zachęcaczy”. Nawet na pierwszej stronie są twa teksty, które porównują książkę do nie kwestowanego hitu „Igrzysk śmierci”. Tamta trylogia bardzo mi się spodobała, ale to porównywanie do bestsellerów już mnie męczy. Moim zdaniem to jedynie żerowanie, mnie jakoś szczególnie by nie zachęciło, gdyby nie spodobał mi się opis i tematyka. Do tego całą tylnia część to fragmenty recenzji i zachwalania, ile to książka zdobyła nagród. Nie podoba mi się to.

„Ci, którzy potępili tchórzostwo, są Nieustraszonymi.”

Podsumowując, książka bardzo mnie zainteresowała i tematycznie wpasowała się w moje ulubione schematy. Było w niej naprawdę sporo akcji, spotkałam kilka ciekawych postaci, a do tego wielkim plusem jest sam pomysł. Jedyne, co mnie szczególnie odrzuca to wspomniane wcześniej reklamy na okładce, nie znoszę ich. Książkę na pewno będę miło wspominać, choc nie oczarowała mnie tak jak „Igrzyska...”, może gdybym sięgnęła po nią wcześniej. Teraz pozostaje mi wypożyczyć kolejny tom trylogii i wyczekiwać ekranizacji, ciekawi mnie jak to wszystko im wyjdzie.

 Ocena: bardzo dobra

Autor: Veronika Roth
Tom: I  
Wydawnictwo:  Amber
Ilość stron: 354
Cena: 37,80 zł
Data przeczytania: 2013-07-23
Skąd: biblioteka publiczna

Seria Niezgodna:
Niezgodna --- Zbuntowana --- Allegiant



Książka przeczytana do wyzwania: